Death Dealer
#4
Death Dealer - Reign of Steel (2026)

[Obrazek: 1385502.jpg?0442]

Tracklista:
1. Assemble
2. Devil's Triangle
3. Riding on the Wings
4. Bloodbath
5. Raging Wild and Free
6. Blast the Highway
7. Compelled
8. Dragon of Algorath
9. Sleeping Prophet
10. Reign of the Night

Rok wydania: 2026
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Sean Peck  - śpiew
Stu Marshall - gitara
Ross The Boss - gitara
Mike LePond - gitara basowa
Steve Bolognese - perkusja


Po ciszy, zapowiedziach i opóźnieniach, w końcu, po sześciu latach, niemiecki magnat Massacre Records wydaje długo wyczekiwany, czwarty album DEATH DEALER, z premierą wyznaczoną na 23 stycznia 2026 roku.

Poziom wykonania jest absolutnie bezbłędny. Sola są znakomite i Marshall z Rossem the Bossem dają tutaj wspaniałe popisy i pojedynki, jak na mistrzów przystało i pod tym względem ten LP nie rozczarowuje, chociaż czasami można odnieść wrażenie, że ich występy nagle się urywają albo kończą zbyt szybko (Dragon of Algorath). Sekcja rytmiczna zabija jak zwykle i Steve Bolognese po raz kolejny udowadnia, że jest królem talerzy, tak jak Mike LePond gra doprawdy wybornie i jego szarże jak zwykle zdumiewają.
Sean Peck w dyspozycji bardzo dobrej, szorstki, bez problemu wchodzący w charakterystyczne dla siebie wyższe rejestry, śpiewa z pełnym przekonaniem i nie ma tutaj żadnej przesady, jaka czasami mu się zdarza, chociaż można odnieść wrażenie, że śpiewa jeszcze łagodniej, niż na LP poprzednim.
Problemy ten album ma dwa. Największy to refreny, które w dużej części są przeciętne i przewidywalne, niewiele wnoszące i mało zaskakujące. Kompozycje są jeszcze bardziej komiksowe od LP poprzedniego, nie raz uciekające w stronę prostego heavy metalu amerykańskiego, próbującego być sztucznie epickim jak Riding on the Wings z fatalnym, infantylnym refrenem, chociaż teutoński Blast the Highway, uderzający w rejony Zagłębia Ruhry jest interesujący, nawet jeśli wiele zespołów z Niemiec grało i gra takie rzeczy lepiej. Bardzo przeciętnie wypada Compelled, w którym powtarzają błędy CAGE i ostatnich LP JAG PANZER i lepszy jest bardziej tradycyjny, rozpędzony w stylu CAGE Dragon of Algorath, w którym próbują coś przemycić z IMPELLITTERI w tych rozpędzonych riffach i tempie. Solidny jest wolniejszy w tempach MORGANA LEFAY czy nawet MANILLA ROAD Sleeping Prophet oparty na motywie ancient, ale jak w wielu przypadkach na tym albumie, zabrakło bardziej wyrazistego i chwytliwego refrenu. Wyszło to wszystko topornie, chociaż najgorszy pod tym względem bez wątpienia jest kwadratowy Bloodbath, w którym jest coś z MIKE LEPOND'S SILENT ASSASSINS. Najlepszy na tym LP jest tytułowy Reign of the Night, sześć minut podręcznikowego heavy metalu w stylu Rossa the Bossa ze świetnymi ornamentacjami gitarowymi, świetnie śpiewającym Sean Peckiem i bardziej różnorodnymi partiami sekcji rytmicznej. Świetne zakończenie, chociaż zespół budzi się dość późno. Solidna, chociaż może nieco przerysowana jest ballada Raging Wild and Free, ale zostało to zagrane szczerze.

Największym, drugim problemem jest brzmienie. O ile mix jest solidny i świetnie słychać każdy instrument, to mastering jak na tak duży projekt jest skandalicznie słaby. Gitary rozmyte, sekcja rytmiczna wycofana i cicha. Trudno to nawet nazwać nieudanymi próbami stworzenia soundu vintage. Niejeden zespół z ameryki łacińskiej, wydający albumy nakładem własnym, miało lepsze brzmienie.
To dobry album, zagrany z przekonaniem i szkoda, że w porównaniu do LP poprzedniego sound jest tak amatorski, ale jako całość, Conquered Lands wypada jednak lepiej, a na pewno bardziej wyraziście.


Ocena: 7.4/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Massacre Records.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Death Dealer - przez Memorius - 23.12.2018, 21:59:48
RE: Death Dealer - przez Memorius - 27.06.2019, 16:45:09
RE: Death Dealer - przez Memorius - 20.10.2020, 12:16:32
RE: Death Dealer - przez SteelHammer - 10.01.2026, 01:25:33

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości