Behölder
#1
Behölder - In The Temple of Tyrant (2025)

[Obrazek: BLP0177-1.webp]

Tracklista:
1. A Pale Blood Sky 06:34
2. Dungeon Crawl 05:39
3. Into the Underdark 05:29
4. Eyes of the Deep 06:25
5. For Those Who Fell 06:58
6. Draconian 05:52
7. Summoned & Bound 05:34
8. I Magus 06:44

Rok wydania: 2025
Gatunek: Epic Heavy/Doom Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
John Yelland - śpiew
Carlos Alvarez - gitara
Matt Hodsdon - gitara
Michael Sanchez - bas
Andrew Julkowski - perkusja


Carlos Alvarez to utalentowany, amerykański gitarzysta, który jest raczej w cieniu tej sceny, znany jest z dwóch znakomitych albumów - jego własnego zespołu SHADOWDANCE Future Negative Fantasy oraz z ostatniego LP POWER THEORY, Force of Will z 2019 roku. To znakomite płyty, z którymi warto się zapoznać i kolejny projekt tego muzyka, założony w 2021 roku BEHOLDER, wzbudza zainteresowanie i pobudza wyobraźnię. Szczególnie, kiedy otoczył się utalentowanymi muzykami z osiągnięciami, jak Matt Hodsdon z NOBLE BEAST czy znakomitym, popularnym wokalistą John Yellandem z JUDICATOR, który od 2022 roku pomagał przy kompozycjach.
Debiut grupy zostanie wydany 25 kwietnia 2025 roku.

Słychać, że gra tutaj Alvarez, szczególnie w jego chłodnej i jakże melodyjnej grze. Gitary są tutaj masywne i tutaj doom metal jest bardziej w stylu takich grup, jak SOLITUDE AETURNUS, szwedzki SORCERER czy nawet ARGUS. To masywny, epicko zagrany heavy metal i A Pale Blood Sky nie pozostawia co do tego wątpliwości. Masywne, pancerne gitary, konsekwentna gra sekcji rytmicznej i John Yelland w znakomitej dyspozycji wokalnej, dużo ciekawszej niż w JUDICATOR w 2022 roku. Oczywiście odniesień do JUDCIATOR tutaj nie brakuje, w końcu są Yelland i Sanchez i jest w tym coś z hipnotycznego, masywnego The Last Emperor i Let There Be Nothing, chociaż gang chórki bliższe są SHADOWDANCE.
To jest album bardziej liryczny niż techniczny (chociaż od tej strony ten album jest również zadowalający) i to Yelland opowiada tutaj historię opartą o Dungeons & Dragons, nie ma jednak tutaj żadnych sztucznych naleciałości czy epickiego pastiszu. Jest surowy, amerykański heavy metal, metal rycerski jak w znakomitym, klasztornym refrenie Dungeon Crawl, a sam Yelland... Bardzo wszechstronny, plastyczny i naturalny, dokładnie taki, jak powinien być. Klasyczny JUDICATOR z ciągotami do BLIND GUARDIAN, znakomicie rozegrany w tej kompozycji. Kompletnie zmiatają z planszy w rytmicznym Into the Underdark świetną melodią i niezwykle chwytliwym refrenem i poza SOLITUDE AETURNUS można się doszukać pogłosów MEMENTO MORI. Wspaniale jest to stopniowe budowanie i rozwijanie melodii, która eksploduje w refrenie. Żywioł, ozdobiony świetnymi, delikatnie technicznymi ozdobnikami gitarowymi i pełną wyczucia grą sekcji rytmicznej. Tak, jak w Eyes of the Deep w USA dawno już nie gniótł i wtrącenia JUDICATOR z onirycznymi ozdobnikami CANDLEMASS są tutaj równie mocarne, jak te w WHILE HEAVEN WEPT. Można się nawet pokusić o nawiązania do AMORPHIS z środkowego okresu, ale w końcu gościnnie tutaj ryczy sam Tomi Joutsen.
Bardziej tradycyjne epic heavy/doom jest w braterskim For Those Who Fell, potężnym i szorstkim songu, w którym czuć true metal i rycerskość, której w USA wydaje się być coraz mniej, szczególnie zagranego tak autentycznie i z naprawdę pięknym, wzruszającym solem. Tutaj nawet pokusiłbym się o porównanie z ARRAYAN PATH, bo wyczuwalny jest ten cypryjski klimat i przebojowość Nicholasa Leptosa, najbardziej w drugiej połowie. Draconian miażdży z siłą SORCERER w połączeniu z JUDICATOR i raczej takiej heavy/power metalowej mocy oczekiwali fani w DEMONS & WIZARDS, ale nigdy się nie doczekali.
Summoned & Bound ma coś z FORSAKEN, klasycznego CANDLEMASS z ciepłem Marcolina w krzywym i mrocznym, amerykańskim zwierciadle. Partia środkowa miażdżąca i dobro wygrywa.
I Magus zaczyna się miażdżąco niczym MEMORY GARDEN, którego echa spokoju i płynności motywów na tym LP są wyczuwalne i to jest świetne zakończenie tego niezwykle spójnego LP.

Brzmienie jest autorstwa Ronnie Björnström i oczywiście, że jest ono znakomite, wzorowe i inaczej niż w superlatywach nie da się tego określić. Wspaniale wydzielony plan dla potężnych bębnów, głębokiego, metalicznego basu i ostrych gitar. Doświadczenia z innych kapel zostały przelane tutaj i jest to mistrzowski sound.
Wyśmienity, perfekcyjny debiut i pozostaje mieć nadzieję, że to nie ostatnie nagranie tej idealnie współgrającej i współpracującej maszyny, bestii, jaką jest BEHOLDER.
Sława i chwała!


Ocena: 10/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni  Black Lion Records.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości