20.06.2018, 09:22:33
Empires of Eden - Reborn In Fire (2010)
![[Obrazek: R-4833163-1376922741-2546.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/heuh6vBV97fp-UouBYc78aveSTs=/fit-in/500x500/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4833163-1376922741-2546.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Of Light And Shadows 05:05
2. Enter The Storm 05:01
3. Total Devastation 05:30
4. Prognatum Ut Obscurum 06:15
5. Reborn In Fire 04:35
6. Beyond Daybreak 04:24
7. Death Machine 04:44
8. Searching Within 04:45
9. Rising 04:54
Rok wydania: 2010
Gatunek: power metal
Kraj: Australia
Skład zespołu:
Stu Marshall - gitara, bas, instrumenty klawiszowe
Jason Manewell - perkusja
oraz gościnnie wokaliści:
Mike Zoias
Louie Gorgievski
Chris Ninni
Zak Stevens
Mike Vescera
Steve Grimmett
Carlos Zema
Sean Peck
Ocena: 7,5/10
16.07.2010
![[Obrazek: R-4833163-1376922741-2546.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/heuh6vBV97fp-UouBYc78aveSTs=/fit-in/500x500/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4833163-1376922741-2546.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Of Light And Shadows 05:05
2. Enter The Storm 05:01
3. Total Devastation 05:30
4. Prognatum Ut Obscurum 06:15
5. Reborn In Fire 04:35
6. Beyond Daybreak 04:24
7. Death Machine 04:44
8. Searching Within 04:45
9. Rising 04:54
Rok wydania: 2010
Gatunek: power metal
Kraj: Australia
Skład zespołu:
Stu Marshall - gitara, bas, instrumenty klawiszowe
Jason Manewell - perkusja
oraz gościnnie wokaliści:
Mike Zoias
Louie Gorgievski
Chris Ninni
Zak Stevens
Mike Vescera
Steve Grimmett
Carlos Zema
Sean Peck
Jest to drugi album pod szyldem EMPIRES OF EDEN, stworzonego przez gitarzystę Stu Marshalla, a został on wydany przez 7Hard w lipcu 2010 roku.
Marshall zrezygnował z zatrudnienia jednego stałego wokalisty i oparł się na modnej ostatnio formule zaproszenia dużej liczby gości , w tym także o znamienitych nazwiskach spoza Australii.
Pierwsza płyta "Songs of War and Vengeance" z 2009 zachwytu nie wzbudziła, lecz Stu nie zrezygnował i już w rok później przedstawił kolejny album, tym razem mocniejszy brzmieniowo i z udziałem kilku liczących się postaci metalowego światka. Ponieważ w zasadzie na nich opiera się tu w dużej mierze ciężar przekazu, należy się skupić przede wszystkim na ich występie.
Mike Vescera w Of Light And Shadows jest bardzo słaby, tak słabo śpiewającego go już dawno nie pamiętam. Inna rzecz, że otrzymał utwór dosyć nijaki, rozpędzony bez sensu i bez dobrej melodii i dziwi ustawienie tego na początku, wydawać by się mogło przemyślanego pod tym względem albumu. Stevens to raczej po prostu bez przykładania się odśpiewał swoje czyli Prognatus Ut Obscurum, zaprezentował się solidnie w ukierunkowanym na amerykański lekko progresywny heavy power utworze. Sean Peck z kolei wcale nie wypada źle, tylko jest za bardzo zagłuszany. Kompozycja Total Devastation jaką Stu dla niego wybrał należy do mocniejszych na tym LP i zapewne mogła by się też znaleźć w repertuarze CAGE, skąd wywodzi się ten wokalista. Do Steve Grimmetta nic nie mam, chyba tyle wypada powiedzieć, że to nie jest muzyka jaka mu do końca pasuje. Dostał Beyond Daybreak, melodyjny progresywny power metal, a przecież on takich rzeczy nie śpiewał nigdy. Trudno od niego tu oczekiwać ekwilibrystyki wokalnej. Brazylijczyk Zema natomiast znakomicie wypadł. Rozrywa na na strzępy w tych krzyczących partiach. Rising jest to zresztą moim zdaniem najlepszy kawałek na tej płycie ze znakomitym refrenem. Zema powinien zaśpiewać tu wszystko a samo brzmienie powinno być takie jak w tym utworze. Ogólnie mocarny numer. Louie Gorgievski... hmmm to tak trochę nie jest jego stylistyka, taki heavy power jak Death Machine. W melodic power Searching Within wypadł lepiej, ale też jakoś się niepotrzebnie forsuje. Jest za to sobą w Enter The Storm i refren znakomicie tu wykonał z charakterystycznym dla siebie rozmachem, gdy śpiewa coś z melodyjnego power metalu. Mike Zoias w Reborn in Fire powyżej oczekiwań i zdecydowanie lepiej niż w TRANSCENDING MORTALITY, po prostu wpasowany jest i tyle. Ten numer też mi się podoba, a i udział w tym utworze Chrisa Ninni też należy ocenić pozytywnie.
Brzmienie znakomite, instrumentalnie bez zarzutu i parę razy Stu zadziwia, trzeba przyznać. Co jeszcze na wielki plus, to perkusja. Wystarczy posłuchać Enter The Storm. Manewell to jakaś nowa postać i chyba warto patrzeć co z nim będzie dalej się działo.
Lepsza rzecz niż pierwszy LP, a że zabrakło natłoku hitowych melodii to chyba wynika z koncepcji tej płyty. Stu ujawnił tym razem talent do komponowania rzeczy po części wysmakowanych, nawet będących pod wpływem VANISHING POINT ze średniego okresu, ale nie uwolnił się równocześnie od demonów DUNGEON. Melodyjny power metal wypada tu ciekawiej niż heavy power. Płyta nie jest przeładowana pomysłami, spójna i pozbawiona zarówno symfonizacji jak i takiego rodzaju progresywności jaki odstręcza słuchaczy głównego nurtu heavy czy power metalu. Ogólnie album na tle innych rzeczy z Australii, w tym ostatniej płyty LORD wypada dobrze i w tym okresie spadku formy zespołów a antypodów wstydu Marshallowi nie przynosi.
Marshall zrezygnował z zatrudnienia jednego stałego wokalisty i oparł się na modnej ostatnio formule zaproszenia dużej liczby gości , w tym także o znamienitych nazwiskach spoza Australii.
Pierwsza płyta "Songs of War and Vengeance" z 2009 zachwytu nie wzbudziła, lecz Stu nie zrezygnował i już w rok później przedstawił kolejny album, tym razem mocniejszy brzmieniowo i z udziałem kilku liczących się postaci metalowego światka. Ponieważ w zasadzie na nich opiera się tu w dużej mierze ciężar przekazu, należy się skupić przede wszystkim na ich występie.
Mike Vescera w Of Light And Shadows jest bardzo słaby, tak słabo śpiewającego go już dawno nie pamiętam. Inna rzecz, że otrzymał utwór dosyć nijaki, rozpędzony bez sensu i bez dobrej melodii i dziwi ustawienie tego na początku, wydawać by się mogło przemyślanego pod tym względem albumu. Stevens to raczej po prostu bez przykładania się odśpiewał swoje czyli Prognatus Ut Obscurum, zaprezentował się solidnie w ukierunkowanym na amerykański lekko progresywny heavy power utworze. Sean Peck z kolei wcale nie wypada źle, tylko jest za bardzo zagłuszany. Kompozycja Total Devastation jaką Stu dla niego wybrał należy do mocniejszych na tym LP i zapewne mogła by się też znaleźć w repertuarze CAGE, skąd wywodzi się ten wokalista. Do Steve Grimmetta nic nie mam, chyba tyle wypada powiedzieć, że to nie jest muzyka jaka mu do końca pasuje. Dostał Beyond Daybreak, melodyjny progresywny power metal, a przecież on takich rzeczy nie śpiewał nigdy. Trudno od niego tu oczekiwać ekwilibrystyki wokalnej. Brazylijczyk Zema natomiast znakomicie wypadł. Rozrywa na na strzępy w tych krzyczących partiach. Rising jest to zresztą moim zdaniem najlepszy kawałek na tej płycie ze znakomitym refrenem. Zema powinien zaśpiewać tu wszystko a samo brzmienie powinno być takie jak w tym utworze. Ogólnie mocarny numer. Louie Gorgievski... hmmm to tak trochę nie jest jego stylistyka, taki heavy power jak Death Machine. W melodic power Searching Within wypadł lepiej, ale też jakoś się niepotrzebnie forsuje. Jest za to sobą w Enter The Storm i refren znakomicie tu wykonał z charakterystycznym dla siebie rozmachem, gdy śpiewa coś z melodyjnego power metalu. Mike Zoias w Reborn in Fire powyżej oczekiwań i zdecydowanie lepiej niż w TRANSCENDING MORTALITY, po prostu wpasowany jest i tyle. Ten numer też mi się podoba, a i udział w tym utworze Chrisa Ninni też należy ocenić pozytywnie.
Brzmienie znakomite, instrumentalnie bez zarzutu i parę razy Stu zadziwia, trzeba przyznać. Co jeszcze na wielki plus, to perkusja. Wystarczy posłuchać Enter The Storm. Manewell to jakaś nowa postać i chyba warto patrzeć co z nim będzie dalej się działo.
Lepsza rzecz niż pierwszy LP, a że zabrakło natłoku hitowych melodii to chyba wynika z koncepcji tej płyty. Stu ujawnił tym razem talent do komponowania rzeczy po części wysmakowanych, nawet będących pod wpływem VANISHING POINT ze średniego okresu, ale nie uwolnił się równocześnie od demonów DUNGEON. Melodyjny power metal wypada tu ciekawiej niż heavy power. Płyta nie jest przeładowana pomysłami, spójna i pozbawiona zarówno symfonizacji jak i takiego rodzaju progresywności jaki odstręcza słuchaczy głównego nurtu heavy czy power metalu. Ogólnie album na tle innych rzeczy z Australii, w tym ostatniej płyty LORD wypada dobrze i w tym okresie spadku formy zespołów a antypodów wstydu Marshallowi nie przynosi.
Ocena: 7,5/10
16.07.2010
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"