Iron Kobra
#1
Iron Kobra - Might & Magic (2015)

[Obrazek: R-7224669-1436550954-4760.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Words of Wisdom 00:07
2.Tomb of the Stygian King 03:56
3.Fire! 04:32
4.Vanguard of Doom 02:50
5.Watch the Skies 05:41
6.Spirit Archer 06:13
7.Wut im Bauch 04:22
8.Born to Play on 10 03:14
9.Cult of the Snake 06:10

rok wydania: 2015
gatunek: heavy metal
kraj: Niemcy

skład zespołu:
Sir Serpent (aka Krzysztof "Elareth") - śpiew, gitara
Lightning Lord Python (Kevin Wittek) - gitara
Don "The Warrior" Viper - gitara basowa
Ringo "The Animal" Snake (Dennis Roth) - perkusja

Zespołów z Nadrenii-Westfalii jest jak wiadomo mnóstwo, a jeden gorszy od drugiego. Toporność grania heavy metalu w stylu "Zagłębie Ruhry" jest przysłowiowa i nad znaczną większością tych zespołów należy spuścić wstydliwie kurtynę milczenia.
Rzecz jasna trafiają się w tym geograficznym obszarze i chlubne wyjątki, oraz zespoły dobre, które w ogólnej masie nie powinny zaginąć. Tyle, że zazwyczaj grają metal tradycyjny, ale jednak odmienny od stalowej szarzyzny tego uroczego zakątka Niemiec. Do takich należy IRON KOBRA, założony w Gelsenkirchen w roku 2008 przez byłych członków lokalnych grup metalowych, takich jak MINJAR, DESTROYER, WHIPPER czy ATTIC. Zespół zadebiutował dosyć eklektyczną mieszanką różnych podgatunków heavy i power zaprezentowaną na albumie "Dungeon Masters" (2012) i trudno było traktować ten LP jako coś więcej, niż metal z ligi GORGON EYES, choć ten akurat zespół był z Berlina i w pewnych kręgach miał status kultowy. IRON KOBRA do takiego statusu chyba nie aspirował wydając  w marcu 2015 nakładem Dying Victims Productions płytę "Might & Magic".

Na debiucie grupa załapała się na pociąg pod nazwą NWOGHM, na albumie drugim więcej jest za to nawiązań do NWOBHM, choć bliżej tu raczej do wczesnego BLACKSLASH niż FORENSICK i to słychać w solidnych riffowo i pod względem stylu melodii Tomb of the Stygian King (mocne akcenty IRON MAIDEN), Fire! (jest tu i pazur i fajnie rockowo wymiatają gitarzyści). Jest także i bardzo blisko IRON MAIDEN z powiedzmy roku 1982 w Watch the Skies, ale jeszcze bliżej do debiutu BLACKSLASH. Bardzo dobry numer, tak czy inaczej. Jest także coś, co można odnieść do garażowych czasów METALLICA lub niemieckiego speed/heavy z połowy lat 80tych, czyli krótkie i napakowane energią z elementami semi-thrashowymi Vanguard of Doom i Born to Play on 10. Trzęsą, miotają im szybciej, tym lepiej (Born to Play on 10 !).
Ogólnie dużo pędu, dużo energii, nieco rywalizacji pomiędzy pełnym zapału perkusistą a resztą zespołu, agresywne i należycie piskliwe solówki z echami brytyjskiej klasyki. Takie dostojniejsze, epickie granie (także z echami klasyków w pewnych riffach) w Spirit Archer, wypada nieźle choć specjalnie nie porywa i trudno to zaliczyć do przyszłych nieśmiertelnych klasyków tego zespołu, ale fajnie się słucha autobiograficznego sławienia metalu w Wut im Bauch i nawet niemiecki  jest tu strawny. Tak. "Heavy Metal! Wut im Bauch!". Tak się to gra na koncertach w Nadrenii i Wesfalii.
Na koniec rycersko epicki Cult of the Snake i tu grają trochę bliżej korzennej sceny niemieckiej, nawiązując w bardzo dobry sposób do METAL INQUSITOR czy HYDRA. Po prostu NWOTHM!

Wokalnie Sir Serpent wiele tu nie prezentuje, ale jak pokazuje praktyka, specjalnie wyróżniający się głosem wokalista nie jest aż tak potrzebny w budowaniu oldschoolowego klimatu radosnego grania classic heavy metalu sprzed lat 40. No tak, z drugiej strony jednak jak się nie ma w składzie Clemensa Haasa, to się lubi co się ma...
Można by tu się oczywiście pastwić nad tym lub innym elementem aranżacji, czy też stwierdzić, że momentami to jest wszystko trochę chaotyczne. Można by też pokręcić nosem na zbyt ostry i zbyt klarowny sound, niby tradycyjny, ale z lekka przerysowany w ekspozycji poszczególnych instrumentów, ale po co?
Zabawa jest bardzo dobra, a okładka świetna. A to jest przecież najważniejsze, czyż nie?


ocena: 8/10

new 9.12.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Iron Kobra - Eternal Dagger (2026)

[Obrazek: 1426979.jpg?3410]

Tracklista:
1. Trembling Dungeons 04:03      
2. Forbidden Fruits 03:36      
3. Fliehen 03:17      
4. Shibuya Nights 03:44      
5. Silver Strings and Iron Wings 04:29      
6. Eternal Dagger 03:39      
7. Unchained & Untamed 03:26      
8. Treacherous Tyrant 03:58      
9. Mountains of Madness 05:04 

Rok wydania: 2026
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Sir Serpent (aka Krzysztof "Elareth") - śpiew, gitara
Steffen Russel - gitara
Don "The Warrior" Viper - gitara basowa
Cimmerian Conda (Björn) - perkusja



Trudno uwierzyć, że IRON KOBRA jednak żyje i powraca, z nowym gitarzystą i perkusistą, oraz materiałem, którego wydania podjęła się wytwórnia Dying Victims Productions z premierą wyznaczoną na 19 czerwca 2026 roku.

Metalowy Gad się obudził i oferuje heavy metal germański, brudny i ostry, z ryczącymi, rozdzierającymi gitarami i zabójczą sekcją rytmiczną. Trembling Dungeons można spokojnie uznać za wizytówkę tego zespołu i to szybki, tradycyjny dla Niemiec speed metal, rozkrzyczany, z elementami BLACKSLASH i ciekawszym głosem Sir Serpent, chociaż czołówki wokalnego panteonu raczej nie zdominuje. Głos solidny i ostry, który bez problemu przechodzi do wysokich partii i agresywnych w stylu KREATOR. Dobrze uderzają w nutę IRON MAIDEN w Forbidden Fruits, w którym duet gitarowy Russel/Serpent zabija i jak wiele zdołali tutaj upchać mocy w zaledwie 3 minutach. Fliehen to znów rytmiczny hołd dla IRON MAIDEN, ale zdecydowanie lepiej sprawdzają się w kompozycjach szybkich i bezkompromisowych, bo rock w stylu ACCEPT lat 70. Shibuya Nights jest najzwyczajniej w świecie okropny i próbują ratować się szybszym Silver Strings and Iron Wings, ale to takie sztampowe granie lat 80. i MYSTO DYSTO takie rzeczy grało lepiej.
Poprawnie jest w spokojnym heavy metalu Eternal Dagger, który zaczyna się biednie i zdecydowanie lepiej prezentuje się tutaj druga połowa kompozycji. Epicki klimat uchwycili bezbłędnie, solo jest zabójcze, a praca sekcji rytmicznej bezbłędna. Dobry w ramach Zagłębia Ruhry jest Unchained & Untamed i tutaj ujmująca jest swoboda, z jaką śpiewa Elareth i jak ma osobny tutaj dla siebie plan. Dobrym, teutońskim wymiataczem jest też Treacherous Tyrant, oparty na klasycznych riffach, ale nie imponuje to tak, jak nowozelandzki STALKER. Miłym i ciekawym zaskoczeniem jest wolniejszy, spokojny Mountains of Madness, w którym jest coś z amerykańskiego heavy metalu, tego komiksowego z delikatnym, heroicznym zarysem. To najlepsza kompozycja tego LP, może najmniej pasująca do tego, co IRON KOBRA przyzwyczaiło, ale klimat klasycznego heavy metalu jest tutaj jak najbardziej true!

Za mastering odpowiada Patrick W. Engel i jest on absolutnie mistrzowski, oddający klasycznego ducha teutońskiego metalu, ale bez zbędnej kwadratury i brudu, a selektywny mix Stefana Casteveta po prostu zabija. Znakomite rozmieszczenie instrumentów i ustawienie basu.
Może chwilami nie jest to LP tak bezkompormisowy, jak Might & Magic, może nie tak wybijający zęby i surowy, ale jest to powrót udany, nawet jeśli niektóre kompozycje jakościowo ewidentnie odstają od reszty.


Ocena: 8/10

SteelHammer

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Dying Victims Productions.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości