Destruction
#1
Destruction - Sentence of Death (1984)

[Obrazek: R-1346990-1404491792-9488.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Intro 01:14
2.Total Desaster 04:06
3.Black Mass 04:00
4.Mad Butcher 03:31
5.Satan's Vengeance 03:16
6.Devil's Soldiers 03:26

rok wydania: 1984
gatunek: heavy/speed/thrash metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Schmier (Marcel Schirmer) - śpiew, gitara basowa
Mike (Michael Sifringer) - gitara
Tommy (Thomas Senmann) - perkusja


Gdy w roku 1982  w Weil am Rhein w Badenii - Wirtembergii powstało trio DESTRUCTION kierowane przez Schmiera, nikt jeszcze nie przypuszczał, że narodziła się ikona i legenda, oraz zespół, który śmiało można określić, jako jeden z najbardziej wpływowych bandów niemieckich, wyznaczających nieprzetarte jeszcze szlaki w metalowej muzyce.

Trudno o bardziej "metalową" okładkę niż za pierwszego mini LP zespołu, czy słynnego "Sentence Of Death" wydanego w listopadzie 1984 przez Steamhammer. Ta wytwórnia nie obawiała się wydać muzyki "dzikiej i brutalnej", czy też jak niektórzy wtedy uważali - prymitywnej. No cóż, w porównaniu z glamem amerykańskim faktycznie jest surowo i brutalnie... Jest jednak także przecież i melodyjnie, a ta melodyjność jest na pewno większa niż "Haunting the Chapel" firmy SLAYER, wydanej zaledwie kilka miesięcy wcześniej. DESTRUCTION w jakimś stopniu wykorzystuje doświadczenia VENOM, tyle że riffowanie to tu estetyka speed/thrashowa i klasyczny heavy metal przewija się przede wszystkim w melodiach i nad wyraz interesujących solach jak w pierwszej części Black Mass czy Satan's Vengeance. Jedynie w Devil's Soldiers mamy jednoznacznie brutalne wyrażenie metalu agresji, który w Niemczech w genialnej formie przedstawił już niebawem KREATOR na "Endless Pain", ale tam tej agresji poza melodią jest mniej. Nieubłagany atak w Total Desaster zdumiewa konsekwencją i płynnością poprowadzenia całości, podobnie jak Satan's Vengeance z jego kapitalnymi ornamentacjami gitarami Mike, który pokazał się jako gitarzysta biegły i rozpoznawalny tak bardzo, że można mówić o jego artystycznej odrębności. Satan's Vengeance to także jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy utwór speed/thrashowy, gdzie zastosowano płynne zmiany tempa od ultra szybkich do wolnych classic heavy metalowych. No i jest na płycie jeden z najgenialniejszych utworów heavy metalowych, jakie w ogóle powstały czyli nieśmiertelny Mad Butcher. Wszystko, co najlepsze w melodyjnym speed/thrashu ma jakiś swój początek w Mad Butcher, także w muzyce wywodzącej się z USA. Nieprzemijająca, niezniszczalna klasyka i niesamowite emocje!

Brzmieniowo jest to nad wyraz dobrze zrobione z grzmiącą bębnami i syczącą blachami, perkusją i nad wyraz trafnym ustawieniem Schmiera jako wokalisty. Warto jednak sięgnąć także po wydaną na CD wersją zremasterowaną High Roller Records z roku 2018, gdzie Mistrz V.O. Pulver wyczarował nowy sond na miarę XXI wieku. Moc!
W końcu 1984 DESTRUCTION nie myślał jeszcze oczywiście o żadnych remasterach. Sukces tego mini LP zdopingował Schmiera do pracy nad pełnometrażowym albumem, który zakontraktował Steamhammer na rok następny.


ocena: 9,5/10

new 5.08.2021
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Destruction - Infernal Overkill (1985)

[Obrazek: R-572080-1598689379-5134.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Invincible Force 04:20
2.Death Trap 05:49
3.The Ritual 05:11
4.Tormentor 05:06
5.Bestial Invasion 04:36
6.Thrash Attack 02:56
7.Antichrist 03:44
8.Black Death 07:39

rok wydania: 1985
gatunek: heavy/speed/thrash metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Schmier (Marcel Schirmer) - śpiew, gitara basowa
Mike (Michael Sifringer) - gitara
Tommy (Thomas Senmann) - perkusja


DESTRUCTION zaufał sile, jaką niósł ich Mad Butcher i na album "Infernal Overkil" stworzyli kompozycje podobne właśnie do tego killera. Grupa tym razem stawała już z pozycji swego rodzaju gwiazdy, a prasa muzyczna nazywała ich pieszczotliwie "Fortecą Hałasu". Niemcy byli zarówno konkurencją europejską dla SLAYER, jak i dopełnieniem muzyki Amerykanów z zaprezentowanego w marcu 1985 "Hell Awaits" i album zyskał dużą reklamę oraz wydany został przez Steamhammer, kanadyjski Banzai Records oraz Metal Blade specjalnie dla Stanów Zjednoczonych.

Zaczyna się to wszystko umiarkowanie ostrożnym Invincible Force, jednak duch Mad Butcher i Death Trap to drugi niesamowity potwór wypuszczony przez DESTRUCTION, fantastyczny w melodii, technicznie jeszcze bardziej zaawansowany i zachwycający grą Mike, który na tej płycie zdecydowanie nadaje ton i udowadnia swoją wartość jako gitarzysta. Motyw główny grany przez niego, to metalowa skarbnica światowa, do tego te dwa genialne sola! A w instrumentalnym Thrash Attack sam bierze na siebie cały ciężar dewastacji i wychodzi mu bez trudu. Surowo, rytmicznie i hipnotycznie, dodając po drodze różne smaczki i niespodzianki, grają w bezwzględnych The Ritual i porywającym Tormentor czy zyskującym w każdej sekundzie Antichrist. Warto tu od razu nadmienić, że chłodny i beznamiętny wokal Schmiera dobiegający tym razem jakby z boku dodaje całości specyfiki odmiennej od rozkrzyczanych speed/thrashowych grup z USA, które masowo się zaczęły pojawiać w tym kraju, choć może bardziej za sprawą SLAYER niż DESTRUCTION. Mad Butcher żyje i żyje w kapitalnym, pełnym drobnych wartości zamaszystych przejść Bestial Invasion, numerze czasem niedocenianym, a przecież być może obok Death Trap najbardziej technicznie zaawansowanym i jakże melodyjnym numerze Niemców z tego okresu. Z pewnością kwintesencją stylu DESTRUCTION oraz maniery gitarowej Mike jest Black Death i ten utwór ma po raz kolejny historyczne znaczenie, bo do tej pory nikt jeszcze speed/thrashowych rzeczy nie grał jeszcze przez ponad siedem minut. Wolniej, szybciej, ostrzej, spokojnie i tak przez cały czas z doskonałą perkusją i basem. Rozpoznawalność, że to gra DESTRUCTION jest absolutna.

Solidne brzmienie podobne jest do HELLHAMMER i wczesnego CELTIC FROST co dziwić nie może, bo pracował nad tym jeden z pierwszych Mistrzów surowego soundu Horst Müller, który był także autorem soundu pierwszego KREATOR. Ten album po raz pierwszy ukazał się na CD już w roku 1988 (Steamhammer) a zremasterowaną wersję zrobił Mistrz V.O. Pulver i zaprezentowano to światu przez High Roller Records w roku 2018.

DESTRUCTION nagrał album wybitny i ponadczasowy. Wyznaczył pewien kierunek, który co ciekawe poza Niemcami w Europie nie był potem, przynajmniej w XX wieku nadmiernie eksploatowany. Ekipa Schmiera stała się wiodącą w thrashu, skutecznie opierając się atakom SODOM, KREATOR czy TANKARD. Zaczęli grać jednak brutalniej, ostrzej, ciężej i z dużo mniejszym naciskiem na melodie. Pozostaje do dziś, opierając się o niespożytą energię twórczą i organizacyjną Schmiera jednym z czołowych thrash metalowych grup niemieckich. W obecnym najnowszym składzie Schmierowi towarzyszy perkusista Randy Black (ANNIHILATOR, PRIMAL FEAR, REBELLION) i wirtuoz gitary Damir Eskić (GOMORRA ex GONOREAS).


ocena: 9,5/10

new 5.08.2021
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Destruction - Birth of Malice (2025)

[Obrazek: 1290184.jpg?5908]

Tracklista:
1. Birth of Malice 01:00      
2. Destruction 05:22       
3. Cyber Warfare 04:24      
4. No Kings - No Masters 04:10       
5. Scumbag Human Race 04:16      
6. God of Gore 04:10      
7. A.N.G.S.T. 05:09       
8. Dealer of Death 04:55      
9. Evil Never Sleeps 04:28      
10. Chains of Sorrow 04:12      
11. Greed 04:59      
12. Fast as a Shark (Accept cover) 03:21


Rok wydania: 2025
Gatunek: Heavy/Speed/Thrash Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Schmier (Marcel Schirmer) - śpiew, gitara basowa

Damir Eskić - gitara
Martin Furia - gitara
Randy Black - perkusja


To już szesnasty album DESTRUCTION, jeśli uznamy legalność kontrowersyjnego LP z 1998, który został nagrany bez udziału Schirmera. Od początku lat 2000 DESTRUCTION wypracowało pewien styl kompozycji, którego trzymał się bardzo długo, ale już od 2008 roku zaczynał być bardzo schematyczny i mało pomysłowy.
Pewną świeżość w DESTRUCTION wprowadził Damir Eskić wprowadził swoim stylem, próbując stopniowo wprowadzać bardziej klasyczny styl grupy. Premiera nowego albumu odbędzie się 7 marca 2025 roku nakładem niemieckiego magnata Napalm Records.

Słychać, że Schmier tutaj korzysta nie tylko ze swoich wieloletnich doświadczeń z DESTRUCTION, ale również PANZER, nie tylko w melodiach ocierających się o GRAVE DIGGER, jak w bardzo dobrym Evil Never Sleeps, ale również wokalnie. Jest w doskonałej dyspozycji głosowej i idealnie wpasowuje się w kompozycje bardziej melodyjne i lżejsze, jak wspomniany Evil Never Sleeps czy Dealer of Death, ale i bardziej pancerne, rozpędzone i wściekłe kompozycje, jak Destruction czy świetny No Kings, No Masters, któremu nie brakuje zadziorności SLAYER z najlepszych lat. Dobrym pokazem formy jest też Chains of Sorrow, chociaż tutaj refren jest powszedni, zachowawczy i powszedni. No, prawie, bo partia solowa kompletnie wgniata w ziemię i Damir Eskić po raz kolejny udowadnia, że jest Guitar Hero i idealnie pasuje do tego zespołu, czując jego styl i oferując przy tym coś od siebie. Ależ rozszarpują i szaleją w surowym, rozbujanym Greed czy solidnym coverze ACCEPT. Randy Black gra rewelacyjnie, ale co do jego umiejętności nigdy nie było wątpliwości, słychać jednak, że w DESTRUCTION odnalazł nową energię i moc.
Ten luz, zadziorność i wszystko, za co ten zespół się ceni od 1984-1985 roku jest na tym LP i jest on najbliższy temu, co wtedy grali i czemu ich kompozycje przyświecały. Echa PANZER rozdzierają w świetnym, zakręconym Cyber Warfare, w Scumbag Human Race jest coś z HEADHUNTER, ale tutaj refren już tak bardzo nie chwyta, podobnie jak agresywny, ale tylko dobry God of Gore w stylu KREATOR. Gniotą i miażdżą za to w heavy metalowym walcu A.N.G.S.T., którego refren może i mógłby być lepszy, ale melodia główna, wokalizy Schmiera i znakomita współpraca gitarzystów w pełni to wynagradzają.

Brzmienie jest bardzo dobre, typowo teutońskie i za to odpowiada Martin Furia. Nie jest ono tak dobre jak LP poprzedniego, gdzie pieczę nad wszystkim miał V.O. Pulver i gitara nie jest tak ostra, ale ustawienie sekcji rytmicznej tradycyjnie dobre.
Wszyscy zagrali tutaj bardzo dobrze i dobrze słyszeć takie powroty do starych, dobrych lat tak wysokiej jakości.
Warto posłuchać, co Damir Eskić tutaj zagrał i jak bardzo demoluje nieśmiertelny Schmier, który ponownie potwierdza wieczny kult i chwałę DESTRUCTION.


Ocena: 8.4/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Napalm Records.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości