Black & Damned
#1
Black & Damned - Heavenly Creatures (2021)

[Obrazek: 919983.jpg?4935]

tracklista:
1.Salvation 04:13
2.Liquid Suicide 03:58
3.Born Again 03:29
4.The Wardress 05:13
5.War Is Just Another Word for Hell 05:25
6.A Whisper in the Dark 04:40
7.The 13Th Sign 05:57
8.Decide on Your Destiny 04:58
9.The World Bleed 04:35
10.Dreams to Stay Alive 05:28
11We Are Warriors 05:15
12.Heavenly Creatures 05:12

rok wydania: 2021
gatunek: heavy metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Roland Seidel - śpiew
Michael Vetter - gitara, gitara basowa
Axel Winkler - perkusja
oraz
Axel Mackenrott - instrumenty klawiszowe


Ta grupa ze Stuttgartu powstała w roku 2020 i jest złożona z muzyków doświadczonych, choć poza wokalistą Rolandem Seidelem nie osiągnęli oni większych sukcesów. Seidel to były wokalista takich grup jak LAZZER czy KAMINARI, wykazywany jest także w składach kliku innych niemieckich zespołów grających heavy metal. Ekipa przygotowała płytę, która w styczniu 2021 została wydana przez wytwórnię Rock of Angels Records.

Muzycznie BLACK & DAMNED zbliża się do PRIMAL FEAR w takich nieco mniej dynamicznych kompozycjach i to bardziej klasyczny heavy metal niż heavy/power o dużej dawce dynamiki. Zresztą, Seidel nie ma takich predyspozycji jak Scheepers, by nadać tego dynamizmu muzyce więcej.
Jest tu wiele kompozycji w średnich tempach, lekko mrocznych, ale melodyjnych, tyle że te melodie Salvation, Liquid Suicide, A Whisper in the Dark są mało oryginalne i nie wyróżniają się niczym szczególnym. Słychać te inspiracje PRIMAL FEAR i taki mniej toporny niemiecki heavy, ale to jest po prostu poprawne lub dobre. Z tego obszaru chyba najlepiej wypada The World Bleed. Gdy grają szybciej i z takim większym naciskiem na ataki gitarowe, to nieco przypominają ACCEPT i UDO i te proste melodie chociażby Born Again i z delikatnie drapieżnym wokalem Seidela wypadają zupełnie dobrze.
Co ciekawe, niemal zupełnie z niczego i absolutnie nieoczekiwanie pojawia się, po raczej sennych zwrotkach The Wardress, fenomenalny nośny refren z klawiszami w tle . Po prostu wybornie to wymyślili i tak ładnie podkreślili w delikatnej gitarowej partii, poprzedzającej część drugą i jest to kawał najwyższej klasy heavy metalu z klimatem i smakiem. Seidel to jednak potrafi zaśpiewać gustownie takie rzeczy. To jednak doświadczenia z KAMINARI procentują. I ponownie procentują w spokojnym, nastrojowym semi balladowym songu heroicznym o potężnym uroczystym refrenie. Tu jako drugi głos można usłyszeć Tommy Laascha. Gdy jednak refreny są niespecjalnie udane, to taki utwór jak The 13Th Sign przechodzi bez echa.
Na wersji winylowej nie znalazły się Decide on Your Destiny z elementami symfonicznymi, nastrojowy, ale heavy metalowy utwór z mocniejszymi fragmentami i podobnie skonstruowany ostrzejszy w transowej miejscami gitarze Dreams to Stay Alive. Są to utwory o nieco innym charakterze, gdzie grupa próbuje godzić PRIMAL FEAR z lekko progresywnymi formami realizacji.
Trochę bojowych celtyckich motywów na wstępie We Are Warriors to element nieco mylący, bo ostatecznie dostajemy pewien mix PRIMAL FEAR i ACCEPT z Udo, i tym razem to można się cieszyć dobrymi zwrotkami, ale na pewno nie refrenem... Dobre, ale po prostu tylko dobre zakończenie niezbyt szybkim, melodyjnie mrocznym, tytułowym Heavenly Creatures.

Michael Vetter jako gitarzysta na tym albumie prezentuje się momentami oszczędnie i nie tworzy jakichś wyrafinowanych partii solowych, niemniej kilka razy zachwyca pełną kunsztu grą w spokojniejszych i bardziej klimatycznych momentach. Sporo wnosi tu Axel Mackenrott z MASTERPLAN, który gościnnie przygotował kilka bardzo dobrze zrealizowanych planów klawiszowych, w tle gitary. Achim Köhler wykonał mix i mastering, więc brzmi to jak należy, choć to sound nie wyróżniający się niczym oryginalnym dla niemieckiego heavy metalu.
Dobra płyta w kategorii niemiecki heavy klasyczny, czuć że zrobiła to ekipa doświadczonych muzyków, ale trochę mało całościowo porywa i czuć, że poza wyjątkami, zespół ma problem z tworzeniem rzeczy realnie oryginalnych.


ocena: 7/10

new 9.04.2023
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Black & Damned - Servants of the Devil (2023)

[Obrazek: 1118806.jpg?0121]

tracklista:
1.Hyena's Call 04:16
2.Rise to Rise 05:05
3.Dreamhunter 03:53
4.The Quantum You 05:12
5.Golden Wings 04:00
6.Inside 05:02
7.Black and Damned 03:52
8.King and Allies 04:01
9.Hail to the Gods 04:00
10.Welcome to Madness 05:35
11.Servants of the Devil 05:30

rok wydania: 2023
gatunek: heavy/power metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Roland Seidel - śpiew
Michael Vetter - gitara
Uwe Papenfuss - gitara basowa
Axel Winkler - perkusja
oraz
Daniel Galmarini - instrumenty klawiszowe, pianino


28 kwietnia odbędzie się premiera drugiej płyty tego zespołu, a wydana ona zostanie ponownie nakładem greckiej wytwórni Rock of Angels Records. Do grupy dołączył basista i teraz występuje ona jako kwintet. Gościnnie pojawił się grający na instrumentach klawiszowych Daniel Galmarini z rozwiązanego w 2020 progressive metalowego MERCURY FALLING.

Klawisze mają tu jednak drugoplanowe znaczenie, to nadal heavy metal, w formie przekazu niemiecki, choć nie teutoński. Taki typowo niemiecki heavy metal umiarkowanie bojowy i heroiczny z nutą mroku często bywa mało rozpoznawalny i oryginalny i takich kompozycji się tu BLACK & DAMNED też nie ustrzegł. Dobre są Hyena's Call, Golden Wings, tu nie ma denerwującej kanciastości i kwadratowości czy prymitywizmu, ale to po prostu tylko dobry, sprawnie odegrany heavy metal tradycyjny.
Całościowo ten album ma swój klimat i to jest jego zaleta. Kiedy dochodzą do tego rzeczywiście udane melodie, takie w manierze PRIMAL FEAR z epoki "Seven Seals", wolne i nastrojowe z nutą sentymentalizmu i smutku jak Inside, Rise to Rise, to grupa zdecydowanie potrafi do siebie przekonać. Świetny refren pojawia się w Rise to Rise i ta część z narracją wcale tu nie była niezbędna. Jeszcze raz ten mocarny refren mogli zamiast tego powtórzyć. Wyborny plan klawiszowy Daniela i szkoda, że on teraz nie gra w żadnym zespole i nie nagrywa niczego nowego na własne konto. Świetnie prezentuje się heroiczny i nastrojowy King and Allies z hymnowym refrenem i narracyjną brutalizacją, poprzedzającą chwytające za serce solo gitarowe.
Mrok i posępność w oprawie heavy/power PRIMAL FEAR to także bardzo udany, pełen melancholijnej elegancji Dreamhunter i do tego gitara tu konkretnie w pewnych chwilach przygniata do ziemi. Łagodniejszy, wpadający w heavy/gothic klimat ma The Quantum You, ale też i pewne motywy przejęte są może nawet z cięższych gatunków klimatycznego metalu w tym melodic doom/death. Black and Damned jako nowy utwór flagowy wypada bardzo okazale, to taki umiarkowanie mocny i melodyjny heavy/power z konieczną dawką mroku i czerni, by trzymać się zasadniczego klimatu tego albumu. Nigdzie się zazwyczaj nie spieszą, to szkodzi klimatowi i tak to jest w ponurym i surowszym od innych Hail to the Gods. Te wolne, dostojne tempa lepiej zostały wykorzystane w świetnym Welcome to Madness i doprawdy się ponownie przypomina album "Seven Seals". I do końca panuje melodyjny Mrok, bo na tym opiera się także bardzo dobry tytułowy Servants of the Devil.

Wykonanie jest pewniejsze jeszcze niż na albumie z 2021 i lepiej śpiewa Roland Seidel. Powiem więcej, śpiewa znakomicie i czas wyraźnie działa na jego korzyść. Tyle ciepła, tyle przestrzeni w tym głosie... Słucha się go z dużą przyjemnością. No i w wokalach pobocznych wspiera go skutecznie Bastian Rose z VANISH. Mix i mastering Mistrza Achima Köhlera jest znakomity, idealnie trafiony z tym głębokim, metalicznym basem, grzmiącą bębnami perkusją i odpowiednio do okoliczności ustawioną gitarą. Mix - tam gdzie trzeba, jest duszno i gęsto, a gdzie indziej - nadspodziewanie dużo przestrzeni.

Ciekawa sprawa. Ten zespół wyrósł jako epigon PRIMAL FEAR, a teraz nagrał płytę lepszą od ostatnich dokonań tych Mistrzów.


ocena: 8,7/10

new 23.04.2023

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni  Rock of Angels Records
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Black & Damned - Resurrection Day (2025)

[Obrazek: 1301187.jpg?2838]

Tracklista:
1. Silence Breaker 04:05         
2. Ruthless Wrath 04:26       
3. Red Heavens 04:42         
4. Bound by the Moon 04:27       
5. Circle of Amnesia 04:23         
6. Injustice 04:57         
7. Searing Flames 04:28         
8. Shadows 04:27        
9. Reborn in Solitude 04:22        
10. Navigate Me to the Sun 03:27

Rok wydania: 2025
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Roland Seidel - śpiew
Michael Vetter - gitara
Aki Reissmann - gitara
Uwe Papenfuss - bas
Axel Winkler - perkusja
oraz
Stefan Leibing - instrumenty klawiszowe


Na 14 marca 2025 roku planowana jest premiera kolejnego albumu BLACK & DAMNED, nakładem wytwórni RPM ROAR z nowym klawiszowcem w składzie, Stefanem Leibingem.

Wybór Leibinga jest tutaj nieprzypadkowy i o ile plany Daniela Galmariniego miały w sobie więcej rozmachu i były bogatsze, tak na tym albumie plany klawiszowe są bardziej subtelne, jeszcze bliższe tym z "Seven Seals" PRIMAL FEAR. To doskonale słychać w wolniejszym Injustice, który spokojnie mógłby się znaleźć na Seven Seals ze swoim ponurym klimatem i tęsknym refrenem. Znakomicie ten LP rozpoczyna szybszy Silence Breaker, bezpośrednio kontynuując pomysły zawarte na Servants of the Devil z przestrzennym refrenem. Ten styl PRIMAL FEAR dobrze służy tej grupie i niewiele tutaj zmienili względem poprzedniego LP, może dodając nieco heavy/power z kręgu REBELLION, jak w bardzo dobrym Ruthless Wrath. Świetny jest epicki Red Heavens, będący gdzieś pomiędzy GRAVE DIGGER a PRIMAL FEAR i tak jak poprzednio, BLACK & DAMNED nigdzie się tutaj nie spieszy, konsekwentnie i powoli wygrywając miażdżące melodie i refreny. Rytmicznie i powoli Bound by the Moon, sporym zaskoczeniem jest Circle of Amnesia w stylu izraelskiego DESERT, zagrany nieźle, ale ze wszystkich kompozycji jest to utwór najlżejszy. Średnio przekonuje też typowo teutoński Searing Flames i tutaj zapędzili się w kompozycyjny kozi róg, w jakim GRAVE DIGGER tkwi od lat. Na plus sekcja rytmiczna, która średnio wpasowuje się w motyw przewodni.
Może monumentalizmu i bogatych planów zabrakło w niezłym Shadows, bardzo dobry jest za to Reborn in Solitude i tak REBELLION nie grał od czasów Wikingów. Znakomity, porywający, chóralny refren. Navigate Me to the Sun to zakończenie dobre, ale wpisujące się w obraz trydycyjnego heavy metalu niemieckiego. Dobrego, ale to raczej kontynuacja "Golden Wings" niż majestatycznego "Rise to Rise".

Stefan Leibing wykonał też tutaj mix i mastering i jest to brzimenie bliskie PRIMAL FEAR lat 2004-2005, z mocną gitarą i bardziej wycofaną sekcją rytmiczną. Bardzo dobra realizacja, ale jednak w pewnym stopniu jest to krok wstecz w porównaniu z monumentalnym, rozdzierającym brzmieniem Achima Köhlera w sekcji rytmicznej.
BLACK & DAMNED kontynuuje kierunek obrany w 2023 roku, gdzie Roland Seidel po raz kolejny okazuje się wokalistą rewelacyjnym, Vetter/Reissmann dobrze rozumiejącym się deutem gitarsytów i atomową sekcją rytmiczną i wychodzi im to bardzo dobrze. Chociaż tym razem zestaw kompozycji nie jest tak epicki i tak dopracowany, jak w 2023 roku. Niemniej, bardzo dobra robota i kolejny zespół, który razem z RIGORIUS pokazują, że niemiecki heavy/power nie stoi tylko Zagłębiem Ruhry.


Ocena: 8.1/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni  RPM ROAR.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości