20.07.2020, 17:35:39
Labyrinth - Return To Heaven Denied (1998)
![[Obrazek: R-3893491-1348337912-9149.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/PjfYtb4IrdbarhBQIhQI6GYLTDQ=/fit-in/300x300/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(40)/discogs-images/R-3893491-1348337912-9149.jpeg.jpg)
tracklista:
1.Moonlight 05:43
2.New Horizons 06:23
3.The Night of Dreams 04:48
4.Lady Lost in Time 05:33
5.State of Grace 03:08
6.Heaven Denied 04:58
7.Thunder 04:21
8.Feel [Legend B. Remix] (Cenith X cover) 04:23
9.Time After Time 05:07
10.Falling Rain 06:24
11.Die for Freedom 07:00
rok wydania: 1998
gatunek: progressive melodic power metal
Kraj: Włochy
skład zespołu:
Rob Tyrant (Roberto Tiranti) - śpiew
Olaf Thörsen (Carlo Andrea Magnani) - gitara
Anders Rain (Andrea Cantarelli) - gitara
Chris Breeze (Cristiano Bertocchi) - gitara basowa
Frank Andiver ( Franco Rubulotta) - perkusja
Andrew McPauls (Andrea De Paoli) - instrumenty klawiszowe
Jest sprawą oczywistą, że to płyta kultowa, wpływowa, wyznaczająca standardy i tak dalej. Wydana przez słynną Metal Blade Records w czerwcu 1998 oraz w tym samym czasie w Japonii stała się przepustką Włoch do światowego metalu określanego jako progresywny w melodyjnej odmianie, utorowała drogę do sukcesu VISION DIVINE i całej późniejszej plejady włoskich bandów melodic progressive no i stała się wielbionym po dzień dzisiejszy etalonem stylu, jako stworzyła Italia.
Wszystko to prawda, ale jest to także płyta, która się w pewnym momencie zestarzała, i to praktycznie pod każdym względem, w zderzeniu z tym co przyniosła włoska przyszłość w tym gatunku. Kwesta samego soundu, znakomitego jak na rok 1998, ale takiego, który spowszedniał przez dwie kolejne dekady, nie jest najważniejsza. Technika nagraniowa poszła po prostu do przodu, no i nie było jeszcze Mistrza Mularoni. Ważniejsze jest to, co w roku 1998 wywołało entuzjazm, a zostało zweryfikowane, chociażby przez muzyczny rozwój samych członków zespołu. Gdy odszedł Fabio Lione, zastąpił go Rob Tyrant z VANEXA i naprawdę w roku 1998 był to po prostu Rob Tyrant, a nie Roberto Tiranti. Jasne, że śpiewa tu bardzo dobrze, miejscami znakomicie, ale czy to jest już ten Tirani, który stał się Czarodziejem w latach późniejszych? No nie jest, i nikt kto nie ma problemów ze słuchem, temu nie zaprzeczy. Być może Roberto Tirani jest jednym z najlepiej rozwijających się talentów wokalnych sceny światowej, ale tu jest realnie dopiero na początku swojej drogi.
Specyfiką tego albumu jest jego zwartość. Te kompozycje są stosunkowo masywne w dwu gitarowych atakach, dynamiczne, choć bez przesady i z klawiszami ustawionymi w planie dalszym i Moonlight stawia się zazwyczaj za przykład idealnej, melodyjnej i dramatycznej kompozycji włoskiego stylu. Bezwzględnie znakomita kompozycja, ale czy przypadkiem dalej nie jest to samo w kwestiach aranżacyjnych, a melodie są nieco słabsze? No, na pewno nie niesamowity New Horizons. Nad takimi klawiszami i takim refrenem w pocie czoła biedziły się legiony zespołów włoskich i francuskich i zazwyczaj nic z tego nie wychodziło. Niesamowita kultura instrumentalnego wykonania jest zadziwiająca do samego końca albumu i partie instrumentalne z solami duetu Wirtuozów budzą zachwyt. Tyle że włoski metalowy romantyzm w ultra melodyjne odmianie w przypadku The Night of Dreams i Heaven Denied oraz Time After Timeto nie ten chwytający za serce romantyzm z debiutu z Lione... Elegancja Lady Lost in Time poraża, ale czy to kompozycja epokowa? Z drugiej jednak strony fenomen State of Grace jest nieprzemijający, a kto uważa inaczej, ten błądzi... Thunder wyznacza granice pomiędzy heroizmem, neoklasyką oraz melodic heavy i power metalem. No wyznacza i tyle. Ileż to podobnych kompozycji potem uznawało się po prostu za dobre naśladownictwo Thunder... No i w przypadku Die for Freedom chyba jest podobnie. I tu nie do końca słusznie, bo ta kompozycja jest po prostu tylko bardzo dobra, mimo jej misternego rozbudowania.
Wszystko to prawda, ale jest to także płyta, która się w pewnym momencie zestarzała, i to praktycznie pod każdym względem, w zderzeniu z tym co przyniosła włoska przyszłość w tym gatunku. Kwesta samego soundu, znakomitego jak na rok 1998, ale takiego, który spowszedniał przez dwie kolejne dekady, nie jest najważniejsza. Technika nagraniowa poszła po prostu do przodu, no i nie było jeszcze Mistrza Mularoni. Ważniejsze jest to, co w roku 1998 wywołało entuzjazm, a zostało zweryfikowane, chociażby przez muzyczny rozwój samych członków zespołu. Gdy odszedł Fabio Lione, zastąpił go Rob Tyrant z VANEXA i naprawdę w roku 1998 był to po prostu Rob Tyrant, a nie Roberto Tiranti. Jasne, że śpiewa tu bardzo dobrze, miejscami znakomicie, ale czy to jest już ten Tirani, który stał się Czarodziejem w latach późniejszych? No nie jest, i nikt kto nie ma problemów ze słuchem, temu nie zaprzeczy. Być może Roberto Tirani jest jednym z najlepiej rozwijających się talentów wokalnych sceny światowej, ale tu jest realnie dopiero na początku swojej drogi.
Specyfiką tego albumu jest jego zwartość. Te kompozycje są stosunkowo masywne w dwu gitarowych atakach, dynamiczne, choć bez przesady i z klawiszami ustawionymi w planie dalszym i Moonlight stawia się zazwyczaj za przykład idealnej, melodyjnej i dramatycznej kompozycji włoskiego stylu. Bezwzględnie znakomita kompozycja, ale czy przypadkiem dalej nie jest to samo w kwestiach aranżacyjnych, a melodie są nieco słabsze? No, na pewno nie niesamowity New Horizons. Nad takimi klawiszami i takim refrenem w pocie czoła biedziły się legiony zespołów włoskich i francuskich i zazwyczaj nic z tego nie wychodziło. Niesamowita kultura instrumentalnego wykonania jest zadziwiająca do samego końca albumu i partie instrumentalne z solami duetu Wirtuozów budzą zachwyt. Tyle że włoski metalowy romantyzm w ultra melodyjne odmianie w przypadku The Night of Dreams i Heaven Denied oraz Time After Timeto nie ten chwytający za serce romantyzm z debiutu z Lione... Elegancja Lady Lost in Time poraża, ale czy to kompozycja epokowa? Z drugiej jednak strony fenomen State of Grace jest nieprzemijający, a kto uważa inaczej, ten błądzi... Thunder wyznacza granice pomiędzy heroizmem, neoklasyką oraz melodic heavy i power metalem. No wyznacza i tyle. Ileż to podobnych kompozycji potem uznawało się po prostu za dobre naśladownictwo Thunder... No i w przypadku Die for Freedom chyba jest podobnie. I tu nie do końca słusznie, bo ta kompozycja jest po prostu tylko bardzo dobra, mimo jej misternego rozbudowania.
Na tej płycie, poza Tiranti, zadebiutował także Andrea De Paoli. Wyznaczył na lata miejsce klawiszy w muzyce LABYRINTH, grając inaczej niż wirtuozi tego instrumentu w innych grupach włoskich.
Tak nieco przewrotnie zacząłem od stwierdzenia, że ta płyta się zestarzała. Bierze się kultowy album na warsztat, szuka dziury w całym na siłę i słabych momentów na poparcie tezy, że to już nie to... Jeśli inne późniejsze płyty LABYRINTH można sprytnie zaatakować z tej czy z tamtej strony, to jednak Monument "Return To Heaven Denied" broni się skutecznie po dzień dzisiejszy.
No, ale jednak to nie jest to album absolutnie doskonały, jak twierdzą niektórzy. Nigdy nie był. Tyle że refren z Falling Rain to jeden z najpiękniejszych refrenów w historii metalu po dzień dzisiejszy....
ocena: 9,5/10
new 20.07.2020
new 20.07.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"