17.06.2020, 21:18:43
Greyhawk - Keepers of the Flame (2020)
![[Obrazek: R-15581088-1594035668-9971.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/5wgCG8LbC3fKo_Wk7vyjo5UT2EI=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-15581088-1594035668-9971.jpeg.jpg)
tracklista:
1.Gates of Time 01:14
2.Frozen Star 03:11
3.Drop the Hammer 02:49
4.Halls of Insanity 04:11
5.The Rising Sign 05:46
6.R.X.R.O. 03:07
7.Don't Wait for the Wizard 05:04
8.Black Peak 06:09
9.Masters of the Sky 04:03
10.Ophidian Throne 03:08
11.Keepers of the Flame 05:43
rok wydania: 2020
gatunek: heavy metal
kraj: USA
skład zespołu:
Rev Taylor - śpiew
Jesse Berlin - gitara
Enrico Mariuzzo - gitara
Darin Wall - gitara basowa
Nate Butler - perkusja
Wydawać by się mogło, że ten korzenny, encyklopedyczny US Metal, z komiksowymi okładami, ozdobionymi barbarzyńskimi bohaterami odszedł definitywnie w przeszłość i egzystuje może tylko w amerykańskich garażach, tymczasem okazuje się, że tak nie jest. GREYHAWK pochodzi z Seattle, czyli miasta kojarzonego raczej z inną muzyką, a tymczasem podtrzymuje on najbardziej klasyczne tradycje grania heavy metalu, takiego, jaki przecierał szlaki dla przełamania glamowego muru, jakim Stany Zjednoczone były otoczone, zanim pojawił się MANOWAR i METALLICA.
Debiut, jak z najgłębszych otchłani czasu pojawił się w czerwcu 2020 nakładem Fighter Records i jest to płyta kontrowersyjna. O ile Kanadyjczyk Darin Wall jest znany, poza stoner metalem, z ostatniego składu SKELATOR, to pozostali członkowie tej ekipy już nie tak bardzo.
Tacy wokaliści o raczej niskim i płaskim tubalnym głosie, jaki ma Revere Taylor moimi faworytami nie są i to co prezentuje, budzi umiarkowane zainteresowanie. Z kolei obaj gitarzyści zachwycają i co potrafią, słychać w pełnym finezji instrumentalnym R.X.R.O., jednak ta kompozycja dla tego LP reprezentatywna nie jest. Można nawet powiedzieć, że poza solami ci obaj gitarzyści nie pokazują tu pełni swoich możliwości w tych kompozycjach bardzo prostych, w wielu wypadkach o melodiach i motywach raczej mocno już ogranych. Ogranych, ale solidnych, no może poza zupełnie nieudanym The Rising Sign i ten numer na płycie to znaleźć się nie powinien. Natomiast bardzo interesująco oddany został naiwny heroizm US Metalu w tytułowym Keepers of the Flame, Ophidian Throne czy Don't Wait for the Wizard z doskonałą pełną energii gra gitarzystów. A gdy zaczynają grać zdecydowanie szybciej, w manierze USPM, to absolutnie dewastują w potężnym, choć po prostu zdecydowanie za krótkim, niesamowitym Drop the Hammer. Wyśmienity numer! Melodyjna atomowa true agresja! I wyborne gang chórki do tego. Zniszczenie! Na pewno także mocno akcentowany basem heroiczny Black Peak zasługuje na wyróżnienie, a przy tym są tu najciekawsze wokale. Poza tym jest tu jeszcze dobry heavy w Frozen Star i Masters of the Sky, ale to tylko po prostu dobry klasyczny heavy metal.
Brzmienie wyjątkowo tradycyjne, bardzo przypominające oldchoolowe produkcje wczesnych lat 80tych, ale realizacja jest w pełni profesjonalna i to po prostu z pewnością taka celowa stylizacja, i słusznie.
Gdyby wszystko było takie powalające jak Drop the Hammer, to można by mówić o sensacji, ale pewnie także pojawiłyby się głosy, że Wall tworzy alternatywę dla SKELATOR.
Po prostu dobry classic heavy, a brawa za odważne sięgniecie do klasyki US Metalu.
ocena: 7,2/10
new 17.06.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"