20.06.2018, 09:19:23
Emerald Sun - Regeneration (2011)
![[Obrazek: R-3377153-1490703460-5564.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/MEyZtsYCEx3NglJhUDE3BCATJXg=/fit-in/600x594/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3377153-1490703460-5564.jpeg.jpg)
tracklista:
1. We Won’t Fall 04:09
2. Theater of Pain 04:41
3. Where Angels Fly 03:42
4. Regeneration 01:50
5. Starchild 04:58
6. Speak of the Devil 04:50
7. Planet Metal 04:36
8. Chasing the Wind 04:16
9. Fantasmagoria 12:25
10. Holding out for a Hero 04:16
Rok wydania: 2011
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Grecja
Skład zespołu:
Stelios Tsakirides - śpiew
Johnnie Athanasiadi - gitara
Teo Savage - gitara
Fotis Toumanides - bas
Bill Kanakis - perkusja
Jim Tsakirides - instrumenty klawiszowe
Ocena: 4/10
14.02.2011
![[Obrazek: R-3377153-1490703460-5564.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/MEyZtsYCEx3NglJhUDE3BCATJXg=/fit-in/600x594/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3377153-1490703460-5564.jpeg.jpg)
tracklista:
1. We Won’t Fall 04:09
2. Theater of Pain 04:41
3. Where Angels Fly 03:42
4. Regeneration 01:50
5. Starchild 04:58
6. Speak of the Devil 04:50
7. Planet Metal 04:36
8. Chasing the Wind 04:16
9. Fantasmagoria 12:25
10. Holding out for a Hero 04:16
Rok wydania: 2011
Gatunek: Melodic Power Metal
Kraj: Grecja
Skład zespołu:
Stelios Tsakirides - śpiew
Johnnie Athanasiadi - gitara
Teo Savage - gitara
Fotis Toumanides - bas
Bill Kanakis - perkusja
Jim Tsakirides - instrumenty klawiszowe
Każda płyta z muzyką metalową z Grecji jest wydarzeniem. Ten kraj zaskakuje, jest kopalnią muzycznych talentów, miejscem, gdzie powstają niezwykle interesujące albumy w ramach różnych odmian metalowego grania. EMERALD SUN pojawia się na poważnie po raz drugi i wyrazy uznania za to, że się pojawia. Znane są kłopoty zespołów greckich z wydaniem swoich płyt, ten problem istniał zawsze i z tego powodu wiele wartościowej muzyki nigdy do słuchaczy nie dotarło. W przypadku EMERALD SUN do problemów z wydaniem tego LP doszły sprawy personalne. Poszukiwania nowego wokalisty trwały przez dłuższy czas, co odbiło się też i na terminie ukazania się "Regeneration" nakładem niedużej wytwórni Pitch Black Records. Płyta została ostatecznie wydana w lutym 2011.
Album poprzedni, wydany jeszcze w roku 2007, dobry nie był. Owszem, zapotrzebowanie na radosny, melodyjny speed power metal, kultywujący dawne tradycje HELLOWEEN, GAMMA RAY czy FREEDOM CALL nadal istnieje, a zespołów grających taka muzykę poza Azją jest coraz mniej. Tamten album pokazywał, jak takie granie wyglądać nie powinno i te lata przerwy powinny były zespół skłonić do przemyślenia tego, co chcą zaprezentować słuchaczom.
W jakim kierunku poszli? "We Won’t Fall" wskazywałby na to, że w kierunku szwedzkiego stylu melodyjnego power, no zdecydowanie tu słychać echa takiej muzyki niestety nie tej z najwyższej półki. Niespodzianka trwa krótko, bo oklaski w "Theater of Pain" to wstęp do powrotu do Niemiec, klasycznych galopad i wysokich zaśpiewów w refrenach. Taki HELLOWEEN z Derisem, gdy grali weselej. No miła jest melodia w "Where Angels Fly", ale to też tylko GAMMA RAY sprzed 20 lat. Ta niemieckość jest po prostu dobijająca w "Starchild" czy "Planet Metal", tu i GAMMA RAY i IRON SAVIOR w złagodzonej formie słychać i to nie jest zarzut, ale to jest po prostu nieinteresujące w swojej wtórności. Co innego obracać się w stylistyce i klimatach, co innego wyrywać dosłowne cytaty i nie dawać tu grama swoich pomysłów. Te zapożyczenia są po prostu nachalne i bez przerwy kołacze się myśl - z czego to jest wzięte? "Speak of the Devil" to taka próba zagrania jakby ciężej i wejścia do ligi tych bardziej ospałych kompozycji PRIMAL FEAR z ostatnich lat, naturalnie bez tej mocy wokalnej, bo wokalista to typowy śpiewak melodic power metalu, poprawny, niebudzący grozy w najwyższych rejestrach, w które wchodzi rzadko, ale przecież niczym się niewyróżniający. Grecy zawsze czarowali w spokojniejszych, wolniejszych, balladowych kompozycjach. EMERALD SUN w "Chasing the Wind" niestety nie i ten utwór jest słaby. Jest nudny, wtórny i pozbawiony cech muzyki klimatu, na jaki pretenduje.
Jest to bonus w postaci covera przesławnego "Holding out for a Hero". Doprawdy tak się nie gra takiej muzyki. No nie można wszystkiego rozpatrywać przez pryzmat power metalu.
W tej sytuacji ze strachem podchodzi się do kolosa w postaci "Fantasmagoria", gdzie są i goście, a o gościach źle mówić nie wypada. Śpiew to jednak nie wszystko, nastrój podniosły i uroczysty to też nie wszystko, podobnie jak kopiowanie czasu trwania kolosów z Keeperów HELLOWEEN. Tak za bardzo nie wiadomo, o co muzycznie chodzi w tej kompozycji. Wysokie śpiewy, galopady, chórki,nieco krzyku, teoretycznie mrocznego, wolniejsze fragmenty romantyczne... i nuda przez cały czas. W takich utworach zazwyczaj wychodzi najbardziej, co zespół prezentuje jako ekipa instrumentalistów. W tym przypadku pokazuje, że gitarzyści są bardzo przeciętni, zwłaszcza, gdy grają sola, klawiszowiec nic nie prezentuje poza kilkoma dyskotekowymi i pseudo progresywnymi zagrywkami i to wszystko to tylko męczenie słuchacza.
Do pozytywów zaliczyć można na tym LP grę sekcji rytmicznej i na pewno perkusista stara się tu najbardziej coś zrobić. Jego gra w tej konwencji może się podobać, zresztą w końcu to jest ten Bill Kanakis z SARISSA. Może się też podobać uzyskane brzmienie. Optymalne pod względem ciężaru, z bardzo dobrym soundem sekcji rytmicznej, mało greckie, bo nie surowe, a ugładzone po niemiecku. Ogólnie jest to klon niemieckiego grania i w ciemno bym obstawiał, że to jakiś band z Niemiec. Band wtórny tą wtórnością, która czyni melodic power metal wzorowany na Klasykach nieciekawym, a chwilami wręcz drażniącym.
Trudno jest polecić to granie komukolwiek spoza zatwardziałych fanów melodic power w stylu Kai Hansena z dawnych lat, a i oni zapewne zachwyceni raczej nie będą.
W jakim kierunku poszli? "We Won’t Fall" wskazywałby na to, że w kierunku szwedzkiego stylu melodyjnego power, no zdecydowanie tu słychać echa takiej muzyki niestety nie tej z najwyższej półki. Niespodzianka trwa krótko, bo oklaski w "Theater of Pain" to wstęp do powrotu do Niemiec, klasycznych galopad i wysokich zaśpiewów w refrenach. Taki HELLOWEEN z Derisem, gdy grali weselej. No miła jest melodia w "Where Angels Fly", ale to też tylko GAMMA RAY sprzed 20 lat. Ta niemieckość jest po prostu dobijająca w "Starchild" czy "Planet Metal", tu i GAMMA RAY i IRON SAVIOR w złagodzonej formie słychać i to nie jest zarzut, ale to jest po prostu nieinteresujące w swojej wtórności. Co innego obracać się w stylistyce i klimatach, co innego wyrywać dosłowne cytaty i nie dawać tu grama swoich pomysłów. Te zapożyczenia są po prostu nachalne i bez przerwy kołacze się myśl - z czego to jest wzięte? "Speak of the Devil" to taka próba zagrania jakby ciężej i wejścia do ligi tych bardziej ospałych kompozycji PRIMAL FEAR z ostatnich lat, naturalnie bez tej mocy wokalnej, bo wokalista to typowy śpiewak melodic power metalu, poprawny, niebudzący grozy w najwyższych rejestrach, w które wchodzi rzadko, ale przecież niczym się niewyróżniający. Grecy zawsze czarowali w spokojniejszych, wolniejszych, balladowych kompozycjach. EMERALD SUN w "Chasing the Wind" niestety nie i ten utwór jest słaby. Jest nudny, wtórny i pozbawiony cech muzyki klimatu, na jaki pretenduje.
Jest to bonus w postaci covera przesławnego "Holding out for a Hero". Doprawdy tak się nie gra takiej muzyki. No nie można wszystkiego rozpatrywać przez pryzmat power metalu.
W tej sytuacji ze strachem podchodzi się do kolosa w postaci "Fantasmagoria", gdzie są i goście, a o gościach źle mówić nie wypada. Śpiew to jednak nie wszystko, nastrój podniosły i uroczysty to też nie wszystko, podobnie jak kopiowanie czasu trwania kolosów z Keeperów HELLOWEEN. Tak za bardzo nie wiadomo, o co muzycznie chodzi w tej kompozycji. Wysokie śpiewy, galopady, chórki,nieco krzyku, teoretycznie mrocznego, wolniejsze fragmenty romantyczne... i nuda przez cały czas. W takich utworach zazwyczaj wychodzi najbardziej, co zespół prezentuje jako ekipa instrumentalistów. W tym przypadku pokazuje, że gitarzyści są bardzo przeciętni, zwłaszcza, gdy grają sola, klawiszowiec nic nie prezentuje poza kilkoma dyskotekowymi i pseudo progresywnymi zagrywkami i to wszystko to tylko męczenie słuchacza.
Do pozytywów zaliczyć można na tym LP grę sekcji rytmicznej i na pewno perkusista stara się tu najbardziej coś zrobić. Jego gra w tej konwencji może się podobać, zresztą w końcu to jest ten Bill Kanakis z SARISSA. Może się też podobać uzyskane brzmienie. Optymalne pod względem ciężaru, z bardzo dobrym soundem sekcji rytmicznej, mało greckie, bo nie surowe, a ugładzone po niemiecku. Ogólnie jest to klon niemieckiego grania i w ciemno bym obstawiał, że to jakiś band z Niemiec. Band wtórny tą wtórnością, która czyni melodic power metal wzorowany na Klasykach nieciekawym, a chwilami wręcz drażniącym.
Trudno jest polecić to granie komukolwiek spoza zatwardziałych fanów melodic power w stylu Kai Hansena z dawnych lat, a i oni zapewne zachwyceni raczej nie będą.
Ocena: 4/10
14.02.2011
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"