16.06.2018, 22:15:56
Axel Rudi Pell - Tales of the Crown (2008)
Tracklista:
1. Higher 07:18
2. Ain't Gonna Win 04:51
3. Angel Eyes 04:57
4. Crossfire 05:22
5. Touching My Soul 06:32
6. Emotional Echoes (Instrumental) 05:07
7. Riding On An Arrow 05:55
8. Tales Of The Crown 08:21
9. Buried Alive 05:42
10. Northern Lights 06:21
Rok wydania: 2008
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: Niemcy
Skład zespołu:
John Gioeli - śpiew
Axel Rudi Pell - gitara
Volker Krawczak - bas
Mike Terrana - perkusja
Ferdy Doernberg - instrumenty klawiszowe
Ocena: 9.7/10
24.10.2008
![[Obrazek: R-2723751-1502982358-3691.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/Vg4IIXRzPwfkoJnFlkBtrpNCD-0=/fit-in/600x598/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-2723751-1502982358-3691.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Higher 07:18
2. Ain't Gonna Win 04:51
3. Angel Eyes 04:57
4. Crossfire 05:22
5. Touching My Soul 06:32
6. Emotional Echoes (Instrumental) 05:07
7. Riding On An Arrow 05:55
8. Tales Of The Crown 08:21
9. Buried Alive 05:42
10. Northern Lights 06:21
Rok wydania: 2008
Gatunek: Melodic Heavy Metal
Kraj: Niemcy
Skład zespołu:
John Gioeli - śpiew
Axel Rudi Pell - gitara
Volker Krawczak - bas
Mike Terrana - perkusja
Ferdy Doernberg - instrumenty klawiszowe
Gdy w roku 2006 Axel Rudi Pell zaprezentował album "Mystica", znów odezwały się liczne głosy "ileż to można grać w kółko to samo". Trudno powiedzieć, na ile Pell wziął sobie do serca takie stwierdzenia, bo dwakroć więcej fanów było bardzo zadowolonych, że znów mają swój ulubiony melodic pell metal i płyta "Tales Of the Crown" zaprezentowana w październiku przez Steamhammer w jest jednak kontynuacją poprzednich.
Ten sam wspaniały skład, ta sama magiczna siła oddziaływania muzyki i nowe, niezapomniane kompozycje.
Wstęp do "Higher" rozpoczynający album jak zwykle nieco tajemniczy, a potem Pell z zespołem czaruje w tym swoim średnim tempie z mocną gitarą w spokojnej kompozycji, typowej, znakomitej i takiej, jaka tego gitarzystę uczyniła Królem melodic heavy metalu. Tu może jeszcze rycerskiego ducha nie słychać, ale jest on na pewno obecny w nieco szybszym i ostrzejszym "Ain't Gonna Win". "Angel Eyes" to taki melodyjny potoczysty killer, jaki na każdym albumie AXEL RUDI PELL się pojawia i jest to niby nic nowego, ale tych riffów, układających się w bujającą, elegancką melodię słucha się z ogromną przyjemnością. Gioeli jest jak zwykle w znakomitej formie i w takich kompozycjach wypada zawsze wybornie. "Crossfire" to morderczy rocker z genialnym w swej prostocie motywem przewodnim i ten utwór gdzieś dalekimi echami przypomina nagrania DEEP PURPLE z dawnych lat. Nie mogło się obyć bez tej hipnotyzującej gitarą i wolnymi tempami ballady pellowskiej i taką jest tu przepiękna "Touching My Soul" z delikatnym drugim planem. Jedna z najpiękniejszych ballad ARP od lat, z ciekawie wzmocnionym refrenem.
Pell to gitarzysta wyśmienity, ale czasem zarzuca się mu pewne ograniczenie stylistyczne w solach. Kto uwielbia jego muzykę, uwielbia i te sola, niby podobne do siebie, ale Pell na tej płycie zaprezentował, kto wie, czy nie najlepszą w dorobku instrumentalną kompozycję "Emotional Echoes". Zadziwiająca metamorfoza w tym, z pewnością od duszy, zagranym utworze, przywodzącym na myśl, przynajmniej mnie, kompozycje Carlosa Santany. Feeling w tym numerze jest oszałamiający, a to też zasługa sekcji rytmicznej z Terrana na czele.
Jak wiele można powiedzieć gitarą... "Ridding On the Arrow" z prostym refrenem, także nie za szybki, jest bardzo dobry, ale wciąż jeszcze w głowie brzmi numer poprzedni.
Kompozycja tytułowa jest najdłuższa i ma charakter rycerskiej opowieści. Tempem i stylem nie odbiega od wcześniejszych kolosów zespołu, jest jednak nieco krótszy, ponadto tym razem więcej niż zazwyczaj pojawia się tu w tle klawiszowych brzmień. Tradycyjnie jest część wolniejsza i długie solo Pella, dopowiadającego historię gitarą. Po dawce melodyjnej melancholii pora na kolejny szybki, porywający w melodii killer w postaci "Buried Alive". To jedna z tych kompozycji, gdzie z napięciem czeka się na solo Pella i warto czekać, bo to solo pełne ekspresji i wirtuozerii.
Na koniec znów balladowy, rozmarzony i zamyślony numer z gitarą akustyczną "Northern Light". Jakież to typowe dla Pella granie, tyle razy to już można było usłyszeć, a za każdym razem urzeka.
W sferze produkcyjnej zmian nie ma. To klasyczny, rozpoznawalny sound ARP z mocnym basem, wyrazistą perkusją, cofniętymi klawiszami i jedynym w swoim rodzaju ustawieniem brzmienia gitary Pella. Może jest to nawet jeszcze lepszy sound niż na albumie poprzednim.
O wykonaniu tego wszystkiego przez instrumentalistów po raz kolejny pisać chyba nie ma sensu. To wspaniała, zgrana ekipa od lat, która w tym zestawieniu występuje od roku 2000. Wtedy był to album "The Masquerade Ball", niezapomniany i wspaniały, a na tej płycie, po ośmiu latach, ARP powtórzył ten sukces, nagrywając płytę bez momentów słabszych, wyważoną, z dobrze rozłożonymi akcentami i bardzo atrakcyjną pod względem melodii.
Ktoś znów powie - "to samo gra, co zawsze, ehh...".
Tak, to samo, i bardzo dobrze. Imperator melodic heavy metalu.
Ten sam wspaniały skład, ta sama magiczna siła oddziaływania muzyki i nowe, niezapomniane kompozycje.
Wstęp do "Higher" rozpoczynający album jak zwykle nieco tajemniczy, a potem Pell z zespołem czaruje w tym swoim średnim tempie z mocną gitarą w spokojnej kompozycji, typowej, znakomitej i takiej, jaka tego gitarzystę uczyniła Królem melodic heavy metalu. Tu może jeszcze rycerskiego ducha nie słychać, ale jest on na pewno obecny w nieco szybszym i ostrzejszym "Ain't Gonna Win". "Angel Eyes" to taki melodyjny potoczysty killer, jaki na każdym albumie AXEL RUDI PELL się pojawia i jest to niby nic nowego, ale tych riffów, układających się w bujającą, elegancką melodię słucha się z ogromną przyjemnością. Gioeli jest jak zwykle w znakomitej formie i w takich kompozycjach wypada zawsze wybornie. "Crossfire" to morderczy rocker z genialnym w swej prostocie motywem przewodnim i ten utwór gdzieś dalekimi echami przypomina nagrania DEEP PURPLE z dawnych lat. Nie mogło się obyć bez tej hipnotyzującej gitarą i wolnymi tempami ballady pellowskiej i taką jest tu przepiękna "Touching My Soul" z delikatnym drugim planem. Jedna z najpiękniejszych ballad ARP od lat, z ciekawie wzmocnionym refrenem.
Pell to gitarzysta wyśmienity, ale czasem zarzuca się mu pewne ograniczenie stylistyczne w solach. Kto uwielbia jego muzykę, uwielbia i te sola, niby podobne do siebie, ale Pell na tej płycie zaprezentował, kto wie, czy nie najlepszą w dorobku instrumentalną kompozycję "Emotional Echoes". Zadziwiająca metamorfoza w tym, z pewnością od duszy, zagranym utworze, przywodzącym na myśl, przynajmniej mnie, kompozycje Carlosa Santany. Feeling w tym numerze jest oszałamiający, a to też zasługa sekcji rytmicznej z Terrana na czele.
Jak wiele można powiedzieć gitarą... "Ridding On the Arrow" z prostym refrenem, także nie za szybki, jest bardzo dobry, ale wciąż jeszcze w głowie brzmi numer poprzedni.
Kompozycja tytułowa jest najdłuższa i ma charakter rycerskiej opowieści. Tempem i stylem nie odbiega od wcześniejszych kolosów zespołu, jest jednak nieco krótszy, ponadto tym razem więcej niż zazwyczaj pojawia się tu w tle klawiszowych brzmień. Tradycyjnie jest część wolniejsza i długie solo Pella, dopowiadającego historię gitarą. Po dawce melodyjnej melancholii pora na kolejny szybki, porywający w melodii killer w postaci "Buried Alive". To jedna z tych kompozycji, gdzie z napięciem czeka się na solo Pella i warto czekać, bo to solo pełne ekspresji i wirtuozerii.
Na koniec znów balladowy, rozmarzony i zamyślony numer z gitarą akustyczną "Northern Light". Jakież to typowe dla Pella granie, tyle razy to już można było usłyszeć, a za każdym razem urzeka.
W sferze produkcyjnej zmian nie ma. To klasyczny, rozpoznawalny sound ARP z mocnym basem, wyrazistą perkusją, cofniętymi klawiszami i jedynym w swoim rodzaju ustawieniem brzmienia gitary Pella. Może jest to nawet jeszcze lepszy sound niż na albumie poprzednim.
O wykonaniu tego wszystkiego przez instrumentalistów po raz kolejny pisać chyba nie ma sensu. To wspaniała, zgrana ekipa od lat, która w tym zestawieniu występuje od roku 2000. Wtedy był to album "The Masquerade Ball", niezapomniany i wspaniały, a na tej płycie, po ośmiu latach, ARP powtórzył ten sukces, nagrywając płytę bez momentów słabszych, wyważoną, z dobrze rozłożonymi akcentami i bardzo atrakcyjną pod względem melodii.
Ktoś znów powie - "to samo gra, co zawsze, ehh...".
Tak, to samo, i bardzo dobrze. Imperator melodic heavy metalu.
Ocena: 9.7/10
24.10.2008
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"