13.08.2020, 17:41:26
Nightmare - Cosmovision (2001)
![[Obrazek: R-12232493-1535030337-2907.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/7g1Zr4C18BkxeThPEubYe0L6-SA=/fit-in/300x300/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(40)/discogs-images/R-12232493-1535030337-2907.jpeg.jpg)
tracklista:
1.Roads to Nazca 00:59
2.Cosmovision 03:48
3.Corridors of Knowledge 03:46
4.Spirits of the Sunset 03:54
5.The Church 03:47
6.Behold the Nighttime 04:53
7.Necropolis 04:14
8.The Cemetary Road 04:53
9.Kill for the New Messiah 04:09
10.The Spiral of Madness 06:20
10.The Spiral of Madness 06:20
11.Last Flight to Sirius 05:22
12.Riddle in the Ocean 05:25
rok wydania: 2001
gatunek: symphonic heavy/power metal
kraj: Francja
skład zespołu:
Jo Amore - śpiew
Nicolas De Dominicis - gitara
Jean Stripolli - gitara
Yves Campion - bas
Daniel Amore - perkusja
Nicolas De Dominicis - gitara
Jean Stripolli - gitara
Yves Campion - bas
Daniel Amore - perkusja
oraz :
Stéphane Rabilloud - instrumenty klawiszowe
Terje Refsnes - instrumenty klawiszowe, orkiestracje
Ze Złotych Lat 80 tych we Francji grup, które powróciły na przełomie stuleci w przeciwieństwie do Anglii nie było wiele. NIGHTMARE był jedną z tych ekip i reaktywował się w 1999 w niemal oryginalnym składzie, przy czym Joe Amore przejął obowiązki wokalisty, a perkusję po nim przejął jego brat David.
NIGHTMARE nie zdecydował się na odtwarzanie stylu w jakim grali w latach 80tych, zresztą moda na to jeszcze nie nadeszła. Grupa postanowiła zagrać coś innego, nietypowego i hybrydowego i w efekcie powstała płyta "Cosmovision" stanowiąca wysmakowane połączenie heavy/power metalu i metalu symfonicznego. To co związane z heavy/power pozbawione jest niemieckiej toporności, a co to symfoniczne nie jest klawiszową fontanną włoskiego fantasy power.
Płyta "Cosmovision" ukazała się w październiku 2001 nakładem Napalm Records.
Wypracowali tu własny styl, gdzieś porównywalny do ADAGIO, ale bez ciągot progresywnych i jest cały wrażenie bogato zaaranżowanego power metalu w mocniejszej odmianie, także za sprawą męskiego, głębokiego i zadziornego głosu Joe Amore, który okazał się jeszcze lepszym wokalistą, niż był perkusistą. Trzeba przy tym oddać, że jego brat godnie go w sekcji rytmicznej zastąpił. Na pewno kolejnym atutem są wysokiej klasy chórki wykonane przez za proszonych gości.
Klimatyczne intro Roads to Nazca prowadzi do fenomenalnego Cosmovision, gdzie bardzo atrakcyjna melodia wspierana jest symfonicznymi wstawkami o bardzo wysmakowanej formie, choć be z komplikowania tego i czytelność utworu bardzo na tym zyskuje. Od razu ma się wrażenie obcowania z muzyką swoistą i niepowtarzalną, muzyką o specyficznym heroicznym klimacie, ale na pewno nie w stylistyce rycerskiej. Jest w tym swojego rodzaju epicka poetyka i to słychać w dynamicznych, rytmicznych Corridors of Knowledge i Spirits of the Sunset czy też Behold the Nighttime z mocarnym refrenem. Tak, ta kompozycja jest tu równie wyjątkowa jak tytułowy Cosmovision.
Budują także niepokojący klimat w cięższym, wolniejszym The Church i to jest bez wątpienia kompozycja gdzie heavy/power dominuje, a nośny miarowy refren przypomina najlepsze kompozycje DIO. Zresztą Amore śpiewa tu bardzo podobnie do Dio. Niepokojąca atmosfera i mrok dominują w Necropolis, i podkreślają to tak symfonizacje jak i chóry i następny The Cemetary Road stanowi jednoznaczną kontynuację tego stylu. Dynamiczne power metalowe Kill for the New Messiah i Last Flight to Sirius mają z kolei te cechy, które stały tak niebawem rozpoznawalne dla francuskiego progressive power metalu, czyli eleganckie budowanie melodii, nacisk na dramatyzm w refrenie i starannie dobrane do kompozycji solo gitarowe. Wysmakowane chóry w The Spiral of Madness stanowią główny atut i podobnie w metalu francuskim wykorzystywał to także ADAGIO.
Chyba nieco rozczarowujące zakończenie ma ta płyta i tym razem Riddle in the Ocean choć bardzo ciekawy w refrenie, ma nieco za mało dynamiki jak kompozycję zamykającą, albo jest za mało uroczysty i mógłby być wolniejszy.Także chóry tym razem nie takie ciekawe jak w wielu wcześniejszych utworach, choć samo powiązanie planu drugiego z pierwszym jest chyba najlepsze na całej płycie. Oczywiście to takie trochę szukanie dziury w całym, bo ogólnie jest to utwór bardzo dobry, szczególnie drugiej części.
Robią wrażenie tak orkiestracje Norwega Terje Refsnesa jak i Francuza Stéphane Rabillouda, który i był i nie był oficjalnym członkiem NIGHTMARE w latach 1999-2001. Bez przesytu, bez przesady, z umiarem w wolnych od gitar miejscach się te frapujące ornamentacje zazwyczaj pojawiają.
Dopieszczona produkcja to zasługa norweskiego mixu Terje Refsnesa i niemieckiego masteringu Ulfa Horbelta. Soczysty sound, swoisty, rozpoznawalny, przejrzysty w planach dalszych i mocny w ostrych gitarach.
Progresywne inklinacje zespołu nie są tu jasno wyrażone, ale już kolejna płyta "Silent Room" z roku 2003 to trudny album z metalem progresywnym, inspirowany FATES WARNING i QUEENSRYCHE.
Progresywne inklinacje zespołu nie są tu jasno wyrażone, ale już kolejna płyta "Silent Room" z roku 2003 to trudny album z metalem progresywnym, inspirowany FATES WARNING i QUEENSRYCHE.
ocena: 8,9/10
new 13.08.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"