19.08.2020, 16:56:35
Labyrinth - 6 Days To Nowhere (2007)
![[Obrazek: R-7127274-1463915397-2412.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/OnZQJBhnvYi0EX66mp5jVFnk7IU=/fit-in/600x607/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-7127274-1463915397-2412.jpeg.jpg)
![[Obrazek: R-7127274-1463915397-2412.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/OnZQJBhnvYi0EX66mp5jVFnk7IU=/fit-in/600x607/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-7127274-1463915397-2412.jpeg.jpg)
tracklista:
1.Crossroads 04:03
2.There Is a Way 03:36
3.Lost 04:24
4.Mother Earth 06:08
5.Waiting Tomorrow 03:35
6.Come Together (The Beatles cover) 04:00
7.Just One Day 03:54
8.What ??? 04:15
8.What ??? 04:15
9.Coldness 03:49
10.Rusty Nail 03:19
11.Out of Control 03:46
12.Wolves 'n' Lambs 04:53
13.Smoke and Dreams 04:37
14.Piece of Time (2007) 02:50 (bonus)
11.Out of Control 03:46
12.Wolves 'n' Lambs 04:53
13.Smoke and Dreams 04:37
14.Piece of Time (2007) 02:50 (bonus)
rok wydania: 2007
gatunek: melodic power metal/progressive heavy metal/rock
Kraj: Włochy
skład zespołu:
Roberto Tiranti - śpiew, gitara basowa
Andrea Cantarelli - gitara
Pier Gonella - gitara
Mattia Stancioiu - perkusja
Andrea De Paoli - instrumenty klawiszowe
"Freeman" nie spełnił oczekiwań dalej tą drogą na szczęście LABYRINTH nie poszedł. W lutym 2007 roku Scarlet Records wydaje album "6 Days To Nowhere" i... znowu jest inaczej. Także dlatego, że Roberto zagrał tu na basie, po tym jak z zespołem pożegnał się Cristiano Bertocchi.
Tym razem grupa przedstawia album z melodyjnym, dosyć nowoczesny melodic heavy i power metalem, z atrakcyjnymi, radiowymi melodiami i pełnymi wdzięku refrenami oraz ograniczonym do minimum elementem progresywnym. Do tego Roberto Tiranti śpiewa po prostu swoje, bez manieryzmu, bez nadmiernego gimnastykowania, śpiewa wybornym, rockowym głosem.
Tego bardzo dobrze się słucha, słucha z przyjemnością swobodnej gry instrumentalistów oraz śpiewu Tiranti w takich łagodnych, bujających rockowo kompozycjach jak Crossroads, There Is a Way czy znakomitym Coldness o wyraźnych cechach gothic metalu w mainstreamowej odmianie. I taka perełka tego stylu - Out of Control. Piękne w swojej prostocie.
Lekko, przebojowo tak jakoś pozytywnie, słonecznie i delikatnie... Bardzo delikatnie w rockowym songu Mother Earth i tu wszystko spoczywa na jak zwykle niezawodnym Roberto. Zresztą, także jak i w pełnym uroku songu z kręgu melodic progressive heavy Waiting Tomorrow. Łagodne chórki, romantyczne wokale poboczne, spokojna gitara pulsująca w tle...
Czasem jakieś akcenty progresywne mocniej wybrzmiewają w ciekawie skonstruowanym Lost z growlami Stanciou, choć akurat ta kompozycja o cechach modern metalowych jest średnio udana w naśladowaniu stylu szwedzkiego. Za to Max Pontrelli z gitarą flamenco rewelacyjny! Mocniej, szybciej, niemal speedowo w dynamicznym Just One Day, ale by zachować klimat płyty refren po raz kolejny rockowy i ciepły... Nieco mieszania gatunków od power metalu po melodic rock w udanym i wzbudzającym zainteresowanie momentami nieoczekiwanymi What ???. A przy tym buja i ma świetny plan klawiszowy.
Może tylko niepotrzebnie sięgają po wzorce alternative w Rusty Nail a gitary kierują tu w stronę melodic groove. Tyle podobnej muzyki w tym podobnej powstawało. I lepszej jednak w tym gatunku. Nieco dziwnie brzmią chwyty typowe dla melodic black i extreme melodic w Wolves 'n' Lambs, tym bardziej, że całościowo to kolejna romantyczna i łagodna kompozycja w głównej melodii. Ale jest dobrze, a sola mocno tym razem progresywne. I rock, melodyjny rock i AOR w ażurowym, zadumanym Smoke and Dreams. Może się nie podobać, ale pasuje, bardzo pasuje jako podsumowanie tego albumu.
gatunek: melodic power metal/progressive heavy metal/rock
Kraj: Włochy
skład zespołu:
Roberto Tiranti - śpiew, gitara basowa
Andrea Cantarelli - gitara
Pier Gonella - gitara
Mattia Stancioiu - perkusja
Andrea De Paoli - instrumenty klawiszowe
"Freeman" nie spełnił oczekiwań dalej tą drogą na szczęście LABYRINTH nie poszedł. W lutym 2007 roku Scarlet Records wydaje album "6 Days To Nowhere" i... znowu jest inaczej. Także dlatego, że Roberto zagrał tu na basie, po tym jak z zespołem pożegnał się Cristiano Bertocchi.
Tym razem grupa przedstawia album z melodyjnym, dosyć nowoczesny melodic heavy i power metalem, z atrakcyjnymi, radiowymi melodiami i pełnymi wdzięku refrenami oraz ograniczonym do minimum elementem progresywnym. Do tego Roberto Tiranti śpiewa po prostu swoje, bez manieryzmu, bez nadmiernego gimnastykowania, śpiewa wybornym, rockowym głosem.
Tego bardzo dobrze się słucha, słucha z przyjemnością swobodnej gry instrumentalistów oraz śpiewu Tiranti w takich łagodnych, bujających rockowo kompozycjach jak Crossroads, There Is a Way czy znakomitym Coldness o wyraźnych cechach gothic metalu w mainstreamowej odmianie. I taka perełka tego stylu - Out of Control. Piękne w swojej prostocie.
Lekko, przebojowo tak jakoś pozytywnie, słonecznie i delikatnie... Bardzo delikatnie w rockowym songu Mother Earth i tu wszystko spoczywa na jak zwykle niezawodnym Roberto. Zresztą, także jak i w pełnym uroku songu z kręgu melodic progressive heavy Waiting Tomorrow. Łagodne chórki, romantyczne wokale poboczne, spokojna gitara pulsująca w tle...
Czasem jakieś akcenty progresywne mocniej wybrzmiewają w ciekawie skonstruowanym Lost z growlami Stanciou, choć akurat ta kompozycja o cechach modern metalowych jest średnio udana w naśladowaniu stylu szwedzkiego. Za to Max Pontrelli z gitarą flamenco rewelacyjny! Mocniej, szybciej, niemal speedowo w dynamicznym Just One Day, ale by zachować klimat płyty refren po raz kolejny rockowy i ciepły... Nieco mieszania gatunków od power metalu po melodic rock w udanym i wzbudzającym zainteresowanie momentami nieoczekiwanymi What ???. A przy tym buja i ma świetny plan klawiszowy.
Może tylko niepotrzebnie sięgają po wzorce alternative w Rusty Nail a gitary kierują tu w stronę melodic groove. Tyle podobnej muzyki w tym podobnej powstawało. I lepszej jednak w tym gatunku. Nieco dziwnie brzmią chwyty typowe dla melodic black i extreme melodic w Wolves 'n' Lambs, tym bardziej, że całościowo to kolejna romantyczna i łagodna kompozycja w głównej melodii. Ale jest dobrze, a sola mocno tym razem progresywne. I rock, melodyjny rock i AOR w ażurowym, zadumanym Smoke and Dreams. Może się nie podobać, ale pasuje, bardzo pasuje jako podsumowanie tego albumu.
Tym razem mastering powierzono mało znanemu wtedy jeszcze Brytyjczykowi Seanowi Magee, który dopiero kilka lat później zasłynął dla niektórych kontrowersyjnymi remasterami albumów RUSH. Tu, dla LABYRINTH stworzył stonowany, umiarkowanie nowoczesny sound, unikatowy dla zespołu i może nawet unikatowy ogólnie dla stylu włoskiego melodyjnego metalu. Bliżej rocka?
Ogólnie zaskoczenie, ale zaskoczenie pozytywne. Rock/metal środka dla tych, co lubią progresję, ale i dla tych którzy jej nie lubią, stawiając na melodię i spokojny klimat.
ocena: 8,3/10
new 19.08.2020
Ogólnie zaskoczenie, ale zaskoczenie pozytywne. Rock/metal środka dla tych, co lubią progresję, ale i dla tych którzy jej nie lubią, stawiając na melodię i spokojny klimat.
ocena: 8,3/10
new 19.08.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"