05.04.2020, 20:29:04
Gloom - Catharsis (2017)
![[Obrazek: R-10791405-1521739302-6067.jpeg.jpg]](https://img.discogs.com/cUO06WcoyNWzkq4esnXDiz1NsHo=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-10791405-1521739302-6067.jpeg.jpg)
tracklista:
1.Souls Walk Apart 03:35
2.Heart Dead Remains 04:54
2.Heart Dead Remains 04:54
3.Lovesong (The Cure cover) 03:25
4.Lillyann 05:25
5.No One Ever 03:02
6.IFatal Trust 03:58
7.Catharsis 02:47
8.The Last Chapter 07:08
rok wydania: 2017
gatunek: heavy/gothic metal
kraj: Słowacja
skład zespołu:
Martin Pazdera - śpiew
Igor Tinák - gitara, instrumenty klawiszowe
Miroslav Maľcovský - gitara basowa
Radoslav Priputen - perkusja
Po ustabilizowaniu składu GLOOM minęło jeszcze trzy lata, zanim ukazał się nowy album. Wydany został przez Metal Age Productions w marcu 2017.
Nowym wokalistą jest tu Martin Pazdera i to dobry głos do śpiewania heavy gothic, choć nie tak rozpoznawalny jak Marián Dráč. Ogólnie grupa umiejscowiła się dosyć zdecydowanie pomiędzy TO/DIE/FOR (chociażby Fatal Trust) a CHARON i zaprezentowała w tym obszarze album niedługi, ale na wyrównanym poziomie. Już na początku solidny, przebojowy i bardzo typowy dla gatunku dosyć szybki Souls Walk Apart prezentuje dobre zgranie zespołu i parcie ku melodyjnej przebojowości goth rocka, zresztą nie kryją tych fascynacji, umieszczając tu także cover THE CURE. Ważniejsze są jednak własne kompozycje i spokojnie prowadzony w wolnym tempie Heart Dead Remains z pianinem prowadzącym całość w tle to przykład dobrego nastrojowego gothic w melancholijnej otoczce. Taki bardziej radiowy i z rejonów gothic rocka jest łagodny i smutnawy w klimacie jest Lillyann, może bardziej w stylu ENTWINE, z dodatkowym drugim wokalem i jest w tym niestety trochę sztampy. Gdy grają dynamiczniej, to bardzo dobrze wychodzi to w No One Ever, choć sama melodia oryginalności w obszarze gatunku raczej nie ma. Sam utwór tytułowy to w zasadzie instrumentalna delikatna miniatura ze smyczkami i gitara akustyczna i kilkoma słowami. Może lepiej by się prezentowała na końcu albumu? Na końcu jest jednak najdłuższy The Last Chapter i Catharsis ma w sobie coś z intro do tego utworu, który nosi w sobie cechy lżej zagranego melodic doom/death/gothic bez growla i jest tu dużo melancholii, smutku i cichej rozpaczy skandynawskiej. Brzmi to dobrze, jednak tyle razy już było w niemal identycznej formie i melodii.... Na pewno świetna jest tu część instrumentalna z pełnymi romantycznych uniesień partiami solowymi gitary.
Zasadniczo zostało to wszystko bardzo dobrze zagrane, słychać jednak pewne zubożenie gitarowych planów w stosunku do debiutu i pianino nie może skutecznie zastąpić drugiej gitary. Po raz kolejny może się podobać mix i mastering i sound jest klarowny tak w planach dalszych, jak i w brzmieniu poszczególnych instrumentów.
Album zachowawczy, ostrożny w operowaniu czymś bardziej oryginalnym i nietypowym i jednak pozbawiony prawdziwego hita w ramach gatunku.
ocena: 7,7/10
new 5.04.2020
Nowym wokalistą jest tu Martin Pazdera i to dobry głos do śpiewania heavy gothic, choć nie tak rozpoznawalny jak Marián Dráč. Ogólnie grupa umiejscowiła się dosyć zdecydowanie pomiędzy TO/DIE/FOR (chociażby Fatal Trust) a CHARON i zaprezentowała w tym obszarze album niedługi, ale na wyrównanym poziomie. Już na początku solidny, przebojowy i bardzo typowy dla gatunku dosyć szybki Souls Walk Apart prezentuje dobre zgranie zespołu i parcie ku melodyjnej przebojowości goth rocka, zresztą nie kryją tych fascynacji, umieszczając tu także cover THE CURE. Ważniejsze są jednak własne kompozycje i spokojnie prowadzony w wolnym tempie Heart Dead Remains z pianinem prowadzącym całość w tle to przykład dobrego nastrojowego gothic w melancholijnej otoczce. Taki bardziej radiowy i z rejonów gothic rocka jest łagodny i smutnawy w klimacie jest Lillyann, może bardziej w stylu ENTWINE, z dodatkowym drugim wokalem i jest w tym niestety trochę sztampy. Gdy grają dynamiczniej, to bardzo dobrze wychodzi to w No One Ever, choć sama melodia oryginalności w obszarze gatunku raczej nie ma. Sam utwór tytułowy to w zasadzie instrumentalna delikatna miniatura ze smyczkami i gitara akustyczna i kilkoma słowami. Może lepiej by się prezentowała na końcu albumu? Na końcu jest jednak najdłuższy The Last Chapter i Catharsis ma w sobie coś z intro do tego utworu, który nosi w sobie cechy lżej zagranego melodic doom/death/gothic bez growla i jest tu dużo melancholii, smutku i cichej rozpaczy skandynawskiej. Brzmi to dobrze, jednak tyle razy już było w niemal identycznej formie i melodii.... Na pewno świetna jest tu część instrumentalna z pełnymi romantycznych uniesień partiami solowymi gitary.
Zasadniczo zostało to wszystko bardzo dobrze zagrane, słychać jednak pewne zubożenie gitarowych planów w stosunku do debiutu i pianino nie może skutecznie zastąpić drugiej gitary. Po raz kolejny może się podobać mix i mastering i sound jest klarowny tak w planach dalszych, jak i w brzmieniu poszczególnych instrumentów.
Album zachowawczy, ostrożny w operowaniu czymś bardziej oryginalnym i nietypowym i jednak pozbawiony prawdziwego hita w ramach gatunku.
ocena: 7,7/10
new 5.04.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL
"Only The Strong Survive!"
"Only The Strong Survive!"