05.03.2022, 17:48:41
Sabaton - The War To End All Wars (2022)
![[Obrazek: MzYtODY1MC5qcGVn.jpeg]](https://i.discogs.com/6tAHMHpOWK9iHXyN_S3VYq9QKOtWBvwDwb_R1W_N4OI/rs:fit/g:sm/q:90/h:600/w:597/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTIyMzcy/MzAzLTE3MDA5ODUz/MzYtODY1MC5qcGVn.jpeg)
tracklista;
1.Sarajevo 04:37
2.Stormtroopers 03:56
3.Dreadnought 04:58
4.The Unkillable Soldier 04:11
5.Soldier of Heaven 03:38
6.Hellfighters 03:26
7.Race to the Sea 03:47
8.Lady of the Dark 03:03
9.The Valley of Death 04:13
10.Christmas Truce 05:18
11.Versailles 04:14
rok wydania: 2022
gatunek: heavy metal
kraj: Szwecja
skład zespołu:
Joakim Broden - śpiew, instrumenty klawiszowe
Tommy Johansson - gitara
Christoffer Rörland - gitara
Par Sundstrom - gitara basowa
Hannes Van Dahl - perkusja
To dziesiąty, można by powiedzieć jubileuszowy album SABATON, wydany 4 marca 2022 przez Nuclear Blast w bardzo dużej liczbie wersji na wszystkich nośnikach.
Z pewnością dla ogromnej rzeszy fanów tego zespołu święto muzyczne, jednak przy tej okazji czas na refleksję nad muzyczną kondycją zespołu w dobie obecnej.
SABATON należy do nielicznej grupy zespołów, które przyjęły określoną, sprawdzoną formułę kompozycyjną i konsekwentnie przez praktycznie dziesięć albumów się tej konwencji trzyma. Rytmika, melodyka, układy aranżacyjne podobne do siebie od zawsze, koncept przybliżania poprzez heavy metal ważnych historycznych wydarzeń związanych z wojnami, niemal od zawsze także ten sam. Dwa, pięć razy, może nawet siedem, ale dziesięć? Co można zrobić, by dziesiąty album nie został w końcu określony kalką czwartego czy ósmego? Jest to trudne, bardzo trudne, po prostu niemożliwe do wykonania. Coś się tu może nieco zmieniło w lirycznej warstwie, w sposobie narracji i w tekstach, opartych na wydarzeniach Pierwszej Wojny światowej, mniej jest historycznych faktów, a więcej filozoficznych przemyśleń nad wojną, heroizmem i śmiercią. Nie jest to koncept, choć można by powiedzieć, że spinające to intro Sarajevo i outro Versailles z chórami, narracjami i bez Brodena jako wokalisty, tworzą takie wrażenie. Tyle, że trochę przerost formy nad treścią tu wystąpił, te dwa utwory są za długie, mocno schematyczne, z melodią chórów już przez SABATON jednak kompletnie wyeksploatowaną. Solidny, dobry SABATON w budowaniu monumentalnej otoczki, ale nic szczególnie ekscytującego, czy też poruszającego. Obrazy pokazane pomiędzy nimi wzięte są z różnych miejsc i dni Wielkiej Wojny 1914-1918 i wrażenia narastania napięcia nie ma, bo to w końcu nie jest przecież prawdziwy koncept album.
Pozostaje śledzić, co w warstwie muzycznej zachwyci, co potwierdzi zjawiskowość tego zespołu.
Tak, szybki Stormtroopers jest fantastyczny! Przejście do refrenów i sam refren po prostu niszczący! Broden w wyśmienitej formie, a Tommy Johansson gra tu miejscami, zwłaszcza w solówkach, lepiej niż na płycie poprzedniej, korzystając czasem z neoklasycznych patentów. W tej akurat kompozycji daje kapitalne, niedługie solo, jak błyskawica! Wolniejszy i bardziej posępny "morski" Dreadnought początkowo nieco sztampowy, rozkwita w mocarnym, majestatycznym refrenie i ten szary chłód zwrotek można w tym momencie wybaczyć. To co szybsze jednak lepsze i rytmiczny, dostojny i lekko galopujący The Unkillable Soldier z chóralnym rozległym refrenem i polatującymi ku niebu wokalizami jest znakomity. To samo można powiedzieć o podobnie skonstruowanym Hellfighters. Pilotujący ten album Soldier of Heaven jest sympatyczny, ale to jednak w znacznej mierze taka "sabatonowa dyskoteka" z inklinacjami na karaoke, no i te modern klawisze są tu jednak rażące. Proste hard rockowe solo Johanssona także należy do słabszych momentów jego występu na tym LP. Radiowo, popowo... Gdy grają wolniej lecz dodają odrobinę więcej poetyckiej melancholii i refleksji, to zawsze są znakomici. Typowy, przewidywalny jest Race to the Sea, ale jednak się tego słucha z wielką uwagą. Opowiadający o Milunce Savić, słynnej serbskiej bohaterce I Wojny Światowej i żołnierzu w czynnej służbie przez cały jej trwania. Temat świetny, ale kompozycja jednak co najwyżej dobra. To bardzo już ograne riffy SABATON i bardzo wyeksploatowany muzycznie refren. The Valley of Death może zaczyna się ponownie nieco popowo i dyskotekowo, ale nadrabiają jak zwykle refrenem i trzeba przyznać, że te chóry są zrobione perfekcyjnie i tu, i w każdym z pozostałych utworów. Wreszcie Christmas Truce. Elegijny, podniosły, smutny w wybrzmiewaniu pianina, doskonale zaśpiewany przez Brodena. Tyle, że jednak ten doskonale wygenerowany klimat jakoś traci tym razem właśnie w refrenie. Super hita w majestatycznym stylu w ostatecznym rozrachunku tu nie otrzymujemy.
Realizacja oparta jest także na sprawdzonym schemacie. Tego należało oczekiwać i to jest bez zarzutu. Ten sound się wykrystalizował kilka płyt temu i to się zmienić raczej już nie może.
SABATON. Po prostu SABATON, tyle że jednak tym razem te kompozycje za bardzo już bazują na tym, co zagrali wcześniej i to nie raz. Formuła oczywiście słuszna i innej nie oczekuję, ale melodie czasem chyba wyciągnięte z mniej udanych, dawniejszych utworów. Stormtroopers jest dewastujący, ale to za mało.
ocena: 8,3/10
new 5.03.2022
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"