<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - Artykuły]]></title>
		<link>https://druzynaspolszczenia.pl/</link>
		<description><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - https://druzynaspolszczenia.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 29 Apr 2026 12:51:39 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[NWOBHM - Czterdzieści lat później]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3364</link>
			<pubDate>Thu, 19 Nov 2020 12:31:42 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3364</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">GIGANCI i AMATORZY</span></span><br />
<br />
Gdy eksplodował nurt NWOBHM, w krótkim czasie pojawiło się na brytyjskiej metalowej scenie prawie 400 zespołów. Czas, umiejętności i przysłowiowy łut szczęścia szybko zweryfikowały tę ogromną liczbę i większość z tych grup zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Gdy około roku 1984 Fala zaczęła gwałtownie opadać, odpadło wiele kolejnych zespołów, a gdy przyszły jakże trudne dla metalu lata 90te, to pozostali już tylko najsilniejsi i najsławniejsi. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W sztuce jednak nic nie ginie bezpowrotnie i gdy moda na klasyczne heavy metalowe powróciła, zaczęły też masowo powracać z niebytu zespoły NWOBHM, szczególnie po roku 2005, zresztą w kilku falach. Czasem były to składy oryginalne, lub niemal oryginalne, czasem mieszanka rutyny z młodością, prowadzona przez charyzmatycznych liderów  z lat 80 tych. Przypomniało o sobie prawie 150 zespołów, zresztą w bardzo różny sposób. Czasem tylko jako towarzyskie nostalgiczne spotkanie po latach, uwieńczone koncertem dla starych fanów, rodziny i przyjaciół, czasem jako przedsięwzięcie marketingowe w celu przedstawienia starych nagrań na nowych nośnikach jak CD czy Digital, a czasem jako próba pełnego powrotu na muzyczną scenę pod skrzydłami znanych wytwórni. Także i w tym przypadku czas i realne preferencje słuchaczy dokonały selekcji. Dla części najmłodszego pokolenia fanów metalowej muzyki granie NWOBHM okazało się za lekkie lub zbyt archaiczne i to, co zaproponowały stare ekipy, szczególnie bardzo mało znane zostało zbyte milczeniem, choć dostęp do muzyki jest obecnie nieporównywalnie łatwiejszy niż w tamtych odległych latach 80tych XX wieku.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 2020 oblicza się ilość zespołów w taki czy inny sposób powiązanych z NWOBHM na niecałe 100 określanych jako aktywne, choć najprawdopodobniej ta liczba jest nieco mniejsza i nie przekracza 80.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeden fakt jest znamienny. Grupy, które rzeczywiście były najlepsze, najbardziej wpływowe i nagrały na początku NWOBHM najlepsze albumy, przetrwały wszystko i dumnie niosą flagę brytyjskiego heavy metalu nieprzerwanie (lub tylko z małymi przerwami) od 40 lat i są powszechnie rozpoznawalne jako element światowego dziedzictwa kultury. </div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście i bez wątpienia Numerem Jeden w świadomości społecznej jest IRON MAIDEN, chociaż jeśli patrzeć na wytrwałość i konsekwencję w tworzeniu nowej muzyki to gwiazda SAXON świeci w ostatnich latach jaśniej. SAXON nagrywa regularnie i to zwłaszcza ostatnio, nader interesujące płyty.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobrze od lat trzymają się takie popularne nieprzerwanie zespoły jak TYGERS OF PAN TANG, CLOVEN HOOF, TOKYO BLADE, ANGEL WITCH, DIAMOND HEAD, które albo wzmocniły i unowocześniły swoją muzykę, albo jak chociażby DIAMOND HEAD, SARACEN, HOLOCAUST czy DEMON skierowały się ku innym rockowym i progresywnym klimatom. Przypomniał także o sobie w roku bieżącym rezydujący od lat w USA RAVEN. Ikoniczne znaczenie ma nieprzerwanie BLITZKRIEG i trudno sobie wyobrazić bardziej zaangażowanego w podtrzymanie starej brytyjskiej tradycji człowieka niż Brian Ross, tym bardziej że reaktywował przecież także regularnie nagrywający od kilku lat SATAN.</div>
<div style="text-align: justify;">Nadal istnieją takie znaczące grupy jak THE HANDSOME BEAST, JAGUAR, SPARTAN WARRIOR, SAVAGE, WARFARE, TYSONDOG, BATTLEAXE czy PAGAN ALTAR, które co kilka lat przypominają o sobie mniej lub bardziej udanymi płytami.<br />
Realnie dla obecnej sceny brytyjskiego metalu ma znaczenie 30, góra 40 zespołów, pozostałe to tylko sentymentalne, amatorskie zaplecze z hasłem "my też kiedyś chcieliśmy być sławni".<br />
Uważny obserwator obecnej sceny NWOBHM, czy też raczej zespołów, które się z tej sceny wywodzą, może dojść do bardzo ciekawych wniosków, ale o tym już w następnej części artykułu...<br />
 </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">GIGANCI i AMATORZY</span></span><br />
<br />
Gdy eksplodował nurt NWOBHM, w krótkim czasie pojawiło się na brytyjskiej metalowej scenie prawie 400 zespołów. Czas, umiejętności i przysłowiowy łut szczęścia szybko zweryfikowały tę ogromną liczbę i większość z tych grup zniknęła równie szybko, jak się pojawiła. Gdy około roku 1984 Fala zaczęła gwałtownie opadać, odpadło wiele kolejnych zespołów, a gdy przyszły jakże trudne dla metalu lata 90te, to pozostali już tylko najsilniejsi i najsławniejsi. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W sztuce jednak nic nie ginie bezpowrotnie i gdy moda na klasyczne heavy metalowe powróciła, zaczęły też masowo powracać z niebytu zespoły NWOBHM, szczególnie po roku 2005, zresztą w kilku falach. Czasem były to składy oryginalne, lub niemal oryginalne, czasem mieszanka rutyny z młodością, prowadzona przez charyzmatycznych liderów  z lat 80 tych. Przypomniało o sobie prawie 150 zespołów, zresztą w bardzo różny sposób. Czasem tylko jako towarzyskie nostalgiczne spotkanie po latach, uwieńczone koncertem dla starych fanów, rodziny i przyjaciół, czasem jako przedsięwzięcie marketingowe w celu przedstawienia starych nagrań na nowych nośnikach jak CD czy Digital, a czasem jako próba pełnego powrotu na muzyczną scenę pod skrzydłami znanych wytwórni. Także i w tym przypadku czas i realne preferencje słuchaczy dokonały selekcji. Dla części najmłodszego pokolenia fanów metalowej muzyki granie NWOBHM okazało się za lekkie lub zbyt archaiczne i to, co zaproponowały stare ekipy, szczególnie bardzo mało znane zostało zbyte milczeniem, choć dostęp do muzyki jest obecnie nieporównywalnie łatwiejszy niż w tamtych odległych latach 80tych XX wieku.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 2020 oblicza się ilość zespołów w taki czy inny sposób powiązanych z NWOBHM na niecałe 100 określanych jako aktywne, choć najprawdopodobniej ta liczba jest nieco mniejsza i nie przekracza 80.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeden fakt jest znamienny. Grupy, które rzeczywiście były najlepsze, najbardziej wpływowe i nagrały na początku NWOBHM najlepsze albumy, przetrwały wszystko i dumnie niosą flagę brytyjskiego heavy metalu nieprzerwanie (lub tylko z małymi przerwami) od 40 lat i są powszechnie rozpoznawalne jako element światowego dziedzictwa kultury. </div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście i bez wątpienia Numerem Jeden w świadomości społecznej jest IRON MAIDEN, chociaż jeśli patrzeć na wytrwałość i konsekwencję w tworzeniu nowej muzyki to gwiazda SAXON świeci w ostatnich latach jaśniej. SAXON nagrywa regularnie i to zwłaszcza ostatnio, nader interesujące płyty.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobrze od lat trzymają się takie popularne nieprzerwanie zespoły jak TYGERS OF PAN TANG, CLOVEN HOOF, TOKYO BLADE, ANGEL WITCH, DIAMOND HEAD, które albo wzmocniły i unowocześniły swoją muzykę, albo jak chociażby DIAMOND HEAD, SARACEN, HOLOCAUST czy DEMON skierowały się ku innym rockowym i progresywnym klimatom. Przypomniał także o sobie w roku bieżącym rezydujący od lat w USA RAVEN. Ikoniczne znaczenie ma nieprzerwanie BLITZKRIEG i trudno sobie wyobrazić bardziej zaangażowanego w podtrzymanie starej brytyjskiej tradycji człowieka niż Brian Ross, tym bardziej że reaktywował przecież także regularnie nagrywający od kilku lat SATAN.</div>
<div style="text-align: justify;">Nadal istnieją takie znaczące grupy jak THE HANDSOME BEAST, JAGUAR, SPARTAN WARRIOR, SAVAGE, WARFARE, TYSONDOG, BATTLEAXE czy PAGAN ALTAR, które co kilka lat przypominają o sobie mniej lub bardziej udanymi płytami.<br />
Realnie dla obecnej sceny brytyjskiego metalu ma znaczenie 30, góra 40 zespołów, pozostałe to tylko sentymentalne, amatorskie zaplecze z hasłem "my też kiedyś chcieliśmy być sławni".<br />
Uważny obserwator obecnej sceny NWOBHM, czy też raczej zespołów, które się z tej sceny wywodzą, może dojść do bardzo ciekawych wniosków, ale o tym już w następnej części artykułu...<br />
 </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Metalowe lata 80-te w Wielkiej Brytanii (to nie tylko NWOBHM)]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1242</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:36:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1242</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W tym artykule postaram się przedstawić co działo się w latach 80-tych na metalowej scenie brytyjskiej. Choć zdominowana początkowo przez NWOBHM, a cały czas przez wielkich - w rodzaju JUDAS PRIEST czy MOTORHEAD, kryła sporo ciekawych zespołów grających bardziej tradycyjnie pojmowany heavy metal oraz hard rock w brytyjskiej tradycji.<br />
 W zespołach tych pojawiało się wielu znanych muzyków, często nie bratających się z NWOBHM młodzieżą. Zaowocowało to szeregiem udanych albumów, często mało znanych, a wartych uwagi.<br />
 Jednocześnie końcówka lat 80-tych to pojawienie się zjawiska drugiej NWOBHM i wkroczenie na scenę takich zespołów jak THE ALMIGHTY, THUNDER i wielu innych, które w dużym stopniu przyczyniły się do zachowania specyfiki brytyjskiej sceny metalowej, ale również wpłynęły na jej pewną izolację.<br />
<br />
 Pomysł na stworzenie własnego zespołu narodził się w głowie Jimmy Baina - basisty poprzednio w RAINBOW oraz gitarzysty Briana Robertsona znanego z THIN LIZZY w roku 1977. Po serii początkowych zmian osobowych ukształtował się skład <span style="font-weight: bold;">WILD HORSES</span> z Neilem Carterem ( k i g) oraz perkusistą Edwardsem, poprzednio grającym w PAT TRAVERS BAND.<br />
 Zespół zadebiutował w roku 1980 albumem <span style="font-weight: bold;">Wild Horses</span></div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/51lLZWWa4sL._AA135_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 51lLZWWa4sL._AA135_.jpg]" /><br />
<br />
 Muzyka na tym LP przypominała nieco nagrania THIN LIZZY, głównie ze względu na styl gry Robertsona, miała też cechy UFO. Niestety, wokalnie Bain wypadł średnio, co w pewnym stopniu dyskredytowało ten album. Zabrakło też naprawdę dobrej chwytliwej i przebojowej ballady, a w zamyśle mocniejsze utwory były jakby ospałe i bez ikry.<br />
 Zupełnie inaczej zespół wypadał na koncertach, gdzie wspomagany przez takie sławy jak Phil Lynott i Michael Schenker dawał popisy znakomitego hard rocka w repertuarze własnym i innych wykonawców.<br />
 Skład nie utrzymał się długo. Niebawem w październiku 1980 Carter odszedł do UFO i zastąpił go John Lockton. Ten skład nagrał drugi album <span style="font-weight: bold;">Stand Your Ground.</span> Płyta ukazała się w 1981 i zawierała repertuar żywszy, bardziej rockowy i przebojowy, nie pozbawiony także bluesowego odcienia. </div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/410ZRAPBGYL._SL500_AA300_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 410ZRAPBGYL._SL500_AA300_.jpg]" /><br />
<br />
 Niestety, w czerwcu 1981 odeszli Edwards oraz Robertson. Ten drugi potem dołączył na jakiś czas do MOTORHEAD, a pierwszy w okresie późniejszym do UFO.<br />
 Powstał nowy skład:<br />
 Reuben Archer (s)<br />
 John Lockton (g)<br />
 Laurence Archer (g)<br />
 Jimmy Bain (b)<br />
 Frank Noon (p)<br />
Jednak zespół już nic nie nagrał, ponieważ Archerowie odeszli niebawem, aby założyć STAMPEDE.<br />
 Grupa został rozwiązana w 10.1981 - Bain potem zdobył uznanie w DIO.<br />
 Muzycznie był to zespół dobry, niemniej w okresie naporu muzyki z nurtu NWOBHM miał małe szanse na przebicie się. <br />
<br />
 Grupa <span style="font-weight: bold;">STAMPEDE</span> braci Archerów nie odniosła większego sukcesu.<br />
 Początkowo miała problem z wydaniem albumu studyjnego, mimo podpisania kontraktu z wytwórnią Polydor. Materiał, częściowo nie wykorzystany przez L.Archera w czasach gdy jeszcze próbował sił w WILD HORSES posłużył w dużej części za repertuar zespołu.<br />
 Grupa wystąpiła na Festiwalu w Reading w 1982 i tam zarejestrowany został album koncertowy <span style="font-weight: bold;">Official Bootleg </span>wydany w tym samym roku.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/4/6/3/8/46386.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 46386.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Grupa spotkała się z uznaniem publiczności, głównie dzięki wybornej grze Laurence Archera. Zaprezentowała kompozycje oparte o brytyjską tradycje hard rocka w klimatach UFO, THIN LIZZY i URIAH HEEP, może mało oryginalne, ale zagrane sprawnie i energicznie.<br />
 Pewien sukces zachęcił grupę do dalszego działania i już w 1983 przedstawił on studyjny album <span style="font-weight: bold;">Hurricane Town</span>.<br />
 Niestety, płyta rozczarowała. Utwory były nijakie, średnie tempa usypiały i nudziły, a podobieństwa do THIN LIZZY w słabej formie aż nadto słyszalne. </div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://www.metal-archives.com/images/4/6/3/8/46388.jpg" width="195" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 46388.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Często zespoły powstawały w oparciu o znanych muzyków.<br />
 Gdy upadło pierwsze wcielenie <span style="font-weight: bold;">PRAYING MANTIS,</span> na jego gruzach powstał zespół <span style="font-weight: bold;">STRATUS</span>. Tworzyli go wokalista Bernie Shaw, gitarzysta Tino Troy i jego brat basista Chris, oraz klawiszowiec Alan Nelson i... Clive Burr (perkusja) znany z IRON MAIDEN. Był to jeden z nielicznych przypadków, gdy muzyk z kręgu NWOBHM znalazł się w składzie z ludźmi spoza tego kręgu. Zespół zaprezentował jeden tylko album <span style="font-weight: bold;">"Throwing Shapes"</span> w 1985 roku, gdzie ich podniosły hard rock opierał się na bardzo wyeksponowanych instrumentach klawiszowych i chóralnych refrenach. Melodie nie był złe, jednak brak energii i dynamiki wykonania położył to wydawnictwo na łopatki.<br />
 Zniechęceni muzycy rozeszli się - przy czym Bernie Shaw dołączył do URIAH HEEP - co w konsekwencji okazało się krokiem bardzo słusznym.</div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51OdtOFVjNL._SL500_AA300_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 51OdtOFVjNL._SL500_AA300_.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Dobrze rokował początkowo zespół <span style="font-weight: bold;">CHINATOWN </span>z wokalistą Steve Prangellem, dwójką gitarzystów i znanym dosyć perkusistą Steve Hopgoodem.<br />
 Odcięli się szybko od swoich glam rockowych początków i mimo sporych trudności nagrali koncertowy album Play It To The Death w 1981. Muzyka tam zaprezentowana to hard rock/melodic heavy metal w tradycji THIN LIZZY, z dobrymi riffami, solówkami i świetnie wpasowanym wokalem.<br />
 Sporo udanych zagrań gitarzystów Shaylera i Gwylyma, chwytliwych refrenów i bardzo dobra perkusja Hopgooda.<br />
 Niestety, Hopgod opuścił zespół po nagraniu tej płyty i potem można go było usłyszeć w BATTLEZONE i PERSIAN RISK. Zespół jakiś czas jeszcze funkcjonował w zmiennych składach, ale po odejściu z kolei Shaylera już nic nie zdziałał. Grupa często zaliczana jest do NWOBHM, ale raczej ze względu na ramy czasowe niż na prezentowaną muzykę, dosyć mocno osadzoną w starej tradycji brytyjskiej, choć naturalnie nie pozbawioną entuzjazmu nowej fali.</div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/6/4/1/26412.jpg" width="209" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 26412.jpg]" /><br />
<br />
 John Sykes po przygodach w TYGERS OF PAN TANG, THIN LIZZY i WHITESNAKE postanowił poprowadzić własny zespół nazwany <span style="font-weight: bold;">BLUE MURDER</span>.<br />
 Śpiewał sam, a zebranie składu zabrało nieco czasu. Basistą został Franklin znany ze współpracy z Jimmy Page, a perkusistą początkowo sam Cozy Powell. Gdy jednak prace nad LP przeciągały się z winy Sykesa, odszedł on i zastąpił go nie mniej znany Carmine Appice.<br />
 Album "<span style="font-weight: bold;">Blue Murder</span>" z 1989 roku wyprodukowany przez Roba Rocka.</div>
<div style="text-align: justify;">
<span style="color: orange;">Recenzja tego albumu w dziale RECENZJE</span><br />
<img src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51K%2BsRtP43L._SL500_AA300_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 51K%2BsRtP43L._SL500_AA300_.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Album mimo dużej wartości sukcesu komercyjnego nie odniósł i grupa została rozwiązana.<br />
 Sykes później zebrał nowy zespół pod tym samym szyldem, ale już w okresie nie objętym tym tematem.<br />
<br />
 Paul Di Anno z IRON MAIDEN po odejściu z zespołu próbował różnych rockowych i metalowych projektów, aby w końcu zorganizować grupę <span style="font-weight: bold;">BATTLEZONE</span>. Zebrał w roku 1984 ciekawy skład z dwoma gitarzystami, w tym z Johnem Wigginsem z TOKYO BLADE i perkusistą Bobem "Sid" Falckiem, który potem zasłynął w OVERKILL.<br />
 W roku 1986 zespół Paula przedstawił pierwszy swój LP <span style="font-weight: bold;">Fighting Back</span>. </div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://www.metal-archives.com/images/4/9/2/9/4929.gif" border="0" alt="[Obrazek: 4929.gif]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Niestety, w UK spotkała się z nieprzychylnym przyjęciem krytyki, niepotrzebnie porównującym BATTLEZONE do IRON MAIDEN. Album jednak cieszył się powodzeniem w USA i Kanadzie, gdzie grupa z powodzeniem koncertowała. Paradoksalnie ta trasa koncertowa stała się poniekąd początkiem końca zespołu. W czasie jej trwania Falck zwerbowany został do OVERKILL i Di Anno nie mogąc znaleźć zastępstwa odwołał część koncertów. Odszedł także wtedy drugi gitarzysta Hurley. Zespół jednak potem funkcjonował nadal w innych składach.<br />
<span style="color: orange;">Recenzja tego albumu w dziale RECENZJE.</span><br />
<br />
<br />
<br />
Oddzielne artykuły poświęcone zostały zespołom <span style="font-weight: bold;">FASTWAY</span> i <span style="font-weight: bold;">WAYSTED</span>. Te zespoły grały łagodniejszy, klasyczny, noszący cechy hard rocka, metal przeznaczony dla fanów, którym bardziej odpowiadał styl muzyki opartej na wzorach lat 70-tych i rock/metalu stadionowego. Podobnym zespołem był <span style="font-weight: bold;">MAMMOTH</span> (recenzja jedynego LP w dziale <span style="color: lime;">RECENZJE</span>) czy też późniejsze albumy takich zespołów z NWOBHM, jak <span style="font-weight: bold;">TYGERS OF PAN TANG</span> i <span style="font-weight: bold;">SAMSON</span> czy <span style="font-weight: bold;">DEMON</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Oddzielny, krótki artykuł poświęcony został zespołowi <span style="font-weight: bold;">ANGELWITCH</span> (dział <span style="color: cyan;">ARTYKUŁY</span>).</div>
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ostatnie lata 80-te był to okres zapaści brytyjskiego metalu. Kilka uznanych firm (np. MOTORHEAD) zamilkło, NWOBHM należał definitywnie do przeszłości, a tzw. druga fala NWOBHM to raczej zwrot w kierunku rocka i hard rocka.</div>
<div style="text-align: justify;">Mimo to, pojawiło się kilka mocno rokujących zespołów jak heavy metalowy <span style="font-weight: bold;">MARSHALL LAW</span>. Surowsze i ostrzejsze, w tym thrashowe granie nie rozwinęło się tak, jak w innych krajach Europy Zachodniej, przy czym wina leżała częściowo po stronie wytwórni, nie bardzo zainteresowanych w inwestowanie w takie granie.</div>
<div style="text-align: justify;">Mimo tego, takie grupy jak <span style="font-weight: bold;">PARIAH</span> czy <span style="font-weight: bold;">XENTRIX</span>, a w mniejszym stopniu np. <span style="font-weight: bold;">SLAMMER</span> zdobyły popularność.</div>
<div style="text-align: justify;">Przeważał jednak przesycony klasycznym rockiem tradycyjny heavy metal i hard rock i pod tym względem UK było pewnym ewenementem.</div>
<div style="text-align: justify;">W połowie lat 80-tych zaczęły się pojawiać w UK zespoły, które można określić jako hard rock z turbodoładowaniem.</div>
<div style="text-align: justify;">Odpowiadały one na zapotrzebowanie Anglików na mocny melodyjny i zadziorny hard rock, jednak bez nadmiernej słodkości i ugładzenia lub wystudiowanej elegancji, jaką proponowały zespoły starszej daty jak UFO czy RAINBOW.</div>
<div style="text-align: justify;">Taką grupą , która zdobyła na krótko sporą popularność była <span style="font-weight: bold;">ROUGE MALE</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół ten nagrał dwa albumy:</div>
<div style="text-align: justify;">"First Visit" (1985) </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/3/3/8/43383.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 43383.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">oraz </div>
<div style="text-align: justify;">"Animal Man' (1986)</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/3/3/8/43385.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 43385.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Muzycznie otrzymaliśmy solidną porcję zmetalizowanego rock'n'rolla z wokalem Jima Lyttle, trochę pod Halforda, z ostrymi, melodyjnymi kompozycjami, przypominającymi granie MOTLEY CRUE, RATT i zabarwionymi bezkompromisowością WASP oraz produkcją dosyć specyficzną, bo łączącą momenty lekko brudnawe, niechlujne z wyjątkowo starannymi - co tyczy się perkusji w pierwszej kolejności. Całość prezentowała się oryginalnie, refreny były chwytliwe, a image zespołu wyzywający jak WASP.</div>
<div style="text-align: justify;">Oba LP w swojej kategorii zasługują na 8/10, zresztą ocenione były wysoko już w momencie, gdy się ukazały i w takich zespołach widziano alternatywę dla NWOBHM i inwazji amerykańskiego rock metalu na Wyspy. Grupa jednak przemknęła jak meteor i rozpadła się w dość niejasnych okolicznościach w 1987 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Dała jednak początek rozwojowi tzw. drugiej fali NWOBHM, tyle że w formie muzyki łagodniejszej i bardziej zakorzenionej w tradycji rocka brytyjskiego.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Bardzo mało znanym zespołem, który pojawił się w końcu lat 80-tych w UK był <span style="font-weight: bold;">FULL MOON</span>. Zadebiutował w albumem "Full Moon" w 1989 wydanym, co ciekawe, w Norwegii.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tej płycie przedstawił nietypowe granie, będące połączeniem epic hard rocka, rocka psychodelicznego i space rocka w stylu lat 70-tych. Zespół w niewielkim też stopniu wykorzystał doświadczenia NWOBHM, słychać to jednak tylko w paru miejscach. Gdyby nie data wydania, można by ten LP "na słuch" umieścić we wczesnych latach 70-tych. Ciekawa gra wszystkich instrumentalistów i wysokie na ogół wokale na dobrym poziomie. Szkoda jedynie, że produkcja tego LP jest bardzo niedbała, a brzmienie słabe. To bardzo utrudnia właściwy odbiór tej muzyki.</div>
<div style="text-align: justify;">Zaryzykuję stwierdzenie, że tak grałby UFO, gdyby nie przyjście tam Schenkera.</div>
<div style="text-align: justify;">Jeden z najmniej znanych brytyjskich zespołów, który w swój czas nie trafił. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/3/0/143042.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 143042.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W końcu lat 80-tych do Anglii zaczął przenikać nurt christian metalowy. W zasadzie raczej nieśmiało i nigdy nie rozwinął się w jakiś znaczący odłam, a nieliczne zespoły funkcjonowały lokalnie i w podziemiu.</div>
<div style="text-align: justify;">Najbardziej znany jest z nich <span style="font-weight: bold;">FORCE3</span>. To trio nagrało w roku 1988 album "Warrior Of Light" z klasycznym, niezbyt ciężko zagranym heavy metalem w stylu amerykańskim, będącym czymś pośrednim pomiędzy SAINT i BLOODGOOD z domieszką US Metalu i NWOBHM.</div>
<div style="text-align: justify;">Przyzwoity wokal Charlie Wilsona, do tego dobre kompozycje, nawet melodyjne i nieco w epickim stylu, jednak braki produkcyjne i niezbyt pewne wykonanie nie pozwalają dać tu więcej niż 7/10. Tak czy inaczej, 30 minut christian metalu z UK - co jest dość nietypowe.</div>
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/8/1/4/58149.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 58149.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół rozwiązał się wkrótce potem, ale ponoć znów istnieje, przy czym brak jakichś konkretnych na to dowodów.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ostatni rok Wielkiej Metalowej Dekady - 1989 przyniósł debiut <span style="font-weight: bold;">A.S.A.P.</span>, czyli solowego projektu Adriana Smitha z IRON MAIDEN, który założył tę grupę po opuszczeniu macierzystej formacji.</div>
<div style="text-align: justify;">Część muzyków współpracowała ze Smithem jeszcze w latach 70-tych, a perkusistą został syn Ringo Starra z THE BEATLES, Zak Starkey.</div>
<div style="text-align: justify;">Smith na tym albumie zaśpiewał sam, także kompozycje były jego autorstwa, głównie takie, które powstawały w latach 80-tych, a ze względu na stylistykę nie bardzo pasowały na płyty IRON MAIDEN. Smith jako wokalista wypadł dobrze w hard rockowym i melodic metalowym repertuarze, zbliżonym do tego, co prezentował utwór "Reach Out", znany z singla Ironów.</div>
<div style="text-align: justify;">Album okraszony był dużą ilością ciekawych solówek, dobre zgranie zespołu było słyszalne w każdym miejscu, a produkcja i brzmienie stało na poziomie wysokim, a nawet wybijającym się na tle innych albumów tego okresu. Oprócz hard rockowych riffów gitarowych, mamy tu trochę klawiszy, w sumie jednak płyta brzmieniowo jest cięższa od standardowych LP hard rockowych czy AOR tego okresu. Co do atrakcyjności samego repertuaru można mieć pewne wątpliwości. Żadna z kompozycji nie stała się przebojem, płyta nie została także dobrze przyjęta przez fanów IM, przyciągniętych nazwiskiem gitarzysty.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta "Silver and Gold" ukazała się w październiku 1989 i była jedynym LP grupy.</div>
<div style="text-align: justify;">Po wydaniu maxi singla w 1990, zespół niebawem przestał istnieć. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/3/7/8/4378.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 4378.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Lata 80-te były Złotym Dziesięcioleciem brytyjskiego heavy metalu. Złożył się na to dorobek zarówno najsłynniejszych Firm, ogromnej rzeszy grup NWOBHM, ale także i tych wymienionych w artykule  zespołów, z których część na pewno jest warta zainteresowania.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W tym artykule postaram się przedstawić co działo się w latach 80-tych na metalowej scenie brytyjskiej. Choć zdominowana początkowo przez NWOBHM, a cały czas przez wielkich - w rodzaju JUDAS PRIEST czy MOTORHEAD, kryła sporo ciekawych zespołów grających bardziej tradycyjnie pojmowany heavy metal oraz hard rock w brytyjskiej tradycji.<br />
 W zespołach tych pojawiało się wielu znanych muzyków, często nie bratających się z NWOBHM młodzieżą. Zaowocowało to szeregiem udanych albumów, często mało znanych, a wartych uwagi.<br />
 Jednocześnie końcówka lat 80-tych to pojawienie się zjawiska drugiej NWOBHM i wkroczenie na scenę takich zespołów jak THE ALMIGHTY, THUNDER i wielu innych, które w dużym stopniu przyczyniły się do zachowania specyfiki brytyjskiej sceny metalowej, ale również wpłynęły na jej pewną izolację.<br />
<br />
 Pomysł na stworzenie własnego zespołu narodził się w głowie Jimmy Baina - basisty poprzednio w RAINBOW oraz gitarzysty Briana Robertsona znanego z THIN LIZZY w roku 1977. Po serii początkowych zmian osobowych ukształtował się skład <span style="font-weight: bold;">WILD HORSES</span> z Neilem Carterem ( k i g) oraz perkusistą Edwardsem, poprzednio grającym w PAT TRAVERS BAND.<br />
 Zespół zadebiutował w roku 1980 albumem <span style="font-weight: bold;">Wild Horses</span></div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="https://images-na.ssl-images-amazon.com/images/I/51lLZWWa4sL._AA135_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 51lLZWWa4sL._AA135_.jpg]" /><br />
<br />
 Muzyka na tym LP przypominała nieco nagrania THIN LIZZY, głównie ze względu na styl gry Robertsona, miała też cechy UFO. Niestety, wokalnie Bain wypadł średnio, co w pewnym stopniu dyskredytowało ten album. Zabrakło też naprawdę dobrej chwytliwej i przebojowej ballady, a w zamyśle mocniejsze utwory były jakby ospałe i bez ikry.<br />
 Zupełnie inaczej zespół wypadał na koncertach, gdzie wspomagany przez takie sławy jak Phil Lynott i Michael Schenker dawał popisy znakomitego hard rocka w repertuarze własnym i innych wykonawców.<br />
 Skład nie utrzymał się długo. Niebawem w październiku 1980 Carter odszedł do UFO i zastąpił go John Lockton. Ten skład nagrał drugi album <span style="font-weight: bold;">Stand Your Ground.</span> Płyta ukazała się w 1981 i zawierała repertuar żywszy, bardziej rockowy i przebojowy, nie pozbawiony także bluesowego odcienia. </div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/410ZRAPBGYL._SL500_AA300_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 410ZRAPBGYL._SL500_AA300_.jpg]" /><br />
<br />
 Niestety, w czerwcu 1981 odeszli Edwards oraz Robertson. Ten drugi potem dołączył na jakiś czas do MOTORHEAD, a pierwszy w okresie późniejszym do UFO.<br />
 Powstał nowy skład:<br />
 Reuben Archer (s)<br />
 John Lockton (g)<br />
 Laurence Archer (g)<br />
 Jimmy Bain (b)<br />
 Frank Noon (p)<br />
Jednak zespół już nic nie nagrał, ponieważ Archerowie odeszli niebawem, aby założyć STAMPEDE.<br />
 Grupa został rozwiązana w 10.1981 - Bain potem zdobył uznanie w DIO.<br />
 Muzycznie był to zespół dobry, niemniej w okresie naporu muzyki z nurtu NWOBHM miał małe szanse na przebicie się. <br />
<br />
 Grupa <span style="font-weight: bold;">STAMPEDE</span> braci Archerów nie odniosła większego sukcesu.<br />
 Początkowo miała problem z wydaniem albumu studyjnego, mimo podpisania kontraktu z wytwórnią Polydor. Materiał, częściowo nie wykorzystany przez L.Archera w czasach gdy jeszcze próbował sił w WILD HORSES posłużył w dużej części za repertuar zespołu.<br />
 Grupa wystąpiła na Festiwalu w Reading w 1982 i tam zarejestrowany został album koncertowy <span style="font-weight: bold;">Official Bootleg </span>wydany w tym samym roku.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/4/6/3/8/46386.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 46386.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Grupa spotkała się z uznaniem publiczności, głównie dzięki wybornej grze Laurence Archera. Zaprezentowała kompozycje oparte o brytyjską tradycje hard rocka w klimatach UFO, THIN LIZZY i URIAH HEEP, może mało oryginalne, ale zagrane sprawnie i energicznie.<br />
 Pewien sukces zachęcił grupę do dalszego działania i już w 1983 przedstawił on studyjny album <span style="font-weight: bold;">Hurricane Town</span>.<br />
 Niestety, płyta rozczarowała. Utwory były nijakie, średnie tempa usypiały i nudziły, a podobieństwa do THIN LIZZY w słabej formie aż nadto słyszalne. </div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://www.metal-archives.com/images/4/6/3/8/46388.jpg" width="195" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 46388.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Często zespoły powstawały w oparciu o znanych muzyków.<br />
 Gdy upadło pierwsze wcielenie <span style="font-weight: bold;">PRAYING MANTIS,</span> na jego gruzach powstał zespół <span style="font-weight: bold;">STRATUS</span>. Tworzyli go wokalista Bernie Shaw, gitarzysta Tino Troy i jego brat basista Chris, oraz klawiszowiec Alan Nelson i... Clive Burr (perkusja) znany z IRON MAIDEN. Był to jeden z nielicznych przypadków, gdy muzyk z kręgu NWOBHM znalazł się w składzie z ludźmi spoza tego kręgu. Zespół zaprezentował jeden tylko album <span style="font-weight: bold;">"Throwing Shapes"</span> w 1985 roku, gdzie ich podniosły hard rock opierał się na bardzo wyeksponowanych instrumentach klawiszowych i chóralnych refrenach. Melodie nie był złe, jednak brak energii i dynamiki wykonania położył to wydawnictwo na łopatki.<br />
 Zniechęceni muzycy rozeszli się - przy czym Bernie Shaw dołączył do URIAH HEEP - co w konsekwencji okazało się krokiem bardzo słusznym.</div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51OdtOFVjNL._SL500_AA300_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 51OdtOFVjNL._SL500_AA300_.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Dobrze rokował początkowo zespół <span style="font-weight: bold;">CHINATOWN </span>z wokalistą Steve Prangellem, dwójką gitarzystów i znanym dosyć perkusistą Steve Hopgoodem.<br />
 Odcięli się szybko od swoich glam rockowych początków i mimo sporych trudności nagrali koncertowy album Play It To The Death w 1981. Muzyka tam zaprezentowana to hard rock/melodic heavy metal w tradycji THIN LIZZY, z dobrymi riffami, solówkami i świetnie wpasowanym wokalem.<br />
 Sporo udanych zagrań gitarzystów Shaylera i Gwylyma, chwytliwych refrenów i bardzo dobra perkusja Hopgooda.<br />
 Niestety, Hopgod opuścił zespół po nagraniu tej płyty i potem można go było usłyszeć w BATTLEZONE i PERSIAN RISK. Zespół jakiś czas jeszcze funkcjonował w zmiennych składach, ale po odejściu z kolei Shaylera już nic nie zdziałał. Grupa często zaliczana jest do NWOBHM, ale raczej ze względu na ramy czasowe niż na prezentowaną muzykę, dosyć mocno osadzoną w starej tradycji brytyjskiej, choć naturalnie nie pozbawioną entuzjazmu nowej fali.</div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/6/4/1/26412.jpg" width="209" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 26412.jpg]" /><br />
<br />
 John Sykes po przygodach w TYGERS OF PAN TANG, THIN LIZZY i WHITESNAKE postanowił poprowadzić własny zespół nazwany <span style="font-weight: bold;">BLUE MURDER</span>.<br />
 Śpiewał sam, a zebranie składu zabrało nieco czasu. Basistą został Franklin znany ze współpracy z Jimmy Page, a perkusistą początkowo sam Cozy Powell. Gdy jednak prace nad LP przeciągały się z winy Sykesa, odszedł on i zastąpił go nie mniej znany Carmine Appice.<br />
 Album "<span style="font-weight: bold;">Blue Murder</span>" z 1989 roku wyprodukowany przez Roba Rocka.</div>
<div style="text-align: justify;">
<span style="color: orange;">Recenzja tego albumu w dziale RECENZJE</span><br />
<img src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51K%2BsRtP43L._SL500_AA300_.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 51K%2BsRtP43L._SL500_AA300_.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Album mimo dużej wartości sukcesu komercyjnego nie odniósł i grupa została rozwiązana.<br />
 Sykes później zebrał nowy zespół pod tym samym szyldem, ale już w okresie nie objętym tym tematem.<br />
<br />
 Paul Di Anno z IRON MAIDEN po odejściu z zespołu próbował różnych rockowych i metalowych projektów, aby w końcu zorganizować grupę <span style="font-weight: bold;">BATTLEZONE</span>. Zebrał w roku 1984 ciekawy skład z dwoma gitarzystami, w tym z Johnem Wigginsem z TOKYO BLADE i perkusistą Bobem "Sid" Falckiem, który potem zasłynął w OVERKILL.<br />
 W roku 1986 zespół Paula przedstawił pierwszy swój LP <span style="font-weight: bold;">Fighting Back</span>. </div>
<div style="text-align: justify;">
<img src="http://www.metal-archives.com/images/4/9/2/9/4929.gif" border="0" alt="[Obrazek: 4929.gif]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 Niestety, w UK spotkała się z nieprzychylnym przyjęciem krytyki, niepotrzebnie porównującym BATTLEZONE do IRON MAIDEN. Album jednak cieszył się powodzeniem w USA i Kanadzie, gdzie grupa z powodzeniem koncertowała. Paradoksalnie ta trasa koncertowa stała się poniekąd początkiem końca zespołu. W czasie jej trwania Falck zwerbowany został do OVERKILL i Di Anno nie mogąc znaleźć zastępstwa odwołał część koncertów. Odszedł także wtedy drugi gitarzysta Hurley. Zespół jednak potem funkcjonował nadal w innych składach.<br />
<span style="color: orange;">Recenzja tego albumu w dziale RECENZJE.</span><br />
<br />
<br />
<br />
Oddzielne artykuły poświęcone zostały zespołom <span style="font-weight: bold;">FASTWAY</span> i <span style="font-weight: bold;">WAYSTED</span>. Te zespoły grały łagodniejszy, klasyczny, noszący cechy hard rocka, metal przeznaczony dla fanów, którym bardziej odpowiadał styl muzyki opartej na wzorach lat 70-tych i rock/metalu stadionowego. Podobnym zespołem był <span style="font-weight: bold;">MAMMOTH</span> (recenzja jedynego LP w dziale <span style="color: lime;">RECENZJE</span>) czy też późniejsze albumy takich zespołów z NWOBHM, jak <span style="font-weight: bold;">TYGERS OF PAN TANG</span> i <span style="font-weight: bold;">SAMSON</span> czy <span style="font-weight: bold;">DEMON</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Oddzielny, krótki artykuł poświęcony został zespołowi <span style="font-weight: bold;">ANGELWITCH</span> (dział <span style="color: cyan;">ARTYKUŁY</span>).</div>
<br />
<br />
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ostatnie lata 80-te był to okres zapaści brytyjskiego metalu. Kilka uznanych firm (np. MOTORHEAD) zamilkło, NWOBHM należał definitywnie do przeszłości, a tzw. druga fala NWOBHM to raczej zwrot w kierunku rocka i hard rocka.</div>
<div style="text-align: justify;">Mimo to, pojawiło się kilka mocno rokujących zespołów jak heavy metalowy <span style="font-weight: bold;">MARSHALL LAW</span>. Surowsze i ostrzejsze, w tym thrashowe granie nie rozwinęło się tak, jak w innych krajach Europy Zachodniej, przy czym wina leżała częściowo po stronie wytwórni, nie bardzo zainteresowanych w inwestowanie w takie granie.</div>
<div style="text-align: justify;">Mimo tego, takie grupy jak <span style="font-weight: bold;">PARIAH</span> czy <span style="font-weight: bold;">XENTRIX</span>, a w mniejszym stopniu np. <span style="font-weight: bold;">SLAMMER</span> zdobyły popularność.</div>
<div style="text-align: justify;">Przeważał jednak przesycony klasycznym rockiem tradycyjny heavy metal i hard rock i pod tym względem UK było pewnym ewenementem.</div>
<div style="text-align: justify;">W połowie lat 80-tych zaczęły się pojawiać w UK zespoły, które można określić jako hard rock z turbodoładowaniem.</div>
<div style="text-align: justify;">Odpowiadały one na zapotrzebowanie Anglików na mocny melodyjny i zadziorny hard rock, jednak bez nadmiernej słodkości i ugładzenia lub wystudiowanej elegancji, jaką proponowały zespoły starszej daty jak UFO czy RAINBOW.</div>
<div style="text-align: justify;">Taką grupą , która zdobyła na krótko sporą popularność była <span style="font-weight: bold;">ROUGE MALE</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół ten nagrał dwa albumy:</div>
<div style="text-align: justify;">"First Visit" (1985) </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/3/3/8/43383.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 43383.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">oraz </div>
<div style="text-align: justify;">"Animal Man' (1986)</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/3/3/8/43385.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 43385.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Muzycznie otrzymaliśmy solidną porcję zmetalizowanego rock'n'rolla z wokalem Jima Lyttle, trochę pod Halforda, z ostrymi, melodyjnymi kompozycjami, przypominającymi granie MOTLEY CRUE, RATT i zabarwionymi bezkompromisowością WASP oraz produkcją dosyć specyficzną, bo łączącą momenty lekko brudnawe, niechlujne z wyjątkowo starannymi - co tyczy się perkusji w pierwszej kolejności. Całość prezentowała się oryginalnie, refreny były chwytliwe, a image zespołu wyzywający jak WASP.</div>
<div style="text-align: justify;">Oba LP w swojej kategorii zasługują na 8/10, zresztą ocenione były wysoko już w momencie, gdy się ukazały i w takich zespołach widziano alternatywę dla NWOBHM i inwazji amerykańskiego rock metalu na Wyspy. Grupa jednak przemknęła jak meteor i rozpadła się w dość niejasnych okolicznościach w 1987 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Dała jednak początek rozwojowi tzw. drugiej fali NWOBHM, tyle że w formie muzyki łagodniejszej i bardziej zakorzenionej w tradycji rocka brytyjskiego.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Bardzo mało znanym zespołem, który pojawił się w końcu lat 80-tych w UK był <span style="font-weight: bold;">FULL MOON</span>. Zadebiutował w albumem "Full Moon" w 1989 wydanym, co ciekawe, w Norwegii.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tej płycie przedstawił nietypowe granie, będące połączeniem epic hard rocka, rocka psychodelicznego i space rocka w stylu lat 70-tych. Zespół w niewielkim też stopniu wykorzystał doświadczenia NWOBHM, słychać to jednak tylko w paru miejscach. Gdyby nie data wydania, można by ten LP "na słuch" umieścić we wczesnych latach 70-tych. Ciekawa gra wszystkich instrumentalistów i wysokie na ogół wokale na dobrym poziomie. Szkoda jedynie, że produkcja tego LP jest bardzo niedbała, a brzmienie słabe. To bardzo utrudnia właściwy odbiór tej muzyki.</div>
<div style="text-align: justify;">Zaryzykuję stwierdzenie, że tak grałby UFO, gdyby nie przyjście tam Schenkera.</div>
<div style="text-align: justify;">Jeden z najmniej znanych brytyjskich zespołów, który w swój czas nie trafił. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/3/0/143042.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 143042.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W końcu lat 80-tych do Anglii zaczął przenikać nurt christian metalowy. W zasadzie raczej nieśmiało i nigdy nie rozwinął się w jakiś znaczący odłam, a nieliczne zespoły funkcjonowały lokalnie i w podziemiu.</div>
<div style="text-align: justify;">Najbardziej znany jest z nich <span style="font-weight: bold;">FORCE3</span>. To trio nagrało w roku 1988 album "Warrior Of Light" z klasycznym, niezbyt ciężko zagranym heavy metalem w stylu amerykańskim, będącym czymś pośrednim pomiędzy SAINT i BLOODGOOD z domieszką US Metalu i NWOBHM.</div>
<div style="text-align: justify;">Przyzwoity wokal Charlie Wilsona, do tego dobre kompozycje, nawet melodyjne i nieco w epickim stylu, jednak braki produkcyjne i niezbyt pewne wykonanie nie pozwalają dać tu więcej niż 7/10. Tak czy inaczej, 30 minut christian metalu z UK - co jest dość nietypowe.</div>
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/8/1/4/58149.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 58149.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół rozwiązał się wkrótce potem, ale ponoć znów istnieje, przy czym brak jakichś konkretnych na to dowodów.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ostatni rok Wielkiej Metalowej Dekady - 1989 przyniósł debiut <span style="font-weight: bold;">A.S.A.P.</span>, czyli solowego projektu Adriana Smitha z IRON MAIDEN, który założył tę grupę po opuszczeniu macierzystej formacji.</div>
<div style="text-align: justify;">Część muzyków współpracowała ze Smithem jeszcze w latach 70-tych, a perkusistą został syn Ringo Starra z THE BEATLES, Zak Starkey.</div>
<div style="text-align: justify;">Smith na tym albumie zaśpiewał sam, także kompozycje były jego autorstwa, głównie takie, które powstawały w latach 80-tych, a ze względu na stylistykę nie bardzo pasowały na płyty IRON MAIDEN. Smith jako wokalista wypadł dobrze w hard rockowym i melodic metalowym repertuarze, zbliżonym do tego, co prezentował utwór "Reach Out", znany z singla Ironów.</div>
<div style="text-align: justify;">Album okraszony był dużą ilością ciekawych solówek, dobre zgranie zespołu było słyszalne w każdym miejscu, a produkcja i brzmienie stało na poziomie wysokim, a nawet wybijającym się na tle innych albumów tego okresu. Oprócz hard rockowych riffów gitarowych, mamy tu trochę klawiszy, w sumie jednak płyta brzmieniowo jest cięższa od standardowych LP hard rockowych czy AOR tego okresu. Co do atrakcyjności samego repertuaru można mieć pewne wątpliwości. Żadna z kompozycji nie stała się przebojem, płyta nie została także dobrze przyjęta przez fanów IM, przyciągniętych nazwiskiem gitarzysty.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta "Silver and Gold" ukazała się w październiku 1989 i była jedynym LP grupy.</div>
<div style="text-align: justify;">Po wydaniu maxi singla w 1990, zespół niebawem przestał istnieć. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/3/7/8/4378.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 4378.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Lata 80-te były Złotym Dziesięcioleciem brytyjskiego heavy metalu. Złożył się na to dorobek zarówno najsłynniejszych Firm, ogromnej rzeszy grup NWOBHM, ale także i tych wymienionych w artykule  zespołów, z których część na pewno jest warta zainteresowania.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Thomas Vikström]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1241</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:32:01 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1241</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/6/9/8/2/6982_artist.jpg?1142" border="0" alt="[Obrazek: 6982_artist.jpg?1142]" /><br />
<br />
<br />
Thomas Vikström</span> zaliczany jest do najbardziej cenionych wokalistów sceny melodyjnych odmian metalu. Wiecznie w rozjazdach, często odwiedza Amerykę Południową, pasjonuje się sportami samochodowymi i chętnie dzieli z ludźmi swoimi wrażeniami w wywiadach i prowadzonym przez siebie blogu.<br />
 Jest synem Svena-Erika Vikströma ,śpiewaka operowego ze Sztokholmu, sam zresztą także <br />
 próbował swoich sił na operowej i teatralnej scenie od 1990 i wystąpił w roli głównej w dziele "Hoffman’s Adventure" w roku 1991. Równocześnie jednak oddawał się swoim pasjom związanym z muzyką rockową i już kilka lat wcześniej pod pseudonimem Tommy Senseless śpiewał w glam rockowej formacji OCTAGON. W 1987 dołączył do zespołu <span style="font-weight: bold;">SCANINAVIAN DYNAMITE</span>, który pod nową nazwą <span style="font-weight: bold;">TALK OF THE DOWN </span>wydał płytę <span style="font-weight: bold;">"Talk of the Town"</span> z muzyką AOR w roku następnym.<br />
 Płyta cieszyła się dużym zainteresowaniem jednak zespół rozpadł się w 1990 a Vikström połączył siły z byłym gitarzystą A.T.C. Tommy Denanderem w zespole <span style="font-weight: bold;">SPEEDY GONZALES</span>.Grupa ta jednak nic nie zdziałała i rozpadła się a Vikström nieoczekiwanie otrzymał swoją życiową szansę w słynnym <span style="font-weight: bold;">CANDLEMASS</span>. W owym czasie lider CANDLEMASS Leif Edling po zwolnieniu Messiaha Marcolina rozglądał się za rockowym głosem bardziej pasującym do heavy metalowej koncepcji kolejnej płyty, słyszał Thomasa i uznał ,że będzie on idealnym kandydatem.<br />
 Vikström nie zawiódł i na albumie <span style="font-weight: bold;">"Chapter VI"</span> z maja 1992 zaśpiewał wyśmienicie, bez tremy i żadnych obciążeń, przyczyniając się walnie do sukcesu tego LP.<br />
<br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/1/2/4/4/1244.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 1244.jpg]" /><br />
 Niestety wkrótce potem w <span style="font-weight: bold;">CANDLEMASS</span> zaczęło się dziać źle i wokalista zdążył już tylko zaśpiewać cztery covery starych szwedzkich piosenek na nietypowej dla CANDLEMASS EP <span style="font-weight: bold;">"Sjunger Sigge Fürst"</span> w 1993 roku. W roku następnym zespół został rozwiązany i Thomas został na lodzie. Potem w latach 1995-1997 pojawił się na trzech albumach fińskiej grupy rockowej <span style="font-weight: bold;">BRAZEN ABBOT</span> kierowej przez osiadłego w Finlandii bułgarskiego gitarzystę Kotzeva. Pojawił się tu niejako w zastępstwie Görana Edmana i Joe Lynn Turnera, którzy z racji innych obowiązków nie byli w stanie zaśpiewać we wszystkich kompozycjach. Ogółem Thomas pojawił się ośmiu utworach na LP <span style="font-weight: bold;">"Live and Learn" </span>(1995) <span style="font-weight: bold;">"Eye of the Storm"</span> (1996) i <span style="font-weight: bold;">"Bad Religion"</span> (1997).<br />
 W 1997 zawędrował do Berna w Szwajcarii gdzie z założonym rok wcześniej <span style="font-weight: bold;">SILENT MEMORIAL</span> nagrał album <span style="font-weight: bold;">"Cosmic Handball"</span> wydany jednak w tym czasie tylko w Japonii w 1998 roku. Tym razem pokazał klasę w repertuarze z obszarów metalu progresywnego, wysmakowanym, melodyjnym ale złożonym i dosyć odległym od tego co wokalnie prezentował wcześniej. Płyta, choć w Japonii popularna nie przyniosła zespołowi większego sukcesu gdzie indziej i Thomas niebawem z tą ekipą się pożegnał.Warto dodać że płyta ukazała się w zremasterowanej wersji w roku 2009 i dotarła do znacznie szerszej publiczności<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/7/4/147472.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 147472.jpg]" /><br />
<br />
 Następnie ponownie wrócił na deski sceniczne i zagrał rolę Johna w musicalu "Miss Saigon" w latach 1997 -1998 do momentu gdy w grudniu sztuka zeszła z afisza.<br />
 W tym samym niemal czasie szwedzki czarodziej gitary Thomas Wolf postanowił całkowicie zreformować swój neoclassical melodic metalowy zespół <span style="font-weight: bold;">STORMWIND</span> i w 1999 Vikström na stałe dołączył do tej grupy.<br />
 Można powiedzieć ,że tu w pełnej okazałości ujawnił się jego talent do śpiewania zarówno chwytliwych melodic metalowych kawałków, jak i wzruszających ballad. Doskonale odnalazł się również w trudniejszych wykonawczo kompozycjach neoklasycznych i czas spędzony w STORMWIND z pewnością należy do ważniejszych rozdziałów w jego muzycznej karierze.<br />
 W sumie zaśpiewał na czterech płytach studyjnych<br />
<span style="font-weight: bold;">"Heaven Can Wait"</span> 1999 <br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/2/0/8/6/20863.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 20863.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">"Resurrection"</span> (2000) <br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/1/7/6/6/17666.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 17666.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">"Reflections" </span>(2001) <br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/1/7/6/6/17668.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 17668.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">"Rising Symphony"</span> (2003)<br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/2/0/8/6/20864.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 20864.jpg]" /><br />
 oraz koncertowym <span style="font-weight: bold;">Legacy</span> z 2004 roku, gdzie potwierdził swoje wysokie umiejętności w kompozycjach zarejestrowanych na żywo.<br />
 W tym tez czasie nawiązał współpracę z długowiecznym ale pozbawionym wokalisty zespołem <span style="font-weight: bold;">DARK ILLUSION</span> ze Sztokholmu, którego doświadczonych muzyków wsparł swoim głosem na ich pierwszej demo EP <span style="font-weight: bold;">"For Just Another Night"</span> w 2003 roku.<br />
 Przygoda ze <span style="font-weight: bold;">STORMWIND</span> kończyła się powoli i jego działalność została w końcu niebawem przez Wolfa zawieszona bezterminowo. <br />
 Vikström zaśpiewał następnie na pierwszej płycie <span style="font-weight: bold;">DARK ILLUSION </span><span style="font-weight: bold;">Beyond the Shadows</span> (2005) i ponownie zachwycił w mieszanym hard rockowo - heavy metalowym repertuarze w tradycji lat 80-tych.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/9/7/8/7/97871.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 97871.jpg]" /><br />
<br />
 W roku 2006 ponownie skrzyżowały się muzyczne drogi Vikströma i gitarzysty Tommy Denandera przy okazji nagrania drugiej płyty projektu All Stars <span style="font-weight: bold;">DEACON STREET</span><span style="font-weight: bold;">"II"</span>.<br />
 Thomas w doborowym towarzystwie zaśpiewał tu w trzech utworach : "Leann", "(Kill Us) On Another Day" i "Action" swobodnie i na luzie w atrakcyjnym rockowym/AOR repertuarze.<br />
<img src="http://www.rockreport.be/images/cds/deaconstreet_ii.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: deaconstreet_ii.jpg]" /><br />
<br />
 W tym samym roku pojawił się także w składzie nowego zespołu mutiinstrumentalisty Markusa Sigfridssona <span style="font-weight: bold;">7DAYS</span>, grającego melodyjny progresywny power metal z nurtu christian. Płyta <span style="font-weight: bold;">"The Weight of the World" </span>choć zaśpiewana dobrze, pod względem muzycznym oferowała niezbyt wiele i sukcesu nie odniosła, niemniej Vikström i w późniejszym czasie kontynuował współpracę z Sigfridssonem przy okazji nagrania następnego albumu.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/3/0/8/130896.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 130896.jpg]" /><br />
<br />
 Od tego czasu Thomas Vikström zaczął się zwracać głównie w kierunku melodyjnego metalu o cechach progresywnych i nieprzypadkowo dołączył do fińsko-szwedzkiego zespołu <span style="font-weight: bold;">MEHIDA</span> przy czym jednak pierwsza płyta tej grupy <span style="font-weight: bold;">"Blood &amp; Water"</span> z 2007 roku gdzie zaśpiewał była niepokojąca i duszna w skomplikowanych aranżacjach klawiszowych lidera Harkina i Thomas musiał się tu wykazać spora elastycznością i biegłością aby nie zostać za bardzo zepchnięty na dalszy plan.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/6/7/0/167095.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 167095.jpg]" /><br />
<br />
 Melodyjnego rocka i AOR jednak nie porzucił i wspaniale zaśpiewał na debiucie szwedzkiego bandu <span style="font-weight: bold;">COVERED CALL</span> do którego dołączył w roku 2007. Płyta <span style="font-weight: bold;">"Money Never Sleeps" </span>ukazała się w styczniu 2009 roku i zespół przebojem wdarł się do czołówki ulubionych bandów z melodyjnych obszarów rocka w Szwecji. To może mniej znana wśród fanów metalu formacja ale dla miłośników talentu Thomasa pozycja obowiązkowa.Zresztą muzycznie dużo tu punktów stycznych z melodic metalem w czystej postaci. No i pełen elegancji wokal Vikstroma w wybornej formie.<br />
<br />
<img src="http://www.rockarea.eu/images/covers/coveredcall-moneyneversleeps.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: coveredcall-moneyneversleeps.jpg]" /><br />
<br />
 W tym owocnym roku dla teraz bardzo zajętego i rozchwytywanego wokalisty pojawiły się jeszcze trzy płyty z nim w roli głównej .<br />
 Po raz drugi zaśpiewał w <span style="font-weight: bold;">DARK ILLUSION </span>tym razem w bardziej power metalowym repertuarze.<span style="font-weight: bold;">"Where the Eagles Fly"</span> nie zawierała tak przykuwających uwagę utworów jak debiut a rola Vikstroma poniekąd ograniczyła się do odśpiewania stosunkowo prostych wykonawczo numerów jednak i tym razem włożył w to sporo serca, podciągając ogólny poziom.Z pewnością nie jest to jednak występ wnoszący wiele do jego muzycznego dorobku.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/5/5/8/255827.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 255827.jpg]" /><br />
<br />
 Inaczej ma się sprawa z drugim LP <span style="font-weight: bold;">MEHIDA</span><span style="font-weight: bold;">"The Eminent Storm"</span>, który także pojawił się w tym samym miesiącu, czyli listopadzie.<br />
 Tym razem Thomas Vikström pokazała się z zupełnie innej strony, jako wokalista stonowany, zdecydowanie nastawiony na wyrażenie emocji w pełnych melancholii i zadumy delikatnie zagranych melodic metalowych metalowych kompozycjach. Aktorskie wykonanie i głębia przekazu doprawdy momentami poruszająca.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/5/6/9/256945.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 256945.jpg]" /><br />
<br />
 Podróże do Argentyny zaowocowały także nawiązaniem współpracy z nowo powstałą grupą melodic heavy metalową <span style="font-weight: bold;">ENLIGHTED</span> gitarzysty Rodrigo Gudiña z Buenos Aires i w grudniu 2009 Thomasa można było już usłyszeć na pierwszej EP tego zespołu <span style="font-weight: bold;">"Time to Fly"</span>.<br />
 Płyta została udostępniona bez ograniczeń w wersji digital i forma i zaangażowanie Vikstroma są tu zadziwiające.<br />
 link do tego wydawnictwa<br />
<span style="font-style: italic;">http://www.dontpaymusic.com/enlighted/home.php?vid=Li0OyOtGT1I</span><br />
<br />
 Także w roku 2009 wokalista dołączył na stałe do słynnego symphonic metalowego szwedzkiego <span style="font-weight: bold;">THERION</span>, z którym na koncertach współpracował już od roku 2007.<br />
<br />
 Rok 2010 okazał się dla Thomasa Vikströma równie ważny, jeśli nawet nie bardziej. W <span style="font-weight: bold;">THERION</span> zaśpiewał główne partie na kontrowersyjnym albumie <span style="font-weight: bold;">"Sitra Ahra"</span> i chyba nie było dotąd LP z jego udziałem, który wyzwał by tyle sporów i rozbieżnych opinii. Sam Thomas jednak w tym nietypowym metalowo repertuarze pokazał się jak zwykle z najlepszej strony.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/7/7/8/277877.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 277877.jpg]" /><br />
<br />
 Za to w mało interesującym mixie z pogranicza power metalu, metalu progresywnego i symfonicznego na drugiej płycie <span style="font-weight: bold;">7DAYS </span><span style="font-weight: bold;">"Into Forever"</span> wtopił się w szary tłum pozostałych śpiewaków i nie błysnął niczym w tych utworach gdzie go można usłyszeć. To zapewne najmniej udany LP gdzie wystąpił na przestrzeni całej swojej kariery.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/8/4/5/284518.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 284518.jpg]" /><br />
<br />
 Zadziwił natomiast na wydanym w tym samym roku ale nagrywanym wcześniej, nieco z doskoku i z problemami drugim LP włoskiego <span style="font-weight: bold;">STEEL SEAL</span> grającego melodyjny heavy metal <span style="font-weight: bold;">"Redemption Denied"</span>.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/8/5/4/285419.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 285419.jpg]" /><br />
<br />
 Tego po prostu trzeba posłuchać. Thomas wspiął się na sam szczyt i dał z siebie wszystko przyćmiewając D.C Coopera, który zaśpiewał na debiucie tej niezwykłej formacji.<br />
 Również w roku 2010 przyjął zaproszenie jako główny wokalista na debiucie solowym włoskiego gitarzysty T<span style="font-weight: bold;">ommy'ego Vitaly</span><span style="font-weight: bold;">"Just Me"</span> gdzie zaśpiewał w kilku przeważnie melodic power metalowych kompozycjach, których średni poziom nie pozwolił mu jednak rozwinął skrzydeł do końca.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/8/4/3/284354.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 284354.jpg]" /><br />
<br />
 Thomas Vikström udziela się również chętnie jako gość na koncertach i na albumach różnych zespołów, i można by stworzyć spora kolekcję takich nagrań. Szczegółowe wymienienie wszystkiego wykracza jednak poza ramy tego skromnego opracowania.<br />
 Na pewno znajdzie się w nim jednak miejsce na uzupełnienia i ciąg dalszy bo Thomas Vikström nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.Z pewnością usłyszymy go na wielu płytach ze wspaniałą metalową i rockową muzyką.<br />
 Najlepsze nadal przed nami.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/6/9/8/2/6982_artist.jpg?1142" border="0" alt="[Obrazek: 6982_artist.jpg?1142]" /><br />
<br />
<br />
Thomas Vikström</span> zaliczany jest do najbardziej cenionych wokalistów sceny melodyjnych odmian metalu. Wiecznie w rozjazdach, często odwiedza Amerykę Południową, pasjonuje się sportami samochodowymi i chętnie dzieli z ludźmi swoimi wrażeniami w wywiadach i prowadzonym przez siebie blogu.<br />
 Jest synem Svena-Erika Vikströma ,śpiewaka operowego ze Sztokholmu, sam zresztą także <br />
 próbował swoich sił na operowej i teatralnej scenie od 1990 i wystąpił w roli głównej w dziele "Hoffman’s Adventure" w roku 1991. Równocześnie jednak oddawał się swoim pasjom związanym z muzyką rockową i już kilka lat wcześniej pod pseudonimem Tommy Senseless śpiewał w glam rockowej formacji OCTAGON. W 1987 dołączył do zespołu <span style="font-weight: bold;">SCANINAVIAN DYNAMITE</span>, który pod nową nazwą <span style="font-weight: bold;">TALK OF THE DOWN </span>wydał płytę <span style="font-weight: bold;">"Talk of the Town"</span> z muzyką AOR w roku następnym.<br />
 Płyta cieszyła się dużym zainteresowaniem jednak zespół rozpadł się w 1990 a Vikström połączył siły z byłym gitarzystą A.T.C. Tommy Denanderem w zespole <span style="font-weight: bold;">SPEEDY GONZALES</span>.Grupa ta jednak nic nie zdziałała i rozpadła się a Vikström nieoczekiwanie otrzymał swoją życiową szansę w słynnym <span style="font-weight: bold;">CANDLEMASS</span>. W owym czasie lider CANDLEMASS Leif Edling po zwolnieniu Messiaha Marcolina rozglądał się za rockowym głosem bardziej pasującym do heavy metalowej koncepcji kolejnej płyty, słyszał Thomasa i uznał ,że będzie on idealnym kandydatem.<br />
 Vikström nie zawiódł i na albumie <span style="font-weight: bold;">"Chapter VI"</span> z maja 1992 zaśpiewał wyśmienicie, bez tremy i żadnych obciążeń, przyczyniając się walnie do sukcesu tego LP.<br />
<br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/1/2/4/4/1244.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 1244.jpg]" /><br />
 Niestety wkrótce potem w <span style="font-weight: bold;">CANDLEMASS</span> zaczęło się dziać źle i wokalista zdążył już tylko zaśpiewać cztery covery starych szwedzkich piosenek na nietypowej dla CANDLEMASS EP <span style="font-weight: bold;">"Sjunger Sigge Fürst"</span> w 1993 roku. W roku następnym zespół został rozwiązany i Thomas został na lodzie. Potem w latach 1995-1997 pojawił się na trzech albumach fińskiej grupy rockowej <span style="font-weight: bold;">BRAZEN ABBOT</span> kierowej przez osiadłego w Finlandii bułgarskiego gitarzystę Kotzeva. Pojawił się tu niejako w zastępstwie Görana Edmana i Joe Lynn Turnera, którzy z racji innych obowiązków nie byli w stanie zaśpiewać we wszystkich kompozycjach. Ogółem Thomas pojawił się ośmiu utworach na LP <span style="font-weight: bold;">"Live and Learn" </span>(1995) <span style="font-weight: bold;">"Eye of the Storm"</span> (1996) i <span style="font-weight: bold;">"Bad Religion"</span> (1997).<br />
 W 1997 zawędrował do Berna w Szwajcarii gdzie z założonym rok wcześniej <span style="font-weight: bold;">SILENT MEMORIAL</span> nagrał album <span style="font-weight: bold;">"Cosmic Handball"</span> wydany jednak w tym czasie tylko w Japonii w 1998 roku. Tym razem pokazał klasę w repertuarze z obszarów metalu progresywnego, wysmakowanym, melodyjnym ale złożonym i dosyć odległym od tego co wokalnie prezentował wcześniej. Płyta, choć w Japonii popularna nie przyniosła zespołowi większego sukcesu gdzie indziej i Thomas niebawem z tą ekipą się pożegnał.Warto dodać że płyta ukazała się w zremasterowanej wersji w roku 2009 i dotarła do znacznie szerszej publiczności<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/7/4/147472.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 147472.jpg]" /><br />
<br />
 Następnie ponownie wrócił na deski sceniczne i zagrał rolę Johna w musicalu "Miss Saigon" w latach 1997 -1998 do momentu gdy w grudniu sztuka zeszła z afisza.<br />
 W tym samym niemal czasie szwedzki czarodziej gitary Thomas Wolf postanowił całkowicie zreformować swój neoclassical melodic metalowy zespół <span style="font-weight: bold;">STORMWIND</span> i w 1999 Vikström na stałe dołączył do tej grupy.<br />
 Można powiedzieć ,że tu w pełnej okazałości ujawnił się jego talent do śpiewania zarówno chwytliwych melodic metalowych kawałków, jak i wzruszających ballad. Doskonale odnalazł się również w trudniejszych wykonawczo kompozycjach neoklasycznych i czas spędzony w STORMWIND z pewnością należy do ważniejszych rozdziałów w jego muzycznej karierze.<br />
 W sumie zaśpiewał na czterech płytach studyjnych<br />
<span style="font-weight: bold;">"Heaven Can Wait"</span> 1999 <br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/2/0/8/6/20863.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 20863.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">"Resurrection"</span> (2000) <br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/1/7/6/6/17666.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 17666.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">"Reflections" </span>(2001) <br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/1/7/6/6/17668.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 17668.jpg]" /><br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">"Rising Symphony"</span> (2003)<br />
<img src="http://v1.metal-archives.com/%7Emetalarc/images/2/0/8/6/20864.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 20864.jpg]" /><br />
 oraz koncertowym <span style="font-weight: bold;">Legacy</span> z 2004 roku, gdzie potwierdził swoje wysokie umiejętności w kompozycjach zarejestrowanych na żywo.<br />
 W tym tez czasie nawiązał współpracę z długowiecznym ale pozbawionym wokalisty zespołem <span style="font-weight: bold;">DARK ILLUSION</span> ze Sztokholmu, którego doświadczonych muzyków wsparł swoim głosem na ich pierwszej demo EP <span style="font-weight: bold;">"For Just Another Night"</span> w 2003 roku.<br />
 Przygoda ze <span style="font-weight: bold;">STORMWIND</span> kończyła się powoli i jego działalność została w końcu niebawem przez Wolfa zawieszona bezterminowo. <br />
 Vikström zaśpiewał następnie na pierwszej płycie <span style="font-weight: bold;">DARK ILLUSION </span><span style="font-weight: bold;">Beyond the Shadows</span> (2005) i ponownie zachwycił w mieszanym hard rockowo - heavy metalowym repertuarze w tradycji lat 80-tych.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/9/7/8/7/97871.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 97871.jpg]" /><br />
<br />
 W roku 2006 ponownie skrzyżowały się muzyczne drogi Vikströma i gitarzysty Tommy Denandera przy okazji nagrania drugiej płyty projektu All Stars <span style="font-weight: bold;">DEACON STREET</span><span style="font-weight: bold;">"II"</span>.<br />
 Thomas w doborowym towarzystwie zaśpiewał tu w trzech utworach : "Leann", "(Kill Us) On Another Day" i "Action" swobodnie i na luzie w atrakcyjnym rockowym/AOR repertuarze.<br />
<img src="http://www.rockreport.be/images/cds/deaconstreet_ii.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: deaconstreet_ii.jpg]" /><br />
<br />
 W tym samym roku pojawił się także w składzie nowego zespołu mutiinstrumentalisty Markusa Sigfridssona <span style="font-weight: bold;">7DAYS</span>, grającego melodyjny progresywny power metal z nurtu christian. Płyta <span style="font-weight: bold;">"The Weight of the World" </span>choć zaśpiewana dobrze, pod względem muzycznym oferowała niezbyt wiele i sukcesu nie odniosła, niemniej Vikström i w późniejszym czasie kontynuował współpracę z Sigfridssonem przy okazji nagrania następnego albumu.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/3/0/8/130896.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 130896.jpg]" /><br />
<br />
 Od tego czasu Thomas Vikström zaczął się zwracać głównie w kierunku melodyjnego metalu o cechach progresywnych i nieprzypadkowo dołączył do fińsko-szwedzkiego zespołu <span style="font-weight: bold;">MEHIDA</span> przy czym jednak pierwsza płyta tej grupy <span style="font-weight: bold;">"Blood &amp; Water"</span> z 2007 roku gdzie zaśpiewał była niepokojąca i duszna w skomplikowanych aranżacjach klawiszowych lidera Harkina i Thomas musiał się tu wykazać spora elastycznością i biegłością aby nie zostać za bardzo zepchnięty na dalszy plan.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/6/7/0/167095.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 167095.jpg]" /><br />
<br />
 Melodyjnego rocka i AOR jednak nie porzucił i wspaniale zaśpiewał na debiucie szwedzkiego bandu <span style="font-weight: bold;">COVERED CALL</span> do którego dołączył w roku 2007. Płyta <span style="font-weight: bold;">"Money Never Sleeps" </span>ukazała się w styczniu 2009 roku i zespół przebojem wdarł się do czołówki ulubionych bandów z melodyjnych obszarów rocka w Szwecji. To może mniej znana wśród fanów metalu formacja ale dla miłośników talentu Thomasa pozycja obowiązkowa.Zresztą muzycznie dużo tu punktów stycznych z melodic metalem w czystej postaci. No i pełen elegancji wokal Vikstroma w wybornej formie.<br />
<br />
<img src="http://www.rockarea.eu/images/covers/coveredcall-moneyneversleeps.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: coveredcall-moneyneversleeps.jpg]" /><br />
<br />
 W tym owocnym roku dla teraz bardzo zajętego i rozchwytywanego wokalisty pojawiły się jeszcze trzy płyty z nim w roli głównej .<br />
 Po raz drugi zaśpiewał w <span style="font-weight: bold;">DARK ILLUSION </span>tym razem w bardziej power metalowym repertuarze.<span style="font-weight: bold;">"Where the Eagles Fly"</span> nie zawierała tak przykuwających uwagę utworów jak debiut a rola Vikstroma poniekąd ograniczyła się do odśpiewania stosunkowo prostych wykonawczo numerów jednak i tym razem włożył w to sporo serca, podciągając ogólny poziom.Z pewnością nie jest to jednak występ wnoszący wiele do jego muzycznego dorobku.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/5/5/8/255827.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 255827.jpg]" /><br />
<br />
 Inaczej ma się sprawa z drugim LP <span style="font-weight: bold;">MEHIDA</span><span style="font-weight: bold;">"The Eminent Storm"</span>, który także pojawił się w tym samym miesiącu, czyli listopadzie.<br />
 Tym razem Thomas Vikström pokazała się z zupełnie innej strony, jako wokalista stonowany, zdecydowanie nastawiony na wyrażenie emocji w pełnych melancholii i zadumy delikatnie zagranych melodic metalowych metalowych kompozycjach. Aktorskie wykonanie i głębia przekazu doprawdy momentami poruszająca.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/5/6/9/256945.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 256945.jpg]" /><br />
<br />
 Podróże do Argentyny zaowocowały także nawiązaniem współpracy z nowo powstałą grupą melodic heavy metalową <span style="font-weight: bold;">ENLIGHTED</span> gitarzysty Rodrigo Gudiña z Buenos Aires i w grudniu 2009 Thomasa można było już usłyszeć na pierwszej EP tego zespołu <span style="font-weight: bold;">"Time to Fly"</span>.<br />
 Płyta została udostępniona bez ograniczeń w wersji digital i forma i zaangażowanie Vikstroma są tu zadziwiające.<br />
 link do tego wydawnictwa<br />
<span style="font-style: italic;">http://www.dontpaymusic.com/enlighted/home.php?vid=Li0OyOtGT1I</span><br />
<br />
 Także w roku 2009 wokalista dołączył na stałe do słynnego symphonic metalowego szwedzkiego <span style="font-weight: bold;">THERION</span>, z którym na koncertach współpracował już od roku 2007.<br />
<br />
 Rok 2010 okazał się dla Thomasa Vikströma równie ważny, jeśli nawet nie bardziej. W <span style="font-weight: bold;">THERION</span> zaśpiewał główne partie na kontrowersyjnym albumie <span style="font-weight: bold;">"Sitra Ahra"</span> i chyba nie było dotąd LP z jego udziałem, który wyzwał by tyle sporów i rozbieżnych opinii. Sam Thomas jednak w tym nietypowym metalowo repertuarze pokazał się jak zwykle z najlepszej strony.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/7/7/8/277877.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 277877.jpg]" /><br />
<br />
 Za to w mało interesującym mixie z pogranicza power metalu, metalu progresywnego i symfonicznego na drugiej płycie <span style="font-weight: bold;">7DAYS </span><span style="font-weight: bold;">"Into Forever"</span> wtopił się w szary tłum pozostałych śpiewaków i nie błysnął niczym w tych utworach gdzie go można usłyszeć. To zapewne najmniej udany LP gdzie wystąpił na przestrzeni całej swojej kariery.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/8/4/5/284518.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 284518.jpg]" /><br />
<br />
 Zadziwił natomiast na wydanym w tym samym roku ale nagrywanym wcześniej, nieco z doskoku i z problemami drugim LP włoskiego <span style="font-weight: bold;">STEEL SEAL</span> grającego melodyjny heavy metal <span style="font-weight: bold;">"Redemption Denied"</span>.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/8/5/4/285419.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 285419.jpg]" /><br />
<br />
 Tego po prostu trzeba posłuchać. Thomas wspiął się na sam szczyt i dał z siebie wszystko przyćmiewając D.C Coopera, który zaśpiewał na debiucie tej niezwykłej formacji.<br />
 Również w roku 2010 przyjął zaproszenie jako główny wokalista na debiucie solowym włoskiego gitarzysty T<span style="font-weight: bold;">ommy'ego Vitaly</span><span style="font-weight: bold;">"Just Me"</span> gdzie zaśpiewał w kilku przeważnie melodic power metalowych kompozycjach, których średni poziom nie pozwolił mu jednak rozwinął skrzydeł do końca.<br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/2/8/4/3/284354.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 284354.jpg]" /><br />
<br />
 Thomas Vikström udziela się również chętnie jako gość na koncertach i na albumach różnych zespołów, i można by stworzyć spora kolekcję takich nagrań. Szczegółowe wymienienie wszystkiego wykracza jednak poza ramy tego skromnego opracowania.<br />
 Na pewno znajdzie się w nim jednak miejsce na uzupełnienia i ciąg dalszy bo Thomas Vikström nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.Z pewnością usłyszymy go na wielu płytach ze wspaniałą metalową i rockową muzyką.<br />
 Najlepsze nadal przed nami.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Nie tylko SENTENCED - mniej znane zespoły suomi gothic/heavy metalu]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1234</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:15:08 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1234</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Styl nazywany suomi metalem lub gitarowym heavy/gothic z męskim wokalem zapoczątkował w połowie lat 90-tych <span style="font-weight: bold;">SENTENCED</span>. Niebawem pojawiły się i inne grupy, które poszły tą drogą i utworzyła się Wielka Trójka, do której weszły też <span style="font-weight: bold;">CHARON</span> i <span style="font-weight: bold;">ENTWINE</span>. Potem pojawił się i <span style="font-weight: bold;">POISONBLACK</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Jednocześnie działały i inne, mniej znane zespoły, mniej lub bardziej stylistycznie powiązane z muzyką, zaprezentowaną przez <span style="font-weight: bold;">SENTENCED</span>, takie jak <span style="font-weight: bold;">BEFORE THE DAWN</span>, wykorzystujący elementy melodic death metal i doom/death czy mniej znany, ale warty uwagi <span style="font-weight: bold;">CRYHAVOC</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół istniał od 1992 pod różnymi nazwami, ale po raz pierwszy zaistniał pod szyldem CRYHAVOC na EP z 1997, gdzie znalazł się na splicie jeden jego utwór "Repent" .</div>
<div style="text-align: justify;">Na splicie tym był również CHILDREN OF BODOM z numerem "Children Of Bodom". </div>
<div style="text-align: justify;">Muzycznie grupa z dzieciakami nic wspólnego nie miała, obracając się zdecydowanie w klimatach, będących ciekawą mieszanką łagodnego, fińskiego MDM, gitarowego gothic metalu w stylu SENTENCED i klasycznego heavy metalu.</div>
<div style="text-align: justify;">Pełnometrażowy debiut <span style="font-weight: bold;">CRYHAVOC</span> to "Sweetbriers" z 1998 roku .</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/7/3/9/0/7390.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 7390.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół zaprezentował granie melodyjne, surowe brzmieniowo, mocne i łączące melodię oraz melancholię w melodyjnej oprawie z heavy i thrashowymi nawet riffami.</div>
<div style="text-align: justify;">Swój styl grupa dopracowała na drugiej płycie.</div>
<div style="text-align: justify;">Zwarte, skomasowane kompozycje z mocnym i nieco drapieżnym wokalem Ikonena to treść drugiej płyty, "Pitch-Black Blues" z 1999 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Dużo melodii, przypominających SENTENCED z tego okresu, wszystko grane mocno siłowo, a to za sprawą mocarnej perkusji, która tu robi bardzo ciężkie tło dla gitar. Trzeba przyznać, że perkusista Pauli Tolvanen miał dryg do ciężkiego grania i wychodziło mu to znakomicie. Gitarzyści może nie bawili się w wirtuozerię i popisy, ale sola, jakie grali, były bardzo ciekawe - melodyjne i smutne jednocześnie.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tym LP zespół zaprezentował bardziej melodyjne oblicze niż na debiucie, potrafił wokół prostej melodii zbudować utwór kopiący w tyłek energią, mimo że zbyt szybko nie grali.</div>
<div style="text-align: justify;">Wykorzystanie pewnych elementów melodic death i klasycznego heavy metalu spowodowało, że zdawać by się mogło typowe fińskie gothic granie nabrało tu innego wymiaru. Wszystkie utwory prezentują bardzo wysoki poziom, z tym że pod względem melodii nieco mniej atrakcyjne wydają mi się "Cryscythe" i "Pitch-Black Ink". Największym killerem jest zdumiewający "The Serpent and Eve". Tą drogą nie poszedł żaden inny zespół z tego kręgu, a szkoda. Album jest krótki, nieco ponad 35 minut, istnieje jednak wersja z 3 dodatkowymi utworami.</div>
<div style="text-align: justify;">Jedna nieznanych perełek fińskiego grania w takich klimatach - ocena 9,5/10 </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/7/3/9/1/7391.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 7391.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół zniknął ze sceny nagle i dosyć niespodziewanie. Trochę zawiniła promocja, trochę też zmiana w całym gatunku, jaki rozwinął się z grania a la SENTENCED.</div>
<div style="text-align: justify;">Jeszcze przez jakiś czas w nowym stuleciu pojawiały się różne sprzeczne informacje na temat ich dalszych losów, jakiś czas działalność zespołu była zawieszona, obecnie brak już konkretnych informacji. </div>
<div style="text-align: justify;">Od dłuższego czasu milczy też <span style="font-weight: bold;">FRAGILE HOLLOW</span>, znany wcześniej jako PROPHET.</div>
<div style="text-align: justify;">Pod nową nazwą wydał tylko jeden album "Effete Mind' w 2003 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Jest gothic metal jakiego nie lubię. Jednocześnie silący się na przebojowość <span style="font-weight: bold;">HIM</span> i <span style="font-weight: bold;">TO DIE FOR</span> i zarazem płaczliwy . O ile pewna płaczliwość wokalna w gitarowym fińskim gothic to norma i element istotny, to mamy zdecydowane przegięcia pana Aleksi Ahokasa w tym zakresie.</div>
<div style="text-align: justify;">Jeśli pojęcie pop gothic dla licealistek ma rację bytu, to ten zespół do tej kategorii zdecydowanie się zalicza. Bardzo dobra selektywna produkcja tylko obnaża nędzę kompozycji - ni to skocznych, ni to smutnych, "nowocześnie" zaaranżowanych i gęsto upstrzonych pianinem czy co tam jest. Ucha zawiesić nie ma na czym.</div>
<div style="text-align: justify;">Ten zespół i tę płytę zdecydowanie odradzam.</div>
<div style="text-align: justify;">3/10 </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeden album nagrał też gothic metalowy <span style="font-weight: bold;">SINISTHRA</span></div>
<div style="text-align: justify;">"Last of the Stories of Long Past Glories" (2005)</div>
<div style="text-align: justify;">Zaprezentowali lżejszą, bardziej rockową wersję gitarowego gothic z ostrymi gitarami i melancholią, zmieszaną z pewnymi wybuchami mocniejszego uderzenia. Grając w średnich tempach, budują tu klimat delikatnymi rozbudowanymi partiami wokalno instrumentalnymi, niekiedy o nieco eksperymentalnym charakterze z wykorzystaniem instrumentów elektronicznych. Granie mało przebojowe, bardziej ukierunkowane na poszukiwanie nowych dróg w gatunku z ambicjami na odrębność. Mimo oryginalności, album ten popularności nie zdobył, choć wśród wąskiej grupy fanów gothic rocka jest ceniony.</div>
<div style="text-align: justify;">Ocena 7/10</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół istnieje, jednak jego wokalista Tomi Joutsen od 2005 śpiewa w AMORPHIS i tam zdobył dużo większą sławę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/7/3/3/1/73316.JPG" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 73316.JPG]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Wspomniany wcześniej Aleksi Ahokas udziela się jednocześnie w kilku zespołach i jednym z nich jest również zaliczany do gothic metalu <span style="font-weight: bold;">RAIN PAINT</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Nagrali dotąd dwa LP:</div>
<div style="text-align: justify;">Nihil Nisi Mors 2003</div>
<div style="text-align: justify;">Disillusion of Purity 2006</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tego pierwszego nie znam, drugi natomiast jest owocem współpracy z wieloma muzykami z kręgu gothic z Finlandii. Uważam, że wspólne wysiłki nie dały pożądanego efektu.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta jest w zasadzie albumem gothic rockowym, pozbawionym klimatu i przebojowości, jaka powinna, moim zdaniem, taką muzykę cechować. Wokalnie wciąż ta irytująca maniera Ahokasa, muzycznie zestaw bez polotu odegranych kompozycji opartych o najbardziej wyeksploatowane melodie i schematy gatunku. Dodatkowo sterylna produkcja działa na niekorzyść, obnażając przeciętne wykonanie . Album zainteresował mnie głownie z powodu udziału Micko Hella - wokalisty <span style="font-weight: bold;">DENIGRATE</span>, ale jego udział jest tu marginalny.</div>
<div style="text-align: justify;">Jednym z najbardziej denerwujących składników albumu są absolutnie zbędne i słabe partie growlowe.</div>
<div style="text-align: justify;">Tylko 4/10 </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/1/7/1/117140.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 117140.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W roku 2009 dosyć znany zespół <span style="font-weight: bold;">EMBRAZE</span>, grający przez ponad 10 lat gothic/doom/melodic death metal został rozwiązany. Grupa grała muzykę zdominowaną przez aktorski, ciężki wokal Lauri Tuohimaa, a do stylu suomi metalu a la SENTENCED zbliżała się stopniowo, ewoluując od nieco cięższych brzmień.</div>
<div style="text-align: justify;">Ostatni album wydali w roku 2006 - "The Last Embrace" .</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta zawiera melodyjny melancholijny materiał w stylu gothic metal, nieco podobny do muzyki ENTWINE jednak bardziej zróżnicowany i zawierający partie death metalowe z growlem. W odróżnieniu od albumów poprzednich jest mniej klawiszy, które poprzednio tworzyły główne tło rytmicznie pracujących gitar. Album wskazywał już wówczas na pewne wyczerpanie pomysłów, gdyż pomimo ogólnie dobrego poziomu kompozycji nie zawiera muzyki ani zbyt przebojowej, ani też obdarzonej klimatem.</div>
<div style="text-align: justify;">Próba splatania chwytliwości z nowoczesnością niezbyt się udała, a styl wokalny Tuohimaa nie bardzo sprawdził się w połączeniu z bardziej wyeksponowanymi gitarami o raczej surowym brzmieniu.</div>
<div style="text-align: justify;">Warto wspomnieć, że trzech pozostałych członków tego zespołu, Sami Siekkinen (g), Olli-Pekka Karvonen (b) i Ilkka Leskelä (p) to równocześnie członkowie thrash metalowego zespołu MAPLE CROSS... gdzie Tuohimaa także był kiedyś gitarzystą. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/2/1/2/121248.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 121248.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nigdy nie należy rozpoczynać znajomości z fińskim gitarowym gothic od zespołu <span style="font-weight: bold;">LOST IN TEARS</span>. Nigdy.</div>
<div style="text-align: justify;">Jest to wniosek, jaki się nasuwa przy zapoznaniu z ich debiutem "Dialogue With Mirror And God" z 2002 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Jest to według mnie najgorsze, co mogło spotkać ten gatunek i rzecz ośmieszająca go.</div>
<div style="text-align: justify;">Takie zespoły są niebezpieczne. Bardzo niebezpieczne, bo fiński gitarowy gothic jest muzyką wąskiej grupy zespołów i istnieje duże prawdopodobieństwo natknięcia się na ich muzykę.</div>
<div style="text-align: justify;">Dodatkowym zagrożeniem jest dobra produkcja, która może spowodować, że nie wyłączy się tego w porę. Pora następuje bardzo szybko, bo w momencie pojawienia się na horyzoncie wokalisty, którego personalia wstydliwie pominę milczeniem. Macie coś do emo wokali i płaczków za mikrofonem? Przeproście tamtych panów ładnie sformułowanym mailem w tonie pełnym skruchy. Nie lubicie jak, ci gitarzyści z gothic gitarowych zespołów tak w kółko grają ten jeden, smutnawy riff na średnich tempach? Też ich przeproście.</div>
<div style="text-align: justify;">Przeproście również waszego kolegę z sąsiedztwa, co dopiero się uczy grać na perkusji .</div>
<div style="text-align: justify;">Jest na pewno bardzo dobry. I lepszy od tego pana, co tu wykazuje się kompletną indolencją.</div>
<div style="text-align: justify;">Ocena nie może być inna niż 1,5/10 i te 0,5/10 to za okładkę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/2/4/5/5/24550.jpg?0035" border="0" alt="[Obrazek: 24550.jpg?0035]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W 2006 na scenie gitarowego gothic metalu pojawił się zespół <span style="font-weight: bold;">SINAMORE</span> , prowadzony przez wokalistę i gitarzystę Mikko Heikkilä. Istnieli od wielu lat, lecz bardziej zdołali zaistnieć dopiero po ugruntowaniu się sceny z taka muzyką w Finlandii w XXI wieku.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa nagrała dwa albumy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"A New Day" 2006 </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/6/6/1/166171.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 166171.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Seven Sins A Second" 2007</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/7/2/3/172344.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 172344.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Obie płyty nie są złe, zawierają porządnie zagrany klasyczny dla gatunku materiał, brak tu jednak przebojowości i tej iskry, jaka ta muzyka musi mieć, aby szybko nie znudzić słuchacza.</div>
<div style="text-align: justify;">Oba albumy są na poziomie 7-7,5/10 i do czołówki niestety tu brak sporo.</div>
<div style="text-align: justify;">Nie zdobyły też one większego uznania, chociaż ukazały się w latach posuchy w takim graniu.</div>
<div style="text-align: justify;">Potem ten zespół gdzieś zniknął, a sam Heikkilä pojawił się w 2009 jako wokalista (clean vocals) na albumie "Darkness Walks Besides Me" BLACK SUN AEON, czyli jednoosobowym projekcie Tuomasa Saukkonena.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 2010 zespół miał przystąpić do nagrywania nowej płyty, lecz aktualnie nie przejawia oznak życia.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespołem, który w swojej muzyce przemycił też nieco z innej metalowej stylistyki był <span style="font-weight: bold;">MORIAN</span>. Nagrał dotychczas jeden album "Sentinels Of The Sun" (2007). </div>
<div style="text-align: justify;">W swoją muzykę wplótł sporo elementów klasycznego heavy metalu, melodic metalu i hard rockowych motywów, tworząc album zróżnicowany, ale jednocześnie mieszczący się wciąż w ramach gatunku.</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście grupa nie ma daru tworzenia takiego klimatu i tak chwytliwych numerów, jak najwięksi, ale pokazała atrakcyjny zestaw utworów z kilkoma znakomitymi hitami jak "Warmongers' Ball", "Smoke And Mirrors", "Flak Jacket" i paradoksalnie te nieco oddalone od wąsko pojmowanej gothic stylistyki numery stanowią o wartości i atrakcyjności tego LP. Utwory bardziej "tradycyjne" również bardzo dobre, choć trudno już teraz wymyślić tu coś szczególnie oryginalnego i nie wywołującego uczucia deja vu. Nieco słabsze "The Rats In The Walls" i "Remains (To Be Seen)", mimo to ocena 8/10</div>
<div style="text-align: justify;">Do wykonania i brzmienia zastrzeżeń nie mam... No, może nieco ciężaru więcej w pewnych momentach by się przydało. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/6/6/146632.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 146632.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Druga płyta zespołu miała być gotowa w 2009, potem w 2010. Z różnych przyczyn jednak album "Ashen Empire" się dotąd nie pojawił. Być może stanie się to w roku 2011.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W nieco innym stylu grał z kolei<span style="font-weight: bold;"> DENIGRATE</span>. Ten zespół, obecnie nieistniejący, wykorzystał z kolei fundamenty gothic metalu dla grania heavy i jest to jedno z najciekawszych połączeń tego rodzaju w Finlandii.</div>
<div style="text-align: justify;">Recenzja tego LP w dziale <span style="color: lime;">RECENZJE</span>.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Istnieją lub istniały i inne zespoły, grające muzykę, jaka jest przedmiotem tego skromnego artykułu.</div>
<div style="text-align: justify;">Ich znaczenie jest jednak niewielkie lub też jedynie wplatały elementy suomi/gothic metalu do swojej muzyki. Gatunek ten obecnie jest w poważnym kryzysie, bo formuła zaczęła się wyczerpywać i istniejące grupy poszukują obecnie sposobów jej odświeżenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Taką próbę podjął w 2010 złożony z weteranów takiego grania <span style="font-weight: bold;">THE MAN-EATING THREE</span> na pełnym melancholii albumie "Vine".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Okazuje się jednak, że można i z pełnym poszanowaniem tradycji nagrać wyborny album w klasycznym stylu dla gatunku, co pokazał także w 2010 SHADOWGARDEN ze... Szwecji.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Styl nazywany suomi metalem lub gitarowym heavy/gothic z męskim wokalem zapoczątkował w połowie lat 90-tych <span style="font-weight: bold;">SENTENCED</span>. Niebawem pojawiły się i inne grupy, które poszły tą drogą i utworzyła się Wielka Trójka, do której weszły też <span style="font-weight: bold;">CHARON</span> i <span style="font-weight: bold;">ENTWINE</span>. Potem pojawił się i <span style="font-weight: bold;">POISONBLACK</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Jednocześnie działały i inne, mniej znane zespoły, mniej lub bardziej stylistycznie powiązane z muzyką, zaprezentowaną przez <span style="font-weight: bold;">SENTENCED</span>, takie jak <span style="font-weight: bold;">BEFORE THE DAWN</span>, wykorzystujący elementy melodic death metal i doom/death czy mniej znany, ale warty uwagi <span style="font-weight: bold;">CRYHAVOC</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół istniał od 1992 pod różnymi nazwami, ale po raz pierwszy zaistniał pod szyldem CRYHAVOC na EP z 1997, gdzie znalazł się na splicie jeden jego utwór "Repent" .</div>
<div style="text-align: justify;">Na splicie tym był również CHILDREN OF BODOM z numerem "Children Of Bodom". </div>
<div style="text-align: justify;">Muzycznie grupa z dzieciakami nic wspólnego nie miała, obracając się zdecydowanie w klimatach, będących ciekawą mieszanką łagodnego, fińskiego MDM, gitarowego gothic metalu w stylu SENTENCED i klasycznego heavy metalu.</div>
<div style="text-align: justify;">Pełnometrażowy debiut <span style="font-weight: bold;">CRYHAVOC</span> to "Sweetbriers" z 1998 roku .</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/7/3/9/0/7390.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 7390.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół zaprezentował granie melodyjne, surowe brzmieniowo, mocne i łączące melodię oraz melancholię w melodyjnej oprawie z heavy i thrashowymi nawet riffami.</div>
<div style="text-align: justify;">Swój styl grupa dopracowała na drugiej płycie.</div>
<div style="text-align: justify;">Zwarte, skomasowane kompozycje z mocnym i nieco drapieżnym wokalem Ikonena to treść drugiej płyty, "Pitch-Black Blues" z 1999 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Dużo melodii, przypominających SENTENCED z tego okresu, wszystko grane mocno siłowo, a to za sprawą mocarnej perkusji, która tu robi bardzo ciężkie tło dla gitar. Trzeba przyznać, że perkusista Pauli Tolvanen miał dryg do ciężkiego grania i wychodziło mu to znakomicie. Gitarzyści może nie bawili się w wirtuozerię i popisy, ale sola, jakie grali, były bardzo ciekawe - melodyjne i smutne jednocześnie.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tym LP zespół zaprezentował bardziej melodyjne oblicze niż na debiucie, potrafił wokół prostej melodii zbudować utwór kopiący w tyłek energią, mimo że zbyt szybko nie grali.</div>
<div style="text-align: justify;">Wykorzystanie pewnych elementów melodic death i klasycznego heavy metalu spowodowało, że zdawać by się mogło typowe fińskie gothic granie nabrało tu innego wymiaru. Wszystkie utwory prezentują bardzo wysoki poziom, z tym że pod względem melodii nieco mniej atrakcyjne wydają mi się "Cryscythe" i "Pitch-Black Ink". Największym killerem jest zdumiewający "The Serpent and Eve". Tą drogą nie poszedł żaden inny zespół z tego kręgu, a szkoda. Album jest krótki, nieco ponad 35 minut, istnieje jednak wersja z 3 dodatkowymi utworami.</div>
<div style="text-align: justify;">Jedna nieznanych perełek fińskiego grania w takich klimatach - ocena 9,5/10 </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/7/3/9/1/7391.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 7391.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół zniknął ze sceny nagle i dosyć niespodziewanie. Trochę zawiniła promocja, trochę też zmiana w całym gatunku, jaki rozwinął się z grania a la SENTENCED.</div>
<div style="text-align: justify;">Jeszcze przez jakiś czas w nowym stuleciu pojawiały się różne sprzeczne informacje na temat ich dalszych losów, jakiś czas działalność zespołu była zawieszona, obecnie brak już konkretnych informacji. </div>
<div style="text-align: justify;">Od dłuższego czasu milczy też <span style="font-weight: bold;">FRAGILE HOLLOW</span>, znany wcześniej jako PROPHET.</div>
<div style="text-align: justify;">Pod nową nazwą wydał tylko jeden album "Effete Mind' w 2003 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Jest gothic metal jakiego nie lubię. Jednocześnie silący się na przebojowość <span style="font-weight: bold;">HIM</span> i <span style="font-weight: bold;">TO DIE FOR</span> i zarazem płaczliwy . O ile pewna płaczliwość wokalna w gitarowym fińskim gothic to norma i element istotny, to mamy zdecydowane przegięcia pana Aleksi Ahokasa w tym zakresie.</div>
<div style="text-align: justify;">Jeśli pojęcie pop gothic dla licealistek ma rację bytu, to ten zespół do tej kategorii zdecydowanie się zalicza. Bardzo dobra selektywna produkcja tylko obnaża nędzę kompozycji - ni to skocznych, ni to smutnych, "nowocześnie" zaaranżowanych i gęsto upstrzonych pianinem czy co tam jest. Ucha zawiesić nie ma na czym.</div>
<div style="text-align: justify;">Ten zespół i tę płytę zdecydowanie odradzam.</div>
<div style="text-align: justify;">3/10 </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeden album nagrał też gothic metalowy <span style="font-weight: bold;">SINISTHRA</span></div>
<div style="text-align: justify;">"Last of the Stories of Long Past Glories" (2005)</div>
<div style="text-align: justify;">Zaprezentowali lżejszą, bardziej rockową wersję gitarowego gothic z ostrymi gitarami i melancholią, zmieszaną z pewnymi wybuchami mocniejszego uderzenia. Grając w średnich tempach, budują tu klimat delikatnymi rozbudowanymi partiami wokalno instrumentalnymi, niekiedy o nieco eksperymentalnym charakterze z wykorzystaniem instrumentów elektronicznych. Granie mało przebojowe, bardziej ukierunkowane na poszukiwanie nowych dróg w gatunku z ambicjami na odrębność. Mimo oryginalności, album ten popularności nie zdobył, choć wśród wąskiej grupy fanów gothic rocka jest ceniony.</div>
<div style="text-align: justify;">Ocena 7/10</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół istnieje, jednak jego wokalista Tomi Joutsen od 2005 śpiewa w AMORPHIS i tam zdobył dużo większą sławę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/7/3/3/1/73316.JPG" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 73316.JPG]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Wspomniany wcześniej Aleksi Ahokas udziela się jednocześnie w kilku zespołach i jednym z nich jest również zaliczany do gothic metalu <span style="font-weight: bold;">RAIN PAINT</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Nagrali dotąd dwa LP:</div>
<div style="text-align: justify;">Nihil Nisi Mors 2003</div>
<div style="text-align: justify;">Disillusion of Purity 2006</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tego pierwszego nie znam, drugi natomiast jest owocem współpracy z wieloma muzykami z kręgu gothic z Finlandii. Uważam, że wspólne wysiłki nie dały pożądanego efektu.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta jest w zasadzie albumem gothic rockowym, pozbawionym klimatu i przebojowości, jaka powinna, moim zdaniem, taką muzykę cechować. Wokalnie wciąż ta irytująca maniera Ahokasa, muzycznie zestaw bez polotu odegranych kompozycji opartych o najbardziej wyeksploatowane melodie i schematy gatunku. Dodatkowo sterylna produkcja działa na niekorzyść, obnażając przeciętne wykonanie . Album zainteresował mnie głownie z powodu udziału Micko Hella - wokalisty <span style="font-weight: bold;">DENIGRATE</span>, ale jego udział jest tu marginalny.</div>
<div style="text-align: justify;">Jednym z najbardziej denerwujących składników albumu są absolutnie zbędne i słabe partie growlowe.</div>
<div style="text-align: justify;">Tylko 4/10 </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/1/7/1/117140.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 117140.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W roku 2009 dosyć znany zespół <span style="font-weight: bold;">EMBRAZE</span>, grający przez ponad 10 lat gothic/doom/melodic death metal został rozwiązany. Grupa grała muzykę zdominowaną przez aktorski, ciężki wokal Lauri Tuohimaa, a do stylu suomi metalu a la SENTENCED zbliżała się stopniowo, ewoluując od nieco cięższych brzmień.</div>
<div style="text-align: justify;">Ostatni album wydali w roku 2006 - "The Last Embrace" .</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta zawiera melodyjny melancholijny materiał w stylu gothic metal, nieco podobny do muzyki ENTWINE jednak bardziej zróżnicowany i zawierający partie death metalowe z growlem. W odróżnieniu od albumów poprzednich jest mniej klawiszy, które poprzednio tworzyły główne tło rytmicznie pracujących gitar. Album wskazywał już wówczas na pewne wyczerpanie pomysłów, gdyż pomimo ogólnie dobrego poziomu kompozycji nie zawiera muzyki ani zbyt przebojowej, ani też obdarzonej klimatem.</div>
<div style="text-align: justify;">Próba splatania chwytliwości z nowoczesnością niezbyt się udała, a styl wokalny Tuohimaa nie bardzo sprawdził się w połączeniu z bardziej wyeksponowanymi gitarami o raczej surowym brzmieniu.</div>
<div style="text-align: justify;">Warto wspomnieć, że trzech pozostałych członków tego zespołu, Sami Siekkinen (g), Olli-Pekka Karvonen (b) i Ilkka Leskelä (p) to równocześnie członkowie thrash metalowego zespołu MAPLE CROSS... gdzie Tuohimaa także był kiedyś gitarzystą. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/2/1/2/121248.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 121248.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nigdy nie należy rozpoczynać znajomości z fińskim gitarowym gothic od zespołu <span style="font-weight: bold;">LOST IN TEARS</span>. Nigdy.</div>
<div style="text-align: justify;">Jest to wniosek, jaki się nasuwa przy zapoznaniu z ich debiutem "Dialogue With Mirror And God" z 2002 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Jest to według mnie najgorsze, co mogło spotkać ten gatunek i rzecz ośmieszająca go.</div>
<div style="text-align: justify;">Takie zespoły są niebezpieczne. Bardzo niebezpieczne, bo fiński gitarowy gothic jest muzyką wąskiej grupy zespołów i istnieje duże prawdopodobieństwo natknięcia się na ich muzykę.</div>
<div style="text-align: justify;">Dodatkowym zagrożeniem jest dobra produkcja, która może spowodować, że nie wyłączy się tego w porę. Pora następuje bardzo szybko, bo w momencie pojawienia się na horyzoncie wokalisty, którego personalia wstydliwie pominę milczeniem. Macie coś do emo wokali i płaczków za mikrofonem? Przeproście tamtych panów ładnie sformułowanym mailem w tonie pełnym skruchy. Nie lubicie jak, ci gitarzyści z gothic gitarowych zespołów tak w kółko grają ten jeden, smutnawy riff na średnich tempach? Też ich przeproście.</div>
<div style="text-align: justify;">Przeproście również waszego kolegę z sąsiedztwa, co dopiero się uczy grać na perkusji .</div>
<div style="text-align: justify;">Jest na pewno bardzo dobry. I lepszy od tego pana, co tu wykazuje się kompletną indolencją.</div>
<div style="text-align: justify;">Ocena nie może być inna niż 1,5/10 i te 0,5/10 to za okładkę. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/2/4/5/5/24550.jpg?0035" border="0" alt="[Obrazek: 24550.jpg?0035]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W 2006 na scenie gitarowego gothic metalu pojawił się zespół <span style="font-weight: bold;">SINAMORE</span> , prowadzony przez wokalistę i gitarzystę Mikko Heikkilä. Istnieli od wielu lat, lecz bardziej zdołali zaistnieć dopiero po ugruntowaniu się sceny z taka muzyką w Finlandii w XXI wieku.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa nagrała dwa albumy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"A New Day" 2006 </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/6/6/1/166171.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 166171.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Seven Sins A Second" 2007</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/7/2/3/172344.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 172344.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Obie płyty nie są złe, zawierają porządnie zagrany klasyczny dla gatunku materiał, brak tu jednak przebojowości i tej iskry, jaka ta muzyka musi mieć, aby szybko nie znudzić słuchacza.</div>
<div style="text-align: justify;">Oba albumy są na poziomie 7-7,5/10 i do czołówki niestety tu brak sporo.</div>
<div style="text-align: justify;">Nie zdobyły też one większego uznania, chociaż ukazały się w latach posuchy w takim graniu.</div>
<div style="text-align: justify;">Potem ten zespół gdzieś zniknął, a sam Heikkilä pojawił się w 2009 jako wokalista (clean vocals) na albumie "Darkness Walks Besides Me" BLACK SUN AEON, czyli jednoosobowym projekcie Tuomasa Saukkonena.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 2010 zespół miał przystąpić do nagrywania nowej płyty, lecz aktualnie nie przejawia oznak życia.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespołem, który w swojej muzyce przemycił też nieco z innej metalowej stylistyki był <span style="font-weight: bold;">MORIAN</span>. Nagrał dotychczas jeden album "Sentinels Of The Sun" (2007). </div>
<div style="text-align: justify;">W swoją muzykę wplótł sporo elementów klasycznego heavy metalu, melodic metalu i hard rockowych motywów, tworząc album zróżnicowany, ale jednocześnie mieszczący się wciąż w ramach gatunku.</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście grupa nie ma daru tworzenia takiego klimatu i tak chwytliwych numerów, jak najwięksi, ale pokazała atrakcyjny zestaw utworów z kilkoma znakomitymi hitami jak "Warmongers' Ball", "Smoke And Mirrors", "Flak Jacket" i paradoksalnie te nieco oddalone od wąsko pojmowanej gothic stylistyki numery stanowią o wartości i atrakcyjności tego LP. Utwory bardziej "tradycyjne" również bardzo dobre, choć trudno już teraz wymyślić tu coś szczególnie oryginalnego i nie wywołującego uczucia deja vu. Nieco słabsze "The Rats In The Walls" i "Remains (To Be Seen)", mimo to ocena 8/10</div>
<div style="text-align: justify;">Do wykonania i brzmienia zastrzeżeń nie mam... No, może nieco ciężaru więcej w pewnych momentach by się przydało. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/6/6/146632.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 146632.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Druga płyta zespołu miała być gotowa w 2009, potem w 2010. Z różnych przyczyn jednak album "Ashen Empire" się dotąd nie pojawił. Być może stanie się to w roku 2011.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W nieco innym stylu grał z kolei<span style="font-weight: bold;"> DENIGRATE</span>. Ten zespół, obecnie nieistniejący, wykorzystał z kolei fundamenty gothic metalu dla grania heavy i jest to jedno z najciekawszych połączeń tego rodzaju w Finlandii.</div>
<div style="text-align: justify;">Recenzja tego LP w dziale <span style="color: lime;">RECENZJE</span>.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Istnieją lub istniały i inne zespoły, grające muzykę, jaka jest przedmiotem tego skromnego artykułu.</div>
<div style="text-align: justify;">Ich znaczenie jest jednak niewielkie lub też jedynie wplatały elementy suomi/gothic metalu do swojej muzyki. Gatunek ten obecnie jest w poważnym kryzysie, bo formuła zaczęła się wyczerpywać i istniejące grupy poszukują obecnie sposobów jej odświeżenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Taką próbę podjął w 2010 złożony z weteranów takiego grania <span style="font-weight: bold;">THE MAN-EATING THREE</span> na pełnym melancholii albumie "Vine".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Okazuje się jednak, że można i z pełnym poszanowaniem tradycji nagrać wyborny album w klasycznym stylu dla gatunku, co pokazał także w 2010 SHADOWGARDEN ze... Szwecji.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jikuu Kaizoku Seven Seas]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1233</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:12:06 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1233</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Japonia to kraj przebogaty w zespoły, grające melodic power metal, niestety poziom, jaki te zespoły reprezentują jest na ogół słaby. Czołówka z GALNERYUS na czele jest bardzo daleko z przodu, a zdecydowana większość pozostałych zespołów to egzotyczne dla słuchacza spoza Japonii głębokie i mało znane zaplecze, o którym wspomina się czasem przy okazji zabawnych okładek, inspirowanych anime i mangą. </div>
<div style="text-align: justify;">Wśród tej rzeszy zazwyczaj na wpół amatorskich grup, wydających swoje CD własnym sumptem dzięki możliwościom współczesnej techniki nagraniowej trafiają się jednak i zespoły warte uwagi, zarówno ze względu na poziom kompozycji, jak i wykonania, często niesłusznie ignorowane w powodzi napływającej z Japonii muzycznej tandety.</div>
<div style="text-align: justify;">Takim zespołem był pochodzący z Tokio <span style="font-weight: bold;">SEVEN SEAS</span>, znany również pod pełną nazwą <span style="font-weight: bold;">JIKUU KAIZOKU SEVEN SEAS</span>. Grupa w mieszanym składzie damsko męskim powstała w 2004 w zestawieniu</div>
<div style="text-align: justify;">Keiichi "Marshal K" - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Yousuke - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Eita - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Tatsuya - bas</div>
<div style="text-align: justify;">Gachinikofu - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Jako zespół drugiego rzutu, zdołali na początek wydać w 2005 roku własnym sumptem EP <span style="font-weight: bold;">Seven Seas</span>, zawierającą cztery nagrania, pochodzące z pierwszych sesji nagraniowych, utrwalonych też na demo z 2004 roku.</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/9/7/3/9/97393.jpg" width="197" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 97393.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Już w roku następnym pojawił się pierwszy LP zespołu <span style="font-weight: bold;">Dreams</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Przyjemne intro jest wstępem do opowieści, którą rozpoczyna fantastyczny Endless Journey.</div>
<div style="text-align: justify;">Dynamit w gitarach i znakomity wokal wsparty doskonałą melodią. Powtórkę doskonałego melodic power metalowego grania mamy w Find Out a Fire, numerze nieco wolniejszym, ale o niezwykle bujającej motoryce. Świetne wykonanie, także pod względem wokalnym. Do tego kunsztowne, finezyjne sola gitarowe.</div>
<div style="text-align: justify;">Phantom także bardzo interesujący, jednak zrobiony w refrenach mocno pod ściśle japońskie gusta. Nightmare zawiera niezwykle ciekawy motyw przewodni i jeden z najbardziej chwytliwych refrenów na tym LP, a całość zawiera sporą dawkę neoklasycznego grania. Znów ukłony dla gitarzystów. Chasing Light szybszy i podobny do nagrań BALLFLARE - także dobry numer, ale bez siły przebicia poprzednich. Za to nieco dziwnie rozpoczynający się Rain of Memories to następny rewelacyjny utwór - tym razem zdecydowanie pod GALNERYUS.</div>
<div style="text-align: justify;">Na części wydania jest też utwór z EP Fly to the Heaven - tu mamy z kolei zdecydowanie zagrania pod AZRAEL... czyli pod HELLOWEEN. Powerowy charakter zmiękcza znakomity melodic metalowy refren - sola po prostu najwyższej klasy.</div>
<div style="text-align: justify;">Qutro zamykające album jest niejako powtórzeniem intro Space Time Pirates. </div>
<div style="text-align: justify;">Ocena 9/10 i jest to płyta niemal kompletna w swojej klasie pod każdym względem.</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/3/4/0/134062.jpg" width="202" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 134062.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W roku 2007 ukazał się najpierw LP <span style="font-weight: bold;">Confusion</span>... i coś tu już nie zagrało jak należy.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta jest krótka i jakby nieco w pośpiechu przygotowana. She i następny po nim Replica to bardzo miłe kompozycje melodic metalowe, trochę, co ciekawe, pod SONATA ARCTICA, ale nie wychodzą poza dobry poziom - tym razem także, jeśli chodzi o wykonanie.</div>
<div style="text-align: justify;">Zgrabny Paradox jest już nieco ciekawszy, ma też domieszkę neoklasycznego grania, a udane sola podnoszą tu znacznie ocenę. Red Eyes tylko dobry, mimo jasnego, wpadającego w ucho refrenu. The Pirates' Flag mimo bardzo obiecującego tytułu, to tylko sympatyczny utwór melodic metalowy zagrany szybko, co nieco stwarza wrażenie powerka. The Wind of Tomorrow to blada kopia nagrań GALNERYUS z tego okresu, za lekko zagrana i ze zbędnymi, popowymi złagodzeniami.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta miła w odsłuchu... na raz lub dwa i 6,8/10 najwyżej.</div>
<div style="text-align: justify;">W tym momencie grupa już pogrzebała szanse na rywalizowanie z czołówką.</div>
<div style="text-align: justify;">W Japonii album przeszedł bez większego echa . </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/6/3/1/163132.jpg" width="203" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 163132.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W tym samym roku w grudniu zespół zaprezentował jeszcze jeden, krótki LP <span style="font-weight: bold;">Parallel World</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W pierwszym z utworów Toroi słychać zdecydowanie granie pod GALNERYUS, jest dużo mniej tej przesadnej cukierkowości, jaką się charakteryzował poprzedni album. Numer lekko podbarwiony symfonicznym tłem wypada bardzo okazale. Inside utrzymuje poziom, choć jest bardziej przebojowy. Wracają znakomite sola gitarowe, jakich brakowało poprzednio.</div>
<div style="text-align: justify;">Glory Days uzbrojony w ciekawy riff i doskonały refren to mocna broń i atut - powerowy, dynamiczny numer. Parallel World, jak na tytułowy przystało, doskonały i zagrany z maestrią oraz lekkością - solo fantastyczne, a sam pomysł na melodię najlepszy na płycie. Lost prostszy, rytmiczny i zmuszający do przytupywania. Kolejny znakomity, wpadający w ucho refren. Sky łagodnie zamyka ten nastrojowy album, ale nie pozbawiony energii.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobre brzmienie, znakomity wokal i wyborne wykonanie.</div>
<div style="text-align: justify;">Bez porównania do poprzednika . 9/10</div>
<div style="text-align: justify;">Ten LP ma jedna tylko wadę - jest po prostu za krótki. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/9/3/2/193236.jpg" width="202" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 193236.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ostatnim albumem tego zespołu okazał się <span style="font-weight: bold;">Imagination </span>z listopada 2008 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Najnowsza płyta znowu jakby nieco lżejszego kalibru. Dominują prostsze, przebojowe, dynamiczne melodie, co słychać w Feel i Calling z bardzo łagodnymi chwytliwymi refrenami.</div>
<div style="text-align: justify;">United zdecydowanie celuje w japońskie listy przebojów. Sweet Rose podobnie - w sumie melodic metal grany z lekko powerową fantazją. Podobnie Seasons, gdzie w łagodniejszej formie wykorzystane zostały patenty z debiutu.</div>
<div style="text-align: justify;">Typowy produkt japoński, ugrzeczniony, miły w odsłuchu i także tym razem bardzo dobrze wykonany. Kaze Wataru Kizuna, który zamyka ten album, jest tego zdecydowanym przykładem.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta na 7,7/10 do odprężającego odsłuchu, ale do najlepszych nagrań zespołu sporo brak.</div>
<div style="text-align: justify;">Kilka wybornych solówek gitarowych i klarowne brzmienie to dodatkowe plusy. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/2/1/5/0/215098.jpg" width="202" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 215098.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Od 2008 nowym perkusistą został Aki-dolich XXIII, jednak niebawem zastąpił go Kyosatan .</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół zapowiadał na rok 2009 kolejną płytę, jednak gdy w maju 2009 odszedł Kyosatan, grupa najpierw działalność zawiesiła, a następnie ogłosiła że się rozwiązuje.</div>
<div style="text-align: justify;">SEVEN SEAS w swoim image nawiązywał do stylistyki VK, był też mocno zakorzeniony w japońskiej tradycji grania melodyjnego metalu. Zespół ten jednak grał znacznie lepiej niż się wizualnie prezentował, choć naturalnie nigdy nie pretendował do zakotwiczenia się w czołówce japońskiej.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Japonia to kraj przebogaty w zespoły, grające melodic power metal, niestety poziom, jaki te zespoły reprezentują jest na ogół słaby. Czołówka z GALNERYUS na czele jest bardzo daleko z przodu, a zdecydowana większość pozostałych zespołów to egzotyczne dla słuchacza spoza Japonii głębokie i mało znane zaplecze, o którym wspomina się czasem przy okazji zabawnych okładek, inspirowanych anime i mangą. </div>
<div style="text-align: justify;">Wśród tej rzeszy zazwyczaj na wpół amatorskich grup, wydających swoje CD własnym sumptem dzięki możliwościom współczesnej techniki nagraniowej trafiają się jednak i zespoły warte uwagi, zarówno ze względu na poziom kompozycji, jak i wykonania, często niesłusznie ignorowane w powodzi napływającej z Japonii muzycznej tandety.</div>
<div style="text-align: justify;">Takim zespołem był pochodzący z Tokio <span style="font-weight: bold;">SEVEN SEAS</span>, znany również pod pełną nazwą <span style="font-weight: bold;">JIKUU KAIZOKU SEVEN SEAS</span>. Grupa w mieszanym składzie damsko męskim powstała w 2004 w zestawieniu</div>
<div style="text-align: justify;">Keiichi "Marshal K" - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Yousuke - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Eita - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Tatsuya - bas</div>
<div style="text-align: justify;">Gachinikofu - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Jako zespół drugiego rzutu, zdołali na początek wydać w 2005 roku własnym sumptem EP <span style="font-weight: bold;">Seven Seas</span>, zawierającą cztery nagrania, pochodzące z pierwszych sesji nagraniowych, utrwalonych też na demo z 2004 roku.</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/9/7/3/9/97393.jpg" width="197" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 97393.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Już w roku następnym pojawił się pierwszy LP zespołu <span style="font-weight: bold;">Dreams</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Przyjemne intro jest wstępem do opowieści, którą rozpoczyna fantastyczny Endless Journey.</div>
<div style="text-align: justify;">Dynamit w gitarach i znakomity wokal wsparty doskonałą melodią. Powtórkę doskonałego melodic power metalowego grania mamy w Find Out a Fire, numerze nieco wolniejszym, ale o niezwykle bujającej motoryce. Świetne wykonanie, także pod względem wokalnym. Do tego kunsztowne, finezyjne sola gitarowe.</div>
<div style="text-align: justify;">Phantom także bardzo interesujący, jednak zrobiony w refrenach mocno pod ściśle japońskie gusta. Nightmare zawiera niezwykle ciekawy motyw przewodni i jeden z najbardziej chwytliwych refrenów na tym LP, a całość zawiera sporą dawkę neoklasycznego grania. Znów ukłony dla gitarzystów. Chasing Light szybszy i podobny do nagrań BALLFLARE - także dobry numer, ale bez siły przebicia poprzednich. Za to nieco dziwnie rozpoczynający się Rain of Memories to następny rewelacyjny utwór - tym razem zdecydowanie pod GALNERYUS.</div>
<div style="text-align: justify;">Na części wydania jest też utwór z EP Fly to the Heaven - tu mamy z kolei zdecydowanie zagrania pod AZRAEL... czyli pod HELLOWEEN. Powerowy charakter zmiękcza znakomity melodic metalowy refren - sola po prostu najwyższej klasy.</div>
<div style="text-align: justify;">Qutro zamykające album jest niejako powtórzeniem intro Space Time Pirates. </div>
<div style="text-align: justify;">Ocena 9/10 i jest to płyta niemal kompletna w swojej klasie pod każdym względem.</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/3/4/0/134062.jpg" width="202" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 134062.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W roku 2007 ukazał się najpierw LP <span style="font-weight: bold;">Confusion</span>... i coś tu już nie zagrało jak należy.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta jest krótka i jakby nieco w pośpiechu przygotowana. She i następny po nim Replica to bardzo miłe kompozycje melodic metalowe, trochę, co ciekawe, pod SONATA ARCTICA, ale nie wychodzą poza dobry poziom - tym razem także, jeśli chodzi o wykonanie.</div>
<div style="text-align: justify;">Zgrabny Paradox jest już nieco ciekawszy, ma też domieszkę neoklasycznego grania, a udane sola podnoszą tu znacznie ocenę. Red Eyes tylko dobry, mimo jasnego, wpadającego w ucho refrenu. The Pirates' Flag mimo bardzo obiecującego tytułu, to tylko sympatyczny utwór melodic metalowy zagrany szybko, co nieco stwarza wrażenie powerka. The Wind of Tomorrow to blada kopia nagrań GALNERYUS z tego okresu, za lekko zagrana i ze zbędnymi, popowymi złagodzeniami.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta miła w odsłuchu... na raz lub dwa i 6,8/10 najwyżej.</div>
<div style="text-align: justify;">W tym momencie grupa już pogrzebała szanse na rywalizowanie z czołówką.</div>
<div style="text-align: justify;">W Japonii album przeszedł bez większego echa . </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/6/3/1/163132.jpg" width="203" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 163132.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W tym samym roku w grudniu zespół zaprezentował jeszcze jeden, krótki LP <span style="font-weight: bold;">Parallel World</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W pierwszym z utworów Toroi słychać zdecydowanie granie pod GALNERYUS, jest dużo mniej tej przesadnej cukierkowości, jaką się charakteryzował poprzedni album. Numer lekko podbarwiony symfonicznym tłem wypada bardzo okazale. Inside utrzymuje poziom, choć jest bardziej przebojowy. Wracają znakomite sola gitarowe, jakich brakowało poprzednio.</div>
<div style="text-align: justify;">Glory Days uzbrojony w ciekawy riff i doskonały refren to mocna broń i atut - powerowy, dynamiczny numer. Parallel World, jak na tytułowy przystało, doskonały i zagrany z maestrią oraz lekkością - solo fantastyczne, a sam pomysł na melodię najlepszy na płycie. Lost prostszy, rytmiczny i zmuszający do przytupywania. Kolejny znakomity, wpadający w ucho refren. Sky łagodnie zamyka ten nastrojowy album, ale nie pozbawiony energii.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobre brzmienie, znakomity wokal i wyborne wykonanie.</div>
<div style="text-align: justify;">Bez porównania do poprzednika . 9/10</div>
<div style="text-align: justify;">Ten LP ma jedna tylko wadę - jest po prostu za krótki. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/1/9/3/2/193236.jpg" width="202" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 193236.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ostatnim albumem tego zespołu okazał się <span style="font-weight: bold;">Imagination </span>z listopada 2008 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Najnowsza płyta znowu jakby nieco lżejszego kalibru. Dominują prostsze, przebojowe, dynamiczne melodie, co słychać w Feel i Calling z bardzo łagodnymi chwytliwymi refrenami.</div>
<div style="text-align: justify;">United zdecydowanie celuje w japońskie listy przebojów. Sweet Rose podobnie - w sumie melodic metal grany z lekko powerową fantazją. Podobnie Seasons, gdzie w łagodniejszej formie wykorzystane zostały patenty z debiutu.</div>
<div style="text-align: justify;">Typowy produkt japoński, ugrzeczniony, miły w odsłuchu i także tym razem bardzo dobrze wykonany. Kaze Wataru Kizuna, który zamyka ten album, jest tego zdecydowanym przykładem.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta na 7,7/10 do odprężającego odsłuchu, ale do najlepszych nagrań zespołu sporo brak.</div>
<div style="text-align: justify;">Kilka wybornych solówek gitarowych i klarowne brzmienie to dodatkowe plusy. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/2/1/5/0/215098.jpg" width="202" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 215098.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Od 2008 nowym perkusistą został Aki-dolich XXIII, jednak niebawem zastąpił go Kyosatan .</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół zapowiadał na rok 2009 kolejną płytę, jednak gdy w maju 2009 odszedł Kyosatan, grupa najpierw działalność zawiesiła, a następnie ogłosiła że się rozwiązuje.</div>
<div style="text-align: justify;">SEVEN SEAS w swoim image nawiązywał do stylistyki VK, był też mocno zakorzeniony w japońskiej tradycji grania melodyjnego metalu. Zespół ten jednak grał znacznie lepiej niż się wizualnie prezentował, choć naturalnie nigdy nie pretendował do zakotwiczenia się w czołówce japońskiej.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Belgijskie zespoły wytwórni Mausoleum lat 80tych XX wieku]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1232</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:09:39 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1232</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Mausoleum Records</span> była pierwszą belgijską wytwórnią płytową, która zainteresowała się wydawaniem i promocją albumów z muzyką heavy metal. Opinie o tej wytwórni krążyły różne. Zarzucano jej nieudolne zarządzanie, zły dobór zespołów do "stajni", słabą promocję i często za niski budżet produkcyjny, co odbijało się na poziomie samych albumów.</div>
<div style="text-align: justify;">Z drugiej strony jednak wytwórnia ta zaprezentowała wile zespołów, nie tylko z Belgii, które być może nigdy nie zdołały by utrwalić swojej muzyki.</div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">DANGER</span> - "<span style="font-weight: bold;">Danger</span>" (1981) to prawdopodobnie pierwszy oficjalnie wydany Heavy Metalowy krążek w tym kraju właśnie przez Mausoleum. Wydany to za mało powiedziane. Pierwszy, który zyskał szersze uznanie i wzbudził poważne zainteresowanie. Zespół DANGER, podobnie jak większość jemu podobnych w latach osiemdziesiątych, nagrał tylko jeden LP i odleciał w niebyt. Animatorem tej formacji był Christian Forthomme, który rok później rozpoczął z FN GUNS marsz na top wśród zespołów z nurtu w Belgii. A DANGER? DANGER zagrał to, co w tym czasie mógł. Dużo tu było hard rocka, choć jego ciężka odmiana raczej panowała w większym procencie tego LP. Byli pierwsi, byli kultowi, choć ten kult dzisiaj już nie istnieje. Zapomniani, odrzuceni, niedoceniani, ale byli kamieniem, który poruszył lawinę. Tutaj sięgają końcówki korzeni Heavy Metalu w kraju Flamandów i Walonów...</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/4/0/3/54034.jpg" width="199" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 54034.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mausoleum stawiało na różne zespoły, wykorzystało także modę na speed metal i narodziny thrashu w Europie. Tak światło dzienne ujrzały dwa albumy zespołu <span style="font-weight: bold;">WARHEAD</span> z wokalistą Patrickiem "The Beast" Van Londerzele. Na obu tych płytach zespół przedstawił bezkompromisowy, choć melodyjny surowo zagrany speed metal z elementami embrionalnego thrashu i ta grupa przez kilka lat stanowiła krajową czołówką w takim graniu. Gdy moda na speed metal przeminęła, a zespół w innej stylistyce się nie potrafił odnaleźć, utracił kontrakt i został rozwiązany.</div>
<div style="text-align: justify;">Mausoleum wydało dwa LP:</div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Speedway</span> (1984)</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/6/8/2/8/6828.jpg" width="203" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6828.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">oraz <span style="font-weight: bold;">The Day After</span> (1986)</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/6/8/2/9/6829.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6829.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten album zawierał muzykę bardziej skłaniającą się ku wzorom niemieckim i naśladował nieco zarówno grupy speed metalowe, jak i te które zaczęły w tym kraju kłaść podwaliny pod różne formy power metalowego grania. Płyta charakteryzowała się też lepszym brzmieniem niż debiut.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Spośród belgijskich zespołów lat 80tych, które pod opieką miała wytwórnia Mausoleum najbardziej znanym był <span style="font-weight: bold;">OSTROGOTH.</span></div>
<div style="text-align: justify;">Zespół prezentował energiczny heavy metal klasyczny z elementami tego, co niebawem zaczęto nazywać power metalem i zadebiutował czteroutworowym mini LP <span style="font-weight: bold;">Full Moon's Eyes</span> w 1983.</div>
<div style="text-align: justify;">Dobre przyjęcie tego wydawnictwa spowodowało wydanie w 1984 pierwszego LP <span style="font-weight: bold;">Ecstasy and Danger</span></div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/0/1/4/5014.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 5014.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W 1985 zespół przygotował kolejny LP <span style="font-weight: bold;">Too Hot</span> - tu jednak zaprezentował nieco lżejszy materiał bardziej "chwytliwy" i prostszy, bliższy ówczesnemu hard rockowi, gdzie krzyżowały się style europejski i amerykański. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/0/1/3/5013.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 5013.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Płyta wielkiego sukcesu nie odniosła i zespół się rozpadł.</div>
<div style="text-align: justify;">Jednak z inicjatywy swoich pierwotnych założycieli Rudy Vercruysse (g) i Maurio Pauwelsa (p) po roku został reaktywowany z nowym wokalistą - Peterem De Wint poprzednio w innym zespole stajni Mausoleum - <span style="font-weight: bold;">CROSSFIRE</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Efektem był hard rockowo/heavy metalowy, melodyjny album <span style="font-weight: bold;">Feelings of Fury</span> wydany w 1987 również przez Mausoleum, która z tym zespołem wiązała cały czas spore nadzieje.</div>
<div style="text-align: justify;">Także i ten album nie cieszył się zbyt wielkim powodzeniem i niebawem grupa została rozwiązana. </div>
<div style="text-align: justify;">Po latach na fali powrotów zespół się reaktywował, ale działalności nagraniowej nie przejawia.</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/0/1/5/5015.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 5015.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Do grupy zespołów z wytwórni Mausoleum należał też <span style="font-weight: bold;">LIONS PRIDE</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W latach 80tych wydali tylko jeden album <span style="font-weight: bold;">Breaking Out</span> w roku 1984.</div>
<div style="text-align: justify;">Muzycznie była to nieco mocniejsza odmiana brytyjskich zespołów z głównego nurtu NWOBHM z graniem klasycznego metalu w wydaniu niemieckim.</div>
<div style="text-align: justify;">W pewnych kręgach ten LP uznawany jest za kultowy. Płyta jest faktycznie udana, choć zespołowi brakowało rozpoznawalności i tożsamości, nawet na tle innych grup belgijskich. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/8/6/2/5/8625.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 8625.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Prawdziwy heavy metal grał <span style="font-weight: bold;">SCAVENGER</span>, najbardziej chyba true metalowy zespół z Belgii nie tylko w tamtych czasach.</div>
<div style="text-align: justify;">Klasyczny jedyny album<span style="font-weight: bold;"> Battlefields</span> z 1985 niszczy nie tylko takimi hitami jak Battlefield czy Into the Fire. Doskonały wokal oraz bardzo mocne i ostre brzmienie oraz dobra (jak na Mausoleum) produkcja stawia ten album w rzędzie czołowych osiągnięć belgijskiej sceny metalowej lat 80tych.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8,5/10 </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/6/7/6/2/6762.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6762.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Mimo wartości, jaką ten zespół niewątpliwie posiadał i ta grupa nie zdołała przetrwać, o co w pewnym stopniu oskarżano i sama wytwórnię, słabo promującą to wydawnictwo nawet na rodzimym rynku. Ciekawostką jest fakt, że płyta w 1995 została przez tę wytwórnię wydana ponownie w ramach serii Mausoleum Classix.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak wspomniałem przy okazji <span style="font-weight: bold;">OSTROGOTH</span> wokalistą w drugim składzie był Peter De Wint. Pierwszym jego zespołem był <span style="font-weight: bold;">CROSSFIRE</span> również reprezentujący wytwórnię Mausoleum.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa na pierwszym albumie <span style="font-weight: bold;">See You in Hell</span> 1983 zagrała ostry brzmieniowo heavy metal inspirowany zarówno graniem brytyjskim jak i amerykańskim (np w Killing a Cop). Mocne brzmienie podkreślone było lekko "barbarzyńskim" wokalem i potężną perkusją i basem. Granie melodyjne na zmiennych tempach, często niemal speed metalowe jak w doskonałym Magnificent Night. Teoretycznie bardziej przebojowe numery jak Lover's Game były jednak mało atrakcyjne... Album zamyka znakomity See You in Hell, dynamiczny i pełen agresji z doskonałymi partiami gitarowymi.</div>
<div style="text-align: justify;">Ogólnie za ten LP ocena 7/10 </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/7/4/7/4747.jpg" width="201" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 4747.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Druga płyta to <span style="font-weight: bold;">Second Attack</span> (1985) i jest to rzeczywiście potężny atak.</div>
<div style="text-align: justify;">Speed heavy power jakiego w owym czasie ciężko szukać w Europie.</div>
<div style="text-align: justify;">Dużo to atrakcyjnych melodii, wokalista już mniej ryczy a więcej śpiewa w tym w stylistyce NWOBHM. Mocarne gitary i jak poprzednio miażdżąca sekcja rytmiczna - taki Feeling Down niszczy dokumentnie, podobnie jak surowy Atomic War. Ma swoją gitarową moc również Scream and Shout.</div>
<div style="text-align: justify;">Świetnie także zaprezentowali się w złożonym i długim klimatycznym Running For Love. Doskonały metal tradycyjny pełen smutku i melancholii. Wspaniały numer!</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta niesłusznie zapomniana i czasem krytykowana zaocznie... niesłusznie.</div>
<div style="text-align: justify;">Ocena 9/10</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/7/4/6/4746.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 4746.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Niekiedy się mówi że <span style="font-weight: bold;">CROSSFIRE</span> nie trafił we właściwie miejsce i że w USA zdobył by większe uznanie. Cóż w dużym stopniu to wina Mausoleum, która w dziwny sposób preferowała raczej gorsze zespoły. Niemniej na rynku europejskim, także w Holandii, Niemczech zespół znalazł duże grono fanów. W zasadzie na tym kariera zespołu się zakończyła.</div>
<div style="text-align: justify;">Grali jeszcze jakiś czas i ukazał się nawet krążek <span style="font-weight: bold;">Sharpshooter </span>w 1986, ale zawierał on tylko kompilację niepublikowanych wcześniej nagrań i kilku live.</div>
<div style="text-align: justify;">Potem jeszcze płyta koncertowa <span style="font-weight: bold;">Live Attack</span> w 1987 i zespół rozwiązał się w tymże 1987. Album koncertowy został początkowo wydany przez inną wytwórnię Bellaphon. Mausoleum nie była zainteresowana tym LP, jednak na fali mody na stare zespoły "przypomniała" sobie o CROSSFIRE w 2002 i ten koncert ponownie ukazał się w wersji CD wzbogacony o studyjne nagrania z <span style="font-weight: bold;">Sharpshooter </span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Metal znacznie bardziej melodyjny i przebojowy niż inne bandy z Mausoleum grał <span style="font-weight: bold;">STEELOVER</span>. Zespół nagrał jeden LP <span style="font-weight: bold;">Glove Me</span> (1985) i można go określić jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy belgijski zespół grający typowy melodic metal. Ciekawostką jest fakt, że perkusistą był tam Rudy Lenners, znany głównie z niemieckiego SCORPIONS. Zespół przygotował też materiał na drugi LP z wokalistką Dani Klein, jednak ostatecznie nie został on nigdy wydany.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zestawienie to nie wyczerpuje oczywiście wszystkiego, co z belgijskiego heavy metalu Mausoleum wydało. Było także sporo singli i maxi singli różnych zespołów, które jednak ostatecznie skrył mrok zapomnienia. Wymienione powyżej stanowiły główną wizytówkę belgijskiej sceny tradycyjnego metalu w tamtych latach i część z nich skutecznie, przynajmniej przez jakiś czas, konkurowała z grupami holenderskimi i niemieckimi, grającymi podobna muzykę.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Mausoleum Records</span> była pierwszą belgijską wytwórnią płytową, która zainteresowała się wydawaniem i promocją albumów z muzyką heavy metal. Opinie o tej wytwórni krążyły różne. Zarzucano jej nieudolne zarządzanie, zły dobór zespołów do "stajni", słabą promocję i często za niski budżet produkcyjny, co odbijało się na poziomie samych albumów.</div>
<div style="text-align: justify;">Z drugiej strony jednak wytwórnia ta zaprezentowała wile zespołów, nie tylko z Belgii, które być może nigdy nie zdołały by utrwalić swojej muzyki.</div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">DANGER</span> - "<span style="font-weight: bold;">Danger</span>" (1981) to prawdopodobnie pierwszy oficjalnie wydany Heavy Metalowy krążek w tym kraju właśnie przez Mausoleum. Wydany to za mało powiedziane. Pierwszy, który zyskał szersze uznanie i wzbudził poważne zainteresowanie. Zespół DANGER, podobnie jak większość jemu podobnych w latach osiemdziesiątych, nagrał tylko jeden LP i odleciał w niebyt. Animatorem tej formacji był Christian Forthomme, który rok później rozpoczął z FN GUNS marsz na top wśród zespołów z nurtu w Belgii. A DANGER? DANGER zagrał to, co w tym czasie mógł. Dużo tu było hard rocka, choć jego ciężka odmiana raczej panowała w większym procencie tego LP. Byli pierwsi, byli kultowi, choć ten kult dzisiaj już nie istnieje. Zapomniani, odrzuceni, niedoceniani, ale byli kamieniem, który poruszył lawinę. Tutaj sięgają końcówki korzeni Heavy Metalu w kraju Flamandów i Walonów...</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/4/0/3/54034.jpg" width="199" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 54034.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mausoleum stawiało na różne zespoły, wykorzystało także modę na speed metal i narodziny thrashu w Europie. Tak światło dzienne ujrzały dwa albumy zespołu <span style="font-weight: bold;">WARHEAD</span> z wokalistą Patrickiem "The Beast" Van Londerzele. Na obu tych płytach zespół przedstawił bezkompromisowy, choć melodyjny surowo zagrany speed metal z elementami embrionalnego thrashu i ta grupa przez kilka lat stanowiła krajową czołówką w takim graniu. Gdy moda na speed metal przeminęła, a zespół w innej stylistyce się nie potrafił odnaleźć, utracił kontrakt i został rozwiązany.</div>
<div style="text-align: justify;">Mausoleum wydało dwa LP:</div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Speedway</span> (1984)</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/6/8/2/8/6828.jpg" width="203" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6828.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">oraz <span style="font-weight: bold;">The Day After</span> (1986)</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/6/8/2/9/6829.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6829.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten album zawierał muzykę bardziej skłaniającą się ku wzorom niemieckim i naśladował nieco zarówno grupy speed metalowe, jak i te które zaczęły w tym kraju kłaść podwaliny pod różne formy power metalowego grania. Płyta charakteryzowała się też lepszym brzmieniem niż debiut.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Spośród belgijskich zespołów lat 80tych, które pod opieką miała wytwórnia Mausoleum najbardziej znanym był <span style="font-weight: bold;">OSTROGOTH.</span></div>
<div style="text-align: justify;">Zespół prezentował energiczny heavy metal klasyczny z elementami tego, co niebawem zaczęto nazywać power metalem i zadebiutował czteroutworowym mini LP <span style="font-weight: bold;">Full Moon's Eyes</span> w 1983.</div>
<div style="text-align: justify;">Dobre przyjęcie tego wydawnictwa spowodowało wydanie w 1984 pierwszego LP <span style="font-weight: bold;">Ecstasy and Danger</span></div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/0/1/4/5014.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 5014.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W 1985 zespół przygotował kolejny LP <span style="font-weight: bold;">Too Hot</span> - tu jednak zaprezentował nieco lżejszy materiał bardziej "chwytliwy" i prostszy, bliższy ówczesnemu hard rockowi, gdzie krzyżowały się style europejski i amerykański. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/0/1/3/5013.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 5013.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Płyta wielkiego sukcesu nie odniosła i zespół się rozpadł.</div>
<div style="text-align: justify;">Jednak z inicjatywy swoich pierwotnych założycieli Rudy Vercruysse (g) i Maurio Pauwelsa (p) po roku został reaktywowany z nowym wokalistą - Peterem De Wint poprzednio w innym zespole stajni Mausoleum - <span style="font-weight: bold;">CROSSFIRE</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Efektem był hard rockowo/heavy metalowy, melodyjny album <span style="font-weight: bold;">Feelings of Fury</span> wydany w 1987 również przez Mausoleum, która z tym zespołem wiązała cały czas spore nadzieje.</div>
<div style="text-align: justify;">Także i ten album nie cieszył się zbyt wielkim powodzeniem i niebawem grupa została rozwiązana. </div>
<div style="text-align: justify;">Po latach na fali powrotów zespół się reaktywował, ale działalności nagraniowej nie przejawia.</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/0/1/5/5015.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 5015.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Do grupy zespołów z wytwórni Mausoleum należał też <span style="font-weight: bold;">LIONS PRIDE</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W latach 80tych wydali tylko jeden album <span style="font-weight: bold;">Breaking Out</span> w roku 1984.</div>
<div style="text-align: justify;">Muzycznie była to nieco mocniejsza odmiana brytyjskich zespołów z głównego nurtu NWOBHM z graniem klasycznego metalu w wydaniu niemieckim.</div>
<div style="text-align: justify;">W pewnych kręgach ten LP uznawany jest za kultowy. Płyta jest faktycznie udana, choć zespołowi brakowało rozpoznawalności i tożsamości, nawet na tle innych grup belgijskich. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/8/6/2/5/8625.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 8625.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Prawdziwy heavy metal grał <span style="font-weight: bold;">SCAVENGER</span>, najbardziej chyba true metalowy zespół z Belgii nie tylko w tamtych czasach.</div>
<div style="text-align: justify;">Klasyczny jedyny album<span style="font-weight: bold;"> Battlefields</span> z 1985 niszczy nie tylko takimi hitami jak Battlefield czy Into the Fire. Doskonały wokal oraz bardzo mocne i ostre brzmienie oraz dobra (jak na Mausoleum) produkcja stawia ten album w rzędzie czołowych osiągnięć belgijskiej sceny metalowej lat 80tych.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8,5/10 </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/6/7/6/2/6762.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6762.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Mimo wartości, jaką ten zespół niewątpliwie posiadał i ta grupa nie zdołała przetrwać, o co w pewnym stopniu oskarżano i sama wytwórnię, słabo promującą to wydawnictwo nawet na rodzimym rynku. Ciekawostką jest fakt, że płyta w 1995 została przez tę wytwórnię wydana ponownie w ramach serii Mausoleum Classix.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak wspomniałem przy okazji <span style="font-weight: bold;">OSTROGOTH</span> wokalistą w drugim składzie był Peter De Wint. Pierwszym jego zespołem był <span style="font-weight: bold;">CROSSFIRE</span> również reprezentujący wytwórnię Mausoleum.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa na pierwszym albumie <span style="font-weight: bold;">See You in Hell</span> 1983 zagrała ostry brzmieniowo heavy metal inspirowany zarówno graniem brytyjskim jak i amerykańskim (np w Killing a Cop). Mocne brzmienie podkreślone było lekko "barbarzyńskim" wokalem i potężną perkusją i basem. Granie melodyjne na zmiennych tempach, często niemal speed metalowe jak w doskonałym Magnificent Night. Teoretycznie bardziej przebojowe numery jak Lover's Game były jednak mało atrakcyjne... Album zamyka znakomity See You in Hell, dynamiczny i pełen agresji z doskonałymi partiami gitarowymi.</div>
<div style="text-align: justify;">Ogólnie za ten LP ocena 7/10 </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/7/4/7/4747.jpg" width="201" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 4747.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Druga płyta to <span style="font-weight: bold;">Second Attack</span> (1985) i jest to rzeczywiście potężny atak.</div>
<div style="text-align: justify;">Speed heavy power jakiego w owym czasie ciężko szukać w Europie.</div>
<div style="text-align: justify;">Dużo to atrakcyjnych melodii, wokalista już mniej ryczy a więcej śpiewa w tym w stylistyce NWOBHM. Mocarne gitary i jak poprzednio miażdżąca sekcja rytmiczna - taki Feeling Down niszczy dokumentnie, podobnie jak surowy Atomic War. Ma swoją gitarową moc również Scream and Shout.</div>
<div style="text-align: justify;">Świetnie także zaprezentowali się w złożonym i długim klimatycznym Running For Love. Doskonały metal tradycyjny pełen smutku i melancholii. Wspaniały numer!</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta niesłusznie zapomniana i czasem krytykowana zaocznie... niesłusznie.</div>
<div style="text-align: justify;">Ocena 9/10</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/7/4/6/4746.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 4746.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">Niekiedy się mówi że <span style="font-weight: bold;">CROSSFIRE</span> nie trafił we właściwie miejsce i że w USA zdobył by większe uznanie. Cóż w dużym stopniu to wina Mausoleum, która w dziwny sposób preferowała raczej gorsze zespoły. Niemniej na rynku europejskim, także w Holandii, Niemczech zespół znalazł duże grono fanów. W zasadzie na tym kariera zespołu się zakończyła.</div>
<div style="text-align: justify;">Grali jeszcze jakiś czas i ukazał się nawet krążek <span style="font-weight: bold;">Sharpshooter </span>w 1986, ale zawierał on tylko kompilację niepublikowanych wcześniej nagrań i kilku live.</div>
<div style="text-align: justify;">Potem jeszcze płyta koncertowa <span style="font-weight: bold;">Live Attack</span> w 1987 i zespół rozwiązał się w tymże 1987. Album koncertowy został początkowo wydany przez inną wytwórnię Bellaphon. Mausoleum nie była zainteresowana tym LP, jednak na fali mody na stare zespoły "przypomniała" sobie o CROSSFIRE w 2002 i ten koncert ponownie ukazał się w wersji CD wzbogacony o studyjne nagrania z <span style="font-weight: bold;">Sharpshooter </span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Metal znacznie bardziej melodyjny i przebojowy niż inne bandy z Mausoleum grał <span style="font-weight: bold;">STEELOVER</span>. Zespół nagrał jeden LP <span style="font-weight: bold;">Glove Me</span> (1985) i można go określić jako jeden z pierwszych, jeśli nie pierwszy belgijski zespół grający typowy melodic metal. Ciekawostką jest fakt, że perkusistą był tam Rudy Lenners, znany głównie z niemieckiego SCORPIONS. Zespół przygotował też materiał na drugi LP z wokalistką Dani Klein, jednak ostatecznie nie został on nigdy wydany.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zestawienie to nie wyczerpuje oczywiście wszystkiego, co z belgijskiego heavy metalu Mausoleum wydało. Było także sporo singli i maxi singli różnych zespołów, które jednak ostatecznie skrył mrok zapomnienia. Wymienione powyżej stanowiły główną wizytówkę belgijskiej sceny tradycyjnego metalu w tamtych latach i część z nich skutecznie, przynajmniej przez jakiś czas, konkurowała z grupami holenderskimi i niemieckimi, grającymi podobna muzykę.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[WOLFSBANE - początki muzycznej kariery Blaze]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1230</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:06:13 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1230</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W końcu lat 80tych w Wielkiej Brytanii pojawiło się ruch muzyczny nazywany Drugim NWOBHM.<br />
 Był on inspirowany przez kolejne pokolenie młodych muzyków , którzy jednak tym razem skierowali się na powrót do brytyjskich korzeni rocka i hard rocka la 70 a nawet 60 tych , poniekąd w odpowiedzi na amerykańska ofensywę metalową w Europie w drugiej połowie lat 80tych. Anglia zawsze była nastawiona na własną muzykę i grupy te znalazły liczne grono zwolenników co pozwoliło im na pewien czas stać się nawet wiodącą siłą w metalowym światku UK. Do najbardziej znanych zespołów należały tu THUNDER , THE ALMIGHTY , THE QUIREBOYS a także <span style="font-weight: bold;">WOLFSBANE</span>.<br />
 Zespół ten nie był nigdy uważany za najlepszy , na pewno jednak stanowił pewną odmianę na tle grzecznych muzycznie bandów tego nurtu , często sprzedających wielkie ilości swoich płyt<br />
 i gromadzących tłumy na koncertach.<br />
 WOLFSBANE był bezkompromisowy , chuligański , uliczny i olewający. Był oryginalny i niepowtarzalny i grał w nim jeden z najbardziej ciekawych i niedocenianych brytyjskich gitarzystów metalowych tego okresu Jase Edwards.<br />
 Debiut zespołu pełnometrażowym albumem <span style="font-weight: bold;">Live Fast Die Fast</span> 1989 nie był udany.<br />
 Płyta zawierała repertuar mało atrakcyjny , bardziej rockowy niż metalowy . który na tle wypieszczonych produkcji chociażby THUNDER wypadał bardzo przeciętnie. Tematyka sex , dziewczyny i rokendroll bardzo trywialnie ujęta a same melodie , o lekko punkowym charakterze niezbyt chwytliwe. Dodatkowo album był fatalnie wyprodukowany , co ciekawe przez Rubina . Płyta brzmi płasko , głucho , Blaze nieco wtłoczony w mulącą gitarę Edwardsa a sekcja rytmiczna puka i dudni bez sensu. Brak tu energii i mocy , zresztą nie tylko w brzmieniu ale i wykonaniu jakby bojaźliwym mimo silenia się na zadziorność.<br />
 Tylko 4,5/10 . Album poniósł klapę i mało brakowało aby zniechęceni tym muzycy nie zakończyli swej kariery przedwcześnie. <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/6/3/5/6635.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6635.jpg]" /><br />
 Zespół nagrywał dalej prezentując w 1990 mini LP o przydługim tytule<br />
<span style="font-weight: bold;">All Hell's Breaking Loose Down at Little Kathy Wilson's Place</span> gdzie znalazła się znakomita power ballada "Hey Babe" oraz kilka innych udanych kompozycji jak np "Loco"<br />
 pochodzący jeszcze z wcześniejszego okresu działalności zespołu. Tym razem nieco lepsza produkcja wpłynęła na uwypuklenie znakomitej gry Edwardsa oraz doskonałych zróżnicowanych wokali Blaze'a.<br />
 Pewne jednak niezbyt udane w kierunku amerykańskiego rocka stadionowego ( "Paint The Town Red") i radiowego rocka nieco psuły obraz tego albumu jako brytyjskiego przykładu II NWOBHM<br />
 ocena 7/10 <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/6/4/0/6640.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6640.jpg]" /><br />
 W następnym roku pojawił się maxi singiel <span style="font-weight: bold;">Ezy</span> pilotujący kolejny LP.<br />
 Płyta <span style="font-weight: bold;">Down Fall the Good Guys</span> ,która ukazała się w roku 1991 wyróżniała się nieco lepszym brzmieniem ale muzycznie była niespójna . Wyeksponowanie gitary Edwardsa dodało<br />
 mocy a nieco bardziej wysunięty wokal Bayley'a ubarwiło całość , niemniej utwory stały na zróżnicowanym poziomie ...czy raczej każdemu tu podobało się coś innego.<br />
 "Cathode Ray Clinic" , "Ezy" , może jeszcze "Broken Doll" to te najbardziej się tu wyrózniające -chociaż wciąż brak tu jakby ostatniego szlifu.. <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/6/3/8/6638.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6638.jpg]" /><br />
 W roku 1992 WOLFSBANE nagrał jeszcze maxi singiel <span style="font-weight: bold;">After Midnight</span> z przyzwoitą kontynuacją muzyki z poprzedniego LP po czym przeszedł do wytwórni Bronze opuszczając Def American.<br />
 Tu większy budżet i lepsze warunki do nagrań zaowocowały od razu koncertowym albumem<br />
<span style="font-weight: bold;">Massive Noise Injection</span> w 1993 pokazując jakim ten zespół potencjałem dysponuje w występach na żywo. Płyta znakomita wykonawczo i nawet słabsze kompozycje brzmią świetnie.Blaze ukazuje się jako frontman prawdziwego zdarzenia a do tego dochodzą jeszcze ekwilibrystyczne popisy Edwardsa i mamy album na 9/10 z grupy LP koncertowych.<br />
 Bardzo udany WOLFSBANE w pigułce. <br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/7/0/1/6701.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6701.jpg]" /><br />
<br />
 Wreszcie nadszedł rok 1994 i WOLFSBANE po sukcesie płyty koncertowej mogło spokojnie nagrać dla Bronze album studyjny.<br />
 Płyta miała tytuł prosty -<span style="font-weight: bold;">"Wolfsbane"</span>. <br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/7/0/2/6702.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6702.jpg]" /><br />
<br />
<span style="color: orange;"> RECENZJA tego albumu w dziale <span style="font-weight: bold;">Recenzje</span></span><br />
 W tym samym mniej więcej czasie Bruce Dickinson kończy swój pierwszy okres muzycznej przygody w IRON MAIDEN .Blaze zostaje przyjęty do IRON MAIDEN a ponieważ Blaze to WOLFSBANE a WOLFSBANE to Blaze więc zespół przestaje istnieć. <br />
<br />
 Niespodziewanie do historii WOLFSBANE dopisany został kolejny rozdział. <br />
 W połowie 2010 roku pojawiła się bardzo ciekawa informacja dotycząca stałej reaktywacji zespołu w pierwotnym składzie. O ile wcześniej od kilku lat grupa od czasu dawała znać o sobie live , bez szczególnych zobowiązań to teraz zespół szykuje płytę z nowymi utworami , która ma się ukazać w we wrześniu 2011. Płyta będzie promowana specjalną trasą koncertową oraz EP z nagranymi na nowo starymi hitami , która zaprezentowana ma być najprawdopodobniej w marcu.<br />
 Jeśli się to potwierdzi realnym LP to będzie to jeden z najbardziej nieoczekiwanych powrotów płytowych po latach w UK w tym dziesięcioleciu.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W końcu lat 80tych w Wielkiej Brytanii pojawiło się ruch muzyczny nazywany Drugim NWOBHM.<br />
 Był on inspirowany przez kolejne pokolenie młodych muzyków , którzy jednak tym razem skierowali się na powrót do brytyjskich korzeni rocka i hard rocka la 70 a nawet 60 tych , poniekąd w odpowiedzi na amerykańska ofensywę metalową w Europie w drugiej połowie lat 80tych. Anglia zawsze była nastawiona na własną muzykę i grupy te znalazły liczne grono zwolenników co pozwoliło im na pewien czas stać się nawet wiodącą siłą w metalowym światku UK. Do najbardziej znanych zespołów należały tu THUNDER , THE ALMIGHTY , THE QUIREBOYS a także <span style="font-weight: bold;">WOLFSBANE</span>.<br />
 Zespół ten nie był nigdy uważany za najlepszy , na pewno jednak stanowił pewną odmianę na tle grzecznych muzycznie bandów tego nurtu , często sprzedających wielkie ilości swoich płyt<br />
 i gromadzących tłumy na koncertach.<br />
 WOLFSBANE był bezkompromisowy , chuligański , uliczny i olewający. Był oryginalny i niepowtarzalny i grał w nim jeden z najbardziej ciekawych i niedocenianych brytyjskich gitarzystów metalowych tego okresu Jase Edwards.<br />
 Debiut zespołu pełnometrażowym albumem <span style="font-weight: bold;">Live Fast Die Fast</span> 1989 nie był udany.<br />
 Płyta zawierała repertuar mało atrakcyjny , bardziej rockowy niż metalowy . który na tle wypieszczonych produkcji chociażby THUNDER wypadał bardzo przeciętnie. Tematyka sex , dziewczyny i rokendroll bardzo trywialnie ujęta a same melodie , o lekko punkowym charakterze niezbyt chwytliwe. Dodatkowo album był fatalnie wyprodukowany , co ciekawe przez Rubina . Płyta brzmi płasko , głucho , Blaze nieco wtłoczony w mulącą gitarę Edwardsa a sekcja rytmiczna puka i dudni bez sensu. Brak tu energii i mocy , zresztą nie tylko w brzmieniu ale i wykonaniu jakby bojaźliwym mimo silenia się na zadziorność.<br />
 Tylko 4,5/10 . Album poniósł klapę i mało brakowało aby zniechęceni tym muzycy nie zakończyli swej kariery przedwcześnie. <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/6/3/5/6635.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6635.jpg]" /><br />
 Zespół nagrywał dalej prezentując w 1990 mini LP o przydługim tytule<br />
<span style="font-weight: bold;">All Hell's Breaking Loose Down at Little Kathy Wilson's Place</span> gdzie znalazła się znakomita power ballada "Hey Babe" oraz kilka innych udanych kompozycji jak np "Loco"<br />
 pochodzący jeszcze z wcześniejszego okresu działalności zespołu. Tym razem nieco lepsza produkcja wpłynęła na uwypuklenie znakomitej gry Edwardsa oraz doskonałych zróżnicowanych wokali Blaze'a.<br />
 Pewne jednak niezbyt udane w kierunku amerykańskiego rocka stadionowego ( "Paint The Town Red") i radiowego rocka nieco psuły obraz tego albumu jako brytyjskiego przykładu II NWOBHM<br />
 ocena 7/10 <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/6/4/0/6640.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6640.jpg]" /><br />
 W następnym roku pojawił się maxi singiel <span style="font-weight: bold;">Ezy</span> pilotujący kolejny LP.<br />
 Płyta <span style="font-weight: bold;">Down Fall the Good Guys</span> ,która ukazała się w roku 1991 wyróżniała się nieco lepszym brzmieniem ale muzycznie była niespójna . Wyeksponowanie gitary Edwardsa dodało<br />
 mocy a nieco bardziej wysunięty wokal Bayley'a ubarwiło całość , niemniej utwory stały na zróżnicowanym poziomie ...czy raczej każdemu tu podobało się coś innego.<br />
 "Cathode Ray Clinic" , "Ezy" , może jeszcze "Broken Doll" to te najbardziej się tu wyrózniające -chociaż wciąż brak tu jakby ostatniego szlifu.. <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/6/3/8/6638.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6638.jpg]" /><br />
 W roku 1992 WOLFSBANE nagrał jeszcze maxi singiel <span style="font-weight: bold;">After Midnight</span> z przyzwoitą kontynuacją muzyki z poprzedniego LP po czym przeszedł do wytwórni Bronze opuszczając Def American.<br />
 Tu większy budżet i lepsze warunki do nagrań zaowocowały od razu koncertowym albumem<br />
<span style="font-weight: bold;">Massive Noise Injection</span> w 1993 pokazując jakim ten zespół potencjałem dysponuje w występach na żywo. Płyta znakomita wykonawczo i nawet słabsze kompozycje brzmią świetnie.Blaze ukazuje się jako frontman prawdziwego zdarzenia a do tego dochodzą jeszcze ekwilibrystyczne popisy Edwardsa i mamy album na 9/10 z grupy LP koncertowych.<br />
 Bardzo udany WOLFSBANE w pigułce. <br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/7/0/1/6701.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6701.jpg]" /><br />
<br />
 Wreszcie nadszedł rok 1994 i WOLFSBANE po sukcesie płyty koncertowej mogło spokojnie nagrać dla Bronze album studyjny.<br />
 Płyta miała tytuł prosty -<span style="font-weight: bold;">"Wolfsbane"</span>. <br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/6/7/0/2/6702.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 6702.jpg]" /><br />
<br />
<span style="color: orange;"> RECENZJA tego albumu w dziale <span style="font-weight: bold;">Recenzje</span></span><br />
 W tym samym mniej więcej czasie Bruce Dickinson kończy swój pierwszy okres muzycznej przygody w IRON MAIDEN .Blaze zostaje przyjęty do IRON MAIDEN a ponieważ Blaze to WOLFSBANE a WOLFSBANE to Blaze więc zespół przestaje istnieć. <br />
<br />
 Niespodziewanie do historii WOLFSBANE dopisany został kolejny rozdział. <br />
 W połowie 2010 roku pojawiła się bardzo ciekawa informacja dotycząca stałej reaktywacji zespołu w pierwotnym składzie. O ile wcześniej od kilku lat grupa od czasu dawała znać o sobie live , bez szczególnych zobowiązań to teraz zespół szykuje płytę z nowymi utworami , która ma się ukazać w we wrześniu 2011. Płyta będzie promowana specjalną trasą koncertową oraz EP z nagranymi na nowo starymi hitami , która zaprezentowana ma być najprawdopodobniej w marcu.<br />
 Jeśli się to potwierdzi realnym LP to będzie to jeden z najbardziej nieoczekiwanych powrotów płytowych po latach w UK w tym dziesięcioleciu.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Co to jest Extreme Melodic Metal?]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1229</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:04:49 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1229</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Co to jest extreme melodic metal?</div>
<div style="text-align: justify;">W ostatnim czasie termin stał się modny, taki tag pojawia się i w recenzjach, i na stronach oficjalnych zespołów, myspace i na internetowych portalach i forach.</div>
<div style="text-align: justify;">Analizując słowo po słowie najprościej jest się odnieść do "metal" . Mamy do czynienia z pewnym gatunkiem metalu. "Melodic" oznacza, że melodia jest tu najważniejszym wyznacznikiem i celem zespołu, jest jej uwypuklenie jako motywu przewodniego kompozycji. "Extreme" zaś to już pojęcie kontrowersyjne, bo ekstremalność jest w odbiorze bardzo subiektywna. Dla jednych ekstrema muzyczna zaczyna się na US heavy power, dla innych dopiero w rejonach brutal death metalu. Dlatego pojęcie extreme ma tu znaczenie bardzo umowne i można je raczej odnieść do formy melodyjnego grania i sposobu przekazania tej melodii. Z całą pewnością nie można postawić znaku równości pomiędzy melodic death metal a extreme melodic metal, choć od pewnego czasu spora grupa zespołów bywa do worka MDM wrzucana.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeśli ująć rzecz historycznie, to korzeni extreme melodic metal należy szukać w grupach reprezentujących odłam określany wcześniej jako power metal with harsh vocals, takich jak CHILDREN OF BODOM, NORTHER czy też THRONE OF CHAOS lub IMPERANON. Zapewne także w takich jak KALMAH, który od początku nie poddawał się prostym klasyfikacjom, implementując do swojej muzyki elementy black metalu, thrashu czy też melodic death. Miejsce narodzin tego odłamu metalu, to zdecydowanie Skandynawia, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Finlandia, choć mniej znani naśladowcy pojawili się i w innych krajach.</div>
<div style="text-align: justify;">Extreme melodic metal zaczął się bardziej rozwijać w ostatnich latach dopiero, co więcej - nie tyle na bazie powstawania nowych zespołów, ile w wyniku muzycznej ewolucji już istniejących.</div>
<div style="text-align: justify;">Wiele zespołów grających dotychczas melodyjny czy symfoniczny black metal, folk/viking, pagan metal położyło jeszcze większy nacisk na melodie w swoich kompozycjach, nieco wygładziło brzmienie, dopracowało refreny pod względem chwytliwości. Dodane zostały też elementy tradycyjnego heavy metalu, power metalu, czasem też coś z epiki. Jest więcej klawiszy, a w wokalach obok growla, harshu czy scream pojawia się czysty śpiew. Wciąż jest to jednak muzyka na swój sposób brutalna i surowa, pełna blastów, ciężkich gitar, zgiełku i pędu.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespołów grających, czy tez próbujących grać ten odłam metalu jest coraz więcej, po części wzorując się na KALMAH, po części na BAL SAGOTH, a po części na tym co w swoim czasie proponował AGATHODAIMON. W tematyce zaczyna dominować wątek fantasy i rycerski. </div>
<div style="text-align: justify;">Extreme melodic metal zaczyna rozszerzać swoje granice, także geograficznie. W Afryce Południowej RIDARE AV KODDEN (ex ELEGY) dorzuca do kompozycji coś z NWOBHM, w USA DESTROY DESTROY DESTROY true battle epiki w nieco żartobliwym tonie, w Japonii MY MATERIAL SEASON rozbudowany fortepian. Eksponowane są również elementy muzyki etnicznej i narodowej tradycji, przy czym bardzo interesujący fiński WHISPERED wykorzystuje tu tradycję samurajów, a liczne grupy kanadyjskie elementy zaczerpnięte z tradycji nordyckiej.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Gatunek wciąż się kształtuje, zacierają się na nowych płytach różnice pomiędzy dotychczasowym viking/black epic, pagan/folk czy symphonic melodic black, ale ten power/heavy metalowy czynnik, rozumiany szerzej staje się powoli pewnym wyznacznikiem nowej jakości.</div>
<div style="text-align: justify;">Łączenie różnych stylów muzycznych w melodyjną, choć pełną ekspresji całość pokazał w tym roku izraelski WINTERHORDE na zadziwiającym albumie "Underwatermoon".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zadanie stojące przed zespołami extreme melodic metal jest trudne. Z jednej strony zazwyczaj tracą one zainteresowanie wcześniejszych fanów, którzy nie zawsze mogą darować postawienie na większa dawkę melodii lub odejście od korzennego, czystego gatunkowo grania, z drugiej zaś przez fanów brzmień melodyjnych są ignorowani lub nieznani, albo też pomijani w muzycznych poszukiwaniach ze względu na wcześniejsze dokonania. Gatunek jednak przebija się, coraz mocniej ugruntowuje swoja pozycję i rzesza osób zainteresowanych taką muzyką stale rośnie. </div>
<div style="text-align: justify;">Z całą pewnością do popularyzacji przyczynią się nowe, tegoroczne płyty takich zespołów jak niezawodny KALMAH ("12 Gauge") czy też KEEP OF KALESSIN ("Reptilian"), który przedstawił album jaki na starcie wzbudził sensację wśród miłośników mocnego melodyjnego grania, mimo że wcześniej ten zespół kojarzony był w zasadzie tylko z black metalem.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Muzyka extreme melodic metal nigdy nie będzie dominować, nie będzie też muzyką milionów zapewne. Dla wielu jednak poziom "extreme" jest w tym przypadku nie do przeskoczenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Wypada bacznie się przyglądać nowym płytom i zespołom ogólnie określanym jako melodic black/viking, czy też melodic death metal. Mogą się tu kryć ciekawe pozycje właśnie odnoszące się do "extreme melodic metal"...</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Co to jest extreme melodic metal?</div>
<div style="text-align: justify;">W ostatnim czasie termin stał się modny, taki tag pojawia się i w recenzjach, i na stronach oficjalnych zespołów, myspace i na internetowych portalach i forach.</div>
<div style="text-align: justify;">Analizując słowo po słowie najprościej jest się odnieść do "metal" . Mamy do czynienia z pewnym gatunkiem metalu. "Melodic" oznacza, że melodia jest tu najważniejszym wyznacznikiem i celem zespołu, jest jej uwypuklenie jako motywu przewodniego kompozycji. "Extreme" zaś to już pojęcie kontrowersyjne, bo ekstremalność jest w odbiorze bardzo subiektywna. Dla jednych ekstrema muzyczna zaczyna się na US heavy power, dla innych dopiero w rejonach brutal death metalu. Dlatego pojęcie extreme ma tu znaczenie bardzo umowne i można je raczej odnieść do formy melodyjnego grania i sposobu przekazania tej melodii. Z całą pewnością nie można postawić znaku równości pomiędzy melodic death metal a extreme melodic metal, choć od pewnego czasu spora grupa zespołów bywa do worka MDM wrzucana.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeśli ująć rzecz historycznie, to korzeni extreme melodic metal należy szukać w grupach reprezentujących odłam określany wcześniej jako power metal with harsh vocals, takich jak CHILDREN OF BODOM, NORTHER czy też THRONE OF CHAOS lub IMPERANON. Zapewne także w takich jak KALMAH, który od początku nie poddawał się prostym klasyfikacjom, implementując do swojej muzyki elementy black metalu, thrashu czy też melodic death. Miejsce narodzin tego odłamu metalu, to zdecydowanie Skandynawia, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że Finlandia, choć mniej znani naśladowcy pojawili się i w innych krajach.</div>
<div style="text-align: justify;">Extreme melodic metal zaczął się bardziej rozwijać w ostatnich latach dopiero, co więcej - nie tyle na bazie powstawania nowych zespołów, ile w wyniku muzycznej ewolucji już istniejących.</div>
<div style="text-align: justify;">Wiele zespołów grających dotychczas melodyjny czy symfoniczny black metal, folk/viking, pagan metal położyło jeszcze większy nacisk na melodie w swoich kompozycjach, nieco wygładziło brzmienie, dopracowało refreny pod względem chwytliwości. Dodane zostały też elementy tradycyjnego heavy metalu, power metalu, czasem też coś z epiki. Jest więcej klawiszy, a w wokalach obok growla, harshu czy scream pojawia się czysty śpiew. Wciąż jest to jednak muzyka na swój sposób brutalna i surowa, pełna blastów, ciężkich gitar, zgiełku i pędu.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespołów grających, czy tez próbujących grać ten odłam metalu jest coraz więcej, po części wzorując się na KALMAH, po części na BAL SAGOTH, a po części na tym co w swoim czasie proponował AGATHODAIMON. W tematyce zaczyna dominować wątek fantasy i rycerski. </div>
<div style="text-align: justify;">Extreme melodic metal zaczyna rozszerzać swoje granice, także geograficznie. W Afryce Południowej RIDARE AV KODDEN (ex ELEGY) dorzuca do kompozycji coś z NWOBHM, w USA DESTROY DESTROY DESTROY true battle epiki w nieco żartobliwym tonie, w Japonii MY MATERIAL SEASON rozbudowany fortepian. Eksponowane są również elementy muzyki etnicznej i narodowej tradycji, przy czym bardzo interesujący fiński WHISPERED wykorzystuje tu tradycję samurajów, a liczne grupy kanadyjskie elementy zaczerpnięte z tradycji nordyckiej.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Gatunek wciąż się kształtuje, zacierają się na nowych płytach różnice pomiędzy dotychczasowym viking/black epic, pagan/folk czy symphonic melodic black, ale ten power/heavy metalowy czynnik, rozumiany szerzej staje się powoli pewnym wyznacznikiem nowej jakości.</div>
<div style="text-align: justify;">Łączenie różnych stylów muzycznych w melodyjną, choć pełną ekspresji całość pokazał w tym roku izraelski WINTERHORDE na zadziwiającym albumie "Underwatermoon".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zadanie stojące przed zespołami extreme melodic metal jest trudne. Z jednej strony zazwyczaj tracą one zainteresowanie wcześniejszych fanów, którzy nie zawsze mogą darować postawienie na większa dawkę melodii lub odejście od korzennego, czystego gatunkowo grania, z drugiej zaś przez fanów brzmień melodyjnych są ignorowani lub nieznani, albo też pomijani w muzycznych poszukiwaniach ze względu na wcześniejsze dokonania. Gatunek jednak przebija się, coraz mocniej ugruntowuje swoja pozycję i rzesza osób zainteresowanych taką muzyką stale rośnie. </div>
<div style="text-align: justify;">Z całą pewnością do popularyzacji przyczynią się nowe, tegoroczne płyty takich zespołów jak niezawodny KALMAH ("12 Gauge") czy też KEEP OF KALESSIN ("Reptilian"), który przedstawił album jaki na starcie wzbudził sensację wśród miłośników mocnego melodyjnego grania, mimo że wcześniej ten zespół kojarzony był w zasadzie tylko z black metalem.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Muzyka extreme melodic metal nigdy nie będzie dominować, nie będzie też muzyką milionów zapewne. Dla wielu jednak poziom "extreme" jest w tym przypadku nie do przeskoczenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Wypada bacznie się przyglądać nowym płytom i zespołom ogólnie określanym jako melodic black/viking, czy też melodic death metal. Mogą się tu kryć ciekawe pozycje właśnie odnoszące się do "extreme melodic metal"...</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[NEOCLASSICAL METAL]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1227</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 16:00:48 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1227</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W jednej z teorii to wygląda tak:</div>
<div style="text-align: justify;">są dwa główne odłamy-</div>
<div style="text-align: justify;">1/ neoklasyczny power metal</div>
<div style="text-align: justify;">2/ neoklasyczny power metal progresywny</div>
<div style="text-align: justify;">W sumie granica dosyć płynna bo co ją wyznacza?</div>
<div style="text-align: justify;">pierwsza odmiana bardziej może prosta, bardziej melodyjna i skoczna, z użyciem raczej klasycznie metalowych instrumentów w drugiej więcej tych elementów charakterystycznych dla progresywnego grania a często też występują klasycznie, nie elektryczne instrumenty -skrzypce , wiolonczela i inne.</div>
<div style="text-align: justify;">W obu odmianach bardzo ważna jest na ogół wirtuozerska gra gitarzysty i rozbudowane partie klawiszowe ,przy czym w odmianie drugiej często to one sa najważniejszym instrumentem.</div>
<div style="text-align: justify;">Gatunek czerpie inspiracje przede wszystkim z muzyki XVIII wieku słychać i mozartowskie klimaty.</div>
<div style="text-align: justify;">Ważnym atutem bandów grających tą odmianę metalu jest wokalista -zazwyczaj o wysokich umiejętnościach, także w operowaniu w wyższych rejestrach.</div>
<div style="text-align: justify;">Utwory zespołów pierwszej grupy są skomponowane zazwyczaj według bardzo sztywnych zasad -co może niektórym wydawać się monotonne.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespoły z grupy drugiej potrafią natomiast czasem słuchacza mocno czymś zaskoczyć szczególnie w aranżacjach , zmianach tempa i wykorzystaniu motywów nietypowych dla muzyki metalowej , lub nowoczesnego brzmienia.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W USA takie granie jest zazwyczaj mocno powiązane z metalem progresywnym i grup grających "czysty" neoclassical metal jest bardzo niewiele .Jest za to wielu muzyków, wydających płyty solowe, często instrumentalne gdzie jednym z zasadniczych elementów jest styl neoklasyczny.</div>
<div style="text-align: justify;">Dave Justo, Jonas Hansson, Ken Snyder, Le'Rue Delashay, Matthew Mills, Joey Tafolla, Ferrigno, Ben Kuzay, Adam Worrell to tylko niektórzy z nich.</div>
<div style="text-align: justify;">Z grup o dużym dorobku na pewno na pierwszym miejscu należy wymienić <span style="font-weight: bold;">ARTENSION</span> Vitalija Kuprija i Johna Westa gdzie wiele elementów z tej konwencji zostało w sposób bardzo udany wykorzystanych. Podobnie częściowo neoklasyczny charakter mają albumy <span style="font-weight: bold;">RING OF FIRE</span> i solowe LP wokalisty Marka Boalsa.</div>
<div style="text-align: justify;">Na pewno też należy tu dodać Davida T.Chastaina - sporo neoklasyki jest na jego pierwszych płytach <span style="font-weight: bold;">CHASTAIN</span> chociażby ,oraz na albumach <span style="font-weight: bold;">ZANISTER</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W Japonii znanej z rozmiłowania w muzyce klasycznej jest także kilka zespołów z tego nurtu , przy czym tu znacznie większy nacisk kładzie się na powiązanie neoklasycznych motywów ze</div>
<div style="text-align: justify;">stylem charakterystycznym dla melodic metal. Bardzo chwytliwe refreny , wirtuozerskie popisy gitarzystów i dialogi z równie wysokiej klasy klawiszowcami to najbardziej charakterystyczne cechy zespołów japońskich. Jeśli chodzi o wokale to są one zazwyczaj drugoplanowe w sensie ich poziomu.</div>
<div style="text-align: justify;">Niewątpliwie ścisłą czołówkę tworzą <span style="font-weight: bold;">GALNERYUS</span>, <span style="font-weight: bold;">CONCERTO MOON</span>, <span style="font-weight: bold;">ARK STORM</span> a także <span style="font-weight: bold;">X JAPAN</span> -choć tu mamy do czynienia z mniejszym wykorzystaniem motywów neoklasycznych.</div>
<div style="text-align: justify;">Z tego rejonu świata można jeszcze wymienić koreański <span style="font-weight: bold;">ZIHARD</span> oraz znakomitego malezyjskiego gitarzystę w stylu Yngwie Malmsteena Noora Amana Sabrana i jego zespoły - ostatnio <span style="font-weight: bold;">SYMPHONIA</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W Europie oczywiście bryluje Skandynawia - tu w zasadzie wszystko zaczęło od Yngwie Malmsteena i jego zespołu <span style="font-weight: bold;">RISING FORCE</span>, w różnych składach. Potem pojawiły się i inne zespoły po części czerpiące z dorobku Malmsteena, jak <span style="font-weight: bold;">STORMWIND</span>, lub też takie jak <span style="font-weight: bold;">MEDUZA</span> i <span style="font-weight: bold;">MAJESTIC </span>nagrywające kompozycje jeszcze bardziej sztywno trzymające się neoklasycznych kanonów. Ważnym w tym rejonie Europy zespołem był <span style="font-weight: bold;">VIRTUOCITY</span>, kierowany przez znakomitego gitarzystę Kesikinena (poprzednio <span style="font-weight: bold;">KENZINER</span>).</div>
<div style="text-align: justify;">Wielka Brytania daleka jest od takiej muzyki i można by może to samo powiedzieć o Niemczech gdyby nie znakomity <span style="font-weight: bold;">AT VANCE</span>, który zdołał wypracować swój własny styl, odmienny od innych grup z Europy.Wśród nowości pojawił się natomiast zespół <span style="font-weight: bold;">DORIAN OPERA</span> tu mamy jednak bardzo mocno zaznaczony element progresywny.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Francja z kolei to pewna liczba zespołów bardziej skierowanych na progresywny power metal symfoniczny i elementy neoklasyczne to jedynie dodatek do ich muzyki. Typowym przedstawicielem gatunku jest tu jedynie grupa <span style="font-weight: bold;">M.Z.</span> ze sporym dorobkiem i ten zespół ostatnio znajduje się w czołówce.</div>
<div style="text-align: justify;">Wspominając o Francji wypadało rzecz jasna wspomnieć i o Belgii.</div>
<div style="text-align: justify;">Tu niepodzielnie króluje Dushan Petrosssi i jego zespoły <span style="font-weight: bold;">MAGIC KINGDOM</span> i <span style="font-weight: bold;">IRON MASK</span>. Petrossi umiejętnie łączy power metalową energię z elegancją neoklasycznych zagrywek. </div>
<div style="text-align: justify;">W Hiszpanii mogę tylko coś powiedzieć o zespołach angielskojęzycznych- oczywiście z tych na pierwszym planie <span style="font-weight: bold;">DARK MOOR</span>, jednakże i tu stopniowo widać odchodzenie od tej stylistyki</div>
<div style="text-align: justify;">Włochy to temat bardziej złożony . Grup grających typowy neoclassical metal nie ma tam i nie było , choć zespoły z kręgu <span style="font-weight: bold;">RHAPSODY</span> czy też <span style="font-weight: bold;">LABYRINTH</span> w pewnych okresach działalności z większym lub mniejszym natężeniem korzystały ze stylistyki neoklasycznej , choć zazwyczaj w powiązaniu z symfoniką. </div>
<div style="text-align: justify;">Grecja reprezentowana jest przed wszystkim przez <span style="font-weight: bold;">MYSTERY</span> gitarzysty Perlepesa i projektach gitarzysty Theodore Zirasa.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Być może i Europa Środkowa z czasem stanie się rejonem gdzie takie granie zaowocuje dobrymi zespołami.Jak na razie w Czechach pojawił się zespół <span style="font-weight: bold;">SYMPHONITY</span> posiłkowany przez niemieckiego wokalistę Olafa Hayera po sąsiedzku natomiast w Słowacji pojawił się Göran Edman znany chociażby z grupy Yngwie Malmsteena w zespole <span style="font-weight: bold;">SIGNUM REGIS</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Obecnie gatunek przeżywa poważny zastój. Moda na takie granie nieco przeminęła, brakuje uzdolnionych wokalistów, a ci instrumentaliści, który nadawali ton w tym gatunku zajęci są obecnie innymi muzycznymi przedsięwzięciami. </div>
<div style="text-align: justify;">Rok 2010 okazał się jednak pod tym względem wyjątkowo bogaty, jeśli oczywiście te kilka płyt można nazwać bogactwem. Nadal jednak trzyma się dzielnie niezniszczalny Malmsteen, który już w 2008 roku udowodnił, że można i obecnie nagrać znakomity album z muzyką w decydującej części neoklasyczną. Niewątpliwą sensacją roku jest nowe dzieło <span style="font-weight: bold;">MISTHERIA</span> czyli międzynarodowy projekt klawiszowca wirtuoza "Mistheria" Iampieri, tu jednak mamy do czynienia z metalem po części progresywnym inspirowanym klasyką, co zbliża bardzo <span style="font-weight: bold;">MISTHERIA</span> do <span style="font-weight: bold;">ARTENSION</span> i muzyki Kuprija. Znakomicie spisał się także koreański <span style="font-weight: bold;">ZIHARD</span> ,ale również odszedł po części od typowego chłodnego neoklasycznego stylu, podobnie jak to zrobili na tegorocznych albumach Japończycy z <span style="font-weight: bold;">GALNERYUS</span> czy <span style="font-weight: bold;">CONCERTO MOON</span>. Najbliżej neoklasycznej konwencji pozostał mniej znany <span style="font-weight: bold;">VERSAILLES</span>, także z Japonii, ale i tu mamy duże odstępstwa od tradycyjnie pojmowanego grania w tym stylu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Czy w najbliższym czasie pojawią się nowe zespoły kultywujące tradycje neoclassical metal ?</div>
<div style="text-align: justify;">Trudno powiedzieć , ale chyba się na to nie zanosi. Owszem wciąż wykorzystanie klasycznych motywów jest modne , co więcej rozprzestrzenia się i na cięższe odmiany metalu ale jest to tylko dodatek i uzupełnienie stylów jakie te zespoły prezentują.</div>
<div style="text-align: justify;">Młodych, nowych zespołów brak. Może i gdzieś istnieją ale obecnie na fali popularności innych gatunków metalu przebić im się jest na pewno bardzo trudno.</div>
<div style="text-align: justify;">Gatunek odchodzi w przeszłość. Majestatycznie, dostojnie jak przystało na spadkobierców Bacha i Mozarta. Szkoda, ale pozostaje nadzieja...</div>
<div style="text-align: justify;">No i Lars Yngwie Johann Lannerbach Malmsteen oczywiście.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W jednej z teorii to wygląda tak:</div>
<div style="text-align: justify;">są dwa główne odłamy-</div>
<div style="text-align: justify;">1/ neoklasyczny power metal</div>
<div style="text-align: justify;">2/ neoklasyczny power metal progresywny</div>
<div style="text-align: justify;">W sumie granica dosyć płynna bo co ją wyznacza?</div>
<div style="text-align: justify;">pierwsza odmiana bardziej może prosta, bardziej melodyjna i skoczna, z użyciem raczej klasycznie metalowych instrumentów w drugiej więcej tych elementów charakterystycznych dla progresywnego grania a często też występują klasycznie, nie elektryczne instrumenty -skrzypce , wiolonczela i inne.</div>
<div style="text-align: justify;">W obu odmianach bardzo ważna jest na ogół wirtuozerska gra gitarzysty i rozbudowane partie klawiszowe ,przy czym w odmianie drugiej często to one sa najważniejszym instrumentem.</div>
<div style="text-align: justify;">Gatunek czerpie inspiracje przede wszystkim z muzyki XVIII wieku słychać i mozartowskie klimaty.</div>
<div style="text-align: justify;">Ważnym atutem bandów grających tą odmianę metalu jest wokalista -zazwyczaj o wysokich umiejętnościach, także w operowaniu w wyższych rejestrach.</div>
<div style="text-align: justify;">Utwory zespołów pierwszej grupy są skomponowane zazwyczaj według bardzo sztywnych zasad -co może niektórym wydawać się monotonne.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespoły z grupy drugiej potrafią natomiast czasem słuchacza mocno czymś zaskoczyć szczególnie w aranżacjach , zmianach tempa i wykorzystaniu motywów nietypowych dla muzyki metalowej , lub nowoczesnego brzmienia.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W USA takie granie jest zazwyczaj mocno powiązane z metalem progresywnym i grup grających "czysty" neoclassical metal jest bardzo niewiele .Jest za to wielu muzyków, wydających płyty solowe, często instrumentalne gdzie jednym z zasadniczych elementów jest styl neoklasyczny.</div>
<div style="text-align: justify;">Dave Justo, Jonas Hansson, Ken Snyder, Le'Rue Delashay, Matthew Mills, Joey Tafolla, Ferrigno, Ben Kuzay, Adam Worrell to tylko niektórzy z nich.</div>
<div style="text-align: justify;">Z grup o dużym dorobku na pewno na pierwszym miejscu należy wymienić <span style="font-weight: bold;">ARTENSION</span> Vitalija Kuprija i Johna Westa gdzie wiele elementów z tej konwencji zostało w sposób bardzo udany wykorzystanych. Podobnie częściowo neoklasyczny charakter mają albumy <span style="font-weight: bold;">RING OF FIRE</span> i solowe LP wokalisty Marka Boalsa.</div>
<div style="text-align: justify;">Na pewno też należy tu dodać Davida T.Chastaina - sporo neoklasyki jest na jego pierwszych płytach <span style="font-weight: bold;">CHASTAIN</span> chociażby ,oraz na albumach <span style="font-weight: bold;">ZANISTER</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W Japonii znanej z rozmiłowania w muzyce klasycznej jest także kilka zespołów z tego nurtu , przy czym tu znacznie większy nacisk kładzie się na powiązanie neoklasycznych motywów ze</div>
<div style="text-align: justify;">stylem charakterystycznym dla melodic metal. Bardzo chwytliwe refreny , wirtuozerskie popisy gitarzystów i dialogi z równie wysokiej klasy klawiszowcami to najbardziej charakterystyczne cechy zespołów japońskich. Jeśli chodzi o wokale to są one zazwyczaj drugoplanowe w sensie ich poziomu.</div>
<div style="text-align: justify;">Niewątpliwie ścisłą czołówkę tworzą <span style="font-weight: bold;">GALNERYUS</span>, <span style="font-weight: bold;">CONCERTO MOON</span>, <span style="font-weight: bold;">ARK STORM</span> a także <span style="font-weight: bold;">X JAPAN</span> -choć tu mamy do czynienia z mniejszym wykorzystaniem motywów neoklasycznych.</div>
<div style="text-align: justify;">Z tego rejonu świata można jeszcze wymienić koreański <span style="font-weight: bold;">ZIHARD</span> oraz znakomitego malezyjskiego gitarzystę w stylu Yngwie Malmsteena Noora Amana Sabrana i jego zespoły - ostatnio <span style="font-weight: bold;">SYMPHONIA</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">W Europie oczywiście bryluje Skandynawia - tu w zasadzie wszystko zaczęło od Yngwie Malmsteena i jego zespołu <span style="font-weight: bold;">RISING FORCE</span>, w różnych składach. Potem pojawiły się i inne zespoły po części czerpiące z dorobku Malmsteena, jak <span style="font-weight: bold;">STORMWIND</span>, lub też takie jak <span style="font-weight: bold;">MEDUZA</span> i <span style="font-weight: bold;">MAJESTIC </span>nagrywające kompozycje jeszcze bardziej sztywno trzymające się neoklasycznych kanonów. Ważnym w tym rejonie Europy zespołem był <span style="font-weight: bold;">VIRTUOCITY</span>, kierowany przez znakomitego gitarzystę Kesikinena (poprzednio <span style="font-weight: bold;">KENZINER</span>).</div>
<div style="text-align: justify;">Wielka Brytania daleka jest od takiej muzyki i można by może to samo powiedzieć o Niemczech gdyby nie znakomity <span style="font-weight: bold;">AT VANCE</span>, który zdołał wypracować swój własny styl, odmienny od innych grup z Europy.Wśród nowości pojawił się natomiast zespół <span style="font-weight: bold;">DORIAN OPERA</span> tu mamy jednak bardzo mocno zaznaczony element progresywny.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Francja z kolei to pewna liczba zespołów bardziej skierowanych na progresywny power metal symfoniczny i elementy neoklasyczne to jedynie dodatek do ich muzyki. Typowym przedstawicielem gatunku jest tu jedynie grupa <span style="font-weight: bold;">M.Z.</span> ze sporym dorobkiem i ten zespół ostatnio znajduje się w czołówce.</div>
<div style="text-align: justify;">Wspominając o Francji wypadało rzecz jasna wspomnieć i o Belgii.</div>
<div style="text-align: justify;">Tu niepodzielnie króluje Dushan Petrosssi i jego zespoły <span style="font-weight: bold;">MAGIC KINGDOM</span> i <span style="font-weight: bold;">IRON MASK</span>. Petrossi umiejętnie łączy power metalową energię z elegancją neoklasycznych zagrywek. </div>
<div style="text-align: justify;">W Hiszpanii mogę tylko coś powiedzieć o zespołach angielskojęzycznych- oczywiście z tych na pierwszym planie <span style="font-weight: bold;">DARK MOOR</span>, jednakże i tu stopniowo widać odchodzenie od tej stylistyki</div>
<div style="text-align: justify;">Włochy to temat bardziej złożony . Grup grających typowy neoclassical metal nie ma tam i nie było , choć zespoły z kręgu <span style="font-weight: bold;">RHAPSODY</span> czy też <span style="font-weight: bold;">LABYRINTH</span> w pewnych okresach działalności z większym lub mniejszym natężeniem korzystały ze stylistyki neoklasycznej , choć zazwyczaj w powiązaniu z symfoniką. </div>
<div style="text-align: justify;">Grecja reprezentowana jest przed wszystkim przez <span style="font-weight: bold;">MYSTERY</span> gitarzysty Perlepesa i projektach gitarzysty Theodore Zirasa.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Być może i Europa Środkowa z czasem stanie się rejonem gdzie takie granie zaowocuje dobrymi zespołami.Jak na razie w Czechach pojawił się zespół <span style="font-weight: bold;">SYMPHONITY</span> posiłkowany przez niemieckiego wokalistę Olafa Hayera po sąsiedzku natomiast w Słowacji pojawił się Göran Edman znany chociażby z grupy Yngwie Malmsteena w zespole <span style="font-weight: bold;">SIGNUM REGIS</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Obecnie gatunek przeżywa poważny zastój. Moda na takie granie nieco przeminęła, brakuje uzdolnionych wokalistów, a ci instrumentaliści, który nadawali ton w tym gatunku zajęci są obecnie innymi muzycznymi przedsięwzięciami. </div>
<div style="text-align: justify;">Rok 2010 okazał się jednak pod tym względem wyjątkowo bogaty, jeśli oczywiście te kilka płyt można nazwać bogactwem. Nadal jednak trzyma się dzielnie niezniszczalny Malmsteen, który już w 2008 roku udowodnił, że można i obecnie nagrać znakomity album z muzyką w decydującej części neoklasyczną. Niewątpliwą sensacją roku jest nowe dzieło <span style="font-weight: bold;">MISTHERIA</span> czyli międzynarodowy projekt klawiszowca wirtuoza "Mistheria" Iampieri, tu jednak mamy do czynienia z metalem po części progresywnym inspirowanym klasyką, co zbliża bardzo <span style="font-weight: bold;">MISTHERIA</span> do <span style="font-weight: bold;">ARTENSION</span> i muzyki Kuprija. Znakomicie spisał się także koreański <span style="font-weight: bold;">ZIHARD</span> ,ale również odszedł po części od typowego chłodnego neoklasycznego stylu, podobnie jak to zrobili na tegorocznych albumach Japończycy z <span style="font-weight: bold;">GALNERYUS</span> czy <span style="font-weight: bold;">CONCERTO MOON</span>. Najbliżej neoklasycznej konwencji pozostał mniej znany <span style="font-weight: bold;">VERSAILLES</span>, także z Japonii, ale i tu mamy duże odstępstwa od tradycyjnie pojmowanego grania w tym stylu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Czy w najbliższym czasie pojawią się nowe zespoły kultywujące tradycje neoclassical metal ?</div>
<div style="text-align: justify;">Trudno powiedzieć , ale chyba się na to nie zanosi. Owszem wciąż wykorzystanie klasycznych motywów jest modne , co więcej rozprzestrzenia się i na cięższe odmiany metalu ale jest to tylko dodatek i uzupełnienie stylów jakie te zespoły prezentują.</div>
<div style="text-align: justify;">Młodych, nowych zespołów brak. Może i gdzieś istnieją ale obecnie na fali popularności innych gatunków metalu przebić im się jest na pewno bardzo trudno.</div>
<div style="text-align: justify;">Gatunek odchodzi w przeszłość. Majestatycznie, dostojnie jak przystało na spadkobierców Bacha i Mozarta. Szkoda, ale pozostaje nadzieja...</div>
<div style="text-align: justify;">No i Lars Yngwie Johann Lannerbach Malmsteen oczywiście.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[KEVIN HEYBOURNE, CZYLI HISTORIA ZMARNOWANEJ KARIERY]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1226</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 15:59:20 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1226</guid>
			<description><![CDATA[Spowity mgłami Londyn drugiej połowy lat 70tych XX wieku to nie tylko narodziny legendy IRON MAIDEN. To także czary, szatan, okultyzm i początki "black" metalu, które dzisiejszym fanom gatunku wydać się mogą zaledwie rockowym plumkaniem. <br />
 Mistrzem Ceremonii był tu Kevin Heybourne. Młody, niezwykle uzdolniony gitarzysta, który w roku 1978 założył zespół o złowieszczej wówczas nazwie LUCIFER, zmienionej potem na ANGEL WITCH. <br />
 Być może gdyby nie nagła i niespodziewana eksplozja NWOBHM zespół ten osiągnąłby co najwyżej status barowego wykonawcy, a sam Heybourne zarabiałby na chleb powszedni ucząc gry na gitarze dzieci z dobrych londyńskich domów. <br />
 Nowa muzyka jednak poraziła słuchaczy i ANGEL WITCH, jak dziesiątki innych zespołów, ruszył na podbój muzycznego rynku, uzbrojony jednak nie tylko w entuzjazm, ale faktyczne umiejętności. Demo z roku 1979, potem skromny maxi singiel Sweet Danger. <br />
 <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">
 <br />
 Szokująca satanistyczna okładka i liczne pochwały w prasie i wśród słuchaczy, szczególnie pod adresem znakomitej gry samego Heybourne'a oraz tygodniowy pobyt utworu "Sweet Danger" na 75 miejscu radiowej listy rockowych przebojów w czerwcu 1980 roku. <br />
 Niby niewiele, ale ileż to zespołów nie osiągnęło niczego w tym burzliwym czasie. <br />
 Kolejne single nie do końca zauważone, ale trio Heybourne'a szykowało bombę, która wybuchła jeszcze w tym samym roku 1980, a miała tytuł po prostu "Angel Witch". <br />
 Triumf NWOBHM i album pomnikowy, któremu próbowano zarzucić wszystko - od obrazoburczych tekstów, poprzez słabą produkcję, aż do nieciekawego wokalu Heybourne'a. <br />
 Próby spełzły na niczym i płyta ta była i pozostanie kanonem NWOBHM. <br />
 Heybourne w jednej niemal chwili wyrósł na idola i wzór muzyka nowego rockowego pokolenia, które odrzucało stare granie lat 70tych tak w heavy rockowej jak i w punkowej odmianie. <br />
 </div>
<div style="text-align: center;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/3/6/2/6/3626.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 3626.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 <br />
 Jakże jednak szybko meteor przemierza w blasku nieboskłon, aby nagle zgasnąć. <br />
 Tak nagle i niespodziewanie zgasła i gwiazda Heybourne'a. Jeszcze singiel Loser w 1981 roku i nastąpił koniec ANGEL WITCH. <br />
 Jedni twierdzą że nie mógł on znaleźć wspólnego języka z innymi muzykami, inni, że nie wytrzymał napięcia w faktycznej walce z konkurentami, którzy jeszcze niedawno byli przyjaciółmi, jeszcze inni, że wypalił się nagle jako kompozytor, któremu starczyło sił i talentu tylko na jeden album. Tak czy inaczej w jednej niemal chwili nadzieje na sukces w przyszłości zostały pogrzebane. Na krótko reaktywowany w 1982 zespół szybko rozleciał się nie zdziaławszy nic. Heybourne wtopił się w tłum grając krótko w nic nieznaczących lokalnych zespołach wciąż jednak wierzył w magię ANGEL WITCH. <br />
 Jako lider ANGEL WITCH zachował prawo do nazwy zespołu i w roku 1984 reaktywował grupę w zupełnie nowym składzie powierzając rolę wokalisty Dave Tattumowi. Wraz z basistą Gordelierem i perkusistą Hoggiem nagrał dwa albumy z muzyką heavy metal, luźno powiązaną z wcześniejszymi wpływami NWOBHM. <br />
 W 1985 pojawił się Screamin' and Bleedin'. <br />
 Heybourne poza solami nie potrafił przełożyć swojego wielkiego talentu gitarowego na konkretny masakryczny atak i numery z tego LP w zasadzie przelatują w tempie średnim jeden po drugim. Wokalnie Tattum też specjalnie niczym się wyróżnia i słychać, że jego głos ma małą siłę przebicia w zetknięciu z ostrą gitarą. W „Evil Games” chór chłopięcy ma dodać nieco urozmaicenia, a „Afraid of The Dark” zaczyna się znakomicie, po czym jednak rozpływa się z średnio strawnej heavy metalowej mazi. Tak jest aż do „Waltz the Night”, który dzięki ciekawej melodii i pewnym klimacie z debiutu zespołu jest tu najbardziej interesującą propozycją. „Goodbye” zupełnie nie pasuje do całości i jeśli miał to być wabik dla fanów lżejszych brzmień to zadania nie spełnił. <br />
 W przypadku tej płyty jestem na nie. Zresztą poza tym że chwalono grę perkusisty, album uznania nie zdobył, co jednak nie powstrzymało lidera od kontynuacji działalności. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/3/9/4/3/3943.jpg" width="300" height="300" border="0" alt="[Obrazek: 3943.jpg]" /><br />
 <br />
 Z nowym perkusistą Hollmanem w 1986 zespół nagrał LP "Frontal Assault". <br />
 Tu większy nacisk położony został na melodie i łagodniejsze brzmienie. Sam Heybourne gra też dłuższe sola, jak w „Dreamworld”. Paradoksalnie jest też więcej z NWOBHM i pod tym względem przoduje „Rendezvous With the Blade”, przypominający riffami i konstrukcją utwory z debiutu. Niestety naprawdę ciekawych kompozycji jest niewiele i szczególnie refreny nie są najwyższych lotów. Heybourne ratuje wszystko doskonałymi solami, a Tattum też lepiej śpiewa niż rok wcześniej. Perkusista średni i jednak słabszy niż poprzedni. <br />
 Produkcja i brzmienie jest przeciętne, przez co momentami mamy nawet trochę nieczytelnych zagrywek. <br />
 Ogólnie czuje się, że się starają, ale jest to odrobinkę rozpaczliwe. <br />
 Czy wierzyli w sukces? Trudno orzec. Płyta została przyjęta chłodno, szczególnie po tym, co na brytyjskiej scenie pokazał IRON MAIDEN i JUDAS PRIEST w kilku poprzednich latach. <br />
 Surowe i w gruncie rzeczy toporne granie drugiego wcielenia ANGEL WITCH nie było tym, czego oczekiwali słuchacze. <br />
 <br />
 <br />
 <br />
 Heybourne zrażony obojętnością tych, którzy jeszcze kilka lat wcześniej wynieśli go do kultowego niemal statusu w rodzinnym kraju, postanowił spróbować szczęścia tam, gdzie szukają go zapewne wszyscy - w Ameryce. Ze swa gitarą przemierzył ocean i tam ANGEL WITCH narodził się po raz kolejny. Heybourne nie umiał, czy też nie chciał tworzyć czegoś nowego. Mało znani muzycy i stary repertuar, wciąż żywy, ale w dobie dominacji thrashu i death metalu archaiczny nie pozwolił mu zawojować Nowego Świata. Nie mając pozwolenia na stały pobyt w USA powrócił do Anglii na tarczy, a jak sobie tam radził częściowo pokazuje album koncertowy "Angel Witch Live " z 1990 roku. <br />
 Fatalne brzmienie, nieciekawe choć pełne werwy heavy metalowe wykonanie największych killerów z "Gorgon" na czele. <br />
 Porażka? Na pewno, ale amerykańska kaseta z tym LP wciąż stoi u mnie na półce, choć od lat już nie była wrzucana do magnetofonu. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/1/7/9/8/1798.jpg" width="300" height="300" border="0" alt="[Obrazek: 1798.jpg]" /><br />
 <br />
 Gdy wydawało się, że odejdzie w niepamięć jak setki innych muzyków ery NWOBHM, niespodziewanie pojawił się z kolejnym wcieleniem ANGEL WITCH w roku 2000. Kolejne rozczarowania, kolejny, tym razem mierny album koncertowy "2000: Live at the LA2" <br />
 </div>
<div style="text-align: center;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/3/6/2/9/3629.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 3629.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 <br />
 Znów rozpad niestabilnego składu i nieustanne próby odnalezienia tego klucza, Który pozwoliłby mu otworzyć Metalowe Wrota XXI wieku. Szkoda, że na próżno. Wciąż nowe twarze przewijają się u boku Heybourne'a, który na festiwalach i koncertach wypada źle, wypada coraz gorzej i coraz gorzej brzmią te kompozycje, które kiedyś na krótko wyniosły go na szczyt. <br />
 Zespół to istnieje, to znika by w 2008 jeszcze raz odbudować legendę. Lecz czy nie pora aby ta czarownica spłonęła na stosie? Godnie i dostojnie? <br />
 Album koncertowy "Burn the White Witch" z występu w Londynie w roku 2009 zapewne wywołuje takie pytania i stawia jasne odpowiedzi. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/2/4/8/6/248623.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 248623.jpg]" /><br />
 <br />
 Heybourne to gitarzysta znakomity, swoisty i niepowtarzalny. Jedną płytą zapewnił sobie stałe miejsce w historii światowej muzyki metalowej. Jest jednak też przykładem na to, jak łatwo można taką legendę zniszczyć i rozmienić na drobne. <br />
 <br />
 Czy stać go jeszcze na wspięcie się na szczyt? Może... W końcu pomaga mu Biała Czarownica. </div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[Spowity mgłami Londyn drugiej połowy lat 70tych XX wieku to nie tylko narodziny legendy IRON MAIDEN. To także czary, szatan, okultyzm i początki "black" metalu, które dzisiejszym fanom gatunku wydać się mogą zaledwie rockowym plumkaniem. <br />
 Mistrzem Ceremonii był tu Kevin Heybourne. Młody, niezwykle uzdolniony gitarzysta, który w roku 1978 założył zespół o złowieszczej wówczas nazwie LUCIFER, zmienionej potem na ANGEL WITCH. <br />
 Być może gdyby nie nagła i niespodziewana eksplozja NWOBHM zespół ten osiągnąłby co najwyżej status barowego wykonawcy, a sam Heybourne zarabiałby na chleb powszedni ucząc gry na gitarze dzieci z dobrych londyńskich domów. <br />
 Nowa muzyka jednak poraziła słuchaczy i ANGEL WITCH, jak dziesiątki innych zespołów, ruszył na podbój muzycznego rynku, uzbrojony jednak nie tylko w entuzjazm, ale faktyczne umiejętności. Demo z roku 1979, potem skromny maxi singiel Sweet Danger. <br />
 <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">
 <br />
 Szokująca satanistyczna okładka i liczne pochwały w prasie i wśród słuchaczy, szczególnie pod adresem znakomitej gry samego Heybourne'a oraz tygodniowy pobyt utworu "Sweet Danger" na 75 miejscu radiowej listy rockowych przebojów w czerwcu 1980 roku. <br />
 Niby niewiele, ale ileż to zespołów nie osiągnęło niczego w tym burzliwym czasie. <br />
 Kolejne single nie do końca zauważone, ale trio Heybourne'a szykowało bombę, która wybuchła jeszcze w tym samym roku 1980, a miała tytuł po prostu "Angel Witch". <br />
 Triumf NWOBHM i album pomnikowy, któremu próbowano zarzucić wszystko - od obrazoburczych tekstów, poprzez słabą produkcję, aż do nieciekawego wokalu Heybourne'a. <br />
 Próby spełzły na niczym i płyta ta była i pozostanie kanonem NWOBHM. <br />
 Heybourne w jednej niemal chwili wyrósł na idola i wzór muzyka nowego rockowego pokolenia, które odrzucało stare granie lat 70tych tak w heavy rockowej jak i w punkowej odmianie. <br />
 </div>
<div style="text-align: center;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/3/6/2/6/3626.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 3626.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 <br />
 Jakże jednak szybko meteor przemierza w blasku nieboskłon, aby nagle zgasnąć. <br />
 Tak nagle i niespodziewanie zgasła i gwiazda Heybourne'a. Jeszcze singiel Loser w 1981 roku i nastąpił koniec ANGEL WITCH. <br />
 Jedni twierdzą że nie mógł on znaleźć wspólnego języka z innymi muzykami, inni, że nie wytrzymał napięcia w faktycznej walce z konkurentami, którzy jeszcze niedawno byli przyjaciółmi, jeszcze inni, że wypalił się nagle jako kompozytor, któremu starczyło sił i talentu tylko na jeden album. Tak czy inaczej w jednej niemal chwili nadzieje na sukces w przyszłości zostały pogrzebane. Na krótko reaktywowany w 1982 zespół szybko rozleciał się nie zdziaławszy nic. Heybourne wtopił się w tłum grając krótko w nic nieznaczących lokalnych zespołach wciąż jednak wierzył w magię ANGEL WITCH. <br />
 Jako lider ANGEL WITCH zachował prawo do nazwy zespołu i w roku 1984 reaktywował grupę w zupełnie nowym składzie powierzając rolę wokalisty Dave Tattumowi. Wraz z basistą Gordelierem i perkusistą Hoggiem nagrał dwa albumy z muzyką heavy metal, luźno powiązaną z wcześniejszymi wpływami NWOBHM. <br />
 W 1985 pojawił się Screamin' and Bleedin'. <br />
 Heybourne poza solami nie potrafił przełożyć swojego wielkiego talentu gitarowego na konkretny masakryczny atak i numery z tego LP w zasadzie przelatują w tempie średnim jeden po drugim. Wokalnie Tattum też specjalnie niczym się wyróżnia i słychać, że jego głos ma małą siłę przebicia w zetknięciu z ostrą gitarą. W „Evil Games” chór chłopięcy ma dodać nieco urozmaicenia, a „Afraid of The Dark” zaczyna się znakomicie, po czym jednak rozpływa się z średnio strawnej heavy metalowej mazi. Tak jest aż do „Waltz the Night”, który dzięki ciekawej melodii i pewnym klimacie z debiutu zespołu jest tu najbardziej interesującą propozycją. „Goodbye” zupełnie nie pasuje do całości i jeśli miał to być wabik dla fanów lżejszych brzmień to zadania nie spełnił. <br />
 W przypadku tej płyty jestem na nie. Zresztą poza tym że chwalono grę perkusisty, album uznania nie zdobył, co jednak nie powstrzymało lidera od kontynuacji działalności. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/3/9/4/3/3943.jpg" width="300" height="300" border="0" alt="[Obrazek: 3943.jpg]" /><br />
 <br />
 Z nowym perkusistą Hollmanem w 1986 zespół nagrał LP "Frontal Assault". <br />
 Tu większy nacisk położony został na melodie i łagodniejsze brzmienie. Sam Heybourne gra też dłuższe sola, jak w „Dreamworld”. Paradoksalnie jest też więcej z NWOBHM i pod tym względem przoduje „Rendezvous With the Blade”, przypominający riffami i konstrukcją utwory z debiutu. Niestety naprawdę ciekawych kompozycji jest niewiele i szczególnie refreny nie są najwyższych lotów. Heybourne ratuje wszystko doskonałymi solami, a Tattum też lepiej śpiewa niż rok wcześniej. Perkusista średni i jednak słabszy niż poprzedni. <br />
 Produkcja i brzmienie jest przeciętne, przez co momentami mamy nawet trochę nieczytelnych zagrywek. <br />
 Ogólnie czuje się, że się starają, ale jest to odrobinkę rozpaczliwe. <br />
 Czy wierzyli w sukces? Trudno orzec. Płyta została przyjęta chłodno, szczególnie po tym, co na brytyjskiej scenie pokazał IRON MAIDEN i JUDAS PRIEST w kilku poprzednich latach. <br />
 Surowe i w gruncie rzeczy toporne granie drugiego wcielenia ANGEL WITCH nie było tym, czego oczekiwali słuchacze. <br />
 <br />
 <br />
 <br />
 Heybourne zrażony obojętnością tych, którzy jeszcze kilka lat wcześniej wynieśli go do kultowego niemal statusu w rodzinnym kraju, postanowił spróbować szczęścia tam, gdzie szukają go zapewne wszyscy - w Ameryce. Ze swa gitarą przemierzył ocean i tam ANGEL WITCH narodził się po raz kolejny. Heybourne nie umiał, czy też nie chciał tworzyć czegoś nowego. Mało znani muzycy i stary repertuar, wciąż żywy, ale w dobie dominacji thrashu i death metalu archaiczny nie pozwolił mu zawojować Nowego Świata. Nie mając pozwolenia na stały pobyt w USA powrócił do Anglii na tarczy, a jak sobie tam radził częściowo pokazuje album koncertowy "Angel Witch Live " z 1990 roku. <br />
 Fatalne brzmienie, nieciekawe choć pełne werwy heavy metalowe wykonanie największych killerów z "Gorgon" na czele. <br />
 Porażka? Na pewno, ale amerykańska kaseta z tym LP wciąż stoi u mnie na półce, choć od lat już nie była wrzucana do magnetofonu. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/1/7/9/8/1798.jpg" width="300" height="300" border="0" alt="[Obrazek: 1798.jpg]" /><br />
 <br />
 Gdy wydawało się, że odejdzie w niepamięć jak setki innych muzyków ery NWOBHM, niespodziewanie pojawił się z kolejnym wcieleniem ANGEL WITCH w roku 2000. Kolejne rozczarowania, kolejny, tym razem mierny album koncertowy "2000: Live at the LA2" <br />
 </div>
<div style="text-align: center;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/3/6/2/9/3629.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 3629.jpg]" /></div>
<div style="text-align: justify;">
 <br />
 Znów rozpad niestabilnego składu i nieustanne próby odnalezienia tego klucza, Który pozwoliłby mu otworzyć Metalowe Wrota XXI wieku. Szkoda, że na próżno. Wciąż nowe twarze przewijają się u boku Heybourne'a, który na festiwalach i koncertach wypada źle, wypada coraz gorzej i coraz gorzej brzmią te kompozycje, które kiedyś na krótko wyniosły go na szczyt. <br />
 Zespół to istnieje, to znika by w 2008 jeszcze raz odbudować legendę. Lecz czy nie pora aby ta czarownica spłonęła na stosie? Godnie i dostojnie? <br />
 Album koncertowy "Burn the White Witch" z występu w Londynie w roku 2009 zapewne wywołuje takie pytania i stawia jasne odpowiedzi. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/2/4/8/6/248623.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 248623.jpg]" /><br />
 <br />
 Heybourne to gitarzysta znakomity, swoisty i niepowtarzalny. Jedną płytą zapewnił sobie stałe miejsce w historii światowej muzyki metalowej. Jest jednak też przykładem na to, jak łatwo można taką legendę zniszczyć i rozmienić na drobne. <br />
 <br />
 Czy stać go jeszcze na wspięcie się na szczyt? Może... W końcu pomaga mu Biała Czarownica. </div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[ZAGINIONY ŚWIAT "NWOBHM" - SINGLE I EP ZAPOMNIANYCH ZESPOŁÓW]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1224</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 15:02:31 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1224</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Fenomen zjawiska New Wave Of British Heavy Metal postrzegany jest przede wszystkim przez takie zespoły jak IRON MAIDEN czy SAXON i z takim granie często kojarzony. Warto jednak pamiętać, że eksplozja muzyczna w początkach lat 80tych w Wielkiej Brytanii to nie tylko eksplozja nowego agresywnego i buntowniczego grania, ale także powstanie niemal z dnia na dzień setek zespołów, które na fali ogólnego entuzjazmu rozpoczęły wyścig ku sławie i trudno znaleźć analogię do intensywności tego zjawiska do chwili obecnej. Sytuacja na rynku muzycznym była wówczas złożona. Z jednej strony wytwórnie płytowe cały czas poszukiwały możliwości zarobienia na popularności nowego trendu muzycznego, z drugiej były bardzo ostrożne w doborze proponowanego materiału, mając w pamięci straty jakie poniosły w związku z chybionymi inwestycjami w punk rockowe grupy u schyłku popularności tego gatunku w końcu lat 70tych. Te zespoły, które z marszu zdobyły popularność i sympatię słuchaczy mogły liczyć na kontrakty i promocję, większość jednak z wielkim trudem uzyskiwała szanse utrwalenia swojej muzyki na płytach. <br />
 Małe, niezależne wytwórnie, pół amatorskie studia były dla takich grup codziennością. Skromne budżety i ograniczone nieraz do minimum nakłady były największą przeszkodą w popularyzacji muzyki grup, nienależących do grona elity NWOBHM. <br />
 Rzecz jasna nie wszystko co proponowano było ciekawe i wartościowe, bo i poziom prezentowany przez te zespoły był bardzo nierówny. Jednak wśród setek singli, maxi singli i mini LP były i takie, które zasługują na ocalenie od zapomnienia. Niedocenione i niezauważone kiedyś, dziś stanowią niezwykle ważne uzupełnienie obrazu sceny NWOBHM, a jednocześnie ukazują jej wielkie bogactwo i potencjał, który moim zdaniem nie został do końca wykorzystany. <br />
 Renesans zainteresowania NWOBHM przyszedł w pierwszych latach XXI wieku. Stare winyle zapomnianych zespołów pojawiły się w wydaniach CD, często zremasterowane, a oryginały z dawnych lat kurzące się gdzieś na półkach stały się poszukiwanymi rarytasami kolekcjonerskimi. Z otchłani niebytu powróciło sporo zespołów godnych uwagi i przypomnienia. <br />
 Nie jest moją ambicją stworzenie encyklopedii wszystkiego co się pojawiło w nurcie NWOBHM, a potem zaginęło w mroku dziejów, bo to niemożliwe. <br />
 Przybliżę jednak choć część grup i ich dorobku utrwalonego na maxi singlach i mini LP. <br />
 Ponieważ historia NWOBHM wciąż odkrywa nowe karty to temat, mam nadzieję, będzie stopniowo uzupełniany. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">HAMMERHEAD</span> można poznać dzięki płycie "Will To Survive" wydanej w 2005 roku i zawierającej stare numery tego zespołu z singli i dem z lat 1978-1981. <br />
 Album z głównego nurtu NWOBHM z typowymi riffami, jakby nieco lżejsza wersja TANK i BLITZKRIEG, gdzie na wyróżnienie zasługuje znakomity "Time Will Tell" - esencja najlepszego grania NWOBHM - śmiało można ten numer postawić pośród największych killerów stylu. Pewien ukłon w kierunku BLACK SABBATH w numerze „Lochinvar” także bardzo dobrym. <br />
 Dobry band i dobra płyta kompilacyjna 7/10, której uzupełnieniem jest EP "Hedonizm " z tego samego roku. <br />
 Zespół przechodził liczne koleje losu i zmiany składu jak podziemna raczej kapela i już nie istnieje. <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/3/4/143403.JPG" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 143403.JPG]" /></div>
<div style="text-align: justify;">W roku 2006 ukazała się też płyta zespoły <span style="font-weight: bold;">SPARTA</span>, który nagrał w roku 1981 dwa single, a potem zniknął po wielu zmianach osobowych, choć ostatecznie dopiero w roku 1992. <br />
 Album jest kompilacją starych utworów. <br />
 Granie w klasycznym stylu melodyjnego NWOBHM - proste riffy i kołyszące refreny. Oryginalności niewiele, więc nie dziwne jest, że zespół sukcesu nie odniósł. <br />
 Płyta nosi tytuł "Sparta". Ocena 7/10 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/1/1/2/1/112158.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 112158.jpg]" /><br />
 </div>
<div style="text-align: justify;">Tylko jedną EP "Burnt At The Stake" w 1984 nagrał zespół <span style="font-weight: bold;">HERETIC</span>. <br />
 Liderem formacji był Martin Andrew, którego umiejętności wokalne można określić jako bardzo przeciętne. Muzyka łączyła w sobie elementy grania z pod znaku riffów IRON MAIDEN i bardzo komercyjnych popowych melodii - jak w kompozycji "Keep on Telling Those Lies". <br />
 Grupa została rozwiązana w roku 1985, a Andrew opuścił Wielką Brytanię i przeniósł się do Las Vegas, gdzie kontynuował swoja karierę jako muzyk rockowy. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/2/9/4/4/29447.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 29447.jpg]" /><br />
 </div>
<div style="text-align: justify;">Oryginał winylowy EP zespołu <span style="font-weight: bold;">SHERWOOD</span> - "Riding The Rainbow" wydany w roku 1986 należy ponoć do jednych z największych brytyjskich rarytasów płytowych. <br />
 Sama muzyka to bardzo zgrabny melodyjny heavy metal, łagodny i nastrojowy wykonany z wyczuciem, choć wokalista Fluff dysponował nieco zbyt płaskim głosem do takiej muzyki. <br />
 Jeden z nielicznych zespołów wykorzystujących instrumenty klawiszowe. <br />
 Tu najbardziej podoba mi się bujający "So Far Away" z dobrym solem i udanym podkładem klawiszowym. <br />
 EP wydana była własnym sumptem, ale muzyka nie zainteresowała żadnej wytwórni płytowej i grupa niebawem się rozpadła. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/8/7/9/0/87902.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 87902.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Inny zespołem, mało znanym z muzyki, ale znanym z innego powodu, był <span style="font-weight: bold;">XERO</span>. <br />
 Wydali oni EP "Cutting Loose" w 1984 roku gdzie zaprezentowali muzykę hard rockową podbarwioną energią NWOBHM i soulem. Znakomity ekspresyjny wokalista Moon Williams nie wystarczył, aby odnieść sukces. Najbardziej udana kompozycja z tu zaprezentowanych to „Hold On”. Płytka zaciekawiła Brytyjczyków umieszczeniem na niej utworu „Lone Wolf” gdzie zaśpiewał... Bruce Dickinson. Utwór nie był numerem zespołu XERO, a mało znanej formacji THE SHOTS, gdzie przez jakiś czas Bruce występował. <br />
 Średni numer rockowy chwały wokaliście IRON MAIDEN jednak nie przynosi. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/3/8/3/4/38341.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 38341.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Utwór ten zaprezentowany był także na singlu Oh Baby z roku 1983 - okładka jak widać promowała ten numer najbardziej. <br />
 Zespół przestał istnieć jakiś czas potem. Szkoda uzdolnionego wokalisty. <br />
 <br />
 W okresie NWOBHM działał tez zespół o nazwie <span style="font-weight: bold;">TURBO</span>. <br />
 W 1981 nagrali trzy-utworowy maxi singiel Stalion. Zaprezentowali przyzwoity poziom, choć do gry gitarzystów można się przyczepić. Proste granie z głównego nurtu lekko podchodzące pod Iron Maiden, trochę pod hard rock w brytyjskiej manierze. Słabe brzmienie, co nie dziwi przy niskim budżecie i amatorskiej produkcji. <br />
 ”Running” z tych trzech najbardziej typowy dla stylu riffów klasycznego NWOBHM. <br />
 ”Take My Life” bardzo udany pół balladowy numer - wart odnotowania. Tu znów jakby słychać lekko BLACK SABBATH w riffach. </div>
<div style="text-align: justify;">[img]hhttp://metal-archives.com/images/5/7/3/7/57376.jpg[/img]</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak wiele innych zespół zaginął po 1982 roku. <br />
 <br />
 Wielką stratą na pewno dla sceny brytyjskiej było przedwczesne rozwiązanie grupy <span style="font-weight: bold;">TRAITORS GATE. </span><br />
 Dosyć długo trwało zanim zespół pochodzący z Walii zebrał optymalny skład, chociaż część muzyków znała się wcześniej z hard rockowej lokalnej formacji MUNRO. <br />
 Do nagrania trzy utworowego maxi singla przystąpili w 1985. W tym czasie w zespole już na dobre zadomowił się wokalista Robby Jones, który według mnie należał do najbardziej utalentowanych wokalistów brytyjskich lat 80tych, który zaginęli potem w mroku metalowych zmian. <br />
 Nagrane utwory znalazły się maxi singlu Devil Takes the High Road. Znakomite utwory powodujące zaostrzenie apetytu na więcej. Szczególnie „Shoot To Kill”. <br />
 Mocne, heavy metalowe brzmienie, wyjątkowo dobra produkcja i wyższy stopień wtajemniczenia niż zazwyczaj miało to miejsce w mało znanych zespołach NWOBHM. <br />
 Niestety ten zespół także próby czasu nie przetrwał, głównie z przyczyn techniczno - organizacyjnych. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/3/8/7/4/38743.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 38743.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeśli kogoś interesuje, co robił John Sykes poza Tygersami i THIN LIZZY to liderował własnej formacji <span style="font-weight: bold;">STREETFIGHTER</span>. Tu grał na gitarze i śpiewał w towarzystwie innych, mniej jednak znanych w tym czasie muzyków. <br />
 Grupa reprezentowała tradycyjne podejście do melodyjnego hard rocka i metalu, a kompozycje przypominały z jednej strony nagrania THIN LIZZY („Crazy Dream” i „Streetfighter”), z drugiej Tygersów („Livin' on the Redline”), a z trzeciej STATUS QUO („City Girls”). <br />
 Cztery kompozycje jakie nagrali w składzie z Sykesem znalazły się na EP (czy tez mini LP) <br />
 ”Crazy Dream”, która ukazała się w roku 1982. <br />
 Średni wokal Sykesa, znakomita za to jego gitara. Wyborna sekcja rytmiczna, a szczególnie popisy basisty Goldsworthy'ego (potem też w DIAMOND HEAD). <br />
 Płytka starannie wyprodukowana, z kompozycjami wymienionymi powyżej na poziomie dobrym. Zespół być może by się rozwinął, ale Sykes skorzystał z oferty Lynotta i przeszedł do THIN LIZZY. Dwaj gitarzyści, którzy go zastąpili nie umieli jednak śpiewać i grupa została bez wokalisty. Po krótkim czasie drogi ludzi zaangażowanych w STREETFIGHTER rozeszły się. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/5/6/0/7/56070.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 56070.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespołów o nazwie <span style="font-weight: bold;">WARRIOR</span> było w Anglii w okresie NWOBHM kilka i są w fachowej literaturze specjalistycznej oznaczane numerami. <span style="font-weight: bold;">WARRIOR</span> (1) omówiłem krótko wcześniej. <br />
 <span style="font-weight: bold;">WARRIOR</span> (2) wywodził się z tzw. kręgu zespołów z Newcastle, a jego członkowie znali się i kolegowali z VENOM, BLITZKRIEG, RAVEN i SATAN. Zespół prezentował muzykę podobną do wyżej wymienionych, surową w riffach i oszczędną w środkach wyrazu oraz niezbyt melodyjną, pozbawioną jednak energii i pasji wspomnianych grup. <br />
 Zdołali wydać mini LP For Europe Only w roku 1983, przy czym utwór „Kansas City” był bez większego sukcesu promowany na listach przebojów radiowych. <br />
 Na pewno najwartościowszą kompozycją był wolniejszy i surowy „Warrior” z długim solem perkusyjnym Seana Taylora - tego samego, który bębnił w SATAN, PARIAH, RAVEN i BLITZKRIEG. <br />
 Zespół miał jednak słabego wokalistę Hallidaya i jakoś nie potrafił wyjść z cienia nawet w rejonie Newcastle. <br />
 Słabość grupy jako całości ujawnił chłodno przyjęty album koncertowy Live In A Dive! wydany początkowo tylko na kasecie. <br />
 Ostatecznie band rozpadł się w roku 1985. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/3/0/9/0/30907.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 30907.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Dosyć późno, bo w 1984 powstał zespół HARRIER. Szybko wydał maxi singla Out On The Street, zawierający trzy utrzymane w średnich tempach kompozycje, zakorzenione w brytyjskiej tradycji rockowej. Niestety było to granie niezbyt atrakcyjne zarówno wykonawczo, jak i pod względem samych kompozycji. Na największe uznanie zasługuje tu brzmienie sekcji rytmicznej i hammondy keyboardzisty. Nazywa się Farrington i obecnie jest członkiem DEMON. <br />
 Grupa rozpadła się w 1986, nie zdoławszy zainteresować swoja muzyką żadnej wytwórni płytowej. </div>
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kolejny zespół który nagrał jedna EP Open Your Eyes 1984 (czy raczej mini LP) i przepadł to <span style="font-weight: bold;">DAMASCUS</span> z Liverpoolu. Grali dobry dynamiczny heavy metal w stylistyce NWOBHM w riffach, bujający i z godnym podziwu wkładem basisty Mike Bootha. Udane także były sola gitarowe. Niestety w procesie realizacji tego krążka, poza numerem „Cold Horizon”, chyba za bardzo cofnięto wokal do tyłu. Inna rzecz, że wokalista, choć dobry, jakoś nie bardzo pasował według mnie do raczej mocnych zagrywek reszty składu. <br />
 Obowiązkowa ballada „Cold Horizon” bardzo udana i śpiewa tu dwóch członków grupy, ale kto jest drugim tego nie wiem. <br />
 Zespół na pewno miał potencjał, niestety nie trafił w swój czas... Demo przygotowane do wydania przez jakąś poważniejszą wytwórnię nie znalazło chętnych do wydania. <br />
 Podobno od czasu do czasu panowie występują jeszcze klubowo. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/8/3/8/3/8383.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 8383.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół BLEAK HOUSE startował w 1980, a już w 1982 nagrał swoją Ep (mini LP) Lions In Winter. <br />
 Płytka bardzo dziwna, bo muzycznie jest tu wszystko - i riffy Iron Maiden, i rock brytyjski, i psychodelii nieco, i jazz rocka, i jakby sami nie wiedzieli co grać. Z prawdziwym NWOBHM wspólnego niezbyt wiele. Materiał nie przypadł chyba do gustu konsumentom głównego nurtu brytyjskiej muzyki rockowej, bo zespół szybko zniknął. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/5/2/9/45293.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 45293.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">GEDDES AXE zaprezentował kilka singli w tym </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/2/3/5/5/23555.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 23555.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">i w roku 1983 maxi singla Escape from New York z muzyka zróżnicowaną, opartą głównie o dokonania SAMSON i TYGERS OF PAN TANG, ale trzeci i ostatni numer „666” pokazuje, że stać ich było na dobry heavy metal z lekko epickim zacięciem. <br />
 Zniknęli jednak jak wiele innych grup. Na wyróżnienie zasługuje praca gitar i dobre brzmienie całości oraz to że wokalista był dosyć wszechstronny, choć nie posiadał specjalnie wysokich umiejętności. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/2/3/5/5/23554.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 23554.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Proste riffy i proste melodie w głównym nurcie NWOBHM zaprezentował na maxi singlu Green Eyes w 1984 zespół CRUCIFIXION. Płytkę wydał Neat i wydawało się, że grupa ma zapewniony jeszcze dalszy byt, ale wewnętrzne spory położyły kres działalności zespołu. <br />
 Umiejętności były może niezbyt duże, ale entuzjazm spory. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/1/7/3/8/17388.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 17388.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Bardzo porządny poziom reprezentował zespół DAMACLES, a jego EP Burnin' White Hot wydana w 1985 roku miała bardzo dobre brzmienie. Melodyjny heavy metal w stylistyce NWOBHM ze świetnymi popisami gitarowymi Paula Henley'a i killerskimi numerami „Tonite” i „White Hot”. Kompetentny wokalista i sekcja rytmiczna. Energiczny band, pewny swego i brzmiący niezmiernie profesjonalnie. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/1/8/6/7/18672.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 18672.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Praktycznie nieznany, a wart zdecydowanie wydobycia z mroków niepamięci. <br />
 <br />
 Cięższe i bliższe klasycznemu metalowi brzmienie przedstawił już w roku 1980 zespół <span style="font-weight: bold;">DISTRAINES</span>. Jego maxi singiel Japanned nagrany w roku 1980 z różnych przyczyn w wersji oryginalnej ukazał się jednak dopiero w roku 2006. <br />
 Zespół bardzo średni, rozpadł się w roku 1983 i reaktywował w 2004, ale nowego materiału nie przedstawił. </div>
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Lekko "egzotycznym" jak na ówczesne czasy był zespół <span style="font-weight: bold;">DRAGONFLY</span>, którego liderem, wokalistą i gitarzystą był czarnoskóry Rudi Riviere . </div>
<div style="text-align: justify;">Grupa nie zdziałała wiele nagrywając jedynie EP Dragonfly w roku 1980. <br />
 Płytka ta zawiera bardzo dobry materiał, melodyjny, dynamiczny i zaśpiewany bardzo ciekawie oraz okraszony fantazyjnymi solówkami gitarowymi. <br />
 Refren w „Silent Nights” wyborny po prostu. Przyjemna ballada „Space Bound” nieco smutna i zahaczająca o psychodeliczny rock lat 70tych. <br />
 Zespół został rozwiązany w 1981 roku, a Riviere próbował swoich sił jako gitarzysta w innym londyńskim zespole SAPPHIRE, który jednak również nie odniósł sukcesu. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/5/3/2/7/53277.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 53277.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół <span style="font-weight: bold;">LE GRIFFE</span> nosił nazwę francuską (Szpony) pochodził jednak ze Stoke w UK. <br />
 W 1983 zaprezentowali maxi singla Fast Bikes z rytmicznym melodyjnym graniem z głównego nurtu NWOBHM. Wszystko było tu bardzo poukładane, a zespół zgrany i pewny siebie. <br />
 Dobra produkcja i chwytliwe melodie zapewniły płytce bardzo przychylne recenzje i oczekiwano w krótkim czasie pierwszego LP. Uważam ze to jeden z wartościowszych debiutów spośród tych grup jakie nie odniosły potem sukcesu. Proste, ale w zasadzie bardzo wyrachowane granie. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/7/6/2/2/76220.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 76220.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niestety w 1984 pojawił się tylko mini LP Breaking Strain gdzie skład już był nieco inny, pozostał tylko jeden gitarzysta i w jednym z utworów pojawiły się instrumenty klawiszowe. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/7/6/2/1/76213.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: 76213.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem, choć był to już rok 1984 zagrali jakby był to rok 1980. Najbardziej typowe riffy NWOBHM, dużo IRON MAIDEN szczególnie w pracy gitar i basu, sporo rozbudowanych i na wysokim poziomie solówek gitarowych. „Breaking Strain” w tym przypadku jako utwór tytułowy to wręcz sztandarowy, a przy tym znakomity przykład takiego grania. <br />
 ”Breathe Deeply” jest numerem znacznie wolniejszym, z użyciem klawiszy, ale w refrenach wyraźnie ciąży w kierunku klasycznego heavy metalu. <br />
 ”Silent Running” to znów bardzo brytyjski numer z bojowym głównym riffem, nieco przywodzący na myśl granie TANK ale również i IM w gitarowych galopadach. <br />
 ”You're Killing Me” w tym towarzystwie wypada nieco blado i popowo - szczególnie w refrenie i był zresztą obliczony na sukces komercyjny. Znalazł się na specjalnie przygotowanym singlu, ale sukcesu nie odniósł. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/7/6/2/1/76214.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: 76214.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Albumik zamyka intrygujący numer „Movin' On” będący ukłonem w stronę bardziej melodyjnej odmiany grania z rejonu Newcastle. <br />
 Ogólnie bardzo pewne wykonanie - świetny wokal Chrisa Hattona, gitara Tima Blackwooda i dynamiczna oraz słyszalna sekcja rytmiczna. Ocena 8/10 <br />
 Niestety głównie personalne spory członków grupy zadecydowały, że zespół rozleciał się już w końcu 1984. <br />
 Mocny profesjonalny band, który bardzo mógł namieszać na brytyjskiej scenie metalowej. <br />
 <br />
 W roku 1979 debiutował zespół <span style="font-weight: bold;">MYTHRA</span>. Grali już od 1976 pod nazwą Zarathustra i EP The Death and Destiny była zbiorem czterech utworów, jakie przygotowali w latach 70tych. Jak wspominali sami muzycy do wersji EP nieco je przerobili dodając mocniejsze, częściowo krzyczane partie wokalne oraz riffowanie podpatrzone u innych raczkujących zespołów NWOBHM. Wyszło bardzo fajnie - a numer „Killer” to prawdziwy killer, gdzie energia wsparta jest gitarami pomiędzy IRON MAIDEN i BUDGIE. <br />
 Rasowy „Overload” niszczy w ciągu zaledwie dwóch minut – tyle właśnie trwa. <br />
 Bardzo dobry, swobodny i zróżnicowany wokal Vince Higha oraz wysokiej klasy - naprawdę wysokiej sola gitarowe. <br />
 Słychać, że to nie chłopcy, który tydzień temu po raz pierwszy zebrali się w garażu. <br />
 Już w roku następnym utwory te doczekały się reedycji, a zespół uznano za jedną z największych nadziei NWOBHM. <br />
 Niestety kariera grupy załamała się nagle i dosyć niespodziewanie. <br />
 Choć mieli sporo nagrań nowych i równie ciekawych nie zdołali podpisać żadnego kontraktu płytowego i po pewnym czasie rozeszli się. Grupa jednak nigdy nie była oficjalnie rozwiązana i w końcu lat 90-tych pojawiła się ponownie. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/1/4/1/7/14173.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 14173.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ich zmiksowane na nowo nagrania z okresu dem można posłuchać na wydanym w 1998 albumie o tym samym tytule co mini LP. <br />
 <br />
 Dziwnie złożyły się losy zespołu <span style="font-weight: bold;">SWEET SAVAGE</span>. Ta wielce obiecująca grupa wystartowała w 1981 roku singlem Take No Prisoners, z najbardziej znaną ich kompozycją „Killing Time”, znaną również z wykonania zespołu METALLICA. <br />
 Gitarzystą był w tej grupie Vivian Campbell, a zespół proponował dynamiczne, melodyjne granie NWOBHM z elementami speedu i klasycznego brytyjskiego heavy metalu. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/8/8/3/0/8830.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 8830.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">SWEET SAVAGE dosyć szybko przygotował materiał na pierwszy LP jednak jak na ironię nie zdołał go wydać za pośrednictwem żadnej wytwórni. Zaiste zaskakująca rzecz, zważywszy jakie "dzieła" ujrzały światło dzienne w owym czasie w UK. <br />
 Ta grupa pod względem inwencji i umiejętności biła na głowę większość zespołów jakie wówczas wypłynęły w NWOBHM. „Killing Time”, „Eye Of The Storm” i kilka innych kompozycji mogło stać się hitami takiego grania... Niestety, zabrakło promocji i wytrwałości Campbella, który skuszony propozycją przystąpienia do DIO przyjął ofertę i zabrał część przygotowanego wcześniej materiału do wykorzystania na LP "Holy Diver". <br />
 Zespół przeszedł sporo zmian osobowych i zadebiutował pierwszym LP "Killing Time" dopiero w roku 1996.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Fenomen zjawiska New Wave Of British Heavy Metal postrzegany jest przede wszystkim przez takie zespoły jak IRON MAIDEN czy SAXON i z takim granie często kojarzony. Warto jednak pamiętać, że eksplozja muzyczna w początkach lat 80tych w Wielkiej Brytanii to nie tylko eksplozja nowego agresywnego i buntowniczego grania, ale także powstanie niemal z dnia na dzień setek zespołów, które na fali ogólnego entuzjazmu rozpoczęły wyścig ku sławie i trudno znaleźć analogię do intensywności tego zjawiska do chwili obecnej. Sytuacja na rynku muzycznym była wówczas złożona. Z jednej strony wytwórnie płytowe cały czas poszukiwały możliwości zarobienia na popularności nowego trendu muzycznego, z drugiej były bardzo ostrożne w doborze proponowanego materiału, mając w pamięci straty jakie poniosły w związku z chybionymi inwestycjami w punk rockowe grupy u schyłku popularności tego gatunku w końcu lat 70tych. Te zespoły, które z marszu zdobyły popularność i sympatię słuchaczy mogły liczyć na kontrakty i promocję, większość jednak z wielkim trudem uzyskiwała szanse utrwalenia swojej muzyki na płytach. <br />
 Małe, niezależne wytwórnie, pół amatorskie studia były dla takich grup codziennością. Skromne budżety i ograniczone nieraz do minimum nakłady były największą przeszkodą w popularyzacji muzyki grup, nienależących do grona elity NWOBHM. <br />
 Rzecz jasna nie wszystko co proponowano było ciekawe i wartościowe, bo i poziom prezentowany przez te zespoły był bardzo nierówny. Jednak wśród setek singli, maxi singli i mini LP były i takie, które zasługują na ocalenie od zapomnienia. Niedocenione i niezauważone kiedyś, dziś stanowią niezwykle ważne uzupełnienie obrazu sceny NWOBHM, a jednocześnie ukazują jej wielkie bogactwo i potencjał, który moim zdaniem nie został do końca wykorzystany. <br />
 Renesans zainteresowania NWOBHM przyszedł w pierwszych latach XXI wieku. Stare winyle zapomnianych zespołów pojawiły się w wydaniach CD, często zremasterowane, a oryginały z dawnych lat kurzące się gdzieś na półkach stały się poszukiwanymi rarytasami kolekcjonerskimi. Z otchłani niebytu powróciło sporo zespołów godnych uwagi i przypomnienia. <br />
 Nie jest moją ambicją stworzenie encyklopedii wszystkiego co się pojawiło w nurcie NWOBHM, a potem zaginęło w mroku dziejów, bo to niemożliwe. <br />
 Przybliżę jednak choć część grup i ich dorobku utrwalonego na maxi singlach i mini LP. <br />
 Ponieważ historia NWOBHM wciąż odkrywa nowe karty to temat, mam nadzieję, będzie stopniowo uzupełniany. <br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">HAMMERHEAD</span> można poznać dzięki płycie "Will To Survive" wydanej w 2005 roku i zawierającej stare numery tego zespołu z singli i dem z lat 1978-1981. <br />
 Album z głównego nurtu NWOBHM z typowymi riffami, jakby nieco lżejsza wersja TANK i BLITZKRIEG, gdzie na wyróżnienie zasługuje znakomity "Time Will Tell" - esencja najlepszego grania NWOBHM - śmiało można ten numer postawić pośród największych killerów stylu. Pewien ukłon w kierunku BLACK SABBATH w numerze „Lochinvar” także bardzo dobrym. <br />
 Dobry band i dobra płyta kompilacyjna 7/10, której uzupełnieniem jest EP "Hedonizm " z tego samego roku. <br />
 Zespół przechodził liczne koleje losu i zmiany składu jak podziemna raczej kapela i już nie istnieje. <br />
<br />
<img src="http://www.metal-archives.com/images/1/4/3/4/143403.JPG" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 143403.JPG]" /></div>
<div style="text-align: justify;">W roku 2006 ukazała się też płyta zespoły <span style="font-weight: bold;">SPARTA</span>, który nagrał w roku 1981 dwa single, a potem zniknął po wielu zmianach osobowych, choć ostatecznie dopiero w roku 1992. <br />
 Album jest kompilacją starych utworów. <br />
 Granie w klasycznym stylu melodyjnego NWOBHM - proste riffy i kołyszące refreny. Oryginalności niewiele, więc nie dziwne jest, że zespół sukcesu nie odniósł. <br />
 Płyta nosi tytuł "Sparta". Ocena 7/10 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/1/1/2/1/112158.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 112158.jpg]" /><br />
 </div>
<div style="text-align: justify;">Tylko jedną EP "Burnt At The Stake" w 1984 nagrał zespół <span style="font-weight: bold;">HERETIC</span>. <br />
 Liderem formacji był Martin Andrew, którego umiejętności wokalne można określić jako bardzo przeciętne. Muzyka łączyła w sobie elementy grania z pod znaku riffów IRON MAIDEN i bardzo komercyjnych popowych melodii - jak w kompozycji "Keep on Telling Those Lies". <br />
 Grupa została rozwiązana w roku 1985, a Andrew opuścił Wielką Brytanię i przeniósł się do Las Vegas, gdzie kontynuował swoja karierę jako muzyk rockowy. <br />
 <br />
 <img src="http://www.metal-archives.com/images/2/9/4/4/29447.jpg" width="200" height="200" border="0" alt="[Obrazek: 29447.jpg]" /><br />
 </div>
<div style="text-align: justify;">Oryginał winylowy EP zespołu <span style="font-weight: bold;">SHERWOOD</span> - "Riding The Rainbow" wydany w roku 1986 należy ponoć do jednych z największych brytyjskich rarytasów płytowych. <br />
 Sama muzyka to bardzo zgrabny melodyjny heavy metal, łagodny i nastrojowy wykonany z wyczuciem, choć wokalista Fluff dysponował nieco zbyt płaskim głosem do takiej muzyki. <br />
 Jeden z nielicznych zespołów wykorzystujących instrumenty klawiszowe. <br />
 Tu najbardziej podoba mi się bujający "So Far Away" z dobrym solem i udanym podkładem klawiszowym. <br />
 EP wydana była własnym sumptem, ale muzyka nie zainteresowała żadnej wytwórni płytowej i grupa niebawem się rozpadła. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/8/7/9/0/87902.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 87902.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Inny zespołem, mało znanym z muzyki, ale znanym z innego powodu, był <span style="font-weight: bold;">XERO</span>. <br />
 Wydali oni EP "Cutting Loose" w 1984 roku gdzie zaprezentowali muzykę hard rockową podbarwioną energią NWOBHM i soulem. Znakomity ekspresyjny wokalista Moon Williams nie wystarczył, aby odnieść sukces. Najbardziej udana kompozycja z tu zaprezentowanych to „Hold On”. Płytka zaciekawiła Brytyjczyków umieszczeniem na niej utworu „Lone Wolf” gdzie zaśpiewał... Bruce Dickinson. Utwór nie był numerem zespołu XERO, a mało znanej formacji THE SHOTS, gdzie przez jakiś czas Bruce występował. <br />
 Średni numer rockowy chwały wokaliście IRON MAIDEN jednak nie przynosi. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/3/8/3/4/38341.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 38341.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Utwór ten zaprezentowany był także na singlu Oh Baby z roku 1983 - okładka jak widać promowała ten numer najbardziej. <br />
 Zespół przestał istnieć jakiś czas potem. Szkoda uzdolnionego wokalisty. <br />
 <br />
 W okresie NWOBHM działał tez zespół o nazwie <span style="font-weight: bold;">TURBO</span>. <br />
 W 1981 nagrali trzy-utworowy maxi singiel Stalion. Zaprezentowali przyzwoity poziom, choć do gry gitarzystów można się przyczepić. Proste granie z głównego nurtu lekko podchodzące pod Iron Maiden, trochę pod hard rock w brytyjskiej manierze. Słabe brzmienie, co nie dziwi przy niskim budżecie i amatorskiej produkcji. <br />
 ”Running” z tych trzech najbardziej typowy dla stylu riffów klasycznego NWOBHM. <br />
 ”Take My Life” bardzo udany pół balladowy numer - wart odnotowania. Tu znów jakby słychać lekko BLACK SABBATH w riffach. </div>
<div style="text-align: justify;">[img]hhttp://metal-archives.com/images/5/7/3/7/57376.jpg[/img]</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak wiele innych zespół zaginął po 1982 roku. <br />
 <br />
 Wielką stratą na pewno dla sceny brytyjskiej było przedwczesne rozwiązanie grupy <span style="font-weight: bold;">TRAITORS GATE. </span><br />
 Dosyć długo trwało zanim zespół pochodzący z Walii zebrał optymalny skład, chociaż część muzyków znała się wcześniej z hard rockowej lokalnej formacji MUNRO. <br />
 Do nagrania trzy utworowego maxi singla przystąpili w 1985. W tym czasie w zespole już na dobre zadomowił się wokalista Robby Jones, który według mnie należał do najbardziej utalentowanych wokalistów brytyjskich lat 80tych, który zaginęli potem w mroku metalowych zmian. <br />
 Nagrane utwory znalazły się maxi singlu Devil Takes the High Road. Znakomite utwory powodujące zaostrzenie apetytu na więcej. Szczególnie „Shoot To Kill”. <br />
 Mocne, heavy metalowe brzmienie, wyjątkowo dobra produkcja i wyższy stopień wtajemniczenia niż zazwyczaj miało to miejsce w mało znanych zespołach NWOBHM. <br />
 Niestety ten zespół także próby czasu nie przetrwał, głównie z przyczyn techniczno - organizacyjnych. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/3/8/7/4/38743.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 38743.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Jeśli kogoś interesuje, co robił John Sykes poza Tygersami i THIN LIZZY to liderował własnej formacji <span style="font-weight: bold;">STREETFIGHTER</span>. Tu grał na gitarze i śpiewał w towarzystwie innych, mniej jednak znanych w tym czasie muzyków. <br />
 Grupa reprezentowała tradycyjne podejście do melodyjnego hard rocka i metalu, a kompozycje przypominały z jednej strony nagrania THIN LIZZY („Crazy Dream” i „Streetfighter”), z drugiej Tygersów („Livin' on the Redline”), a z trzeciej STATUS QUO („City Girls”). <br />
 Cztery kompozycje jakie nagrali w składzie z Sykesem znalazły się na EP (czy tez mini LP) <br />
 ”Crazy Dream”, która ukazała się w roku 1982. <br />
 Średni wokal Sykesa, znakomita za to jego gitara. Wyborna sekcja rytmiczna, a szczególnie popisy basisty Goldsworthy'ego (potem też w DIAMOND HEAD). <br />
 Płytka starannie wyprodukowana, z kompozycjami wymienionymi powyżej na poziomie dobrym. Zespół być może by się rozwinął, ale Sykes skorzystał z oferty Lynotta i przeszedł do THIN LIZZY. Dwaj gitarzyści, którzy go zastąpili nie umieli jednak śpiewać i grupa została bez wokalisty. Po krótkim czasie drogi ludzi zaangażowanych w STREETFIGHTER rozeszły się. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/5/6/0/7/56070.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 56070.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespołów o nazwie <span style="font-weight: bold;">WARRIOR</span> było w Anglii w okresie NWOBHM kilka i są w fachowej literaturze specjalistycznej oznaczane numerami. <span style="font-weight: bold;">WARRIOR</span> (1) omówiłem krótko wcześniej. <br />
 <span style="font-weight: bold;">WARRIOR</span> (2) wywodził się z tzw. kręgu zespołów z Newcastle, a jego członkowie znali się i kolegowali z VENOM, BLITZKRIEG, RAVEN i SATAN. Zespół prezentował muzykę podobną do wyżej wymienionych, surową w riffach i oszczędną w środkach wyrazu oraz niezbyt melodyjną, pozbawioną jednak energii i pasji wspomnianych grup. <br />
 Zdołali wydać mini LP For Europe Only w roku 1983, przy czym utwór „Kansas City” był bez większego sukcesu promowany na listach przebojów radiowych. <br />
 Na pewno najwartościowszą kompozycją był wolniejszy i surowy „Warrior” z długim solem perkusyjnym Seana Taylora - tego samego, który bębnił w SATAN, PARIAH, RAVEN i BLITZKRIEG. <br />
 Zespół miał jednak słabego wokalistę Hallidaya i jakoś nie potrafił wyjść z cienia nawet w rejonie Newcastle. <br />
 Słabość grupy jako całości ujawnił chłodno przyjęty album koncertowy Live In A Dive! wydany początkowo tylko na kasecie. <br />
 Ostatecznie band rozpadł się w roku 1985. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/3/0/9/0/30907.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 30907.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Dosyć późno, bo w 1984 powstał zespół HARRIER. Szybko wydał maxi singla Out On The Street, zawierający trzy utrzymane w średnich tempach kompozycje, zakorzenione w brytyjskiej tradycji rockowej. Niestety było to granie niezbyt atrakcyjne zarówno wykonawczo, jak i pod względem samych kompozycji. Na największe uznanie zasługuje tu brzmienie sekcji rytmicznej i hammondy keyboardzisty. Nazywa się Farrington i obecnie jest członkiem DEMON. <br />
 Grupa rozpadła się w 1986, nie zdoławszy zainteresować swoja muzyką żadnej wytwórni płytowej. </div>
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kolejny zespół który nagrał jedna EP Open Your Eyes 1984 (czy raczej mini LP) i przepadł to <span style="font-weight: bold;">DAMASCUS</span> z Liverpoolu. Grali dobry dynamiczny heavy metal w stylistyce NWOBHM w riffach, bujający i z godnym podziwu wkładem basisty Mike Bootha. Udane także były sola gitarowe. Niestety w procesie realizacji tego krążka, poza numerem „Cold Horizon”, chyba za bardzo cofnięto wokal do tyłu. Inna rzecz, że wokalista, choć dobry, jakoś nie bardzo pasował według mnie do raczej mocnych zagrywek reszty składu. <br />
 Obowiązkowa ballada „Cold Horizon” bardzo udana i śpiewa tu dwóch członków grupy, ale kto jest drugim tego nie wiem. <br />
 Zespół na pewno miał potencjał, niestety nie trafił w swój czas... Demo przygotowane do wydania przez jakąś poważniejszą wytwórnię nie znalazło chętnych do wydania. <br />
 Podobno od czasu do czasu panowie występują jeszcze klubowo. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/8/3/8/3/8383.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 8383.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół BLEAK HOUSE startował w 1980, a już w 1982 nagrał swoją Ep (mini LP) Lions In Winter. <br />
 Płytka bardzo dziwna, bo muzycznie jest tu wszystko - i riffy Iron Maiden, i rock brytyjski, i psychodelii nieco, i jazz rocka, i jakby sami nie wiedzieli co grać. Z prawdziwym NWOBHM wspólnego niezbyt wiele. Materiał nie przypadł chyba do gustu konsumentom głównego nurtu brytyjskiej muzyki rockowej, bo zespół szybko zniknął. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/4/5/2/9/45293.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 45293.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">GEDDES AXE zaprezentował kilka singli w tym </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/2/3/5/5/23555.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 23555.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">i w roku 1983 maxi singla Escape from New York z muzyka zróżnicowaną, opartą głównie o dokonania SAMSON i TYGERS OF PAN TANG, ale trzeci i ostatni numer „666” pokazuje, że stać ich było na dobry heavy metal z lekko epickim zacięciem. <br />
 Zniknęli jednak jak wiele innych grup. Na wyróżnienie zasługuje praca gitar i dobre brzmienie całości oraz to że wokalista był dosyć wszechstronny, choć nie posiadał specjalnie wysokich umiejętności. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/2/3/5/5/23554.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 23554.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Proste riffy i proste melodie w głównym nurcie NWOBHM zaprezentował na maxi singlu Green Eyes w 1984 zespół CRUCIFIXION. Płytkę wydał Neat i wydawało się, że grupa ma zapewniony jeszcze dalszy byt, ale wewnętrzne spory położyły kres działalności zespołu. <br />
 Umiejętności były może niezbyt duże, ale entuzjazm spory. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/1/7/3/8/17388.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 17388.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Bardzo porządny poziom reprezentował zespół DAMACLES, a jego EP Burnin' White Hot wydana w 1985 roku miała bardzo dobre brzmienie. Melodyjny heavy metal w stylistyce NWOBHM ze świetnymi popisami gitarowymi Paula Henley'a i killerskimi numerami „Tonite” i „White Hot”. Kompetentny wokalista i sekcja rytmiczna. Energiczny band, pewny swego i brzmiący niezmiernie profesjonalnie. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/1/8/6/7/18672.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 18672.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Praktycznie nieznany, a wart zdecydowanie wydobycia z mroków niepamięci. <br />
 <br />
 Cięższe i bliższe klasycznemu metalowi brzmienie przedstawił już w roku 1980 zespół <span style="font-weight: bold;">DISTRAINES</span>. Jego maxi singiel Japanned nagrany w roku 1980 z różnych przyczyn w wersji oryginalnej ukazał się jednak dopiero w roku 2006. <br />
 Zespół bardzo średni, rozpadł się w roku 1983 i reaktywował w 2004, ale nowego materiału nie przedstawił. </div>
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Lekko "egzotycznym" jak na ówczesne czasy był zespół <span style="font-weight: bold;">DRAGONFLY</span>, którego liderem, wokalistą i gitarzystą był czarnoskóry Rudi Riviere . </div>
<div style="text-align: justify;">Grupa nie zdziałała wiele nagrywając jedynie EP Dragonfly w roku 1980. <br />
 Płytka ta zawiera bardzo dobry materiał, melodyjny, dynamiczny i zaśpiewany bardzo ciekawie oraz okraszony fantazyjnymi solówkami gitarowymi. <br />
 Refren w „Silent Nights” wyborny po prostu. Przyjemna ballada „Space Bound” nieco smutna i zahaczająca o psychodeliczny rock lat 70tych. <br />
 Zespół został rozwiązany w 1981 roku, a Riviere próbował swoich sił jako gitarzysta w innym londyńskim zespole SAPPHIRE, który jednak również nie odniósł sukcesu. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/5/3/2/7/53277.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 53277.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół <span style="font-weight: bold;">LE GRIFFE</span> nosił nazwę francuską (Szpony) pochodził jednak ze Stoke w UK. <br />
 W 1983 zaprezentowali maxi singla Fast Bikes z rytmicznym melodyjnym graniem z głównego nurtu NWOBHM. Wszystko było tu bardzo poukładane, a zespół zgrany i pewny siebie. <br />
 Dobra produkcja i chwytliwe melodie zapewniły płytce bardzo przychylne recenzje i oczekiwano w krótkim czasie pierwszego LP. Uważam ze to jeden z wartościowszych debiutów spośród tych grup jakie nie odniosły potem sukcesu. Proste, ale w zasadzie bardzo wyrachowane granie. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/7/6/2/2/76220.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 76220.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niestety w 1984 pojawił się tylko mini LP Breaking Strain gdzie skład już był nieco inny, pozostał tylko jeden gitarzysta i w jednym z utworów pojawiły się instrumenty klawiszowe. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/7/6/2/1/76213.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: 76213.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem, choć był to już rok 1984 zagrali jakby był to rok 1980. Najbardziej typowe riffy NWOBHM, dużo IRON MAIDEN szczególnie w pracy gitar i basu, sporo rozbudowanych i na wysokim poziomie solówek gitarowych. „Breaking Strain” w tym przypadku jako utwór tytułowy to wręcz sztandarowy, a przy tym znakomity przykład takiego grania. <br />
 ”Breathe Deeply” jest numerem znacznie wolniejszym, z użyciem klawiszy, ale w refrenach wyraźnie ciąży w kierunku klasycznego heavy metalu. <br />
 ”Silent Running” to znów bardzo brytyjski numer z bojowym głównym riffem, nieco przywodzący na myśl granie TANK ale również i IM w gitarowych galopadach. <br />
 ”You're Killing Me” w tym towarzystwie wypada nieco blado i popowo - szczególnie w refrenie i był zresztą obliczony na sukces komercyjny. Znalazł się na specjalnie przygotowanym singlu, ale sukcesu nie odniósł. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/7/6/2/1/76214.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: 76214.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Albumik zamyka intrygujący numer „Movin' On” będący ukłonem w stronę bardziej melodyjnej odmiany grania z rejonu Newcastle. <br />
 Ogólnie bardzo pewne wykonanie - świetny wokal Chrisa Hattona, gitara Tima Blackwooda i dynamiczna oraz słyszalna sekcja rytmiczna. Ocena 8/10 <br />
 Niestety głównie personalne spory członków grupy zadecydowały, że zespół rozleciał się już w końcu 1984. <br />
 Mocny profesjonalny band, który bardzo mógł namieszać na brytyjskiej scenie metalowej. <br />
 <br />
 W roku 1979 debiutował zespół <span style="font-weight: bold;">MYTHRA</span>. Grali już od 1976 pod nazwą Zarathustra i EP The Death and Destiny była zbiorem czterech utworów, jakie przygotowali w latach 70tych. Jak wspominali sami muzycy do wersji EP nieco je przerobili dodając mocniejsze, częściowo krzyczane partie wokalne oraz riffowanie podpatrzone u innych raczkujących zespołów NWOBHM. Wyszło bardzo fajnie - a numer „Killer” to prawdziwy killer, gdzie energia wsparta jest gitarami pomiędzy IRON MAIDEN i BUDGIE. <br />
 Rasowy „Overload” niszczy w ciągu zaledwie dwóch minut – tyle właśnie trwa. <br />
 Bardzo dobry, swobodny i zróżnicowany wokal Vince Higha oraz wysokiej klasy - naprawdę wysokiej sola gitarowe. <br />
 Słychać, że to nie chłopcy, który tydzień temu po raz pierwszy zebrali się w garażu. <br />
 Już w roku następnym utwory te doczekały się reedycji, a zespół uznano za jedną z największych nadziei NWOBHM. <br />
 Niestety kariera grupy załamała się nagle i dosyć niespodziewanie. <br />
 Choć mieli sporo nagrań nowych i równie ciekawych nie zdołali podpisać żadnego kontraktu płytowego i po pewnym czasie rozeszli się. Grupa jednak nigdy nie była oficjalnie rozwiązana i w końcu lat 90-tych pojawiła się ponownie. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/1/4/1/7/14173.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 14173.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ich zmiksowane na nowo nagrania z okresu dem można posłuchać na wydanym w 1998 albumie o tym samym tytule co mini LP. <br />
 <br />
 Dziwnie złożyły się losy zespołu <span style="font-weight: bold;">SWEET SAVAGE</span>. Ta wielce obiecująca grupa wystartowała w 1981 roku singlem Take No Prisoners, z najbardziej znaną ich kompozycją „Killing Time”, znaną również z wykonania zespołu METALLICA. <br />
 Gitarzystą był w tej grupie Vivian Campbell, a zespół proponował dynamiczne, melodyjne granie NWOBHM z elementami speedu i klasycznego brytyjskiego heavy metalu. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://metal-archives.com/images/8/8/3/0/8830.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 8830.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">SWEET SAVAGE dosyć szybko przygotował materiał na pierwszy LP jednak jak na ironię nie zdołał go wydać za pośrednictwem żadnej wytwórni. Zaiste zaskakująca rzecz, zważywszy jakie "dzieła" ujrzały światło dzienne w owym czasie w UK. <br />
 Ta grupa pod względem inwencji i umiejętności biła na głowę większość zespołów jakie wówczas wypłynęły w NWOBHM. „Killing Time”, „Eye Of The Storm” i kilka innych kompozycji mogło stać się hitami takiego grania... Niestety, zabrakło promocji i wytrwałości Campbella, który skuszony propozycją przystąpienia do DIO przyjął ofertę i zabrał część przygotowanego wcześniej materiału do wykorzystania na LP "Holy Diver". <br />
 Zespół przeszedł sporo zmian osobowych i zadebiutował pierwszym LP "Killing Time" dopiero w roku 1996.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[GARY MOORE - METALOWA DEKADA]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1223</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 14:53:18 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1223</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Jeden z najbardziej zjawiskowych gitarzystów brytyjskich, który jako z jeden z niewielu wypracował swój indywidualny i niepowtarzalny styl. Ci, którzy próbowali go naśladować, tylko próbowali. <br />
 Na wstępie - z całą pewnością lata 80te to jak dla tematu metalowo rockowego okres najbardziej odpowiedni, bo właściwie już album firmowany jako "<span style="font-weight: bold;">G-Force</span>" z roku 1980, a także wcześniejszy udział na LP "Black Rose" THIN LIZZY, pokazywał zainteresowanie mocniejszym graniem Gary'ego w tym czasie "After The War" z 1989 zamyka niewątpliwie ten okres... Trochę szkoda. <br />
 <br />
 <img src="http://palando.files.wordpress.com/2007/04/gary-moore.jpg" border="0" alt="[Obrazek: gary-moore.jpg]" /><br />
 <br />
 Początki działalności Moore'a w latach 80tych były dość trudne. <br />
 Założony przez niego w USA zespół G-FORCE nie był niczym szczególnym, a jedyny album "<span style="font-weight: bold;">G-Force</span>" z 1980 zawierał dosyć banalny materiał rockowy i hard rockowy. <br />
 Niemniej, kilka kompozycji z niego było całkiem dobrych – „Dancin”, „She's Got You” oraz „You”. <br />
 W mocniejszych, bardziej dopracowanych wersjach można je także usłyszeć na koncertowym LP "Live At The Marque" z występu w Londynie 1981. Płyta ta ukazała dopiero w dwa lata później poza Japonią. Album ten zawierał również kilka utworów z wcześniejszego okresu twórczości, w tym także „Parisienne Walkways” (w wersji instrumentalnej) oraz Dallas Warhead z długim solem perkusyjnym Aldridge'a. Warto wspomnieć, że oprócz Aldridge'a gitarzyście towarzyszył Bain(b) oraz Airey (k), a śpiewał sam Moore. <br />
 <br />
 W roku 1981, też w Japonii, wydany został album "<span style="font-weight: bold;">Dirty Fingers</span>" zawierający starsze nagrania. Na fali powodzenia i zainteresowania muzyką Moore'a ukazał się w Europie dwa lata później. <br />
 Paradoksalnie uważam, że jest to najlepszy LP Gary'ego jaki się pojawił. Mamy tu nie tylko popis gitarowych umiejętności Moore'a, ale i znakomite utwory hardrockowe, pełne pasji energii i o niezapomnianych melodiach. Ścisłą czołówkę tworzą “Nuclear Attack”, “Hiroshima”, “Run To Your Mama” i “Bad News” oraz “Lonely Nights”. Do tego dochodzi kapitalnie zagrany cover „Don't Let Me Be Misunderstood” i mamy album na 8.5/10. <br />
 Mogłoby być nawet więcej, ale „Kidnapped” jest tu wyraźnie słabszy, a dwa pozostałe ”Rest In Piece” i „Really Gonna Rock Tonight” tylko dobre. <br />
 W nagraniu tych utworów uczestniczyli znani muzycy Bain (b), Aldridge (p) i Airey(k). Do doskonałych muzyków towarzyszących Moore miał zawsze szczęście. <br />
 <br />
 Takim mniej znanym epizodem z tego wczesnego okresu działalności Moore'a jest jego współpraca z Gregiem Lake. <br />
 Lake po rozpadzie EMERSON LAKE AND PALMER założył własny zespół, w którym występował między innymi Tommy Eyre (k) towarzyszący w późniejszym czasie także samemu Moore. <br />
 Pod szyldem Greg Lake powstały dwie płyty "Greg Lake" oraz "Manoeuvres" w latach 1981 - 1982. Były to albumy zawierające dynamiczną muzykę rockową, wzbogaconą o najwyższych lotów sola gitarowe Moore'a. Na albumie drugim znalazła się także muzyka zbliżona do wcześniejszych rzeczy prezentowanych przez ELP i także w takiej konwencji Moore wykazał niebywały kunszt. Jak wiadomo w latach 70tych występował w art rockowej formacji COLOSSEUM II więc i taka muza nie była mu obca. Lake solo nie odniósł jednak sukcesu i w 1982 muzycy poszli swoimi drogami. Moore na poważnie zajął się swoją karierą solową. <br />
 <br />
W roku 1982 Moore zaprezentował album "<span style="font-weight: bold;">Corridors Of Power</span>". <br />
 W zasadzie wokalistą w grupie był Huhn (potem śpiewał na pierwszej płycie ARP), jednak na utworach zarejestrowanych na płycie śpiewał sam Moore. Jedynie do części nakładu dołączono płytę z nagraniami koncertowymi w wykonaniu Huhna. W składzie znalazł się również Eyre, z którym Moore współpracował poprzednio w grupie Grega Lake. Basistą był Murray (np WHITESNAKE) oraz Mo Forster, który zagrał tylko w jednym utworze („Falling In Love With You”). Perkusistą był sam Ian Paice (DEEP PURPLE, WHITESNAKE), przy czym w „Nuclear Attack” zagrał Chouinard. <br />
 Album zawierał zróżnicowaną muzykę, w tym o heavy metalowym charakterze – „Nuclear Attack” to wspaniały utwór, kto wie, czy nie najlepszy w całym metalowym dorobku Moore'a. Zaśpiewany w duecie ze słynnym wokalistą Jackiem Bruce należy do kanonu grania lat 80tych. <br />
 Znakomity jest także zmetalizowany „Cold Hearted” o bluesowym odcieniu i słynnym już solem gitarowym - często grany też na koncertach jako popisowy numer gitarowych możliwości Moore'a. Bardzo podoba mi się też „Dont Take Me For A Loser” - energiczny hard rockowy numer z chwytliwą melodią. Moore przedstawił też łagodniejsze rockowe kompozycje „Gonna Break My Heart Again”, <br />
 ”Falling In Love In You” i najbardziej chyba znany nastrojowy „I Can't Wait Until Tomorrow”. Płyta zawierała też covery „Always Gonna Love You” (THE YARDBIRDS), słynny „Wishing Well” (FREE), oraz swobodną przeróbkę „Rockin Every Night” (Forster &amp; Russell) pokazujące fascynacje gitarzysty klasycznym rockiem brytyjskim. <br />
 Płyta bardzo dobra wykonawczo, choć jako album hard rockowo - metalowy nieco za lekka. <br />
 Całościowo u mnie 7.5/10 <br />
 <br />
 W następnym roku Moore zarejestrował koncert w Tokio w styczniu i płyta koncertowa "<span style="font-weight: bold;">Rockin Every Night</span> " ukazała się w tymże roku - początkowo też tylko w Japonii, gdzie Moore zawsze był przyjmowany entuzjastycznie. Na tym koncercie wokalistą był Sloman (np. URIAH HEEP), ale nie zaowocowało to dalszą współpracą przy nagrywaniu albumów studyjnych. <br />
 Reszta ekipy na tym koncercie to same sławy – Airey (k), Murray (b) i Paice (p). <br />
 ”Nuclear Attack” w wykonaniu Slomana - Moore niezły, ale do wersji studyjnej jednak daleko. Ciekawa część instrumentalna w „I Can't Wait Until Tomorow” to chyba najlepszy fragment płyty. <br />
 Płyta moim zdaniem ze słabym wyborem utworów i dlatego raczej mało atrakcyjna. <br />
 <br />
 Po trasie koncertowej Moore przystąpił do nagrywania nowego albumu. Oprócz Paice i Murraya tym razem towarzyszył mu Carter (k), z którym współpraca miała jak się okazało przedłużyć jeszcze na wiele lat. Ponadto w studiu wspomagali go Chouinard (p), Forster (b), Daisley(b) oraz wokalista SLADE Holder, który gościnnie zaśpiewał w „The Law Of The Jungle”. <br />
 Płyta ukazała się w roku 1983 i nosiła tytuł "<span style="font-weight: bold;">Victims Of The Future</span>". Album nierówny. Piosenkowe „Teenage Idol” i „All I Want” słabiutkie i zaskakujące płytkością. „Victims Of The Future” dobry, rockowy numer, podobnie jak i spokojny „Empty Rooms”, który jednak z metalową stylistyką wiele wspólnego nie ma. <br />
 Mamy też cover THE YARDBIRDS - tym razem „Shapes Of Things To Come” - dobre nagranie wykonane przez Moore'a z dużą dozą emocji. Za to znakomity jest energiczny i przebojowy „Hold On To Love” i tego utworu zawsze słucham z przyjemnością - prosty, melodyjny, rasowy i bezpretensjonalny zarazem. Oczywiście znakomity jest żartobliwie potraktowany numer z Holderem! Fajna rytmika, fajna melodia, no i SLADE Man niszczy głosem. Poniekąd najważniejszy na tym LP jest dramatyczny w swym przekazie „Murder In The Skies”, muzycznie nienaganny hard rockowy numer ze znakomitym solem - najlepszym na płycie, zresztą. <br />
 Album nierówny jak mówiłem i mimo, że dodatkowe atuty to bardzo dobra produkcja i nienaganne wykonanie to jednak dam tylko 6.5/10 <br />
 <br />
 Moore stale koncertował. Efektem tego był album koncertowy z roku 1984 "<span style="font-weight: bold;">We Want Moore!</span>". Zawierał on nagrania z lutego i czerwca 1984 z Detroit, Tokio, Glasgow i Londynu. <br />
 Tym razem Moore obszedł się bez wokalisty, zaśpiewał sam i zrobił to bardzo dobrze. Towarzyszył mu Carter oraz basista Gruber znany z pierwszej płyty RAINBOW i grupy ELF. Perkusistami byli Paice, a potem Chouinard - Paice już w tym czasie działał w reaktywowanym DEEP PURPLE. Album zawierał liczne słynne kompozycje wzbogacone o gitarowe popisy Moore'a na najwyższym poziomie - rockowe, metalowe i bluesowe. Tłumy szalały. <br />
 <br />
 Kolejny album Moore'a to "<span style="font-weight: bold;">Run For Cover</span>" z roku 1986. <br />
 Album był efektem współpracy gitarzysty z całą armią muzyków. Oprócz Cartera byli to perkusiści Fergusson i Morgan, klawiszowcy Don Airey i Richards oraz... Glen Hughes jako wokalista i basista. Niewątpliwie najbardziej znamienitym gościem był sam Phil Lynott. Sam album bardzo eklektyczny. <br />
 Otwierający go „Run For Cover” to klasyczny numer dla Moore'a, melodyjny, dynamiczny i z bardzo dobrym solem. Nie jest on jednak reprezentatywny dla tego albumu. Znów mamy po części do czynienia z mdłym graniem rockowym i popowym w utworach „Listen To Your Heartbeat”, ”Once In A Lifetime” i „Out Of My System”. <br />
 W dwóch utworach słyszymy Lynotta jako wokalistę i basistę – „Out In The Fields” znakomity i stał się jednym z najważniejszych i najbardziej znanych kompozycji Moore'a, wielokrotnie coverowanych (np. DARK AT DAWN i RIOT). Drugi – „Military Man” już bardzo przeciętny, balansujący pomiędzy nagraniami THIN LIZZY, a klasycznym heavy metalem. ”Nothing To Loose” i „All Messed Up” - proste hard rockowe numery z prosta rytmiką i prostymi metalowymi refrenami uważam za bardzo dobre. W nich słyszymy Hughesa. Na płycie jest jeszcze dobry rockowy „Reach For The Sky”, ujawniający wpływy pop music tego okresu oraz nowa wersja „Empty Rooms”, moim zdaniem wrzucona nie wiadomo po co. <br />
Album jak powiedziałem eklektyczny i do tego nierówny bardzo pod względem poziomu zarówno kompozycji jak i ich wykonania. <br />
Ocena: 6/10 <br />
 <br />
 Następny album Moore zrealizował z kolei w gronie bardzo skromnym. W sesji nagraniowej udział wziął tylko Carter, który był również współautorem całości oraz Daisley (b) <br />
 Zamiast uznanych perkusistów... automat! Jak dla mnie "<span style="font-weight: bold;">Wild Frontier</span>" 1987 to album czterech kompozycji: ”Over The Hills And Far Away” - wielki przebój znany także z wydłużonej wersji singlowej przypominający nagrania THIN LIZZY i z elementami irlandzkiego folkloru. <br />
 ”Wild Frontier” niby stosunkowo łagodny, ale pełen wewnętrznej ekspresji utwór także znany z odmiennej, dłuższej wersji singlowej, dynamiczny, szybki i melodyjny „Thunder Rising” ze znakomitym wokalem Moore'a, oraz lżejszy, chwytliwy rockowy „Take A Little Time”. „Strangers In The Darkness” oraz „Crying In The Shadows” choć niezłe, jako rockowe/hard rockowe numery wypadają raczej blado przy najlepszych. Kultu instrumentalnego „The Loner” zupełnie nie rozumiem... zupełnie nie pasuje do tej płyty. Tym razem jako cover słaba kompozycja „Friday On My Mind” - THE EASYBEATS. <br />
 Zalety - nienaganna gra Moore'a i chyba jego najlepsze wokale. Wada - pukający automat perkusyjny - naprawdę nie wierzę, że nikt nie chciał zagrać na żywo na tym LP. Jeśli to była natomiast taka zachcianka i ekstrawagancja Moore'a, to efekt chybiony. Druga wada - Johnny Boy, który pominąłbym wstydliwym milczeniem. <br />
Ocena ogólna jednak: 7/10 <br />
 <br />
Rok 1989 przynosi album "<span style="font-weight: bold;">After The War</span>".<br />
 Tym razem znani z poprzedniej płyty Carter i Daisley, no i prawdziwy perkusista z krwi i kości - sam wielki Cozy Powell. Ponadto, ponownie Airey, Philips (instrumenty perkusyjne) oraz jak super gwiazda Ozzy Osbourne. Tym razem Moore niszczy znakomitym tytułowym „After The War” - znów dynamiczny kawałek w heavy metalowej stylistyce. Wielka perła to również „Blood Of Emeralds” - długa metalowa kompozycja z wątkami irlandzkiego folkloru, mocno w stylu THIN LIZZY i nawet przypominająca momentami numer „Black Rose” klimatem i rozmachem. Do najlepszych dorzucę też energiczny i melodyjny „Running From The Storm”. Bardzo dobry także „Speak At Yourself”. Niestety, znów na płycie mdłe granie rockowe w stylu „Livin On Dreams”, „This Thing Called Love” i „Ready For Love” psuje dobre wrażenie. „Led Clones” z udziałem Ozzy'ego nudny i ociężały. Jako cover tym razem instrumentalna kompozycja Buchanana „The Messiah Will Come Again”. Intro i outro „Donluce” wykonane przez Aireya. <br />
Ogólnie: 6,5/10 <br />
 <br />
 Na tym kończy się ten hard rockowy okres działalności Moore'a. Następny album ujawnił jego fascynację bluesem. <br />
 Podsumowując - znakomity gitarzysta, bardzo zdolny kompozytor, ale na płytach studyjnych prezentował zbyt rozległy i odmienny stylistycznie materiał, aby zadowolić całościowo zwolenników jakiegoś jednego określonego gatunku muzycznego.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Jeden z najbardziej zjawiskowych gitarzystów brytyjskich, który jako z jeden z niewielu wypracował swój indywidualny i niepowtarzalny styl. Ci, którzy próbowali go naśladować, tylko próbowali. <br />
 Na wstępie - z całą pewnością lata 80te to jak dla tematu metalowo rockowego okres najbardziej odpowiedni, bo właściwie już album firmowany jako "<span style="font-weight: bold;">G-Force</span>" z roku 1980, a także wcześniejszy udział na LP "Black Rose" THIN LIZZY, pokazywał zainteresowanie mocniejszym graniem Gary'ego w tym czasie "After The War" z 1989 zamyka niewątpliwie ten okres... Trochę szkoda. <br />
 <br />
 <img src="http://palando.files.wordpress.com/2007/04/gary-moore.jpg" border="0" alt="[Obrazek: gary-moore.jpg]" /><br />
 <br />
 Początki działalności Moore'a w latach 80tych były dość trudne. <br />
 Założony przez niego w USA zespół G-FORCE nie był niczym szczególnym, a jedyny album "<span style="font-weight: bold;">G-Force</span>" z 1980 zawierał dosyć banalny materiał rockowy i hard rockowy. <br />
 Niemniej, kilka kompozycji z niego było całkiem dobrych – „Dancin”, „She's Got You” oraz „You”. <br />
 W mocniejszych, bardziej dopracowanych wersjach można je także usłyszeć na koncertowym LP "Live At The Marque" z występu w Londynie 1981. Płyta ta ukazała dopiero w dwa lata później poza Japonią. Album ten zawierał również kilka utworów z wcześniejszego okresu twórczości, w tym także „Parisienne Walkways” (w wersji instrumentalnej) oraz Dallas Warhead z długim solem perkusyjnym Aldridge'a. Warto wspomnieć, że oprócz Aldridge'a gitarzyście towarzyszył Bain(b) oraz Airey (k), a śpiewał sam Moore. <br />
 <br />
 W roku 1981, też w Japonii, wydany został album "<span style="font-weight: bold;">Dirty Fingers</span>" zawierający starsze nagrania. Na fali powodzenia i zainteresowania muzyką Moore'a ukazał się w Europie dwa lata później. <br />
 Paradoksalnie uważam, że jest to najlepszy LP Gary'ego jaki się pojawił. Mamy tu nie tylko popis gitarowych umiejętności Moore'a, ale i znakomite utwory hardrockowe, pełne pasji energii i o niezapomnianych melodiach. Ścisłą czołówkę tworzą “Nuclear Attack”, “Hiroshima”, “Run To Your Mama” i “Bad News” oraz “Lonely Nights”. Do tego dochodzi kapitalnie zagrany cover „Don't Let Me Be Misunderstood” i mamy album na 8.5/10. <br />
 Mogłoby być nawet więcej, ale „Kidnapped” jest tu wyraźnie słabszy, a dwa pozostałe ”Rest In Piece” i „Really Gonna Rock Tonight” tylko dobre. <br />
 W nagraniu tych utworów uczestniczyli znani muzycy Bain (b), Aldridge (p) i Airey(k). Do doskonałych muzyków towarzyszących Moore miał zawsze szczęście. <br />
 <br />
 Takim mniej znanym epizodem z tego wczesnego okresu działalności Moore'a jest jego współpraca z Gregiem Lake. <br />
 Lake po rozpadzie EMERSON LAKE AND PALMER założył własny zespół, w którym występował między innymi Tommy Eyre (k) towarzyszący w późniejszym czasie także samemu Moore. <br />
 Pod szyldem Greg Lake powstały dwie płyty "Greg Lake" oraz "Manoeuvres" w latach 1981 - 1982. Były to albumy zawierające dynamiczną muzykę rockową, wzbogaconą o najwyższych lotów sola gitarowe Moore'a. Na albumie drugim znalazła się także muzyka zbliżona do wcześniejszych rzeczy prezentowanych przez ELP i także w takiej konwencji Moore wykazał niebywały kunszt. Jak wiadomo w latach 70tych występował w art rockowej formacji COLOSSEUM II więc i taka muza nie była mu obca. Lake solo nie odniósł jednak sukcesu i w 1982 muzycy poszli swoimi drogami. Moore na poważnie zajął się swoją karierą solową. <br />
 <br />
W roku 1982 Moore zaprezentował album "<span style="font-weight: bold;">Corridors Of Power</span>". <br />
 W zasadzie wokalistą w grupie był Huhn (potem śpiewał na pierwszej płycie ARP), jednak na utworach zarejestrowanych na płycie śpiewał sam Moore. Jedynie do części nakładu dołączono płytę z nagraniami koncertowymi w wykonaniu Huhna. W składzie znalazł się również Eyre, z którym Moore współpracował poprzednio w grupie Grega Lake. Basistą był Murray (np WHITESNAKE) oraz Mo Forster, który zagrał tylko w jednym utworze („Falling In Love With You”). Perkusistą był sam Ian Paice (DEEP PURPLE, WHITESNAKE), przy czym w „Nuclear Attack” zagrał Chouinard. <br />
 Album zawierał zróżnicowaną muzykę, w tym o heavy metalowym charakterze – „Nuclear Attack” to wspaniały utwór, kto wie, czy nie najlepszy w całym metalowym dorobku Moore'a. Zaśpiewany w duecie ze słynnym wokalistą Jackiem Bruce należy do kanonu grania lat 80tych. <br />
 Znakomity jest także zmetalizowany „Cold Hearted” o bluesowym odcieniu i słynnym już solem gitarowym - często grany też na koncertach jako popisowy numer gitarowych możliwości Moore'a. Bardzo podoba mi się też „Dont Take Me For A Loser” - energiczny hard rockowy numer z chwytliwą melodią. Moore przedstawił też łagodniejsze rockowe kompozycje „Gonna Break My Heart Again”, <br />
 ”Falling In Love In You” i najbardziej chyba znany nastrojowy „I Can't Wait Until Tomorrow”. Płyta zawierała też covery „Always Gonna Love You” (THE YARDBIRDS), słynny „Wishing Well” (FREE), oraz swobodną przeróbkę „Rockin Every Night” (Forster &amp; Russell) pokazujące fascynacje gitarzysty klasycznym rockiem brytyjskim. <br />
 Płyta bardzo dobra wykonawczo, choć jako album hard rockowo - metalowy nieco za lekka. <br />
 Całościowo u mnie 7.5/10 <br />
 <br />
 W następnym roku Moore zarejestrował koncert w Tokio w styczniu i płyta koncertowa "<span style="font-weight: bold;">Rockin Every Night</span> " ukazała się w tymże roku - początkowo też tylko w Japonii, gdzie Moore zawsze był przyjmowany entuzjastycznie. Na tym koncercie wokalistą był Sloman (np. URIAH HEEP), ale nie zaowocowało to dalszą współpracą przy nagrywaniu albumów studyjnych. <br />
 Reszta ekipy na tym koncercie to same sławy – Airey (k), Murray (b) i Paice (p). <br />
 ”Nuclear Attack” w wykonaniu Slomana - Moore niezły, ale do wersji studyjnej jednak daleko. Ciekawa część instrumentalna w „I Can't Wait Until Tomorow” to chyba najlepszy fragment płyty. <br />
 Płyta moim zdaniem ze słabym wyborem utworów i dlatego raczej mało atrakcyjna. <br />
 <br />
 Po trasie koncertowej Moore przystąpił do nagrywania nowego albumu. Oprócz Paice i Murraya tym razem towarzyszył mu Carter (k), z którym współpraca miała jak się okazało przedłużyć jeszcze na wiele lat. Ponadto w studiu wspomagali go Chouinard (p), Forster (b), Daisley(b) oraz wokalista SLADE Holder, który gościnnie zaśpiewał w „The Law Of The Jungle”. <br />
 Płyta ukazała się w roku 1983 i nosiła tytuł "<span style="font-weight: bold;">Victims Of The Future</span>". Album nierówny. Piosenkowe „Teenage Idol” i „All I Want” słabiutkie i zaskakujące płytkością. „Victims Of The Future” dobry, rockowy numer, podobnie jak i spokojny „Empty Rooms”, który jednak z metalową stylistyką wiele wspólnego nie ma. <br />
 Mamy też cover THE YARDBIRDS - tym razem „Shapes Of Things To Come” - dobre nagranie wykonane przez Moore'a z dużą dozą emocji. Za to znakomity jest energiczny i przebojowy „Hold On To Love” i tego utworu zawsze słucham z przyjemnością - prosty, melodyjny, rasowy i bezpretensjonalny zarazem. Oczywiście znakomity jest żartobliwie potraktowany numer z Holderem! Fajna rytmika, fajna melodia, no i SLADE Man niszczy głosem. Poniekąd najważniejszy na tym LP jest dramatyczny w swym przekazie „Murder In The Skies”, muzycznie nienaganny hard rockowy numer ze znakomitym solem - najlepszym na płycie, zresztą. <br />
 Album nierówny jak mówiłem i mimo, że dodatkowe atuty to bardzo dobra produkcja i nienaganne wykonanie to jednak dam tylko 6.5/10 <br />
 <br />
 Moore stale koncertował. Efektem tego był album koncertowy z roku 1984 "<span style="font-weight: bold;">We Want Moore!</span>". Zawierał on nagrania z lutego i czerwca 1984 z Detroit, Tokio, Glasgow i Londynu. <br />
 Tym razem Moore obszedł się bez wokalisty, zaśpiewał sam i zrobił to bardzo dobrze. Towarzyszył mu Carter oraz basista Gruber znany z pierwszej płyty RAINBOW i grupy ELF. Perkusistami byli Paice, a potem Chouinard - Paice już w tym czasie działał w reaktywowanym DEEP PURPLE. Album zawierał liczne słynne kompozycje wzbogacone o gitarowe popisy Moore'a na najwyższym poziomie - rockowe, metalowe i bluesowe. Tłumy szalały. <br />
 <br />
 Kolejny album Moore'a to "<span style="font-weight: bold;">Run For Cover</span>" z roku 1986. <br />
 Album był efektem współpracy gitarzysty z całą armią muzyków. Oprócz Cartera byli to perkusiści Fergusson i Morgan, klawiszowcy Don Airey i Richards oraz... Glen Hughes jako wokalista i basista. Niewątpliwie najbardziej znamienitym gościem był sam Phil Lynott. Sam album bardzo eklektyczny. <br />
 Otwierający go „Run For Cover” to klasyczny numer dla Moore'a, melodyjny, dynamiczny i z bardzo dobrym solem. Nie jest on jednak reprezentatywny dla tego albumu. Znów mamy po części do czynienia z mdłym graniem rockowym i popowym w utworach „Listen To Your Heartbeat”, ”Once In A Lifetime” i „Out Of My System”. <br />
 W dwóch utworach słyszymy Lynotta jako wokalistę i basistę – „Out In The Fields” znakomity i stał się jednym z najważniejszych i najbardziej znanych kompozycji Moore'a, wielokrotnie coverowanych (np. DARK AT DAWN i RIOT). Drugi – „Military Man” już bardzo przeciętny, balansujący pomiędzy nagraniami THIN LIZZY, a klasycznym heavy metalem. ”Nothing To Loose” i „All Messed Up” - proste hard rockowe numery z prosta rytmiką i prostymi metalowymi refrenami uważam za bardzo dobre. W nich słyszymy Hughesa. Na płycie jest jeszcze dobry rockowy „Reach For The Sky”, ujawniający wpływy pop music tego okresu oraz nowa wersja „Empty Rooms”, moim zdaniem wrzucona nie wiadomo po co. <br />
Album jak powiedziałem eklektyczny i do tego nierówny bardzo pod względem poziomu zarówno kompozycji jak i ich wykonania. <br />
Ocena: 6/10 <br />
 <br />
 Następny album Moore zrealizował z kolei w gronie bardzo skromnym. W sesji nagraniowej udział wziął tylko Carter, który był również współautorem całości oraz Daisley (b) <br />
 Zamiast uznanych perkusistów... automat! Jak dla mnie "<span style="font-weight: bold;">Wild Frontier</span>" 1987 to album czterech kompozycji: ”Over The Hills And Far Away” - wielki przebój znany także z wydłużonej wersji singlowej przypominający nagrania THIN LIZZY i z elementami irlandzkiego folkloru. <br />
 ”Wild Frontier” niby stosunkowo łagodny, ale pełen wewnętrznej ekspresji utwór także znany z odmiennej, dłuższej wersji singlowej, dynamiczny, szybki i melodyjny „Thunder Rising” ze znakomitym wokalem Moore'a, oraz lżejszy, chwytliwy rockowy „Take A Little Time”. „Strangers In The Darkness” oraz „Crying In The Shadows” choć niezłe, jako rockowe/hard rockowe numery wypadają raczej blado przy najlepszych. Kultu instrumentalnego „The Loner” zupełnie nie rozumiem... zupełnie nie pasuje do tej płyty. Tym razem jako cover słaba kompozycja „Friday On My Mind” - THE EASYBEATS. <br />
 Zalety - nienaganna gra Moore'a i chyba jego najlepsze wokale. Wada - pukający automat perkusyjny - naprawdę nie wierzę, że nikt nie chciał zagrać na żywo na tym LP. Jeśli to była natomiast taka zachcianka i ekstrawagancja Moore'a, to efekt chybiony. Druga wada - Johnny Boy, który pominąłbym wstydliwym milczeniem. <br />
Ocena ogólna jednak: 7/10 <br />
 <br />
Rok 1989 przynosi album "<span style="font-weight: bold;">After The War</span>".<br />
 Tym razem znani z poprzedniej płyty Carter i Daisley, no i prawdziwy perkusista z krwi i kości - sam wielki Cozy Powell. Ponadto, ponownie Airey, Philips (instrumenty perkusyjne) oraz jak super gwiazda Ozzy Osbourne. Tym razem Moore niszczy znakomitym tytułowym „After The War” - znów dynamiczny kawałek w heavy metalowej stylistyce. Wielka perła to również „Blood Of Emeralds” - długa metalowa kompozycja z wątkami irlandzkiego folkloru, mocno w stylu THIN LIZZY i nawet przypominająca momentami numer „Black Rose” klimatem i rozmachem. Do najlepszych dorzucę też energiczny i melodyjny „Running From The Storm”. Bardzo dobry także „Speak At Yourself”. Niestety, znów na płycie mdłe granie rockowe w stylu „Livin On Dreams”, „This Thing Called Love” i „Ready For Love” psuje dobre wrażenie. „Led Clones” z udziałem Ozzy'ego nudny i ociężały. Jako cover tym razem instrumentalna kompozycja Buchanana „The Messiah Will Come Again”. Intro i outro „Donluce” wykonane przez Aireya. <br />
Ogólnie: 6,5/10 <br />
 <br />
 Na tym kończy się ten hard rockowy okres działalności Moore'a. Następny album ujawnił jego fascynację bluesem. <br />
 Podsumowując - znakomity gitarzysta, bardzo zdolny kompozytor, ale na płytach studyjnych prezentował zbyt rozległy i odmienny stylistycznie materiał, aby zadowolić całościowo zwolenników jakiegoś jednego określonego gatunku muzycznego.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[TYRAN' PACE - PIERWSZY ZESPÓŁ RALFA SCHEEPERSA]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1222</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 14:00:56 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1222</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Ralf Scheepers jest, jak wiadomo, kojarzony z <span style="font-weight: bold;">GAMMA RAY</span> i <span style="font-weight: bold;">PRIMAL FEAR</span>, choć na scenie metalowej pojawił się znacznie wcześniej.</div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">TYRAN' PACE</span> powstał w 1983 i dosyć szybko zdobył popularność w Niemczech... i w Wielkiej Brytanii. Zapewne dlatego, że muzycznie stanowili wypadkową JUDAS PRIEST i kapel niemieckich z głównego nurtu heavy metalu.</div>
<div style="text-align: justify;">W początkowym okresie przechodził liczne zmiany osobowe, zanim wykrystalizował się skład do nagrania pierwszej płyty.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa miała w tym okresie aż trzech (!) gitarzystów (Oliver Kaufmann, Michael D. Young i</div>
<div style="text-align: justify;">Frank Mittelbach ), co jednak na moc i finezję grania się nie przełożyło. Sekcję rytmiczną tworzyli Andy Ahues (gitara basowa) i Edgar Patrik (perkusja).</div>
<div style="text-align: justify;">Na pierwszym albumie "<span style="font-weight: bold;">Eye to Eye</span>" z 1984 roku, grupa zaproponowała proste, heavy metalowe kompozycje w rodzaju Knives and Bones pełne riffów, zapożyczonych od judasów i melodyjnych, rytmicznych refrenów, często bardziej przypominających te z NWOBHM, niż typowo niemieckich ze stylu np. ACCEPT. Sam Scheepers śpiewał średnio, próbując nieco naśladować manierę Halforda. Takim utworem, gdzie to bardzo słychać, jest Let it Rock i Fight Fever oraz Eye to Eye, gdzie zaśpiewał ostrzej niż na innych kompozycjach. Niestety, atrakcyjność tych wszystkich utworów pozostawiała wiele do życzenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół jakoś nie potrafił tego, co grał jakoś zdefiniować. Z jednej strony próby pokazania klasycznego heavy, z drugiej chęć zadowolenia miłośników lżejszych brzmień.</div>
<div style="text-align: justify;">Ballady w tym czasie były dosyć mocną stroną niemieckich zespołów, nawet tych słabszych, jednak przedstawiona tu Leave Me Tonight jest po prostu pod każdym względem kompromitująca.</div>
<div style="text-align: justify;">Brzmienie albumu niby judasowe, ale bardzo płaskie, co tym bardziej dziwi przy takim nagromadzeniu gitar.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut słaby, po prostu słaby. 3,5/10, do tego całkowicie pozbawiony cech oryginalności.</div>
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Highway Knights 03:28 </div>
<div style="text-align: justify;">2. Knives and Bones 03:28 </div>
<div style="text-align: justify;">3. Black Leather Beauty 03:17 </div>
<div style="text-align: justify;">4. Let it Rock 03:14 </div>
<div style="text-align: justify;">5. Fight Fever 03:18 </div>
<div style="text-align: justify;">6. Eye to Eye 04:19 </div>
<div style="text-align: justify;">7. State of the Kind 03:37 </div>
<div style="text-align: justify;">8. Come Get it 03:53 </div>
<div style="text-align: justify;">9. Leave Me Tonight 04:22</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niebawem doszło do zmian osobowych w składzie. Odeszli gitarzyści poza Kauffmanem, do którego dołączył niebawem Calo Rapallo jako drugi gitarzysta. Kaufmann pozostawał jednak nadal głównym motorem napędowym grupy.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 1985 zespół zespół przedstawił drugi LP" <span style="font-weight: bold;">Long Live Metal</span>". Poprawiono nieco brzmienie i jednocześnie dołożono szybkości. Otwierający album Shockwaves to melodyjny speed metal, gdzie słychać echa amerykańskich zespołów (krzyczane chórki) .</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście judasowe podejście pozostało - Red Sweat czy Play All Night zawierają wystarczająco dużo zapożyczeń, aby obdzielić cała płytę. Wheels of Love zdecydowanie bardziej jako jeden z nielicznych ma własne oblicze, ale też nie wybiega poza typowe standardy melodyjnego speed metalu, jaki w tym czasie zaczął się w Niemczech rozwijać. Niestety, przy takich utworach sławiących metal jak Hot to Rock człowiek ma chęć przejść na słuchanie pieśni Eskimosów .</div>
<div style="text-align: justify;">Fajne solo w Night of the Wolves minimalnie ratuje ten numer.</div>
<div style="text-align: justify;">Dobry jest natomiast ryczący, kwadratowy i niemiecki jak ACCEPT Raid the Victims.</div>
<div style="text-align: justify;">Zabawne wysokie wokale Ralfa to bardziej ciekawostka, niż rzecz warta pozytywnego odnotowania.</div>
<div style="text-align: justify;">Ogólnie postęp jest oczywiście i tu płytę można ocenić na 5,5/10 .</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/1/9/0/5190.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 5190.jpg]" /> </div>
<div style="text-align: justify;">1. Shockwaves 04:02</div>
<div style="text-align: justify;">2. Red Sweat 03:13</div>
<div style="text-align: justify;">3. Play All Night 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">4. Law And Order 03:10</div>
<div style="text-align: justify;">5. Wheels of Love 02:08</div>
<div style="text-align: justify;">6. Hot to Rock 03:24</div>
<div style="text-align: justify;">7. Shakedown 03:44</div>
<div style="text-align: justify;">8. Night of the Wolves 03:08</div>
<div style="text-align: justify;">9. Raid the Victims 03:21</div>
<div style="text-align: justify;">10. Killers On the Highway 02:45</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Calo Rapallo opuścił kolegów po niedługim czasie i zastąpił go Davor Sertic.</div>
<div style="text-align: justify;">Niebawem nastąpiła zmiana na stanowisku perkusisty i album "<span style="font-weight: bold;">Watching You</span>" nagrany został już z Andreasem Fallscheerem. Płyta ukazała się w roku 1986.</div>
<div style="text-align: justify;">Trzeba oddać jedno - wokal Scheepersa jest tu znacznie lepszy niż poprzednio. Wysokie partie bardzo udane tym razem. Brzmienie także poprawione i nie słychać już tej toporności. Trochę wszystko wygładzono i zrobiono pod Amerykę, także w specyfice samych kompozycji.</div>
<div style="text-align: justify;">Dominują proste, dosyć szybkie, melodyjne numery, stanowiące skrzyżowanie ACCEPT z amerykańskim rock metalem stadionowym, a szarże gitarzystów i sola Kauffmana na solidnym poziomie. Do tego bardzo dobre ustawienie sekcji rytmicznej . Wszystko bardzo zgrane i starannie przygotowane, tylko co z tego, skoro jednak sam repertuar jest bardzo średni. Znów przelatują jeden za drugim utwory, jakich powstawało setki i niestety jako kompozytorzy członkowie grupy zupełnie się nie sprawdzili.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta przeszła bez większego echa i mimo że kończy ją dobra ballada-hymn "We Are Strong" to jednak muzycy TYRAN' PACE, rozczarowani brakiem sukcesu, rozeszli się w różne strony w 1986, a sam Scheepers rozpoczął współpracę z Kai Hansenem i potem na dłuższy czas dołączył do GAMMA RAY.</div>
<div style="text-align: justify;">Niemniej za ten 6,5/10.</div>
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Saints of Rock 04:32</div>
<div style="text-align: justify;">2. Cry Out 03:49</div>
<div style="text-align: justify;">3. Hands in the Air 04:33</div>
<div style="text-align: justify;">4. Criminal 04:07</div>
<div style="text-align: justify;">5. Matter of Time 03:55</div>
<div style="text-align: justify;">6. Get Down 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">7. Madness 03:40</div>
<div style="text-align: justify;">8. Fire in Your Eyes 04:04</div>
<div style="text-align: justify;">9. We are Strong 04:43</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niespodziewanie pod tym szyldem w roku 1998 pojawił się zupełnie inny zespół, w którym nie było nikogo z muzyków wcześniej występujących w TYRAN' PACE. Prawa do nazwy zostały odkupione od Kaufmanna.</div>
<div style="text-align: justify;">"<span style="font-weight: bold;">Take a Seat in the High Row</span> " z 1998 to płyta, jaką ten zespół zaprezentował, ale jej omówienie nie mieści się w ramach tematu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">TYRAN' PACE był typowym niemieckim średniakiem, poza granicami Niemiec znanym mało i największą popularnością cieszył się ponoć w Holandii. Dziś przypomina się o nim głównie przy okazji przebiegu muzycznej kariery Ralfa Scheepersa.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Ralf Scheepers jest, jak wiadomo, kojarzony z <span style="font-weight: bold;">GAMMA RAY</span> i <span style="font-weight: bold;">PRIMAL FEAR</span>, choć na scenie metalowej pojawił się znacznie wcześniej.</div>
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">TYRAN' PACE</span> powstał w 1983 i dosyć szybko zdobył popularność w Niemczech... i w Wielkiej Brytanii. Zapewne dlatego, że muzycznie stanowili wypadkową JUDAS PRIEST i kapel niemieckich z głównego nurtu heavy metalu.</div>
<div style="text-align: justify;">W początkowym okresie przechodził liczne zmiany osobowe, zanim wykrystalizował się skład do nagrania pierwszej płyty.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa miała w tym okresie aż trzech (!) gitarzystów (Oliver Kaufmann, Michael D. Young i</div>
<div style="text-align: justify;">Frank Mittelbach ), co jednak na moc i finezję grania się nie przełożyło. Sekcję rytmiczną tworzyli Andy Ahues (gitara basowa) i Edgar Patrik (perkusja).</div>
<div style="text-align: justify;">Na pierwszym albumie "<span style="font-weight: bold;">Eye to Eye</span>" z 1984 roku, grupa zaproponowała proste, heavy metalowe kompozycje w rodzaju Knives and Bones pełne riffów, zapożyczonych od judasów i melodyjnych, rytmicznych refrenów, często bardziej przypominających te z NWOBHM, niż typowo niemieckich ze stylu np. ACCEPT. Sam Scheepers śpiewał średnio, próbując nieco naśladować manierę Halforda. Takim utworem, gdzie to bardzo słychać, jest Let it Rock i Fight Fever oraz Eye to Eye, gdzie zaśpiewał ostrzej niż na innych kompozycjach. Niestety, atrakcyjność tych wszystkich utworów pozostawiała wiele do życzenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół jakoś nie potrafił tego, co grał jakoś zdefiniować. Z jednej strony próby pokazania klasycznego heavy, z drugiej chęć zadowolenia miłośników lżejszych brzmień.</div>
<div style="text-align: justify;">Ballady w tym czasie były dosyć mocną stroną niemieckich zespołów, nawet tych słabszych, jednak przedstawiona tu Leave Me Tonight jest po prostu pod każdym względem kompromitująca.</div>
<div style="text-align: justify;">Brzmienie albumu niby judasowe, ale bardzo płaskie, co tym bardziej dziwi przy takim nagromadzeniu gitar.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut słaby, po prostu słaby. 3,5/10, do tego całkowicie pozbawiony cech oryginalności.</div>
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Highway Knights 03:28 </div>
<div style="text-align: justify;">2. Knives and Bones 03:28 </div>
<div style="text-align: justify;">3. Black Leather Beauty 03:17 </div>
<div style="text-align: justify;">4. Let it Rock 03:14 </div>
<div style="text-align: justify;">5. Fight Fever 03:18 </div>
<div style="text-align: justify;">6. Eye to Eye 04:19 </div>
<div style="text-align: justify;">7. State of the Kind 03:37 </div>
<div style="text-align: justify;">8. Come Get it 03:53 </div>
<div style="text-align: justify;">9. Leave Me Tonight 04:22</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niebawem doszło do zmian osobowych w składzie. Odeszli gitarzyści poza Kauffmanem, do którego dołączył niebawem Calo Rapallo jako drugi gitarzysta. Kaufmann pozostawał jednak nadal głównym motorem napędowym grupy.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 1985 zespół zespół przedstawił drugi LP" <span style="font-weight: bold;">Long Live Metal</span>". Poprawiono nieco brzmienie i jednocześnie dołożono szybkości. Otwierający album Shockwaves to melodyjny speed metal, gdzie słychać echa amerykańskich zespołów (krzyczane chórki) .</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście judasowe podejście pozostało - Red Sweat czy Play All Night zawierają wystarczająco dużo zapożyczeń, aby obdzielić cała płytę. Wheels of Love zdecydowanie bardziej jako jeden z nielicznych ma własne oblicze, ale też nie wybiega poza typowe standardy melodyjnego speed metalu, jaki w tym czasie zaczął się w Niemczech rozwijać. Niestety, przy takich utworach sławiących metal jak Hot to Rock człowiek ma chęć przejść na słuchanie pieśni Eskimosów .</div>
<div style="text-align: justify;">Fajne solo w Night of the Wolves minimalnie ratuje ten numer.</div>
<div style="text-align: justify;">Dobry jest natomiast ryczący, kwadratowy i niemiecki jak ACCEPT Raid the Victims.</div>
<div style="text-align: justify;">Zabawne wysokie wokale Ralfa to bardziej ciekawostka, niż rzecz warta pozytywnego odnotowania.</div>
<div style="text-align: justify;">Ogólnie postęp jest oczywiście i tu płytę można ocenić na 5,5/10 .</div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://www.metal-archives.com/images/5/1/9/0/5190.jpg" border="0" alt="[Obrazek: 5190.jpg]" /> </div>
<div style="text-align: justify;">1. Shockwaves 04:02</div>
<div style="text-align: justify;">2. Red Sweat 03:13</div>
<div style="text-align: justify;">3. Play All Night 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">4. Law And Order 03:10</div>
<div style="text-align: justify;">5. Wheels of Love 02:08</div>
<div style="text-align: justify;">6. Hot to Rock 03:24</div>
<div style="text-align: justify;">7. Shakedown 03:44</div>
<div style="text-align: justify;">8. Night of the Wolves 03:08</div>
<div style="text-align: justify;">9. Raid the Victims 03:21</div>
<div style="text-align: justify;">10. Killers On the Highway 02:45</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Calo Rapallo opuścił kolegów po niedługim czasie i zastąpił go Davor Sertic.</div>
<div style="text-align: justify;">Niebawem nastąpiła zmiana na stanowisku perkusisty i album "<span style="font-weight: bold;">Watching You</span>" nagrany został już z Andreasem Fallscheerem. Płyta ukazała się w roku 1986.</div>
<div style="text-align: justify;">Trzeba oddać jedno - wokal Scheepersa jest tu znacznie lepszy niż poprzednio. Wysokie partie bardzo udane tym razem. Brzmienie także poprawione i nie słychać już tej toporności. Trochę wszystko wygładzono i zrobiono pod Amerykę, także w specyfice samych kompozycji.</div>
<div style="text-align: justify;">Dominują proste, dosyć szybkie, melodyjne numery, stanowiące skrzyżowanie ACCEPT z amerykańskim rock metalem stadionowym, a szarże gitarzystów i sola Kauffmana na solidnym poziomie. Do tego bardzo dobre ustawienie sekcji rytmicznej . Wszystko bardzo zgrane i starannie przygotowane, tylko co z tego, skoro jednak sam repertuar jest bardzo średni. Znów przelatują jeden za drugim utwory, jakich powstawało setki i niestety jako kompozytorzy członkowie grupy zupełnie się nie sprawdzili.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta przeszła bez większego echa i mimo że kończy ją dobra ballada-hymn "We Are Strong" to jednak muzycy TYRAN' PACE, rozczarowani brakiem sukcesu, rozeszli się w różne strony w 1986, a sam Scheepers rozpoczął współpracę z Kai Hansenem i potem na dłuższy czas dołączył do GAMMA RAY.</div>
<div style="text-align: justify;">Niemniej za ten 6,5/10.</div>
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Saints of Rock 04:32</div>
<div style="text-align: justify;">2. Cry Out 03:49</div>
<div style="text-align: justify;">3. Hands in the Air 04:33</div>
<div style="text-align: justify;">4. Criminal 04:07</div>
<div style="text-align: justify;">5. Matter of Time 03:55</div>
<div style="text-align: justify;">6. Get Down 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">7. Madness 03:40</div>
<div style="text-align: justify;">8. Fire in Your Eyes 04:04</div>
<div style="text-align: justify;">9. We are Strong 04:43</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niespodziewanie pod tym szyldem w roku 1998 pojawił się zupełnie inny zespół, w którym nie było nikogo z muzyków wcześniej występujących w TYRAN' PACE. Prawa do nazwy zostały odkupione od Kaufmanna.</div>
<div style="text-align: justify;">"<span style="font-weight: bold;">Take a Seat in the High Row</span> " z 1998 to płyta, jaką ten zespół zaprezentował, ale jej omówienie nie mieści się w ramach tematu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">TYRAN' PACE był typowym niemieckim średniakiem, poza granicami Niemiec znanym mało i największą popularnością cieszył się ponoć w Holandii. Dziś przypomina się o nim głównie przy okazji przebiegu muzycznej kariery Ralfa Scheepersa.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[WAYSTED - PETE WAY - "NEW WAY"]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1221</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 13:57:26 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1221</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Jak wiadomo, udział basisty <span style="font-weight: bold;">UFO</span> Way'a w zespole<span style="font-weight: bold;"> FASTWAY</span> Clarke'a zakończył się na obietnicach i dodaniu członu nazwy, jednak Way rzecz jasna muzycznej kariery w tym czasie nie zaniechał. Po odbyciu tournée w składzie ekipy Ozzy Osbourne'a w 1983, postanowił założyć własny zespół, tym razem pod nazwą <span style="font-weight: bold;">WAYSTED</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Do współpracy zaprosił muzyków znanych na scenie brytyjskiego rocka i metalu. Perkusistą został Frank Noon, który występował w DEF LEPPARD i WILD HORSES, gitarzystą Ronnie Kayfield (poprzednio HEARTBREAKERS), a klawiszowcem kumpel z UFO, Paul Raymond. Kluczową pozycję wokalisty powierzył Flynowi ze szkockiej grupy rockowej FLYING SQUAD.</div>
<div style="text-align: justify;">Dzięki układom w wytwórni, Chrystalis Way natychmiast podpisał kontrakt płytowy, zespół wszedł do studia i nagrał album "<span style="font-weight: bold;">Vices</span>", który ukazał się już w tym samym roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Way, jako główny kompozytor, daleko nie oddalił się od stylistyki UFO z późnego okresu działalności. Wykorzystał tu też kilka pomysłów, które nie doczekały się realizacji w UFO.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Love Loaded</div>
<div style="text-align: justify;">2. Women In Chains</div>
<div style="text-align: justify;">3. Sleazy</div>
<div style="text-align: justify;">4. Night Of The Wolf</div>
<div style="text-align: justify;">5. Toy With The Passion</div>
<div style="text-align: justify;">6. Right From The Start</div>
<div style="text-align: justify;">7. Hot Love</div>
<div style="text-align: justify;">8. Somebody To Love</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Album zawierał kompozycje zagrane w średnich tempach, wokal Fina ciepły, o barwie lekko zdartej. Momentami przypominał Mogga, a utwory zasadniczo stanowiły wariację na temat "średnio udane heavy metalowe numery UFO". Takie są tu Love Loaded</div>
<div style="text-align: justify;">Sleazy, Hot Love czy Night Of The Wolf, przy czym ten utwór, nieco dynamiczniejszy, jest udany. Absolutnie w stylu UFO jest tu Right From The Start.</div>
<div style="text-align: justify;">Album w sensie kompozycyjnym trudno uznać za udany. Nie ma tu ani ciekawych szybszych kompozycji hard rockowych i metalowych, ani nawet ballady.</div>
<div style="text-align: justify;">Słaby Somebody To Love na koniec jeszcze potęguje wrażenie, że to przedsięwzięcie jest chybione. Brzmienie albumu natomiast dobre, także zrobione pod UFO z początku lat 80-tych. Kilka udanych solówek Kayfielda to jednak nie klasa Schenkera czy Chapmana, za to na pochwałę zasługuje gra Noona, który jest tu ładnie wyeksponowany.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta bardzo przeciętna - 5/10. Zdobyła jednak pewną popularność w Wielkiej Brytanii i Europie Zachodniej, głównie jednak dzięki samemu nazwisku Way'a.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Skład zespołu nie okazał się stabilny. Niebawem Kayfield oraz świeżo pozyskany drugi gitarzysta Bennedetta odeszli, a wkrótce także Raymond i Noon.</div>
<div style="text-align: justify;">Noona ostatecznie zastąpił inny ex-ufoludek, Andy Parker, a gitarzystą został Neil Sheppard. Na trasy koncertowe Way zaprosił gitarzystę, Paula Chapmana, także z UFO, gdyż zespół na koncertach wykonywał dużo utworów starej formacji Way'a.</div>
<div style="text-align: justify;">Chapman nie uczestniczył w nagraniu mini LP "<span style="font-weight: bold;">Waysted</span>", który ukazał się w roku 1984.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Won't Get Out Alive</div>
<div style="text-align: justify;">2. Heaven Tonight</div>
<div style="text-align: justify;">3. The Price You Pay</div>
<div style="text-align: justify;">4. Rock Steady</div>
<div style="text-align: justify;">5. Hurt So Bad</div>
<div style="text-align: justify;">6. Cinderella Boys</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Płytka zawiera muzykę nieco szybszą, opartą i na rock'n'rollu, i na doświadczeniach amerykańskiego rock/metalu stadionowego, jednak i tym razem kuleje chwytliwość kompozycji. Shepard pokazuje, że jest dobrym gitarzystą, ale skrzydeł w tym ubogim repertuarze rozwinąć nie może. Tylko melodyjny w konwencji semi-ballady Hurt So Bad cieszył się umiarkowanym powodzeniem. Dosyć długi Cinderella Boys po prostu zanudza.</div>
<div style="text-align: justify;">Ten mini LP został przyjęty bardzo chłodno i podniosły się głosy, że Way poza macierzystą formacją UFO nie ma nic do powiedzenia...</div>
<div style="text-align: justify;">Zniechęcony Shepard niebawem opuścił zespół i jego obowiązki przejął na stałe Chapman.</div>
<div style="text-align: justify;">Także Parker nie widział tu dla siebie miejsca. Na krótko przyszedł za niego "Zwierzak" Taylor z MOTORHEAD, ale i on miejsca nie zagrzał. Niespodziewanie, ostatecznie perkusistą został Jerry Shirley... z konkurencyjnego w sumie FASTWAY gitarzysty Clarke'a .</div>
<div style="text-align: justify;">W tym składzie zespół nagrał w roku 1985 album "<span style="font-weight: bold;">The Good The Bad The Waysted</span>".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Hang 'Em High</div>
<div style="text-align: justify;">2. Heaven Tonight</div>
<div style="text-align: justify;">3. Land That's Lost Love</div>
<div style="text-align: justify;">4. Crazy 'Bout The Stuff</div>
<div style="text-align: justify;">5. Dead On Your Legs</div>
<div style="text-align: justify;">6. Manuel</div>
<div style="text-align: justify;">7. Around And Around</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Umieszczono tu 7 kompozycji, odśpiewanych surowym, zdartym głosem przez Fina.</div>
<div style="text-align: justify;">Utworów przygotowano nieco więcej, ale na pierwotnej wersji winylowej się nie znalazły.</div>
<div style="text-align: justify;">Wersja CD z bonusami, wydana wiele lat później, zawiera 10 utworów.</div>
<div style="text-align: justify;">Chapman, jako czujący muzykę Way'a, też przyłożył się do kompozycji i w efekcie powstała płyta ze znakomitymi popisami gitarowymi, w średnich tempach i atrakcyjniejsza pod względem melodii, przy czym zespół sięgnął także po inspiracje w rhytm'n'bluesie (Around And Around). Bardzo dobrą kompozycją jest tu otwierający, surowy i metalowy Hang 'Em High oraz najlepszy, bujający Land That's Lost Love.</div>
<div style="text-align: justify;">Reszta to właściwie powielenie starych pomysłów UFO. Tym razem pojawiły się niezłe refreny, jak w Manuel .</div>
<div style="text-align: justify;">Fin i Chapman stanęli na głowie, aby płyta "chwyciła".</div>
<div style="text-align: justify;">Prawie się to udało, bo to LP na 7,5/10, na pewno lepszy od albumów UFO z pierwszej połowy lat 80 tych. Niestety, mimo że to dobry krążek, także przeszedł bez echa, a krytycy zarzucali nadmierne kopiowanie UFO.</div>
<div style="text-align: justify;">To ponownie spowodowało trzęsienie ziemi w składzie i w pewnym momencie, w końcu 1985, Way był bliski definitywnego rozwiązania zespołu po tym, jak Shirley i filar grupy Fin definitywnie odmówili dalszej współpracy.</div>
<div style="text-align: justify;">Ostatecznie, Way za namową Chapmana, postanowił spróbować jeszcze raz i pozyskał perkusistę Johna Di'teodoro z amerykańskiego WORLD WAR III oraz mało znanego wokalistę o nazwisku Danny Vaughn z lokalnej hard rockowej formacji CIRCUS CIRCUS. Udało się też bez większych problemów podpisać kontrakt ze znaną wytwórnią Capitol.</div>
<div style="text-align: justify;">Owocem był LP "<span style="font-weight: bold;">Save Your Prayers</span>", który ukazał się w 1986 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Walls Fall Down</div>
<div style="text-align: justify;">2. Black and Blue</div>
<div style="text-align: justify;">3. Singing To The Night</div>
<div style="text-align: justify;">4. Hell Comes Home</div>
<div style="text-align: justify;">5. Heroes Die Young</div>
<div style="text-align: justify;">6. Heaven Tonight</div>
<div style="text-align: justify;">7. How The West Was Won</div>
<div style="text-align: justify;">8. Wild Night</div>
<div style="text-align: justify;">9. Out Of Control</div>
<div style="text-align: justify;">10. So Long</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W moim odczuciu to płyta zupełnie nieudana (3,5/10). Vaughn jako wokalista o typowym głosie bez cech szczególnych, wykonał swoje jak rzemieślnik, a Chapman zagrał bez ognia i maestrii, jaka go zazwyczaj cechowała. Miałkie rockowe i melodic metalowe kompozycje przelatują tu jedna za drugą i bardzo dobra produkcja niczego nie ratuje. Największą wartość przedstawia Heroes Die Young, zapewne najbliższy dokonaniom UFO, którego tym razem na albumie jest bardzo mało. Album, skierowany głównie do amerykańskiej publiczności, zaginął w masie podobnych, ale lepszych rzeczy z USA, mimo promowania płyty w USA na wspólnej trasie koncertowej z IRON MAIDEN w 1987.</div>
<div style="text-align: justify;">Słaba sprzedaż albumu i obojętne przyjęcie występów zespołu spowodowały, że Capitol kontraktu nie przedłużył. Way pod szyldem WAYSTED zbierał jeszcze różne, dosyć przypadkowe składy, ale już bez powodzenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tym historia zespołu jako działającego aktywnie się kończy.</div>
<div style="text-align: justify;">Niespodziewanie w XXI historia dopisała ciąg dalszy, ale to już wykracza poza ramy tematu.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Jak wiadomo, udział basisty <span style="font-weight: bold;">UFO</span> Way'a w zespole<span style="font-weight: bold;"> FASTWAY</span> Clarke'a zakończył się na obietnicach i dodaniu członu nazwy, jednak Way rzecz jasna muzycznej kariery w tym czasie nie zaniechał. Po odbyciu tournée w składzie ekipy Ozzy Osbourne'a w 1983, postanowił założyć własny zespół, tym razem pod nazwą <span style="font-weight: bold;">WAYSTED</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Do współpracy zaprosił muzyków znanych na scenie brytyjskiego rocka i metalu. Perkusistą został Frank Noon, który występował w DEF LEPPARD i WILD HORSES, gitarzystą Ronnie Kayfield (poprzednio HEARTBREAKERS), a klawiszowcem kumpel z UFO, Paul Raymond. Kluczową pozycję wokalisty powierzył Flynowi ze szkockiej grupy rockowej FLYING SQUAD.</div>
<div style="text-align: justify;">Dzięki układom w wytwórni, Chrystalis Way natychmiast podpisał kontrakt płytowy, zespół wszedł do studia i nagrał album "<span style="font-weight: bold;">Vices</span>", który ukazał się już w tym samym roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Way, jako główny kompozytor, daleko nie oddalił się od stylistyki UFO z późnego okresu działalności. Wykorzystał tu też kilka pomysłów, które nie doczekały się realizacji w UFO.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Love Loaded</div>
<div style="text-align: justify;">2. Women In Chains</div>
<div style="text-align: justify;">3. Sleazy</div>
<div style="text-align: justify;">4. Night Of The Wolf</div>
<div style="text-align: justify;">5. Toy With The Passion</div>
<div style="text-align: justify;">6. Right From The Start</div>
<div style="text-align: justify;">7. Hot Love</div>
<div style="text-align: justify;">8. Somebody To Love</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Album zawierał kompozycje zagrane w średnich tempach, wokal Fina ciepły, o barwie lekko zdartej. Momentami przypominał Mogga, a utwory zasadniczo stanowiły wariację na temat "średnio udane heavy metalowe numery UFO". Takie są tu Love Loaded</div>
<div style="text-align: justify;">Sleazy, Hot Love czy Night Of The Wolf, przy czym ten utwór, nieco dynamiczniejszy, jest udany. Absolutnie w stylu UFO jest tu Right From The Start.</div>
<div style="text-align: justify;">Album w sensie kompozycyjnym trudno uznać za udany. Nie ma tu ani ciekawych szybszych kompozycji hard rockowych i metalowych, ani nawet ballady.</div>
<div style="text-align: justify;">Słaby Somebody To Love na koniec jeszcze potęguje wrażenie, że to przedsięwzięcie jest chybione. Brzmienie albumu natomiast dobre, także zrobione pod UFO z początku lat 80-tych. Kilka udanych solówek Kayfielda to jednak nie klasa Schenkera czy Chapmana, za to na pochwałę zasługuje gra Noona, który jest tu ładnie wyeksponowany.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta bardzo przeciętna - 5/10. Zdobyła jednak pewną popularność w Wielkiej Brytanii i Europie Zachodniej, głównie jednak dzięki samemu nazwisku Way'a.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Skład zespołu nie okazał się stabilny. Niebawem Kayfield oraz świeżo pozyskany drugi gitarzysta Bennedetta odeszli, a wkrótce także Raymond i Noon.</div>
<div style="text-align: justify;">Noona ostatecznie zastąpił inny ex-ufoludek, Andy Parker, a gitarzystą został Neil Sheppard. Na trasy koncertowe Way zaprosił gitarzystę, Paula Chapmana, także z UFO, gdyż zespół na koncertach wykonywał dużo utworów starej formacji Way'a.</div>
<div style="text-align: justify;">Chapman nie uczestniczył w nagraniu mini LP "<span style="font-weight: bold;">Waysted</span>", który ukazał się w roku 1984.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Won't Get Out Alive</div>
<div style="text-align: justify;">2. Heaven Tonight</div>
<div style="text-align: justify;">3. The Price You Pay</div>
<div style="text-align: justify;">4. Rock Steady</div>
<div style="text-align: justify;">5. Hurt So Bad</div>
<div style="text-align: justify;">6. Cinderella Boys</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Płytka zawiera muzykę nieco szybszą, opartą i na rock'n'rollu, i na doświadczeniach amerykańskiego rock/metalu stadionowego, jednak i tym razem kuleje chwytliwość kompozycji. Shepard pokazuje, że jest dobrym gitarzystą, ale skrzydeł w tym ubogim repertuarze rozwinąć nie może. Tylko melodyjny w konwencji semi-ballady Hurt So Bad cieszył się umiarkowanym powodzeniem. Dosyć długi Cinderella Boys po prostu zanudza.</div>
<div style="text-align: justify;">Ten mini LP został przyjęty bardzo chłodno i podniosły się głosy, że Way poza macierzystą formacją UFO nie ma nic do powiedzenia...</div>
<div style="text-align: justify;">Zniechęcony Shepard niebawem opuścił zespół i jego obowiązki przejął na stałe Chapman.</div>
<div style="text-align: justify;">Także Parker nie widział tu dla siebie miejsca. Na krótko przyszedł za niego "Zwierzak" Taylor z MOTORHEAD, ale i on miejsca nie zagrzał. Niespodziewanie, ostatecznie perkusistą został Jerry Shirley... z konkurencyjnego w sumie FASTWAY gitarzysty Clarke'a .</div>
<div style="text-align: justify;">W tym składzie zespół nagrał w roku 1985 album "<span style="font-weight: bold;">The Good The Bad The Waysted</span>".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Hang 'Em High</div>
<div style="text-align: justify;">2. Heaven Tonight</div>
<div style="text-align: justify;">3. Land That's Lost Love</div>
<div style="text-align: justify;">4. Crazy 'Bout The Stuff</div>
<div style="text-align: justify;">5. Dead On Your Legs</div>
<div style="text-align: justify;">6. Manuel</div>
<div style="text-align: justify;">7. Around And Around</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Umieszczono tu 7 kompozycji, odśpiewanych surowym, zdartym głosem przez Fina.</div>
<div style="text-align: justify;">Utworów przygotowano nieco więcej, ale na pierwotnej wersji winylowej się nie znalazły.</div>
<div style="text-align: justify;">Wersja CD z bonusami, wydana wiele lat później, zawiera 10 utworów.</div>
<div style="text-align: justify;">Chapman, jako czujący muzykę Way'a, też przyłożył się do kompozycji i w efekcie powstała płyta ze znakomitymi popisami gitarowymi, w średnich tempach i atrakcyjniejsza pod względem melodii, przy czym zespół sięgnął także po inspiracje w rhytm'n'bluesie (Around And Around). Bardzo dobrą kompozycją jest tu otwierający, surowy i metalowy Hang 'Em High oraz najlepszy, bujający Land That's Lost Love.</div>
<div style="text-align: justify;">Reszta to właściwie powielenie starych pomysłów UFO. Tym razem pojawiły się niezłe refreny, jak w Manuel .</div>
<div style="text-align: justify;">Fin i Chapman stanęli na głowie, aby płyta "chwyciła".</div>
<div style="text-align: justify;">Prawie się to udało, bo to LP na 7,5/10, na pewno lepszy od albumów UFO z pierwszej połowy lat 80 tych. Niestety, mimo że to dobry krążek, także przeszedł bez echa, a krytycy zarzucali nadmierne kopiowanie UFO.</div>
<div style="text-align: justify;">To ponownie spowodowało trzęsienie ziemi w składzie i w pewnym momencie, w końcu 1985, Way był bliski definitywnego rozwiązania zespołu po tym, jak Shirley i filar grupy Fin definitywnie odmówili dalszej współpracy.</div>
<div style="text-align: justify;">Ostatecznie, Way za namową Chapmana, postanowił spróbować jeszcze raz i pozyskał perkusistę Johna Di'teodoro z amerykańskiego WORLD WAR III oraz mało znanego wokalistę o nazwisku Danny Vaughn z lokalnej hard rockowej formacji CIRCUS CIRCUS. Udało się też bez większych problemów podpisać kontrakt ze znaną wytwórnią Capitol.</div>
<div style="text-align: justify;">Owocem był LP "<span style="font-weight: bold;">Save Your Prayers</span>", który ukazał się w 1986 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">  </div>
<div style="text-align: justify;">1. Walls Fall Down</div>
<div style="text-align: justify;">2. Black and Blue</div>
<div style="text-align: justify;">3. Singing To The Night</div>
<div style="text-align: justify;">4. Hell Comes Home</div>
<div style="text-align: justify;">5. Heroes Die Young</div>
<div style="text-align: justify;">6. Heaven Tonight</div>
<div style="text-align: justify;">7. How The West Was Won</div>
<div style="text-align: justify;">8. Wild Night</div>
<div style="text-align: justify;">9. Out Of Control</div>
<div style="text-align: justify;">10. So Long</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W moim odczuciu to płyta zupełnie nieudana (3,5/10). Vaughn jako wokalista o typowym głosie bez cech szczególnych, wykonał swoje jak rzemieślnik, a Chapman zagrał bez ognia i maestrii, jaka go zazwyczaj cechowała. Miałkie rockowe i melodic metalowe kompozycje przelatują tu jedna za drugą i bardzo dobra produkcja niczego nie ratuje. Największą wartość przedstawia Heroes Die Young, zapewne najbliższy dokonaniom UFO, którego tym razem na albumie jest bardzo mało. Album, skierowany głównie do amerykańskiej publiczności, zaginął w masie podobnych, ale lepszych rzeczy z USA, mimo promowania płyty w USA na wspólnej trasie koncertowej z IRON MAIDEN w 1987.</div>
<div style="text-align: justify;">Słaba sprzedaż albumu i obojętne przyjęcie występów zespołu spowodowały, że Capitol kontraktu nie przedłużył. Way pod szyldem WAYSTED zbierał jeszcze różne, dosyć przypadkowe składy, ale już bez powodzenia.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tym historia zespołu jako działającego aktywnie się kończy.</div>
<div style="text-align: justify;">Niespodziewanie w XXI historia dopisała ciąg dalszy, ale to już wykracza poza ramy tematu.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[METALLICA - KORZENIE I INSPIRACJE]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1220</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 13:51:49 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1220</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Aby wyjaśnić fenomen METALLICA należy najpierw uzmysłowić sobie, jaka była amerykańska metalowa młodzież epoki początku lat 80tych. Była inna niż brytyjska - wychowana też na nieco innej muzyce. Ruch punk rockowy ominął USA, gdzie niepodzielnie królował glam i uczniowie szkół dla odstresowania słuchali w klubach i na koncertach NEW YORK DOLLS i pokrewnych rzeczy. Nowinki z Europy docierały słabo i tylko pasjonaci znali nadciągają falę NWOBHM. Do takich należeli chłopcy z Bay Area, których przedstawiać tu nie trzeba. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://2.bp.blogspot.com/_Hbqf2LImoxc/RqKwuXTEwaI/AAAAAAAABPA/p9zLNc7CWTQ/s320/Metallica%2B-%2BNo%2BLife%2BTill%2BLeather.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Metallica%2B-%2BNo%2BLife%2BTill%2BLeather.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Byli pod wrażeniem tego co się dzieje w UK, chłonęli single i Epki SWEET SAVAGE, SAVAGE, BLITZKRIEG i innych zespołów z okręgu Newcastle w tym VENOM, ale przede wszystkim urzekł ich DIAMOND HEAD, którego muzyka łączyła w sobie bunt nowej fali z przywiązaniem do rockowej tradycji lat 70tych. Wczesne dema jasno wskazują na tę fascynację, takim hołdem dla NWOBHM był też pierwszy zarejestrowany utwór zespołu –„Motorbreath”. <br />
 Co mogli przejąć od Brytyjczyków z NWOBHM? W zasadzie wszystko - motorykę DIAMOND HEAD, riffy RAVEN i BLITZKRIEG, pewien brud dźwiękowy - szczególnie, jeśli chodzi o sekcję rytmiczną - od VENOM oraz melodie od tych i wielu innych zespołów z drugiej strony oceanu. Nie mogli natomiast przejąć okultystyczno-satanistycznego przesłania VENOM - bo USA jako kraj mocno religijny i purytański odrzuciłby ich poza garstką niszowych fanów. Oczywiście nie przeszkodziło im to odbyć pierwszej trasy koncertowej właśnie z VENOM. Tekstowo więc pozostali przy bliższym amerykańskiemu społeczeństwu kultowi techniki i przemocy i lekko skrywanego hedonizmu, jaki zresztą był domeną glamowego grania popularnego w owym czasie w USA. <br />
 Jeśli ktoś zna pierwsze nagrania demo METALLICA, łatwo zauważy podobieństwo do brzmienia zespołów NWOBHM z północno wschodniej Anglii. Nie wynikało to tylko z ubogich możliwości nagraniowych zespołu w okresie trudnych początków, ale także ze świadomego wyboru, który determinował takie, a nie inne brzmienie. Ciekawe, że duży wpływ na kształtowanie początkowego brzmienia mieli także tu muzycy z TROUBLE, którzy jak głosi anegdota uczyli chłopaków z METALLICA, jak podłączać gitary do wzmacniaczy i ustawiać dźwięk. <br />
<br />
 W końcu powstaje płyta Kill'em All. Jest wypadkową wielu wskazanych wyżej czynników oraz tego co nazywa się szczęśliwym przypadkiem. <br />
 Czym była wytwórnia Megaforce w roku 1983? <br />
 Skromnym przedsięwzięciem pana Zazuli, który przydomka Papa Thrash dorobił się dopiero później. Mały budżet, skromne studio, spartańskie warunki, niedoświadczona ekipa. Suche surowe brzmienie wynikało nie z tego, że METALLICA uznała je za najlepsze, ale z tego, że takie tylko były możliwości. Kompozycje żywcem wyjęte z muzyki NWOBHM i do tego zagrane surowo, zawadiacko i nieco na odwal - przede wszystkim dlatego, że umiejętności i doświadczenie były ograniczone. Także dlatego, że bunt się musiał w czymś przejawić, a szukać inspiracji wystarczyło w glamie amerykańskim, który w świadomości słuchaczy był mocno zakorzeniony i dawał szansę na sukces. <br />
 Zamerykanizowana, podbarwiona glamem i zwulgaryzowana poprzez realia wersja brytyjskiego grania NWOBHM to pierwsza płyta METALLICA. <br />
 Nie stworzyli kierunku - nie mieli takiego zamiaru. <br />
 Przełożyli po prostu to, co się działo wówczas w muzyce metalowej z angielskiego na amerykański. <br />
 I tylko.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Aby wyjaśnić fenomen METALLICA należy najpierw uzmysłowić sobie, jaka była amerykańska metalowa młodzież epoki początku lat 80tych. Była inna niż brytyjska - wychowana też na nieco innej muzyce. Ruch punk rockowy ominął USA, gdzie niepodzielnie królował glam i uczniowie szkół dla odstresowania słuchali w klubach i na koncertach NEW YORK DOLLS i pokrewnych rzeczy. Nowinki z Europy docierały słabo i tylko pasjonaci znali nadciągają falę NWOBHM. Do takich należeli chłopcy z Bay Area, których przedstawiać tu nie trzeba. </div>
<div style="text-align: justify;"><img src="http://2.bp.blogspot.com/_Hbqf2LImoxc/RqKwuXTEwaI/AAAAAAAABPA/p9zLNc7CWTQ/s320/Metallica%2B-%2BNo%2BLife%2BTill%2BLeather.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Metallica%2B-%2BNo%2BLife%2BTill%2BLeather.jpg]" /></div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Byli pod wrażeniem tego co się dzieje w UK, chłonęli single i Epki SWEET SAVAGE, SAVAGE, BLITZKRIEG i innych zespołów z okręgu Newcastle w tym VENOM, ale przede wszystkim urzekł ich DIAMOND HEAD, którego muzyka łączyła w sobie bunt nowej fali z przywiązaniem do rockowej tradycji lat 70tych. Wczesne dema jasno wskazują na tę fascynację, takim hołdem dla NWOBHM był też pierwszy zarejestrowany utwór zespołu –„Motorbreath”. <br />
 Co mogli przejąć od Brytyjczyków z NWOBHM? W zasadzie wszystko - motorykę DIAMOND HEAD, riffy RAVEN i BLITZKRIEG, pewien brud dźwiękowy - szczególnie, jeśli chodzi o sekcję rytmiczną - od VENOM oraz melodie od tych i wielu innych zespołów z drugiej strony oceanu. Nie mogli natomiast przejąć okultystyczno-satanistycznego przesłania VENOM - bo USA jako kraj mocno religijny i purytański odrzuciłby ich poza garstką niszowych fanów. Oczywiście nie przeszkodziło im to odbyć pierwszej trasy koncertowej właśnie z VENOM. Tekstowo więc pozostali przy bliższym amerykańskiemu społeczeństwu kultowi techniki i przemocy i lekko skrywanego hedonizmu, jaki zresztą był domeną glamowego grania popularnego w owym czasie w USA. <br />
 Jeśli ktoś zna pierwsze nagrania demo METALLICA, łatwo zauważy podobieństwo do brzmienia zespołów NWOBHM z północno wschodniej Anglii. Nie wynikało to tylko z ubogich możliwości nagraniowych zespołu w okresie trudnych początków, ale także ze świadomego wyboru, który determinował takie, a nie inne brzmienie. Ciekawe, że duży wpływ na kształtowanie początkowego brzmienia mieli także tu muzycy z TROUBLE, którzy jak głosi anegdota uczyli chłopaków z METALLICA, jak podłączać gitary do wzmacniaczy i ustawiać dźwięk. <br />
<br />
 W końcu powstaje płyta Kill'em All. Jest wypadkową wielu wskazanych wyżej czynników oraz tego co nazywa się szczęśliwym przypadkiem. <br />
 Czym była wytwórnia Megaforce w roku 1983? <br />
 Skromnym przedsięwzięciem pana Zazuli, który przydomka Papa Thrash dorobił się dopiero później. Mały budżet, skromne studio, spartańskie warunki, niedoświadczona ekipa. Suche surowe brzmienie wynikało nie z tego, że METALLICA uznała je za najlepsze, ale z tego, że takie tylko były możliwości. Kompozycje żywcem wyjęte z muzyki NWOBHM i do tego zagrane surowo, zawadiacko i nieco na odwal - przede wszystkim dlatego, że umiejętności i doświadczenie były ograniczone. Także dlatego, że bunt się musiał w czymś przejawić, a szukać inspiracji wystarczyło w glamie amerykańskim, który w świadomości słuchaczy był mocno zakorzeniony i dawał szansę na sukces. <br />
 Zamerykanizowana, podbarwiona glamem i zwulgaryzowana poprzez realia wersja brytyjskiego grania NWOBHM to pierwsza płyta METALLICA. <br />
 Nie stworzyli kierunku - nie mieli takiego zamiaru. <br />
 Przełożyli po prostu to, co się działo wówczas w muzyce metalowej z angielskiego na amerykański. <br />
 I tylko.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[FASTWAY - NOWA METALOWA DROGA "FAST" CLARKE'A]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1218</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 13:34:19 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1218</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Po odejściu z MOTORHEAD w 1982 Clarke natychmiast nawiązał współpracę z Pete Way'em z UFO i tak powstał zespół <span style="font-weight: bold;">FASTWAY</span>. </div>
<div style="text-align: justify;">
Nazwa powstała z połączenia muzycznego przydomka Clarke'a i nazwiska znanego basisty, jednak w związku z okolicznościami o których niżej, faktycznie nabrała innego znaczenia. <br />
<br />
 W krótkim czasie uformował się ostateczny skład z wokalistą Dave Kingiem. Perkusistą został Jerry Shirley. Znane nazwiska spowodowały, że dosyć szybko udało się podpisać kontrakt z wytwórnią CBS, zanim jednak grupa weszła do studia niespodziewanie zniknął Way. Powstało zamieszanie, a ponieważ początkowo poszukiwania nie dały rezultatu a czas naglił, Clarke zdecydował się nagrać płytę z basistą sesyjnym i zaproszono Mickey'a Feata. <br />
 Jak się okazało, Way w tym czasie wstąpił do zespołu OZZY OSBOURNE jako muzyk na trasę koncertową, co bardzo rozgniewało Clarke'a. Płytę jednak nagrano i wydano w kwietniu 1983 z prostym tytułem <span style="font-weight: bold;">Fastway</span>. <br />
<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/4/46/FastwayLP.jpg" border="0" alt="[Obrazek: FastwayLP.jpg]" /><br />
<br />
 1.Easy Livin' <br />
 2.Feel Me, Touch Me (Do Anything You Want) <br />
 3.All I Neeed Is Your Love <br />
 4.Another Day <br />
 5.Heft! <br />
 6.We Become One <br />
 7.Give It All You Got <br />
 8.Say What You Will <br />
 9.You Got Me Runnin' <br />
 10.Give It Some Action <br />
<br />
 Nagrania z tego albumu to głównie prosty heavy metalowy i hard rockowy repertuar, ze znacznie delikatniejszą niż w MOTORHEAD gitarą Clarke'a i dobrym wokalem. Słychać jednak sporo odniesień do amerykańskiego rock/metalu stadionowego. Wiele ciekawych solówek Clarke'a, jednak płyta w sumie mało przebojowa jak na przyjętą konwencję. Najlepszy numer to Say What You Will bujający hard'n'heavy o znakomicie pomyślanej melodii. Reedycja CD tego albumu zawiera bluesowy bonus Far Far From Home i tu należy żałować, że ten utwór na płycie pierwotnie się nie znalazł. <br />
 Co prawda płyta cieszyła się powodzeniem, ale starych fanów MOTORHEAD rozczarowała, spodziewano się bowiem większej porcji ognistego rokendrola, czego tu niestety nie ma. <br />
<br />
 Moja ocena 6,5/10 <br />
<br />
 Ponieważ Clarke nie chciał słyszeć o Way'u, a ten także nie kwapił się do współpracy do zespołu dołączył na stałe basista Charlie McCracken. <br />
 Zespół miał za sobą udane tournee w USA, gdzie - co ciekawe - przyjmowano go znacznie cieplej niż w UK. Zachęcony do dalszego działania Clarke przystąpił na początku 1984 roku do nagrania drugiej płyty, której producentem był jak i poprzedniej Eddie Kramer. Płyta ukazała się w 1984 pod tytułem <span style="font-weight: bold;">All Fired Up</span>.<br />
<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/d/d8/Fastway_AllFiredUp.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Fastway_AllFiredUp.jpg]" /><br />
<br />
 1.All Fired Up <br />
 2.Misunderstood <br />
 3.Steal The Show <br />
 4.Station <br />
 5.Non-Stop Love <br />
 6.Hurtin' Me <br />
 7.Tell Me <br />
 8.Hung Up On Love <br />
 9.The Stranger <br />
 10.Telephone <br />
 11.If You Could See <br />
<br />
 Płytę pilotował singiel <span style="font-weight: bold;">Tell Me</span>, który cieszył się powodzeniem w USA. <br />
 Cały zaś album był wypełniony kompozycjami podobnymi do tego, co zaprezentowali poprzednio, ale o większym ładunku przebojowości w stylu, jaki preferowali Amerykanie. Najwartościowszą kompozycją jest tu bluesowy Hurtin' Me i mam wrażenie, że grupa trochę się rozminęła z tym, co mogła robić naprawdę dobrze. Clarke zagrał tu piękne solo i pokazał, że bluesowe granie nie jest obce. Wokalnie udane podjazdy pod Roberta Planta <br />
 Na tle dosyć standardowej łupanki dobrze wyglądała również rockowa kompozycja The Stranger oraz także prowadzony w średnich tempach Telephone. Przyjemny hard rockowy If You Could See zamyka ten album. <br />
<br />
 Ocena 7/10. <br />
<br />
 Płyta promowana była na kolejnej trasie koncertowej w USA, gdzie grupa występowała obok SCORPIONS i RATT ciesząc się sporym powodzeniem. Po powrocie do Anglii w listopadzie 1984 z zespołu odeszli perkusista i basista, oficjalnie z powodu chęci zajęcia się innymi projektami muzycznymi. Nieco dziwne zważywszy, że grupa była na fali wznoszącej.... <br />
<br />
 Nowy skład został skompletowany z muzyków, którzy wcześniej występowali razem z Dave Kingiem. Grupa w pięcioosobowym składzie zarejestrowała LP <span style="font-weight: bold;">Waiting For The Roar</span>, który zaprezentowano na początku 1986 roku. <br />
<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/73/Fastway_WaitingForTheRoar.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Fastway_WaitingForTheRoar.jpg]" /><br />
<br />
 1.The World Waits For You <br />
 2.Kill Me With Your Heart <br />
 3.Tired Of Your Love <br />
 4.Change <br />
 5.Move Over <br />
 6.Little By Little <br />
 7.Rock On <br />
 8.Waiting For The Roar <br />
 9.Girl <br />
 10.Back Door Man <br />
<br />
 Tym razem w utworach pojawiły się klawisze oraz udział wzięła 58 osobowa orkiestra. <br />
 Wyszła łagodna hard rockowa płyta, niemal AOR z gładkimi kompozycjami i rozmachem instrumentalnym połączonym z delikatnymi melodyjnymi refrenami i starannymi solami Clarke. Świetny ostrzejszy numer Move Over jednak większość utworów nie odbiegała od średniego standardu amerykańskiego grania tego okresu. Mimo wszystko brakowało tu mocno pazura. Jednak Girl może się podobać, mimo absolutnej wtórności.....Ten refren i gitara Clarke po prostu są świetne. Mimo to największą popularność zdobył w USA Back Door Man <br />
<br />
 Płyta dobra, 7/10 i w Ameryce również się podobała. <br />
<br />
 Kolejnym krokiem było przygotowanie ścieżki dźwiękowej do filmu <span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Trick Or Treat</span></span>. Filmu nie widziałem, nie znam też albumu, jaki został z nią wydany w roku 1987. <br />
<span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Trick Or Treat</span></span> jednak ponoć sukcesu kinowego nie odniósł i po tym fakcie King rozstał się z zespołem i pozostali muzycy, którzy uczestniczyli w tym przedsięwzięciu odeszli. Wtedy Clarke wrócił do Londynu i tu nawiązał współpracę z wokalistą Lea Hartem. Grupę uzupełnili znani muzycy sceny brytyjskiej - basista Neil Murray i perkusista Gary Ferguson. Murray jednak szybko zrezygnował i zastąpił go Tim Carter. <br />
<br />
 Ten skład nagrał melodyjny, dosyć przebojowy album "<span style="font-weight: bold;">On Target</span>" z muzyką która spodobała się w USA. <br />
<br />
<br />
<br />
 1. Dead or Alive<br />
 2. Change of Heart<br />
 3. A Fine Line<br />
 4. Two Hearts<br />
 5. You<br />
 6. Let Him Rock<br />
 7. She Is Danger<br />
 8. Show Some Emotion<br />
 9. These Dreams<br />
 10. Close Your Eyes<br />
<br />
 Same kompozycje były dobre, okalnie też Hart spisał się solidnie. Jednak produkcja była blada, mdła i bardziej soft rockowa niż metalowa. Słabo brzmiała sekcja rytmiczna. <br />
 Clarke niezadowolony z tego faktu przygotował wersję własną płyty, cięższą mocniejszą i sam czuwał nad jej mixem i produkcją. Album otrzymał tytuł <span style="font-weight: bold;">On Target-Reworked</span>. Znam go we fragmentach i rzeczywiście brzmi lepiej i masywniej. Ukazał się on jednak dopiero w roku 1997. <br />
 Zespół mimo pewnego sukcesu w USA nigdy nie uzyskał większego grona fanów w Anglii. Kontynuował jeszcze działalność w latach 90tych, ale płyta "<span style="font-weight: bold;">Bad Bad Girls</span>" z 1990 była niestety nieudana i w zasadzie grupa skoncentrowała się na koncertach. Udokumentował to jeszcze koncertowy LP Say What You Will z 1991. <br />
<br />
 Potem już nie przejawiał aktywności. Jedynie w roku 2007 na krótko zebrał się skład z wokalistą Toby Jepsonem i zespół pojawił się w Anglii i Japonii na kilku koncertach. Planowany nowy album nigdy nie wyszedł poza fazę wstępnych projektów. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Oceniając ten rozdział działalności byłego gitarzysty MOTORHEAD nasuwa się nieco smutny wniosek, że były to lata stracone. Ani zespół ani jego muzyka próby czasu nie przetrwały. "Fast" Eddie zapewne zawsze będzie kojarzony z MOTORHEAD i myślę, że ten okres pozostanie dla postrzegania jego osoby najważniejszy.</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">Po odejściu z MOTORHEAD w 1982 Clarke natychmiast nawiązał współpracę z Pete Way'em z UFO i tak powstał zespół <span style="font-weight: bold;">FASTWAY</span>. </div>
<div style="text-align: justify;">
Nazwa powstała z połączenia muzycznego przydomka Clarke'a i nazwiska znanego basisty, jednak w związku z okolicznościami o których niżej, faktycznie nabrała innego znaczenia. <br />
<br />
 W krótkim czasie uformował się ostateczny skład z wokalistą Dave Kingiem. Perkusistą został Jerry Shirley. Znane nazwiska spowodowały, że dosyć szybko udało się podpisać kontrakt z wytwórnią CBS, zanim jednak grupa weszła do studia niespodziewanie zniknął Way. Powstało zamieszanie, a ponieważ początkowo poszukiwania nie dały rezultatu a czas naglił, Clarke zdecydował się nagrać płytę z basistą sesyjnym i zaproszono Mickey'a Feata. <br />
 Jak się okazało, Way w tym czasie wstąpił do zespołu OZZY OSBOURNE jako muzyk na trasę koncertową, co bardzo rozgniewało Clarke'a. Płytę jednak nagrano i wydano w kwietniu 1983 z prostym tytułem <span style="font-weight: bold;">Fastway</span>. <br />
<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/4/46/FastwayLP.jpg" border="0" alt="[Obrazek: FastwayLP.jpg]" /><br />
<br />
 1.Easy Livin' <br />
 2.Feel Me, Touch Me (Do Anything You Want) <br />
 3.All I Neeed Is Your Love <br />
 4.Another Day <br />
 5.Heft! <br />
 6.We Become One <br />
 7.Give It All You Got <br />
 8.Say What You Will <br />
 9.You Got Me Runnin' <br />
 10.Give It Some Action <br />
<br />
 Nagrania z tego albumu to głównie prosty heavy metalowy i hard rockowy repertuar, ze znacznie delikatniejszą niż w MOTORHEAD gitarą Clarke'a i dobrym wokalem. Słychać jednak sporo odniesień do amerykańskiego rock/metalu stadionowego. Wiele ciekawych solówek Clarke'a, jednak płyta w sumie mało przebojowa jak na przyjętą konwencję. Najlepszy numer to Say What You Will bujający hard'n'heavy o znakomicie pomyślanej melodii. Reedycja CD tego albumu zawiera bluesowy bonus Far Far From Home i tu należy żałować, że ten utwór na płycie pierwotnie się nie znalazł. <br />
 Co prawda płyta cieszyła się powodzeniem, ale starych fanów MOTORHEAD rozczarowała, spodziewano się bowiem większej porcji ognistego rokendrola, czego tu niestety nie ma. <br />
<br />
 Moja ocena 6,5/10 <br />
<br />
 Ponieważ Clarke nie chciał słyszeć o Way'u, a ten także nie kwapił się do współpracy do zespołu dołączył na stałe basista Charlie McCracken. <br />
 Zespół miał za sobą udane tournee w USA, gdzie - co ciekawe - przyjmowano go znacznie cieplej niż w UK. Zachęcony do dalszego działania Clarke przystąpił na początku 1984 roku do nagrania drugiej płyty, której producentem był jak i poprzedniej Eddie Kramer. Płyta ukazała się w 1984 pod tytułem <span style="font-weight: bold;">All Fired Up</span>.<br />
<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/d/d8/Fastway_AllFiredUp.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Fastway_AllFiredUp.jpg]" /><br />
<br />
 1.All Fired Up <br />
 2.Misunderstood <br />
 3.Steal The Show <br />
 4.Station <br />
 5.Non-Stop Love <br />
 6.Hurtin' Me <br />
 7.Tell Me <br />
 8.Hung Up On Love <br />
 9.The Stranger <br />
 10.Telephone <br />
 11.If You Could See <br />
<br />
 Płytę pilotował singiel <span style="font-weight: bold;">Tell Me</span>, który cieszył się powodzeniem w USA. <br />
 Cały zaś album był wypełniony kompozycjami podobnymi do tego, co zaprezentowali poprzednio, ale o większym ładunku przebojowości w stylu, jaki preferowali Amerykanie. Najwartościowszą kompozycją jest tu bluesowy Hurtin' Me i mam wrażenie, że grupa trochę się rozminęła z tym, co mogła robić naprawdę dobrze. Clarke zagrał tu piękne solo i pokazał, że bluesowe granie nie jest obce. Wokalnie udane podjazdy pod Roberta Planta <br />
 Na tle dosyć standardowej łupanki dobrze wyglądała również rockowa kompozycja The Stranger oraz także prowadzony w średnich tempach Telephone. Przyjemny hard rockowy If You Could See zamyka ten album. <br />
<br />
 Ocena 7/10. <br />
<br />
 Płyta promowana była na kolejnej trasie koncertowej w USA, gdzie grupa występowała obok SCORPIONS i RATT ciesząc się sporym powodzeniem. Po powrocie do Anglii w listopadzie 1984 z zespołu odeszli perkusista i basista, oficjalnie z powodu chęci zajęcia się innymi projektami muzycznymi. Nieco dziwne zważywszy, że grupa była na fali wznoszącej.... <br />
<br />
 Nowy skład został skompletowany z muzyków, którzy wcześniej występowali razem z Dave Kingiem. Grupa w pięcioosobowym składzie zarejestrowała LP <span style="font-weight: bold;">Waiting For The Roar</span>, który zaprezentowano na początku 1986 roku. <br />
<br />
<img src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/7/73/Fastway_WaitingForTheRoar.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Fastway_WaitingForTheRoar.jpg]" /><br />
<br />
 1.The World Waits For You <br />
 2.Kill Me With Your Heart <br />
 3.Tired Of Your Love <br />
 4.Change <br />
 5.Move Over <br />
 6.Little By Little <br />
 7.Rock On <br />
 8.Waiting For The Roar <br />
 9.Girl <br />
 10.Back Door Man <br />
<br />
 Tym razem w utworach pojawiły się klawisze oraz udział wzięła 58 osobowa orkiestra. <br />
 Wyszła łagodna hard rockowa płyta, niemal AOR z gładkimi kompozycjami i rozmachem instrumentalnym połączonym z delikatnymi melodyjnymi refrenami i starannymi solami Clarke. Świetny ostrzejszy numer Move Over jednak większość utworów nie odbiegała od średniego standardu amerykańskiego grania tego okresu. Mimo wszystko brakowało tu mocno pazura. Jednak Girl może się podobać, mimo absolutnej wtórności.....Ten refren i gitara Clarke po prostu są świetne. Mimo to największą popularność zdobył w USA Back Door Man <br />
<br />
 Płyta dobra, 7/10 i w Ameryce również się podobała. <br />
<br />
 Kolejnym krokiem było przygotowanie ścieżki dźwiękowej do filmu <span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Trick Or Treat</span></span>. Filmu nie widziałem, nie znam też albumu, jaki został z nią wydany w roku 1987. <br />
<span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Trick Or Treat</span></span> jednak ponoć sukcesu kinowego nie odniósł i po tym fakcie King rozstał się z zespołem i pozostali muzycy, którzy uczestniczyli w tym przedsięwzięciu odeszli. Wtedy Clarke wrócił do Londynu i tu nawiązał współpracę z wokalistą Lea Hartem. Grupę uzupełnili znani muzycy sceny brytyjskiej - basista Neil Murray i perkusista Gary Ferguson. Murray jednak szybko zrezygnował i zastąpił go Tim Carter. <br />
<br />
 Ten skład nagrał melodyjny, dosyć przebojowy album "<span style="font-weight: bold;">On Target</span>" z muzyką która spodobała się w USA. <br />
<br />
<br />
<br />
 1. Dead or Alive<br />
 2. Change of Heart<br />
 3. A Fine Line<br />
 4. Two Hearts<br />
 5. You<br />
 6. Let Him Rock<br />
 7. She Is Danger<br />
 8. Show Some Emotion<br />
 9. These Dreams<br />
 10. Close Your Eyes<br />
<br />
 Same kompozycje były dobre, okalnie też Hart spisał się solidnie. Jednak produkcja była blada, mdła i bardziej soft rockowa niż metalowa. Słabo brzmiała sekcja rytmiczna. <br />
 Clarke niezadowolony z tego faktu przygotował wersję własną płyty, cięższą mocniejszą i sam czuwał nad jej mixem i produkcją. Album otrzymał tytuł <span style="font-weight: bold;">On Target-Reworked</span>. Znam go we fragmentach i rzeczywiście brzmi lepiej i masywniej. Ukazał się on jednak dopiero w roku 1997. <br />
 Zespół mimo pewnego sukcesu w USA nigdy nie uzyskał większego grona fanów w Anglii. Kontynuował jeszcze działalność w latach 90tych, ale płyta "<span style="font-weight: bold;">Bad Bad Girls</span>" z 1990 była niestety nieudana i w zasadzie grupa skoncentrowała się na koncertach. Udokumentował to jeszcze koncertowy LP Say What You Will z 1991. <br />
<br />
 Potem już nie przejawiał aktywności. Jedynie w roku 2007 na krótko zebrał się skład z wokalistą Toby Jepsonem i zespół pojawił się w Anglii i Japonii na kilku koncertach. Planowany nowy album nigdy nie wyszedł poza fazę wstępnych projektów. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Oceniając ten rozdział działalności byłego gitarzysty MOTORHEAD nasuwa się nieco smutny wniosek, że były to lata stracone. Ani zespół ani jego muzyka próby czasu nie przetrwały. "Fast" Eddie zapewne zawsze będzie kojarzony z MOTORHEAD i myślę, że ten okres pozostanie dla postrzegania jego osoby najważniejszy.</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[IAN GILLAN - PROJEKTY SOLOWE]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1217</link>
			<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 13:25:02 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1217</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W niniejszym opracowaniu postaram się pokrótce i w miarę chronologicznie przedstawić karierę muzyczną Gillana poza obrębem DEEP PURPLE. W tym co robił poza purpurowymi zawierały się jego muzyczne fascynacje na ogół dalekie od tego co przywykliśmy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/8/2/4/7/8247_artist.jpg?3049" border="0" alt="[Obrazek: 8247_artist.jpg?3049]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Urodził się w roku 1945 w Wielkiej Brytanii, a już w roku 1961 założył swój pierwszy amatorski zespół. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo w roku następnym dołączył jako wokalista do zespołu o nazwie <span style="font-weight: bold;">The Javelins</span>. W 1964 założył już następny własny zespół The Hickies, ale niespokojny duch nie pozwolił mu pozostawać w jednym miejscu i bardzo szybko wszedł w skład parającej się muzyką soulową formacji <span style="font-weight: bold;">Wainwright's Gentlemen</span>. Z taką muzyką było mu chyba jednak nie bardzo po drodze. Już w roku 1965 został wokalistą znacznie bardziej rockowej formacji <span style="font-weight: bold;">EPISODE SIX</span>. Z tego okresu zachowały się nagrania singlowe, zamieszczone dopiero w roku 1987 na kompilacji nagrań tego zespołu. Tam też, w owym bandzie poznał on swojego wieloletniego partnera w muzycznych dokonaniach Rogera Glovera. Oczywiście dołączenie do DEEP PURPLE było punktem zwrotnym w karierze tego wokalisty. </div>
<div style="text-align: justify;">W zasadzie już latem roku 1972 w szczytowym okresie powodzenia DEEP PURPLE Gillan nosił się z zamiarem opuszczenia zespołu. Przyczyny były głównie pozamuzyczne - konflikt z Blackmorem to rzecz ogólnie znana - a w szczegóły wchodzić nie będę, bo wersji jest wiele i każda ze stron podawała w różnym czasie też różne fakty i opinie na ten temat. Ostatni raz wystąpił on z DEEP PURPLE 29 czerwca 1973 roku w Osace.</div>
<div style="text-align: justify;">Nieco wcześniej kupił w Londynie studio nagraniowe i już w roku 1974 przygotował tam materiał na nowa płytę. Album nie ukazał się - głównie z tego powodu, że Gillan nalegał na wydanie jej pod szyldem DEEP PURPLE (bo zachował prawo do korzystania z tej nazwy), a muzyka jaką tam zaproponował mocno odbiegała od stylu tej formacji. Zresztą DP istniało wtedy bez niego.</div>
<div style="text-align: justify;">Aby wypromować własny szyld założył grupę o nazwie <span style="font-weight: bold;">Ian Gillan's Shand Grenade</span>, zresztą wraz z Rogerem Gloverem jako basistą. Grał głównie nowe kompozycje jakie tworzył na bieżąco, a także część starych purplowskich numerów. Żywot tej efemerycznej formacji nie był długi. W listopadzie 1975 Ian rozwiązał ten zespól i założył <span style="font-weight: bold;">IAN GILLAN BAND</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Skład zespołu oprócz Gillana tworzyli Ray Fenwick (gitara), John Gustafson (bas) Mark Naussef (perkusja) i Mike Moran(k) Album nosił znamienny tytuł <span style="font-weight: bold;">"Child In Time"</span> i zawierał kompozycje rockowe i po części hard rockowe, znacznie lżejsze brzmieniowo niż utwory DEEP PURPLE. </div>
<div style="text-align: justify;">Gillan jednak wciąż eksperymentował i dwa następne albumy, nagrane w roku 1977 z nowym klawiszowcem Colinem Townsem, zawierały muzykę bardziej awangardową, o wyraźnych wpływach jazz rocka i art rocka. Były to <span style="font-weight: bold;">"Clear Air Turbulence "</span> i <span style="font-weight: bold;">"Scarabus</span>". Żaden z tych LP nie zdobył jednak większej popularności, podobnie jak trasa koncertowa promująca te płyty. Publiczność oczekiwała innej muzyki. W tej sytuacji Gillan rozwiązał zespół w kwietniu 1978 roku mając już w głowie nowe pomysły.</div>
<div style="text-align: justify;">Tym nowym pomysłem Gillana był zespół nazwany po prostu <span style="font-weight: bold;">GILLAN</span>. W jego skład wchodzili Gillan , Steve Byrd (g) Colin Towns (k), John McCoy (b) Liam Genocky (p) - jesienią 1978 gotowy był LP <span style="font-weight: bold;">"Gillan"</span> jednak próby wydania tego albumu spełzły na niczym. Ten został ostatecznie wydany po wielu latach w Japonii. Fiasko albumu "Gillan" spowodowało poważne zmiany w składzie zespołu, choć tym razem Ian nie zdecydował się na zmianę nazwy. Zebrał nową ekipę i w roku 1979 przystąpił do pracy nad kolejnym albumem.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak nadmieniłem nazwa <span style="font-weight: bold;">GILLAN</span> została, zmienił się natomiast gitarzysta , którym został wybitnie uzdolniony młody Bernie Torme, a perkusistą Mick Underwood, z którym Gillan znał się jeszcze z czasów EPISODE SIX. Pierwszym albumem jaki się ukazał w tym składzie był <span style="font-weight: bold;">"Mr. Universe"</span>. LP hybryda, bo obok nowych utworów znalazły się na nim również kompozycje z nie wydanego wcześniej albumu "Gillan". Płyta zwiastowała powrót Gillana do rockowych i hard rockowych klimatów w tradycji brytyjskiej tego okresu, a na szczególne wyróżnienie zasługiwała doskonała i pełna smaczków gra Torme. Album zawierał jednak muzykę dosyć "grzeczną". Gillan oczywiście bacznie obserwował zmiany zachodzące na scenie brytyjskiej w tym czasie i jasno widział, że starohardrockowe granie wychodzi z mody i czas na pewne zmiany.<br />
 Owocem tych przemyśleń był album <span style="font-weight: bold;">"Glory Road"</span> z roku 1980. Wydaje mi się, że jest to najlepszy z albumów firmowanych przez Iana szyldem GILLAN. Z zamieszczonych na tym LP utworów najlepsze są chyba zwarte hard rockowe kompozycje: Unchain Your Brain, Are You Sure, Sleeping On The Job oraz nieco wolniejszy Nervous. Wokalnie Gillan odwalił tu kawał dobrej roboty podobnie zresztą jak Torme i Towns, który jest też samodzielnie autorem niezłego utworu Running White Face, City Boy. Inne numery z tego LP dłuższe i bardziej złożone jak On The Rocks czy No Easy Way już mnie tak nie przekonują - a nawiązują do nieco wcześniejszych rzeczy proponowanych na płytach sygnowanych jako IGB. Umieszczenie natomiast If You Believe Me jest poniekąd odskocznią w zupełnie inne klimaty, a to czy komuś one pasują to już sprawa odrębna. Do części nakładu pierwotnie dodano specjalną płytę <span style="font-weight: bold;">"For Gillan Fans Only"</span> - przez długi czas do reedycji w wersji CD była to rzecz stosunkowo rzadka i poszukiwana przez wielbicieli Gillana. Znam ten materiał, jednak muzycznie nie przekonuje mnie gdyż zawiera muzykę bardziej z pogranicza art rocka i rocka niż szeroko rozumianego metalowego grania.<br />
 Ten sam skład zarejestrował w roku następnym LP <span style="font-weight: bold;">"Future Shock"</span>. Mimo próby utrzymania stylistyki z poprzedniej płyty nie do końca można uznać tę płytę za udaną. Owszem zawierała kilka bardzo udanych kompozycji jak "Sacre Blue" i mój ulubiony "Night Ride On The Phoenix", ale w sumie wydawał się nieco pospiesznie przygotowanym zestawem utworów.<br />
 Płyta cieszyła się umiarkowanym powodzeniem, co między innymi spowodowało odejście ze składu Bernie Torme. Kontynuował on potem działalność solową nagrywając wiele płyt. Nowym gitarzystą został Janick Gers z zespołu WHITE SPIRIT. W tym składzie zespół GILLAN nagrał jeszcze dwie płyty. Pierwszą z nich był LP <span style="font-weight: bold;">"Double Trouble"</span>, przy czym składał się on z dwóch płyt: studyjnej - zawierającej nagrania premierowe oraz koncertowej.<br />
 Ta druga zawierała nagrania z występów na festiwalu w Reading z roku 1981 i (chyba) z 1982. Muzyka zawarta na studyjnej płycie to dosyć barwna mieszanka art rocka, hard rocka i wielu różnych gatunków muzycznych słyszalnych w poszczególnych kompozycjach i zręcznie wplecionych w poszczególne numery. Idąc za ciosem podobny materiał Gillan przygotował na następny album, wydany w roku 1982 pod tytułem <span style="font-weight: bold;">"Magic"</span>. Wydaje mi się, że zawierał on jednak muzykę bardziej przemyślaną i spójną stylistycznie niż płyta poprzednia.<br />
 Gillan ze swoją muzyczną ofertą nie trafiał już jednak chyba w gusta słuchaczy głównego nurtu brytyjskiego metalu i hard rocka, zafascynowanych wówczas muzyką IRON MAIDEN , JUDAS PRIEST , MOTORHEAD czy SAXON. Gillan rozwiązał zespół wkrótce po ukazaniu się "Magic" i po pewnym wahaniu przystąpił do BLACK SABBATH, oczekując na nieuchronnie zbliżającą się reaktywację DEEP PURPLE w kultowym składzie z początku lat 70tych. Nastąpiło to w roku 1984. Na kilka lat solowa działalność Gillana ustała.<br />
 Wkrótce po nagraniu drugiego albumu z DEEP PURPLE w roku 1987 stosunki wewnątrz grupy zaczęły pogarszać się coraz bardziej. Trochę dla żartu, trochę dla odprężenia i trochę dla dania upustu innym muzycznym zainteresowaniom Gillan jeszcze jako członek purpurowych nagrał wspólnie z... Rogerem Gloverem dosyć zabawny, mało metalowy, żartobliwy album <span style="font-weight: bold;">"Accidentally On Purpose"</span> w roku 1988. Glillan jeszcze w atmosferze nieporozumień i kłótni odbył z DEEP PURPLE tournee w końcu roku 1988, a niebawem w maju 1989 definitywnie opuścił ten zespół.<br />
 W krótkim czasie zmontował ekipę pod nazwą <span style="font-weight: bold;">Garth Rockett And The Moonshiners</span> i nagrał album <span style="font-weight: bold;">"Chris Tetley Presents Garth Rockett And The Moonshiners Story"</span> (1990). W lipcu wziął też udział w zarejestrowaniu nowej wersji Smoke On The Water - dochód ze sprzedaży został przeznaczony na pomoc ofiarom trzęsienia ziemi w Armenii.<br />
 Następnie zaczął przygotowywać materiał na nowy album solowy. Ukazał się on w roku 1990 i nosił tytuł <span style="font-weight: bold;">"Naked Thunder"</span>. Mimo metalowej dosyć nazwy albumu zawierał on muzykę lekką, dosyć łatwą i przyjemną, zagraną na luzie i delikatnie zaaranżowaną i zagraną o lekko funkowym odcieniu. W nagraniu tego albumu wzięli udział Steve Moris (g), Mick O'Donoghue(g) Tommy Eyre (k) (kiedyś z Gary Moore) oraz Chris Glen (b) i Ted Mackenna (p) - dwaj ostatni poprzednio grali w zespole MSG.<br />
 W roku 1991 Gillan zebrał nowy skład Morris (g), Bloomfield (b) Haze(p) i pod szyldem Ian Gillan nagrał <span style="font-weight: bold;">"Toolbox"</span> - moim zdaniem najlepsza rzecz stworzoną poza DEEP PURPLE.<br />
 Melodyjny, zagrany w pewnych miejscach wręcz z heavy metalowym kopem album z kilkoma killerskimi utworami, w przygotowaniu których bardzo wydatny wpływ miał Morris. Album pobrzmiewał echami muzyki DEEP PURPLE z dwóch ostatnich płyt, brzmiał świeżo, a wokale Iana brzmiały znakomicie. Na szczególne wyróżnienie zasługują tu Bed On Nails, Gassed Up, Pictures Of Hell, Don't Hold Me Back oraz Dirty Dog i Candy Horizon.<br />
 Mimo wyraźnych odniesień do późnego DP Gillan potrafił nadać tej muzyce własny wyraz, łącząc prostotę melodii z energią i luzem wykonania. O ile to, co robił w latach 80tych może się dziś nieco zestarzało, to płyta <span style="font-weight: bold;">"Toolbox"</span> na pewno nie. Jest to najbardziej godne polecenia dzieło solowe Iana Gillana. W tym że roku zespół Gillana wystąpił na kilku koncertach w Polsce i jeden z nich miałem przyjemność obejrzeć na żywo.<br />
 <br />
 Względy finansowe i marketingowe zadecydowały jednak niebawem o ponownym powrocie Iana Gillana do <span style="font-weight: bold;">DEEP PURPLE</span>. Rozpoczął się kolejny wieloletni okres współpracy wokalisty z tym zespołem, który trwa do dziś.</div>
<br />
<br />
Napisane przez <a class='oembed' href="http://metalcave.org/profile.php?lookup=2" target="_blank" rel="nofollow">Memorius</a> 19 wrzesień  2009]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;">W niniejszym opracowaniu postaram się pokrótce i w miarę chronologicznie przedstawić karierę muzyczną Gillana poza obrębem DEEP PURPLE. W tym co robił poza purpurowymi zawierały się jego muzyczne fascynacje na ogół dalekie od tego co przywykliśmy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/8/2/4/7/8247_artist.jpg?3049" border="0" alt="[Obrazek: 8247_artist.jpg?3049]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Urodził się w roku 1945 w Wielkiej Brytanii, a już w roku 1961 założył swój pierwszy amatorski zespół. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo w roku następnym dołączył jako wokalista do zespołu o nazwie <span style="font-weight: bold;">The Javelins</span>. W 1964 założył już następny własny zespół The Hickies, ale niespokojny duch nie pozwolił mu pozostawać w jednym miejscu i bardzo szybko wszedł w skład parającej się muzyką soulową formacji <span style="font-weight: bold;">Wainwright's Gentlemen</span>. Z taką muzyką było mu chyba jednak nie bardzo po drodze. Już w roku 1965 został wokalistą znacznie bardziej rockowej formacji <span style="font-weight: bold;">EPISODE SIX</span>. Z tego okresu zachowały się nagrania singlowe, zamieszczone dopiero w roku 1987 na kompilacji nagrań tego zespołu. Tam też, w owym bandzie poznał on swojego wieloletniego partnera w muzycznych dokonaniach Rogera Glovera. Oczywiście dołączenie do DEEP PURPLE było punktem zwrotnym w karierze tego wokalisty. </div>
<div style="text-align: justify;">W zasadzie już latem roku 1972 w szczytowym okresie powodzenia DEEP PURPLE Gillan nosił się z zamiarem opuszczenia zespołu. Przyczyny były głównie pozamuzyczne - konflikt z Blackmorem to rzecz ogólnie znana - a w szczegóły wchodzić nie będę, bo wersji jest wiele i każda ze stron podawała w różnym czasie też różne fakty i opinie na ten temat. Ostatni raz wystąpił on z DEEP PURPLE 29 czerwca 1973 roku w Osace.</div>
<div style="text-align: justify;">Nieco wcześniej kupił w Londynie studio nagraniowe i już w roku 1974 przygotował tam materiał na nowa płytę. Album nie ukazał się - głównie z tego powodu, że Gillan nalegał na wydanie jej pod szyldem DEEP PURPLE (bo zachował prawo do korzystania z tej nazwy), a muzyka jaką tam zaproponował mocno odbiegała od stylu tej formacji. Zresztą DP istniało wtedy bez niego.</div>
<div style="text-align: justify;">Aby wypromować własny szyld założył grupę o nazwie <span style="font-weight: bold;">Ian Gillan's Shand Grenade</span>, zresztą wraz z Rogerem Gloverem jako basistą. Grał głównie nowe kompozycje jakie tworzył na bieżąco, a także część starych purplowskich numerów. Żywot tej efemerycznej formacji nie był długi. W listopadzie 1975 Ian rozwiązał ten zespól i założył <span style="font-weight: bold;">IAN GILLAN BAND</span>.</div>
<div style="text-align: justify;">Skład zespołu oprócz Gillana tworzyli Ray Fenwick (gitara), John Gustafson (bas) Mark Naussef (perkusja) i Mike Moran(k) Album nosił znamienny tytuł <span style="font-weight: bold;">"Child In Time"</span> i zawierał kompozycje rockowe i po części hard rockowe, znacznie lżejsze brzmieniowo niż utwory DEEP PURPLE. </div>
<div style="text-align: justify;">Gillan jednak wciąż eksperymentował i dwa następne albumy, nagrane w roku 1977 z nowym klawiszowcem Colinem Townsem, zawierały muzykę bardziej awangardową, o wyraźnych wpływach jazz rocka i art rocka. Były to <span style="font-weight: bold;">"Clear Air Turbulence "</span> i <span style="font-weight: bold;">"Scarabus</span>". Żaden z tych LP nie zdobył jednak większej popularności, podobnie jak trasa koncertowa promująca te płyty. Publiczność oczekiwała innej muzyki. W tej sytuacji Gillan rozwiązał zespół w kwietniu 1978 roku mając już w głowie nowe pomysły.</div>
<div style="text-align: justify;">Tym nowym pomysłem Gillana był zespół nazwany po prostu <span style="font-weight: bold;">GILLAN</span>. W jego skład wchodzili Gillan , Steve Byrd (g) Colin Towns (k), John McCoy (b) Liam Genocky (p) - jesienią 1978 gotowy był LP <span style="font-weight: bold;">"Gillan"</span> jednak próby wydania tego albumu spełzły na niczym. Ten został ostatecznie wydany po wielu latach w Japonii. Fiasko albumu "Gillan" spowodowało poważne zmiany w składzie zespołu, choć tym razem Ian nie zdecydował się na zmianę nazwy. Zebrał nową ekipę i w roku 1979 przystąpił do pracy nad kolejnym albumem.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak nadmieniłem nazwa <span style="font-weight: bold;">GILLAN</span> została, zmienił się natomiast gitarzysta , którym został wybitnie uzdolniony młody Bernie Torme, a perkusistą Mick Underwood, z którym Gillan znał się jeszcze z czasów EPISODE SIX. Pierwszym albumem jaki się ukazał w tym składzie był <span style="font-weight: bold;">"Mr. Universe"</span>. LP hybryda, bo obok nowych utworów znalazły się na nim również kompozycje z nie wydanego wcześniej albumu "Gillan". Płyta zwiastowała powrót Gillana do rockowych i hard rockowych klimatów w tradycji brytyjskiej tego okresu, a na szczególne wyróżnienie zasługiwała doskonała i pełna smaczków gra Torme. Album zawierał jednak muzykę dosyć "grzeczną". Gillan oczywiście bacznie obserwował zmiany zachodzące na scenie brytyjskiej w tym czasie i jasno widział, że starohardrockowe granie wychodzi z mody i czas na pewne zmiany.<br />
 Owocem tych przemyśleń był album <span style="font-weight: bold;">"Glory Road"</span> z roku 1980. Wydaje mi się, że jest to najlepszy z albumów firmowanych przez Iana szyldem GILLAN. Z zamieszczonych na tym LP utworów najlepsze są chyba zwarte hard rockowe kompozycje: Unchain Your Brain, Are You Sure, Sleeping On The Job oraz nieco wolniejszy Nervous. Wokalnie Gillan odwalił tu kawał dobrej roboty podobnie zresztą jak Torme i Towns, który jest też samodzielnie autorem niezłego utworu Running White Face, City Boy. Inne numery z tego LP dłuższe i bardziej złożone jak On The Rocks czy No Easy Way już mnie tak nie przekonują - a nawiązują do nieco wcześniejszych rzeczy proponowanych na płytach sygnowanych jako IGB. Umieszczenie natomiast If You Believe Me jest poniekąd odskocznią w zupełnie inne klimaty, a to czy komuś one pasują to już sprawa odrębna. Do części nakładu pierwotnie dodano specjalną płytę <span style="font-weight: bold;">"For Gillan Fans Only"</span> - przez długi czas do reedycji w wersji CD była to rzecz stosunkowo rzadka i poszukiwana przez wielbicieli Gillana. Znam ten materiał, jednak muzycznie nie przekonuje mnie gdyż zawiera muzykę bardziej z pogranicza art rocka i rocka niż szeroko rozumianego metalowego grania.<br />
 Ten sam skład zarejestrował w roku następnym LP <span style="font-weight: bold;">"Future Shock"</span>. Mimo próby utrzymania stylistyki z poprzedniej płyty nie do końca można uznać tę płytę za udaną. Owszem zawierała kilka bardzo udanych kompozycji jak "Sacre Blue" i mój ulubiony "Night Ride On The Phoenix", ale w sumie wydawał się nieco pospiesznie przygotowanym zestawem utworów.<br />
 Płyta cieszyła się umiarkowanym powodzeniem, co między innymi spowodowało odejście ze składu Bernie Torme. Kontynuował on potem działalność solową nagrywając wiele płyt. Nowym gitarzystą został Janick Gers z zespołu WHITE SPIRIT. W tym składzie zespół GILLAN nagrał jeszcze dwie płyty. Pierwszą z nich był LP <span style="font-weight: bold;">"Double Trouble"</span>, przy czym składał się on z dwóch płyt: studyjnej - zawierającej nagrania premierowe oraz koncertowej.<br />
 Ta druga zawierała nagrania z występów na festiwalu w Reading z roku 1981 i (chyba) z 1982. Muzyka zawarta na studyjnej płycie to dosyć barwna mieszanka art rocka, hard rocka i wielu różnych gatunków muzycznych słyszalnych w poszczególnych kompozycjach i zręcznie wplecionych w poszczególne numery. Idąc za ciosem podobny materiał Gillan przygotował na następny album, wydany w roku 1982 pod tytułem <span style="font-weight: bold;">"Magic"</span>. Wydaje mi się, że zawierał on jednak muzykę bardziej przemyślaną i spójną stylistycznie niż płyta poprzednia.<br />
 Gillan ze swoją muzyczną ofertą nie trafiał już jednak chyba w gusta słuchaczy głównego nurtu brytyjskiego metalu i hard rocka, zafascynowanych wówczas muzyką IRON MAIDEN , JUDAS PRIEST , MOTORHEAD czy SAXON. Gillan rozwiązał zespół wkrótce po ukazaniu się "Magic" i po pewnym wahaniu przystąpił do BLACK SABBATH, oczekując na nieuchronnie zbliżającą się reaktywację DEEP PURPLE w kultowym składzie z początku lat 70tych. Nastąpiło to w roku 1984. Na kilka lat solowa działalność Gillana ustała.<br />
 Wkrótce po nagraniu drugiego albumu z DEEP PURPLE w roku 1987 stosunki wewnątrz grupy zaczęły pogarszać się coraz bardziej. Trochę dla żartu, trochę dla odprężenia i trochę dla dania upustu innym muzycznym zainteresowaniom Gillan jeszcze jako członek purpurowych nagrał wspólnie z... Rogerem Gloverem dosyć zabawny, mało metalowy, żartobliwy album <span style="font-weight: bold;">"Accidentally On Purpose"</span> w roku 1988. Glillan jeszcze w atmosferze nieporozumień i kłótni odbył z DEEP PURPLE tournee w końcu roku 1988, a niebawem w maju 1989 definitywnie opuścił ten zespół.<br />
 W krótkim czasie zmontował ekipę pod nazwą <span style="font-weight: bold;">Garth Rockett And The Moonshiners</span> i nagrał album <span style="font-weight: bold;">"Chris Tetley Presents Garth Rockett And The Moonshiners Story"</span> (1990). W lipcu wziął też udział w zarejestrowaniu nowej wersji Smoke On The Water - dochód ze sprzedaży został przeznaczony na pomoc ofiarom trzęsienia ziemi w Armenii.<br />
 Następnie zaczął przygotowywać materiał na nowy album solowy. Ukazał się on w roku 1990 i nosił tytuł <span style="font-weight: bold;">"Naked Thunder"</span>. Mimo metalowej dosyć nazwy albumu zawierał on muzykę lekką, dosyć łatwą i przyjemną, zagraną na luzie i delikatnie zaaranżowaną i zagraną o lekko funkowym odcieniu. W nagraniu tego albumu wzięli udział Steve Moris (g), Mick O'Donoghue(g) Tommy Eyre (k) (kiedyś z Gary Moore) oraz Chris Glen (b) i Ted Mackenna (p) - dwaj ostatni poprzednio grali w zespole MSG.<br />
 W roku 1991 Gillan zebrał nowy skład Morris (g), Bloomfield (b) Haze(p) i pod szyldem Ian Gillan nagrał <span style="font-weight: bold;">"Toolbox"</span> - moim zdaniem najlepsza rzecz stworzoną poza DEEP PURPLE.<br />
 Melodyjny, zagrany w pewnych miejscach wręcz z heavy metalowym kopem album z kilkoma killerskimi utworami, w przygotowaniu których bardzo wydatny wpływ miał Morris. Album pobrzmiewał echami muzyki DEEP PURPLE z dwóch ostatnich płyt, brzmiał świeżo, a wokale Iana brzmiały znakomicie. Na szczególne wyróżnienie zasługują tu Bed On Nails, Gassed Up, Pictures Of Hell, Don't Hold Me Back oraz Dirty Dog i Candy Horizon.<br />
 Mimo wyraźnych odniesień do późnego DP Gillan potrafił nadać tej muzyce własny wyraz, łącząc prostotę melodii z energią i luzem wykonania. O ile to, co robił w latach 80tych może się dziś nieco zestarzało, to płyta <span style="font-weight: bold;">"Toolbox"</span> na pewno nie. Jest to najbardziej godne polecenia dzieło solowe Iana Gillana. W tym że roku zespół Gillana wystąpił na kilku koncertach w Polsce i jeden z nich miałem przyjemność obejrzeć na żywo.<br />
 <br />
 Względy finansowe i marketingowe zadecydowały jednak niebawem o ponownym powrocie Iana Gillana do <span style="font-weight: bold;">DEEP PURPLE</span>. Rozpoczął się kolejny wieloletni okres współpracy wokalisty z tym zespołem, który trwa do dziś.</div>
<br />
<br />
Napisane przez <a class='oembed' href="http://metalcave.org/profile.php?lookup=2" target="_blank" rel="nofollow">Memorius</a> 19 wrzesień  2009]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>