Whirlwind
#2
Whirlwind - 1640 (2026)

[Obrazek: 1409436.jpg?4952]

Tracklista:
1. 1640 (Intro) 01:24       
2. Days of Doom 04:18       
3. Rage of the Conqueror 04:59      
4. Winds of Ash and Dust 03:41      
5. Lese Majesty (Corpus de Sang) 04:15      
6. Through Fire and Blood 04:07      
7. Ready to Explode 04:56      
8. By the Blood in Our Veins 05:32      
9. Marching to Victory 13:06


Rok wydania: 2026
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Hiszpania

Skład zespołu:
Héctor Llauradó Gimenez  - śpiew
Artur Julió - gitary
Mark Wild - gitary
Philip Graves - bas
Jordi Julió - perkusja


Po czterech latach zastoju, WHIRLWIND powraca z nową historią, tym razem o Wojnie Trzydziestoletniej, a wydania albumu podjęła się wytwórnia Dying Victims Productions, z premierą wyznaczoną na 24 kwietnia 2026 roku.

Stylistyka grupy nieco się zmieniła i obrali tutaj inną formę heavy metalu, bardziej barbarzyńską, teutońską i agresywną, z surowszym śpiewem Héctor Llauradó Gimeneza, jest mocniej i szybciej, momentami może bardziej w manierze power czy nawet speed metalu, co słychać już w Days of Doom, mrokiem i klimatem nawiązującym bardziej do pierwszych dwóch LP RUNNING WILD. Bardziej piracki RUNNING WILD z czasów Port Royal, który można było usłyszeć na płycie poprzedniej jest w Rage of the Conqueror, chociaż surowość refrenów bardziej może wskazywać na USA, słysząc te surowe gang chórki.
Poziom wykonania jest dobry i sekcja rytmiczna sprawdza się znakomicie, podobnie jak duet Wild/Julió, ich sola są ostre i bardzo czytelne, czasami ratując poprawne kompozycje, jak Winds of Ash and Dust czy dość tuzinkowy germański heavy metal Lese Majesty (Corpus de Sang). Środkowa część jest zdecydowanie mniej interesująca i toporność ACCEPT może odrzucać w Through Fire and Blood, na szczęście wracają do ostrzejszego, speed metalowego grania w Ready to Explode. Przypieczętowaniem zmian jest By the Blood in Our Veins, niemiecki heavy metal lat 80. i wspomnienia lat 90. hiszpańskiej sceny heavy. Mało w tym RUNNING WILD, mało tego epickiego ducha 1714 i najwięcej rozmachu ma w sobie Marching to Victory, który jest udany, ale rozkręca się długo, ale wynagradza to druga połowa. Sola są wyborne, chociaż mniej jest tutaj RUNNING WILD, a więcej amerykańskiego pojmowania epickiego heavy metalu. Fajny, chóralny refren, chociaż nie został w pełni wykorzystany.

Brzmienie jest dobre i ekspozycja basisty Philip Graves jest jak najbardziej słuszna, ponieważ gra bardzo dobrze. Bębny grzmią, gitary są ostre, a wokalista lekko wycofany. Przyjemny, heavy metalowy sound, prosty i bez cudów.
Nie jest to LP kompozycyjnie tak porywający, jak debiut i nie ma tutaj tej świeżości morza RUNNING WILD, jest też niepotrzebny eklektyzm i ten heavy metal w stylu ACCEPT jest tutaj co najwyżej poprawny, z refrenami dobrymi, ale nie tak zapadającymi w pamięć i rozmytymi melodiami.
Historia ciekawa i solidna, ale jednak nie opowiedziana tak pasjonująco, jak oblężenie Barcelony.


Ocena: 7.5/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Dying Victims Productions.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Whirlwind - przez Memorius - 23.11.2022, 14:29:51
RE: Whirlwind - przez SteelHammer - 24.04.2026, 01:55:24

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości