17.07.2026, 23:45:18
Delalma - Santa y Compaña (2026)
![[Obrazek: images?q=tbn:ANd9GcTlaiYRM_Kqi3TO_DKYLum...rnJqE&s=10]](https://encrypted-tbn0.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTlaiYRM_Kqi3TO_DKYLumPj6aZBhjykpRdlWWGa8N8HHMsgnNnlhrnJqE&s=10)
Tracklista:
CD1 Santa:
1. Compaña
2. Uno a Uno
3. Voy Muriendo
4. Néboa
5. He Vuelto A Verte
6. Litio
7. Solo Entonces
8. Delalma A Través
CD2: Compaña
1. Maldito Sea El Día
2. Te Vi Nacer
3. La Ira Del Mirlo
4. Ausencia De Luz
5. En Otra Vida
6. Y Así Será
7. Cosas Por Decir
8. Vuelvo A Mi Hogar
Rok wydania: 2026
Gościnnie:
Ronnie Romero - śpiew (CD1: 1, 3, 6, 7, 8/ CD2: 1, 5, 7, 8)
Carlos Escobedo - śpiew (CD1: 2, 7/ CD2: 6)
José Andrëa - śpiew (CD1: 4, 7/ CD2: 3, 7)
Patricia Tapia - śpiew (CD1: 5/ CD2: 5)
Tete Novoa - śpiew (CD1: 8/ CD2: 6)
Fran Rivas - śpiew (CD2: 2)
Vito Íñiguez - śpiew (CD2: 4, 6)
Tracklista:
CD1 Santa:
1. Compaña
2. Uno a Uno
3. Voy Muriendo
4. Néboa
5. He Vuelto A Verte
6. Litio
7. Solo Entonces
8. Delalma A Través
CD2: Compaña
1. Maldito Sea El Día
2. Te Vi Nacer
3. La Ira Del Mirlo
4. Ausencia De Luz
5. En Otra Vida
6. Y Así Será
7. Cosas Por Decir
8. Vuelvo A Mi Hogar
Rok wydania: 2026
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: Hiszpania
Skład zespołu:
Manuel Seoane París - gitara
Jesús Cámara Ruiz - gitara basowa
Dave Lande - perkusjaGościnnie:
Ronnie Romero - śpiew (CD1: 1, 3, 6, 7, 8/ CD2: 1, 5, 7, 8)
Carlos Escobedo - śpiew (CD1: 2, 7/ CD2: 6)
José Andrëa - śpiew (CD1: 4, 7/ CD2: 3, 7)
Patricia Tapia - śpiew (CD1: 5/ CD2: 5)
Tete Novoa - śpiew (CD1: 8/ CD2: 6)
Fran Rivas - śpiew (CD2: 2)
Vito Íñiguez - śpiew (CD2: 4, 6)
Niestety, nie udało się utrzymać składu DELALMA i ostatecznie z grupy odeszli znakomity wokalista Ramón Lage oraz klawiszowiec Manuel Ramil, pozostawiając dalszą działalność grupy pod znakiem zapytania. O grupie ucichło do 2025 roku, kiedy Manuel Seoane París ogłosił, że grupa nie została rozwiązana oraz trwają prace nad nowym albumem.
Cisza była długa, nowy skład owiany tajemnicą, ale płyta (czy może raczej płyty) w końcu została wydana w marcu 2026 roku nakładem hiszpańskiej wytwórni Maltido Records.
To album koncepcyjny, kontynuujący historię Lazaro, którą opowiadali na debiucie. Są obecne różne interludia i narracyjne przerywniki w obrębie kompozycji i to po części najsłabszy element tego LP, tak jak zbiór gwiazd, aby stworzyć podział na role. Nie mam tutaj na myśli wykonania, ponieważ wokaliści zaśpiewali wspaniale i do całego przedsięwzięcia podeszli bardzo poważnie, ale czasami można odnieść wrażenie zbędnego, stylistycznego eklektyzmu.
Słusznie podjęto decyzję, aby to Ronnie Romero był gwiazdą tego LP i śpiewa on w większości stworzonego tutaj materiału. Forma jak zwykle wyborna, kompozycje ewidentnie stworzone pod niego, chociaż rozpoczynający przedstawienie Compaña to sprawny, ale jednak tylko dobry heavy metal, gdzie najlepszym elementem są przyspieszenia, których jest mało, a narracja wpleciona została dość topornie. Uno a Uno z Carlosem Escobedo jest za to wyborny i to melodic heavy metal wysokiej, iberyjskiej klasy, pełen ciepła, przebojowości, kapitalnymi aranżacjami i ozdobione świetnymi solami gitarowymi Manuel Seoane París. O ile przy Compaña można delikatnie kręcić nosem, to Voy Muriendo rozszarpuje i zabija swoim klimatem i wykonaniem, poziomem godnym hiszpańskiej ekstraklasy. Néboa to zaczepiający o przeciętność modern heavy, za to duet wokalny José Andrëa z Patricia Tapia w He Vuelto A Verte przepiękny, przecudowny! Co za przestrzeń, ciepło i romantyzm, kontrastujący z ostrymi partiami! Pięknie się tutaj uzupełniają, klimat budowany jest wzorowo. Słoneczny Litio jest mistrzowski i jest tutaj wszystko, co najlepsze z AVALANCHE, a podział na role w Solo Entonces został dobrze rozplanowany w kwestii wokalistów, solo gitarowe wyborne, jednak czegoś w refrenie tutaj zabrakło i nie jest to tak porywające, jak kończący pierwszą część Delalma A Través, gdzie Romero śpiewa z Tete Novoa. Co za zniszczenie w stylu MASTERPLAN!
Maldito Sea El Día to wstęp do drugiej części opowieści, Compaña, i to jest wybornie poprowadzony, dumny heavy metal z soczystymi gitarami i pulsującym, gęstym basem, gdzie Dave Lande miażdży swoimi bębnami. Znów MASTERPLAN, znów ADVENTUS, ale jak pięknie rozwijają skrzydła w tym wybornym refrenie! Ronnie Romero to prawdziwy Mistrz i tylko on mógł tak zaśpiewać. Dziewięć minut? Zupełnie nieodczuwalne i wszystkie zarzuty, które można było mieć do otwieracza części pierwszej, zniknęły. Wzorowo poprowadzone, dużo energii, hiszpańskiego, pozytywnego ducha! Nawet narracja została wpleciona sensowniej, a Manuel Seoane París dopowiada tutaj wspaniale historię. Fenomenalny jest Te Vi Nacer z Fran Rivasem, który prezentuje się tutaj o wiele lepiej, niż w macierzystym EYREM, z ładnym, eleganckim refrenem w stylu AVALANCH i przestrzeń wokalna jest tutaj ogromna. W La Ira Del Mirlo bawią się motywami ancient i José Andrëa radzi sobie tutaj dobrze i tu znów coś z ADVENTUS, coś z MASTERPLAN, tego bardziej progressive z Altzi niż z Jornem, szczególnie w aranżacjach. Ausencia De Luz wypada słabo i amatorsko, od niezwykle topornego wstępu rodem z zakrapianych sesji TANKARD, po refren, z którego niewiele wynika i jeszcze mniej zostaje. En Otra Vida to wyborna odtrutka z mistrzowskim duetem Patricia Tapia z Ronnie Romero, jest ciepło, jest romantycznie przy gitarach akustycznych, ale nierówności tego double albumu tylko się pogłębiają w Y Así Será, gdzie progressive wzięło górę nad refrenem, motywy zmieniają się chaotycznie, a sami wokaliści zostali tutaj dopasowani średnio. Cosas Por Decir to za to wzorowy duet Romero z José Andrëa, z cudownymi planami symfonicznymi. I w końcu punkt kulminacyjny całego konceptu, Vuelvo A Mi Hogar, ponad 10 minutowy kolos, gdzie Ronnie Romero śpiewa sam i czaruje, chwyta za serce, progressive metalowa natura w aranżacjach tej kompozycji nie odpycha, a wykonanie jest wyśmienite. Manuel Seoane París zagrał tutaj swoje najlepsze solo, tak kolorowe, dopowiadające historię, przy czym sekcja rytmiczna równie rewelacyjna, a sama część konceptualna wpleciona lepiej i nie zaburzająca samej kompozycji. Wyśmienite zakończenie.
Produkcja jest bardzo dobra, chociaż bardziej przypominająca melodic heavy metalowe projekty Romero, ale to dobrze, ponieważ idealnie to podkreśla wszystkie najbardziej udane refreny. I do tego bas wspaniale pulsuje i nic nie przytłacza. Sound w końcu nie może być zbyt ciężki, skoro to materiał trwający niemal 100 minut. Słabszych kompozycji należało się pozbyć, ale nie trudno zrozumieć, że problemem mogło być wytypowanie, co ma polecieć.
LP nie tak zwarty, jak debiut, ale to bardzo solidna dawka hiszpańskiego melodic heavy metalu, który potrafi chwycić za serce i wyszło to jednak ciekawiej od tegorocznego MASTERPLAN, który w jakimś stopniu próbował nagrać materiał podobny.
Fani powinni być usatysfakcjonowani, nawet mimo pewnych słabości i nierówności.
Ocena: 9/10
SteelHammer


