23.06.2020, 21:18:13
Labyrinth - No Limits (1996)
![[Obrazek: R-3530739-1348260680-5111.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/-gP3iI3yOt1SftGNggcSZ3xl3cM=/fit-in/600x515/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3530739-1348260680-5111.jpeg.jpg)
tracklista:
1.Mortal Sin 05:24
2.Midnight Resistance 05:43
3.Dreamland 03:44
4.Piece of Time 02:46
5.Vertigo (Rex A. cover) 03:37
6.In the Shade 04:31
7.No Limits 06:48
8.The Right Sign 04:18
9.Red Zone 04:09
10.Time Has Come 05:24
11.Looking for... 03:15
rok wydania: 1996
gatunek: progressive melodic power metal
Kraj: Włochy
skład zespołu:
Joe Terry (Fabio Lione) - śpiew
Olaf Thörsen (Carlo Andrea Magnani) - gitara
Anders Rain (Andrea Cantarelli) - gitara
Chris Breeze (Cristiano Bertocchi) - gitara basowa
Frank Andiver ( Franco Rubulotta) - perkusja
Ken Taylor (Luca Contini) - instrumenty klawiszowe
Rok 1996. Jakiś Joe Terry śpiewa na pierwszej płycie zespołu z Massa w Toskanii, wspierany przez instrumentalistów także ukrywających się pod anglosaskim pseudonimami. Normalna rzecz, metal z Włoch w roku 1996... Album ten w listopadzie wydała włoska wytwórnia Underground Symphony, też niemal debiutant na rynku, utworzona 1 lipca 1994.
Rok 1996. Jakiś Joe Terry śpiewa na pierwszej płycie zespołu z Massa w Toskanii, wspierany przez instrumentalistów także ukrywających się pod anglosaskim pseudonimami. Normalna rzecz, metal z Włoch w roku 1996... Album ten w listopadzie wydała włoska wytwórnia Underground Symphony, też niemal debiutant na rynku, utworzona 1 lipca 1994.
Pięknie śpiewa ten Joe Terry czyli Fabio Tordiglione. Ma wtedy 26 lat już kilka lat wcześnie coś tam próbował w grupie ATHENA, ale skończyło się na kilku nagraniach demo.
Tak, to Fabio Lione, który zapewne nie sądził wówczas, jaką rolę przyjdzie mu odegrać w światowym metalu i jaką sławę i szacunek zdobędzie. A grają przyszli Mistrzowie, Giganci i też słychać, że to talenty brylantowe.
Grają bardzo przystępnie jak na metal progresywny, z uczuciem, ciepło, misternie budują kilka planów jednocześnie, w tym klawiszowy i snują swoje łagodne, praktycznie przebojowe w radiowym stylu kompozycje Dreamland, pełne poetyki i łagodności i delikatnie wzruszają w Mortal Sin grając jednocześnie power metal fantasy heroiczny w szybszych partiach, także w Midnight Resistance. Sentymentalnie, rockowo i melodyjnie, a przy tym tyle przestrzeni w Piece of Time a przy tym ten fenomenalny głos "Joe Terry" w końcówce. Maestria!
Kompozycyjnie może jeszcze nie wszystko jest idealnie i dosyć brutalne zwrotki szybkiego In the Shade są takie sobie, ale przecież ten polatujący ku niebu refren jest urzekający. A spokojny i wieloplanowy No Limits, jest wspaniały w lekkim progresywnym układzie aranżacyjnym i słychać, że takie kompozycje to najlepsza broń LABYRINTH. Misterne pasaże gitarowe powiązane z klawiszowymi na równoległych planach są najwyższej próby. Tak, mistrzowska, zniewalająca gra Magnani i Cantarelli. I tak urzekająco to wszystko wyszło w romantycznym Time Has Come. No po prostu wspaniale śpiewa te wysokie refreny Fabio. Po prostu Arcymistrz. Wzrusza i zachwyca, naprawdę.
The Right Sign, fakt, rozpoczyna się od zawstydzających partii klawiszowych w stylu disco polo i może to nie jest ogólnie kompozycja, z której LABYRINTH z perspektywy czasu może być jakoś szczególnie dumny, ale już power metalowy Red Zone to dynamit, pełen finezyjnych zagrywek gitarowych i porażających wysokich wokali. A przy tym ta elegancja! Tak jak bajkowym, pastelowym songu Looking for... na zakończenie.
Wysmakowana muzyka, krucha momentami jak porcelana. Trochę nierówne to jest, ale nie sposób stworzyć dziesięć ponadczasowych numerów takich jak No Limits czy Time Has Come. Niesamowita produkcja jak na toporne metalowe czasy lat 90tych. Do dziś wzorzec, dla melodic progressive metalu i dla wielu nieosiągalny nawet przy współczesnej technice nagraniowej. Oczywiście dotyczy to wersji US CD-007 DP.
Na Fabio Loine czeka sława, ale jednak nie z LABYRINTH. Odchodzi i tę sławę zdobywa w RHAPSODY.
A LABYRINTH i tak staje się wielki i wpływowy, gdy mikrofon przejmuje w 1997 drugi młody Gigant Roberto Tiranti.
ocena: 8,9/10
new 23.06.2020
The Right Sign, fakt, rozpoczyna się od zawstydzających partii klawiszowych w stylu disco polo i może to nie jest ogólnie kompozycja, z której LABYRINTH z perspektywy czasu może być jakoś szczególnie dumny, ale już power metalowy Red Zone to dynamit, pełen finezyjnych zagrywek gitarowych i porażających wysokich wokali. A przy tym ta elegancja! Tak jak bajkowym, pastelowym songu Looking for... na zakończenie.
Wysmakowana muzyka, krucha momentami jak porcelana. Trochę nierówne to jest, ale nie sposób stworzyć dziesięć ponadczasowych numerów takich jak No Limits czy Time Has Come. Niesamowita produkcja jak na toporne metalowe czasy lat 90tych. Do dziś wzorzec, dla melodic progressive metalu i dla wielu nieosiągalny nawet przy współczesnej technice nagraniowej. Oczywiście dotyczy to wersji US CD-007 DP.
Na Fabio Loine czeka sława, ale jednak nie z LABYRINTH. Odchodzi i tę sławę zdobywa w RHAPSODY.
A LABYRINTH i tak staje się wielki i wpływowy, gdy mikrofon przejmuje w 1997 drugi młody Gigant Roberto Tiranti.
ocena: 8,9/10
new 23.06.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"