<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - A]]></title>
		<link>https://druzynaspolszczenia.pl/</link>
		<description><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - https://druzynaspolszczenia.pl]]></description>
		<pubDate>Wed, 29 Apr 2026 14:04:25 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Aquilla]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4550</link>
			<pubDate>Thu, 15 Jan 2026 02:46:29 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4550</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Aquilla - Sentinels of New Dawn (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/3/6/2/1362675.jpg?2401" border="0" alt="[Obrazek: 1362675.jpg?2401]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Chronicles 02:00       <br />
2. Creed of Fire 04:13      <br />
3. Plunder &amp; Steel 04:46       <br />
4. Mountains of Black Sleep 05:55       <br />
5. Battalion 31 05:58       <br />
6. The Curse of Mercurion 05:00       <br />
7. Technocrats' Tyranny 04:35       <br />
8. Bound to Be King 04:49      <br />
9. The Prophet 10:01       <br />
10. Sentinel's Fate 02:25<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Polska<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Captain Paradox (Kacper Kuczyński) - śpiew<br />
Kris Invader (Krzysztof Malinowski) - gitara<br />
Jaspar De Phaser (Kacper Urbański) - gitara<br />
Hippie Banzai (Karol Konarski) - bas<br />
Pete Slammer (Piotr Król) - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Warszawskie AQUILLA istnieje od 2016 roku i lokalnie świecili sukcesy, wydając debiut "Mankind's Odyssey" w 2022 roku nakładem polskiej wytwórni Ossuary Records. Debiut z kategorii polski metal, poprawny i bez blasku, z dobrymi gitarzystami, ale zdecydowanych brakach w melodiach, refrenach oraz wokalistą o kontrowersyjnym głosie.</div>
<div style="text-align: justify;">W 2023 roku przychodzą zmiany, do zespołu dołącza nowy gitarzysta, Kacper Urbański, oraz wokalista Captain Paradox, Kacper Kuczyński z dewastującego METALLUS. Drugi album ukazał się w październiku 2025 roku nakładem High Roller Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zmiany są zdecydowanie na plus i z przeciętnego heavy metalu z elementami speed mamy tutaj mix tradycyjnego heavy metalu z epickimi echami szwedzkimi. Nowy wokalista prawdopodobnie wymusił zmianę konwencji i wyszło to grupie na dobre, co słychać już w Creed of Fire, podręcznikowym przykładzie NWOTHM, który takie grupy jak KATANA czy STEELWING ustawia w trzeciej lidze, gdzie ich miejsce. Jest bardziej szwedzko, są pogłosy ENFORCER, ale bez speed metalowej wściekłości czy przesadnych, egzaltowanych zaśpiewów. Kacper Kuczyński śpiewa znakomicie i świetnie wpisuje się w ten heavy metal szwedzki, czy true metalowy song Plunder &amp; Steel, przy którym topory i miecze ostrzą się same. Śpiewa bardzo swobodnie, nie mając problemów z wyższymi rejestrami, a nawet prezentując swój epic metalowy talent w rewelacyjnym Battalion 31 czy Mountains of Black Sleep, w którym jest coś z IRON MAIDEN.</div>
<div style="text-align: justify;">Wstęp do The Curse of Mercurion fatalny jak wielu grup niemieckich z okresu lat 80., na szczęście rozwinięcie jest lepsze, a refren chwytliwy, chociaż zwrotki mogłyby być bardziej atrakcyjne. Technocrats' Tyranny za to doskonale łączy IRON MAIDEN z wpływami teutońskiego heavy/speed metalu w rewelacyjnych partiach instrumentalnych i przejściach. Bound to Be King to tradycyjny brytyjski heavy metal z echami NWOBHM. Na koniec The Prophet, dziesięć minut metalu epickiego, dobrze przemyślanego, ze wstępem i ozdobnikami nawiązującymi do IRON MAIDEN, dodając też nieco od siebie, szczególnie w bardziej epickiej, drugiej części, której nie powystydziłyby się grupy z Hellady.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Warto zwrócić uwagę na stronę techniczną tego albumu. Sola gitarowe są niesamowite i gitarzyści doskonale się tutaj rozumieją, tak jak sekcja rytmiczna, która nie jest tłem. Karol Konarski absolutnie dewastuje swoimi basowymi szarżami i zagrywkami, mając również sporo do powiedzenia. Bojowe litaury Piotra Króla mocne i w jego żyłach płynie true metal. Gra doskonale i z wyczuciem stylu. Doskonale naoliwiona maszyna, panowie świetnie się tutaj rozumieją i uzupełniają.</div>
<div style="text-align: justify;">Brzmienie tym razem szwedzkie i nie bez powodu czasami przychodzi ENFORCER, kiedy za produkcję odpowiada sam Olof Wikstrand. Wspaniały, klasyczny sound godny najlepszych płyt, który podkreśla wszystkie atuty zespołu. Żadnego plastiku, czysta, heavy metalowa, nieskalana tradycja.</div>
<div style="text-align: justify;">AQUILLA na tym LP dojrzało, nie tylko technicznie, ale i kompozycyjnie, wspinając się tym albumem do panteonu najlepszych płyt NWOTHM. Tym razem Polska górą, i to nie graniem skostniałym czy zbędnie brutalnym, a dobrze zbilansowanym ukłonem dla klasyków heavy metalu.</div>
<div style="text-align: justify;">Sława i chwała AQUILLA!</div>
<br />
<br />
Ocena: 9.5/10<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Aquilla - Sentinels of New Dawn (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/3/6/2/1362675.jpg?2401" border="0" alt="[Obrazek: 1362675.jpg?2401]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Chronicles 02:00       <br />
2. Creed of Fire 04:13      <br />
3. Plunder &amp; Steel 04:46       <br />
4. Mountains of Black Sleep 05:55       <br />
5. Battalion 31 05:58       <br />
6. The Curse of Mercurion 05:00       <br />
7. Technocrats' Tyranny 04:35       <br />
8. Bound to Be King 04:49      <br />
9. The Prophet 10:01       <br />
10. Sentinel's Fate 02:25<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Polska<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Captain Paradox (Kacper Kuczyński) - śpiew<br />
Kris Invader (Krzysztof Malinowski) - gitara<br />
Jaspar De Phaser (Kacper Urbański) - gitara<br />
Hippie Banzai (Karol Konarski) - bas<br />
Pete Slammer (Piotr Król) - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Warszawskie AQUILLA istnieje od 2016 roku i lokalnie świecili sukcesy, wydając debiut "Mankind's Odyssey" w 2022 roku nakładem polskiej wytwórni Ossuary Records. Debiut z kategorii polski metal, poprawny i bez blasku, z dobrymi gitarzystami, ale zdecydowanych brakach w melodiach, refrenach oraz wokalistą o kontrowersyjnym głosie.</div>
<div style="text-align: justify;">W 2023 roku przychodzą zmiany, do zespołu dołącza nowy gitarzysta, Kacper Urbański, oraz wokalista Captain Paradox, Kacper Kuczyński z dewastującego METALLUS. Drugi album ukazał się w październiku 2025 roku nakładem High Roller Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zmiany są zdecydowanie na plus i z przeciętnego heavy metalu z elementami speed mamy tutaj mix tradycyjnego heavy metalu z epickimi echami szwedzkimi. Nowy wokalista prawdopodobnie wymusił zmianę konwencji i wyszło to grupie na dobre, co słychać już w Creed of Fire, podręcznikowym przykładzie NWOTHM, który takie grupy jak KATANA czy STEELWING ustawia w trzeciej lidze, gdzie ich miejsce. Jest bardziej szwedzko, są pogłosy ENFORCER, ale bez speed metalowej wściekłości czy przesadnych, egzaltowanych zaśpiewów. Kacper Kuczyński śpiewa znakomicie i świetnie wpisuje się w ten heavy metal szwedzki, czy true metalowy song Plunder &amp; Steel, przy którym topory i miecze ostrzą się same. Śpiewa bardzo swobodnie, nie mając problemów z wyższymi rejestrami, a nawet prezentując swój epic metalowy talent w rewelacyjnym Battalion 31 czy Mountains of Black Sleep, w którym jest coś z IRON MAIDEN.</div>
<div style="text-align: justify;">Wstęp do The Curse of Mercurion fatalny jak wielu grup niemieckich z okresu lat 80., na szczęście rozwinięcie jest lepsze, a refren chwytliwy, chociaż zwrotki mogłyby być bardziej atrakcyjne. Technocrats' Tyranny za to doskonale łączy IRON MAIDEN z wpływami teutońskiego heavy/speed metalu w rewelacyjnych partiach instrumentalnych i przejściach. Bound to Be King to tradycyjny brytyjski heavy metal z echami NWOBHM. Na koniec The Prophet, dziesięć minut metalu epickiego, dobrze przemyślanego, ze wstępem i ozdobnikami nawiązującymi do IRON MAIDEN, dodając też nieco od siebie, szczególnie w bardziej epickiej, drugiej części, której nie powystydziłyby się grupy z Hellady.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Warto zwrócić uwagę na stronę techniczną tego albumu. Sola gitarowe są niesamowite i gitarzyści doskonale się tutaj rozumieją, tak jak sekcja rytmiczna, która nie jest tłem. Karol Konarski absolutnie dewastuje swoimi basowymi szarżami i zagrywkami, mając również sporo do powiedzenia. Bojowe litaury Piotra Króla mocne i w jego żyłach płynie true metal. Gra doskonale i z wyczuciem stylu. Doskonale naoliwiona maszyna, panowie świetnie się tutaj rozumieją i uzupełniają.</div>
<div style="text-align: justify;">Brzmienie tym razem szwedzkie i nie bez powodu czasami przychodzi ENFORCER, kiedy za produkcję odpowiada sam Olof Wikstrand. Wspaniały, klasyczny sound godny najlepszych płyt, który podkreśla wszystkie atuty zespołu. Żadnego plastiku, czysta, heavy metalowa, nieskalana tradycja.</div>
<div style="text-align: justify;">AQUILLA na tym LP dojrzało, nie tylko technicznie, ale i kompozycyjnie, wspinając się tym albumem do panteonu najlepszych płyt NWOTHM. Tym razem Polska górą, i to nie graniem skostniałym czy zbędnie brutalnym, a dobrze zbilansowanym ukłonem dla klasyków heavy metalu.</div>
<div style="text-align: justify;">Sława i chwała AQUILLA!</div>
<br />
<br />
Ocena: 9.5/10<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Aedan Sky]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4531</link>
			<pubDate>Mon, 01 Sep 2025 19:57:14 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4531</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Aedan Sky - The Universal Realm (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://mvdshop.com/cdn/shop/files/RSCD231.jpg?v=1751292638&amp;width=1920" border="0" alt="[Obrazek: RSCD231.jpg?v=1751292638&amp;width=1920]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Opening 0:48<br />
2. Call of the Universe 04:24<br />
3. A Kingdom to the Stars 03:07<br />
4. Gate of Skies 04:08<br />
5. Beyond the Vortex of Time 05:12<br />
6. From the Ashes to the Light 06:24<br />
7. Land of Paradise 03:30<br />
8. Interlude 01:42<br />
9. Illumination 04:33<br />
10. The Universal Realm 02:44<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Power Metal<br />
Kraj: Francja<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Sébastien Chabot - śpiew, gitara, bas, instrumenty klawiszowe<br />
Bob Saliba - śpiew, gitara (9)<br />
Thomas Schmitt - śpiew, gitara (4)<br />
S.D - perkusja<br />
Julien Digne - pianino<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AEDAN SKY to nowy projekt znanego z GALDERIA wokalisty Sébastiena Chabota, który do współpracy jako wokalistów zaprosił kolegów z GALDERIA. Debiut grupy zostanie wydany 12 września 2025 roku przez włoską wytwórnię Rockshots Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Kompozycyjnie i wykonawczo ten album świeżością nie powala, ale nie można odmówić Chabotowi szczerości i autentyzmu, z jakim to wszystko zostało wykonane i zaśpiewane. To niemiecka kapsuła czasu z power metalem z Hamburga późnych lat 80. i wczesnych 90., z pewnymi naleciałościami GALDERIA, co nie dziwi, głównie jednak dominuje tutaj HELLOWEEN z Walls of Jericho oraz GAMMA RAY. Nie jest to tak rycerskie i podniosłe, jak GALDERIA z 2022 roku, ale forma wokalna Chabota jest znakomita i tak jak przy okazji debiutu GALDERIA brzmi jak Kai Hansen, szczególnie we wstępie Call of the Universe czy Beyond the Vortex of Time.</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście nawiązań do bardziej rycerskiego grania GALDERIA z ostatniego LP tutaj nie brakuje i Beyond the Vortex of Time pod tym względem jest bardzo dobry w refrenach i bitewnych chórach.</div>
<div style="text-align: justify;">Od strony wykonania jest dobrze, chociaż nie jest to technicznie poziom tak wysoki, jak w GALDERIA, szczególnie jeśli chodzi o sekcję rytmiczną. Od strony gitarowej jest dobrze, jednak odnoszę wrażenie, że Chabot w tej kwestii miał więcej do pokazania w GALDERIA. Chwała AEDAN SKY za to, że nie próbują tutaj grać nadętej Space Opery, tylko jest to prostoduszny concept album. Dokładnie tak, jak to było w GALDERIA w latach 2012-2017. Ten powrót do przeszłości jest udany i autentyzm, z jakim wracają do okolic Land of the Free GAMMA RAY jest ujmujący w A Kingdom to the Stars, tak jak bardzo ładny jest francuski w swoim poetyzmie Gate of Skies, który rozwija się w kierunku Land of the Free II. Tam, gdzie dołączają z gitarami Sabila oraz Schmitt, od strony ozdobników gitarowych jest zdecydowanie ciekawiej, jak w klasycznym dla GAMMA RAY Illumination. Bardziej skoncentrowano się na refrenach i melodiach, a te zostały wyeksponowane i zrealizowane dobrze, tak jak klimat i Land of Paradise ma w sobie ten germański, power metalowy luz, jakiego już od lat się nie słyszy. Szczególnie tak rażącego szczerością.</div>
<div style="text-align: justify;">Może delikatnie słabszy jest tutaj kolos From the Ashes to the Light, z którego wychyla się POWER QUEST i refren nie ma tak wielkiej siły rażenia, jak te z początku albumu i dopiero, kiedy wracają do Hamburga w drugiej połowie kompozycji zaczynają znów czarować i grać wybornie.</div>
<div style="text-align: justify;">The Universal Realm to ballada bardziej kojarząca się z BLIND GUARDIAN, gdzie na uznanie zasługuje Chabot, który zaśpiewał wybornie!</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Sound autorstwa Mistrza Simone Mularoni oczywiście nie rozczarowuje i realizacja jest wyborna, stylizowana na lata 90., bez produkcyjnych archaizmów. Wszystko brzmi tak, jak powinno.</div>
<div style="text-align: justify;">Może jest tutaj pewien archaizm kompozycyjny, ale to wynika z ram, jakie tutaj przyjęli i wykonane to jest bardzo dobrze, chwilami nawet wyśmienicie. W jakimś stopniu to jest GALDERIA MK.II, chociaż tutaj technicznie i wykonawczo cofają się jeszcze bardziej w czasie, niż w macierzystym zespole i jest mniej francuskich wtrąceń, które GALDERIA stawiają jednak wyżej.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobry album z niemieckim power metalem, który bije na głowę ostatnią płytę HELLOWEEN już w przedbiegach oraz udowadnia, że jednak Ojcowie mogli stworzyć materiał lepszy.</div>
<div style="text-align: justify;">Sława dla AEDAN SKY!</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8.3/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Rockshots Records.</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Aedan Sky - The Universal Realm (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://mvdshop.com/cdn/shop/files/RSCD231.jpg?v=1751292638&amp;width=1920" border="0" alt="[Obrazek: RSCD231.jpg?v=1751292638&amp;width=1920]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Opening 0:48<br />
2. Call of the Universe 04:24<br />
3. A Kingdom to the Stars 03:07<br />
4. Gate of Skies 04:08<br />
5. Beyond the Vortex of Time 05:12<br />
6. From the Ashes to the Light 06:24<br />
7. Land of Paradise 03:30<br />
8. Interlude 01:42<br />
9. Illumination 04:33<br />
10. The Universal Realm 02:44<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Power Metal<br />
Kraj: Francja<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Sébastien Chabot - śpiew, gitara, bas, instrumenty klawiszowe<br />
Bob Saliba - śpiew, gitara (9)<br />
Thomas Schmitt - śpiew, gitara (4)<br />
S.D - perkusja<br />
Julien Digne - pianino<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AEDAN SKY to nowy projekt znanego z GALDERIA wokalisty Sébastiena Chabota, który do współpracy jako wokalistów zaprosił kolegów z GALDERIA. Debiut grupy zostanie wydany 12 września 2025 roku przez włoską wytwórnię Rockshots Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Kompozycyjnie i wykonawczo ten album świeżością nie powala, ale nie można odmówić Chabotowi szczerości i autentyzmu, z jakim to wszystko zostało wykonane i zaśpiewane. To niemiecka kapsuła czasu z power metalem z Hamburga późnych lat 80. i wczesnych 90., z pewnymi naleciałościami GALDERIA, co nie dziwi, głównie jednak dominuje tutaj HELLOWEEN z Walls of Jericho oraz GAMMA RAY. Nie jest to tak rycerskie i podniosłe, jak GALDERIA z 2022 roku, ale forma wokalna Chabota jest znakomita i tak jak przy okazji debiutu GALDERIA brzmi jak Kai Hansen, szczególnie we wstępie Call of the Universe czy Beyond the Vortex of Time.</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście nawiązań do bardziej rycerskiego grania GALDERIA z ostatniego LP tutaj nie brakuje i Beyond the Vortex of Time pod tym względem jest bardzo dobry w refrenach i bitewnych chórach.</div>
<div style="text-align: justify;">Od strony wykonania jest dobrze, chociaż nie jest to technicznie poziom tak wysoki, jak w GALDERIA, szczególnie jeśli chodzi o sekcję rytmiczną. Od strony gitarowej jest dobrze, jednak odnoszę wrażenie, że Chabot w tej kwestii miał więcej do pokazania w GALDERIA. Chwała AEDAN SKY za to, że nie próbują tutaj grać nadętej Space Opery, tylko jest to prostoduszny concept album. Dokładnie tak, jak to było w GALDERIA w latach 2012-2017. Ten powrót do przeszłości jest udany i autentyzm, z jakim wracają do okolic Land of the Free GAMMA RAY jest ujmujący w A Kingdom to the Stars, tak jak bardzo ładny jest francuski w swoim poetyzmie Gate of Skies, który rozwija się w kierunku Land of the Free II. Tam, gdzie dołączają z gitarami Sabila oraz Schmitt, od strony ozdobników gitarowych jest zdecydowanie ciekawiej, jak w klasycznym dla GAMMA RAY Illumination. Bardziej skoncentrowano się na refrenach i melodiach, a te zostały wyeksponowane i zrealizowane dobrze, tak jak klimat i Land of Paradise ma w sobie ten germański, power metalowy luz, jakiego już od lat się nie słyszy. Szczególnie tak rażącego szczerością.</div>
<div style="text-align: justify;">Może delikatnie słabszy jest tutaj kolos From the Ashes to the Light, z którego wychyla się POWER QUEST i refren nie ma tak wielkiej siły rażenia, jak te z początku albumu i dopiero, kiedy wracają do Hamburga w drugiej połowie kompozycji zaczynają znów czarować i grać wybornie.</div>
<div style="text-align: justify;">The Universal Realm to ballada bardziej kojarząca się z BLIND GUARDIAN, gdzie na uznanie zasługuje Chabot, który zaśpiewał wybornie!</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Sound autorstwa Mistrza Simone Mularoni oczywiście nie rozczarowuje i realizacja jest wyborna, stylizowana na lata 90., bez produkcyjnych archaizmów. Wszystko brzmi tak, jak powinno.</div>
<div style="text-align: justify;">Może jest tutaj pewien archaizm kompozycyjny, ale to wynika z ram, jakie tutaj przyjęli i wykonane to jest bardzo dobrze, chwilami nawet wyśmienicie. W jakimś stopniu to jest GALDERIA MK.II, chociaż tutaj technicznie i wykonawczo cofają się jeszcze bardziej w czasie, niż w macierzystym zespole i jest mniej francuskich wtrąceń, które GALDERIA stawiają jednak wyżej.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobry album z niemieckim power metalem, który bije na głowę ostatnią płytę HELLOWEEN już w przedbiegach oraz udowadnia, że jednak Ojcowie mogli stworzyć materiał lepszy.</div>
<div style="text-align: justify;">Sława dla AEDAN SKY!</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8.3/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Rockshots Records.</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Angels on Fire]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4527</link>
			<pubDate>Thu, 05 Jun 2025 21:24:26 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4527</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Angels on Fire - Falling from the Sky (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/3/2/0/1320890.jpg?5501" border="0" alt="[Obrazek: 1320890.jpg?5501]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Our Darkest Day 05:01      <br />
2. Blood Drudge the Economy of Motion 07:00      <br />
3. Otherworldly Dimensions 05:36      <br />
4. Another Nail in the Coffin 05:58      <br />
5. Falling from the Sky 05:19      <br />
6. Asking a Shadow 04:55      <br />
7. Hate Ladder 06:05      <br />
8. From My Grave 05:13      <br />
9. Angels on Fire 05:10      <br />
10. Whore of Babylon 06:08<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Melodic Extreme/Power Metal<br />
Kraj: USA<br />
 <br />
Skład:<br />
Patrick Evil (Patrick Elkins) - śpiew, gitara<br />
Corey Tibbetts - bas<br />
Anthony Lopez - perkusja<br />
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ANGELS ON FIRE to nowy projekt Patrick Evil z SATAN'S HOST, do którego zaprosił sekcję rytmiczną z tamtej grupy, postanowił jednak zaśpiewać sam. Debiut został wydany pod koniec kwietnia nakładem Moribund Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Na pewno jest to album ciekawszy od tego, co zaprezentowało SATAN'S HOST w 2022 roku, nie tylko od strony kompozycyjnej, ale i technicznej. Elkins jako gitarzysta ma tutaj więcej energii niż można było usłyszeć na ostatnim LP SATAN'S HOST i nadal serwuje świszczące, agresywne sola gitarowe na granicy czytelności przy agresywnej, precyzyjnej pracy sekcji rytmicznej, sprawdzonej i równie świetnej, jak w SATAN'S HOST. Pozwala też sobie na większą swobodę w popisach, co słychać w dość interesującym, heavy metalowym pasażu Otherworldly Dimensions.</div>
<div style="text-align: justify;">Kompozycyjnie są to pomysły z pierwszych dwóch LP po powrocie Tyranta, szczególnie w Our Darkest Day oraz Blood Drudge the Economy of Motion słychać powtarzanie motywów z By The Hands of the Devil. Dobrze się słucha tej agresywnej i bezkompromisowej łupaniny, jednak tak jak SATAN'S HOST, jest to album bardzo powtarzalny w motywach, utrzymany w dość jednostajnych, średnio-szybkich tempach. Nie boją się zwolnić, jak w Falling from the Sky, jednak aranżacje są do siebie dość podobne. Asking a Shadow i dłużej nie można milczeć w kwestii wokalnej. Elkins jest znacznie lepszym gitarzystą niż wokalistą i jego głos nie wyróżnia się tutaj niczym. Typowy, heavy metalowy krzykacz, a porównań, bądź co bądź krzywdzących, z legendarnym Harrym Conklinem uniknąć się nie da i ewidentnie go tutaj zabrakło. Są i pomysły z Pre-Dating God i From My Grave jest nawet niezły, ale najlepszy na tym LP jest Angels on Fire. Klasyczny, mocarny USPM z solidnym, wyrazistym refrenem.</div>
<div style="text-align: justify;">Whore of Babylon to łupanina SATAN'S HOST poprawna, ale średnio atrakcyjna i przypominająca raczej ich ostatnie nagrania.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmienie jest bardzo dobre, tak jak w SATAN'S HOST w 2011-2013 roku, z mocną, ostrą jak żyleta, ryczącą gitarą i potężną sekcją rytmiczną, która bezkompromisowo miażdży pozerów. Bez pustych kartonów, tylko czysta moc bomby atomowej.</div>
<div style="text-align: justify;">SATAN'S HOST MK.II może kompozycyjnie pokazało się od lepszej strony niż oryginał z 2022 roku, wokalnie jednak zdecydowanie odstają. No ale w końcu nie bez powodu Harry Conklin jest uznawany za mistrza z zasłużonym przydomkiem Tyrant.</div>
<br />
<br />
Ocena: 7/10<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Angels on Fire - Falling from the Sky (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/3/2/0/1320890.jpg?5501" border="0" alt="[Obrazek: 1320890.jpg?5501]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Our Darkest Day 05:01      <br />
2. Blood Drudge the Economy of Motion 07:00      <br />
3. Otherworldly Dimensions 05:36      <br />
4. Another Nail in the Coffin 05:58      <br />
5. Falling from the Sky 05:19      <br />
6. Asking a Shadow 04:55      <br />
7. Hate Ladder 06:05      <br />
8. From My Grave 05:13      <br />
9. Angels on Fire 05:10      <br />
10. Whore of Babylon 06:08<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Melodic Extreme/Power Metal<br />
Kraj: USA<br />
 <br />
Skład:<br />
Patrick Evil (Patrick Elkins) - śpiew, gitara<br />
Corey Tibbetts - bas<br />
Anthony Lopez - perkusja<br />
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ANGELS ON FIRE to nowy projekt Patrick Evil z SATAN'S HOST, do którego zaprosił sekcję rytmiczną z tamtej grupy, postanowił jednak zaśpiewać sam. Debiut został wydany pod koniec kwietnia nakładem Moribund Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Na pewno jest to album ciekawszy od tego, co zaprezentowało SATAN'S HOST w 2022 roku, nie tylko od strony kompozycyjnej, ale i technicznej. Elkins jako gitarzysta ma tutaj więcej energii niż można było usłyszeć na ostatnim LP SATAN'S HOST i nadal serwuje świszczące, agresywne sola gitarowe na granicy czytelności przy agresywnej, precyzyjnej pracy sekcji rytmicznej, sprawdzonej i równie świetnej, jak w SATAN'S HOST. Pozwala też sobie na większą swobodę w popisach, co słychać w dość interesującym, heavy metalowym pasażu Otherworldly Dimensions.</div>
<div style="text-align: justify;">Kompozycyjnie są to pomysły z pierwszych dwóch LP po powrocie Tyranta, szczególnie w Our Darkest Day oraz Blood Drudge the Economy of Motion słychać powtarzanie motywów z By The Hands of the Devil. Dobrze się słucha tej agresywnej i bezkompromisowej łupaniny, jednak tak jak SATAN'S HOST, jest to album bardzo powtarzalny w motywach, utrzymany w dość jednostajnych, średnio-szybkich tempach. Nie boją się zwolnić, jak w Falling from the Sky, jednak aranżacje są do siebie dość podobne. Asking a Shadow i dłużej nie można milczeć w kwestii wokalnej. Elkins jest znacznie lepszym gitarzystą niż wokalistą i jego głos nie wyróżnia się tutaj niczym. Typowy, heavy metalowy krzykacz, a porównań, bądź co bądź krzywdzących, z legendarnym Harrym Conklinem uniknąć się nie da i ewidentnie go tutaj zabrakło. Są i pomysły z Pre-Dating God i From My Grave jest nawet niezły, ale najlepszy na tym LP jest Angels on Fire. Klasyczny, mocarny USPM z solidnym, wyrazistym refrenem.</div>
<div style="text-align: justify;">Whore of Babylon to łupanina SATAN'S HOST poprawna, ale średnio atrakcyjna i przypominająca raczej ich ostatnie nagrania.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmienie jest bardzo dobre, tak jak w SATAN'S HOST w 2011-2013 roku, z mocną, ostrą jak żyleta, ryczącą gitarą i potężną sekcją rytmiczną, która bezkompromisowo miażdży pozerów. Bez pustych kartonów, tylko czysta moc bomby atomowej.</div>
<div style="text-align: justify;">SATAN'S HOST MK.II może kompozycyjnie pokazało się od lepszej strony niż oryginał z 2022 roku, wokalnie jednak zdecydowanie odstają. No ale w końcu nie bez powodu Harry Conklin jest uznawany za mistrza z zasłużonym przydomkiem Tyrant.</div>
<br />
<br />
Ocena: 7/10<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[All That Remains]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4495</link>
			<pubDate>Fri, 31 Jan 2025 13:33:31 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4495</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">All That Remains - Antifragile (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/9/6/1296316.jpeg?1204" border="0" alt="[Obrazek: 1296316.jpeg?1204]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Divine 03:39      <br />
2. Kerosene 04:24      <br />
3. No Tomorrow 04:40       <br />
4. The Piper 04:23      <br />
5. Antifragile 04:31      <br />
6. Forever Cold 04:43       <br />
7. Poison It 03:52      <br />
8. Let You Go 03:51       <br />
9. Cut Their Tongues Out 03:22      <br />
10. Blood &amp; Stone 05:54<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Modern Melodic Death Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Philip Labonte - śpiew<br />
Mike Martin - gitara<br />
Jason Richardson - gitara<br />
Matt Deis - bas<br />
Anthony Barone - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ALL THAT REMAINS istnieje od 1998 roku i o ile debiut był poprawnym odwzorowaniem sceny szwedzkiej z IN FLAMES na czele. To jednak temat na inne recenzje, ale od znakomitego Overcome z 2008 roku, zespół zaczynał grać różne, dość kontrowersyjne rzeczy i nie bez powodu Victim of the New Disease z 2018 roku, a już szczególnie Madness, wzbudziły bardzo skrajne, głównie negatywne uczucia wśród słuchaczy. Minęło siedem lat, do zespołu po latach nieobecności powrócił Matt Deis, w niewyjaśnionych okolicznościach zginął gitarzysta Oli Herbert i to był spory cios dla zespołu. Nowym gitarzystą został Jason Richardson, który grał z ALL SHALL PERISH. I to tyle z historii, 10 album zespołu zostanie wydany nakładem własnym 31 stycznia 2025 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Są zmiany i to zdecydowanie pozytywne. Są tutaj pewne elementy z Victim of the New Disease, ale są bardziej uporządkowane, jest więcej energii i bliżej temu albumowi to udanego, inspirowanego sceną Goteborga "Overcome" oraz BULLET FOR MY VALENTINE, chociaż bez rockowego wstydu eksperymentalnego Madness. Pięknie zaczyna się Divine, ostro i brutalnie i jest kontrastowany ze wspaniale rockowym, delikatnym i nośnym refrenem. Sekcja rytmiczna gra tutaj jak opętana i Anthony Barone nie jest tutaj przypadkiem. Jego gra jest świetna, pełna energii i wyczucia, płynnych przejść i popisów, z siłą porównywalną do uderzenia tysiąca bomb atomowych. Od strony ozdobników gitarowych ten zespół rzadko zawodził i tak samo jest tym razem, są one melodyjne, szybkie i w punkt. Martin z Richardsonem dobrze się tutaj rozumieją i ich gra jest tutaj rewelacyjna.</div>
<div style="text-align: justify;">No i jest Philip Labonte, który jak zwykle czaruje swoim harsh, jak i czystymi, rockowymi zaśpiewami w refrenach i tak długa przerwa w niczym mu nie zaszkodziła. Ładnie grają w walentynkowym Kerosene i refleksyjnym z elementami progressive No Tomorrow, aby dodać do mieszanki MERCENARY w bardzo dobrym The Piper. W tytułowym Antifragile dobrze grają w stylu SCAR SYMMETRY bez irytujących kombinacji ostatnich dwóch albumów, posiłkując się pomysłami melodic metalcore, gdzie praca sekcji rytmicznej niszczy słuchacza na miejscu, tak jak sola gitarowe. Potem znów ładne Walentynki w Forever Cold oraz Let You Go, Poison It to silne inspiracje ARSIS z drugiego i czwartego albumu. Bardzo dobrze zagrane i świetnie zaśpiewane przez Labonte, który gniecie swoim harsh wokalem i nakładkami wokalnymi. Szkoda, że ARSIS już tak nie gra. Najsłabiej na tym albumie wypada przesadnie brutalny, typowo amerykański Cut Their Tongues Out, gdzie zabrakło balansu, ale i czegoś, co by wyróżniało tę kompozycję na tle masy innych death metalowych grup.</div>
<div style="text-align: justify;">Kończą za to dobrym akcentem Blood &amp; Stone w stylu SONIC SYNDICATE i Overcome.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Za brzmienie odpowiada Josh Wilbur, który od wielu lat współpracuje z zespołem i brzmienie jest idealne. Mocne, selektywne, prawdziwe sharp &amp; clear i zespół nigdy nie brzmiał lepiej.</div>
<div style="text-align: justify;">Udany powrót do złotych czasów Overcome z większą ilością BULLET FOR MY VALENTINE, ale to nic. Kto ten zespół skreślił w 2008 roku, to tutaj nie ma czego szukać i tylko niepotrzebnie będzie męczył metalowe uszka.</div>
<div style="text-align: justify;">Pozostali mogą się delektować znakomitym Divine.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 9/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">All That Remains - Antifragile (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/9/6/1296316.jpeg?1204" border="0" alt="[Obrazek: 1296316.jpeg?1204]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Divine 03:39      <br />
2. Kerosene 04:24      <br />
3. No Tomorrow 04:40       <br />
4. The Piper 04:23      <br />
5. Antifragile 04:31      <br />
6. Forever Cold 04:43       <br />
7. Poison It 03:52      <br />
8. Let You Go 03:51       <br />
9. Cut Their Tongues Out 03:22      <br />
10. Blood &amp; Stone 05:54<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Modern Melodic Death Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Philip Labonte - śpiew<br />
Mike Martin - gitara<br />
Jason Richardson - gitara<br />
Matt Deis - bas<br />
Anthony Barone - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ALL THAT REMAINS istnieje od 1998 roku i o ile debiut był poprawnym odwzorowaniem sceny szwedzkiej z IN FLAMES na czele. To jednak temat na inne recenzje, ale od znakomitego Overcome z 2008 roku, zespół zaczynał grać różne, dość kontrowersyjne rzeczy i nie bez powodu Victim of the New Disease z 2018 roku, a już szczególnie Madness, wzbudziły bardzo skrajne, głównie negatywne uczucia wśród słuchaczy. Minęło siedem lat, do zespołu po latach nieobecności powrócił Matt Deis, w niewyjaśnionych okolicznościach zginął gitarzysta Oli Herbert i to był spory cios dla zespołu. Nowym gitarzystą został Jason Richardson, który grał z ALL SHALL PERISH. I to tyle z historii, 10 album zespołu zostanie wydany nakładem własnym 31 stycznia 2025 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Są zmiany i to zdecydowanie pozytywne. Są tutaj pewne elementy z Victim of the New Disease, ale są bardziej uporządkowane, jest więcej energii i bliżej temu albumowi to udanego, inspirowanego sceną Goteborga "Overcome" oraz BULLET FOR MY VALENTINE, chociaż bez rockowego wstydu eksperymentalnego Madness. Pięknie zaczyna się Divine, ostro i brutalnie i jest kontrastowany ze wspaniale rockowym, delikatnym i nośnym refrenem. Sekcja rytmiczna gra tutaj jak opętana i Anthony Barone nie jest tutaj przypadkiem. Jego gra jest świetna, pełna energii i wyczucia, płynnych przejść i popisów, z siłą porównywalną do uderzenia tysiąca bomb atomowych. Od strony ozdobników gitarowych ten zespół rzadko zawodził i tak samo jest tym razem, są one melodyjne, szybkie i w punkt. Martin z Richardsonem dobrze się tutaj rozumieją i ich gra jest tutaj rewelacyjna.</div>
<div style="text-align: justify;">No i jest Philip Labonte, który jak zwykle czaruje swoim harsh, jak i czystymi, rockowymi zaśpiewami w refrenach i tak długa przerwa w niczym mu nie zaszkodziła. Ładnie grają w walentynkowym Kerosene i refleksyjnym z elementami progressive No Tomorrow, aby dodać do mieszanki MERCENARY w bardzo dobrym The Piper. W tytułowym Antifragile dobrze grają w stylu SCAR SYMMETRY bez irytujących kombinacji ostatnich dwóch albumów, posiłkując się pomysłami melodic metalcore, gdzie praca sekcji rytmicznej niszczy słuchacza na miejscu, tak jak sola gitarowe. Potem znów ładne Walentynki w Forever Cold oraz Let You Go, Poison It to silne inspiracje ARSIS z drugiego i czwartego albumu. Bardzo dobrze zagrane i świetnie zaśpiewane przez Labonte, który gniecie swoim harsh wokalem i nakładkami wokalnymi. Szkoda, że ARSIS już tak nie gra. Najsłabiej na tym albumie wypada przesadnie brutalny, typowo amerykański Cut Their Tongues Out, gdzie zabrakło balansu, ale i czegoś, co by wyróżniało tę kompozycję na tle masy innych death metalowych grup.</div>
<div style="text-align: justify;">Kończą za to dobrym akcentem Blood &amp; Stone w stylu SONIC SYNDICATE i Overcome.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Za brzmienie odpowiada Josh Wilbur, który od wielu lat współpracuje z zespołem i brzmienie jest idealne. Mocne, selektywne, prawdziwe sharp &amp; clear i zespół nigdy nie brzmiał lepiej.</div>
<div style="text-align: justify;">Udany powrót do złotych czasów Overcome z większą ilością BULLET FOR MY VALENTINE, ale to nic. Kto ten zespół skreślił w 2008 roku, to tutaj nie ma czego szukać i tylko niepotrzebnie będzie męczył metalowe uszka.</div>
<div style="text-align: justify;">Pozostali mogą się delektować znakomitym Divine.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 9/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Axetasy]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4490</link>
			<pubDate>Tue, 14 Jan 2025 21:48:01 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4490</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Axetasy - Withering Tides (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/8/8/1288044.jpg?1609" border="0" alt="[Obrazek: 1288044.jpg?1609]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Void 00:22      <br />
2. Withering Tides of Space 05:35      <br />
3. Fatal Maze 05:10      <br />
4. Slicing Dreams 04:25      <br />
5. Beyond all Order 04:15      <br />
6. Voidcrawler 06:15      <br />
7. Deadly Witch 03:27      <br />
8. Axetasy (of Murder) 04:58      <br />
9. Nebulous Nightmares 05:33<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Heavy/Speed Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Johnny "Amon" Kröner - śpiew, gitara<br />
Izzy Fetch - gitara<br />
Jaxxy Starr - bas<br />
Christian "Krys" Kröner - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AXETASY zostało założone w 2019 roku, niedługo po rozpadzie SHRED ATTACK, w którym udzielali się bracia Johnny i Christian Kröner. Skład szybko został uzupełniony o debiutantów, jednak na debiut trzeba było poczekać. Premiera odbędzie się 17 stycznia 2025 roku nakładem Dying Victims Productions.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">AXETASY nie oferuje niczego nowego w ramach prezentowanego przez siebie speed metalu, inspirowanego najmocniej debiutem KREATOR, wpisując się w stylistykę takich grup jak CRUEL FORCE czy STALKER, chociaż bez polotu Nowozelandczyków. To granie przewidywalne w aranżacjach, refrenach i melodiach, z niewyróżniającym się śpiewem Krönera, co nie znaczy, że to jest słabe. Sekcja rytmiczna gra bardzo dobrze, perkusiście nie brakuje energii, tak jak bas Jaxxy Starr jest bardzo swobodny. Na wyróżnienie zasługują też sola gitarowe, które do gatunku nie do końca pasują i wyrastają poziomem wykonania ponad same kompozycje. Są one bardzo melodyjne, czytelne, może nie wyjątkowo techniczne, ale wpisujące się w stylistykę lat 80. Dobrze to słychać w Beyond all Order, w którym jest sporo TANKARD, ale i echa pierwszych dwóch albumów RUNNING WILD. To też najlepsza kompozycja, która pomaga się wyróżnić pomiędzy sprawnymi, ale poprawnymi Withering Tides of Space i Fatal Maze, które słyszało się już na albumach KREATOR.</div>
Voidcrawler ma coś w sobie z wczesnych albumów BLIND GUARDIAN, chociaż jest w tym więcej VENOM i RUNNING WILD, chociaż nie musiało to trwać sześciu minut, a wolniejsza partia w drugiej połowie wypadła fatalnie, szczególnie od strony wokalnej. Prawdziwy koszmar i rozumiem, to miało być do metalu spod kufla z piwem TANKARD, ale tak się tego nie gra. Deadly Witch to słabsza wersja MAD BUTCHER ze świetnym solem gitarowym, ale pod koniec te kompozycje stają się jednostajne i Axetasy (of Murder) trudno określić jako rozpoznawalny. Nebulous Nightmares zaczyna się ciekawie, przywodząc na myśl PARADOX, dalej jednak przyspieszają i to znów poprawne granie w stylu CRUEL FORCE i KREATOR. Próbują urozmaicać to gitarami akustycznymi, ale niestety poziom Charly Steinhauera ze złotych lat to nie jest.<br />
<br />
Brzmienie jest takie, jakie powinno być, przybrudzone w bębnach i gitarach, z gęstym, punktującym basem. Typowe, teutońskie brzmienie, dobrze oddające ducha tej muzyki.<br />
Wykonanie techniczne jest bez zarzutu, szczególnie w kwestii gitarowej, ale to jednak za mało, aby uznać ten LP za więcej, niż solidny hołd dla germańskiej sceny speed/thrash metalowej.<br />
<br />
<br />
Ocena: 7.2/10<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span><br />
<br />
<span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Dying Victims Productions.</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Axetasy - Withering Tides (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/8/8/1288044.jpg?1609" border="0" alt="[Obrazek: 1288044.jpg?1609]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Void 00:22      <br />
2. Withering Tides of Space 05:35      <br />
3. Fatal Maze 05:10      <br />
4. Slicing Dreams 04:25      <br />
5. Beyond all Order 04:15      <br />
6. Voidcrawler 06:15      <br />
7. Deadly Witch 03:27      <br />
8. Axetasy (of Murder) 04:58      <br />
9. Nebulous Nightmares 05:33<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Heavy/Speed Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Johnny "Amon" Kröner - śpiew, gitara<br />
Izzy Fetch - gitara<br />
Jaxxy Starr - bas<br />
Christian "Krys" Kröner - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AXETASY zostało założone w 2019 roku, niedługo po rozpadzie SHRED ATTACK, w którym udzielali się bracia Johnny i Christian Kröner. Skład szybko został uzupełniony o debiutantów, jednak na debiut trzeba było poczekać. Premiera odbędzie się 17 stycznia 2025 roku nakładem Dying Victims Productions.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">AXETASY nie oferuje niczego nowego w ramach prezentowanego przez siebie speed metalu, inspirowanego najmocniej debiutem KREATOR, wpisując się w stylistykę takich grup jak CRUEL FORCE czy STALKER, chociaż bez polotu Nowozelandczyków. To granie przewidywalne w aranżacjach, refrenach i melodiach, z niewyróżniającym się śpiewem Krönera, co nie znaczy, że to jest słabe. Sekcja rytmiczna gra bardzo dobrze, perkusiście nie brakuje energii, tak jak bas Jaxxy Starr jest bardzo swobodny. Na wyróżnienie zasługują też sola gitarowe, które do gatunku nie do końca pasują i wyrastają poziomem wykonania ponad same kompozycje. Są one bardzo melodyjne, czytelne, może nie wyjątkowo techniczne, ale wpisujące się w stylistykę lat 80. Dobrze to słychać w Beyond all Order, w którym jest sporo TANKARD, ale i echa pierwszych dwóch albumów RUNNING WILD. To też najlepsza kompozycja, która pomaga się wyróżnić pomiędzy sprawnymi, ale poprawnymi Withering Tides of Space i Fatal Maze, które słyszało się już na albumach KREATOR.</div>
Voidcrawler ma coś w sobie z wczesnych albumów BLIND GUARDIAN, chociaż jest w tym więcej VENOM i RUNNING WILD, chociaż nie musiało to trwać sześciu minut, a wolniejsza partia w drugiej połowie wypadła fatalnie, szczególnie od strony wokalnej. Prawdziwy koszmar i rozumiem, to miało być do metalu spod kufla z piwem TANKARD, ale tak się tego nie gra. Deadly Witch to słabsza wersja MAD BUTCHER ze świetnym solem gitarowym, ale pod koniec te kompozycje stają się jednostajne i Axetasy (of Murder) trudno określić jako rozpoznawalny. Nebulous Nightmares zaczyna się ciekawie, przywodząc na myśl PARADOX, dalej jednak przyspieszają i to znów poprawne granie w stylu CRUEL FORCE i KREATOR. Próbują urozmaicać to gitarami akustycznymi, ale niestety poziom Charly Steinhauera ze złotych lat to nie jest.<br />
<br />
Brzmienie jest takie, jakie powinno być, przybrudzone w bębnach i gitarach, z gęstym, punktującym basem. Typowe, teutońskie brzmienie, dobrze oddające ducha tej muzyki.<br />
Wykonanie techniczne jest bez zarzutu, szczególnie w kwestii gitarowej, ale to jednak za mało, aby uznać ten LP za więcej, niż solidny hołd dla germańskiej sceny speed/thrash metalowej.<br />
<br />
<br />
Ocena: 7.2/10<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span><br />
<br />
<span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Dying Victims Productions.</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Allos]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4474</link>
			<pubDate>Wed, 04 Dec 2024 00:02:55 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4474</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Allos - Strong Delusion (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/7/3/1273548.png?0841" border="0" alt="[Obrazek: 1273548.png?0841]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Pilgrim's Progress 02:33      <br />
2. Follow Me 04:14      <br />
3. All Your Days 04:50      <br />
4. Tele Visione of Reality 04:55      <br />
5. Suffering and Evil 05:30      <br />
6. Inferno 06:44      <br />
7. Letter from Heaven 04:44      <br />
8. In Human Mind 04:45      <br />
9. Strong Delusion 05:45      <br />
10. System Collapse 04:42      <br />
11. Millennium Kingdom 05:37      <br />
12. For the Centuries 03:56 <br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Progressive Power Metal<br />
Kraj: Brazylia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Celso Alves - śpiew<br />
Junior Oliveira - gitara<br />
Edley Winderson - bas<br />
Wallace Ryan - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ALLOS istnieje od 2003 roku na scenie brazylijskiej, a debiutował w 2012 albumem Spiritual Battle, który poza krajem sukcesu nie odniósł. Był to pretensjonalnie i dość amatorsko zagrany progressive metal, gdzie zabrakło wizji i kompozycji, aby zainteresować słuchaczy, a marne brzmienie było tylko wierzchołkiem góry lodowej.</div>
<div style="text-align: justify;">Potem zespół zamilkł i zniknął ze sceny, jednak po 12 latach w niemal oryginalnym składzie, powrócili z drugim albumem, wydanym przez En Hakkore Records w październiku 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nadal jest to zespół christian metalowy, co jest nie tylko lepiej zaznaczone, ale i zdecydowanie lepiej i mądrzej zrealizowane. To już słychać po epickim wstępie The Pilgrim's Progress i znakomitym, neoklasycznym w stylu FLAMES OF FIRE i NARNIA Follow Me, w którym udzielił się sam Mistrz Christian Liljegren, który z każdym rokiem jest coraz lepszy. Czytelny, jasno zaznaczony refren, znakomite solo gitarowe, wykonane przez Juniora Oliveira, który na tym LP okazuje się gitarzystą utalentowanym i wszechstronnym. All Your Days jest bardziej progressive metalowy, z zarysami ALMAH i tutaj Celso Alves pokazuje, jak dobrym jest wokalistą. Mocny, zadziorny głos, trzymający się środka, ale śpiewający w każdej kompozycji z przekonaniem i odpowiednią mocą.</div>
<div style="text-align: justify;">Motyw ancient w Tele Visione of Reality został dobrze wykorzystany, tak jak orkiestracje, tworzące apokaliptyczny klimat i tutaj należy pochwalić pracę sekcji rytmicznej, która jest bardzo dobra. W tej kompozycji jest coś z SYMPHONY X i to szczególnie w chłodzie dalszych planów jest słyszalne, tak jak w wyliczonym solo gitarowym. Fantastyczny jest za to utrzymany w stylu ADAGIO Suffering and Evil z wysokiej klasy refrenem i znakomitymi ornamentacjami gitarowymi. Mniej interesująco wypada Inferno, w którym za bardzo poszli w stronę progressive rejonów BEYOND TWILIGHT i SYMPHONY X, tworząc muzykę niepotrzebnie pokrętną i skomplikowaną, gdzie żadna melodia i pomysł nie został zrealizowany w pełni. Po typowej dla christian metalu balladzie Letter from Heaven wkracza teatralny power metal In Human Mind z rejonów AUDIOVISION i NARNIA i jest to całkiem niezłe w swoim dramatyzmie i świetnej pracy sekcji rytmicznej. Strong Delusion to rejony ALMAH oraz ANGRA z ciągotami do SYMPHONY X i tutaj podobnie jak w Inferno jest to niepotrzebnie przekombinowane w motywie zapożyczonym z EVIL MASQUERADE.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobry jest za to Millennium Kingdom, w którym gościnnie zaśpiewał Rob Rock i power metalowy refren jest tutaj świetny. Na pewno to byłoby lepsze zakończenie od powszedniego For the Centuries.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mix wykonał Viktor Stenquist, mastering Thomas "Plec" Johansson i brzmienie jest po prostu znakomite w swojej szwedzkiej realizacji gitar, zachowując przy tym pierwiastek brazylijskiego ciepła.</div>
<div style="text-align: justify;">Dwanaście lat to dużo czasu i jak widać można go dobrze wykorzystać. Zespół nagrał dojrzałą, bardzo dobrą płytę z christian power metalem, bez uciekania się do przesłodzonych melodyjek.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo miłe zaskoczenie po marnym debiucie.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Allos - Strong Delusion (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/7/3/1273548.png?0841" border="0" alt="[Obrazek: 1273548.png?0841]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Pilgrim's Progress 02:33      <br />
2. Follow Me 04:14      <br />
3. All Your Days 04:50      <br />
4. Tele Visione of Reality 04:55      <br />
5. Suffering and Evil 05:30      <br />
6. Inferno 06:44      <br />
7. Letter from Heaven 04:44      <br />
8. In Human Mind 04:45      <br />
9. Strong Delusion 05:45      <br />
10. System Collapse 04:42      <br />
11. Millennium Kingdom 05:37      <br />
12. For the Centuries 03:56 <br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Progressive Power Metal<br />
Kraj: Brazylia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Celso Alves - śpiew<br />
Junior Oliveira - gitara<br />
Edley Winderson - bas<br />
Wallace Ryan - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ALLOS istnieje od 2003 roku na scenie brazylijskiej, a debiutował w 2012 albumem Spiritual Battle, który poza krajem sukcesu nie odniósł. Był to pretensjonalnie i dość amatorsko zagrany progressive metal, gdzie zabrakło wizji i kompozycji, aby zainteresować słuchaczy, a marne brzmienie było tylko wierzchołkiem góry lodowej.</div>
<div style="text-align: justify;">Potem zespół zamilkł i zniknął ze sceny, jednak po 12 latach w niemal oryginalnym składzie, powrócili z drugim albumem, wydanym przez En Hakkore Records w październiku 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nadal jest to zespół christian metalowy, co jest nie tylko lepiej zaznaczone, ale i zdecydowanie lepiej i mądrzej zrealizowane. To już słychać po epickim wstępie The Pilgrim's Progress i znakomitym, neoklasycznym w stylu FLAMES OF FIRE i NARNIA Follow Me, w którym udzielił się sam Mistrz Christian Liljegren, który z każdym rokiem jest coraz lepszy. Czytelny, jasno zaznaczony refren, znakomite solo gitarowe, wykonane przez Juniora Oliveira, który na tym LP okazuje się gitarzystą utalentowanym i wszechstronnym. All Your Days jest bardziej progressive metalowy, z zarysami ALMAH i tutaj Celso Alves pokazuje, jak dobrym jest wokalistą. Mocny, zadziorny głos, trzymający się środka, ale śpiewający w każdej kompozycji z przekonaniem i odpowiednią mocą.</div>
<div style="text-align: justify;">Motyw ancient w Tele Visione of Reality został dobrze wykorzystany, tak jak orkiestracje, tworzące apokaliptyczny klimat i tutaj należy pochwalić pracę sekcji rytmicznej, która jest bardzo dobra. W tej kompozycji jest coś z SYMPHONY X i to szczególnie w chłodzie dalszych planów jest słyszalne, tak jak w wyliczonym solo gitarowym. Fantastyczny jest za to utrzymany w stylu ADAGIO Suffering and Evil z wysokiej klasy refrenem i znakomitymi ornamentacjami gitarowymi. Mniej interesująco wypada Inferno, w którym za bardzo poszli w stronę progressive rejonów BEYOND TWILIGHT i SYMPHONY X, tworząc muzykę niepotrzebnie pokrętną i skomplikowaną, gdzie żadna melodia i pomysł nie został zrealizowany w pełni. Po typowej dla christian metalu balladzie Letter from Heaven wkracza teatralny power metal In Human Mind z rejonów AUDIOVISION i NARNIA i jest to całkiem niezłe w swoim dramatyzmie i świetnej pracy sekcji rytmicznej. Strong Delusion to rejony ALMAH oraz ANGRA z ciągotami do SYMPHONY X i tutaj podobnie jak w Inferno jest to niepotrzebnie przekombinowane w motywie zapożyczonym z EVIL MASQUERADE.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobry jest za to Millennium Kingdom, w którym gościnnie zaśpiewał Rob Rock i power metalowy refren jest tutaj świetny. Na pewno to byłoby lepsze zakończenie od powszedniego For the Centuries.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mix wykonał Viktor Stenquist, mastering Thomas "Plec" Johansson i brzmienie jest po prostu znakomite w swojej szwedzkiej realizacji gitar, zachowując przy tym pierwiastek brazylijskiego ciepła.</div>
<div style="text-align: justify;">Dwanaście lat to dużo czasu i jak widać można go dobrze wykorzystać. Zespół nagrał dojrzałą, bardzo dobrą płytę z christian power metalem, bez uciekania się do przesłodzonych melodyjek.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo miłe zaskoczenie po marnym debiucie.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Arysithian Blade]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4472</link>
			<pubDate>Tue, 03 Dec 2024 14:50:50 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4472</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Arysithian Blade - Iriath (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://f4.bcbits.com/img/a3782641419_16.jpg" border="0" alt="[Obrazek: a3782641419_16.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Iriath<br />
2. Riders of Nimir<br />
3. Crescent Of The Two Moons<br />
4. Dragonsword<br />
5. Temples Of Obsidian Moonlight<br />
6. Arysithian Blade<br />
7. Crystal Of Eaaren Zynn<br />
8. In The Name Of Eseth<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Grecja<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Chris Papadakis - śpiew<br />
Giannis Aktypis - gitara<br />
Petros Vasiliadis - bas<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół założony został przez wokalistę Chrisa Papadakisa z AFTERIMAGE i Giannisa Aktypisa z PROTEAN SHIELD, do którego dołączył utalentowany basista Petros Vasiliadis.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut grupy zostanie wydany przez Steel Gallery Records 6 grudnia 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie jest to album długi, ale dobrze zagrany i utrzymany w delikatnie epickim klimacie debiutu WARLORD, wsparte typowym, greckim heavy metalem przełomu lat 80. i 90. Chris Papadakis trzyma się wyższych tonów, ale brzmi bardziej naturalnie niż w AFTERIMAGE. Jego głos lepiej się wpisuje w taki właśnie prosty heavy metal jak Iriath, w przeciwieństwie do progressive metalowego AFTERIMAGE, gdzie raczej się męczył.</div>
<div style="text-align: justify;">Bas w takim typie muzyki jest bardzo ważnym instrumentem na równi z gitarą i Petros Vasiliadis pokazuje tutaj swój talent podobnie jak w PROTEAN SHIELD. Giannis Aktypis gra tutaj bardzo dobrze i jego sola to znakomite ozdobniki prostszych kompozycji. Riders of Nimir ma w sobie coś z tęsknego i nostalgicznego WARDRUM, solidnie prezentuje się też rozbujany Dragonsword z gitarowymi ornamentacjami i tutaj słychać wpływy USPM. Z wykonaniem nie ma tutaj problemu, gorzej z samymi kompozycjami, które potrafią być chaotyczne, jak Crystal Of Eaaren Zynn ze słabo zaznaczonym refrenem czy mało interesujące melodie, jak w Crescent Of The Two Moons czy ascetycznej pieśni barda Temples Of Obsidian Moonlight, z której niewiele wynika. Nie jest to materiał zbyt oryginalny i melodie są z kategorii pomysłów już sprawdzonych przez inne grupy i solidnie przemaglowanych, ale w epickim In The Name Of Eseth zabrakło tutaj typowo greckiego, bardziej podniosłego i śpiewającego niżej wokalisty, ale dobrze rozwijają tutaj pomysły WARLORD.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Produkcja Mistrza Kostasa Scandalisa jak zwykle bezbłędna i jak zwykle wspaniale on oddaje brzmienie metalowej Hellady, jednak nawet on nie jest w stanie zamaskować automatu perkusyjnego. Chyba że jest tutaj jakiś ukryty muzyk, ale wtedy ten instrument na pewno by miał więcej głębi, szczególnie talerze.</div>
<div style="text-align: justify;">Kolejny obiecujący zespół z Grecji, który gra muzykę prostą, ale i bardzo szczerą.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.3/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Steel Gallery Records.</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Arysithian Blade - Iriath (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://f4.bcbits.com/img/a3782641419_16.jpg" border="0" alt="[Obrazek: a3782641419_16.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Iriath<br />
2. Riders of Nimir<br />
3. Crescent Of The Two Moons<br />
4. Dragonsword<br />
5. Temples Of Obsidian Moonlight<br />
6. Arysithian Blade<br />
7. Crystal Of Eaaren Zynn<br />
8. In The Name Of Eseth<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Grecja<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Chris Papadakis - śpiew<br />
Giannis Aktypis - gitara<br />
Petros Vasiliadis - bas<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół założony został przez wokalistę Chrisa Papadakisa z AFTERIMAGE i Giannisa Aktypisa z PROTEAN SHIELD, do którego dołączył utalentowany basista Petros Vasiliadis.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut grupy zostanie wydany przez Steel Gallery Records 6 grudnia 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie jest to album długi, ale dobrze zagrany i utrzymany w delikatnie epickim klimacie debiutu WARLORD, wsparte typowym, greckim heavy metalem przełomu lat 80. i 90. Chris Papadakis trzyma się wyższych tonów, ale brzmi bardziej naturalnie niż w AFTERIMAGE. Jego głos lepiej się wpisuje w taki właśnie prosty heavy metal jak Iriath, w przeciwieństwie do progressive metalowego AFTERIMAGE, gdzie raczej się męczył.</div>
<div style="text-align: justify;">Bas w takim typie muzyki jest bardzo ważnym instrumentem na równi z gitarą i Petros Vasiliadis pokazuje tutaj swój talent podobnie jak w PROTEAN SHIELD. Giannis Aktypis gra tutaj bardzo dobrze i jego sola to znakomite ozdobniki prostszych kompozycji. Riders of Nimir ma w sobie coś z tęsknego i nostalgicznego WARDRUM, solidnie prezentuje się też rozbujany Dragonsword z gitarowymi ornamentacjami i tutaj słychać wpływy USPM. Z wykonaniem nie ma tutaj problemu, gorzej z samymi kompozycjami, które potrafią być chaotyczne, jak Crystal Of Eaaren Zynn ze słabo zaznaczonym refrenem czy mało interesujące melodie, jak w Crescent Of The Two Moons czy ascetycznej pieśni barda Temples Of Obsidian Moonlight, z której niewiele wynika. Nie jest to materiał zbyt oryginalny i melodie są z kategorii pomysłów już sprawdzonych przez inne grupy i solidnie przemaglowanych, ale w epickim In The Name Of Eseth zabrakło tutaj typowo greckiego, bardziej podniosłego i śpiewającego niżej wokalisty, ale dobrze rozwijają tutaj pomysły WARLORD.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Produkcja Mistrza Kostasa Scandalisa jak zwykle bezbłędna i jak zwykle wspaniale on oddaje brzmienie metalowej Hellady, jednak nawet on nie jest w stanie zamaskować automatu perkusyjnego. Chyba że jest tutaj jakiś ukryty muzyk, ale wtedy ten instrument na pewno by miał więcej głębi, szczególnie talerze.</div>
<div style="text-align: justify;">Kolejny obiecujący zespół z Grecji, który gra muzykę prostą, ale i bardzo szczerą.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.3/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Steel Gallery Records.</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Aeon Gods]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4465</link>
			<pubDate>Thu, 21 Nov 2024 14:24:51 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4465</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Aeon Gods - King of Gods (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/7/2/1272325.jpg?4012" border="0" alt="[Obrazek: 1272325.jpg?4012]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Sun-God           <br />
2. King of Gods          <br />
3. Aeon Gods           <br />
4. Babylon Burning          <br />
5. Enlil's Commands (The Flood Pt. I)          <br />
6. Nintu's Lament (The Flood Pt. II)          <br />
7. Enki's Grace (The Flood Pt. III)          <br />
8. The Decent          <br />
9. Monsters of Tiamat          <br />
10. Tablet of Destinies<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Symphonic Power Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Alex "Sol'Ra-tu" Hunzinger - śpiew<br />
Nino "En-Atum" Helfrich - gitara<br />
Robert "Abzu'Kean" Altenbach - gitara<br />
Elias "Iš'Taru" Knorr - perkusja<br />
Anja "Su'en -Chel" Hunzinger - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Małżeństwo Hunzinger podjęło trudną decyzję i w 2022 roku zakończyło niemal dwudziestoletnią działalność AETERNITAS, jednocześnie zakładając nowy zespół, AEON GODS. Poza debiutującym Eliasem Knorrem, dobrali utalentowanych i znanych z IRON ANGEL gitarzystów, co daje skład co najmniej obiecujący.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut zostanie wydany przez włoską wytwórnię Scarlet Records 22 listopada 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">AEON GODS to zupełnie inny zespół i oferuje tutaj niemiecki, ale powszedni heavy i power metal z elementami symfonicznymi, inspirowany głównie takimi grupami jak MAJESTY, FREEDOM CALL oraz szczególnie TERRA ATLANTICA. Słychać to już w Sun God, zaskakująco udanym otwieraczu z łatwym, chwytliwym i rozpoznawalnym dla Niemiec refrenem. Pierwsza połowa albumu nie powala oryginalnością, ale są to kompozycje dobre, jak King of Gods chwyta od razu dramatyzmem TERRA ATLANTICA w zwrotkach, refren jednak jest już mniej atrakcyjny w swojej teutońskiej manierze. Jakieś echa złagodzonego GRAVE DIGGER stylistyką MAJESTY słychać w Aeon Gods i ponownie refren jest co najwyżej dobry.<br />
Babylon Burning to bezpieczne, niemieckie granie z refrenem, w którym zabrakło mocy i ciekawszy oraz lepszy jest bardziej rozbudowany Enlil’s Command z zamaszystym refrenem i jest to najlepsza część tryptyku The Flood. Nintu’s Lament to mało wyrazista ballada, z kolei Enki’s Grace próbuje bawić się w epickie klimaty z motywem ancient i wyszło to niemrawo i płasko, to samo można powiedzieć o miałkim Monsters of Tiamat z fatalną melodią i infantylnym refrenem, który miał chyba naśladować WIZARD, ale tak się nie gra epic metalu. W kończącym ten album Tablet of Destinies zabrakło bardziej wyrazistego motywu przewodniego i jest to mało oryginalny, niewyróżniający się symphonic metal niemiecki, który przy The Descent wygląda miałko i płasko.<br />
Alex Hunzinger okazuje się tutaj dobrym wokalistą i pokazuje więcej niż w AETERNITAS, ale nie bez powodu w ostatnich latach współpracował z TERRA ATLANTICA i chóry są zrealizowane na równie dobrym poziomie, chociaż nie jest tak wyrazisty, jak Tristan Harders. Knorr zalicza tutaj udany debiut, chociaż tak jak kompozycje, nie ma tutaj za bardzo czym się wykazać. Po Helfrichu i Altenbachu sądzę, że można było oczekiwać więcej niż solidnej, rzemieślniczej roboty. Ich sola są melodyjne i oszczędne, ale i nieskomplikowane, tak jak same utwory i aranżacje, a w IRON ANGEL przecież pokazali, że potrafią grać z pomysłem.<br />
<br />
Brzmienie zrealizowane przez Sebastian 'Seeb' Levermann niczym tutaj nie zaskakuje i jest to bliskie miękkości RHAPSODY OF FIRE z albumu Glory of Salvation bez przesadnego chłodu Challenge the Wind i w bardziej teutońskim wydaniu. Dobre, ale bez blasku.</div>
<div style="text-align: justify;">Kolejny, solidny power metal z Niemiec.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Scarlet Records.</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Aeon Gods - King of Gods (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/7/2/1272325.jpg?4012" border="0" alt="[Obrazek: 1272325.jpg?4012]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Sun-God           <br />
2. King of Gods          <br />
3. Aeon Gods           <br />
4. Babylon Burning          <br />
5. Enlil's Commands (The Flood Pt. I)          <br />
6. Nintu's Lament (The Flood Pt. II)          <br />
7. Enki's Grace (The Flood Pt. III)          <br />
8. The Decent          <br />
9. Monsters of Tiamat          <br />
10. Tablet of Destinies<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Symphonic Power Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Alex "Sol'Ra-tu" Hunzinger - śpiew<br />
Nino "En-Atum" Helfrich - gitara<br />
Robert "Abzu'Kean" Altenbach - gitara<br />
Elias "Iš'Taru" Knorr - perkusja<br />
Anja "Su'en -Chel" Hunzinger - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Małżeństwo Hunzinger podjęło trudną decyzję i w 2022 roku zakończyło niemal dwudziestoletnią działalność AETERNITAS, jednocześnie zakładając nowy zespół, AEON GODS. Poza debiutującym Eliasem Knorrem, dobrali utalentowanych i znanych z IRON ANGEL gitarzystów, co daje skład co najmniej obiecujący.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut zostanie wydany przez włoską wytwórnię Scarlet Records 22 listopada 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">AEON GODS to zupełnie inny zespół i oferuje tutaj niemiecki, ale powszedni heavy i power metal z elementami symfonicznymi, inspirowany głównie takimi grupami jak MAJESTY, FREEDOM CALL oraz szczególnie TERRA ATLANTICA. Słychać to już w Sun God, zaskakująco udanym otwieraczu z łatwym, chwytliwym i rozpoznawalnym dla Niemiec refrenem. Pierwsza połowa albumu nie powala oryginalnością, ale są to kompozycje dobre, jak King of Gods chwyta od razu dramatyzmem TERRA ATLANTICA w zwrotkach, refren jednak jest już mniej atrakcyjny w swojej teutońskiej manierze. Jakieś echa złagodzonego GRAVE DIGGER stylistyką MAJESTY słychać w Aeon Gods i ponownie refren jest co najwyżej dobry.<br />
Babylon Burning to bezpieczne, niemieckie granie z refrenem, w którym zabrakło mocy i ciekawszy oraz lepszy jest bardziej rozbudowany Enlil’s Command z zamaszystym refrenem i jest to najlepsza część tryptyku The Flood. Nintu’s Lament to mało wyrazista ballada, z kolei Enki’s Grace próbuje bawić się w epickie klimaty z motywem ancient i wyszło to niemrawo i płasko, to samo można powiedzieć o miałkim Monsters of Tiamat z fatalną melodią i infantylnym refrenem, który miał chyba naśladować WIZARD, ale tak się nie gra epic metalu. W kończącym ten album Tablet of Destinies zabrakło bardziej wyrazistego motywu przewodniego i jest to mało oryginalny, niewyróżniający się symphonic metal niemiecki, który przy The Descent wygląda miałko i płasko.<br />
Alex Hunzinger okazuje się tutaj dobrym wokalistą i pokazuje więcej niż w AETERNITAS, ale nie bez powodu w ostatnich latach współpracował z TERRA ATLANTICA i chóry są zrealizowane na równie dobrym poziomie, chociaż nie jest tak wyrazisty, jak Tristan Harders. Knorr zalicza tutaj udany debiut, chociaż tak jak kompozycje, nie ma tutaj za bardzo czym się wykazać. Po Helfrichu i Altenbachu sądzę, że można było oczekiwać więcej niż solidnej, rzemieślniczej roboty. Ich sola są melodyjne i oszczędne, ale i nieskomplikowane, tak jak same utwory i aranżacje, a w IRON ANGEL przecież pokazali, że potrafią grać z pomysłem.<br />
<br />
Brzmienie zrealizowane przez Sebastian 'Seeb' Levermann niczym tutaj nie zaskakuje i jest to bliskie miękkości RHAPSODY OF FIRE z albumu Glory of Salvation bez przesadnego chłodu Challenge the Wind i w bardziej teutońskim wydaniu. Dobre, ale bez blasku.</div>
<div style="text-align: justify;">Kolejny, solidny power metal z Niemiec.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Scarlet Records.</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Adamantra]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4463</link>
			<pubDate>Thu, 24 Oct 2024 20:55:22 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4463</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Adamantra - Act III: Pareidolia of Depravity (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/6/8/1268265.jpg?0950" border="0" alt="[Obrazek: 1268265.jpg?0950]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Treacherous Valour 06:15      <br />
2. Charade of Cruelty 05:18      <br />
3. Hypocrites 06:22      <br />
4. Of Beasts and Angels 06:57      <br />
5. Morpheme 09:23      <br />
6. An Unfinished Tale 04:51      <br />
7. False Illusions 05:13      <br />
8. Paradise Epilogue 11:07<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Progressive Power Metal<br />
Kraj: Finlandia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Tuomas Nieminen - śpiew<br />
Panu Kiskola - gitara<br />
Jukka Hoffrén - bas<br />
Mikko Sepponen - perkusja<br />
Christian Pulkkinen - instrumenty klawiszowe    <br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Mało kto spodziewał się powrotu po dziesięciu latach milczenia tego helsińskiego zespołu, które ma swoje grono oddanych fanów dzięki pierwszym dwóm, dobrym albumom.</div>
<div style="text-align: justify;">Ten zespół ciągle borykał się z jakimiś problemami, a ten album powstawał w bólach niemal 8 lat. W końcu, 25 października efekt tej długiej pracy przedstawi wytwórnia Inverse Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">ADAMANTRA gra swoje, progressive power metal w fińskim stylu, z echami SEVENTH WONDER oraz SYMPHONY X, przy echach SONATA ARCTICA oraz szczególnie STRATOVARIUS. Dla Tuomas Nieminen czas jakby się zatrzymał i śpiewa tutaj naturalnie w wyższych rejestrach, jak i łagodnych, niższych i nic nie stracił ze swojego wyczucia. Charade of Cruelty to dobry przykład stylu ADAMANTRA i łączenia STRATOVARIUS z bardziej progressive metalowymi grupami i takie kompozycje to wizytówka tego zespołu.</div>
<div style="text-align: justify;">Skład jest ten sam, co na Revival, które premierę miało 15 lat temu, ale muzycy korzystają tutaj z lat doświadczeń. Szczególnie to słychać w bogatej i kolorowej grze Christiana Pulkkinena, który wykorzystuje tutaj zagrywki charakterystyczne dla DREAM THEATER oraz solowej działalności Jamesa LaBrie, z którym od lat współpracuje. Treacherous Valour to właśnie efekt lat współpracy z największymi, który jest dobry, ale nie najlepszy na tym LP.</div>
<div style="text-align: justify;">Udany jest delikatny song Hypocrites, ale absolutna rewelacja to Of Beasts and Angels z bardzo dobrymi planami klawiszowymi i smyczkami, gdzie Nieminen daje swój najlepszy występ. Sola Panu Kiskola są dobre i bardzo dobre, chociaż zdecydowanie za krótkie i można odnieść wrażenie, że chwilami się tutaj ogranicza, jak w znakomitym właśnie Of Beasts and Angels. Ta kompozycja rozwija swój pełny potencjał w chórach i szkoda, że nie ma ich na tym albumie więcej.</div>
<div style="text-align: justify;">Morpheme próbuje być ambitny z narracjami, ale mało w tym treści, melodia jest bardzo przeciętna, a rozwój samej kompozycji przewidywalny z ciągotami SYMPHONY X włącznie. An Unfinished Tale to sztampowa ballada w stylu DREAM THEATER i nie ma tutaj niczego złego, ale nie ma tutaj niczego, co by szczególnie zapadło w pamięć czy chwytało za serce. Znacznie ciekawszy jest chłodny progressive metal w False Illusions. Paradise Epilogue jest aż zbyt przedramatyzowany narracjami, jako całość niczym nie zaskakuje i to nadal ADAMANTRA w stylu SYMPHONY X i SEVENTH WONDER. Dobre, ale nie tak magiczne, kiedy wpada element fiński. Piękne smyczki i szkoda, że na tym LP to raczej ozdoba niż rdzeń kompozycji, którym takie tła by nie zaszkodziły.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mix Mikko Pathos Mustonen jest tutaj wzorowy, tak jak mastering doświadczonego Emila Pohjalaine i brzmienie nie budzi żadnych zastrzeżeń, to soczysty fiński sound w stylu Finnvox w ustawieniu sekcji rytmicznej, co nie dziwi, tak jak osobny, czytelny plan gitary.</div>
<div style="text-align: justify;">ADAMANTRA nagrałą kolejny album w tym samym, własnym stylu oraz na poziomie, jakiego należało oczekiwać. Tam gdzie błyszczą jest bardzo dobrze, bywa jednak nierówno w obrębie samych kompozycji, z czym ten zespół boryka się od początku istnienia. Pewne rzeczy się nie zmieniają i to dobrze, że ADAMANTRA gra swoje, fani powinni być zadowoleni.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.9/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Inverse Records.</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Adamantra - Act III: Pareidolia of Depravity (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/6/8/1268265.jpg?0950" border="0" alt="[Obrazek: 1268265.jpg?0950]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Treacherous Valour 06:15      <br />
2. Charade of Cruelty 05:18      <br />
3. Hypocrites 06:22      <br />
4. Of Beasts and Angels 06:57      <br />
5. Morpheme 09:23      <br />
6. An Unfinished Tale 04:51      <br />
7. False Illusions 05:13      <br />
8. Paradise Epilogue 11:07<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Progressive Power Metal<br />
Kraj: Finlandia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Tuomas Nieminen - śpiew<br />
Panu Kiskola - gitara<br />
Jukka Hoffrén - bas<br />
Mikko Sepponen - perkusja<br />
Christian Pulkkinen - instrumenty klawiszowe    <br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Mało kto spodziewał się powrotu po dziesięciu latach milczenia tego helsińskiego zespołu, które ma swoje grono oddanych fanów dzięki pierwszym dwóm, dobrym albumom.</div>
<div style="text-align: justify;">Ten zespół ciągle borykał się z jakimiś problemami, a ten album powstawał w bólach niemal 8 lat. W końcu, 25 października efekt tej długiej pracy przedstawi wytwórnia Inverse Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">ADAMANTRA gra swoje, progressive power metal w fińskim stylu, z echami SEVENTH WONDER oraz SYMPHONY X, przy echach SONATA ARCTICA oraz szczególnie STRATOVARIUS. Dla Tuomas Nieminen czas jakby się zatrzymał i śpiewa tutaj naturalnie w wyższych rejestrach, jak i łagodnych, niższych i nic nie stracił ze swojego wyczucia. Charade of Cruelty to dobry przykład stylu ADAMANTRA i łączenia STRATOVARIUS z bardziej progressive metalowymi grupami i takie kompozycje to wizytówka tego zespołu.</div>
<div style="text-align: justify;">Skład jest ten sam, co na Revival, które premierę miało 15 lat temu, ale muzycy korzystają tutaj z lat doświadczeń. Szczególnie to słychać w bogatej i kolorowej grze Christiana Pulkkinena, który wykorzystuje tutaj zagrywki charakterystyczne dla DREAM THEATER oraz solowej działalności Jamesa LaBrie, z którym od lat współpracuje. Treacherous Valour to właśnie efekt lat współpracy z największymi, który jest dobry, ale nie najlepszy na tym LP.</div>
<div style="text-align: justify;">Udany jest delikatny song Hypocrites, ale absolutna rewelacja to Of Beasts and Angels z bardzo dobrymi planami klawiszowymi i smyczkami, gdzie Nieminen daje swój najlepszy występ. Sola Panu Kiskola są dobre i bardzo dobre, chociaż zdecydowanie za krótkie i można odnieść wrażenie, że chwilami się tutaj ogranicza, jak w znakomitym właśnie Of Beasts and Angels. Ta kompozycja rozwija swój pełny potencjał w chórach i szkoda, że nie ma ich na tym albumie więcej.</div>
<div style="text-align: justify;">Morpheme próbuje być ambitny z narracjami, ale mało w tym treści, melodia jest bardzo przeciętna, a rozwój samej kompozycji przewidywalny z ciągotami SYMPHONY X włącznie. An Unfinished Tale to sztampowa ballada w stylu DREAM THEATER i nie ma tutaj niczego złego, ale nie ma tutaj niczego, co by szczególnie zapadło w pamięć czy chwytało za serce. Znacznie ciekawszy jest chłodny progressive metal w False Illusions. Paradise Epilogue jest aż zbyt przedramatyzowany narracjami, jako całość niczym nie zaskakuje i to nadal ADAMANTRA w stylu SYMPHONY X i SEVENTH WONDER. Dobre, ale nie tak magiczne, kiedy wpada element fiński. Piękne smyczki i szkoda, że na tym LP to raczej ozdoba niż rdzeń kompozycji, którym takie tła by nie zaszkodziły.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mix Mikko Pathos Mustonen jest tutaj wzorowy, tak jak mastering doświadczonego Emila Pohjalaine i brzmienie nie budzi żadnych zastrzeżeń, to soczysty fiński sound w stylu Finnvox w ustawieniu sekcji rytmicznej, co nie dziwi, tak jak osobny, czytelny plan gitary.</div>
<div style="text-align: justify;">ADAMANTRA nagrałą kolejny album w tym samym, własnym stylu oraz na poziomie, jakiego należało oczekiwać. Tam gdzie błyszczą jest bardzo dobrze, bywa jednak nierówno w obrębie samych kompozycji, z czym ten zespół boryka się od początku istnienia. Pewne rzeczy się nie zmieniają i to dobrze, że ADAMANTRA gra swoje, fani powinni być zadowoleni.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.9/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Inverse Records.</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ancient Curse]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4462</link>
			<pubDate>Thu, 24 Oct 2024 19:40:59 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4462</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Ancient Curse - Dimension 5 (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/6/3/1263717.jpg?1725" border="0" alt="[Obrazek: 1263717.jpg?1725]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Forevermore 06:17      <br />
2. Ave Maria 05:32      <br />
3. Isolation 09:40      <br />
4. Dimension 5 04:53      <br />
5. Deny and Destroy 06:18      <br />
6. Tunnel Vision (G LOC Part 1) 06:51      <br />
7. In Memoriam 06:31      <br />
8. Dreaming of Lucrecia (G LOC Part 2) 15:15      <br />
9. Paranormal Coincidence (G LOC Part 3) 02:41<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Progressive Power Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Peter Pietrzinski - śpiew, gitara<br />
Gunnar Erxleben - gitara<br />
Thorsten Penz - bas<br />
Matthias Schröder - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ANCIENT CURSE to zespół wiekowy, bo istniejący od 1987 roku, a od początku lat 90. w niezmienionym składzie, nagrywając dopiero w 1997 roku swój debiutancki album, mieszający SYMPHONY X z ROUGH SILK. Choć oficjalnie nigdy nie został rozwiązany, przypomnieli o swoim istnieniu drugim albumem The New Prophecy, wydanym przez Pure Steel Records 29 maja 2020 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa zdobyła większe uznanie niż w latach 90., dlatego też nie dziwi kolejny album, tym razem wydany przez El Puerto Records, z planowaną premierą na 25 października 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">To jest nadal muzyka inspirowana ROUGH SILK i SYMPHONY X, to szczególnie słychać w Forevermore, udanym i bardziej teatralnym, podniosłym od tego, co prezentowali na poprzednim LP. To logiczna kontynuacja The New Prophecy, chociaż bardziej przebojowa i epicka, szczególnie może zachwycać Ave Maria z wplecionym mrokiem ADAGIO prowadzonym w stylu ROUGH SILK. Peter Pietrzinski śpiewa bardzo dobrze, nawet w wyższych rejestrach, refren w Ave Maria jest gładki, delikatnie mroczny, ale łatwo zapadający w pamięć oraz dobrze wplecionym motywem ancient. Uwagę też zwraca znakomita gra Thorstena Penza, który nie jest przedłużeniem perkusji i gra tutaj bardzo dobrze, niczego nie ujmując Matthias Schröderowi, który przecież też gra bardzo dobrze i nie boi się użyć talerzy. Brzmienie jest znakomite, selektywne i głębokie, wspaniałe w gitarach i przestrzeni i chwała dla austriackiego inżyniera dźwięku Robert Romagna, który nadał temu tak świetne brzmienie.</div>
<div style="text-align: justify;">Problemem tego zespołu często były kompozycje dłuższe, w których refren i melodia ginęły na rzecz górnolotnego i niezbyt interesującego progressive i to niekoniecznie metalu, czego dobrym przykładem na tym albumie jest niemal dziesięciominutowy Isolation. Dobrze się zaczyna w stylu SYMPHONY X, masywnie z pokrętnym i zbyt przeładowanym aranżacjami refrenie, aby zamilknąć na niemal 4 minuty w partii środkowej. Diemnsion 5 ma w sobie coś z surowego stylu ZERO HOUR, szczególnie w chłodno wygrywanych riffach obu gitarzystów, którzy grają całkiem nieźle, chociaż moim zdaniem bohaterem tego albumu jest sekcja rytmiczna oraz śpiew Peter Pietrzinskiego. Sola gitarzystów są raczej skromne, a gra, jaką prezentują nie jest niczym, czego w innych grupach się nie słyszało. Coś tam próbują grać w instrumentalnym Tunnel Vision, ale nie dzieje się tam nic ciekawego, są odniesienia do DREAM THEATER i SYMPHONY X, ale samą grę trudno uznać za finezyjną czy godną pochwały. Czasami jest to nieco niechlujne, jak Deny and Destroy, ewidentnie amerykańskim w swojej surowości i odhumanizowaniu. Uderzają w SYMPHONY X w In Memoriam, ale to tylko poprawne granie w stylu amerykanów, a piętnastominutowy to wszystko od progressive rocka i melodic heavy metalu wczesnego ROUGH SILK po DREAM THEATER i SYMPHONY X i jest to kolos mało interesujący, który rozkręca się dopiero w drugiej połowie, gdzie zdecydowanie prowadzi USPM przyprawiony nie tylko mrokiem SYMPHONY X. To jest zbyt długie jak na tak mało interesującą melodię.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">ROUGH SILK i SYMPHONY X od lat już nie nagrywają, a jak wiadomo natura nie lubi próżni i pojawiają się zespoły, które tę pustkę próbują wypełnić. ANCIENT CURSE dołącza do tego grona i choć jest to album nierówny, to jest to jednocześnie ich najlepszy, głównie dzięki solidnej pierwszej połowie albumu.</div>
<div style="text-align: justify;">Muzyka dla głodnych progressive metalu spod szyldu SYMPHONY X i to raczej oni będą z tego wydawnictwa zadowoleni.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni El Puerto Records.</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Ancient Curse - Dimension 5 (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/6/3/1263717.jpg?1725" border="0" alt="[Obrazek: 1263717.jpg?1725]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Forevermore 06:17      <br />
2. Ave Maria 05:32      <br />
3. Isolation 09:40      <br />
4. Dimension 5 04:53      <br />
5. Deny and Destroy 06:18      <br />
6. Tunnel Vision (G LOC Part 1) 06:51      <br />
7. In Memoriam 06:31      <br />
8. Dreaming of Lucrecia (G LOC Part 2) 15:15      <br />
9. Paranormal Coincidence (G LOC Part 3) 02:41<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Progressive Power Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Peter Pietrzinski - śpiew, gitara<br />
Gunnar Erxleben - gitara<br />
Thorsten Penz - bas<br />
Matthias Schröder - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ANCIENT CURSE to zespół wiekowy, bo istniejący od 1987 roku, a od początku lat 90. w niezmienionym składzie, nagrywając dopiero w 1997 roku swój debiutancki album, mieszający SYMPHONY X z ROUGH SILK. Choć oficjalnie nigdy nie został rozwiązany, przypomnieli o swoim istnieniu drugim albumem The New Prophecy, wydanym przez Pure Steel Records 29 maja 2020 roku.</div>
<div style="text-align: justify;">Grupa zdobyła większe uznanie niż w latach 90., dlatego też nie dziwi kolejny album, tym razem wydany przez El Puerto Records, z planowaną premierą na 25 października 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">To jest nadal muzyka inspirowana ROUGH SILK i SYMPHONY X, to szczególnie słychać w Forevermore, udanym i bardziej teatralnym, podniosłym od tego, co prezentowali na poprzednim LP. To logiczna kontynuacja The New Prophecy, chociaż bardziej przebojowa i epicka, szczególnie może zachwycać Ave Maria z wplecionym mrokiem ADAGIO prowadzonym w stylu ROUGH SILK. Peter Pietrzinski śpiewa bardzo dobrze, nawet w wyższych rejestrach, refren w Ave Maria jest gładki, delikatnie mroczny, ale łatwo zapadający w pamięć oraz dobrze wplecionym motywem ancient. Uwagę też zwraca znakomita gra Thorstena Penza, który nie jest przedłużeniem perkusji i gra tutaj bardzo dobrze, niczego nie ujmując Matthias Schröderowi, który przecież też gra bardzo dobrze i nie boi się użyć talerzy. Brzmienie jest znakomite, selektywne i głębokie, wspaniałe w gitarach i przestrzeni i chwała dla austriackiego inżyniera dźwięku Robert Romagna, który nadał temu tak świetne brzmienie.</div>
<div style="text-align: justify;">Problemem tego zespołu często były kompozycje dłuższe, w których refren i melodia ginęły na rzecz górnolotnego i niezbyt interesującego progressive i to niekoniecznie metalu, czego dobrym przykładem na tym albumie jest niemal dziesięciominutowy Isolation. Dobrze się zaczyna w stylu SYMPHONY X, masywnie z pokrętnym i zbyt przeładowanym aranżacjami refrenie, aby zamilknąć na niemal 4 minuty w partii środkowej. Diemnsion 5 ma w sobie coś z surowego stylu ZERO HOUR, szczególnie w chłodno wygrywanych riffach obu gitarzystów, którzy grają całkiem nieźle, chociaż moim zdaniem bohaterem tego albumu jest sekcja rytmiczna oraz śpiew Peter Pietrzinskiego. Sola gitarzystów są raczej skromne, a gra, jaką prezentują nie jest niczym, czego w innych grupach się nie słyszało. Coś tam próbują grać w instrumentalnym Tunnel Vision, ale nie dzieje się tam nic ciekawego, są odniesienia do DREAM THEATER i SYMPHONY X, ale samą grę trudno uznać za finezyjną czy godną pochwały. Czasami jest to nieco niechlujne, jak Deny and Destroy, ewidentnie amerykańskim w swojej surowości i odhumanizowaniu. Uderzają w SYMPHONY X w In Memoriam, ale to tylko poprawne granie w stylu amerykanów, a piętnastominutowy to wszystko od progressive rocka i melodic heavy metalu wczesnego ROUGH SILK po DREAM THEATER i SYMPHONY X i jest to kolos mało interesujący, który rozkręca się dopiero w drugiej połowie, gdzie zdecydowanie prowadzi USPM przyprawiony nie tylko mrokiem SYMPHONY X. To jest zbyt długie jak na tak mało interesującą melodię.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">ROUGH SILK i SYMPHONY X od lat już nie nagrywają, a jak wiadomo natura nie lubi próżni i pojawiają się zespoły, które tę pustkę próbują wypełnić. ANCIENT CURSE dołącza do tego grona i choć jest to album nierówny, to jest to jednocześnie ich najlepszy, głównie dzięki solidnej pierwszej połowie albumu.</div>
<div style="text-align: justify;">Muzyka dla głodnych progressive metalu spod szyldu SYMPHONY X i to raczej oni będą z tego wydawnictwa zadowoleni.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7.5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni El Puerto Records.</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Amethyst]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4458</link>
			<pubDate>Thu, 03 Oct 2024 00:12:45 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4458</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Amethyst - Throw Down the Gauntlet (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/5/4/1254734.jpg?4433" border="0" alt="[Obrazek: 1254734.jpg?4433]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Embers on the Loose 05:12       <br />
2. Stand Up and Fight 05:56       <br />
3. Won't Do It Again 04:07       <br />
4. Running Out of Time 05:18       <br />
5. Rock Knights 04:00      <br />
6. Queen of a Thousand Burning Hearts 05:55      <br />
7. Take Me Away 04:18       <br />
8. Serenade (Under the Rising Moon) 06:36<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Szwajcaria<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Fredric G. - śpiew<br />
Ramon S. - gitara<br />
Yves B. - gitara<br />
Miguel S. - bas<br />
Eldo - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AMETHYST to nowy zespół ze Szwajcarii, założony w 2020 roku, który szybko zdobył popularność w 2022 roku EP Rock Knights. W większości są to muzycy nowi na scenie, poza Yvesem Bradlerem, który gra w death metalowym DEATHCULT. Debiut wydało No Remorse Records 27 września 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Na początku tego roku debiutował brytyjski zespół COLTRE i AMETHYST ma sporo z nimi wspólnego, od inspiracji DIAMOND HEAD i TANK, chociaż AMETHYST dorzuca tutaj nieco melodyki charakterystycznej dla wczesnego IRON MAIDEN (śodkowa partia Stand up and Fight) czy nawet ANGEL WITCH (Won't Do It Again). Jest i duch THIN LIZZY w Rock Knights, może i nawet Fredric G. chwilami brzmi jak Phil Lynott, ogólnie jednak śpiewa może nazbyt bezpiecznie i spokojnie. Jest i rockowo w stylu DEMON i TYGERS OF PAN TANG w Queen of a Thousand Burning Hearts. Refreny są proste, nie komplikują w żaden sposób prostego przesłania, co nie oznacza, że jest granie prostackie, bo sola gitarowe potrafią być bardzo wysokiej klasy, jak w kompletnie dewastującym Take Me Away, którego partia środkowa to absolutne mistrzostwo. Ogólnie sekcja rytmiczna gra tutaj na wysokim poziomie i to już słychać w bardzo dobrym Embers on the Loose. Kiedy potrzeba, potrafią wyzwolić z siebie prawdziwy wulkan energii, nawet jeśli nie jest to muzyka zbyt odkrywcza czy oryginalna, ale nie o oryginalność tu chodzi, a o klimat wczesnych lat 80., który jest tutaj autentyczny. Gdzie do tej pory ukrywał się Miguel Sanchez nie wiadomo, ale to dobrze, że AMETHYST zaprezentowało go światu. Świetny basista, grający z luzem, czasami potrafi zaskoczyć techniką i nie jest on zwykłym przedłużeniem sekcji, chociaż Eldo prezentuje się tutaj z bardzo dobrej strony i nie boi się użyć talerzy. Gitarzyści, jak wspomniałem, rozumieją się doskonale i od strony instrumentalnej jest to satysfakcjonujące.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Za produkcję odpowiada Eldo i jest to ciekawe, niemieckie spojrzenie na wyspiarskie granie, chociaż moim zdaniem wokale można było nagrać lepiej, a gitary ustawić inaczej. Perkusja za to miażdży, chwilami może nawet aż za bardzo, co słychać w zdominowanym przez nią Won't Do It Again. Jako sound vintage to się nawet broni, szczególnie jeśli chodzi o wysunięty bas, którego metaliczny sound jest bardzo przyjemny.</div>
<div style="text-align: justify;">Ciekawy debiut z Szwajcarii, który godnie oddaje hołd scenie brytyjskiej.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Amethyst - Throw Down the Gauntlet (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/5/4/1254734.jpg?4433" border="0" alt="[Obrazek: 1254734.jpg?4433]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Embers on the Loose 05:12       <br />
2. Stand Up and Fight 05:56       <br />
3. Won't Do It Again 04:07       <br />
4. Running Out of Time 05:18       <br />
5. Rock Knights 04:00      <br />
6. Queen of a Thousand Burning Hearts 05:55      <br />
7. Take Me Away 04:18       <br />
8. Serenade (Under the Rising Moon) 06:36<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Szwajcaria<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Fredric G. - śpiew<br />
Ramon S. - gitara<br />
Yves B. - gitara<br />
Miguel S. - bas<br />
Eldo - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AMETHYST to nowy zespół ze Szwajcarii, założony w 2020 roku, który szybko zdobył popularność w 2022 roku EP Rock Knights. W większości są to muzycy nowi na scenie, poza Yvesem Bradlerem, który gra w death metalowym DEATHCULT. Debiut wydało No Remorse Records 27 września 2024 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Na początku tego roku debiutował brytyjski zespół COLTRE i AMETHYST ma sporo z nimi wspólnego, od inspiracji DIAMOND HEAD i TANK, chociaż AMETHYST dorzuca tutaj nieco melodyki charakterystycznej dla wczesnego IRON MAIDEN (śodkowa partia Stand up and Fight) czy nawet ANGEL WITCH (Won't Do It Again). Jest i duch THIN LIZZY w Rock Knights, może i nawet Fredric G. chwilami brzmi jak Phil Lynott, ogólnie jednak śpiewa może nazbyt bezpiecznie i spokojnie. Jest i rockowo w stylu DEMON i TYGERS OF PAN TANG w Queen of a Thousand Burning Hearts. Refreny są proste, nie komplikują w żaden sposób prostego przesłania, co nie oznacza, że jest granie prostackie, bo sola gitarowe potrafią być bardzo wysokiej klasy, jak w kompletnie dewastującym Take Me Away, którego partia środkowa to absolutne mistrzostwo. Ogólnie sekcja rytmiczna gra tutaj na wysokim poziomie i to już słychać w bardzo dobrym Embers on the Loose. Kiedy potrzeba, potrafią wyzwolić z siebie prawdziwy wulkan energii, nawet jeśli nie jest to muzyka zbyt odkrywcza czy oryginalna, ale nie o oryginalność tu chodzi, a o klimat wczesnych lat 80., który jest tutaj autentyczny. Gdzie do tej pory ukrywał się Miguel Sanchez nie wiadomo, ale to dobrze, że AMETHYST zaprezentowało go światu. Świetny basista, grający z luzem, czasami potrafi zaskoczyć techniką i nie jest on zwykłym przedłużeniem sekcji, chociaż Eldo prezentuje się tutaj z bardzo dobrej strony i nie boi się użyć talerzy. Gitarzyści, jak wspomniałem, rozumieją się doskonale i od strony instrumentalnej jest to satysfakcjonujące.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Za produkcję odpowiada Eldo i jest to ciekawe, niemieckie spojrzenie na wyspiarskie granie, chociaż moim zdaniem wokale można było nagrać lepiej, a gitary ustawić inaczej. Perkusja za to miażdży, chwilami może nawet aż za bardzo, co słychać w zdominowanym przez nią Won't Do It Again. Jako sound vintage to się nawet broni, szczególnie jeśli chodzi o wysunięty bas, którego metaliczny sound jest bardzo przyjemny.</div>
<div style="text-align: justify;">Ciekawy debiut z Szwajcarii, który godnie oddaje hołd scenie brytyjskiej.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Agrypnie]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4448</link>
			<pubDate>Sat, 07 Sep 2024 15:01:22 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4448</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Agrypnie - 16[485] (20</span><span style="font-weight: bold;">10)</span><br />
<br />
<img src="https://i.discogs.com/Tj7d1Bp4zqXz_RPxP5cyt5oZiaRXyQBIuQ3r6DnAlq8/rs:fit/g:sm/q:90/h:500/w:500/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTIyNTM2/MDAtMTI3MjUyNzYw/My5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: My5qcGVn.jpeg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Figur 109-3 02:10     <br />
2. Der tote Trakt 06:54       <br />
3. Kadavergehorsam 09:22       <br />
4. Verfall 07:45      <br />
5. Schlaf 08:27      <br />
6. Zorn 06:19      <br />
7. F15.2 09:50       <br />
8. Morgen 08:34       <br />
9. 16[485] / Brücke aus Glas 11:49     <br />
10. Figur 109-1 02:23<br />
<br />
Rok wydania: 2010<br />
Gatunek: Extreme Melodic Metal/Post-Black Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Torsten Hirsch - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe<br />
Phil Hillen - bas (muzyk sesyjny)<br />
René Schott - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AGRYPNIE zaczynało jako mało interesujący, jednoosobowy projekt Torstena Hirscha w 2005 roku i jego debiut został zauważony przez grono fanów kasetowych dem black metalowych nagrywanych telefonem komórkowym.</div>
<div style="text-align: justify;">Zmiany przyszły przy trzecim albumie, kiedy to do składu zostali dodani basista oraz perkusista. Kwestiami wydawniczymi zajęła się niemiecka wytwórnia Supreme Chaos Records, a premiera odbyła się w 15 stycznia 2010 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Post-Black Metal to bardzo ogólne pojęcie, w którym ląduje wszystko, co nie zostało nagrane jako garażowe demo. Tak jak w extreme melodic metalu, tutaj królują melodie, są na pierwszym miejscu i ich ekspozycja jest wzorowa. Nie ma tutaj niemetalowych wstawek czy protometalu, jest mocny, ale nieprzytłaczający extreme melodic metal, w kwestii brzmienia może delikatnie mówiąc niestandardowy w kwestii ustawienia perkusji, ale brzmi to wszystko znakomicie i autentycznie. Piękne są partie akustyczne i basowe i wizytówką tego LP jest Der tote Trakt. Bariery językowej tutaj nie ma, Torsten Hirsch to wszechstronny, bardzo dobry wokalist, który sprawia, że niemiecki w żadnym stopniu nie koliduje z delektowaniem się serią znakomitych melodii i aranżacji.</div>
<div style="text-align: justify;">Hirsch na gitarze zagrał tutaj sam i jest on gatunkowym kameleonem, który płynnie przechodzi od surowych i ostrych jak brzytwa melodii do delikatnych, nostalgicznych i klimatycznych pasaży rodem z DESULTORY, co słychać w znakomitym Kadavergehorsam. Świetne ozdobniki gitarowe i genialne melodie, które podkreślane są przez subtelne i odległe plany klawiszowe. Prawdziwe arcydzieło klimatu. AGRYPNIE na tym LP jawi się jako zespół genialny, który nie marnuje ani chwili i nie ma tutaj zbyt wielu zbędnych dźwięków. Dziewięciominutowe kompozycje mijają bardzo szybko i jedynymi kompozycjami, co do których można mieć pewien zarzut to typowy i schematyczny Verfall, który i tak jest na co najmniej bardzo dobrym poziomie oraz tytułowy 16[485] / Brücke aus Glas, którego partia środkowa jest aż nazbyt skromna w porównaniu z utworami wcześniejszymi.</div>
<div style="text-align: justify;">Mimo to, jako całość ten LP jest niesamowicie spójny i 74 minuty z tym LP mijają bardzo szybko, zachęcając do kolejnych odsłuchów, bo dzieje się tutaj dużo, ale nie na tyle, aby w którymś momencie przytłoczyć słuchacza. Gra muzyków jest tutaj natchniona i inteligentna i słychać, że wszyscy tutaj się dobrze rozumieją. Znakomita współpraca, a René Schottowi daleko tutaj do typowego grajka oklepującego zestaw perkusyjny.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mankamenty są tutaj naprawdę drobne i jako całość jest to LP niezwykle spójny i trzymający poziom od początku do końca. Niemal każdy dźwięk ma  tutaj znaczenie i jest to muzyka niezwykle wciągająca, nawet jeśli chwilami brzmi to jak odhumanizowana, dobrze naoliwiona maszyna w stylu niesłusznie zapomnianego LEMMING PROJECT.</div>
<div style="text-align: justify;">Zjawiskowy album, który umieścił AGRYPNIE w światowej czołówce zespołów grających muzykę ekstremalną.</div>
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 9.7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Agrypnie - 16[485] (20</span><span style="font-weight: bold;">10)</span><br />
<br />
<img src="https://i.discogs.com/Tj7d1Bp4zqXz_RPxP5cyt5oZiaRXyQBIuQ3r6DnAlq8/rs:fit/g:sm/q:90/h:500/w:500/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTIyNTM2/MDAtMTI3MjUyNzYw/My5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: My5qcGVn.jpeg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Figur 109-3 02:10     <br />
2. Der tote Trakt 06:54       <br />
3. Kadavergehorsam 09:22       <br />
4. Verfall 07:45      <br />
5. Schlaf 08:27      <br />
6. Zorn 06:19      <br />
7. F15.2 09:50       <br />
8. Morgen 08:34       <br />
9. 16[485] / Brücke aus Glas 11:49     <br />
10. Figur 109-1 02:23<br />
<br />
Rok wydania: 2010<br />
Gatunek: Extreme Melodic Metal/Post-Black Metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Torsten Hirsch - śpiew, gitara, instrumenty klawiszowe<br />
Phil Hillen - bas (muzyk sesyjny)<br />
René Schott - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">AGRYPNIE zaczynało jako mało interesujący, jednoosobowy projekt Torstena Hirscha w 2005 roku i jego debiut został zauważony przez grono fanów kasetowych dem black metalowych nagrywanych telefonem komórkowym.</div>
<div style="text-align: justify;">Zmiany przyszły przy trzecim albumie, kiedy to do składu zostali dodani basista oraz perkusista. Kwestiami wydawniczymi zajęła się niemiecka wytwórnia Supreme Chaos Records, a premiera odbyła się w 15 stycznia 2010 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Post-Black Metal to bardzo ogólne pojęcie, w którym ląduje wszystko, co nie zostało nagrane jako garażowe demo. Tak jak w extreme melodic metalu, tutaj królują melodie, są na pierwszym miejscu i ich ekspozycja jest wzorowa. Nie ma tutaj niemetalowych wstawek czy protometalu, jest mocny, ale nieprzytłaczający extreme melodic metal, w kwestii brzmienia może delikatnie mówiąc niestandardowy w kwestii ustawienia perkusji, ale brzmi to wszystko znakomicie i autentycznie. Piękne są partie akustyczne i basowe i wizytówką tego LP jest Der tote Trakt. Bariery językowej tutaj nie ma, Torsten Hirsch to wszechstronny, bardzo dobry wokalist, który sprawia, że niemiecki w żadnym stopniu nie koliduje z delektowaniem się serią znakomitych melodii i aranżacji.</div>
<div style="text-align: justify;">Hirsch na gitarze zagrał tutaj sam i jest on gatunkowym kameleonem, który płynnie przechodzi od surowych i ostrych jak brzytwa melodii do delikatnych, nostalgicznych i klimatycznych pasaży rodem z DESULTORY, co słychać w znakomitym Kadavergehorsam. Świetne ozdobniki gitarowe i genialne melodie, które podkreślane są przez subtelne i odległe plany klawiszowe. Prawdziwe arcydzieło klimatu. AGRYPNIE na tym LP jawi się jako zespół genialny, który nie marnuje ani chwili i nie ma tutaj zbyt wielu zbędnych dźwięków. Dziewięciominutowe kompozycje mijają bardzo szybko i jedynymi kompozycjami, co do których można mieć pewien zarzut to typowy i schematyczny Verfall, który i tak jest na co najmniej bardzo dobrym poziomie oraz tytułowy 16[485] / Brücke aus Glas, którego partia środkowa jest aż nazbyt skromna w porównaniu z utworami wcześniejszymi.</div>
<div style="text-align: justify;">Mimo to, jako całość ten LP jest niesamowicie spójny i 74 minuty z tym LP mijają bardzo szybko, zachęcając do kolejnych odsłuchów, bo dzieje się tutaj dużo, ale nie na tyle, aby w którymś momencie przytłoczyć słuchacza. Gra muzyków jest tutaj natchniona i inteligentna i słychać, że wszyscy tutaj się dobrze rozumieją. Znakomita współpraca, a René Schottowi daleko tutaj do typowego grajka oklepującego zestaw perkusyjny.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mankamenty są tutaj naprawdę drobne i jako całość jest to LP niezwykle spójny i trzymający poziom od początku do końca. Niemal każdy dźwięk ma  tutaj znaczenie i jest to muzyka niezwykle wciągająca, nawet jeśli chwilami brzmi to jak odhumanizowana, dobrze naoliwiona maszyna w stylu niesłusznie zapomnianego LEMMING PROJECT.</div>
<div style="text-align: justify;">Zjawiskowy album, który umieścił AGRYPNIE w światowej czołówce zespołów grających muzykę ekstremalną.</div>
<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 9.7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ardityon]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4427</link>
			<pubDate>Sat, 06 Jul 2024 19:50:46 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4427</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Ardityon - Ardityon (2019)</span><br />
<br />
<img src="https://i.discogs.com/DgBMUDsrka-GgiZhbkHK1adpC18WWIvHWdqNvgGrSRA/rs:fit/g:sm/q:90/h:500/w:500/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTIxNDEw/ODgxLTE2Mzk5MzM1/MjAtOTY2MS5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: MjAtOTY2MS5qcGVn.jpeg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Intro "Avanguarda di morte" 01:19      <br />
2. Ardityon 04:15      <br />
3. Our Music 04:06      <br />
4. Archons Attack 03:38      <br />
5. Guilty of Homicide 05:42      <br />
6. Pain of the World 04:19      <br />
7. Ancient Enemy 04:05      <br />
8. Zombie Apocalypse 04:32      <br />
9. Glory Day 04:10      <br />
10. Daily Holocaust 04:30 <br />
<br />
Rok wydania: 2019<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Włochy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Valeriano de Zordo - śpiew<br />
Albert Marshall - gitara<br />
Diego Bordin - bas<br />
Denis Novello - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ARDITYON powstało w 2018 roku i przykuło uwagę niektórych za sprawą wokalisty, znakomitego Titta Tani. Do żadnych nagrań jednak z nim nie doszło i odszedł na rzecz reaktywowanego SHINING FURY, a jego następcą został nieznany w tamtym czasie Valeriano de Zordo.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut został wydany nakładem własnym 5 sierpnia 2019 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ależ Valeriano de Zordo okazuje się znakomity w tym heavy metalowym repertuarze. Zaczyna się bardzo dynamicznie w rytmicznym Ardityon i już jest absolutne zniszczenie w stylu autentycznego NWOTHM. Jest tutaj energia OVERMASTER, przebojowość USA, moc gniotących gitar oraz bomba, atomowa, jaką jest sekcja rytmiczna. Wszyscy tutaj grają na najwyższym poziomie i ze znakomitym wyczuciem konwencji i Our Music to świetny hołd dla heavy metalu. Ogień!</div>
<div style="text-align: justify;">Lekko brytyjski Archons Attack dewastuje podniosłym refrenem i punktującym basem. Niepokojąco zaczyna się Guilty of Homicide, ale ciepły refren nadrabia zachowawcze zwrotki. Pain of the World to ballada z innego świata i bardziej nawiązują tutaj do sprawdzonych zagrań LORDS OF BLACK w refrenach, które są przestrzenne, a sama kompozycja przyozdobiona znakomitym solem Albert Marshall, który gra na tym albumie jak prawdziwy mistrz i każdy jego popis jest wart uwagi. Ciekawie prezentuje się Ancient Enemy inspirowany ostatnimi płytami ARTHEMIS i podobną motoryką zabija Zombie Apocalypse. Rozpędzony heavy metal ze znakomitym motywem przewodnim, absolutna rewelacja! Glory Day ma w sobie coś z QUIET RIOT, zabrakło jednak tutaj pomysłu na bardziej oryginalny refren i bardziej wyrazistą melodię. Co innego Daily Holocaust, utrzymany w melancholijnym klimacie, ten jest bardzo udany i autentyczny, ładnie zamykając ten LP.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Za brzmienie odpowiada Marino De Angeli i to jest sound znakomity z gatunku sharp &amp; clear, z bardzo dobrze słyszalnym basem i uwydatniający wszystko, co najważniejsze na albumie z NWOTHM. Długość tradycyjnego LP zachęca do kolejnych odsłuchów i co najważniejsze, nie ma tutaj wrażenia kiczu czy sztuczności.</div>
<div style="text-align: justify;">Valeriano de Zordo tutaj po raz pierwszy udowodnił swoją wielkość, aby jeszcze bardziej zachwycić w AGARTHIC.</div>
<div style="text-align: justify;">Poza zbiorem singli, o zespole było cicho, jednak w tym roku pojawiła się obietnica drugiego albumu i bardzo dobrze, bo po debiucie ma się ochotę na więcej.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 9.2/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Ardityon - Ardityon (2019)</span><br />
<br />
<img src="https://i.discogs.com/DgBMUDsrka-GgiZhbkHK1adpC18WWIvHWdqNvgGrSRA/rs:fit/g:sm/q:90/h:500/w:500/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTIxNDEw/ODgxLTE2Mzk5MzM1/MjAtOTY2MS5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: MjAtOTY2MS5qcGVn.jpeg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Intro "Avanguarda di morte" 01:19      <br />
2. Ardityon 04:15      <br />
3. Our Music 04:06      <br />
4. Archons Attack 03:38      <br />
5. Guilty of Homicide 05:42      <br />
6. Pain of the World 04:19      <br />
7. Ancient Enemy 04:05      <br />
8. Zombie Apocalypse 04:32      <br />
9. Glory Day 04:10      <br />
10. Daily Holocaust 04:30 <br />
<br />
Rok wydania: 2019<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Włochy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Valeriano de Zordo - śpiew<br />
Albert Marshall - gitara<br />
Diego Bordin - bas<br />
Denis Novello - perkusja<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ARDITYON powstało w 2018 roku i przykuło uwagę niektórych za sprawą wokalisty, znakomitego Titta Tani. Do żadnych nagrań jednak z nim nie doszło i odszedł na rzecz reaktywowanego SHINING FURY, a jego następcą został nieznany w tamtym czasie Valeriano de Zordo.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut został wydany nakładem własnym 5 sierpnia 2019 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ależ Valeriano de Zordo okazuje się znakomity w tym heavy metalowym repertuarze. Zaczyna się bardzo dynamicznie w rytmicznym Ardityon i już jest absolutne zniszczenie w stylu autentycznego NWOTHM. Jest tutaj energia OVERMASTER, przebojowość USA, moc gniotących gitar oraz bomba, atomowa, jaką jest sekcja rytmiczna. Wszyscy tutaj grają na najwyższym poziomie i ze znakomitym wyczuciem konwencji i Our Music to świetny hołd dla heavy metalu. Ogień!</div>
<div style="text-align: justify;">Lekko brytyjski Archons Attack dewastuje podniosłym refrenem i punktującym basem. Niepokojąco zaczyna się Guilty of Homicide, ale ciepły refren nadrabia zachowawcze zwrotki. Pain of the World to ballada z innego świata i bardziej nawiązują tutaj do sprawdzonych zagrań LORDS OF BLACK w refrenach, które są przestrzenne, a sama kompozycja przyozdobiona znakomitym solem Albert Marshall, który gra na tym albumie jak prawdziwy mistrz i każdy jego popis jest wart uwagi. Ciekawie prezentuje się Ancient Enemy inspirowany ostatnimi płytami ARTHEMIS i podobną motoryką zabija Zombie Apocalypse. Rozpędzony heavy metal ze znakomitym motywem przewodnim, absolutna rewelacja! Glory Day ma w sobie coś z QUIET RIOT, zabrakło jednak tutaj pomysłu na bardziej oryginalny refren i bardziej wyrazistą melodię. Co innego Daily Holocaust, utrzymany w melancholijnym klimacie, ten jest bardzo udany i autentyczny, ładnie zamykając ten LP.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Za brzmienie odpowiada Marino De Angeli i to jest sound znakomity z gatunku sharp &amp; clear, z bardzo dobrze słyszalnym basem i uwydatniający wszystko, co najważniejsze na albumie z NWOTHM. Długość tradycyjnego LP zachęca do kolejnych odsłuchów i co najważniejsze, nie ma tutaj wrażenia kiczu czy sztuczności.</div>
<div style="text-align: justify;">Valeriano de Zordo tutaj po raz pierwszy udowodnił swoją wielkość, aby jeszcze bardziej zachwycić w AGARTHIC.</div>
<div style="text-align: justify;">Poza zbiorem singli, o zespole było cicho, jednak w tym roku pojawiła się obietnica drugiego albumu i bardzo dobrze, bo po debiucie ma się ochotę na więcej.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 9.2/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Auro Control]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4397</link>
			<pubDate>Sun, 26 May 2024 17:39:31 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4397</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Auro Control - The Harp (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/3/3/1233008.jpg?1523" border="0" alt="[Obrazek: 1233008.jpg?1523]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Aurum Regium 01:30</div>
<div style="text-align: justify;">2.Feel The Fire 04:30</div>
<div style="text-align: justify;">3.Not Alone 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">4.Rise of the Phoenix 05:13</div>
<div style="text-align: justify;">5.The Harp 04:56</div>
<div style="text-align: justify;">6.Afterglow 05:28</div>
<div style="text-align: justify;">7.Head Up High 05:29</div>
<div style="text-align: justify;">8.Conception 05:15</div>
<div style="text-align: justify;">9.Runner 04:40</div>
<div style="text-align: justify;">10.Breaking Silence 07:27</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic progressive power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Brazylia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Lucas de Ouro - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Diego Pires - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Lucas Barnery - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Thiago Baumgarten - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Davi Britto - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">oraz </div>
<div style="text-align: justify;">Fábio Laguna - instrumenty klawiszowe </div>
<div style="text-align: justify;">i Goście</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">To nowy zespół z miasta Salvador i nowi w progresywnym power metalu brazylijskim ludzie, choć Thiago Baumgarten jest aktualnie członkiem HIBRIA i zagrał na ostatnim albumie tego zasłużonego bandu. Muzycy może i dotąd nieznani, ale na pewno doświadczeni jak Diego Pires i Lucas Barnery oraz utalentowani, jak Lucas de Ouro. Efektem pracy nowej formacji jest album "The Harp", który zostanie zaprezentowany przez włoską wytwórnię Rockshots Records 31 maja 2024.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W gatunku określanym jako progressive power metal w brazylijskiej odmianie podobno powiedziano już wszystko, tworząc wariacje na temat ANGRA z różnych okresów działalności. </div><div style="text-align: justify;">AURO CONTROL nie stanowi tu wyjątku, znajduje się jednak w tej przystępnej, melodyjnej strefie, gdzie dynamiczne gitary stanowią bazę dla wysokiego, czystego wokalu, a refreny są przyjemne w europejskim stylu, bez naleciałości południowoamerykańskiego folkloru. Nie ma tu także karkołomnych aranżacji i wstawek rodem z jazzu, funka i tak dalej i te utwory są przewidywalne i czyste gatunkowo, przez co także lekkostrawne dla fanów po prostu melodic power. No, może poza pełnym instrumentalnych i wokalnych niespodzianek tytułowym The Harp i Breaking Silence. Są tu klawisze w wykonaniu Fábio Laguna z grupy EDU FALASCHI, ale to album gitarowy i poza intro Aurum Regium (Andre Magalhães) nigdzie nie pełnią one znaczącej roli. Jest nieco skromnych planów, które można by uznać za symfoniczne, ale tu najważniejsze są dwie znakomite technicznie gitary i tworzą one duety w melodiach opartych na fundamencie zbudowanym w dawnych czasach przez HELLOWEEN w połączeniu ze świetnymi wstawkami i ornamentacjami neoklasycznymi, jak w Feel The Fire. Nasycony gitarowym power metalem z większa dawką progresji jest nieco słabszy Afterglow i melodyjny, przebojowy, z rozległymi wokalami Head Up High jest znacznie lepszy w odtwarzaniu specyficznej brazylijskiej atmosfery melodii w power metalu. Znacznie ciekawsze są te numery, gdzie gitary pulsują, melodie są poetyckie, ale zagrane w nierównych tempach, lekko łamane tempa i nacisk jest na klimat i pod tym względem znakomity Not Alone można uznać za utwór pod każdym względem kompletny. No i jako gość znakomicie zaśpiewał tu jako drugi głos Mistrz Jeff Scott Soto. </div>
<div style="text-align: justify;">Wokalista tej grupy jest na pewno bardzo dobry, jednak największe wrażenie robią gitarzyści i jest to kolejny zespół i kolejna płyta pokazująca, jakie bogactwo metalowych wirtuozów gitary kryje Brazylia i jak przyjemnie jest ich odkrywać. W Rise of the Phoenix dodatkowo można posłuchać perkusyjnej maestrii i ekwilibrystyki Aquilesa Priestera (EDU FALASHI, ex ANGRA i HANGAR), ale faza symfoniczna wypada tu nieco blado na tle następującego tu po nim solo gitarowego... Twórcą repertuaru w opcji muzycznej jest Lucas Barnery poza Conception, rock metalowym łagodnym songiem przy pianinie narastającym potem do polatującemu ku niebu solo gitarowego, pięknie zaśpiewanym przez Lucasa de Ouro, gdzie autorem kompozycji jest Thiago Baumgarten i różni się ona stylem i klimatem od pozostałych. Diego Pires może nieco pozostaje w cieniu Lucasa Barnery, ale jego utwór Runner jest bardzo udany, stonowany i misternie gitarowo zaaranżowany z dyskretnie umieszczonym śladem neoklasycznym.<br />
Breaking Silence to jednak przykład na to, że w Brazylii bez odniesień do progresywności ANGRA się nie ucieknie i jest tu taka ANGRA przekrojowa, miejscami skomplikowana w aranżacji, miejscami lekko naiwna w słodyczy melodii, miejscami wzruszająca delikatnością przekazu. No i jest tu w roli wokalisty Thiago Bianchi...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Thiago Bianchi wykonał także mix i mastering, i sound ma dużo wspólnego z brzmieniem SHAMAN, co w tym przypadku nie dziwi. Poza nienagannym wykonaniem i doskonałym brzmieniem album ma jeszcze jeden atut. Kompozycje są zróżnicowane, odzwierciedlają różne spojrzenia na power metal w odmianie progresywnej. Często brazylijski progressive power wywołuje zniecierpliwienie, ale na pewno nie w przypadku AURO CONTROL. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 26.05.2024</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Rockshots Records</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Auro Control - The Harp (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/3/3/1233008.jpg?1523" border="0" alt="[Obrazek: 1233008.jpg?1523]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Aurum Regium 01:30</div>
<div style="text-align: justify;">2.Feel The Fire 04:30</div>
<div style="text-align: justify;">3.Not Alone 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">4.Rise of the Phoenix 05:13</div>
<div style="text-align: justify;">5.The Harp 04:56</div>
<div style="text-align: justify;">6.Afterglow 05:28</div>
<div style="text-align: justify;">7.Head Up High 05:29</div>
<div style="text-align: justify;">8.Conception 05:15</div>
<div style="text-align: justify;">9.Runner 04:40</div>
<div style="text-align: justify;">10.Breaking Silence 07:27</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic progressive power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Brazylia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Lucas de Ouro - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Diego Pires - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Lucas Barnery - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Thiago Baumgarten - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Davi Britto - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">oraz </div>
<div style="text-align: justify;">Fábio Laguna - instrumenty klawiszowe </div>
<div style="text-align: justify;">i Goście</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">To nowy zespół z miasta Salvador i nowi w progresywnym power metalu brazylijskim ludzie, choć Thiago Baumgarten jest aktualnie członkiem HIBRIA i zagrał na ostatnim albumie tego zasłużonego bandu. Muzycy może i dotąd nieznani, ale na pewno doświadczeni jak Diego Pires i Lucas Barnery oraz utalentowani, jak Lucas de Ouro. Efektem pracy nowej formacji jest album "The Harp", który zostanie zaprezentowany przez włoską wytwórnię Rockshots Records 31 maja 2024.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W gatunku określanym jako progressive power metal w brazylijskiej odmianie podobno powiedziano już wszystko, tworząc wariacje na temat ANGRA z różnych okresów działalności. </div><div style="text-align: justify;">AURO CONTROL nie stanowi tu wyjątku, znajduje się jednak w tej przystępnej, melodyjnej strefie, gdzie dynamiczne gitary stanowią bazę dla wysokiego, czystego wokalu, a refreny są przyjemne w europejskim stylu, bez naleciałości południowoamerykańskiego folkloru. Nie ma tu także karkołomnych aranżacji i wstawek rodem z jazzu, funka i tak dalej i te utwory są przewidywalne i czyste gatunkowo, przez co także lekkostrawne dla fanów po prostu melodic power. No, może poza pełnym instrumentalnych i wokalnych niespodzianek tytułowym The Harp i Breaking Silence. Są tu klawisze w wykonaniu Fábio Laguna z grupy EDU FALASCHI, ale to album gitarowy i poza intro Aurum Regium (Andre Magalhães) nigdzie nie pełnią one znaczącej roli. Jest nieco skromnych planów, które można by uznać za symfoniczne, ale tu najważniejsze są dwie znakomite technicznie gitary i tworzą one duety w melodiach opartych na fundamencie zbudowanym w dawnych czasach przez HELLOWEEN w połączeniu ze świetnymi wstawkami i ornamentacjami neoklasycznymi, jak w Feel The Fire. Nasycony gitarowym power metalem z większa dawką progresji jest nieco słabszy Afterglow i melodyjny, przebojowy, z rozległymi wokalami Head Up High jest znacznie lepszy w odtwarzaniu specyficznej brazylijskiej atmosfery melodii w power metalu. Znacznie ciekawsze są te numery, gdzie gitary pulsują, melodie są poetyckie, ale zagrane w nierównych tempach, lekko łamane tempa i nacisk jest na klimat i pod tym względem znakomity Not Alone można uznać za utwór pod każdym względem kompletny. No i jako gość znakomicie zaśpiewał tu jako drugi głos Mistrz Jeff Scott Soto. </div>
<div style="text-align: justify;">Wokalista tej grupy jest na pewno bardzo dobry, jednak największe wrażenie robią gitarzyści i jest to kolejny zespół i kolejna płyta pokazująca, jakie bogactwo metalowych wirtuozów gitary kryje Brazylia i jak przyjemnie jest ich odkrywać. W Rise of the Phoenix dodatkowo można posłuchać perkusyjnej maestrii i ekwilibrystyki Aquilesa Priestera (EDU FALASHI, ex ANGRA i HANGAR), ale faza symfoniczna wypada tu nieco blado na tle następującego tu po nim solo gitarowego... Twórcą repertuaru w opcji muzycznej jest Lucas Barnery poza Conception, rock metalowym łagodnym songiem przy pianinie narastającym potem do polatującemu ku niebu solo gitarowego, pięknie zaśpiewanym przez Lucasa de Ouro, gdzie autorem kompozycji jest Thiago Baumgarten i różni się ona stylem i klimatem od pozostałych. Diego Pires może nieco pozostaje w cieniu Lucasa Barnery, ale jego utwór Runner jest bardzo udany, stonowany i misternie gitarowo zaaranżowany z dyskretnie umieszczonym śladem neoklasycznym.<br />
Breaking Silence to jednak przykład na to, że w Brazylii bez odniesień do progresywności ANGRA się nie ucieknie i jest tu taka ANGRA przekrojowa, miejscami skomplikowana w aranżacji, miejscami lekko naiwna w słodyczy melodii, miejscami wzruszająca delikatnością przekazu. No i jest tu w roli wokalisty Thiago Bianchi...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Thiago Bianchi wykonał także mix i mastering, i sound ma dużo wspólnego z brzmieniem SHAMAN, co w tym przypadku nie dziwi. Poza nienagannym wykonaniem i doskonałym brzmieniem album ma jeszcze jeden atut. Kompozycje są zróżnicowane, odzwierciedlają różne spojrzenia na power metal w odmianie progresywnej. Często brazylijski progressive power wywołuje zniecierpliwienie, ale na pewno nie w przypadku AURO CONTROL. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 26.05.2024</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Rockshots Records</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ancient Settlers]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4395</link>
			<pubDate>Sun, 19 May 2024 15:20:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4395</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Ancient Settlers - Oblivion's Legacy (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://f4.bcbits.com/img/a0522777457_16.jpg" border="0" alt="[Obrazek: a0522777457_16.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Contemporary Circle of Misanthropy 04:07      <br />
2. Oblivion's Legacy 04:36      <br />
3. Stardust Odyssey 03:13      <br />
4. Wounded Heart 03:34       <br />
5. Subversive 03:57      <br />
6. Coven Garden 03:46      <br />
7. The Mechanical Threats Paradox 05:06      <br />
8. The Last Battle in the Earth 05:03      <br />
9. Cosmic Farewell 04:52      <br />
10. Redemption 05:30<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Modern Melodic Death Metal<br />
Kraj: Projekt Międzynarodowy (Hiszpania/Wenezuela)<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Argen Death - śpiew<br />
Carlos Chiesa-Estomba - gitara<br />
Agustín Martinez - gitara<br />
Miguel Herrera - bas<br />
Hermán Riera - perkusja, instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Grupa założona została w 2020 roku i szybko zyskała na popularności, wydając EP nakładem hiszpańskiego Rock-CD Records. Debiut został wydany 1 kwietnia 2022 roku przez Crusader Records, ale to był tylko poprawnie zagrany melodic death metal z mało interesującym śpiewem Antony Hämäläinena.</div>
<div style="text-align: justify;">Zaszły zmiany w składzie i tym razem cały zespół jest z Wenezueli, z wokalistką Génesis Farias i usłyszeć ją można wydanym 17 maja 2024 roku przez Scarlet Records albumie.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem produkcja jest o wiele ciekawsza niż na debiucie i takiej głębi gitar jak i mocnej sekcji rytmicznej nie ma co szukać sterylnej sekcji rytmicznej AMARANTHE czy obecnej wizji metalu z Goteborga. Argen Death ma świetny głos w każdej wersji. Jej czysty śpiew jest mocny i charyzmatyczny, harsh mocny i głęboki i bez problemu przebija się przez mocne gitary i sound stworzony przez Fredrika Nordströma. Od strony gitarowej sola są dobre i gitarzyści grają tutaj dobrze. Kompozycyjnie jest tutaj coś z filozofii KALMAH (The Contemporary Circle of Misanthropy), SCAR SYMMETRY i SOILWORK (Stardust Odyssey) i melodic death metalu spod znaku CHILDREN OF BODOM (Wounded Heart), z czystymi zaśpiewami przypominającymi AMARANTHE. Refreny są dobre, ale nie zapadające w pamięć na długo, Subversive to CHILDREN OF BODOM z czasów Hate Crew Deathroll i ciekawie wykorzystują te motywy w mocnym Coven Garden. Elegancko wykorzystują stylistykę SOILWORK w The Mechanical Threats Paradox i nakładki wokalne są tutaj bardzo udane i szkoda, że zakończenie jest tak rozczarowujące.</div>
<div style="text-align: justify;">The Last Battle in the Earth to SOILWORK zagrany bardzo chłodno i mechanicznie, dziwny jest tutaj brak jakichkolwiek dalszych planów, a partie ARCH ENEMY są tutaj zbyt przerysowane. Cosmic Farewell to płaczące ANUBIS GATE i SOILWORK, ale progressive metalowe aranżacje się tutaj kompletnie nie sprawdzają. Nie ma tutaj bogato rozplanowanego refrenu czy motywu przewodniego, który zapadłby w pamięć. Redemption to sztampowy, ale dobrze zagrany, mechaniczny melodic death metal w ciągotami w stronę BLACK SUN AEON z czasów Routa.</div>
<div style="text-align: justify;">Najlepszy na tym LP jest bez wątpienia Oblivion's Legacy, którego zwrotki nie są wyjątkowo wyraziste, ale refren w stylu tęsknego, przestrzennego EVERGREY miażdży i chwyta za serce. Szkoda, że nie ma na tym albumie więcej takich momentów.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Spory krok do przodu względem debiutu, melodie są zdecydowanie lepsze i lepiej nakreślone, zespół dobrze się tutaj rozumie i gra sprawnie, nikogo tutaj nie faworyzując.</div>
<div style="text-align: justify;">Zabrakło bardziej wyrazistych refrenów jak ten z Oblivion's Legacy, ale zawsze to jest jakiś początek.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Podziękowania dla wytwórni Scarlet Records za udostępnienie materiałów do recenzji.</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Ancient Settlers - Oblivion's Legacy (2024)</span><br />
<br />
<img src="https://f4.bcbits.com/img/a0522777457_16.jpg" border="0" alt="[Obrazek: a0522777457_16.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. The Contemporary Circle of Misanthropy 04:07      <br />
2. Oblivion's Legacy 04:36      <br />
3. Stardust Odyssey 03:13      <br />
4. Wounded Heart 03:34       <br />
5. Subversive 03:57      <br />
6. Coven Garden 03:46      <br />
7. The Mechanical Threats Paradox 05:06      <br />
8. The Last Battle in the Earth 05:03      <br />
9. Cosmic Farewell 04:52      <br />
10. Redemption 05:30<br />
<br />
Rok wydania: 2024<br />
Gatunek: Modern Melodic Death Metal<br />
Kraj: Projekt Międzynarodowy (Hiszpania/Wenezuela)<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Argen Death - śpiew<br />
Carlos Chiesa-Estomba - gitara<br />
Agustín Martinez - gitara<br />
Miguel Herrera - bas<br />
Hermán Riera - perkusja, instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Grupa założona została w 2020 roku i szybko zyskała na popularności, wydając EP nakładem hiszpańskiego Rock-CD Records. Debiut został wydany 1 kwietnia 2022 roku przez Crusader Records, ale to był tylko poprawnie zagrany melodic death metal z mało interesującym śpiewem Antony Hämäläinena.</div>
<div style="text-align: justify;">Zaszły zmiany w składzie i tym razem cały zespół jest z Wenezueli, z wokalistką Génesis Farias i usłyszeć ją można wydanym 17 maja 2024 roku przez Scarlet Records albumie.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem produkcja jest o wiele ciekawsza niż na debiucie i takiej głębi gitar jak i mocnej sekcji rytmicznej nie ma co szukać sterylnej sekcji rytmicznej AMARANTHE czy obecnej wizji metalu z Goteborga. Argen Death ma świetny głos w każdej wersji. Jej czysty śpiew jest mocny i charyzmatyczny, harsh mocny i głęboki i bez problemu przebija się przez mocne gitary i sound stworzony przez Fredrika Nordströma. Od strony gitarowej sola są dobre i gitarzyści grają tutaj dobrze. Kompozycyjnie jest tutaj coś z filozofii KALMAH (The Contemporary Circle of Misanthropy), SCAR SYMMETRY i SOILWORK (Stardust Odyssey) i melodic death metalu spod znaku CHILDREN OF BODOM (Wounded Heart), z czystymi zaśpiewami przypominającymi AMARANTHE. Refreny są dobre, ale nie zapadające w pamięć na długo, Subversive to CHILDREN OF BODOM z czasów Hate Crew Deathroll i ciekawie wykorzystują te motywy w mocnym Coven Garden. Elegancko wykorzystują stylistykę SOILWORK w The Mechanical Threats Paradox i nakładki wokalne są tutaj bardzo udane i szkoda, że zakończenie jest tak rozczarowujące.</div>
<div style="text-align: justify;">The Last Battle in the Earth to SOILWORK zagrany bardzo chłodno i mechanicznie, dziwny jest tutaj brak jakichkolwiek dalszych planów, a partie ARCH ENEMY są tutaj zbyt przerysowane. Cosmic Farewell to płaczące ANUBIS GATE i SOILWORK, ale progressive metalowe aranżacje się tutaj kompletnie nie sprawdzają. Nie ma tutaj bogato rozplanowanego refrenu czy motywu przewodniego, który zapadłby w pamięć. Redemption to sztampowy, ale dobrze zagrany, mechaniczny melodic death metal w ciągotami w stronę BLACK SUN AEON z czasów Routa.</div>
<div style="text-align: justify;">Najlepszy na tym LP jest bez wątpienia Oblivion's Legacy, którego zwrotki nie są wyjątkowo wyraziste, ale refren w stylu tęsknego, przestrzennego EVERGREY miażdży i chwyta za serce. Szkoda, że nie ma na tym albumie więcej takich momentów.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Spory krok do przodu względem debiutu, melodie są zdecydowanie lepsze i lepiej nakreślone, zespół dobrze się tutaj rozumie i gra sprawnie, nikogo tutaj nie faworyzując.</div>
<div style="text-align: justify;">Zabrakło bardziej wyrazistych refrenów jak ten z Oblivion's Legacy, ale zawsze to jest jakiś początek.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>
<br />
<br />
<span style="font-weight: bold;"><span style="color: #6699ff;"><span style="font-style: italic;">Podziękowania dla wytwórni Scarlet Records za udostępnienie materiałów do recenzji.</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Aquaria]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4386</link>
			<pubDate>Mon, 06 May 2024 12:15:48 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4386</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Aquaria - Luxaeterna (2005)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/8/5/0/7/85076.jpg?4331" border="0" alt="[Obrazek: 85076.jpg?4331]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Aeternalux 02:30</div>
<div style="text-align: justify;">2.And Let the Show Begin 07:30</div>
<div style="text-align: justify;">3.Here Comes the Life 09:24</div>
<div style="text-align: justify;">4.Spirits of Light 05:38</div>
<div style="text-align: justify;">5.Humanity 08:08</div>
<div style="text-align: justify;">6.Whispers and Pain of Mother Nature 06:30</div>
<div style="text-align: justify;">7.Choice Time 06:45</div>
<div style="text-align: justify;">8.Judgement Day 10:31</div>
<div style="text-align: justify;">9.Your Majesty Gaia 07:03</div>
<div style="text-align: justify;">10.Luxaeterna 04:06</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2005</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: symphonic power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Brazylia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Vitor Veiga - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Leandro Gomes - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Rick Mour - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Fernando Giovannetti - gitara basowa<br />
Bruno W. Agra - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Alberto Kury - instrumenty klawiszowe</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
Rozwiewania mitów ciąg dalszy. Tym razem wypada się przyjrzeć brazylijskiemu AQUARIA, który powstał w roku 1999 w Rio de Janeiro i do 2002 działał pod nazwą UIRAPURU. Lider Leandro Gomes postanowił zrobić z tej ekipy grupę formatu światowego i w 2002 zaprosił jako wokalistę Vitora Veiga z uznanego już na międzynarodowej arenie jako frontmana jednej z czołowych krajowych grup progressive power metalowych ENDLESS. W roku 2005 Hellion Records przedstawiła w Brazylii, a hiszpańska Scarecrow Records w Europie pierwszy album tego zespołu.</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście pierwsi byli Japończycy i w tym kraju Avalon zaprezentował ten LP już w marcu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Grupa zdecydowała się, nie szczędząc środków, powierzyć produkcję najlepszym i mix powstał w Niemczech (Sascha Paeth) podobnie jak mastering, wykonany przez innego Mistrza Philipa Colodetti, który niemal równoległe pracował wówczas nad albumami ANGRA, ALMAH i  SHAMAN, jeśli tylko przy Brazylii pozostać. No tak, sound jest znakomity, klarowny i przestrzenny, co generalnie tylko uwypukla liczne niedostatki techniczne tej muzyki. </div>
<div style="text-align: justify;">Mamy tu symfoniczny, melodyjny power metal, którego nie można nazwać inaczej jak tylko odpowiedzią na niemiecki projekt AVANTASIA. Praktycznie ten sam kolorowy, sztucznie wesoły i nadmiernie przesłodzony power metal z bajką dla grzecznych dzieci w tle i finał w postaci Luxaeterna dobitnie to pokazuje. Oczywiście takie cinema symfoniczne granie baśniowej konwencji może być fajne, pod warunkiem, że zostało zrobione na odpowiednim poziomie. Tu jednak sam bardzo dobrze śpiewający Vitor Veiga nie jest w stanie tego sensownie pociągnąć, nawet biorąc pod uwagę kunszt gitarowy i wirtuozerię zagrań solowych Leandro Gomesa. Alberto Kury to nie jest Miro Rodenberg i zaproponowane przez niego plany klawiszowe są nad wyraz przeciętne, podobnie zresztą jak i orkiestracje. Owszem, może w roku 2005, gdy poza sceną włoską mało kto tak rozbudowane plany symfoniczne proponował, było to w miarę atrakcyjne, ale w dobie obecnej i przy obecnym poziomie ekip grających symfoniczny power, jest to co najmniej mało atrakcyjne. </div>
<div style="text-align: justify;">Płyta jest długa i wydłużona nadmiernie przez rozwodnione i przeciągane na siłę And Let the Show Begin, Here Comes the Life, Humanity i przede wszystkim Judgement Day, gdzie niezdolność zespołu do przedstawienia spójnej i atrakcyjnej pod względem melodii ujawnia się chyba najbardziej. Przekolorowany romantyzm Here Comes the Life czy usypiającego songu Whispers and Pain of Mother Nature jest po prostu drażniący, a Spirits of Light pokazuje, że grupa liczy także na uznanie fanów progresywnego stylu ANGRA. Jest naiwnie w kopiowaniu włoskiego heroicznego flower power w szybkim Your Majesty Gaia i może tylko wzorowany na symfonicznym metalu francuskim z kręgu ADAGIO Choice Time można uznać za interesujący. To jednak za mało jak na album o długości ponad 70 minut.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W dobie następującej dopiero ekspansji gatunku symphonic power metal debiut AQUARIA wzbudził pewne zainteresowanie, jednak przede wszystkim w kręgach fanów AVANTASIA i zagorzałych wielbicieli wszystkiego, co w power metalu w dużej ilości produkowała scena brazylijska. Ostatecznie już niebawem, bo w roku 2007 pojawiła się płyta "Shambala" i AQUARIA przemieścił się na zawsze w bezpieczne rejony progresywnego power metalu ANGRA już bez Leandro Gomesa, który odszedł w roku 2006 i zmarł w 2010.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 6,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 6.05.2024</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Aquaria - Luxaeterna (2005)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/8/5/0/7/85076.jpg?4331" border="0" alt="[Obrazek: 85076.jpg?4331]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Aeternalux 02:30</div>
<div style="text-align: justify;">2.And Let the Show Begin 07:30</div>
<div style="text-align: justify;">3.Here Comes the Life 09:24</div>
<div style="text-align: justify;">4.Spirits of Light 05:38</div>
<div style="text-align: justify;">5.Humanity 08:08</div>
<div style="text-align: justify;">6.Whispers and Pain of Mother Nature 06:30</div>
<div style="text-align: justify;">7.Choice Time 06:45</div>
<div style="text-align: justify;">8.Judgement Day 10:31</div>
<div style="text-align: justify;">9.Your Majesty Gaia 07:03</div>
<div style="text-align: justify;">10.Luxaeterna 04:06</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2005</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: symphonic power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Brazylia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Vitor Veiga - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Leandro Gomes - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Rick Mour - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Fernando Giovannetti - gitara basowa<br />
Bruno W. Agra - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Alberto Kury - instrumenty klawiszowe</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
Rozwiewania mitów ciąg dalszy. Tym razem wypada się przyjrzeć brazylijskiemu AQUARIA, który powstał w roku 1999 w Rio de Janeiro i do 2002 działał pod nazwą UIRAPURU. Lider Leandro Gomes postanowił zrobić z tej ekipy grupę formatu światowego i w 2002 zaprosił jako wokalistę Vitora Veiga z uznanego już na międzynarodowej arenie jako frontmana jednej z czołowych krajowych grup progressive power metalowych ENDLESS. W roku 2005 Hellion Records przedstawiła w Brazylii, a hiszpańska Scarecrow Records w Europie pierwszy album tego zespołu.</div>
<div style="text-align: justify;">Oczywiście pierwsi byli Japończycy i w tym kraju Avalon zaprezentował ten LP już w marcu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Grupa zdecydowała się, nie szczędząc środków, powierzyć produkcję najlepszym i mix powstał w Niemczech (Sascha Paeth) podobnie jak mastering, wykonany przez innego Mistrza Philipa Colodetti, który niemal równoległe pracował wówczas nad albumami ANGRA, ALMAH i  SHAMAN, jeśli tylko przy Brazylii pozostać. No tak, sound jest znakomity, klarowny i przestrzenny, co generalnie tylko uwypukla liczne niedostatki techniczne tej muzyki. </div>
<div style="text-align: justify;">Mamy tu symfoniczny, melodyjny power metal, którego nie można nazwać inaczej jak tylko odpowiedzią na niemiecki projekt AVANTASIA. Praktycznie ten sam kolorowy, sztucznie wesoły i nadmiernie przesłodzony power metal z bajką dla grzecznych dzieci w tle i finał w postaci Luxaeterna dobitnie to pokazuje. Oczywiście takie cinema symfoniczne granie baśniowej konwencji może być fajne, pod warunkiem, że zostało zrobione na odpowiednim poziomie. Tu jednak sam bardzo dobrze śpiewający Vitor Veiga nie jest w stanie tego sensownie pociągnąć, nawet biorąc pod uwagę kunszt gitarowy i wirtuozerię zagrań solowych Leandro Gomesa. Alberto Kury to nie jest Miro Rodenberg i zaproponowane przez niego plany klawiszowe są nad wyraz przeciętne, podobnie zresztą jak i orkiestracje. Owszem, może w roku 2005, gdy poza sceną włoską mało kto tak rozbudowane plany symfoniczne proponował, było to w miarę atrakcyjne, ale w dobie obecnej i przy obecnym poziomie ekip grających symfoniczny power, jest to co najmniej mało atrakcyjne. </div>
<div style="text-align: justify;">Płyta jest długa i wydłużona nadmiernie przez rozwodnione i przeciągane na siłę And Let the Show Begin, Here Comes the Life, Humanity i przede wszystkim Judgement Day, gdzie niezdolność zespołu do przedstawienia spójnej i atrakcyjnej pod względem melodii ujawnia się chyba najbardziej. Przekolorowany romantyzm Here Comes the Life czy usypiającego songu Whispers and Pain of Mother Nature jest po prostu drażniący, a Spirits of Light pokazuje, że grupa liczy także na uznanie fanów progresywnego stylu ANGRA. Jest naiwnie w kopiowaniu włoskiego heroicznego flower power w szybkim Your Majesty Gaia i może tylko wzorowany na symfonicznym metalu francuskim z kręgu ADAGIO Choice Time można uznać za interesujący. To jednak za mało jak na album o długości ponad 70 minut.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W dobie następującej dopiero ekspansji gatunku symphonic power metal debiut AQUARIA wzbudził pewne zainteresowanie, jednak przede wszystkim w kręgach fanów AVANTASIA i zagorzałych wielbicieli wszystkiego, co w power metalu w dużej ilości produkowała scena brazylijska. Ostatecznie już niebawem, bo w roku 2007 pojawiła się płyta "Shambala" i AQUARIA przemieścił się na zawsze w bezpieczne rejony progresywnego power metalu ANGRA już bez Leandro Gomesa, który odszedł w roku 2006 i zmarł w 2010.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 6,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 6.05.2024</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Absolon]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4281</link>
			<pubDate>Thu, 07 Mar 2024 13:00:32 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4281</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Absolon - The Blood Seed (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/1/2/1212399.jpg?0806" border="0" alt="[Obrazek: 1212399.jpg?0806]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Destroyer 05:09</div>
<div style="text-align: justify;">2.Darkness Calls 04:27</div>
<div style="text-align: justify;">3.My Shadow 04:27</div>
<div style="text-align: justify;">4.Anger Unonfined 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">5.The Blood Seed 05:30</div>
<div style="text-align: justify;">6.The Time Has Come 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">7.Gates of Hell 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">8.War on Angels (Heavens on Fire) 05:21</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Ken Pike - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Alex Repetti - gitara, gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Wayne Noon - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ken Pike stał w latach 80tych na czele interesującej formacji christian metalowej MALACHIA, której żywot nie był jednak długi i grupa rozpadła się po nagraniu jednej płyty "Red Sunrise" w roku 1987. Pike powrócił do grania metalu w roku 2012 z nowym zespołem ABSOLON, fakt ten został odnotowany jednak tylko wśród amerykańskich słuchaczy metalu w nurcie chrześcijańskim. Grupa nagrała dwie płyty, z których ostatnia, "A Portrait of Madness" z 2022 była konceptem, gdzieś tam miejscami wzorowanym na historii Nostradamusa JUDAS PRIEST i nie było specjalnie udane dzieło. Pike zreformował następnie skład, tworząc tym razem trio z muzykami z innej christian metalowej grupy SEVERED ANGEL i przygotował nową płytę, wydaną w końcu lutego przez wytwórnię No Life 'til Metal Records.<br />
<br />
Tym razem ABSOLON nie bawi się w konceptualno - progresywne zawiłości aranżacyjne i oferuje heavy metal prostszy, nadal o chrześcijańskim przesłaniu, nastawiony jednak na uwypuklenie melodii i dobrej dyspozycji głosowej lidera. O oryginalności mówić tu trudno, ale kategorii heavy metalu tradycyjnego z lekkim ukłonem w stronę melodic w amerykańskim stylu ta muzyka sprawia solidne wrażenie. Nie jest to metal epicki i heroiczny, malowane są raczej obrazy ciepłe i o pozytywnym wydźwięku i na pewno kilka kompozycji tu się może podobać. Grupa nawiązuje w refrenach do wiodących tradycji christian metalu z USA, do BLOOGDOOD, do BARREN CROSS do STRYPER, a pewne stylizacje przywodzą na myśl także to, co wniósł do skarbnicy heavy metalu QUEENSRYCHE jak te niepokojące partie ze wstępu do Darkness Calls. Na uwagę zasługuje dobra gra Alexa Repetti, który już się jako utalentowany gitarzysta pokazał w SEVERED ANGEL (piękna łagodna partia w My Shadow, wyborne choć krótkie solo w The Time Has Come i to z Gates of Hell). Pike nie przesadza z tym wzniosłym stylem śpiewu US christian metalu i nawet, jeśli takie akcenty się pojawiają w Anger Unonfined, to nie jest to rażące. Ciekawy jest organowy wstęp do tytułowego The Blood Seed i ogólnie jest to starannie dopracowany numer z wysokiej kasy ozdobnikami gitarowymi i najbardziej rozbudowaną partią solową gitary. Trochę refren jest mało atrakcyjny, to fakt. Nieco ciężej grają w The Time Has Come i jeśli szukać nawiązań do NWOTHM, to tu jest ich najwięcej. Może się podobać masywne riffowanie w Gates of Hell w średnim tempie, choć i tu brakuje zdecydowanie ukierunkowanego refrenu.</div>
<div style="text-align: justify;">Na zakończenie sporo ciepła i łagodności w poetyckim stylu w War on Angels i jest tu taka dawka classic heavy, jak i elementów typowego christian metalu środka, szczególnie w refrenie.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nowy skład, nowa koncepcja, ale nie koncept i dobra płyta z nurtu, w którym ostatnio nie pojawia się zbyt wiele ciekawych albumów. ABSOLON można jednak posłuchać.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ffcc33;">new 7.03.2024</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Absolon - The Blood Seed (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/1/2/1212399.jpg?0806" border="0" alt="[Obrazek: 1212399.jpg?0806]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Destroyer 05:09</div>
<div style="text-align: justify;">2.Darkness Calls 04:27</div>
<div style="text-align: justify;">3.My Shadow 04:27</div>
<div style="text-align: justify;">4.Anger Unonfined 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">5.The Blood Seed 05:30</div>
<div style="text-align: justify;">6.The Time Has Come 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">7.Gates of Hell 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">8.War on Angels (Heavens on Fire) 05:21</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Ken Pike - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Alex Repetti - gitara, gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Wayne Noon - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ken Pike stał w latach 80tych na czele interesującej formacji christian metalowej MALACHIA, której żywot nie był jednak długi i grupa rozpadła się po nagraniu jednej płyty "Red Sunrise" w roku 1987. Pike powrócił do grania metalu w roku 2012 z nowym zespołem ABSOLON, fakt ten został odnotowany jednak tylko wśród amerykańskich słuchaczy metalu w nurcie chrześcijańskim. Grupa nagrała dwie płyty, z których ostatnia, "A Portrait of Madness" z 2022 była konceptem, gdzieś tam miejscami wzorowanym na historii Nostradamusa JUDAS PRIEST i nie było specjalnie udane dzieło. Pike zreformował następnie skład, tworząc tym razem trio z muzykami z innej christian metalowej grupy SEVERED ANGEL i przygotował nową płytę, wydaną w końcu lutego przez wytwórnię No Life 'til Metal Records.<br />
<br />
Tym razem ABSOLON nie bawi się w konceptualno - progresywne zawiłości aranżacyjne i oferuje heavy metal prostszy, nadal o chrześcijańskim przesłaniu, nastawiony jednak na uwypuklenie melodii i dobrej dyspozycji głosowej lidera. O oryginalności mówić tu trudno, ale kategorii heavy metalu tradycyjnego z lekkim ukłonem w stronę melodic w amerykańskim stylu ta muzyka sprawia solidne wrażenie. Nie jest to metal epicki i heroiczny, malowane są raczej obrazy ciepłe i o pozytywnym wydźwięku i na pewno kilka kompozycji tu się może podobać. Grupa nawiązuje w refrenach do wiodących tradycji christian metalu z USA, do BLOOGDOOD, do BARREN CROSS do STRYPER, a pewne stylizacje przywodzą na myśl także to, co wniósł do skarbnicy heavy metalu QUEENSRYCHE jak te niepokojące partie ze wstępu do Darkness Calls. Na uwagę zasługuje dobra gra Alexa Repetti, który już się jako utalentowany gitarzysta pokazał w SEVERED ANGEL (piękna łagodna partia w My Shadow, wyborne choć krótkie solo w The Time Has Come i to z Gates of Hell). Pike nie przesadza z tym wzniosłym stylem śpiewu US christian metalu i nawet, jeśli takie akcenty się pojawiają w Anger Unonfined, to nie jest to rażące. Ciekawy jest organowy wstęp do tytułowego The Blood Seed i ogólnie jest to starannie dopracowany numer z wysokiej kasy ozdobnikami gitarowymi i najbardziej rozbudowaną partią solową gitary. Trochę refren jest mało atrakcyjny, to fakt. Nieco ciężej grają w The Time Has Come i jeśli szukać nawiązań do NWOTHM, to tu jest ich najwięcej. Może się podobać masywne riffowanie w Gates of Hell w średnim tempie, choć i tu brakuje zdecydowanie ukierunkowanego refrenu.</div>
<div style="text-align: justify;">Na zakończenie sporo ciepła i łagodności w poetyckim stylu w War on Angels i jest tu taka dawka classic heavy, jak i elementów typowego christian metalu środka, szczególnie w refrenie.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nowy skład, nowa koncepcja, ale nie koncept i dobra płyta z nurtu, w którym ostatnio nie pojawia się zbyt wiele ciekawych albumów. ABSOLON można jednak posłuchać.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ffcc33;">new 7.03.2024</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Aardvark]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4258</link>
			<pubDate>Sat, 10 Feb 2024 14:08:10 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4258</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Aardvark - Tough Love (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://i.discogs.com/kOabjyPIXDPG8GemSMYdHHENScLSP6jkC3OBGORbraQ/rs:fit/g:sm/q:90/h:540/w:540/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTMwMTgw/NTg3LTE3MTExOTc5/ODItNTk4OC5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: ODItNTk4OC5qcGVn.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Ankh 06:31</div>
<div style="text-align: justify;">2.Tough Love 04:29</div>
<div style="text-align: justify;">3.Don't Call Me a Liar 05:08</div>
<div style="text-align: justify;">4.Fire 05:12</div>
<div style="text-align: justify;">5.Destructor 04:24</div>
<div style="text-align: justify;">6.Fight Back 04:51</div>
<div style="text-align: justify;">7.Killer 03:23</div>
<div style="text-align: justify;">8.The Dream Is Nearly Over 05:44</div>
<div style="text-align: justify;">9.Too Old to Cry 03:59</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Australia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Ed Vaark - śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Sorcha Wilcox - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Danny Smith - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Dylan Lieberman - perkusja<br />
<br />
Panie i Panowie z Melbourne grają NWOTHM. To debiut tej grupy, a premiera przewidziana jest na 15 marca nakładem niemieckiej wytwórni Dying Victims Productions z Essen.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Samo to, że w Australii też się gra NWOTHM jest faktem godnym odnotowania. Jakoś do tej pory nic istotnego się z tego kraju w tym nurcie nie pojawiło i w jakimś stopniu AARDVARK tę lukę zapełnia. Australijski metalowy synkretyzm ponownie ujawnia się tu w barwach brytyjskich i amerykańskich, choć otwierający ten LP Ankh przypomina nasycone power/thrashową energią kompozycje ANARION. Potem jest bardziej klasycznie i sięgają głęboko w lata 80te w podszytych hard rockiem, tak tym z UK jak i USA, w Tough Love, Fire czy też Fight Back. Oryginalności tu nie ma, ale są udane sola gitarowe i ten element jest na tym albumie starannie dopracowany. Dwa razy śmiało i nad wyraz skutecznie sięgają po najbardziej klasyczne chwyty NWOBHM i zagrany w średnim tempie i rytmice TANK Don't Call Me a Liar robi bardzo dobre wrażenie, szczególnie w riffach głównych i zwrotkach. Tak się grało w Anglii z dobrym skutkiem w pierwszych latach 80tych XX wieku. Zgrabne, gustowne, bardzo dobre, po prostu. A klasyczna ballada lokowana prawie zawsze na płytach ekip brytyjskich z tego okresu, czyli The Dream Is Nearly Over jest po prostu przepiękna, delikatna oprawa gitar akustycznych, tyle emocji, przecudowna melodia i wyborna część instrumentalna z płaczącymi gitarami... Przepiękne i może to jest nawet najlepsza tego typu kompozycja z Australii, jaka się do tej pory ukazała. AARDVARK nadaje ten specyficzny australijski szlif i koloryt dynamicznej i melodyjnej kompozycji Destructor, którą można odnieść do stylu amerykańskich MALICE czy WILD DOGS z Mattem McCourtem. Udany utwór, odświeżający manierę, która już trochę poszła w zapomnienie. I jeszcze raz zgrabnie grają w tych obszarach w Killer, jednak pod względem melodii ustępuje on Destructor. Na sam koniec ponownie nieco szybciej, z takim lekko power metalowym zakręceniem, może z okolic SAVAGE GRACE, a może najstarszego RAVEN. Wiele klasyki przywodzi na myśl ta kompozycja, zagrana z bezczelną pewnością siebie. Tak to powinno być właśnie zagrane.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Dav Byrne, doświadczony inżynier dźwięku wykonał mastering klarowny, przypominający mocno styl lat 80tych, z syczącymi blachami i umiarkowanie surowymi gitarami. Taki ulepszony sound NWOBHM można by powiedzieć. Nie jest to muzyka oryginalna w ramach gatunku, ale w Australii po prostu nie gra się classic metalu i power metalu w sposób oryginalny. Tak, australijski synkretyzm. To w niczym nie przeszkadza, by tego debiutu AARDVARK z Melbourne nie uznać za bardzo dobry. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 10.02.</span><span style="color: #ffcc33;">2024</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Dying Victims Productions</span></span></span><br />
<br />
<br />
</div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Aardvark - Tough Love (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://i.discogs.com/kOabjyPIXDPG8GemSMYdHHENScLSP6jkC3OBGORbraQ/rs:fit/g:sm/q:90/h:540/w:540/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTMwMTgw/NTg3LTE3MTExOTc5/ODItNTk4OC5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: ODItNTk4OC5qcGVn.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Ankh 06:31</div>
<div style="text-align: justify;">2.Tough Love 04:29</div>
<div style="text-align: justify;">3.Don't Call Me a Liar 05:08</div>
<div style="text-align: justify;">4.Fire 05:12</div>
<div style="text-align: justify;">5.Destructor 04:24</div>
<div style="text-align: justify;">6.Fight Back 04:51</div>
<div style="text-align: justify;">7.Killer 03:23</div>
<div style="text-align: justify;">8.The Dream Is Nearly Over 05:44</div>
<div style="text-align: justify;">9.Too Old to Cry 03:59</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Australia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Ed Vaark - śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Sorcha Wilcox - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Danny Smith - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Dylan Lieberman - perkusja<br />
<br />
Panie i Panowie z Melbourne grają NWOTHM. To debiut tej grupy, a premiera przewidziana jest na 15 marca nakładem niemieckiej wytwórni Dying Victims Productions z Essen.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Samo to, że w Australii też się gra NWOTHM jest faktem godnym odnotowania. Jakoś do tej pory nic istotnego się z tego kraju w tym nurcie nie pojawiło i w jakimś stopniu AARDVARK tę lukę zapełnia. Australijski metalowy synkretyzm ponownie ujawnia się tu w barwach brytyjskich i amerykańskich, choć otwierający ten LP Ankh przypomina nasycone power/thrashową energią kompozycje ANARION. Potem jest bardziej klasycznie i sięgają głęboko w lata 80te w podszytych hard rockiem, tak tym z UK jak i USA, w Tough Love, Fire czy też Fight Back. Oryginalności tu nie ma, ale są udane sola gitarowe i ten element jest na tym albumie starannie dopracowany. Dwa razy śmiało i nad wyraz skutecznie sięgają po najbardziej klasyczne chwyty NWOBHM i zagrany w średnim tempie i rytmice TANK Don't Call Me a Liar robi bardzo dobre wrażenie, szczególnie w riffach głównych i zwrotkach. Tak się grało w Anglii z dobrym skutkiem w pierwszych latach 80tych XX wieku. Zgrabne, gustowne, bardzo dobre, po prostu. A klasyczna ballada lokowana prawie zawsze na płytach ekip brytyjskich z tego okresu, czyli The Dream Is Nearly Over jest po prostu przepiękna, delikatna oprawa gitar akustycznych, tyle emocji, przecudowna melodia i wyborna część instrumentalna z płaczącymi gitarami... Przepiękne i może to jest nawet najlepsza tego typu kompozycja z Australii, jaka się do tej pory ukazała. AARDVARK nadaje ten specyficzny australijski szlif i koloryt dynamicznej i melodyjnej kompozycji Destructor, którą można odnieść do stylu amerykańskich MALICE czy WILD DOGS z Mattem McCourtem. Udany utwór, odświeżający manierę, która już trochę poszła w zapomnienie. I jeszcze raz zgrabnie grają w tych obszarach w Killer, jednak pod względem melodii ustępuje on Destructor. Na sam koniec ponownie nieco szybciej, z takim lekko power metalowym zakręceniem, może z okolic SAVAGE GRACE, a może najstarszego RAVEN. Wiele klasyki przywodzi na myśl ta kompozycja, zagrana z bezczelną pewnością siebie. Tak to powinno być właśnie zagrane.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Dav Byrne, doświadczony inżynier dźwięku wykonał mastering klarowny, przypominający mocno styl lat 80tych, z syczącymi blachami i umiarkowanie surowymi gitarami. Taki ulepszony sound NWOBHM można by powiedzieć. Nie jest to muzyka oryginalna w ramach gatunku, ale w Australii po prostu nie gra się classic metalu i power metalu w sposób oryginalny. Tak, australijski synkretyzm. To w niczym nie przeszkadza, by tego debiutu AARDVARK z Melbourne nie uznać za bardzo dobry. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 10.02.</span><span style="color: #ffcc33;">2024</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Dying Victims Productions</span></span></span><br />
<br />
<br />
</div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Angel Tyrs]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4171</link>
			<pubDate>Fri, 29 Dec 2023 15:35:03 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4171</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Angel Tyrs - Lost (2023)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/1/8/4/1184315.jpg?3831" border="0" alt="[Obrazek: 1184315.jpg?3831]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Tears of Pain 06:17</div>
<div style="text-align: justify;">2.Forever Young 03:31</div>
<div style="text-align: justify;">3.Why? 04:39</div>
<div style="text-align: justify;">4.I Will Die 05:48</div>
<div style="text-align: justify;">5.Ashes to Ashes 07:01</div>
<div style="text-align: justify;">6.Little Angel 04:26</div>
<div style="text-align: justify;">7.Lost 05:48</div>
<div style="text-align: justify;">8.Never Walk Alone 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">9.Nachtwesen 07:40</div>
<div style="text-align: justify;">10.Wohin du gehst 06:31</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2023</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic dark power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Niemcy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Stefan Schaufler - śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Thomas Schmidt - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Timmo Basic - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Johannes Stark - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Uwe Bach - instrumenty klawiszowe</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ANGEL TYRS z Bawarii bez większego powodzenia działał od roku 1998 jako ANGEL TEARS, by rozwiązać się oficjalnie w 2010. W niemal oryginalnym składzie reaktywowali się w 2018, a w 2022 zmienili nazwę na obecną, by wydać nakładem własnym w wersji CD w listopadzie 2023 album "Lost". </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest trochę dziwne, że grupa z takim potencjałem nie została dostrzeżona w pierwszym okresie istnienia i uważam, że powinna zostać zauważona teraz. Ten zespół przedstawił muzykę, jakiej się teraz praktycznie nie gra, czyli melodyjny dark power metal przywodzący na myśl w melodiach DARK AT DAWN, a w wykorzystaniu instrumentów klawiszowych ANGEL DUST. Do tego dochodzą umiejętnie dawkowane elementy gothic i extreme metal i ten godzinny LP to prawdziwa nostalgiczna podróż w rejony muzyczne, które, wydawać by się mogło, odeszły już bezpowrotnie. Te klawisze, te rozległe romantyczne klawisze tak interesująco się łączą z twardym surowym wokalem Stefana Schauflera, tak ciekawie budują atmosferę w Tears of Pain... Dużo się dzieje w obrębie tych kompozycji, melancholia ustępuje miejsca momentom jaśniejszym, ale tylko po to, by ten smutek za chwilę wyeksponować jeszcze bardziej. Zgrabny power metal w starym stylu DARK AT DAWN to Forever Young i zaraz potem kapitalny szybki Why? z doskonałą melodią i wybornym współdziałaniem gitar i klawiszy. A przy tym jakie to klasycznie niemieckie! I jeszcze raz nawiązanie do DARK AT DAWN w pełnym romantyzmu, ale i z akcentami wokalnymi z atmosferycznego ekstremalnego metalu I Will Die, dostojnym i pełnym elegancji. Dark metalowy heroizm power metalowy został wyrażony w Ashes to Ashes, budowanym z różnych temp i szerokiego planu para symfonicznego, a najlepsze są te majestatyczne partie bojowe. Potem melodyjny, ale nadal pełen mroku power metal w twardszym Little Angel i naprawdę ta grupa pod względem chwytliwości melodii nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu, także w  Never Walk Alone z piękną, delikatną częścią instrumentalną. Jest dark power, jest niemiecka szkoła tego grania w pełnym dramatyzmu Lost i właściwie wybrano tę kompozycję jako tytułową. Reprezentatywna, bardzo starannie zaaranżowana we wszystkich planach.</div>
<div style="text-align: justify;">I jakby trochę w ramach bonusowych rzeczy świetny gothic/doom/death z elementami melodic black wykonany po niemiecku Nachtwesen. Trzymają klimat, utrzymują zainteresowanie do ostatniej sekundy, dodają dwa typy wokali, dodają chór żeński. Bogato, bardzo inteligentnie zagrany i zaaranżowany utwór. Na koniec nowa wersja ich chyba najstarszej kompozycji Wohin du gehst, która w nowej wersji pilotowała jako singiel ten LP od sierpnia 2022 roku. Klasa i duch końca lat 90tych w niemieckim atmosferycznym power metalu. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mastering wykonał obecnie mało znany Albrecht Felsenstein. W latach 90tych upatrywano w nim jednak jednego z najbardziej utalentowanych inżynierów dźwięku, lecz ten talent nie został wykorzystany tak, jak na to zasługiwał.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobrze się stało, że ta grupa zdecydowała się pokazać po tylu latach z tak interesującą, rzadko obecnie spotykaną muzyką.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 9,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 29.12.2023</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Angel Tyrs - Lost (2023)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/1/8/4/1184315.jpg?3831" border="0" alt="[Obrazek: 1184315.jpg?3831]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Tears of Pain 06:17</div>
<div style="text-align: justify;">2.Forever Young 03:31</div>
<div style="text-align: justify;">3.Why? 04:39</div>
<div style="text-align: justify;">4.I Will Die 05:48</div>
<div style="text-align: justify;">5.Ashes to Ashes 07:01</div>
<div style="text-align: justify;">6.Little Angel 04:26</div>
<div style="text-align: justify;">7.Lost 05:48</div>
<div style="text-align: justify;">8.Never Walk Alone 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">9.Nachtwesen 07:40</div>
<div style="text-align: justify;">10.Wohin du gehst 06:31</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2023</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic dark power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Niemcy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Stefan Schaufler - śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Thomas Schmidt - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Timmo Basic - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Johannes Stark - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Uwe Bach - instrumenty klawiszowe</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ANGEL TYRS z Bawarii bez większego powodzenia działał od roku 1998 jako ANGEL TEARS, by rozwiązać się oficjalnie w 2010. W niemal oryginalnym składzie reaktywowali się w 2018, a w 2022 zmienili nazwę na obecną, by wydać nakładem własnym w wersji CD w listopadzie 2023 album "Lost". </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest trochę dziwne, że grupa z takim potencjałem nie została dostrzeżona w pierwszym okresie istnienia i uważam, że powinna zostać zauważona teraz. Ten zespół przedstawił muzykę, jakiej się teraz praktycznie nie gra, czyli melodyjny dark power metal przywodzący na myśl w melodiach DARK AT DAWN, a w wykorzystaniu instrumentów klawiszowych ANGEL DUST. Do tego dochodzą umiejętnie dawkowane elementy gothic i extreme metal i ten godzinny LP to prawdziwa nostalgiczna podróż w rejony muzyczne, które, wydawać by się mogło, odeszły już bezpowrotnie. Te klawisze, te rozległe romantyczne klawisze tak interesująco się łączą z twardym surowym wokalem Stefana Schauflera, tak ciekawie budują atmosferę w Tears of Pain... Dużo się dzieje w obrębie tych kompozycji, melancholia ustępuje miejsca momentom jaśniejszym, ale tylko po to, by ten smutek za chwilę wyeksponować jeszcze bardziej. Zgrabny power metal w starym stylu DARK AT DAWN to Forever Young i zaraz potem kapitalny szybki Why? z doskonałą melodią i wybornym współdziałaniem gitar i klawiszy. A przy tym jakie to klasycznie niemieckie! I jeszcze raz nawiązanie do DARK AT DAWN w pełnym romantyzmu, ale i z akcentami wokalnymi z atmosferycznego ekstremalnego metalu I Will Die, dostojnym i pełnym elegancji. Dark metalowy heroizm power metalowy został wyrażony w Ashes to Ashes, budowanym z różnych temp i szerokiego planu para symfonicznego, a najlepsze są te majestatyczne partie bojowe. Potem melodyjny, ale nadal pełen mroku power metal w twardszym Little Angel i naprawdę ta grupa pod względem chwytliwości melodii nie schodzi poniżej bardzo dobrego poziomu, także w  Never Walk Alone z piękną, delikatną częścią instrumentalną. Jest dark power, jest niemiecka szkoła tego grania w pełnym dramatyzmu Lost i właściwie wybrano tę kompozycję jako tytułową. Reprezentatywna, bardzo starannie zaaranżowana we wszystkich planach.</div>
<div style="text-align: justify;">I jakby trochę w ramach bonusowych rzeczy świetny gothic/doom/death z elementami melodic black wykonany po niemiecku Nachtwesen. Trzymają klimat, utrzymują zainteresowanie do ostatniej sekundy, dodają dwa typy wokali, dodają chór żeński. Bogato, bardzo inteligentnie zagrany i zaaranżowany utwór. Na koniec nowa wersja ich chyba najstarszej kompozycji Wohin du gehst, która w nowej wersji pilotowała jako singiel ten LP od sierpnia 2022 roku. Klasa i duch końca lat 90tych w niemieckim atmosferycznym power metalu. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mastering wykonał obecnie mało znany Albrecht Felsenstein. W latach 90tych upatrywano w nim jednak jednego z najbardziej utalentowanych inżynierów dźwięku, lecz ten talent nie został wykorzystany tak, jak na to zasługiwał.</div>
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobrze się stało, że ta grupa zdecydowała się pokazać po tylu latach z tak interesującą, rzadko obecnie spotykaną muzyką.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 9,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 29.12.2023</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[A&more]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4157</link>
			<pubDate>Tue, 12 Dec 2023 20:41:46 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4157</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">A&amp;more - Legacy (2023)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/1/8/5/1185513.jpg?4214" border="0" alt="[Obrazek: 1185513.jpg?4214]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Sacred Tie 04:46</div>
<div style="text-align: justify;">2.Disturb Your Mind 05:12</div>
<div style="text-align: justify;">3.Life's Not a Crime 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">4.The Last Island 06:11</div>
<div style="text-align: justify;">5.Out of Time 05:15</div>
<div style="text-align: justify;">6.Under the Moonlight 05:58</div>
<div style="text-align: justify;">7.When Pain Delight Unite 03:39</div>
<div style="text-align: justify;">8.Welcome to Wonderland 04:45</div>
<div style="text-align: justify;">9.No Need to Cry 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">10.Vile and Sinful 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">11.The Only Legacy 04:47</div>
<div style="text-align: justify;">12.Liquidators Sacrifice 04:04</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2023</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Francja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Joe Amore - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Fabrice Lacourt - gitary</div>
<div style="text-align: justify;">Vincent Agar - gitary</div>
<div style="text-align: justify;">David Amore - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Joe Amore obchodzi w tym roku czterdziestolecie swojej pracy artystycznej. Jeśli jednak przyjąć, że w NIGHTMARE rozpoczynał na perkusji w roku 1980, to wyjdzie więcej. Zasłynął jednak jako wokalista, przez wielu uważany za najwybitniejszego wśród francuskich metalowców i oczywiście jako wokalista postanowił wydać swój pierwszy solowy album zatytułowany "Legacy", który w wersji CD ukaże się w połowie grudnia, a wcześniej prezentowany był w wersji digital w listopadzie przez Lion Records. Choć jest to album solowy, to Amore skromnie występuje pod szyldem A&amp;MORE i oczywiście na perkusji wspiera go brat David. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Często takie albumy są bardzo eklektyczną mieszanką różnych gatunków, często nie związanych z muzyką metalową i stanowiących ogól zainteresowań muzycznych autora. Tutaj Amore zasadniczo pozostaje w sferze muzyki NIGHTMARE oraz OBLIVION i jego nowego wcielenia KINGCROWN. Z rzadka pojawiają się nieco lżejsze nuty i tony, choć aż tak bardzo od tej nowej formuły KINGCROWN to nie odbiega. <br />
Znakomicie rozpoczyna się to epickim heavy/power metalowym Sacred Tie i sięga tu przede wszystkim do stylu OBLIVION/KINGCROWN. Od razu także brawa dla gitarzystów za tak udane oddanie stylu i klimatu charakterystycznego dla tych świetnych zespołów. W Liquidators Sacrifice są wyraźne echa neoklasycznych fascynacji NIGHTMARE Mark II z początku działalności z pierwiastkiem TOWER OF BABEL, choć Amore jeszcze nic z tym zespołem nie nagrał. Amore stworzył ponadto dużo melodyjnego materiału z pogranicza power i heavy metalu w tym zbudowany na neoklasycznym fundamencie gitarowym Disturb Your Mind oraz zgrabny, dynamiczny Out of Time. Jest także lekki ukłon w stronę amerykańskiego heavy metalu w umiarkowanych tempach i classic heavy orientacji jak Life's Not a Crime czy też Under the Moonlight ze starannie opracowanymi aranżacjami i pełnymi treści rockowego żaru solówkami gitarowymi. Z tej grupy najdłuższy The Last Island niestety nie jest specjalnie interesujący w opcji samej melodii. Za to chwytliwy When Pain Delight Unite może kandydować do umiarkowanego kalibru radiowego hita z tej płyty. W Welcome to Wonderland można odnaleźć wpływy tak solowego Osbourne'a, jak i brytyjskiego heavy rocka lat 80tych i Drugiej Fali NWOBHM. Jest także subtelny song balladowy z dalekim planem para symfonicznym i gitarami akustycznymi i w końcu trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, że wokalnie ten album to nie jest szczyt tego, co Amore prezentował do tej pory. Słychać wysiłek, słychać, że czasem mu trudno... Tak, ale to jednak ponad czterdzieści lat. Dlatego lepiej wypada na tle mocnych gitar i progresywnych aranżacji melodii jak w Vile and Sinful i The Only Legacy. Tak, był taki okres w historii NIGHTMARE jak pamiętamy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobra realizacja perkusji, natomiast zasadniczo gitary dla kogoś, kto się przyzwyczaił do soundu NIGHTMARE czy OBLIVION/KINGCROWN, mogą się wydać za mało głębokie i soczyste.</div>
<div style="text-align: justify;">No cóż, wypada podziękować Joe Amore za te wszystkie lata i życzyć wielu następnych na metalowej scenie. Legenda!</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 12.12.2023</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">A&amp;more - Legacy (2023)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/1/8/5/1185513.jpg?4214" border="0" alt="[Obrazek: 1185513.jpg?4214]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Sacred Tie 04:46</div>
<div style="text-align: justify;">2.Disturb Your Mind 05:12</div>
<div style="text-align: justify;">3.Life's Not a Crime 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">4.The Last Island 06:11</div>
<div style="text-align: justify;">5.Out of Time 05:15</div>
<div style="text-align: justify;">6.Under the Moonlight 05:58</div>
<div style="text-align: justify;">7.When Pain Delight Unite 03:39</div>
<div style="text-align: justify;">8.Welcome to Wonderland 04:45</div>
<div style="text-align: justify;">9.No Need to Cry 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">10.Vile and Sinful 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">11.The Only Legacy 04:47</div>
<div style="text-align: justify;">12.Liquidators Sacrifice 04:04</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2023</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Francja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Joe Amore - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Fabrice Lacourt - gitary</div>
<div style="text-align: justify;">Vincent Agar - gitary</div>
<div style="text-align: justify;">David Amore - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Joe Amore obchodzi w tym roku czterdziestolecie swojej pracy artystycznej. Jeśli jednak przyjąć, że w NIGHTMARE rozpoczynał na perkusji w roku 1980, to wyjdzie więcej. Zasłynął jednak jako wokalista, przez wielu uważany za najwybitniejszego wśród francuskich metalowców i oczywiście jako wokalista postanowił wydać swój pierwszy solowy album zatytułowany "Legacy", który w wersji CD ukaże się w połowie grudnia, a wcześniej prezentowany był w wersji digital w listopadzie przez Lion Records. Choć jest to album solowy, to Amore skromnie występuje pod szyldem A&amp;MORE i oczywiście na perkusji wspiera go brat David. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Często takie albumy są bardzo eklektyczną mieszanką różnych gatunków, często nie związanych z muzyką metalową i stanowiących ogól zainteresowań muzycznych autora. Tutaj Amore zasadniczo pozostaje w sferze muzyki NIGHTMARE oraz OBLIVION i jego nowego wcielenia KINGCROWN. Z rzadka pojawiają się nieco lżejsze nuty i tony, choć aż tak bardzo od tej nowej formuły KINGCROWN to nie odbiega. <br />
Znakomicie rozpoczyna się to epickim heavy/power metalowym Sacred Tie i sięga tu przede wszystkim do stylu OBLIVION/KINGCROWN. Od razu także brawa dla gitarzystów za tak udane oddanie stylu i klimatu charakterystycznego dla tych świetnych zespołów. W Liquidators Sacrifice są wyraźne echa neoklasycznych fascynacji NIGHTMARE Mark II z początku działalności z pierwiastkiem TOWER OF BABEL, choć Amore jeszcze nic z tym zespołem nie nagrał. Amore stworzył ponadto dużo melodyjnego materiału z pogranicza power i heavy metalu w tym zbudowany na neoklasycznym fundamencie gitarowym Disturb Your Mind oraz zgrabny, dynamiczny Out of Time. Jest także lekki ukłon w stronę amerykańskiego heavy metalu w umiarkowanych tempach i classic heavy orientacji jak Life's Not a Crime czy też Under the Moonlight ze starannie opracowanymi aranżacjami i pełnymi treści rockowego żaru solówkami gitarowymi. Z tej grupy najdłuższy The Last Island niestety nie jest specjalnie interesujący w opcji samej melodii. Za to chwytliwy When Pain Delight Unite może kandydować do umiarkowanego kalibru radiowego hita z tej płyty. W Welcome to Wonderland można odnaleźć wpływy tak solowego Osbourne'a, jak i brytyjskiego heavy rocka lat 80tych i Drugiej Fali NWOBHM. Jest także subtelny song balladowy z dalekim planem para symfonicznym i gitarami akustycznymi i w końcu trzeba jednak spojrzeć prawdzie w oczy i stwierdzić, że wokalnie ten album to nie jest szczyt tego, co Amore prezentował do tej pory. Słychać wysiłek, słychać, że czasem mu trudno... Tak, ale to jednak ponad czterdzieści lat. Dlatego lepiej wypada na tle mocnych gitar i progresywnych aranżacji melodii jak w Vile and Sinful i The Only Legacy. Tak, był taki okres w historii NIGHTMARE jak pamiętamy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Bardzo dobra realizacja perkusji, natomiast zasadniczo gitary dla kogoś, kto się przyzwyczaił do soundu NIGHTMARE czy OBLIVION/KINGCROWN, mogą się wydać za mało głębokie i soczyste.</div>
<div style="text-align: justify;">No cóż, wypada podziękować Joe Amore za te wszystkie lata i życzyć wielu następnych na metalowej scenie. Legenda!</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 12.12.2023</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>