Vultures Vengeance
#1
Vultures Vengeance - The Knightlore (2019)

[Obrazek: R-13563628-1560448389-6343.jpeg.jpg]

tracklista:
1.A Great Spark from the Dark 06:48
2.Fates Weaver 04:26
3.Pathfinder's Call 06:27
4.The Knightlore 06:11
5.Lord of the Key 06:01
6.Dead Men and Blind Fates 07:09
7.Eye of a Stranger 04:24
8.Chained by the Night 05:51

rok wydania: 2019
gatunek: heavy/power metal
kraj: Włochy

skład zespołu:
Tony T. Steele - śpiew, gitara
Tony L.A.(Tony Scelzi) - gitara
Matt Savage - gitara basowa
Matt Serafini - perkusja


Jest to pierwszy LP zespołu z Rzymu i pierwsze ich wydawnictwo w takim właśnie składzie. Grupa istnieje już wiele lat, ale jak sądzę dopiero teraz zostanie szerzej zauważona, dzięki tej właśnie płycie wydanej przez wytwórnię Gates of Hell Records.

Zauważona? Niby czemu, skoro z Włoch jest tak dużo metalowej muzyki co miesiąc i co roku? Odpowiedź jest prosta. VULTURES VENGEANCE to jest po prostu bardzo dobry zespół.
To co grają, to mix amerykańskiego i europejskiego heavy i power metalu w stylu heroicznym, rycerskim, ale bez podawania tego wprost, w jednoznaczny sposób. Jest tutaj i specyficzne , typowe dla USA zagęszczenie ściany gitarowej, stosunkowo surowej oraz cała masa atrakcyjnych melodii, przywodzących na myśl granie europejskie. To, co odróżnia ten zespół od armii innych, to finezyjne i pełne rozmachu wykonanie i tu nie ma wrażenia topornej heavy metalowej łupaniny. Pięknie współpracują gitary w każdej z tych kompozycji, czy to prostszy, dumny i pełen patosu Pathfinder's Call  czy też kapitalny opener A Great Spark from the Dark, gdzie jest i niezwykły klimat, i zadziwiające podziały rytmiczne, i historia opowiedziana w bardzo ciekawy muzycznie sposób. Tony Scelzi gra także w STONEWALL, ale tutaj ma jednak znacznie większe pole do popisu w czasie finezyjnych gitarowych duetów z Tony T. Steele. Chwilami na początku niektórych numerów jest wrażenie lekkiego chaosu, ale warto posłuchać jak zgrabnie przechodzą do metalowego natarcia w The Knightlore.
Kompozycję dosyć długie, ale nie ma wrażenia dłużyzn i zwykle ponad 6 minut mija szybko, często jeszcze pozostawiając wrażenie niedosytu. Lord of the Key i nie tylko, potrafią pogodzić gusta fanów USPM i grania europejskiego i proporcja pomiędzy surowością i ostrością, a melodia jest bardzo dobrze wyważona. W Dead Men and Blind Fates doskonale został połączony dramatyzm z monumentalną, pompatyczną melodią w klasycznym stylu epickim. W udany sposób zostały tu także włączone piękne wolniejsze partie (ach te gitary!). No i ten mix USA/Europa, zrobiony z takim wyczuciem. Także opartym na "krążących" gitarach melancholijnym Eye of a Stranger.
Wyborne jest zakończenie płyty w postaci dynamicznego, ale i nie pozbawionego nastroju Chained by the Night.

Tony T. Steele nie tylko bardzo dobrze gra na gitarze, ale i bardzo dobrze śpiewa, i ten pełen ekspresji głos jest idealnie wpasowany w sound gitar. Należy także wspomnieć o basiście i perkusiście, którzy bez problemu udźwignęli skomplikowane nieraz podziały rytmiczne.
Brzmienie jest specyficzne, dosyć ostre i surowe i poniekąd przypomina sound z debiutu amerykańskiego EXXPLORER. Zresztą i muzycznie te grupy mają ze sobą sporo wspólnego. Na tle nieraz mocno przeciętnych ostatnio nowych zespołów włoskich VULTURES VENGEANCE prezentuje się bardzo dobrze. Naprawdę jest to udany debiut Rzymian!


ocena: 8,7/10

new 16.05.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Vultures Vengeance - Dust Age (2025)

[Obrazek: 1295828.jpg?4048]

Tracklista:
1. Dust Age 06:15       
2. Queen of the Last Light 04:38       
3. Those Who Sold the World 05:33     
4. Reign of Severance 05:09       
5. City of a Thousand Blades 04:46      
6. The Exiled 05:15       
7. The Foul Mighty Temple of Men 05:35       
8. It Holds 04:18

Rok wydania: 2025
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Włochy

Skład zespołu:
Tony T. Steele - śpiew, gitara
Tony L.A.(Tony Scelzi) - gitara
Matt Savage - bas
Damian Baldasso - perkusja


O tym zespole z Rzymu długo było cicho, sam album został nagrany już w 2020 roku jeszcze z poprzednim basistą, ale z różnych przyczyn nie mógł zostać wydany... W końcu jednak, po 5 latach, drugi LP został wydany 21 lutego 2025 roku nakładem High Roller Records.

Ponownie osiem kompozycji, choć tym razem ogólnie krótszych i bardziej zwartych, ponownie utrzymanych w duchu USPM z europejskim wykonaniem i podejściem do melodii, co słychać już w rozpędzonym Dust Age. Tutaj ewidentnie kłania się USA, od nakładek wokalnych po heroiczny, komiksowy pęd. Tony T. Steele i Scelzi czują tę konwencję i słychać, że ta kompozycja została nagrana pod wpływem sukcesu The Knightlore, ich duety gitarowe są równie znakomite, a Baldasso gra energicznie, chociaż nie tak zaskakująco, jak jego poprzednik. Dalej jednak bywa już różnie, szczególnie wątpliwości budzi kompletnie złagodzenie i brak pazura w takich kompozycjach, jak spokojny Reign of Severance, z którego epika EXXPLORER wyparowała i została zastąpiona typowym, amerykańskim heavy metalem.
Dobry jest Those Who Sold The World w stylu OMEN, starają się urozmaicać kompozycje różnymi zmianami temp i klimatu, czasami niepotrzebnie i na debiucie, mimo kompozycji zdecydowanie dłuższych, nie było to aż tak oderwane i niespójne. Sola gitarowe nadal są dobre i bardzo dobre (Queen of the Last Light), tak jak wokalnie Tony T. Steele jest świetny i klasycznie amerykański Those Who Sold The World jest pod tym względem solidny. Bardziej heavy metalowy City of a Thousand Blades, jest udany, chociaż bardziej rycerski The Exiled ma w sobie więcej EXXPLORER, podobnie jak The Foul Mighty Temple of Men z bardzo dobrym motywem przewodnim i zaangażowaną pracą sekcji rytmicznej.
It Holds zaczyna się przeciętnie, ale bardzo dobrze to się rozwija w epicki heavy metal MANOWAR w drugiej połowie, gdzie Steel daje swój najlepszy występ.

Od strony wykonawczej jak i kompozycyjnej, jest to LP słabszy od poprzedniego, jest tutaj mniej heavy/power metalowej mocy, a więcej wolniejszego heavy metalu, nie zawsze atrakcyjnego czy oryginalnego.
Drugą kwestią jest produkcja, która bez wątpienia miała naśladować lata 80., ale wyszło to bardzo niechlujnie, momentami nieczytelnie i to spory krok w tył w porównaniu z debiutem. Chociaż może tak miało być, bo od początku do końca nie można pozbyć się wrażenia, że ten album nawiązuje do oferty włoskiej wytwórni Underground Symphony i to nie tylko w kwestii brzmienia, ale również dozy archaiczności samych kompozycji. To dobra płyta, ale jednak nie tak dopracowana i energiczna, jak debiut.


Ocena: 7.3/10

SteelHammer
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości