13.10.2026, 03:20:28
Eternity's End - Titanblood (2026)
![[Obrazek: 1472370.jpg?0800]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/7/2/1472370.jpg?0800)
Tracklista:
1. The Gods of Bal Sagoth 06:58
2. Sword in the Storm 05:01
3. Titanblood 05:28
4. Interstellar Transmission 01:42
5. In the Wake of the Carrion King 06:47
6. Eternal Winter 04:38
7. Gates of Eternity 03:27
8. The Abyss Watchers 07:17
9. Ravenheart 05:05
10. Rule the Night 07:00
Rok wydania: 2026
Jimmy Pitts - instrumenty klawiszowe
![[Obrazek: 1472370.jpg?0800]](https://www.metal-archives.com/images/1/4/7/2/1472370.jpg?0800)
Tracklista:
1. The Gods of Bal Sagoth 06:58
2. Sword in the Storm 05:01
3. Titanblood 05:28
4. Interstellar Transmission 01:42
5. In the Wake of the Carrion King 06:47
6. Eternal Winter 04:38
7. Gates of Eternity 03:27
8. The Abyss Watchers 07:17
9. Ravenheart 05:05
10. Rule the Night 07:00
Rok wydania: 2026
Gatunek: Progressive Power Metal
Kraj: Niemcy
skład zespołu:
Mike Livas - śpiew
Christian Münzner - gitara
Justin Hombach - gitara
Linus Klausenitzer - gitara basowa
Hannes Grossmann - perkusjaJimmy Pitts - instrumenty klawiszowe
Po latach milczenia i niejasności co do istnienia grupy, nagle na początku 2026 roku zespół odżywa, żegna się z wokalistą Iuri Sanson, a na jego miejsce przychodzi sprawdzony i rozchwytywany Mike Livas. Do zespołu powrócił też Jimmy Pitts po wieloletniej nieobecności.
Album został nagrany jeszcze w tym samym roku i zostanie zaprezentowany przez uznaną, włoską wytwórnię Scarlet Records 6 listopada 2026 roku.
Mike Livas wydaje się doskonałym wyborem, szczególnie po tym, co zaprezentował w BLOODORN i śpiewa tutaj dobrze, momentami bardzo dobrze, ale nie ma tutaj takiej swobody, jak w BLOODORN i tak jak Iuri Sanson w 2018 roku, wokalnie trzyma się wysokich tonów. Czasami do przesady, co szczególnie słychać w Sword in the Storm, w nadaje zabójczego pędu tej mocarnej, death metalowej kompozycji.
Problemy Titanblood są bardzo podobne do tych z Unyielding, gdzie zabrakło killerów z prawdziwego zdarzenia, a jest solidne, ale jednak wtórne granie, w którym próbują łączyć i odgrzewać pomysły nie tylko z 2018, ale i z debiutu The Fire Within. To słychać w aranżacjach klawiszowych Sword in the Storm czy zapędach do power metalu z turbodoładowaniem death metalu w otwierającym The Gods of Bal Sagoth, ale takie rzeczy prezentowały się lepiej na albumie poprzednim. Dramatyczny Titanblood jest tylko niezły, to samo można powiedzieć o zaciągającym STORMWARRIOR In the Wake of the Carrion King, ale czegoś tak generycznego i niejakiego jak Eternal Winter nikt się nie spodziewał. Nijaki power metal Zagłębia Ruhry, gdzie nawet technicznie nie są w stanie niczego uratować. Rozczarowuje też instrumentalny Gates of Eternity. Przy tak utalentowanym zespole spodziewa się jednak czegoś więcej niż poprawnego rockowego grania z echami RAINBOW i mają tutaj wyjątkowo mało do powiedzenia.
The Abyss Watchers technicznie błyszczy, elegancko wpletli tutaj progressive metalowe partie, chociaż refren mógłby być lepszy, jak w Ravenheart. Najbardziej wybuchowy od strony technicznej jest bez wątpienia Rule the Night, ale w całej tej technice zabrakło polotu i świeżości. IRON SAVIOR miało w tym stylu lepsze refreny, tak jak STORMWARRIOR, czy nawet oni sami.
To jest utalentowana grupa muzyków, ale chwilami można odnieść wrażenie, że zagrali jednak poniżej swoich umiejętności, bezpiecznie i zachowawczo. Nie ma tutaj zabójcze, chłodnej i surowej precyzji Embers of War, ani też elegancji The Fire Within. Jest solidny przekrój niemieckiego heavy/power, zagranego dobrze, ale nie na tak wyśrubowanym poziomie, jak wcześniej.
To jest album dobry, wyprodukowany bardzo dobrze i na uznanie zasługuje metaliczny, dobrze słyszalny bas i potężna perkusja, która nie zagłusza tutaj Livasa.
ETERNITY'S END tym razem stanęło na rozstaju pomiędzy Unyielding a niewychodzącym przed szereg germańskim power metalem.
To jest album dobry, momentami bardzo dobry, którego słucha się dobrze, ale nie jest to tak bezlitosne i precyzyjne, jak albumy poprzednie.
Nie zabijają ani refrenami, ani technicznie. Jest dobry album i godny powrót Tytanów.
Ocena: 7.7/10
SteelHammer
Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Scarlet Records.


