10 godzin(y) temu
Maledictus - Lazarvs (2026)
![[Obrazek: 1469954.jpg?2748]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/6/9/1469954.jpg?2748)
Tracklista:
1. Exordium 01:05
2. Crypt of Dreams 06:39
3. Silentium 05:55
4. Shadows 06:49
5. Leviathan 05:30
6. Siren's Lullaby 06:11
7. Madam Death 06:18
8. Black Halo 06:41
9. Maledictus 08:39
Rok wydania: 2026
Peter Crushes - perkusja
Gościnnie:
Dr. Johnny - instrumenty klawiszowe
![[Obrazek: 1469954.jpg?2748]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/6/9/1469954.jpg?2748)
Tracklista:
1. Exordium 01:05
2. Crypt of Dreams 06:39
3. Silentium 05:55
4. Shadows 06:49
5. Leviathan 05:30
6. Siren's Lullaby 06:11
7. Madam Death 06:18
8. Black Halo 06:41
9. Maledictus 08:39
Rok wydania: 2026
Gatunek: Progressive Heavy/Power Metal
Kraj: Portugalia
Skład zespołu:
Rez (Marco Resende) - śpiew
Ben Stockwell (Bernardo Chaves) - gitara
Butch Cid - gitara basowaPeter Crushes - perkusja
Gościnnie:
Dr. Johnny - instrumenty klawiszowe
MALEDICTUS powstało z prochów SEVENTH STORM, w którym Mike Storm został sam. Nowym perkusistą został bliżej nieznany Peter Crushes, a nagrania ostatecznie odbyły się w składzie czteroosobowym, ponieważ Josh Riot (Diogo Miguel Gonçalves Martins) opuścił zespół jeszcze zanim zaczęły się nagrania debiutanckiego materiału.
Premiera ustalona została na 13 listopada 2026 roku nakładem niemieckiej wytwórni Fireflash Records.
Nie bez powodu nazwa zespołu pochodzi od tytułu debiutu SEVENTH STORM i filozofia progressive metalu z tego albumu została tutaj rozwinięta. Po krótkim Exordium wchodzi potężny, typowo portugalski Crypt of Dreams, który chwyta od razu za serce wspaniałymi orkiestracjami i refrenem. Rez tego nie mógł zaśpiewać inaczej i jego forma wokalna jest znakomita, tak jak wykonanie całości. Świetnie gra Peter Crushes, tak jak Butch Cid, a niezwykle melodyjne pasaże Bernardo Chaves i spokojne sola gitarowe są wybornym uzupełnieniem kompozycji. Idealny duch współpracy i muzycy perfekcyjnie tutaj się uzupełniają.
Delikatnie melancholijny klimat, jaki tutaj tworzą i to, z jaką konsekwencją grają przypomina dokonania duńskiego MERCENARY z 2011 roku. Sposób, w jaki wplatają melodic death metal, realizacja aranżacji i selektywności refrenów w Silentium od razu przychodzą na myśl ten właśnie Metamorphosis. Piękne są tutaj orkiestracje, tak jak stopniowanie klimatu i dalekosiężny głos Reza. Prawdziwy mistrz, tak jak solo Chavesa. Wyborny jest Shadows, od refrenu po gitarowe ornamentacje. Mostek jest genialny i interesujące w tym albumie jest to, jak nie ma tutaj niepotrzebnego przeciągania motywów czy dziwacznych, progressive metalowych eksperymentów. Te kompozycje są naładowane emocjonalnie i zrealizowane z sercem, dobrze przemyślane i nawet się nie odczuwa, że większość nie trwa mniej niż sześć minut. To jest muzyka hipnotyzująca od początku do końca, gdzie najkrótszy Leviathan wyróżnia się klimatem i monumentalizmem. To płynnie opowiedziana historia, dobrze dawkowana i Siren's Lullaby jest bardzo dobry i osobisty, subtelnie zaaranżowany i jeśli dopatrywać się wpływów MOONSPELL, to głównie tutaj. Wspaniały, oniryczny refren z niezwykle interesującą sekcją rytmiczną i wycofaną gitarą. Pięknie wyważone i emocjonalny, rozpędzony Madam Death z kontrastami w stylu Goteborga dosłownie zabija. Odhumanizowany Black Halo jest zimny i precyzyjny, w środkowej części bezlitośnie masywny niczym nagrania AGRYPNIE.
Punktem kulminacyjnym jest miażdżący walec Maledictus i to niemal 9 minut idealnie skorojnego progressive power z niemal death metalowymi ścianami gitar.
Materiał zrealizowany został w Dynamix Studios w Lizbonie i brzmienie jest znakomite. Sharp & clear, bardzo selektywne, z wybornie ustawioną sekcją rytmiczną i delikatnie wysuniętym wokalistą. Wieloplanowa realizacja i Dr. Johnny okazał się nie tylko utalentowanym inżynierem dźwięku, ale również klawiszowcem i jego plany symfoniczne i klawiszowe są tutaj wzorowo wplecione.
Kapitalny "debiut" uzdolnionych muzyków.
Ocena: 10/10
SteelHammer
Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Fireflash Records.


