Avalanch
#4
Avalanch - Muerte y Vida (2007)

[Obrazek: 172497.jpg]

tracklista:
1.Ángel de la muerte 06:36
2.Muerte y vida 05:23
3.Pies de barro 05:31
4.Hoy te he vuelto a recordar 05:27
5.Aprendiendo a perder 05:50
6.Otra vida 05:52
7.Caminar sobre el agua 06:01
8.Quién soy 04:44
9.Sombra y ceniza 05:31
10.La prisión de marfil 04:39
11.Bajo las flores 06:24

rok wydania: 2007
gatunek: progressive melodic power metal
kraj: Hiszpania

skład zespołu:
Ramón Lage - śpiew
Alberto Rionda Martínez - gitara
Dany León - gitara
Francisco Fidalgo - gitara basowa
Marco Álvarez - perkusja
Roberto Junquera Ferreira - instrumenty klawiszowe

Trudno odmówić uroku i perfekcji romantyczno - poetyckiej albumowi "Los poetas han muerto" wydanemu przez AVALANCH w nowym składzie z Ramónem Lage jako wokalistą w roku 2003, trudno uznać jednak tę płytę za metalową w pełnym słowa znaczeniu. No, może co najwyżej rock progresywny z metalowymi ornamentacjami, a i to nie zawsze.
AVALANCH dalej tą drogą nie poszedł i następna płyta "El hijo pródigo" jest już znacznie mocniejsza. Wydana została w maju 2005 przez Xana Records. Progresywnie? Tak, ale i w jakimś stopniu modern, a może nawet alternatywnie tu zagrali i wyszło powszednio...Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Pozycja AVALANCH tym albumem, przyjętym chłodno została poważnie zachwiana. Coś trzeba było zmienić. W listopadzie 2007 roku Santo Grial Records wydaje "Muerte y vida" i to jest krok w dobrym kierunku.

Poetyka "Los poetas han muerto" łączy się tu power metalem progresywnymi i w znacznym stopniu z łagodną stroną epickości fantasy "El ángel Caído" i tak brzmi Ángel de la muerte, bogaty w melodyjne pulsacje gitar, a Ramón Lage śpiewa przepięknie, romantycznie, aktorsko to wszystko interpretując. Nie jest tak do końca łatwa w odbiorze płyta, zwłaszcza dla kogoś nastawionego na iberyjski power metal głównego nurtu. Ma jednak specyficzny klimat, może nawet bardziej szwedzki, niż hiszpański i warto wsłuchać się w wypieszczone i zagrane z ogromną dbałością niuanse, takie kompozycje jak lekko mroczny w zwrotkach Muerte y vida, czy też Pies de barro świetnie prowadzonym przez może nawet evergrey'owe gitary z jasnym, sentymentalnym refrenem. Oni to wszystko tak pięknie grają, jakby  zupełnie bez wysiłku to im przychodziło... Ten styl wykonania jest urzekający i często po prostu hipnotyzujący, nawet gdy odchodzą nieco od power metalu w mniej gitarowo nasyconych Hoy te he vuelto a recordar i Bajo las flores w kierunku progressive metalu w czystszej postaci.
Delikatny, zbudowany na gitarach akustycznych i odległym planie symfonicznym Aprendiendo a perder mocno nawiązuje do stylu "Los poetas han muerto", ale taka kompozycja jest tu potrzebna, bo mocnych progresywnych riffów power metalowych na tej płycie jest wystarczająco dużo. Tak jak sentymentalnie rozpoczynającym się Otra vida i nostalgicznie, refleksyjnie w melodii się rozwijającym. Bardzo interesujący jest Caminar sobre el agua oniryczny, a potem mocny gitarowo, zagrany w specyficznych tempach, przy zdecydowanym wsparciu klawiszowym, progresywny, ale taka progresywność połączona z melodią refrenu daje frapujący efekt. Melodyjny, progresywny power metal w zdecydowanie latino stylu to piękny, pełen ciepła Quién soy, a ta najbardziej progresywna partia instrumentalna to majstersztyk. Potem jednak jest dużo mniej interesujący Sombra y ceniza i niekoniecznie ten utwór musiał się na tej płycie znaleźć. Ogólnie pod koniec nieco to wszystko przygasa, bo łagodny heroiczny pędzi raczej po linii KALEDON i tylko te extreme wstawki odróżniają tę kompozycję od typowego grania z Italii. Nie do końca słuszne było także umieszczenie na sam koniec tak nastrojowego songu jak Bajo las flores, gdzie po długim czasie pastelowego grania czegoś się oczekuje, jakiegoś przełomu, a ten nie nadchodzi. Wyciszają, koją w ładnym refrenie, ale ten album to jednak wymagałby jakiegoś bardziej godnego zwieńczenia.

Jest to LP raczej zdecydowanie gitarowy i można odnieść wrażenie, że niewątpliwy talent Roberto Junquera nie jest tu w pełni wykorzystany. Czy mogło być inaczej w przyszłości, tego już nikomu nie było dane sprawdzić, bo zdecydował się odejść z zespołu w roku 2008.
Jeśli szukać najlepiej brzmiącej do tej pory płyty AVALANCH, to trzeba wskazać właśnie ten album. To szczytowe osiągnięcie Alberto Rionda i śmiało można zaryzykować stwierdzenie, że to jego w ogóle najlepsza produkcja w karierze, ale pod warunkiem, że sound zbliżony do EVERGREY uważa się za wzorcowy w melodyjnym progressive power...

Tak naprawdę to każda kolejna płyta AVALANACH jest inna. To chyba najbardziej poszukujący hiszpański zespół z tych światowego formatu. Tu odnaleźli coś, co kiedyś po drodze zgubili, ale odnaleźli inaczej.


ocena: 8,5/10

new 31.07.2022
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Avalanch - przez Memorius - 18.07.2022, 12:36:57
RE: Avalanch - przez Memorius - 19.07.2022, 09:26:29
RE: Avalanch - przez Memorius - 28.07.2022, 17:32:31
RE: Avalanch - przez Memorius - 31.07.2022, 19:02:24
RE: Avalanch - przez Memorius - 02.08.2022, 11:09:33
RE: Avalanch - przez Memorius - 24.04.2023, 20:11:31

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości