Adamantis
#1
Adamantis - Far Flug Realm (2020)

[Obrazek: a1937482086_16.jpg]

tracklista:
1.Into the Realm 00:50
2.Unbound Souls 04:16
3.Misbegotten Dream 06:02
4.Puppeteer's Bane 04:59
5.Fire and Brimstone 04:47
6.Imagination 05:27
7.Journey's End 05:22
8.The Oracle's Prophecy 04:52
9.Second Sight 06:12
10.The Siege of Arkona 05:55
11.Voron (The Ravensong) 07:31

rok wydania: 2020
gatunek: power metal
kraj: USA

skład zespołu:
Jeff Stark - śpiew
Jeff Taft - gitara
Javier Estrada Díez - gitara
Cody Pelchat - gitara basowa
Evgeny Gromovoy - perkusja

"Far Flug Realm" to pełnometrażowy debiut ekipy z Brighton, Massachusetts, założonej w roku 2016 i składającej się z muzyków amerykańskich i hiszpańskich (Estrada i Gromovoy). Wśród Amerykanów basista Cody Pelchat z rozwojowej heavy metalowej formacji REICH OF SHADOWS. Album ukazał się nakładem własnym w październiku 2020.

Grupa łączy stylistycznie power metal amerykański z melodiami w europejskim fantasy heroicznym stylu. Łączy umiejętnie i to słychać już w Unbound Souls, szybkim i łagodnie epickim Unbound Souls, gdzie raczej delikatny głos frontmana jest wspomagany przez udane chórki. Z europejskiej strony powiewa ten ciepły poetycki styl narracji co bardzo dobrze słychać w Misbegotten Dream, z amerykańskiej zdecydowane riffy gitarowe i dynamiczna sekcja rytmiczna. Sporo miejsca zespół pozostawia wysmakowanym popisom solowy gitarzystów i ogólnie partie instrumentalne są starannie przygotowane.
W Puppeteer's Bane słychać ciekawe echa stylu RUNNING WILD w motywach gitarowych, choć bliżej jest jednak do estetyki BLAZON STONE Ceda. Udana kompozycja, jednak zdecydowanie lepszy jest porywający główny motyw Fire and Brimstone i ten klasyczny rys amerykański z lat 80tych. Ogólnie mówiąc grupa bardzo dobrze wypada właśnie w utworach szybkich, pełnych gitarowego pędu i zdecydowanych ataków sekcji rytmicznej. Wolniejszy i bardziej romantyczny Imagination jest dobry, ale pewne zastosowane tu progresywne rozwiązania współpracy gitarzystów i średnio ciekawie wykorzystany klimat "ancient" powodują, że to mniej udany numer z tej płyty. Takie nie do końca zakończone sukcesem wejście na terytorium TANAGRA. Za to także łagodnie zaśpiewany do delikatnych aranżacji planu drugiego Journey's End, jest bardzo dobrym przykładem na poetycki power metal, zagrany z dużym pietyzmem i emocjami. Sporo ciekawych muzycznych pomysłów przewija się w The Oracle's Prophecy i jest zarazem epicko, jak i mocno w gitarach w manierze USPM, no i pełne uroku są najbardziej melodyjne fragmenty refrenu. Słychać nawet typowe dla flower power metalu iberyjskiego dynamiczne fanfarowe i polatujące ku niebu sola gitarzystów. Wokalnie tym razem wsparła frontmana Elisa Candelas Martín (ex DARKMOOR, ex FAIRYLAND, HAMKA). Elementów, które można nazwać symfonicznymi  jest niewiele i taki jest tylko początek Second Sight, a ogólnie ta kompozycja znajduje się w obszarach skandynawskiego i niemieckiego epickiego power metalu. Natomiast The Siege of Arkona jest ukłonem w stronę true epic heavy. Tu grają wolniej, bardziej uroczyście, surowiej i jest nieźle, ale tylko w odniesieniu do tego jak się takie rzeczy gra w Niemczech. Narracja w języku rosyjskim wykonana jest tu przez perkusistę o rosyjskich korzeniach. Końcowa część albumu to rozbudowany epicki song power metalowy Voron (The Ravensong), który jest zagrany spokojnie i ma swój lekko niepokojący i smutny klimat i przepięknie rozkwita w chóralnym refrenie, magicznym, urzekającym i najbardziej zapadającym w pamięć z całego albumu.

Zgrana, wyrównana ekipa wie, co chce tu zaprezentować. Bez jaskiniowego prymitywizmu jakim "czaruje" większość grup epic power z USA, bez grania USPM na siłę, spina oba brzegi Atlantyku, a wokalista jest wiarygodny w swojej poetyckiej narracji. Do tego bardzo dobra, klarowna produkcja bez nadmiernego ciężaru żadnego z instrumentów. Zgrabny, czytelny mix.
Ciekawy, wartościowy debiut z USA.


ocena: 8,2/10

new 25.10.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Adamantis - Reforged (2025)

[Obrazek: 1269273.jpg?2910]

Tracklista:
1. Ride for Ruin 05:19      
2. Steelclad 04:15      
3. Funeral for a King 01:32      
4. Reforged 05:30      
5. The Sailor on the Seas of Fate 06:18      
6. Time of Contempt 04:58      
7. Gates of Miklagard 07:48      
8. Fall of Asterius 06:04

Rok wydania: 2025
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Jeff Stark - śpiew
Javier Estrada Díez - gitara
Vance Simmons - gitara
Alex Scofield - bas
Evgeny Gromovoy - perkusja


Jeff Taft opuścił zespół w 2021 roku, na jego miejsce przyszedł debiutant z death metalowego projektu MAIDENHEAD i z tej grupy dokooptowany został basista Alex Scofield. Po ponad pięciu latach i przekładaniu premiery, w końcu możemy usłyszeć następcę debiutu, który wydany został 7 marca 2025 roku przez No Remorse Records.

Z kompozycjami skromniej, pełnoprawnych jest siedem i zaczyna się to nawet nieźle w euro-amerykańskim Ride to Ruin ze sztampowym refrenem i bardzo topornymi przejściami. Najgorsze na tym LP jest to, że nie ma tutaj materiału tak świeżego i energicznego, jak na debiucie, jest muzyka bardziej zachowawcza, chłodna i w pewnych miejscach topornie amerykańska, jak we wstępie Steelclad, w którym próbują kopiować JUDICATOR ze skutkiem co najwyżej poprawnym. Te amerykańskie zapędy do epickiego heavy metalu słychać w tytułowym Reforged i szybszymi, power metalowymi tempami próbują maskować wpływy MANOWAR.
Tego świetnego fantasy power metalu z debiutu są tutaj śladowe ilości i grupa niczym tutaj nie zaskakuje. Sola gitarowe nie są tak finezyjne, jak na debiucie i Vance Simmons gra sprawnie, jednak brakuje tutaj polotu i wszechstronności, jaką cechował się Jeff Taft. Grają dobrze, mają pomysł na ozdobniki, jak w The Sailor on the Seas of Fate, który jest raczej standardowym, epickim heavy metalem zagranym w wolniejszych tempach. Dobrym i dumnym, ale jednak nie bardzo dobrym. Time of Contempt to już amerykański, siłowy epic heavy bez historii z pogłosami CIRITH UNGOL. Po prostu dobry heavy metal jest też w Gates of Miklagard i chyba tylko Fall of Asterius nawiązuje do debiutu swoją energią i power metalowymi zagrywkami. Jest tutaj więcej energii i pazura, a dialog gitarowy pomiędzy Diezem i Simmonsem tutaj jest najlepszy na całym LP.

Brzmienie jest znakomite i szwed Henrik Udd kompletnie zmiażdżył w kwestii ustawienia sekcji rytmicznej, która dumnie gniecie, jak na styl USA przystało.
Jeff Stark śpiewa dobrze, chociaż nie tak wszechstronnie, jak na debiucie. Bez problemu przebija się przez grzmiące bębny i ostre gitary, ale jak na epicki heavy metal chwilami brzmi zbyt łagodnie i spokojnie, co można usłyszeć w refrenie Steelclad.
Dobry LP z epickim heavy metalem amerykańskim, odbiegającym od tego, co było siłą debiutu.


Ocena: 7.4/10

SteelHammer
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości