Dominum
#3
Dominum - Night is Calling (2026)

[Obrazek: 1420791.jpg?4656]

Tracklista:
1. The Circus Is in Town 03:25       
2. Doctor Doctor 03:19       
3. Children of the Night 03:30      
4. Nosferatu 03:14      
5. Dark Melodies 03:45       
6. Night Is Calling 03:34      
7. Jack the Ripper 04:10      
8. Thriller (Michael Jackson cover) 03:09      
9. Devil's Son 03:23      
10. I Don't Drink Wine 02:52      
11. Endzeit 04:56

Rok wydania: 2026
Gatunek: Melodic Heavy Metal/Hard Rock
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Mr. Death (Felix Heldt) - śpiew
Jochen Windisch - gitara
Korbinian Benedict - bas
Marcos Feminella - perkusja



Skład pozostał niezmieniony i po dwóch latach, Pan Śmierć powraca ze swoimi zombie i nowym materiałem, znów pod szyldem Napalm Records, z premierą wyznaczoną na 3 lipca 2026.

Z początku można odnieść wrażenie, że filozofia się zmieniła i więcej tutaj hard rocka, prostego i wtórnego, w głębokiej fazie rozkładu. Bardzo przeciętnie się to zaczyna infantylnym The Circus Is in Town i dobijają jeszcze gorszym Doctor Doctor, który może furorę by wywołał na wycieczkach szkolnych. Nie jest to tak atrakcyjne, jak chociażby LORDI z wczesnych lat, gdzieś wyparował ten fantastyczny patos albumu poprzedniego... Children Of The Night jest dobry przy skromnych nawiązaniach do POWERWOLF, ale słychać, że zostało to jednak delikatnie zmiękczone, na szczęście jest to kompozycja udana. Próbują czegoś innego w melodiach, aranżacjach czy w sposobie, w jaki wprowadzają modern, ale pierwsze dwie kompozycje robią to skandalicznie źle, z kolei cover Michael Jacksona jest miałki i niestety niewiele wnosi. Legendy przebić się jednak nie da. 
Nosferatu się broni jako bardziej przyjazna forma WARKINGS, ale w jakimś stopniu Dark Melodies jest interesujący w typowo niemieckim stylu i w sposobie, w jaki śpiewa tutaj Mr. Death. Niewiele można też zarzucić Night is Calling, może poza przeciętnym wstępem, bo rozwija się to świetnie w refrenie w stylu ANGUS MCSIX z przebijającym się śpiewem Marina La Torraca z BATTLE BEAST. I Don't Drink Wine jest świetny i aż szkoda, że trwa niecałe 3 minuty, bo melodia i refren są genialne, a na pewno brzmi świeżej od Devil's Son, który jest dobry, ale POWERWOLF ma takich refrenów mnóstwo, do tego lepszych.
Na koniec Endzeit, który jest niesamowity. Nowoczesny, wybornie zaaranżowany i zaśpiewany, z genialnym refrenem w stylu modern, który od razu zapada w pamięci dzięki swojemu rozmachowi. Pewnie, że to już było, ale jest to bardzo autentyczne i szczere, w przeciwieństwie do coveru. Prawdziwa petarda.

Jacob Hansen oczywiście zadbał o bardzo dobry sound i tutaj do zarzucenia nie ma nic, tak jak w kwestii wykonania materiału. Każdy zagrał to, co miał zagrać, Felix Heldt staje się coraz lepszym wokalistą, a refreny w najlepszych kompozycjach są wzorowe i odpowiednio wyeksponowane.
Po prostu nie wszystko tutaj to hity, ale bardzo słaby początek nadrabiają znakomitym zakończeniem, udowadniając, że jest to zespół z potencjałem.


Ocena: 8/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Napalm Records.
Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Dominum - przez Memorius - 29.12.2023, 13:53:51
RE: Dominum - przez SteelHammer - 21.12.2024, 21:26:29
RE: Dominum - przez SteelHammer - Wczoraj, 21:58:06

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości