16.08.2020, 20:23:11
Labyrinth - Freeman (2005)
![[Obrazek: R-3796777-1344787059-6915.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/MY9Q8FQUPi9m_4VzI2PqSlPYBVs=/fit-in/300x300/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(40)/discogs-images/R-3796777-1344787059-6915.jpeg.jpg)
tracklista:
1.L.Y.A.F.H. 04:26
2.Deserter 05:03
3.Dive in Open Waters 03:10
4.Freeman 04:16
5.M3 04:10
6.Face and Pay 05:27
7.Malcolm Grey 06:02
8.Nothing New 05:03
9.Infidels 05:55
10.Meanings 03:56
rok wydania: 2005
gatunek: progressive melodic power metal
Kraj: Włochy
skład zespołu:
Roberto Tiranti - śpiew
Andrea Cantarelli - gitara
Pier Gonella - gitara
Cristiano Bertocchi - gitara basowa
Mattia Stancioiu - perkusja
Andrea De Paoli - instrumenty klawiszowe
gatunek: progressive melodic power metal
Kraj: Włochy
skład zespołu:
Roberto Tiranti - śpiew
Andrea Cantarelli - gitara
Pier Gonella - gitara
Cristiano Bertocchi - gitara basowa
Mattia Stancioiu - perkusja
Andrea De Paoli - instrumenty klawiszowe
W roku 2003 dołączył do składu Pier Gonella z ATHLANTIS i pewnie LAVYRINTH uznał, że dwie gitary tu jednak bardziej pasują, a na pewno są niezbędne na koncertach. Ponadto chyba uznał, że pora nagrać coś nieco innego i w marcu 2005 Arise Records przedstawia LP "Freeman".
Coś nowego to w przypadku tej płyty koncept futurystyczno - filozoficzny w opcji treści fabularnej nieco mętny, a w opcji muzycznej ciężkostrawny, a miejscami po prostu niestrawny. Tym razem dwie gitary mają ultra nowoczesny sound, rozmyty jak w nu metalu czy bardziej postępowych pod tym względem grupach modern melodic. Proste, a czasem po prostu prymitywne układy gitarowe są inspirowane modern metalem z niskiej półki, do tego znikają gdzieś interesujące sola i jeśli są, to raczej zupełnie pozbawione inspiracji i pomysłu. Są za to ultra nowoczesne rozwiązania klawiszowe, mnóstwo marnego programowania i sampli, często nachalnie wysuwanych do przodu. Ta muzyka nie ma żadnego konkretnego klimatu, bo gdyby była duszny albo tajemniczy i mroczny, to jeszcze by się dało to jakoś wytrzymać. Ale nie, melodie są marną przeważnie kopią pomysłów z poprzednich płyt LABYRINTH i ogólnie melodyjnego melodic power włoskiego. W tym wszystkim fason i jaki taki ład próbuje zachować Tiranti i śpiewa świetnie w swoim najlepszym, eleganckim stylu, ale to nic nie pomaga, i raczej potęguje ogólne wrażenie fiaska muzycznego eksperymentu. Momentami, chwilami słuchalne to wszystko, ale chyba tylko refren z Dive in Open Waters przedstawia tu jakąś wartość. Sekcja rytmiczna nadmiernie dynamiczna, pędzi gdzieś do przodu, jakby przymuszając gitary do jakiegoś bardziej power metalowego stylu. Ogólny bałagan i nuda do samego końca.
Jürgen Lusky dołożył ręki do paskudnego brzmienia gitar i instrumentów klawiszowych i suchej perkusji, i to było na tyle w kwestii soundu.
Zupełnie nieudana płyta, która mocno nadszarpnęła zaufanie do tego jakże szanowanego i wpływowego zespołu.
ocena: 4/10
new 16.08.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"