31.10.2021, 16:42:56
John West - Permanent Mark (1998)
![[Obrazek: R-5286637-1389644227-6609.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/hI3u05otLPurUaF9Ep1m9RvbYuw=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-5286637-1389644227-6609.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Permanent Mark 04:07
2. Restless Heart 05:41
3. High Speed Life 04:54
4. The Burning Times 06:05
5. Pariah 04:35
6. Revolutionary 04:46
7. Destiny 06:46
8. History's the Future 06:30
9. Ship of Dreams 05:16
10. Lost In Time 06:40
Rok wydania: 1998
Gatunek: Progressive Melodic Heavy Metal
Kraj: USA
Skład zespołu:
John West - śpiew
Jeff Kollman - gitara
Scott Stine - gitara
Barry Sparks - bas
Shane Gaalaas - perkusja
Lonnie Park - instrumenty klawiszowe
W czerwcu 1998 Shrapnel Records prezentuje kolejny album solowy Johna Westa.
Jest inaczej. Jest inaczej przede wszystkim dlatego, że West daje tu upust całej swojej fantazji, nie ogranicza się zupełnie niczym. Nie ma Bellasa, są dwaj inni gitarzyści i może Scott William Stine to nie jest postać znana szerzej niż tylko zagorzałym fanom amerykańskiej sceny progressive metal, to Jeff Kollman jest bez wątpienia jednym z ciekawszych Guitar Hero lat 90tych z USA, choć jego grupa EDWIN DARE nigdy nie zdobyła szerszej popularności poza USA. Terranę zastąpił mniej utytułowany Shane Gaalaas, który w roku 1995 zagrał na albumie Malmsteena "Magnum Opus", w 1997 występował wraz z Kollmanem w grającym instrumentalny metal progresywny COSMOSQUAD, a niebawem dołączy do ARTENSION.
Tej płycie zarzuca się stylistyczny eklektyzm, ale przecież po to właśnie takie autorskie płyty powstają, by ten, którego nazwisko widnieje na okładce niczym się nie ograniczał i na nic nie oglądał. Dwaj gitarzyści zagrali dokładnie to, czego West oczekiwał, a nawet jeszcze więcej, tworząc duet wyborny, nieprzewidywalny i miejscami żywiołowo wirtuozerski, a wszystko zostało wsparte doskonałymi solami Kollmana. Jest to płyta gitarowa, to się szybko daje zauważyć i West odchodzi tu od tradycji ARTENSION, powierzając jakże przecież uzdolnionemu klawiszowcowi, jakim jest Lonnie Park, rolę bardzo ważną, ale na planie dalszym.
Ten album ma wspaniały początek. Permanent Mark to początek absolutnie progresywny i West po prostu sobie tanecznym krokiem przemierza rozświetlony Broadway w rytm melodii jak z musicalu i gdy przychodzi czas na refren, ten fenomenalny refren, to wzlatuje ku niebu i szybuje ponad dachami najwyższych budynków. Fenomenalny popis Westa!
Oczywiście ARTENSION zabraknąć nie mogło i bardzo interesująco brzmi Restless Heart, gdzie bez Bellasa tworzą zwrotki w lekko neoklasycznie progresywnym stylu, by potem górę wzięła melodyjna melancholia pięknego refrenu. Z drugiej strony ta kompozycja ma wiele wspólnego z tym, co w tym czasie tworzył Yngwie Malmsteen w obszarze spokojnym i refleksyjnym...
Co za zniszczenie sieją obaj gitarzyści w kapitalnie pokręconym, szybkim High Speed Life, naładowanym sterydami i rockiem. Ciekawe tu jest, jakby West celowo się odsuwa na plan drugi i słucha się przede wszystkim tych zagranych z kolosalną swobodą ciętych ataków gitarowych, budowanych na dewastującej precyzji sekcji rytmicznej. Gaalaas, co za werble, jak warczy bojowo bas Sparksa! Mistrzostwo! Znowu głęboko sięgają do neoclassical metalu, tym razem epickiego, w przepięknie zagranym w malmsteenowskim stylu The Burning Times. Moc, dramatyzm i perfekcja wyrażenia tego przez cały zespół. Potężne wokale Westa, wyborne solo Kollmana. I ta partia instrumentalna z pianinem Parka na koniec. Coś niesamowitego... Dobry, mocny Revolutionary także ma w sobie sporo heroizmu w połączeniu z neoklasyką, ale już takiego wrażenia nie robi jednak. Sporo progresji tam, gdzie nie była wcale specjalnie potrzebna.
Oczywiście ARTENSION zabraknąć nie mogło i bardzo interesująco brzmi Restless Heart, gdzie bez Bellasa tworzą zwrotki w lekko neoklasycznie progresywnym stylu, by potem górę wzięła melodyjna melancholia pięknego refrenu. Z drugiej strony ta kompozycja ma wiele wspólnego z tym, co w tym czasie tworzył Yngwie Malmsteen w obszarze spokojnym i refleksyjnym...
Co za zniszczenie sieją obaj gitarzyści w kapitalnie pokręconym, szybkim High Speed Life, naładowanym sterydami i rockiem. Ciekawe tu jest, jakby West celowo się odsuwa na plan drugi i słucha się przede wszystkim tych zagranych z kolosalną swobodą ciętych ataków gitarowych, budowanych na dewastującej precyzji sekcji rytmicznej. Gaalaas, co za werble, jak warczy bojowo bas Sparksa! Mistrzostwo! Znowu głęboko sięgają do neoclassical metalu, tym razem epickiego, w przepięknie zagranym w malmsteenowskim stylu The Burning Times. Moc, dramatyzm i perfekcja wyrażenia tego przez cały zespół. Potężne wokale Westa, wyborne solo Kollmana. I ta partia instrumentalna z pianinem Parka na koniec. Coś niesamowitego... Dobry, mocny Revolutionary także ma w sobie sporo heroizmu w połączeniu z neoklasyką, ale już takiego wrażenia nie robi jednak. Sporo progresji tam, gdzie nie była wcale specjalnie potrzebna.
Pariah jest inny, bo tu na gitarze gościnnie gra James Murphy. Ameryka, tylko Ameryka progresywna, tajemnicza, heavy/power metalowa. Gdzieś daleko w tle nieustępliwość SOUNDGARDEN. Bez łagodnego songu balladowego, romantycznego i pełnego elegancji obyć się nie mogło. Pianino, gitara akustyczna, mocne akcent, podniosły monumentalizm i przeszywający śpiew Westa. Smutek, pastelowe barwy, cudowne solo gitarowe, gdzie ona tak przejmująco płacze, majstersztyk! West porywa, West wzrusza... History's the Future jest chłodniejszy, refleksyjny pełen łagodnej epiki i zadumy, jednak w oprawie zdecydowanych heavy metalowych riffów, przy czy bas odgrywa tu tym razem wcale nie rolę drugoplanową. Twardy, heavy/power metalowy, zbudowany na dyskretnie zarysowanym neoklasycznym fundamencie wydaje się prostszy aranżacyjnie od innych kompozycji, ale to tak ma być i podkreśla to rycerski, heroiczny refren. Rytmiczny, z uporczywie nawracającym motywem głównym jest potoczysty i równocześnie pełen elegancji w klasycznej metalowej konwencji. Gitarowa robota to majstersztyk po raz kolejny i obaj grają tu godne szacunku rzeczy. Na koniec jest dosyć wolno i ciężko i progresywny heavy z klawiszami gościnnie tu grającego Boba Twininga jest dobry, ale cały album wypełniony takim metalem w dosyć dusznej atmosferze, byłby w odbiorze pewnie trudny.
Mastering wykonał Christopher Ash. Minęły dwie dekady i taki sound każdego z instrumentów nie zdarza się często. Jest to z całą pewnością jedna z najlepiej wyprodukowanych metalowych płyt roku 1998. Absolutna perfekcja, bez uciekania się do eksperymentów w procesie mixu i masteringu. Wzorcowe brzmienie pod każdym względem.
Wielkie osiągnięcie Westa, wielkie osiągnięcie amerykańskiego melodyjnego progresywnego heavy metalu. Wielki występ Kollmana i wszystkich pozostałych muzyków.Ten skład już jednak razem nie zagrał. Poza Parkiem na kolejnym albumie pojawili się zupełnie nowi instrumentaliści.
ocena: 9,5/10
new 31.10.2021
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"