Drużyna Spolszczenia
Magic Opera - Wersja do druku

+- Drużyna Spolszczenia (https://druzynaspolszczenia.pl)
+-- Dział: NOWOŚCI PŁYTOWE 2026 (https://druzynaspolszczenia.pl/forumdisplay.php?fid=272)
+--- Dział: NOWOŚCI - RECENZJE 2026 (https://druzynaspolszczenia.pl/forumdisplay.php?fid=273)
+--- Wątek: Magic Opera (/showthread.php?tid=3419)



Magic Opera - Memorius - 19.01.2021

Magic Opera - The Golden Pentacle (2021)

[Obrazek: mViXk7a.jpg]

tracklista:
1.The Golden Pentacle 06:13
2.Elixir Of Life 04:50
3.Keepers Of The Night 05:45
4.Never Ending Pain 06:24
5.Fight For The Victory 04:41
6.The Secret Of The Sea 06:25
7.The Sacred Legacy 07: 56
8.Free Again 04:13
9.The Other Side 06:08
10.Thief Of Souls 05:03
11.Until The End Of Time 07:16

rok wydania: 2021
gatunek: melodic symphonic neoclassical power metal
kraj: Włochy

skład zespołu:
Anton Darusso - śpiew
Gabriel Tuxen - gitara
Matt Krais - gitara
Enrico Pistolese - gitara basowa
Salvatore Giordano - perkusja
Marco Garau - instrumenty klawiszowe


Znakomitego klawiszowca z DERDIAN, Marco Garau, zawsze miło posłuchać. Od lutego 2021 będzie jeszcze więcej jego muzyki, za sprawą autorskiego projektu sygnowanego poza nazwiskiem także nazwą MAGIC OPERA. Album ten miał się początkowo ukazać w roku ubiegłym, ostatecznie jednak data premiery została znacznie przesunięta.
Marco wsparła sekcja rytmiczna z DERDIAN, gitarzysta Matt Krais ze znakomitego amerykańskiego SHADOWSTRIKE i duński gitarzysta Gabriel Tuxen z SEVEN THORNS. Zaśpiewał jeden z najbardziej utalentowanych wokalistów power metalowych z Ameryki Łacińskiej Anton Darusso z kostarykańskiego WINGS OF DESTINY. Warto przy okazji wspomnieć, że Marco Garau gościnnie wystąpił na najnowszej płycie WINGS OF DESTINY "Ballads".

Album "The Golden Pentacle" można odnieść do tej samej kategorii klasycznego melodic power metal w manierze włoskiej co wczesne płyty DERDIAN, bo jest tu podobny epicki i teatralny klimat i po raz kolejny świetny plan klawiszowy lidera. Z drugiej strony, to na pewno nie jest muzyka egocentryczna i Garau nie traktuje zespołu jako dodatku do swojego zestawu instrumentów, a nawet można powiedzieć, bardzo często skromnie usuwa się na plan drugi. Trochę neoklasycznej gry w eleganckim i melodyjnym tytułowym openerze The Golden Pentacle i już słychać jak dobrze się tym muzykom współpracuje. To ta sama lekkość i swoboda, jaką cechowały albumy debiutujących w ostatnim czasie ekip LUCA SELLITTO i FLAMES OF HEAVEN.
Tak, można mówić o renesansie italian fantasy flower power metalu w nieco odmienionej, neoromantycznej formule i tego romantyzmu w wysmakowany sposób podaną epickością jest bardzo dużo na albumie MAGIC OPERA. Gitarzyści grają pięknie i z polotem, z wdziękiem i finezyjnie w nieraz ekscytujących i aksamitnie wybuchowych solówkach, budują fundament dla wysmakowanych, ale nieprzekombinowanych partii i pasaży klawiszowych lidera. I tyle urzekających motywów neoklasycznych i neoromantycznych w tak wspaniałych kompozycjach jak Elixir Of Life czy też Keepers Of The Night. I tak pięknie i emocjonalnie śpiewa Kostarykańczyk! Tych emocji nie brakuje w tak bardzo włoskim Never Ending Pain, gdzie tak wiele jest z muzyki DERDIAN w tej teatralnej i wodewilowej aranżacji (to tango!, ten harsh/growl!)
Włoski melodic power musi być choć po części heroiczny i rycerski i w dumnym i poetyckim Fight For The Victory nawiązują do najlepszych tradycji RHAPSODY OF FIRE, tyle że bez nadmiernego barokowego przepychu. I jeszcze raz w szybkim, brawurowo rozegranym The Secret Of The Sea z jakże niespodziewaną partią pianina. Garau gra tu tak urzekająco retro... Pianino otwiera także najdłuższy, umieszczony centralnie The Sacred Legacy w manierze RHAPSODY i Sagi KALEDON i dramatyzm, czasem nawet lekko drapieżny łączy się tu z nieopisanej piękności motywami melodycznymi neoklasycznego pochodzenia, podkreślonymi rozległym, pełnymi mocy wokalami Darusso. Klasa! Nie odpuszczają ani przez chwilę i zaraz potem wspaniała powtórka w zwiewnymi niesamowicie eleganckim, a przy tym jakże heroicznym Free Again, krótszym, prostszym formalnie, ale po po prostu porażającym maestrią wykonania i chwytliwością melodii. Ten refren, no coś wspaniałego! Poetyka, poetyckość... Tak, robi wrażenie Thief Of Souls, gdzie słychać poza eksplozywnym refrenem także minimalne progresywne podejście do tematu. W ten sposób grają naprawdę chyba tylko Włosi, choć w tym przypadku także Amerykanin i Duńczyk. Przepiękne!
Te ciepłe, słoneczne i łagodne metalowe włoskie songi o hymnowym, podniosłym charakterze bywają lepsze i gorsze i The Other Side na pewno należy do tych lepszych, bo i refren jest bardzo dobry i proste sola gitarowe są bardzo dopasowane, jednak w ostatecznym rozrachunku to kompozycja nieco słabsza na tle pozostałych, choć słychać, że w jej przygotowanie włożono bardzo wiele staranności i serca. Natomiast zakończenie jest fenomenalne, bo fenomenalny jest Until The End Of Time, jak soczewka skupiający w sobie wszystko co najlepsze w muzyce MAGIC OPERA na tym albumie. Jest wodewil, jest retro, jest neoklasyka, jest power metal i jest zniewalająca elegancja. Ekstraklasa!
I taka dygresja na koniec. W tym wszystkim jest też coś z najlepszego grania japońskiego w gatunku. Niełatwo to wychwycić, ale jednak to się czuje.

Sound jest stosunkowo delikatny, z gitarami bez nadmiernego ciężaru i umiarkowanie zaznaczoną sekcją rytmiczną. Bogate i zróżnicowane jest brzmienie instrumentów klawiszowych. Anton Darusso nieznacznie wysunięty do przodu, tak, że instrumentaliści go nie zagłuszają w żadnym momencie. Mix i mastering wykonał Danilo Di Lorenzo w Moonhouse Recording Studio.
Doskonała płyta, doskonała! Muzyka talentu i pasji! W roku 2020 Cristiano Filippini, w 2021 Marco Garau!


ocena: 9,8/10

new 19.02.2021

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości Marco Garau



RE: Magic Opera - Memorius - 18.12.2022

Magic Opera - Battle of Ice (2023)

[Obrazek: 1088325.jpg?2545]

tracklista:
1.The Black Sorcery 06:27
2.The Cursed Crown 05:40
3.The Legend of the Demon's Cry 06:21
4.Assault on the Castle 04:43
5.Ride Into the Sun 06:17
6.White Dragon 07:48
7.The Shadow Man 05:27
8.The Book of Evil 05:15
9.Under Siege 05:01
10.Battle of Ice 11:05

rok wydania: 2023
gatunek: melodic symphonic neoclassical power metal
kraj: Włochy

skład zespołu:
Anton Darusso - śpiew
Enrico Pistolese - gitara
Luca Sellitto - gitara
Ollie Bernstein - gitara basowa
Salvatore Giordano - perkusja
Marco Garau - instrumenty klawiszowe

Jak to dobrze, że projekt MAGIC OPERA nie okazał się jednorazowy. Jak to dobrze, że teraz można usłyszeć w tej grupie Czarodzieja Lica Sellitto. Tak, są przetasowania w składzie, ale nadal śpiewa wspaniały Anton Darusso. I jest nowa płyta, którą zespół nakładem własnym przedstawi 27 stycznia 2023 roku.

Choć całość spina klamrą kunszt kompozytorski Marco Garau, to jednak określona nowa jakość jest i to w prostej linii wynika z nowego duetu gitarzystów. Luca jest wsparty przez Enrico Pistolese, który z basu w MAGIC OPERA zrezygnował i teraz swobodniej tu sobie poczyna, wnosząc lekkość i zwiewność gitarową, prezentowaną przez niego w DERDIAN. Jest w gitarowej robocie to inaczej rozwiązane niż na debiucie i to słychać już w pięknym fantasy power metalowym The Black Sorcery, gdzie nuta neoklasyczna łączy się z pełną wdzięku melodią we włoskim stylu, ale i z pewną dawką stylu, jaki można usłyszeć tylko na albumach japońskich. Nad wyraz interesujące. Ciekawe, że nowy basista, Amerykanin Ollie Bernstein mieszka od jakiegoś czasu w Japonii i gra tam w power metalowym zespole ILLUSION FORCE. Marco Garau jak zwykle skromny, pozostawia dla siebie tyle miejsca, by nie przytłaczać, ale tam gdzie gra partie solowe lub wstępy, jest znakomity. Kapitalnie brzmi The Cursed Crown, gdzie wykorzystane zostały dosyć rozpoznawalne motywy klasyczne w triumfalnym wstępie, a plan klawiszowy jest taki delikatny i gustowny. I te pianino przed partią z brutalnym wokalem! I pasaż Marco, i solówka gitarowa Luca! Jakie to wszystko jest wysmakowane, jakie wycyzelowane w szczegółach! Jak w The Legend of the Demon's Cry, gdzie dynamiczna perkusja napędza niemal wodewilową melodię, a przy tym oczywiście fantasy heroiczną. Fantastyczna część instrumentalna, po raz  kolejny fantastyczna. Jak oni tu potrafią na różne sposoby wykorzystać jeden w zasadzie motyw. Wyborne! I nieco bardziej dostojniej w utrzymanym w trochę wolniejszym tempie Assault on the Castle i tu wspaniale zaśpiewał Anton Darusso, przy czym na pewno w tej kompozycji słychać więcej DERDIAN niż w do tego momentu zaprezentowanych. Bojowo jest i epicko.
A Ride Into the Sun to pogodna melodic power metalowa galopada w stylu italo flower power na najwyższym poziomie. Tak nostalgicznie przypominają te słynne kompozycje grup z Włoch, które wylansowała onegdaj wytwórnia Underground Symphony. Jest tu jednak i coś więcej, bo jest Marco Garau w delikatnej, ażurowej partii pianina z tłem symfonicznym. Urzekające.
Baśniowo jak z filmu animowanego rozpoczyna się White Dragon i jak tu czaruje Darusso. Ładne i takie nawet wzruszające to jest, a potem się rozpędzają i jak swobodnie i bez wysiłku potrafią utrzymać zainteresowanie przez te prawie osiem minut. I nie można się oprzeć wrażeniu, że tym razem czerpią natchnienie z RHAPSODY. Jest bardzo dobrze, bogato, jednak jest mimo wszystko kompozycja minimalnie słabsza od wcześniejszych, bo sama  melodia główna jednak mniej oryginalna. Jednak część instrumentalna przepyszna po raz kolejny.
W spokojnym tempie snują opowieść The Shadow Man i znowu czaruje głosem Anton przy akompaniamencie pianina i narastającego planu symfonicznego. Ładna rockowa ballada z tego wyszła, niemniej nieco mało metalowa w otoczeniu pozostałych utworów. W The Book of Evil wracają do klasycznego włoskiego heroicznego melodic power w manierze KALEDON i tu wykonanie przewyższa samą wartość dosyć już ogranej melodii. Znakomicie się prezentuje w pełni oryginalny, ze swadą i zadziorem, gdzie trzeba zagrany Under Siege pełen melodyjnego pędu i neoklasycznych ornamentacji. I tytułowy kolos Battle of Ice zaprezentowany wzorem innych grup włoskich z kręgu power metalu symfonicznego na zakończenie. Takie kompozycje stanowią zawsze wyzwanie i MAGIC OPERA podejmuje je po raz pierwszy. Barkowy przepych i nie tylko barokowy, bo początek jest neoklasycznie barokowy. Jest bogactwo formy, jest narastające napięcie narracji w opowieści epickiej, jest znakomita melodia zbudowana w znacznej mierze na neoklasycznym fundamencie, jest misterny plan drugi, tworzony przez Marco.
Jest i bojowo, i słonecznie, i nawet nieco drapieżnie. Świetnie chórki wspierają tu frontmana, świetnie. I długie solo Luca i duet z Marco. Mistrzowie!

Mix wykonał Roland Grapow i jest to krystalicznie przejrzyste. Mastering to dzieło samego Marco Garau i mnie ten sound poszczególnych instrumentów bardzo odpowiada. Nie ma nadmiaru ciężkości i to jest zwiewne zwłaszcza w klawiszach i gitarach. Ani jednego błędu w wykonaniu, ani jednego potknięcia aranżacyjnego. Fantastyczne wykonanie.
Po raz drugi Magiczna Opera w wykonaniu ekipy Marco, choć tym razem bliższa rozpoznawalnym standardom włoskim.


ocena: 9,5/10

new 18.12.2022

Podziękowania dla Marco Garau za przedpremierowe udostępnienie tego albumu.



RE: Magic Opera - SteelHammer - 04.07.2026

Magic Opera - The Final Flight (2026)

[Obrazek: 1450483.jpg?1416]

Tracklista:
1. The Danger’s Growing Dark 07:15      
2. The Black Gem 04:51      
3. Unholy Alliance 05:38      
4. Fury of the Storm 05:20      
5. Mother of Winter Ice 05:44      
6. Chaos Rising 01:20       
7. When Reason Dies 05:42      
8. Immortal Glory 05:05      
9. Lady of the Wind 05:54      
10. The Clash of Fates 06:25      
11. Steel and Magic 05:02      
12. The Final Flight 06:19

Rok wydania: 2026
Gatunek: Melodic Symphonic Neoclassical Power Metal
Kraj: Włochy

skład zespołu:
Anton Darusso - śpiew
Luca Sellitto - gitara
Matteo Baschiera - gitara
Ollie Bernstein - gitara basowa
Salvatore Giordano - perkusja
Marco Garau - instrumenty klawiszowe


Po trzech latach przerwy, Marco Garau powraca z trzecim albumem, finałem trylogii "Amtork Saga". Zaszła też drobna zmiana w składzie i Enrico Pistolese został zastąpiony przez Matteo Baschiera z mało znanego i dość topornego zespołu SICK SOCIETY.
Album zostanie wydany nakładem własnym 24 lipca 2026 roku.

Jest źle. Bardzo źle i przykro. Smutno i przygnębiająco, że jest to ostatni tego zespołu i wkrótce zostanie rozwiązany.
Trudno opisać w słowach geniusz tego LP, power metalu wysmakowanego, wieloplanowego, z całym wachlarzem melodii, przepięknych aranżacji, zapadających w pamięć refrenów, dopracowania w szczegółach przy arcymistrzowskim poziomie wykonania. Jasne, poprzednie płyty fenomenalne i niewiele im do ideału brakowało. Tutaj jest wszystko i jeszcze więcej, to nie tylko rozwinięcie pomysłów z poprzednich części tej opowieści, to ukoronowanie ponad 30 lat Marco Garau. I w jakimś stopniu szeroko pojmowanego symphonic power metalu włoskiego, który pomagał rozbudowywać i pokazać, że symphonic power metal to nie tylko KALEDON i RHAPSODY.
Luca Sellitto... Czarodziej, Guitar Hero, którego gitarowy kunszt można było usłyszeć w jego projekcie solowym, wybornym TIMELESS FAIRYTALE oraz płycie poprzedniej MAGIC OPERA. Tutaj gra jeszcze więcej, gra jeszcze lepiej, jego ornamentacje i popisy są bardzo bogate i soczyste, technicznie nienaganne i wycyzelowane do granic możliwości. To już słychać w absolutnie niesamowitym The Danger’s Growing Dark, kompozycji bardzo klasycznej, stylistyczną wizytówką Marco Garau. Bombastyczne plany klawiszowe, wspaniale komplementujące gitary, idealnie podkreślające melodie i nasycone delikatną epiką refreny i ten LP to połączenie doświadczeń z poprzednich dwóch LP, bo i jak inaczej określić wyborny The Black Gem, w którym jest potęga Battle of Ice połączona z elegancją i nutą delikatności The Golden Pentacle?
MAGIC OPERA to nie jest zespół schematyczny i potrafią wielokrotnie tutaj zaskoczyć, nie tylko melodiami i refrenem, ale i wykonaniem. Unholy Alliance ma fenomenalny, pełen elegancji refren, w którym jest coś z New Era, szczególnie Part II - War of the Gods, ale i charakterystycznego dla MAGIC OPERA łamania i zabawy z rytmem. Prawdziwym arcydziełem, gatunkowym arcymistrzostwem jest tutaj partia środkowa z dewastującym solo na gitarze akustycznej. Genialna zagrywka, dopełniona miażdżącym dialogiem Garau/Sellitto! Ta kompozycja jest tak bogata w pomysły, w melodie, tak wieloplanowa, że to zdumiewa, że trwa tylko pięć i pół minuty. Pięć minut absolutnego, podręcznikowego zniszczenia Power Metalem "Made in Italy"!

Oczywiście brawa również dla Matteo Baschiera, dzięki któremu Sellitto wydaje się grać jeszcze swobodniej niż na LP poprzednim. To niespodziewany, cichy bohater tej płyty, który rozumie filozofię tego gatunku. Sekcja rytmiczna jest bezbłędna i to aksjomat. Salvatore Giordano gra fantastycznie, od power metalowych, skomplikowanych szarż po mocne, bitewne litaury pełne mocy jak w wolniejszym, bardziej epickim Fury of the Storm, gdzie bas Ollie Bernsteina znakomicie pulsuje. Dumnie i epicko niemal jak RHAPSODY czy MANOWAR, ale w charakterystycznym dla MAGIC OPERA stylu.
No i jest prawdziwy heros, Anton Darusso, który jest w formie życiowej! Poszedł absolutnie na całość i z całej jego dyskografii to jego najlepszy występ. Jak wieloplanowy i plastyczny jest to wokalista słychać było już wcześniej, ale tutaj przeszedł sam siebie. Od epickich zaśpiewów, nakładek wokalnych pełnych uroku i romantyzmu w Fury of the Storm, ostrych i agresywnych zaśpiewów, ocierających się o growl w The Black Gem, po teatralny dramatyzm Mother of Winter Ice czy balladową delikatność i dozę romantyzmu w perfekcyjnym Lady of The Wind (przepiękne pianino, zwracający się bezpośrednio do słuchacza wokalista i, tak jak na debiucie, jest tu coś z japońskiej filozofii grania), wszędzie brzmi znakomicie, wybornie i dłonie same układają się do oklasków. Tak jak w przypadku technicznych popisów instrumentalistów i należy to zaznaczyć i powtarzać, technicznie Marco Garau w ogóle się nie hamuje, tak jak pozostali i jest to wykonawcze arcydzieło. Oj tak, teatralne szaleństwo rodem z EVIL MASQUARADE w Mother of Winter Ice to ciekawe wtrącenie, chociaż niektórzy mogą uznać je za kontrowersyjne. Ale te sola, ozdobniki, dialogi... Geniusz, mistrzostwo i jeszcze raz Geniusz! 
Środkową część oddziela miniatura Chaos Rising, małe neoklasyczne arcydzieło. Tak jak metalowa opera pełna dramatu i niepewności When Reason Dies, znakomicie budowanej przez cały zespół, który jest tutaj absolutną jednością. Nie ma zbędnego dźwięku czy cienia fałszu i to fascynujące, jak płynnie przechodzą z jednego motywu do kolejnego oraz jak to wszystko jest spójne. Immortal Glory to prosty power metal symfoniczny, nieskomplikowany i można go określić jako stylistyczna standard MAGIC OPERA, chociaż wykonawczo delikatnie jednak odstaje i tak nie zaskakuje, a już na pewno nie tak, jak dewastujący neoklasycznie The Clash of Fates. Steel and Magic to najwyższej klasy symphonic power metal, delikatnie ocierający się o lata 90. z delikatnie pastelową melodią i prezentacją. W tej obłędnej, bajkowej rycerskości jest coś pięknego i jest to równie autentyczne, jak najlepsze zespoły flower power promowane na przełomie lat 90. i 2000. przez Underground Symphony. Prawdziwa perełka i piękny hołd dla gatunkowej klasyki.
The Final Flight... Punkt kulminacyjny, przepiękny, romantyczny power metalowy wzlot z wysokiej klasy refrenem, bardzo ciepłym, pełnym nadziei i pozytywnej energii. Takiego metalu jest o wiele za mało. Arcydzieło. I koniec. Przepiękny, delikatnie nostalgiczny, z łezką w oku i ciepłem w sercu.

Tym razem produkcja wykonana została w Niemczech przez Larsa Rettkowitza i jest to wyborny kompromis pomiędzy czystym i klarownym brzmieniem debiutu a potężnym, głębokim i charakterystycznym soundem Rolanda Grapowa. Wieloplanowość została zachowana, dopieszczenie planów klawiszowych godne podziwu, tak jak rozmieszczenie instrumentów. Żadnej teutońskiej fuszerki czy pójścia na skróty, tylko brzmienie godne tego nagrania.
Wszyscy spisali się tutaj znakomicie, wykonanie jest fantastyczne. Do tego materiał w żadnym stopniu nie jest męczący i zachęca do kolejnych odsłuchów dzięki wyrazistym melodiom i zapadającym w pamięć refrenom, dokładnie tak, jak poprzednie LP tej grupy. Wielka szkoda, że to koniec tej podróży z tym zespołem, m.in. przez rozwój AI.
Jak już wspominałem wcześniej, jestem absolutnie przeciwny AI, jego wykorzystaniu w muzyce i na tym portalu takie "produkty" nigdy nie będą publikowane. Miejsce dla takich tworzyw jest w odpowiednich pojemnikach i mojego zdania na ten temat nic nie zmieni.
Ten LP to kolejny dowód, że AI nie zastąpi prawdziwych Artystów i Mistrzów, których należy doceniać i cenić. To jest prawdziwe, mistrzowskie pożegnanie i trudno wyobrazić sobie coś lepszego.
MAGIC OPERA i Marco Garau żegnają się z fanami metalu na bardzo wysokim poziomie. Smutno i przykro, ale ja się nie żegnam, bo jednak ciągle mam nadzieję, że to nie koniec i jeszcze kiedyś o MAGIC OPERA lub Marco Garau jeszcze usłyszymy. Dlatego nie mówię "żegnaj", a "do zobaczenia". Jaka by przyszłość nie była, nic nie zmieni faktu, że muzyka stworzona przez człowieka ukształtowała wielu ludzi i pomogła wielu. I taka muzyka zawsze będzie w moim sercu i promowanie, opisywanie, jak i szukanie takiej muzyki to nie tylko cel, ale i nadaje sens i chęci całej pracy tutaj włożonej. Wiem, że Świętej Pamięci Memorius by się ze mną zgodził.
Trochę osobiście się zrobiło, ale temat AI zaczyna dotykać nas wszystkich i trzeba o tym mówić i zwracać na to uwagę.
Dlatego słowem podsumowania - gatunkowe cudo, od mistrza i fana dla fanów świetnej muzyki. Do zobaczenia, czy może raczej do usłyszenia, bo na pewno nie raz będę wracać do tej, i nie tylko tej, płyty, zacnych dyskografii i zespołów.


Ocena: +10/10

SteelHammer

Podziękowania dla Marco Garau za przedpremierowe udostępnienie tego albumu.