24.01.2025, 23:36:37
Labyrinth - In the Vanishing Echoes of Goodbye (2025)
![[Obrazek: 1287647.jpg?1507]](https://www.metal-archives.com/images/1/2/8/7/1287647.jpg?1507)
Tracklista:
1. Welcome Twilight 05:45
2. Accept the Changes 07:24
3. Out of Place 05:02
4. At the Rainbow's End 05:10
5. The Right Side of This World 04:32
6. The Healing 06:42
7. Heading for Nowhere 04:48
8. Mass Distraction 04:39
9. To the Son I Never Had 06:02
10. Inhuman Race 07:42
Rok wydania: 2025
![[Obrazek: 1287647.jpg?1507]](https://www.metal-archives.com/images/1/2/8/7/1287647.jpg?1507)
Tracklista:
1. Welcome Twilight 05:45
2. Accept the Changes 07:24
3. Out of Place 05:02
4. At the Rainbow's End 05:10
5. The Right Side of This World 04:32
6. The Healing 06:42
7. Heading for Nowhere 04:48
8. Mass Distraction 04:39
9. To the Son I Never Had 06:02
10. Inhuman Race 07:42
Rok wydania: 2025
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Włochy
skład zespołu:
Roberto Tiranti - śpiew
Andrea Cantarelli - gitara
Carlo Andrea Magnani - gitara
Nik Mazzucconi - bas
Nik Mazzucconi - bas
Mattia Peruzzi - perkusja
Oleg Smirnoff - instrumenty klawiszoweW niezmienionym składzie, po czterech latach studyjnego milczenia, powraca legendarny włoski LABYRINTH. To oczywiście wielkie wydarzenie i tak jak poprzednio, wydaniem albumu zajęło się włoskie Frontiers Records, z premierą wyznaczoną na 24 stycznia 2025 roku.
Czy LABYRINTH czymś zaskakuje na tym albumie? Oczywiście, że nie.
Nadal kontynuują kierunek, obrany na Architecture of God i Welcome to the Absurd Circus, w 2025 roku doszlifowując ten styl jeszcze bardziej. W pewnym sensie jednak ten album może wydawać się bardziej bogaty w kwestii aranżacji od poprzednich, czego dobrym przykładem jest Accept the Changes. Niby to samo, co cztery lata temu, te same pomysły i zwolnienia, a jednak coś jest inaczej. Piękne, progressive metalowe pasaże są wsparte znakomicie dopasowanymi, przestrzennymi galopadami i wspaniałym refrenem, pełnym nostalgii, ale i rozwiązań aranżacyjnych, które przypominają pomysły z pierwszych dwóch albumów ATHENA. Może i nawet SHINING FURY, jeśli zwrócić uwagę na to, jak zaraźliwe są te refreny, ale w żaden sposób infantylne.
Czasami jest romantycznie i rockowo, typowo w stylu projektów Frontiers czy nawet mało wyrazistego SHINING BLACK w Out of Place, który nie tylko odstaje od reszty, burząc monumentalną spójność, ale nie jest to tak porywające, jak najlepsze kompozycje z projektów Frontiers, ODYSSEA ani tym bardziej tak pełne emocji jak cudowny To The Son I Never Had, nie wspominając już o wcześniejszych kompozycjach grupy. Jest mrocznie w otwierającym album Welcome Twilight, gdzie nie ma żadnych dłużyzn i zespół od razu przechodzi do konkretów, SHINING FURY przebija się przez At The Rainbow's End we wspaniałym stylu z punktującym basem Mazzucconi. Genialny jest naładowany rockiem The Right Side of This World z mistrzowskimi solami gitarowymi i na tym albumie jak zwykle Cantarelli i Magnani czarują i hipnotyzują. Aranżacje Oleg Smirnoff może i najlepsze, jakie były do tej pory w LABYRINTH, chociaż bez wątpienia niemal każdy album prezentował przecież bardzo wysoki poziom.
A Roberto Tiranti? Mistrzowska forma, piękne wyższe zaśpiewy, harmonie w refrenach, głos pełen uczucia, nostalgii. Znakomity jak zwykle, czy to w smutnym To The Son I Never Had, szalenie rozpędzonym Heading for Nowhere czy czarujących rockowym feelingiem The Healing, w którym jest wszystko, czego w Out of Place zabrakło. Jest jeszcze Mass Distraction, ale to tylko niezły melodic heavy meta, który przy Synu wypada jednak blado. Na koniec najdłuższy Inhuman Race, w stylu klasycznego LABYRINTH z pięknymi pasażami klawiszowymi i delikatnym, rockowym śpiewie Tiranti, refren jest udany, melodia też dobra, tylko pełny potencjał nie został w tej kompozycji wykorzystany. Tylko jak go wykorzystać, skoro właściwa część kompozycji zaczyna się po prawie 3 minutach..
Wykonanie jest na poziomie kosmicznym i nieosiągalnym dla większości, co jest oczywiste. Tak jak aksjomatem jest perfekcyjne brzmienie, o które zadbał nie kto inny, jak Simone Mularoni.
Są drobne potknięcia, można odnieść wrażenie, że niepotrzebne pójście na skróty i gdyby nie to, to bez wątpienia byłby to najlepszy LP LABYRINTH. Oczywiście nie jest ten LP w żadnym razie rozczarowaniem, bo to nadal znakomity LABYRINTH, który czaruje od początku, do końca. Tym razem jednak w nieco mniej spójnym stylu.
Ocena: 9.3/10
SteelHammer