01.07.2026, 00:44:37
Steel Seal - Fireraiser (2026)
![[Obrazek: 1448724.jpg?5026]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/4/8/1448724.jpg?5026)
Tracklista:
1. Prisoner
2. Skyraider Down
3. Drifter Forever
4. Sad Again
5. Under Fire
6. In The Name Of Gain
7. Hell Broken Free
8. Before The Night
9. Goddess Of The Storm
10. Reflex
11. Lost And Lonely Days (Warlord cover)
Rok wydania: 2026
Gościnnie:
Lorenzo Milone - gitara (1-5, 9)
Val Shieldon - śpiew (11)
![[Obrazek: 1448724.jpg?5026]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/4/8/1448724.jpg?5026)
Tracklista:
1. Prisoner
2. Skyraider Down
3. Drifter Forever
4. Sad Again
5. Under Fire
6. In The Name Of Gain
7. Hell Broken Free
8. Before The Night
9. Goddess Of The Storm
10. Reflex
11. Lost And Lonely Days (Warlord cover)
Rok wydania: 2026
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: Włochy
Skład zespołu:
Fabio Lione - śpiew
Marco Valerio Zangani - gitara
Roberto Fasciani - gitara basowa
Luca Iovieno - perkusja
Adriano Rossi - instrumenty klawiszoweGościnnie:
Lorenzo Milone - gitara (1-5, 9)
Val Shieldon - śpiew (11)
Po wielu opóźnieniach, perturbacjach, milczeniu, ten przygotowany już w 2019 roku album w końcu doczekał się wydania w kwietniu 2026 roku nakładem włoskiej wytwórni Underground Symphony.
Problemem nie był ani problemy nagraniowe, ani ze składem, ponieważ ten jest niemal identyczny jak w 2017 roku, z wybornym Fabio Lione, który jest jak zwykle w mistrzowskiej dyspozycji głosowej i wzorowo wpisuje się w zaprezentowany tutaj heavy metal w stylu Blackmore'a. Cieszy, że gościnnie, tak jak poprzednio, zagrał tutaj Lorenzo Milone, bo jego gitarowe uzupełnienia i dialogi z Zangani oraz Adriano Rossi są znakomite i to znów kapsuła czasu, która przenosi słuchacza w czasy vintage, metalu lat 80. i rocka 70. i Drifter Forever jest jednym z wielu niepodważalnych dowodów, że Marco Valerio Zangani czuje się w tej konwencji znakomicie i jest w pełni zrozumiała. Heavy metal wysokiej klasy.
Nie ma tutaj siłowania się czy sztuczności, sekcja rytmiczna gra rewelacyjnie i z rockowym wyczuciem, tak jak Adriano Rossi, który wielokrotnie dołącza do popisów gitarzystów. Nie jest to jednak bezpośrednia kontynuacja The Lion's Den, elementów neoklasycznych jest tutaj zdecydowanie mniej, tak jak power metalu i skoncentrowano się tutaj jeszcze bardziej na RAINBOW i co do tego Prisoner nie pozostawia wątpliwości, chociaż inspiracje ALCATRAZZ są słyszalne, bo w końcu nie brakuje tutaj gitarowej ekwilibrystyki. Samego w sobie ducha neoklasyki jest jednak mało. Skyraider Down to 100% Ritchie'ego Blackmore'a w Ritchie Blackmorze, od klawiszowego wstępu, po rozbujany riff, swobodną grę sekcji rytmicznej i świetnie to wszystko spajającego, prowadzącego Fabio Lione. Mistrz! Na takim albumie nie mogło zabraknąć ballady i Sad Again ma w sobie coś z debiutu. Piękny, tęskny refren, klimat wysmakowanego AOR z bardzo eleganckimi, wyrazistymi aranżacjami klawiszowymi i Adriano Rossi tutaj błyszczy, tak jak czarodziej Fabio Lione. Under Fire to powrót do klasycznego, szybszego grania z elementami power, z punktującym basem i takich kompozycji zawsze słucha się z ogromną przyjemnością.
In The Name Of Gain to powrót do vintage, malowanego delikatnie epickimi barwami, z podniosłym drugim planem i dalekosiężnym głosem Fabio Lione, którego głos szybuje ku niebu we wzorowym refrenie w stylu RAINBOW. Hell Broken Free to neoklasyczny killer, w którym ciekawie rozwiązano kwestię wokali, które mają tutaj oddzielny plan, bezpośrednio uderzający w słuchacza. Świetny, chwytliwy refren z klawiszami rodem z URIAH HEEP, które fantastycznie wygrywają neoklasyczny akcent. I tak będąc przy Brytyjczykach, to Before The Night to bardzo elegancki song, w którym na pierwszym planie jest Lione i cała uwaga skupia się na nim. Piękny utwór, pełen dumy, autentycznego klimatu vintage i rocka lat 70. Sześć i pół minuty mija i nawet nie wiadomo za bardzo, kiedy. Prawdziwa magia.
Goddess Of The Storm plasuje się pomiędzy RAINBOW i ROYAL HUNT Boals era i genialnie został tutaj wpleciony i wykorzystany motyw Nocy na Łysej Górze. Znakomitcie podane i świeże. Punktem kulminacyjnym jest trwający prawie dziewięć minut Reflex, który rozpoczyna się w klimatach ancient, bliskich temu, co prezentował KENZINER, ale jest to niestety najsłabszy punkt albumu. Klimaty faraonów kiepsko łączą się z takimi planami klawiszowymi, które bardziej by pasowały do metalu osadzonego w science-fiction i opowieściach o kosmitach. Bez wątpienia na uznanie warsztat, bo sola gitarowe są tutaj wyborne, ale zabrakło pomysłu na bardziej wyrazisty i konkretny refren, ponieważ ten nie jest zbyt oryginalny i były prezentowane przez STEEL SEAL lepiej.
No i jest jeszcze cover WARLORD, Lost And Lonely Days w którym zaśpiewał Val Shieldon i lepiej traktować to jako ciekawostkę i liczyć, aby z takim graniem STEEL SEAL nie wiązało przyszłości, bo brzmi to przeciętnie.
Brzmienie vintage tak, jak poprzednio, z bardzo dobrze ustawionymi bębnami i względem poprzedniego z mocniej zaznaczonym planem klawiszowym. Dobry sound, jeszcze bardziej przestrzenny, który dobrze oddaje ducha i cel tego LP.
Wszyscy zagrali znakomicie, wzorowo to zostało zaśpiewane i Marco Valerio Zangani po raz kolejny pokazuje, że jego talent gitarowy w niczym nie ustępuje temu kompozycyjnemu. STEEL SEAL nagrywa bardzo rzadko, ale za to jest to kolejne arcydzieło w dyskografii tego zjawiskowego zespołu.
Ocena: 9.5/10
SteelHammer
Podziękowania dla wytwórni Underground Symphony oraz Marco Valerio Zangani (STEEL SEAL) za udostępnienie materiałów do recenzji.


