16.11.2018, 18:41:03
Iron Maiden - Fear of the Dark (1992)
![[Obrazek: R-1628205-1233159163.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/QVEXCbZfO-YwYnxv0da6GZMBY-E=/fit-in/590x585/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1628205-1233159163.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Be Quick or Be Dead 03:24
2. From Here to Eternity 03:39
3. Afraid to Shoot Strangers 06:56
4. Fear Is the Key 05:35
5. Childhood's End 04:41
6. Wasting Love 05:51
7. The Fugitive 04:54
8. Chains of Misery 03:37
9. The Apparition 03:55
10.Judas Be My Guide 03:09
11.Weekend Warrior 05:39
12.Fear of the Dark 07:17
11.Weekend Warrior 05:39
12.Fear of the Dark 07:17
Rok wydania: 1992
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Wielka Brytania
Skład zespołu:
Bruce Dickinson - śpiew
Steve Harris - bas
Dave Murray - gitara
Janick Gers - gitara
Nicko McBrain - perkusja
oraz gościnnie:
Michael "Count" Kenney - instrumenty klawiszowe
Gdy w roku 1990 IRON MAIDEN pogrążył się marnym albumem "No Prayer for the Dying" i został zdeklasowany przez JUDAS PRIEST "Painkillerem" wydawało się, że układ czołówki brytyjskiej Metal Premier League został ustalony na dłuższy czas. Tymczasem już niebawem JUDAS PRIEST pochłonęła twórcza niemoc a IRON MAIDEN... zaczął nagrywać nową płytę.
Minął już czas, gdy kompozytorsko dominował Harris i ten album, jaki i poprzedni, to zestaw kompozycji autorstwa wszystkich poza McBrainem członków zespołu, w różnych konfiguracjach. Dlatego prawie 60 minut muzyki zaprezentowanej na "Fear of the Dark" przez EMI 11 maja 1992 roku to zestaw kompozycji lepszych i gorszych, a także takich, o których należałoby jak najszybciej zapomnieć.
Michael "Count" Kenney - instrumenty klawiszowe
Gdy w roku 1990 IRON MAIDEN pogrążył się marnym albumem "No Prayer for the Dying" i został zdeklasowany przez JUDAS PRIEST "Painkillerem" wydawało się, że układ czołówki brytyjskiej Metal Premier League został ustalony na dłuższy czas. Tymczasem już niebawem JUDAS PRIEST pochłonęła twórcza niemoc a IRON MAIDEN... zaczął nagrywać nową płytę.
Minął już czas, gdy kompozytorsko dominował Harris i ten album, jaki i poprzedni, to zestaw kompozycji autorstwa wszystkich poza McBrainem członków zespołu, w różnych konfiguracjach. Dlatego prawie 60 minut muzyki zaprezentowanej na "Fear of the Dark" przez EMI 11 maja 1992 roku to zestaw kompozycji lepszych i gorszych, a także takich, o których należałoby jak najszybciej zapomnieć.
Im szybciej zapomni się o The Apparition, czy też o wyciosanym siekierą Weekend Warrior (choć sama tematyka jest interesująca i oryginalna), tym lepiej. W nudnym Fear Is the Key autorstwa Dickinsona i Gersa też poza niezłą ogólną konstrukcją kompozycji nic nie przykuwa uwagi...
Natomiast wyśmiewanego powszechnie balladowego songu Wasting Love będę bronić do upadłego. Naprawdę tylko gitarowa młocka liczy się w heavy metalu? Ja tak nie uważam.
Harris dwukrotnie sięgnął trochę w przeszłość i dwa razy celnie trafił. W "From Here to Eternity" odwołując się do LP "Seventh Son of a Seventh Son" w potoczystym i zwiewnym From Here to Eternity oraz do "Powerslave" w pełnym podskórnego napięcia i dramatyzmu The Fugitive. Bardzo dobre kawałki, ale na płycie jest sporo lepszych, ba, znakomitych. No bo przecież opener Be Quick or Be Dead spółki Dickinson/Gers jest killerskim, szybkim trackiem, wartym niemal całej poprzedniej płyty.
Na tym albumie pojawiły się wreszcie ponownie autentycznie ekscytujące heavy metalowe melodie. Wyraziste, konkretne, takie by słuchacz realnie je zapamiętał. Przebojowe na metalową modłę, jak w Judas Be My Guide, jak w Chains of Misery (dewastujący refren z chórkami!) oraz w Childhood's End, choć tu i odrobina smutku i refleksji się wkradła.
Dickinson śpiewa wybornie, po prostu wybornie. Przede wszystkim jest plastyczny, wyraża swoim głosem coś więcej niż tylko artykulację tekstu, jak to było na poprzedniej płycie. Sam w jednym wywiadzie wspomniał, że nigdy wcześniej nie śpiewał z takim strachem w głosie jak w Fear of the Dark. Zresztą ta bogata formalnie kompozycja jest także ścisłej czołówce albumu. Gdyby jednak wskazać jeden, najlepszy z najlepszych numerów z tego albumu, to chyba trzeba postawić na Afraid to Shoot Strangers autorstwa Harrisa. Jest w nim jakaś kwintesencja IRON MAIDEN, jakaś magia, jakaś aura...
O ile słynne inkrustacje i powtarzalne ornamentacje gitarowe Smitha i Gersa są na tym albumie doskonałe (Fear Of The Dark, Childhood's End, Afraid to Shoot Strangers w szczególności), to sola już nie. Pod tym względem kompozycje z tej płyty niekiedy ustępują nawet temu, co gitarzyści zaprezentowali w 1990. Być może pewien zwrot w kierunku metalu środka spowodował, że techniczne zaawansowanie gitarowych solówek przestało mieć tak duże znaczenie... Natomiast zdecydowane brawa dla sekcji rytmicznej i choć wielu potężnych natarć basowych Harrisa tu nie ma, to Nico gra swobodnie, na luzie i rytmika należy do niego.
Odnośnie produkcji. Jest wymuskana od pierwszej do ostatniej sekundy. Może niektórzy preferują surowiznę, ja nie.
Harris i Czarodziej Martin Birch wyczarowali wzorcowy sound heavy metalowy, jaki można było osiągnąć w tym czasie. Zresztą i dziś niczego nie trzeba tu poprawiać. Ekstraklasa!
Album okazał się sukcesem i to nawet większym niż oczekiwała wytwórnia i sam zespół. Grupa malkontentów została zakrzyczana i zawalona stosami sprzedanych płyt. IRON MAIDEN odzyskał miejsce pierwsze w ligowej tabeli, jednakże już w roku 1993 Dickinson opuścił grupę, by poświęcić się karierze solowej.
Zresztą mniejsza o Dickinsona. Istotny jest Eddy, który tym razem straszy z drzewa w czasie pełni księżyca. Czyżby objawy lycanthropii ?
ocena: 8,2/10
new 16.11.2018
Natomiast wyśmiewanego powszechnie balladowego songu Wasting Love będę bronić do upadłego. Naprawdę tylko gitarowa młocka liczy się w heavy metalu? Ja tak nie uważam.
Harris dwukrotnie sięgnął trochę w przeszłość i dwa razy celnie trafił. W "From Here to Eternity" odwołując się do LP "Seventh Son of a Seventh Son" w potoczystym i zwiewnym From Here to Eternity oraz do "Powerslave" w pełnym podskórnego napięcia i dramatyzmu The Fugitive. Bardzo dobre kawałki, ale na płycie jest sporo lepszych, ba, znakomitych. No bo przecież opener Be Quick or Be Dead spółki Dickinson/Gers jest killerskim, szybkim trackiem, wartym niemal całej poprzedniej płyty.
Na tym albumie pojawiły się wreszcie ponownie autentycznie ekscytujące heavy metalowe melodie. Wyraziste, konkretne, takie by słuchacz realnie je zapamiętał. Przebojowe na metalową modłę, jak w Judas Be My Guide, jak w Chains of Misery (dewastujący refren z chórkami!) oraz w Childhood's End, choć tu i odrobina smutku i refleksji się wkradła.
Dickinson śpiewa wybornie, po prostu wybornie. Przede wszystkim jest plastyczny, wyraża swoim głosem coś więcej niż tylko artykulację tekstu, jak to było na poprzedniej płycie. Sam w jednym wywiadzie wspomniał, że nigdy wcześniej nie śpiewał z takim strachem w głosie jak w Fear of the Dark. Zresztą ta bogata formalnie kompozycja jest także ścisłej czołówce albumu. Gdyby jednak wskazać jeden, najlepszy z najlepszych numerów z tego albumu, to chyba trzeba postawić na Afraid to Shoot Strangers autorstwa Harrisa. Jest w nim jakaś kwintesencja IRON MAIDEN, jakaś magia, jakaś aura...
O ile słynne inkrustacje i powtarzalne ornamentacje gitarowe Smitha i Gersa są na tym albumie doskonałe (Fear Of The Dark, Childhood's End, Afraid to Shoot Strangers w szczególności), to sola już nie. Pod tym względem kompozycje z tej płyty niekiedy ustępują nawet temu, co gitarzyści zaprezentowali w 1990. Być może pewien zwrot w kierunku metalu środka spowodował, że techniczne zaawansowanie gitarowych solówek przestało mieć tak duże znaczenie... Natomiast zdecydowane brawa dla sekcji rytmicznej i choć wielu potężnych natarć basowych Harrisa tu nie ma, to Nico gra swobodnie, na luzie i rytmika należy do niego.
Odnośnie produkcji. Jest wymuskana od pierwszej do ostatniej sekundy. Może niektórzy preferują surowiznę, ja nie.
Harris i Czarodziej Martin Birch wyczarowali wzorcowy sound heavy metalowy, jaki można było osiągnąć w tym czasie. Zresztą i dziś niczego nie trzeba tu poprawiać. Ekstraklasa!
Album okazał się sukcesem i to nawet większym niż oczekiwała wytwórnia i sam zespół. Grupa malkontentów została zakrzyczana i zawalona stosami sprzedanych płyt. IRON MAIDEN odzyskał miejsce pierwsze w ligowej tabeli, jednakże już w roku 1993 Dickinson opuścił grupę, by poświęcić się karierze solowej.
Zresztą mniejsza o Dickinsona. Istotny jest Eddy, który tym razem straszy z drzewa w czasie pełni księżyca. Czyżby objawy lycanthropii ?
ocena: 8,2/10
new 16.11.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"