Rattlesnakes
#1
Rattlesnakes - Shadows in the Night (2026)

[Obrazek: 1453764.jpg?5706]

Tracklista:
1. Shadows in the Night 03:23       
2. Forever 04:45       
3. Breakdown 03:52      
4. Spellbound 05:11      
5. Destroyer 04:19      
6. Dreamland 00:41       
7. The Other Side of Midnight 04:32      
8. Lost Nor Found 03:36      
9. Where the River Meets the Sea 05:13      
10. For Even Gods Can Die 03:37

Rok wydania: 2026
Gatunek: Heavy/Speed Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Rowena Neale - śpiew
George Charleston - gitara
Josh Brown - gitara
Elliott Dryden - bas
Nathan Gratton - perkusja



RATTLESNAKE to kolejny zespół młodego pokolenia z Wielkiej Brytanii, pochodzący z Nottingham, co do którego publika pokładała nadzieje. Coś musiało być na rzeczy, skoro udało im się podpisać kontrakt z uznaną, francuską wytwórnią Listenable Records, która wydała ich debiut 30 października tego roku.

Wybranie Shadows in the Night na pilotującego singla to genialny zabieg i przepotężne otwarcie, z którego bije energia oraz ujmujący prymitywizm lat 80., szczególnie w celowo niedbałych, ale solidnych popisach gitarowych. W kompozycjach szybszych sprawdzają się świetnie i dobrze się rozumieją. Breakdown to nie najgorsze próby kopiowania MOTORHEAD, tak jak Spellbound dobrze miażdży w bardziej rycerskim stylu w zwrotkach, niestety refren jest bardzo przeciętny i te glamowe ciągoty kiepsko pasują do przepotężnych partii sekcji rytmicznej, bardzo technicznej i grającej z ogromną werwą.
Destroyer ładnie pędzi i ma w sobie coś z BLOOD MONEY i speed/thrash metalowej motoryki. Rowena Neale jest wokalistką bardzo dobrą w szybszych tempach i w wyższych rejestrach brzmi bardzo naturalnie. Bez problemu przebija się przez litaury Nathana Grattona i gęsty, metaliczny bas Elliott Drydena. Największą słabością tego LP są kompozycje wolniejsze, gdzie brakuje ciekawych refrenów i to zachowawcze, brytyjskie granie pod JUDAS PRIEST, w którym prezentują się średnio. The Other Side of Midnight jest bardzo przeciętny, Where the River Meets the Sea rozkręca się bardzo długo i oferuje niewiele więcej niż granie inspirowane British Steel z ciągotami do IRON MAIDEN. For Even Gods Can Die zabija za to chłodem w zwrotkach, tylko znów zwrotki są zdecydowanie bardziej atrakcyjne od refrenu. Kto wątpi w walory głosowe pań w szybszych i mocniejszych kompozycjach, powinien posłuchać Lost Nor Found. Tradycyjne, speed metalowe morderstwo, gdzie falsety zabijają. Świetny utwór, w którym jest coś z agresji wczesnego OVERKILL.

Od strony brzmienia zostało to zrealizowane znakomicie. Sekcja rytmiczna ma tutaj siłę wybuchającej gwiazdy, wszystko w typie sharp & clear. Wspaniała selektywność i świetna realizacja. Od strony wykonawczej również jest dobrze i słychać, że grupa ma talent i potrafią zagrać dobrze i z energią.
Problemem tego LP jest nierówność kompozycji i brak spójności, zdecydowane braki w refrenach. Kiedy zwalniają, jest średnio, momentami słabo i nie mają za wiele do powiedzenia poza generycznym graniem z Wysp. Powinni pozostać przy szybszych tempach, ponieważ słychać, że tam czują się najlepiej.
Solidny debiut grupy z potencjałem.


Ocena: 7.5/10

SteelHammer
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości