08.07.2026, 00:14:06
Sinner - Boom Bang Goodbye (2026)
![[Obrazek: 1442001.jpg?2652]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/4/2/1442001.jpg?2652)
Tracklista:
1. Dreams Can Come True
2. Wait
3. Leave It All Behind
4. All Night Long
5. Are You Ready
6. Born to Run
7. Hellbreaker
8. Turn the Page
9. Road to Remember
10. Under the Moonlight
11. Power
Rok wydania: 2026
Lisa Müller - instrumenty klawiszowe
Gościnnie:
Renan Zonta - śpiew (1)
Michael Bormann - śpiew (2, 9)
Ronnie Romero - śpiew (3, 4, 7)
Björn "Speed" Strid - śpiew (5)
Erik Mårtensson - śpiew (7)
Michael Sadler - śpiew (8)
Sascha Krebs - śpiew (10)
Mathias Dieth - gitara (6)
Magnus Karlsson - gitara, śpiew (11)
![[Obrazek: 1442001.jpg?2652]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/4/2/1442001.jpg?2652)
Tracklista:
1. Dreams Can Come True
2. Wait
3. Leave It All Behind
4. All Night Long
5. Are You Ready
6. Born to Run
7. Hellbreaker
8. Turn the Page
9. Road to Remember
10. Under the Moonlight
11. Power
Rok wydania: 2026
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: Niemcy
Skład zespołu:
Mat Sinner (Mathias Lasch) - śpiew, gitara basowa
Jim Müller - gitara
Mat Sinner (Mathias Lasch) - śpiew, gitara basowa
Jim Müller - gitara
Alex Scholpp - gitara
Moritz Müller - perkusjaLisa Müller - instrumenty klawiszowe
Gościnnie:
Renan Zonta - śpiew (1)
Michael Bormann - śpiew (2, 9)
Ronnie Romero - śpiew (3, 4, 7)
Björn "Speed" Strid - śpiew (5)
Erik Mårtensson - śpiew (7)
Michael Sadler - śpiew (8)
Sascha Krebs - śpiew (10)
Mathias Dieth - gitara (6)
Magnus Karlsson - gitara, śpiew (11)
Mathias "Sinner" Lasch zaprasza armię gości, celem zrealizowania swojego ostatniego albumu, który wydany zostanie 31 lipca 2026 roku przez Reigning Phoenix Music.
Ponownie znakomici goście, jak Ronnie Romero czy Michael Bormann oraz inni, i w przeciwieństwie do LP poprzedniego, w żadnym momencie nie przytłaczają i pięknie komplementują melodie i refreny, jak w bardzo dobrym Dreams Can Come True, w którym jest coś z maniery HERMAN FRANK i tego potężnego, pozytywnego heavy metalu autostrady. Tak, klasyczny heavy metal z klasyczną partią środkową, który nie prezentuje sobą niczego nowego, ale jest zaraźliwy.
Jeśli chodzi o śpiew, to goście dali tutaj z siebie wszystko i podeszli do tego bardzo profesjonalnie, tak jak sam Sinner, który jest w formie bardzo dobrej, przynajmniej wtedy, kiedy można go usłyszeć i może po części szkoda, że nie ma go tutaj więcej. Z drugiej strony, jak się nie zachwycić Michaelem Bormannem w wybornym rockerze Wait? To są klimaty dla niego stworzone, z bardzo wyrazistym refrenem AOR, dalekosiężnym i świetnie wykorzystującym wszystkie jego atuty, udowadniając, że jednak śpiewa stanowczo za rzadko i szkoda, że jednak jest tak niedoceniany. Ronnie Romero w Leave It All Behind to absolutna dewastacja, klasyczna dla tego wokalisty, ile w tym rockowego żaru i nostalgii. Typowy SINNER atakuje w All Night Long i to jest niezłe, tak jak może delikatnie przerysowany Are You Ready, który jest bardziej materiałem na singiel. Ciekawie prezentuje się Born to Run, w którym są jakieś pogłosy MASTERPLAN, ale to szorstki Hellbreaker z Romero rozjeżdża słuchacza jak walec. Przyjemny też jest rozbujany w stylu REDRUM czy nawet JADED STAR Road to Remember i może szkoda, że Under the Moonlight to taka kompozycja typowa dla SINNER lat 80. i to taki hard'n'heavy, który mnie nie przekonuje.
Nie przekonuje szczególnie, kiedy jest tak potężny killer jak Turn the Page. Fenomenalna kompozycja, z autentycznym klimatem, wspaniałymi zwrotkami, partiami akustycznymi i delikatnie nakreślonymi planami klawiszowymi. I wtedy wchodzi refren... BONFIRE i GOTTHARD z najlepszych lat! Prawdziwy hicior, który zapewne wielu będzie nucić przy goleniu albo nie będzie opuszczać samochodowego radia. Rockowe cudo!
A na koniec Power... Co za MOC! Epicki, heavy metalowy rozmach godny MAJESTY! Kto by pomyślał, że SINNER może być tak epicki. Wyborne zakończenie.
Jacob Hansen postawił na selektywność i bas został tutaj dopieszczony, tak jak gitary są ostre, ale nie przytłaczające, a bębny są głębokie. Tym razem zarzutów brak.
Wszyscy zagrali, jak do nich należało, ale SINNER to nigdy nie była fabryka technicznych fajerwerków. Jest solidnie i nie można tutaj nic zarzucić, a wokaliści to prawdziwe mistrzostwo.
Może i część środkowa jest słabsza, ale reszta kompozycji to nadrabia, bo są to hity z najwyższej półki. Jeśli to naprawdę ostatni album SINNER, to jest to pożegnanie bardzo dobre i w wielkim stylu!
Ocena: 8.9/10
SteelHammer
Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Reigning Phoenix Music.


