20.11.2018, 15:42:18
Iron Maiden - The X Factor (1995)
![[Obrazek: R-4395593-1363741515-7966.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/Z2gBMR9YnqUS2MaOEGfHoNwbw_c=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4395593-1363741515-7966.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Sign of the Cross 11:17
2. Lord of the Flies 05:04
3. Man on the Edge 04:14
4. Fortunes of War 07:23
5. Look for the Truth 05:11
6. The Aftermath 06:20
7. Judgement of Heaven 05:13
8. Blood on the World's Hands 05:58
9. The Edge of Darkness 06:39
10.2 A.M. 05:38
11.The Unbeliever 08:10
11.The Unbeliever 08:10
Rok wydania: 1995
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Wielka Brytania
Skład zespołu:
Blaze Bayley - śpiew
Steve Harris - bas
Dave Murray - gitara
Janick Gers - gitara
Nicko McBrain - perkusja
oraz gościnnie:
Michael "Count" Kenney - instrumenty klawiszowe
IRON MAIDEN bez Dickinsona?! No cóż... Trzeba pamiętać, że kiedyś też go nie było...
Po jego odejściu oczywiście problem powstał i grypa musiała coś na to szybko poradzić. Rozpoczęły się przesłuchania kandydatów i ostatecznie wybór padł na Bayley'a Alexandra Cooke, bardziej znanego jako Blaze Bayley. Bayley nie był "człowiekiem znikąd". Przez lata był frontmanem dosyć popularnej brytyjskiej grupy heavy metalowej WOLFSBANE i na ostatnim albumie "Wolfsbane" z 1994 dał kapitalny występ wokalny. Został przyjęty do IRON MAIDEN w 1994 i jego macierzysta formacja przestała istnieć na bardzo długie lata.
Mając skompletowany skład, grupa zajęła studio Barnyard Studios w Essex i tam nagrała album "The X Factor" o imponującej długości ponad 70 minut, wypełniającej niemal całą pojemność CD, wydanego przez EMI 2 października 1995 roku.
Ten album nikogo nie pozostawia obojętnym. Wielu od razu skreśliło ten LP ze względu na brak Dickinsona, inni byli zachwyceni zarówno występem Blaze, jak i samym poziomem i charakterem zamieszczonych tu kompozycji.
Po raz pierwszy od 1984 IRON MAIDEN umieścił na płycie epickiego kolosa Sign of the Cross autorstwa Harrisa to już na samym początku. I bardzo dobrze! Jest znakomita rozbudowa i trzymająca w napięciu kompozycja pełna pięknych gitarowych zagrywek, tajemniczego klimatu gotyckiego klasztoru (chóry w wykonaniu tzw. "The Xpression Choir") i bardzo dobrego, a momentami wspaniałego śpiewu Blaze. Tak, Blaze spisał się na tej płycie wybornie, a to, że śpiewa inaczej niż Dickinson, to chyba raczej zrozumiałe, jeśli zna się jego wcześniejsze występy w WOLFSBANE. Więcej chropowatości w głosie, i chyba jednak czystsze górki niż u Dickinsona.
Kolejne utwory są nieco szybsze, ale także w umiarkowanych tempach ze świetnymi refrenami (Lord of the Flies, Fortunes of War) i w przypadku Fortunes of War można także mówić o niesamowitym klimacie, jaki grupa stworzyła w tej wojennej opowieści. W tej pierwszej części albumu bardziej dynamiczny jest tylko killerski Man on the Edge, zaczynający się zresztą bardzo łagodnie. Ta rytmika i motoryka bardzo odpowiadała Blaze i kilka podobnych kompozycji znalazło się potem na jego albumach we własnej grupie BLAZE. Doprawdy, refren jest tu fenomenalny, a szarże gitarzystów nad wyraz interesujące. No i tak bardzo jest osadzone w brytyjskiej tradycji klasycznego heavy metalu!
Po tej serii numerów z najwyższej półki bardzo dobry Look for the Truth nie robi aż tak ogromnego wrażenia.
Za to na pewno wrażenie robi łagodnie rozpoczynający się od gitary akustycznej rytmiczny, kroczący, kolejny wojenny numer The Aftermath. Niezbyt ciężko zagrany Judgement of Heaven wydaje się zrazu dosyć toporny, potem jednak przybywa tu motywów i kunsztownych zagrywek gitarzystów i ostatecznie jest co najmniej bardzo dobrze.
O kolejnym typowo wojennym numerze The Edge of Darkness można powiedzieć tyle, że jest to zdecydowany konkurent do pierwszego miejsca w tym stylu na płycie obok Fortunes of War. I moim zdaniem wygrywa! Co za epicka moc i jakie wspaniałe wykonanie Blaze! Listę znakomitych kompozycja zamyka 2 A.M. Refleksyjny, nostalgiczny, smutny 2 A.M...
Trudno jest stworzyć 70 minut muzyki na jednakowo wysokim poziomie. Blood on the World's Hands to taki nijaki brytyjski heavy, jakim potrafią zanudzać tylko Wyspiarze, a umieszczony na końcu długi The Unbeliever gdzieś się w pewnym momencie zatraca, w tym zdawałoby się wysmakowanym kształtowaniu klimatu.
Album pięknych gitarowych ornamentacji Gersa i Murray'a, wysmakowanych pochodów basowych Harrisa, wycyzelowanych, nieraz oszczędnych partii perkusji Nico McBraina. Album niezapomnianych, inteligentnie opracowanych melodii i zapadających w pamięć refrenów.
Sound nieco różni się od tego z "Fear Of The Dark". Perkusja jest głośniejsza, Blaze bardziej wysunięty, gitary nieco ostrzejsze, w dwóch odrębnych planach, głębszy jest bas. Tym razem obok Harrisa za mix i mastering odpowiedzialni byli Ronal Whelan i Nigel Hewitt-Green, który współpracował już z IRON MAIDEN w latach 1981-1982.
IRON MAIDEN wyszedł obronną ręką w kwestii swojego nowego wizerunku, o czym świadczy liczba sprzedanych płyt "The X Factor" oraz liczba reedycji.
Jedyny problem sprawił tym raz Eddy. Jego torturowanie na okładce (choć wydaje się, że to dla niego przyjemność) nie spodobało się części dystrybutorów i trzeba było dla pewnych wersji wydań stworzyć nieco inny cover art.
ocena: 9/10
new 20.11. 2018
Po jego odejściu oczywiście problem powstał i grypa musiała coś na to szybko poradzić. Rozpoczęły się przesłuchania kandydatów i ostatecznie wybór padł na Bayley'a Alexandra Cooke, bardziej znanego jako Blaze Bayley. Bayley nie był "człowiekiem znikąd". Przez lata był frontmanem dosyć popularnej brytyjskiej grupy heavy metalowej WOLFSBANE i na ostatnim albumie "Wolfsbane" z 1994 dał kapitalny występ wokalny. Został przyjęty do IRON MAIDEN w 1994 i jego macierzysta formacja przestała istnieć na bardzo długie lata.
Mając skompletowany skład, grupa zajęła studio Barnyard Studios w Essex i tam nagrała album "The X Factor" o imponującej długości ponad 70 minut, wypełniającej niemal całą pojemność CD, wydanego przez EMI 2 października 1995 roku.
Ten album nikogo nie pozostawia obojętnym. Wielu od razu skreśliło ten LP ze względu na brak Dickinsona, inni byli zachwyceni zarówno występem Blaze, jak i samym poziomem i charakterem zamieszczonych tu kompozycji.
Po raz pierwszy od 1984 IRON MAIDEN umieścił na płycie epickiego kolosa Sign of the Cross autorstwa Harrisa to już na samym początku. I bardzo dobrze! Jest znakomita rozbudowa i trzymająca w napięciu kompozycja pełna pięknych gitarowych zagrywek, tajemniczego klimatu gotyckiego klasztoru (chóry w wykonaniu tzw. "The Xpression Choir") i bardzo dobrego, a momentami wspaniałego śpiewu Blaze. Tak, Blaze spisał się na tej płycie wybornie, a to, że śpiewa inaczej niż Dickinson, to chyba raczej zrozumiałe, jeśli zna się jego wcześniejsze występy w WOLFSBANE. Więcej chropowatości w głosie, i chyba jednak czystsze górki niż u Dickinsona.
Kolejne utwory są nieco szybsze, ale także w umiarkowanych tempach ze świetnymi refrenami (Lord of the Flies, Fortunes of War) i w przypadku Fortunes of War można także mówić o niesamowitym klimacie, jaki grupa stworzyła w tej wojennej opowieści. W tej pierwszej części albumu bardziej dynamiczny jest tylko killerski Man on the Edge, zaczynający się zresztą bardzo łagodnie. Ta rytmika i motoryka bardzo odpowiadała Blaze i kilka podobnych kompozycji znalazło się potem na jego albumach we własnej grupie BLAZE. Doprawdy, refren jest tu fenomenalny, a szarże gitarzystów nad wyraz interesujące. No i tak bardzo jest osadzone w brytyjskiej tradycji klasycznego heavy metalu!
Po tej serii numerów z najwyższej półki bardzo dobry Look for the Truth nie robi aż tak ogromnego wrażenia.
Za to na pewno wrażenie robi łagodnie rozpoczynający się od gitary akustycznej rytmiczny, kroczący, kolejny wojenny numer The Aftermath. Niezbyt ciężko zagrany Judgement of Heaven wydaje się zrazu dosyć toporny, potem jednak przybywa tu motywów i kunsztownych zagrywek gitarzystów i ostatecznie jest co najmniej bardzo dobrze.
O kolejnym typowo wojennym numerze The Edge of Darkness można powiedzieć tyle, że jest to zdecydowany konkurent do pierwszego miejsca w tym stylu na płycie obok Fortunes of War. I moim zdaniem wygrywa! Co za epicka moc i jakie wspaniałe wykonanie Blaze! Listę znakomitych kompozycja zamyka 2 A.M. Refleksyjny, nostalgiczny, smutny 2 A.M...
Trudno jest stworzyć 70 minut muzyki na jednakowo wysokim poziomie. Blood on the World's Hands to taki nijaki brytyjski heavy, jakim potrafią zanudzać tylko Wyspiarze, a umieszczony na końcu długi The Unbeliever gdzieś się w pewnym momencie zatraca, w tym zdawałoby się wysmakowanym kształtowaniu klimatu.
Album pięknych gitarowych ornamentacji Gersa i Murray'a, wysmakowanych pochodów basowych Harrisa, wycyzelowanych, nieraz oszczędnych partii perkusji Nico McBraina. Album niezapomnianych, inteligentnie opracowanych melodii i zapadających w pamięć refrenów.
Sound nieco różni się od tego z "Fear Of The Dark". Perkusja jest głośniejsza, Blaze bardziej wysunięty, gitary nieco ostrzejsze, w dwóch odrębnych planach, głębszy jest bas. Tym razem obok Harrisa za mix i mastering odpowiedzialni byli Ronal Whelan i Nigel Hewitt-Green, który współpracował już z IRON MAIDEN w latach 1981-1982.
IRON MAIDEN wyszedł obronną ręką w kwestii swojego nowego wizerunku, o czym świadczy liczba sprzedanych płyt "The X Factor" oraz liczba reedycji.
Jedyny problem sprawił tym raz Eddy. Jego torturowanie na okładce (choć wydaje się, że to dla niego przyjemność) nie spodobało się części dystrybutorów i trzeba było dla pewnych wersji wydań stworzyć nieco inny cover art.
ocena: 9/10
new 20.11. 2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"