27.02.2019, 19:25:34
Iron Savior - Rise The Hero (2014)
![[Obrazek: R-8601247-1464886019-4748.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/TAqD9Ycy5Ky-Q8V8rjgc8T_NCms=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-8601247-1464886019-4748.jpeg.jpg)
Tracklista:
1. Ascendence 01:28
2. Last Hero 05:00
3. Revenge of the Bride 04:35
4. From Far Beyond Time 05:17
5. Burning Heart 04:39
6. Thunder from the Mountains 05:08
6. Thunder from the Mountains 05:08
7. Iron Warrior 04:41
8. Dragon King 05:43
9. Dance with Somebody (Mando Diao cover) 03:55
10. Firestorm 04:58
11. The Demon 05:02
12. Fistraiser 04:40
12. Fistraiser 04:40
Rok wydania: 2014
Gatunek: melodic heavy/power metal
Kraj: Niemcy
Piet Sielck - śpiew, gitara
Joachim Küstner - gitara
Jan-Sören Eckert - gitara basowa
Thomas Nack - perkusja
Trzy lata po wybornym "The Landing" Sieck i IRON SAVIOR prezentują nowy album "Rise The Hero". AFM Records wydaje ten album w lutym i słusznie zaciera ręce. IRON SAVIOR wypracował styl i nie zmienia go. Sielck śpiewa z zadziorem w głosie, dwie gitary prują melodyjnie eter i w sumie to nic nowego ani odkrywczego, ale jak się dobrze tego słucha!
Szybko, zdecydowanie w znakomitym Last Hero, poprawka w przebojowym Revenge of the Bride z klimatycznym zwolnieniem i fantastycznymi solami, po prostu koncertowy wymiatacz!
Trzy lata po wybornym "The Landing" Sieck i IRON SAVIOR prezentują nowy album "Rise The Hero". AFM Records wydaje ten album w lutym i słusznie zaciera ręce. IRON SAVIOR wypracował styl i nie zmienia go. Sielck śpiewa z zadziorem w głosie, dwie gitary prują melodyjnie eter i w sumie to nic nowego ani odkrywczego, ale jak się dobrze tego słucha!
Szybko, zdecydowanie w znakomitym Last Hero, poprawka w przebojowym Revenge of the Bride z klimatycznym zwolnieniem i fantastycznymi solami, po prostu koncertowy wymiatacz!
IRON SAVIOR stworzył coś, co można nazwać uniwersalną receptą na chwytliwy melodyjny power metal z nieco mocniejszym brzmieniu. Konkretne zagęszczenie gitarowych faktur, realnie granie w tempach speedowych, masywna agresywna perkusja, wokal wysunięty do przodu, staranne rozplanowanie solówek gitarowych i konsekwentne dążenie do refrenów skrojonych według wzoru - chwytliwie, melodyjnie, gdzieś tam w echach rockowo i zawsze pamiętając o pierwszych lotach Żelaznego Zbawcy. Tak, przecież From Far Beyond Time to tysiąc procent najstarszego IRON SAVIOR, galaktycznego, bojowego i pewnego zwycięstwa.
No i ta nieprawdopodobna energia, ta moc power metalowego grania pozbawiona toporności zarówno niemieckiej jak i amerykańskiej. Oczywiście jak najbardziej rozpoznawalny jest to metal hansenowski i to rzecz jasna kolejna zaleta.
Gdy mniej w tym Hansena, a więcej power rocka, jak w Burning Heart, to sławienie metalu jest bardzo przekonujące i atrakcyjne w refrenie. IRON SAVIOR nie stworzył niczego nowego także w aspekcie "nieubłaganego ciągu na bramkę". W podobny sposób grał i zachwycał dekadę wcześniej inny niemiecki band CHINCHILLA, choć bardziej heavy metalowo niż power metalowo, ale te atakujące słuchacza zaraźliwie chwytliwe refreny zbudowane są w podobny sposób.
Dobrze, że IRON SAVIOR nic nie ujął ze stylu w stosunku do poprzedniego LP.
Zresztą nie tylko refreny. Wystarczy posłuchać mocarnych melodyjnych zwrotek w Thunder from the Mountains... No i ten refren wyładowany megawatami mocy. Melodic heroiczne zniszczenie! Czasem pozwalają sobie na lekkie zwolnienie tempa, jak w kolejnych killerze Iron Warrior. Och, jakie potężne bębny słychać w Dragon King, choć akurat ta kompozycja ma nieco gorszy refren wmontowany w dostojne, niemal manowarowe zwrotki i nieco mnie atrakcyjna od poprzedzających.
Jakże blisko sławetnego roku 1997 jest wyborny Firestorm. Po raz kolejny wracają rozległe chóralne refreny. Kapitalny duet i pojedynek gitarzystów i ogólnie robota gitarzystów fantastyczna. No i perkusja Thomasa Nacka, mordercza perkusja Thomasa. Ten perkusista często bywa pomijany i niedoceniany jak należy w rankingach. Należy wówczas posłuchać, co wyczynia na tej płycie. Mocą melodyjnego heavy/power nasycony jest także Fistraiser, tyle że jest na tle całości nieco wtórny i takie wrażenie tworzy się głównie dlatego, że jest ostatni.
Obok zagranego z werwą i na luzie popowego covera do łagodniejszych momentów należy tu zagrana z ogromnym rockowym pietyzmem po części balladowa kompozycja The Demon. Jak pięknie tu śpiewa Sielck, jak misternie grają delikatne gitary w tle.
Produkcja, jak i na poprzednim albumie jest porażającą perfekcją. Piet zrobił wszystko sam i po raz kolejny pokazał światu, jak się nagrywa i obrabia płyty z taką muzyką. Absolutna perfekcja "sharp & clear", w niesamowicie przyjaznym dla ucha brzmieniu. To są ryczące gitary, to jest miażdżący bas, a mimo tego ani chwili zmęczenia w czasie słuchania. Ciekawostką jest fakt, że nad soundem perkusji pracował Jan Rubach, w latach 90tych basista GAMMA RAY. Wyborny album z przewidywalną może muzyką, ale na najwyższym poziomie. IRON SAVIOR wraca do koncepcji pierwszego lotu gwiezdnego okrętu "Iron Savior" i umacnia swoje niekwestionowane miejsce w najściślejszej czołówce światowego melodyjnego heavy/power metalu.
ocena: 9,8/10
new 27.02.2019
Dobrze, że IRON SAVIOR nic nie ujął ze stylu w stosunku do poprzedniego LP.
Zresztą nie tylko refreny. Wystarczy posłuchać mocarnych melodyjnych zwrotek w Thunder from the Mountains... No i ten refren wyładowany megawatami mocy. Melodic heroiczne zniszczenie! Czasem pozwalają sobie na lekkie zwolnienie tempa, jak w kolejnych killerze Iron Warrior. Och, jakie potężne bębny słychać w Dragon King, choć akurat ta kompozycja ma nieco gorszy refren wmontowany w dostojne, niemal manowarowe zwrotki i nieco mnie atrakcyjna od poprzedzających.
Jakże blisko sławetnego roku 1997 jest wyborny Firestorm. Po raz kolejny wracają rozległe chóralne refreny. Kapitalny duet i pojedynek gitarzystów i ogólnie robota gitarzystów fantastyczna. No i perkusja Thomasa Nacka, mordercza perkusja Thomasa. Ten perkusista często bywa pomijany i niedoceniany jak należy w rankingach. Należy wówczas posłuchać, co wyczynia na tej płycie. Mocą melodyjnego heavy/power nasycony jest także Fistraiser, tyle że jest na tle całości nieco wtórny i takie wrażenie tworzy się głównie dlatego, że jest ostatni.
Obok zagranego z werwą i na luzie popowego covera do łagodniejszych momentów należy tu zagrana z ogromnym rockowym pietyzmem po części balladowa kompozycja The Demon. Jak pięknie tu śpiewa Sielck, jak misternie grają delikatne gitary w tle.
Produkcja, jak i na poprzednim albumie jest porażającą perfekcją. Piet zrobił wszystko sam i po raz kolejny pokazał światu, jak się nagrywa i obrabia płyty z taką muzyką. Absolutna perfekcja "sharp & clear", w niesamowicie przyjaznym dla ucha brzmieniu. To są ryczące gitary, to jest miażdżący bas, a mimo tego ani chwili zmęczenia w czasie słuchania. Ciekawostką jest fakt, że nad soundem perkusji pracował Jan Rubach, w latach 90tych basista GAMMA RAY. Wyborny album z przewidywalną może muzyką, ale na najwyższym poziomie. IRON SAVIOR wraca do koncepcji pierwszego lotu gwiezdnego okrętu "Iron Savior" i umacnia swoje niekwestionowane miejsce w najściślejszej czołówce światowego melodyjnego heavy/power metalu.
ocena: 9,8/10
new 27.02.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"