15.08.2022, 19:18:23
Tierra Santa - Mi nombre será Leyenda (2013)
![[Obrazek: 365258.jpg?0934]](https://www.metal-archives.com/images/3/6/5/2/365258.jpg?0934)
tracklista:
1.Mi nombre será leyenda 05:00
2.Más allá de la vida 03:25
2.Más allá de la vida 03:25
3.Sólo se vive una vez 04:15
4.Héroe 03:06
4.Héroe 03:06
5.El cielo puede esperar 04:00
6.Perdido en el paraíso 03:48
7.Si estás allí 04:54
8.Genghis Khan 04:09
9.Hasta el amanecer 03:48
10.El último 03:12
rok wydania: 2013
gatunek: melodic heavy metal/ melodic rock
kraj: Hiszpania
skład zespołu:
Ángel San Juan - śpiew, gitara
Arturo Morras - gitara
Roberto Gonzalo - gitara basowa
David Karrika - perkusja
Juan Antonio San Martín - instrumenty klawiszowe
W lutym 2013 roku wytwórnia Maldito Records przedstawiła kolejny album TIERRA SANTA.
Gdyby ten album był czyimś pierwszym zetknięciem z muzyką TIERRA SANTA, to mógłby powiedzieć- "przyjemny dla ucha melodic rock, fajne rytmiczne kompozycje, bardzo dobry głos wokalisty..." i pewnie coś tam jeszcze podobnego. Tymczasem, jeśli się pamięta TIERRA SANTA z tak zwanych dawnych czasów, to robi się nieco smutno. Jasne, że są przyjemne melodie, Ángel San Juan niczego ze swej formy nie stracił, ale "Mi nombre será Leyenda" to jest po prostu produkt, przeznaczony do konsumpcji przez najszersze z możliwych grono słuchaczy elektrycznej muzyki, choć momentami się wydaje, że to z powodzeniem można by zagrać na gitarach klasycznych i tamburynie na ulicznym festynie w jednym z hiszpańskich miast, ku uciesze turystów i starszych pań wyglądających z okien otaczających rynek kamienic. Są tu tacy grzeczni ci panowie z TIERRA SANTA, tacy ugładzeni, jakby czekali na napiwek przy stoliku, grając w restauracji. Nie grają hard rocka, bo hard rock jest z zasady buntowniczy w rokendrolowym stylu, nie grają hard'n'heavy, bo tu by trzeba może na motocykl wsiąść lub wypić parę piw. Nie grają także AOR, bo AOR to wysmakowane aranżacje, a tu jest maksymalne uproszczenie riffowe, po kilka na utwór i to takich, które oni grali od zawsze, tyle że to było kiedyś oryginalne. Tutaj nie jest i mamy festiwal przeciętnej poprawności odgrzewanych wielokrotnie kotletów, tak już miejscami przypalonych, że najchętniej by się dyskretnie upchnęło pod stołem. Oczywiście, to wszystko jest nadal bardzo eleganckie, ale to frytki z Maca podane na talerzu z miśnieńskiej porcelany.
Z drugiej strony nie jest to płyta słaba. Jest do bólu wtórna i generyczna, ale słucha się jej, jakoś się słucha... Może dlatego, że to jednak TIERRA SANTA i może coś w pewnym momencie spowoduje żywsze bicie serca. Kiepskie sola, amatorska pozbawiona dynamiki perkusja. Jednak refren z Mi nombre será leyenda wyborny i choć tyle dobrego, jeśli chodzi o tytułowy utwór, który zresztą ten album promował. Naprawdę wszystko już było i było znacznie lepsze. Co by tu jeszcze wybrać na obronę tego albumu? Na pewno Más allá de la vida, ma to sens w tym refleksyjnym podejściu. W Sólo se vive una vez fajny maidenowski motyw... i fatalny po prostu refren, jeden z najgorszych, jaki ten zespół wymyślił. I najlepsze solo na płycie. Co za miszmasz! Przeciętność Héroe jest przytłaczająca tym bardziej, że jest także akustyczna wersja tej kompozycji i niczego do ibero sentymentalnego metalu nie wnosi. Zupełnie niczego.
Ubóstwo klawiszowe na tym LP jest żenujące. Nie wiem, może raz, może dwa San Martín coś tu zagrał sensownego, ale to gdzieś mignęło i tyle. Pewnie w słabiutkim songu hymnowym El cielo puede esperar. Tak rzemieślniczo grają w żywszym Perdido en el paraíso, gdzie jakieś ślady heavy metalu są i refren jest dobry na rzemieślnicznym poziomie. Artyzmu brak. Może i artyzmu brak, ale nie pogrążają się tak jak w piosence (nie waham się użyć tego określenia) Si estás allí. To na pewno TIERRA SANTA? Dla kontrastu zaraz potem Genghis Khan. Wreszcie coś konkretnego w epickim stylu? Może i coś by z tego było, gdyby tu gitary grały heavy metalowo, a sekcja rytmiczna nie była tak ospała. Zupełnie brak energii. Genghis Khan po prostu śpi po sutej uczcie i niczego tu nie zdobywa. Refren to autoparodia heroicznych refrenów TIERRA SANTA z dawnych lat. O, fajny beat gitar w Hasta el amanecer, ale też nic ponadto. I tak ciepło sympatycznie i bez historii zamyka ten album El último. No, może to solo gitarowe jest po prostu oryginalne.
To się nie mogło udać. W 2014 odchodzi Arturo Morras, a na następną płytę z nowymi kompozycjami trzeba było poczekać do roku 2017.
ocena: 6,9/10
new 15.08.2022
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"