<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - J]]></title>
		<link>https://druzynaspolszczenia.pl/</link>
		<description><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - https://druzynaspolszczenia.pl]]></description>
		<pubDate>Mon, 20 Apr 2026 06:17:30 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Jack Starr**]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4525</link>
			<pubDate>Sun, 27 Apr 2025 15:44:35 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4525</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jack Starr - </span><span style="font-weight: bold;">Out of the Darkness Part II (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/3/0/9/1309222.jpg?5929" border="0" alt="[Obrazek: 1309222.jpg?5929]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Hand of Doom 04:45           <br />
2. Endless Night 04:10          <br />
3. Into the Pit 07:11          <br />
4. Rise Up 04:01          <br />
5. Underneath the Velvet Sky 04:43         <br />
6. Tonight We Ride 03:52          <br />
7. The Night Has a Thousand Eyes 04:57         <br />
8. Sahara Winds 06:20          <br />
9. The Greater Good 03:26          <br />
10. Soulkeeper 06:10         <br />
11. Savage at the Gate 04:56          <br />
12. The Lesson 06:06<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Giles Lavery - śpiew<br />
Jack Starr - gitara<br />
Eric Juris - gitara<br />
Gene Cooper - bas<br />
Rhino - perkusja<br />
<br />
Gościnnie:<br />
Mark Zonder - perkusja<br />
Jimmy Waldo - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten projekt solowy sygnowany imieniem lidera, istnieje z przerwami od 1984 roku. Jack Starr grał tam różne rzeczy, niekoniecznie metalowe czy ciekawe i ze sporymi przerwami. Ten album, wydany przez BraveWords Records 25 kwietnia 2025 roku, jest inny.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Skład tutaj zebrany to muzycy doświadczeni, jak Giles Lavery z do niedawna nieaktywnego australijskiego DRAGONSCLAW, ale i prawdziwych gwiazd heavy metalu, jak nieśmiertelny Rhino czy Waldo z ALCATRAZZ. Z takim składem zagrany został heavy metal klasycznie amerykański, komiksowy, o prężeniu mięśni, ostrzeniu toporów, ale i braterstwie. Oczywiście naleciałości innych gatunków na tym LP nie brakuje i w pewnym stopniu może to przypominać twórczość solową ROSS THE BOSS, ale true metal w Endless Night w stylu MANOWAR miażdży, tak jak dramatyczny śpiew Lavery, który został stworzony do tego repertuaru. Podobnie jak rozpoczynający Hand of Doom, pełen dramatyzmu i epiki WARLORD z ryczącymi gitarami i miażdżącą perkusją.</div>
<div style="text-align: justify;">Epickiego kolosa oczywiście nie mogło zabraknąć i jest nim Into the Pit z delikatnymi mostkami, w których Giles Lavery absolutnie miażdży, chociaż sam refren może jest aż za bardzo ograny. Jack Starr na tym albumie gra znakomicie i jego sola są tutaj absolutnie miażdżące w technice, rozbudowaniu jak i melodyjności. Prawdziwy Mistrz, o czym łatwo zapomnieć, kiedy nagrywa tak rzadko. Chociaż nie tylko lider zasługuje tutaj na uznanie i sekcja rytmiczna jest absolutnie dewastująca i niszcząca, ale niczego innego nie można się było spodziewać po  Kenny Earl Edwardsie. Gene Cooper może i jest debiutantem, ale to debiut wart uwagi i czuje ducha true metalu. Jak dawno nie słyszało się takiego dewastującego niszczyciela, pieśni true metalowej Rise Up w stylu najlepszych kompozycji MANOWAR! Miecze i topory ostrzą się same, a mięśnie smarują oliwą!</div>
<div style="text-align: justify;">Underneath the Velvet Sky może jest mniej metalowy i to bardziej rockowy, amerykański song, ale jak Giles Lavery tutaj czaruje swoim ciepłym głosem! Do tego piękne gitary akustyczne i sola. Zdecydowanie słabiej wypada rockowy Tonight We Ride, w którym jest coś ze słabszych kompozycji wczesnego VIRGIN STEELE i w takiej stylistyce lepiej prezentuje się The Night Has a Thousand Eyes z ryczącymi gitarami, chociaż refren mógł być lepszy i to tylko solidny heavy metal. W dłuższym Sahara Winds nie udało się uniknąć pewnej dozy amerykańskiej toporności i niestety przynudzają. Co innego The Greater Good, w którym moc BURNING STARR rozdziera na strzępy, udowadniając, że najlepiej grają true metal.</div>
<div style="text-align: justify;">Na koniec Soulkeeper, w którym epicki BURNING STARR łączy się z delikatnością VIRGIN STEELE i prężeniem mięśni MANOWAR. Wspaniałe zakończenie głównej zawartości tego LP i dłonie same układają się do oklasków.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tym albumie znalazły się dwa bonusy, rockowy i nie najgorszy Savage at the Gate, ale gdyby z takich kompozycji składała się cała płyta, to by było mało interesująco. Drugim jest The Lesson, kompozycja VIRGIN STEELE, która na debiucie grupy ostatecznie się nie znalazła. Raczej ciekawostka z ciekawymi solami gitarowymi niż zaginiony hit. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mix Thomasa Merglera absolutnie miażdży i wszystkie instrumenty brzmią tak true, jak powinny brzmieć true metalowe bandy z USA. Perkusja Rhino to absolutny walec, miażdżący kości wątłych i słabych i jego bitewne litaury gniotą jak nigdy. Wspaniały sound.</div>
<div style="text-align: justify;">Wszyscy zagrali tutaj wyśmienicie i na bardzo wysokim poziomie, prezentując heavy metal chwytliwy i melodyjny, z epiką i patosem, którego na świecie jest coraz mniej.</div>
<div style="text-align: justify;">Na szczęście jest Jack Starr i w tym składzie zaprezentował znakomitą porcję true metalu. Szkoda tylko, że środkowa część tego LP jest wyraźnie słabsza. Tam, gdzie jednak niszczą, to nie biorą jeńców. Rise Up!</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8.8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jack Starr - </span><span style="font-weight: bold;">Out of the Darkness Part II (2025)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/1/3/0/9/1309222.jpg?5929" border="0" alt="[Obrazek: 1309222.jpg?5929]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Hand of Doom 04:45           <br />
2. Endless Night 04:10          <br />
3. Into the Pit 07:11          <br />
4. Rise Up 04:01          <br />
5. Underneath the Velvet Sky 04:43         <br />
6. Tonight We Ride 03:52          <br />
7. The Night Has a Thousand Eyes 04:57         <br />
8. Sahara Winds 06:20          <br />
9. The Greater Good 03:26          <br />
10. Soulkeeper 06:10         <br />
11. Savage at the Gate 04:56          <br />
12. The Lesson 06:06<br />
<br />
Rok wydania: 2025<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Giles Lavery - śpiew<br />
Jack Starr - gitara<br />
Eric Juris - gitara<br />
Gene Cooper - bas<br />
Rhino - perkusja<br />
<br />
Gościnnie:<br />
Mark Zonder - perkusja<br />
Jimmy Waldo - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten projekt solowy sygnowany imieniem lidera, istnieje z przerwami od 1984 roku. Jack Starr grał tam różne rzeczy, niekoniecznie metalowe czy ciekawe i ze sporymi przerwami. Ten album, wydany przez BraveWords Records 25 kwietnia 2025 roku, jest inny.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Skład tutaj zebrany to muzycy doświadczeni, jak Giles Lavery z do niedawna nieaktywnego australijskiego DRAGONSCLAW, ale i prawdziwych gwiazd heavy metalu, jak nieśmiertelny Rhino czy Waldo z ALCATRAZZ. Z takim składem zagrany został heavy metal klasycznie amerykański, komiksowy, o prężeniu mięśni, ostrzeniu toporów, ale i braterstwie. Oczywiście naleciałości innych gatunków na tym LP nie brakuje i w pewnym stopniu może to przypominać twórczość solową ROSS THE BOSS, ale true metal w Endless Night w stylu MANOWAR miażdży, tak jak dramatyczny śpiew Lavery, który został stworzony do tego repertuaru. Podobnie jak rozpoczynający Hand of Doom, pełen dramatyzmu i epiki WARLORD z ryczącymi gitarami i miażdżącą perkusją.</div>
<div style="text-align: justify;">Epickiego kolosa oczywiście nie mogło zabraknąć i jest nim Into the Pit z delikatnymi mostkami, w których Giles Lavery absolutnie miażdży, chociaż sam refren może jest aż za bardzo ograny. Jack Starr na tym albumie gra znakomicie i jego sola są tutaj absolutnie miażdżące w technice, rozbudowaniu jak i melodyjności. Prawdziwy Mistrz, o czym łatwo zapomnieć, kiedy nagrywa tak rzadko. Chociaż nie tylko lider zasługuje tutaj na uznanie i sekcja rytmiczna jest absolutnie dewastująca i niszcząca, ale niczego innego nie można się było spodziewać po  Kenny Earl Edwardsie. Gene Cooper może i jest debiutantem, ale to debiut wart uwagi i czuje ducha true metalu. Jak dawno nie słyszało się takiego dewastującego niszczyciela, pieśni true metalowej Rise Up w stylu najlepszych kompozycji MANOWAR! Miecze i topory ostrzą się same, a mięśnie smarują oliwą!</div>
<div style="text-align: justify;">Underneath the Velvet Sky może jest mniej metalowy i to bardziej rockowy, amerykański song, ale jak Giles Lavery tutaj czaruje swoim ciepłym głosem! Do tego piękne gitary akustyczne i sola. Zdecydowanie słabiej wypada rockowy Tonight We Ride, w którym jest coś ze słabszych kompozycji wczesnego VIRGIN STEELE i w takiej stylistyce lepiej prezentuje się The Night Has a Thousand Eyes z ryczącymi gitarami, chociaż refren mógł być lepszy i to tylko solidny heavy metal. W dłuższym Sahara Winds nie udało się uniknąć pewnej dozy amerykańskiej toporności i niestety przynudzają. Co innego The Greater Good, w którym moc BURNING STARR rozdziera na strzępy, udowadniając, że najlepiej grają true metal.</div>
<div style="text-align: justify;">Na koniec Soulkeeper, w którym epicki BURNING STARR łączy się z delikatnością VIRGIN STEELE i prężeniem mięśni MANOWAR. Wspaniałe zakończenie głównej zawartości tego LP i dłonie same układają się do oklasków.</div>
<div style="text-align: justify;">Na tym albumie znalazły się dwa bonusy, rockowy i nie najgorszy Savage at the Gate, ale gdyby z takich kompozycji składała się cała płyta, to by było mało interesująco. Drugim jest The Lesson, kompozycja VIRGIN STEELE, która na debiucie grupy ostatecznie się nie znalazła. Raczej ciekawostka z ciekawymi solami gitarowymi niż zaginiony hit. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mix Thomasa Merglera absolutnie miażdży i wszystkie instrumenty brzmią tak true, jak powinny brzmieć true metalowe bandy z USA. Perkusja Rhino to absolutny walec, miażdżący kości wątłych i słabych i jego bitewne litaury gniotą jak nigdy. Wspaniały sound.</div>
<div style="text-align: justify;">Wszyscy zagrali tutaj wyśmienicie i na bardzo wysokim poziomie, prezentując heavy metal chwytliwy i melodyjny, z epiką i patosem, którego na świecie jest coraz mniej.</div>
<div style="text-align: justify;">Na szczęście jest Jack Starr i w tym składzie zaprezentował znakomitą porcję true metalu. Szkoda tylko, że środkowa część tego LP jest wyraźnie słabsza. Tam, gdzie jednak niszczą, to nie biorą jeńców. Rise Up!</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 8.8/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[JD Miller]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4350</link>
			<pubDate>Sat, 13 Apr 2024 22:06:42 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4350</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">JD Miller - Empyrean (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/1/4/1214853.jpg?2129" border="0" alt="[Obrazek: 1214853.jpg?2129]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Prelude of the Empyrean 01:56</div>
<div style="text-align: justify;">2.The Butterfly 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">3.Inside the Night 05:20</div>
<div style="text-align: justify;">4.Out of Control 03:44</div>
<div style="text-align: justify;">5.I'll Never Give Up 03:27</div>
<div style="text-align: justify;">6.Awake (We Are the Machines) 04:29</div>
<div style="text-align: justify;">7.One in a Million 03:23</div>
<div style="text-align: justify;">8.Call the Police 05:51</div>
<div style="text-align: justify;">9.Enemy 03:50</div>
<div style="text-align: justify;">10.Alive 07:57</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic power metal/melodic modern rock</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Peter Halldén - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Tommy Timonen - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Emil Eriksson - gitara, instrumenty klawiszowe, perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Jonny Trobro - gitara basowa</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Szwedzki JD MILLER do tej pory był bardziej znany wśród miłośników melodic rocka i AOR i wydał kilka albumów z taką muzyką w latach 2014 -2019, inspirując się tak rodzimą rockową sceną lat 80tych, jak i osiągnięciami takich grup jak BOSTON, JOURNEY, KASAS czy FOREIGNER. Ostatnio zapowiedział album nieco cięższy, a co z tego wyszło, to będzie można sprawdzić na nowym LP, który duńska wytwórnia Mighty Music zaprezentuje oficjalnie 10 maja 2024.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mając możliwość zapoznania się z tym materiałem wcześniej, mogę powiedzieć, że jest to płyta pod paroma względami zaskakująca. Na pewno zaskoczeniem nie jest bardzo dobry śpiew Petera Halldéna, wokalisty o już wyrobionej dobrej pozycji, oraz ogólne zgranie zespołu. To z całą pewnością jest ekipa, która założone cele realizuje w opcji technicznego wykonania bez zarzutu. Zaskoczeniem jest natomiast ogólne podejście do aranżacji i wypoziomowanie mocy. W The Butterfly łączą power metal z liniami AOR i pop music, a nawet z pewną progresywnością w bardzo intrygującej części instrumentalnej i na pewno jest to pewne novum w muzyce JD MILLER. Te nowoczesne, a zarazem osadzone w disco lat 80tych klawisze Emil Eriksson są na tym albumie wszechobecne i nie zawsze to jest w pełni udane. Akurat w dynamicznych i roztańczonych Inside the Night i Enemy wyszło to całkiem dobrze, w Out of Control tego w zasadzie nie ma (poza dalekim planem) tu ładnie prezentują się gitary i motyw przewodni jest gustowny, ale jakoś mało ambitny jak na możliwości JD MILLER. Totalny vintage styl prezentują w I'll Never Give Up i tu lata dyskotek lat 80tych, a może nawet 70tych są wyeksponowane maksymalnie w refrenie i to się może podobać pewnie najbardziej tym, którzy przy takiej muzyce bawili się pół wieku temu. I ciekawe, zaraz potem melodic modern kompozycja Awake (We Are the Machines) z twardymi akordami gitarowymi łagodnymi romantycznymi refrenami. Tym razem klawisze futurystyczne i dobrze, że takie. Soft rockowy styl melodii One in a Million łączy się jeszcze raz z nowocześniejszymi formami wyrazu, gdzieś nawet może i progressive rockowymi. A klawisze dla odmiany to encyklopedyczny AOR, nawet taki porównywalny do MAGNUM. Synkretyzm, ale w pozytywnym rozumieniu to dłuższy Call the Police i tu jest coś z rocka i pop i z tego bardzo późnego GENESIS i jest to zrobione nad wyraz zgrabnie. Ile w tym jednak metalu? Raczej mało. Ciekawie prezentuje się niemal heavy/power metalowy w gitarach Alive, kompozycja bez wątpienia na tym LP najbardziej ambitna w rozbudowanych, przenikających się planach muzycznych, tyle że sama melodia taka sobie. </div>
<div style="text-align: justify;">Mikael Andersson, który zrobił mix i mastering jest mało znany, ale jak słychać - obiecujący, przy czym chyba właśnie w takim lekko modern podejściu do brzmienia, bo fan bardziej klasycznego ustawienia instrumentów w ramach zwłaszcza masteringu, może tu zarzucić zbyt dużą sterylność.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest to ogólnie swoista nowa jakość w melodyjnym rock/metalowym graniu i na pewno oryginalności odmówić "Empryrean" nie można. Tyle, że metalu tu jest jednak mniej niż można było oczekiwać po zapowiedziach, power metalu węższym rozumieniu jeszcze mniej i ten LP gdzieś zawisa na granicy różnych gatunków, ujmując w różnych momentach różne grono słuchaczy, ale nie dając im całościowo pełnej satysfakcji. Może nie eklektyzm, ale kontrowersyjny dobór środków wyrazu i łączenie konwencji nie są do przyjęcia dla każdego.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7,1/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 13.04.2024</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #3399ff;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Mighty Music</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">JD Miller - Empyrean (2024)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/2/1/4/1214853.jpg?2129" border="0" alt="[Obrazek: 1214853.jpg?2129]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Prelude of the Empyrean 01:56</div>
<div style="text-align: justify;">2.The Butterfly 04:18</div>
<div style="text-align: justify;">3.Inside the Night 05:20</div>
<div style="text-align: justify;">4.Out of Control 03:44</div>
<div style="text-align: justify;">5.I'll Never Give Up 03:27</div>
<div style="text-align: justify;">6.Awake (We Are the Machines) 04:29</div>
<div style="text-align: justify;">7.One in a Million 03:23</div>
<div style="text-align: justify;">8.Call the Police 05:51</div>
<div style="text-align: justify;">9.Enemy 03:50</div>
<div style="text-align: justify;">10.Alive 07:57</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2024</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic power metal/melodic modern rock</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Peter Halldén - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Tommy Timonen - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Emil Eriksson - gitara, instrumenty klawiszowe, perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Jonny Trobro - gitara basowa</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Szwedzki JD MILLER do tej pory był bardziej znany wśród miłośników melodic rocka i AOR i wydał kilka albumów z taką muzyką w latach 2014 -2019, inspirując się tak rodzimą rockową sceną lat 80tych, jak i osiągnięciami takich grup jak BOSTON, JOURNEY, KASAS czy FOREIGNER. Ostatnio zapowiedział album nieco cięższy, a co z tego wyszło, to będzie można sprawdzić na nowym LP, który duńska wytwórnia Mighty Music zaprezentuje oficjalnie 10 maja 2024.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mając możliwość zapoznania się z tym materiałem wcześniej, mogę powiedzieć, że jest to płyta pod paroma względami zaskakująca. Na pewno zaskoczeniem nie jest bardzo dobry śpiew Petera Halldéna, wokalisty o już wyrobionej dobrej pozycji, oraz ogólne zgranie zespołu. To z całą pewnością jest ekipa, która założone cele realizuje w opcji technicznego wykonania bez zarzutu. Zaskoczeniem jest natomiast ogólne podejście do aranżacji i wypoziomowanie mocy. W The Butterfly łączą power metal z liniami AOR i pop music, a nawet z pewną progresywnością w bardzo intrygującej części instrumentalnej i na pewno jest to pewne novum w muzyce JD MILLER. Te nowoczesne, a zarazem osadzone w disco lat 80tych klawisze Emil Eriksson są na tym albumie wszechobecne i nie zawsze to jest w pełni udane. Akurat w dynamicznych i roztańczonych Inside the Night i Enemy wyszło to całkiem dobrze, w Out of Control tego w zasadzie nie ma (poza dalekim planem) tu ładnie prezentują się gitary i motyw przewodni jest gustowny, ale jakoś mało ambitny jak na możliwości JD MILLER. Totalny vintage styl prezentują w I'll Never Give Up i tu lata dyskotek lat 80tych, a może nawet 70tych są wyeksponowane maksymalnie w refrenie i to się może podobać pewnie najbardziej tym, którzy przy takiej muzyce bawili się pół wieku temu. I ciekawe, zaraz potem melodic modern kompozycja Awake (We Are the Machines) z twardymi akordami gitarowymi łagodnymi romantycznymi refrenami. Tym razem klawisze futurystyczne i dobrze, że takie. Soft rockowy styl melodii One in a Million łączy się jeszcze raz z nowocześniejszymi formami wyrazu, gdzieś nawet może i progressive rockowymi. A klawisze dla odmiany to encyklopedyczny AOR, nawet taki porównywalny do MAGNUM. Synkretyzm, ale w pozytywnym rozumieniu to dłuższy Call the Police i tu jest coś z rocka i pop i z tego bardzo późnego GENESIS i jest to zrobione nad wyraz zgrabnie. Ile w tym jednak metalu? Raczej mało. Ciekawie prezentuje się niemal heavy/power metalowy w gitarach Alive, kompozycja bez wątpienia na tym LP najbardziej ambitna w rozbudowanych, przenikających się planach muzycznych, tyle że sama melodia taka sobie. </div>
<div style="text-align: justify;">Mikael Andersson, który zrobił mix i mastering jest mało znany, ale jak słychać - obiecujący, przy czym chyba właśnie w takim lekko modern podejściu do brzmienia, bo fan bardziej klasycznego ustawienia instrumentów w ramach zwłaszcza masteringu, może tu zarzucić zbyt dużą sterylność.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest to ogólnie swoista nowa jakość w melodyjnym rock/metalowym graniu i na pewno oryginalności odmówić "Empryrean" nie można. Tyle, że metalu tu jest jednak mniej niż można było oczekiwać po zapowiedziach, power metalu węższym rozumieniu jeszcze mniej i ten LP gdzieś zawisa na granicy różnych gatunków, ujmując w różnych momentach różne grono słuchaczy, ale nie dając im całościowo pełnej satysfakcji. Może nie eklektyzm, ale kontrowersyjny dobór środków wyrazu i łączenie konwencji nie są do przyjęcia dla każdego.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7,1/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 13.04.2024</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #3399ff;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Mighty Music</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jezabel]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3870</link>
			<pubDate>Sat, 03 Sep 2022 19:53:52 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3870</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jezabel - Legiones del sur (2003)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/3/2/2/3/32234.jpg?3747" border="0" alt="[Obrazek: 32234.jpg?3747]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Glaciares 02:15</div>
<div style="text-align: justify;">2.Sigue un paso más 03:49</div>
<div style="text-align: justify;">3.Alas de acero 05:26</div>
<div style="text-align: justify;">4.Signos (10 X) 04:40</div>
<div style="text-align: justify;">5.Elegía 05:24</div>
<div style="text-align: justify;">6.Legiones del sur 05:41</div>
<div style="text-align: justify;">7.El tiempo dirá 05:24<br />
8.Grito de libertad 05:30</div>
<div style="text-align: justify;">9.S.A.F. 01:56</div>
<div style="text-align: justify;">10.Fe 04:06</div>
<div style="text-align: justify;">11.Miro atrás 06:30</div>
<div style="text-align: justify;">12.Imagen del mundo 05:22</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2003</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Argentyna</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Leandro Coronel - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Néstor Rodríguez - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Diego Del Río - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Gustavo Florio - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Guillermo Saccomanno - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Omar Liste - instrumenty klawiszowe</div>
<div style="text-align: justify;">oraz</div>
<div style="text-align: justify;">Marcelo Bracalente - gitara basowa ("Elegía")</div>
<div style="text-align: justify;">Christian Abarca - gitara basowa ("Fe")<br />
Diego Ribeiro Couto - instrumenty klawiszowe ("Glaciares")</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">JEZABEL to jeden z pierwszych zespołów z Buenos Aires, który budował zręby sceny power metalowej w tym mieście od roku 1993. Początkowo zaprezentował pewną liczbę nagrań demo, potem w roku 2001 bardzo przeciętny album z melodyjnym, nieco naiwnym power metalem "A todo o nada" wydanym jednak przez uznaną wytwórnię Icarus Music. Kontrakt nie został przedłużony i kolejny album "Legiones del sur" przedstawiła już włoska wytwórnia Cruz del Sur Music w październiku 2003, nieco ryzykując w inwestycję w latino power metal z Argentyny, poza swoim krajem jeszcze wówczas praktycznie nieznanym. Wśród gości, którzy tu zagrali, znalazł się szanowany weteran stołecznej sceny power metalowej, gitarzysta i klawiszowiec Ariel Ranieri  z JASON.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
Dostali swoją szansę i tym razem w pełni ją wykorzystali. Zagrali pełen pasji i melodii dynamiczny power metal, a Leandro Coronel pokazał znacznie więcej niż na debiucie, podobnie jaki instrumentaliści i za tę wiarę i werwę, jaką tu zaprezentowali należą się wyrazy uznania. Potężnie grają na wysokich obrotach przy wsparciu fantazyjnych klawiszy w heroicznym Sigue un paso más. Moc! I jak to mówią, moc pozostaje z nimi do samego końca. Romantyzm i sentymentalizm także wyrażają power metalem w Alas de acero, a przy tym takie to jest epickie i dumne w spokojnej narracji. Bardzo interesująca jest partia instrumentalna, wskazująca że grupa potrafi wyjść w obszary niemal progresywne bez utraty classic metalowej orientacji. Uroczysty i niezmiernie elegancki jest zagrany w zmiennych do umiarkowanego tempach Signos (10 X). Te ocierające się o heavy/power niby łagodniejsze kompozycje ociekają epickością w najlepszym wydaniu i tu tak melodie, jak i wsparcie świetnie grającego klawiszowca, są ozdobą Elegía i bez korzystania z jakichś specjalnych chwytów aranżacyjnych uzyskują efekt metalu majestatycznego. Jak piękne rozbrzmiewa łagodnie, ale stanowczo poprowadzony przez Leandro Legiones del sur, doprawdy godny bycia kompozycją tytułową! Wyborne sola, jak to często w argentyńskich zespołach, grane naprzemiennie prezentują tu gitarzyści. Nie ustają w czarowaniu słuchacza, nie ustają. Wyśmienity, rozważny power metal to El tiempo dirá i takie refreny jak ten tutaj nieczęsto się zdarzają. Moc! I ten dialog gitar z klawiszami godny wczesnego STRATOVARIUS. Kapitalnie grają, po prostu kapitalnie! Coś niesamowitego w bojowym Grito de libertad i niczym w tej heroicznej postawie nie ustępują TIERRA SANTA. Zadziornie i z taką pewnością siebie grają wspaniały, szybki Fe, gdzie zwrotki więcej niż zachwycają i chyba jedyny raz są lepsze od refrenu. Gitary akustyczne... Urocze, poetyckie w Miro atrás, a kompozycja całościowo z narastającą epicką mocą aż do finału. To bardziej klasyczny heavy metal, natomiast dzieło wieńczy po raz kolejny pełen energii power metal Imagen del mundo, z brawurową partią instrumentalną i bezbłędnymi wysokimi, dramatycznymi wokalami Leandro Coronela.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Album wyprodukował Ariel Ranieri, a nagrany w Argentynie materiał masteringowi poddał słynny włoski inżynier dźwięku Luigi Stefanini. Trudno zliczyć, ile świetnych płyt zaliczył w swej karierze, ale na pewno można powiedzieć, że JEZABEL i słuchacze nie mogą mieć do brzmienia żadnych uwag. Nie za miękko, nie za ciężko, klawisze doskonale słyszalne. Power metal o soundzie uniwersalnym, z lekkim wskazaniem na Europę południową.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta została doskonale przyjęta i oceniona wysoko, zyskując popularność także w Europie, jednak grupa za ciosem nie poszła. Zaszło kilka zmian w składzie, odszedł Omar Liste i jakoś ciężko było znaleźć odpowiedniego następcę. Następny album zespołu ukazał się dopiero w roku 2009.</div>
<br />
Nawet dziś, po latach rozwoju argentyńskiego power metalu, LP "Legiones del sur" stanowi dla większości zespołów hiszpańsko języcznych niedościgniony wzór do naśladowania. Wielka Moc.<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 10/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 3.09.2022</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jezabel - Legiones del sur (2003)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/3/2/2/3/32234.jpg?3747" border="0" alt="[Obrazek: 32234.jpg?3747]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Glaciares 02:15</div>
<div style="text-align: justify;">2.Sigue un paso más 03:49</div>
<div style="text-align: justify;">3.Alas de acero 05:26</div>
<div style="text-align: justify;">4.Signos (10 X) 04:40</div>
<div style="text-align: justify;">5.Elegía 05:24</div>
<div style="text-align: justify;">6.Legiones del sur 05:41</div>
<div style="text-align: justify;">7.El tiempo dirá 05:24<br />
8.Grito de libertad 05:30</div>
<div style="text-align: justify;">9.S.A.F. 01:56</div>
<div style="text-align: justify;">10.Fe 04:06</div>
<div style="text-align: justify;">11.Miro atrás 06:30</div>
<div style="text-align: justify;">12.Imagen del mundo 05:22</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2003</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Argentyna</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Leandro Coronel - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Néstor Rodríguez - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Diego Del Río - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Gustavo Florio - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Guillermo Saccomanno - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">Omar Liste - instrumenty klawiszowe</div>
<div style="text-align: justify;">oraz</div>
<div style="text-align: justify;">Marcelo Bracalente - gitara basowa ("Elegía")</div>
<div style="text-align: justify;">Christian Abarca - gitara basowa ("Fe")<br />
Diego Ribeiro Couto - instrumenty klawiszowe ("Glaciares")</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">JEZABEL to jeden z pierwszych zespołów z Buenos Aires, który budował zręby sceny power metalowej w tym mieście od roku 1993. Początkowo zaprezentował pewną liczbę nagrań demo, potem w roku 2001 bardzo przeciętny album z melodyjnym, nieco naiwnym power metalem "A todo o nada" wydanym jednak przez uznaną wytwórnię Icarus Music. Kontrakt nie został przedłużony i kolejny album "Legiones del sur" przedstawiła już włoska wytwórnia Cruz del Sur Music w październiku 2003, nieco ryzykując w inwestycję w latino power metal z Argentyny, poza swoim krajem jeszcze wówczas praktycznie nieznanym. Wśród gości, którzy tu zagrali, znalazł się szanowany weteran stołecznej sceny power metalowej, gitarzysta i klawiszowiec Ariel Ranieri  z JASON.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
Dostali swoją szansę i tym razem w pełni ją wykorzystali. Zagrali pełen pasji i melodii dynamiczny power metal, a Leandro Coronel pokazał znacznie więcej niż na debiucie, podobnie jaki instrumentaliści i za tę wiarę i werwę, jaką tu zaprezentowali należą się wyrazy uznania. Potężnie grają na wysokich obrotach przy wsparciu fantazyjnych klawiszy w heroicznym Sigue un paso más. Moc! I jak to mówią, moc pozostaje z nimi do samego końca. Romantyzm i sentymentalizm także wyrażają power metalem w Alas de acero, a przy tym takie to jest epickie i dumne w spokojnej narracji. Bardzo interesująca jest partia instrumentalna, wskazująca że grupa potrafi wyjść w obszary niemal progresywne bez utraty classic metalowej orientacji. Uroczysty i niezmiernie elegancki jest zagrany w zmiennych do umiarkowanego tempach Signos (10 X). Te ocierające się o heavy/power niby łagodniejsze kompozycje ociekają epickością w najlepszym wydaniu i tu tak melodie, jak i wsparcie świetnie grającego klawiszowca, są ozdobą Elegía i bez korzystania z jakichś specjalnych chwytów aranżacyjnych uzyskują efekt metalu majestatycznego. Jak piękne rozbrzmiewa łagodnie, ale stanowczo poprowadzony przez Leandro Legiones del sur, doprawdy godny bycia kompozycją tytułową! Wyborne sola, jak to często w argentyńskich zespołach, grane naprzemiennie prezentują tu gitarzyści. Nie ustają w czarowaniu słuchacza, nie ustają. Wyśmienity, rozważny power metal to El tiempo dirá i takie refreny jak ten tutaj nieczęsto się zdarzają. Moc! I ten dialog gitar z klawiszami godny wczesnego STRATOVARIUS. Kapitalnie grają, po prostu kapitalnie! Coś niesamowitego w bojowym Grito de libertad i niczym w tej heroicznej postawie nie ustępują TIERRA SANTA. Zadziornie i z taką pewnością siebie grają wspaniały, szybki Fe, gdzie zwrotki więcej niż zachwycają i chyba jedyny raz są lepsze od refrenu. Gitary akustyczne... Urocze, poetyckie w Miro atrás, a kompozycja całościowo z narastającą epicką mocą aż do finału. To bardziej klasyczny heavy metal, natomiast dzieło wieńczy po raz kolejny pełen energii power metal Imagen del mundo, z brawurową partią instrumentalną i bezbłędnymi wysokimi, dramatycznymi wokalami Leandro Coronela.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Album wyprodukował Ariel Ranieri, a nagrany w Argentynie materiał masteringowi poddał słynny włoski inżynier dźwięku Luigi Stefanini. Trudno zliczyć, ile świetnych płyt zaliczył w swej karierze, ale na pewno można powiedzieć, że JEZABEL i słuchacze nie mogą mieć do brzmienia żadnych uwag. Nie za miękko, nie za ciężko, klawisze doskonale słyszalne. Power metal o soundzie uniwersalnym, z lekkim wskazaniem na Europę południową.</div>
<div style="text-align: justify;">Płyta została doskonale przyjęta i oceniona wysoko, zyskując popularność także w Europie, jednak grupa za ciosem nie poszła. Zaszło kilka zmian w składzie, odszedł Omar Liste i jakoś ciężko było znaleźć odpowiedniego następcę. Następny album zespołu ukazał się dopiero w roku 2009.</div>
<br />
Nawet dziś, po latach rozwoju argentyńskiego power metalu, LP "Legiones del sur" stanowi dla większości zespołów hiszpańsko języcznych niedościgniony wzór do naśladowania. Wielka Moc.<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 10/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 3.09.2022</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jani Liimatainen]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3765</link>
			<pubDate>Thu, 12 May 2022 17:20:00 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3765</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jani Liimatainen - My Father's Son (2022)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://i.discogs.com/FNXP7Kog3PIj6tLeAqXQCGyRHiL3EliGQf3QLCl_BTc/rs:fit/g:sm/q:90/h:600/w:600/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTIzMDk3/NjIwLTE2NTE1ODQ3/MzUtNjY2Ny5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: MzUtNjY2Ny5qcGVn.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Breathing Divinity 05:03</div>
<div style="text-align: justify;">2.All Dreams Are Born to Die 04:51</div>
<div style="text-align: justify;">3.What Do You Want 04:55</div>
<div style="text-align: justify;">4.Who Are We 06:08</div>
<div style="text-align: justify;">5.Side by Side 05:16</div>
<div style="text-align: justify;">6.The Music Box 05:50</div>
<div style="text-align: justify;">7.Into the Fray 05:33</div>
<div style="text-align: justify;">8.I Could Stop Now 03:56</div>
<div style="text-align: justify;">9.Haunted House 05:17</div>
<div style="text-align: justify;">10.My Father's Son 11:32</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2022</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic power metal/ melodic rock</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Finlandia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Jani Liimatainen - śpiew ("Haunted House"), gitary, instrumenty klawiszowe</div>
<div style="text-align: justify;">oraz</div>
<div style="text-align: justify;">Jonas Kuhlberg - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Rolf Pilve - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">oraz Goście wokaliści <br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">Jani Liimatainen, założyciel SONATA ARCTICA od lat już gra inną muzykę w INSOMNIUM i THE DARK ELEMENT. Jednak ma i inne pomysły muzyczne, które nie mieszczą się w ramach gatunkowo wspomnianych zespołów. Dlatego też postanowił się podzielić nimi ze słuchaczami na albumie sygnowanym własnym nazwiskiem, wsparty przez instrumentalistów grających z nim w innych zespołach oraz wokalistów powszechnie znanych i po części powiązanych z jego metalową karierą. "My Father's Son" wydała w maju włoska wytwórnia Frontiers Records, a w Japonii Avalon.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jednoznaczna klasyfikacja stylistycznego charakteru tej płyty jest trudna. Rozrzut gatunkowy jest spory i zaczyna się to wszystko melodyjnym progresywnym metalem o pewnych cechach późnego SONATA ARCTICA Breathing Divinity, gdzie łagodnie i nastrojowo w pastelowym refleksyjnym songu zaśpiewał Björn "Speed" Strid z SOILWORK. Mocniejsze akcenty w drugiej części tej kompozycji robią bardzo pozytywne wrażenie. Tony Kakko pojawia się jako wokalista w melodyjnym power metalowym All Dreams Are Born to Die o zwiewnej ciepłej melodii i pewnie skojarzenia z SONATA ARCTICA są tu jak najbardziej słuszne, ale także wyraźnie Jani zatęsknił za CAIN'S OFFERING z czasów "Stormcrow". Oj zatęsknił, bo w What Do You Want, świetnie do melodii o przebojowym, ale zdystansowanym charakterze i niekomercyjnym stylu aranżacji, wybornie śpiewa Brazylijczyk Renan Zonta, Mistrz z BROTHER AGAINST BROTHER. Jani go docenił i zaufał, bo ponownie można go usłyszeć w The Music Box. Tylko, że ja nie bardzo wierzę w szczerość takich festiwalowych songów przy pianinie i orkiestrze. Niemniej, Renan jako wokalista po prostu klasa! Pianino Jarkko Lahti z THE DARK ELEMENT rozpoczyna także Who Are We. Tu w poetyckim i nudnawym niestety stylu obecnego STRATOVARIUS zaśpiewał Timo Kotipelto i w sumie dzieje się tu tyle samo ciekawego, co na słabszych płytach STRATOVARIUS w takich utworach, czyli niewiele. Jeszcze raz poprawnie Timo śpiewa w podobnie stratovariusowym wygładzonym, melodic power metalowym Into the Fray i jeśli coś tu wyróżnić, to dobrze zagrane partie klawiszowe oraz rozległy, wyżej zaśpiewany refren.<br />
Pekka Heino (ex LEVERAGE) po prostu zawsze jest przyjemnie posłuchać. Tu śpiewa w ciepłym songu Side by Side, choć poza refrenem więcej tu rocka jego głównej formacji BROTHER FIRETRIBE niż LEVERAGE. Poprawne, strawne, ale w sumie nie porywa, choć jest i saksofon Janne Huttunenena... Jest także Anette Olzon, bo przecież z THE DARK ELEMENT wszyscy chcieli tu dołożyć swoją cegiełkę, ale nad I Could Stop Now spuszczę wstydliwą kurtynę milczenia.<br />
Jako wokalista Jani Liimatainen wystąpił tu tylko jeden raz w Haunted House i ten jego przekaz w nostalgicznym i refleksyjnym songu o charakterze progressive rockowym jest ciekawy, aktorski. Jednak sam utwór bezbarwny ogólnie, nieco ospały, nazbyt oniryczny i czeka się, aż się to jakoś rozwinie, ale na próżno. My Father's Son, kolos w stylu SONATA ARCTICA/STRATOVARIOUS z progresywnymi ornamentacjami zaśpiewał po prostu wspaniale Antti Railio (ex CELESTY). Po prostu szkoda, że od lat nie nagrywa niczego w eksportowych fińskich grupach power metalowych. Jego się tu słucha, muzyki już niekoniecznie,bo to taki styl, który odstręczył wielu fanów realnie power metalowego STRATOVARIUS i SONATA ARCTICA od kibicowania tym grupom od co najmniej dziesięciu lat. Nudna poprawność.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Początek albumu obiecujący, dalej już tylko gorzej. Odegrane na profesjonalnym poziomie, ale rzemieślniczo i nawet solowa gra Jani Liimatainen jest mało atrakcyjna. Największa przyjemność to uslyszeć Antti Railio. Lider jako producent się oczywiście sprawdził, to zbyt doświadczony spec od tego i finnvoxoiwy sound jest dopieszczony. Jednak jako kompozytor to specjalnie się tu <br />
 Jani Allan Kristian Liimatainen nie wysilił i jest to bardzo wtórne tak w opcji melodic power, jak i bladego melodic rocka.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 5,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 12.05.2022</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jani Liimatainen - My Father's Son (2022)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://i.discogs.com/FNXP7Kog3PIj6tLeAqXQCGyRHiL3EliGQf3QLCl_BTc/rs:fit/g:sm/q:90/h:600/w:600/czM6Ly9kaXNjb2dz/LWRhdGFiYXNlLWlt/YWdlcy9SLTIzMDk3/NjIwLTE2NTE1ODQ3/MzUtNjY2Ny5qcGVn.jpeg" border="0" alt="[Obrazek: MzUtNjY2Ny5qcGVn.jpeg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Breathing Divinity 05:03</div>
<div style="text-align: justify;">2.All Dreams Are Born to Die 04:51</div>
<div style="text-align: justify;">3.What Do You Want 04:55</div>
<div style="text-align: justify;">4.Who Are We 06:08</div>
<div style="text-align: justify;">5.Side by Side 05:16</div>
<div style="text-align: justify;">6.The Music Box 05:50</div>
<div style="text-align: justify;">7.Into the Fray 05:33</div>
<div style="text-align: justify;">8.I Could Stop Now 03:56</div>
<div style="text-align: justify;">9.Haunted House 05:17</div>
<div style="text-align: justify;">10.My Father's Son 11:32</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2022</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic power metal/ melodic rock</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Finlandia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Jani Liimatainen - śpiew ("Haunted House"), gitary, instrumenty klawiszowe</div>
<div style="text-align: justify;">oraz</div>
<div style="text-align: justify;">Jonas Kuhlberg - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Rolf Pilve - perkusja</div>
<div style="text-align: justify;">oraz Goście wokaliści <br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">Jani Liimatainen, założyciel SONATA ARCTICA od lat już gra inną muzykę w INSOMNIUM i THE DARK ELEMENT. Jednak ma i inne pomysły muzyczne, które nie mieszczą się w ramach gatunkowo wspomnianych zespołów. Dlatego też postanowił się podzielić nimi ze słuchaczami na albumie sygnowanym własnym nazwiskiem, wsparty przez instrumentalistów grających z nim w innych zespołach oraz wokalistów powszechnie znanych i po części powiązanych z jego metalową karierą. "My Father's Son" wydała w maju włoska wytwórnia Frontiers Records, a w Japonii Avalon.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jednoznaczna klasyfikacja stylistycznego charakteru tej płyty jest trudna. Rozrzut gatunkowy jest spory i zaczyna się to wszystko melodyjnym progresywnym metalem o pewnych cechach późnego SONATA ARCTICA Breathing Divinity, gdzie łagodnie i nastrojowo w pastelowym refleksyjnym songu zaśpiewał Björn "Speed" Strid z SOILWORK. Mocniejsze akcenty w drugiej części tej kompozycji robią bardzo pozytywne wrażenie. Tony Kakko pojawia się jako wokalista w melodyjnym power metalowym All Dreams Are Born to Die o zwiewnej ciepłej melodii i pewnie skojarzenia z SONATA ARCTICA są tu jak najbardziej słuszne, ale także wyraźnie Jani zatęsknił za CAIN'S OFFERING z czasów "Stormcrow". Oj zatęsknił, bo w What Do You Want, świetnie do melodii o przebojowym, ale zdystansowanym charakterze i niekomercyjnym stylu aranżacji, wybornie śpiewa Brazylijczyk Renan Zonta, Mistrz z BROTHER AGAINST BROTHER. Jani go docenił i zaufał, bo ponownie można go usłyszeć w The Music Box. Tylko, że ja nie bardzo wierzę w szczerość takich festiwalowych songów przy pianinie i orkiestrze. Niemniej, Renan jako wokalista po prostu klasa! Pianino Jarkko Lahti z THE DARK ELEMENT rozpoczyna także Who Are We. Tu w poetyckim i nudnawym niestety stylu obecnego STRATOVARIUS zaśpiewał Timo Kotipelto i w sumie dzieje się tu tyle samo ciekawego, co na słabszych płytach STRATOVARIUS w takich utworach, czyli niewiele. Jeszcze raz poprawnie Timo śpiewa w podobnie stratovariusowym wygładzonym, melodic power metalowym Into the Fray i jeśli coś tu wyróżnić, to dobrze zagrane partie klawiszowe oraz rozległy, wyżej zaśpiewany refren.<br />
Pekka Heino (ex LEVERAGE) po prostu zawsze jest przyjemnie posłuchać. Tu śpiewa w ciepłym songu Side by Side, choć poza refrenem więcej tu rocka jego głównej formacji BROTHER FIRETRIBE niż LEVERAGE. Poprawne, strawne, ale w sumie nie porywa, choć jest i saksofon Janne Huttunenena... Jest także Anette Olzon, bo przecież z THE DARK ELEMENT wszyscy chcieli tu dołożyć swoją cegiełkę, ale nad I Could Stop Now spuszczę wstydliwą kurtynę milczenia.<br />
Jako wokalista Jani Liimatainen wystąpił tu tylko jeden raz w Haunted House i ten jego przekaz w nostalgicznym i refleksyjnym songu o charakterze progressive rockowym jest ciekawy, aktorski. Jednak sam utwór bezbarwny ogólnie, nieco ospały, nazbyt oniryczny i czeka się, aż się to jakoś rozwinie, ale na próżno. My Father's Son, kolos w stylu SONATA ARCTICA/STRATOVARIOUS z progresywnymi ornamentacjami zaśpiewał po prostu wspaniale Antti Railio (ex CELESTY). Po prostu szkoda, że od lat nie nagrywa niczego w eksportowych fińskich grupach power metalowych. Jego się tu słucha, muzyki już niekoniecznie,bo to taki styl, który odstręczył wielu fanów realnie power metalowego STRATOVARIUS i SONATA ARCTICA od kibicowania tym grupom od co najmniej dziesięciu lat. Nudna poprawność.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Początek albumu obiecujący, dalej już tylko gorzej. Odegrane na profesjonalnym poziomie, ale rzemieślniczo i nawet solowa gra Jani Liimatainen jest mało atrakcyjna. Największa przyjemność to uslyszeć Antti Railio. Lider jako producent się oczywiście sprawdził, to zbyt doświadczony spec od tego i finnvoxoiwy sound jest dopieszczony. Jednak jako kompozytor to specjalnie się tu <br />
 Jani Allan Kristian Liimatainen nie wysilił i jest to bardzo wtórne tak w opcji melodic power, jak i bladego melodic rocka.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 5,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 12.05.2022</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jacobs Dream]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3471</link>
			<pubDate>Sat, 03 Apr 2021 18:14:54 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3471</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jacobs Dream - Jacobs Dream (2000)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/7/8/5/1785.jpg?2826" border="0" alt="[Obrazek: 1785.jpg?2826]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Kinescope 03:34<br />
2.Funambulism 04:34</div>
<div style="text-align: justify;">3.Scape Goat 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">4.Mad House of Cain 03:01</div>
<div style="text-align: justify;">5.Tale of Fears 04:30</div>
<div style="text-align: justify;">6.Crusade 04:10</div>
<div style="text-align: justify;">7.Black Watch 03:56</div>
<div style="text-align: justify;">8.Love &amp; Sorrow 04:15</div>
<div style="text-align: justify;">9.The Gathering 03:25</div>
<div style="text-align: justify;">10.Never Surrender 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">11.The Bleeding Tree 03:49</div>
<div style="text-align: justify;">12.Violent Truth 03:19</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2000</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">David Taylor - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">John Berry - gitara<br />
Gary L. Holtzman - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">James Evans - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Rick May - perkusja </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Amerykańska scena christian metalowa jest bogata, jednak poza kilkoma zespołami grupy z USA nie zdobyły poza swoim krajem większego uznania. Na pewno do tej nieznanej sfery nie należy JACOBS DREAM z Columbus w Ohio. Założony w roku 1994 i noszący do 1996 nazwę IRON ANGEL w roku 1999 przygotował swój pierwszy album, który zwrócił uwagę znanej wytwórni Metal Blade i został przez nią wydany w styczniu 2000.<br />
<br />
Bez wątpienia była to decyzja słuszna. JACOBS DREAM pokazał nowe, power metalowe spojrzenie na amerykański christian metal i zadziwił tak wybornym wokalistą Davidem Taylorem, jak i ogólnym kunsztem wykonania i samymi kompozycjami.<br />
Rozpoczynający ten album Kinescope to fenomenalny przykład tego, co grupa może zrobić w średnich tempach w mega melodyjnej oprawie, wzniośle, zarazem dostojnie i bez przerysowań tak typowych dla muzyki christian metalowej z USA. No i Taylor, fantastycznie śpiewający w wysokich rejestrach ze swobodą Geoffa Tate. JACOBS DREAM nie gra muzyki uproszczonej do typowej dla nurtu ekspozycji czasem zbyt nachalnych refrenów. Może nie jest to podejście progresywne w czystej formie, ale budowanie nastroju czasem dosyć chłodnego jest uzyskiwane przez pewne zmiany rytmu, wchodzenie w transowe powtarzanie niektórych motywów gitarowych i dosyć złożone fragmenty instrumentalne i to wraz z subtelnie potraktowanymi melodiami stanowi siłę Funambulism, Scape Goat i The Gathering, przy czym cały czas trzymają się w tych kompozycjach zasadniczych pryncypiów power metalu w odmianie amerykańskiej, którego najwięcej w czystej postaci jest w Love &amp; Sorrow, galopującym Violent Truth i także w Never Surrender, nawiązującym do tradycji spokojnego rozgrywania wątków o charakterze epickim w amerykańskim classic metalu lat 80tych. <br />
W bardziej niepokojącej, niemal teatralnej kompozycji Mad House of Cain wykorzystują nieco z repertuaru muzycznych chwytów QUEENSRYCHE, choć może także coś z MERCYFUL FATE i KING DIAMOND... Romantycznie i delikatnie snują opowieść w Tale of Fears komasując najbardziej poetyckie momenty poza chwytliwym, bardzo spokojnym refrenem. Gdy grają bardziej epicko i ciężej, to prezentują wspaniały, heroiczny Crusader i zachwyca lekkość, z jaką osiągają tu cel, by zdecydowanie uderzyć w słuchacza klasycznym USPM w rycerskiej odmianie. Wyborny refren, a sama kompozycja w tych obszarach stylistycznych najlepsza ogólnie w historii zespołu. W nieco łagodniejszej, nostalgicznej formie wybrzmiewa bardzo udany, dostojny The Bleeding Tree.<br />
<br />
Gra gitarzystów jest na bardzo wysokim poziomie i słychać to, gdy sami biorą na siebie ciężar budowania utworu w instrumentalnym Black Watch, co ciekawe z pewnymi riffami łatwo rozpoznawalnymi, jako stworzonymi przez IRON MAIDEN. W tym numerze zgrał gościnnie zaprzyjaźniony z zespołem doskonały amerykański metalowy gitarzysta Rob Johnson. Samo brzmienie nie jest zbyt ciężkie, gitary są raczej chłodne i stalowe, sekcja rytmiczna głośna z nastawieniem na ekspozycję perkusji i znakomicie centralnie wysunięty jest wokalista. Bardzo zgrabnie wpleciono także partie interesujących klawiszy na planie drugim w kilku kompozycjach.<br />
Album został przyjęty z zainteresowaniem także w Europie i Metal Blade zakontraktowało kolejną płytę, jednak w tym samym czasie odeszli Rick May i Gary L. Holtzman i album ten został nagrany w nowym zestawieniu. Dalsza historia działalności JACOB DREAM to spektakularne odejścia i powroty, okresy uśpienia oraz seria płyt z ostatnią "Sea Of Destiny" z roku 2017. No i krok po kroku zbliżanie się do progresywnego power metalu w czystej postaci.<br />
<br />
ocena: 8/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 3.04.2021</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jacobs Dream - Jacobs Dream (2000)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/7/8/5/1785.jpg?2826" border="0" alt="[Obrazek: 1785.jpg?2826]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Kinescope 03:34<br />
2.Funambulism 04:34</div>
<div style="text-align: justify;">3.Scape Goat 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">4.Mad House of Cain 03:01</div>
<div style="text-align: justify;">5.Tale of Fears 04:30</div>
<div style="text-align: justify;">6.Crusade 04:10</div>
<div style="text-align: justify;">7.Black Watch 03:56</div>
<div style="text-align: justify;">8.Love &amp; Sorrow 04:15</div>
<div style="text-align: justify;">9.The Gathering 03:25</div>
<div style="text-align: justify;">10.Never Surrender 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">11.The Bleeding Tree 03:49</div>
<div style="text-align: justify;">12.Violent Truth 03:19</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2000</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">David Taylor - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">John Berry - gitara<br />
Gary L. Holtzman - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">James Evans - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Rick May - perkusja </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Amerykańska scena christian metalowa jest bogata, jednak poza kilkoma zespołami grupy z USA nie zdobyły poza swoim krajem większego uznania. Na pewno do tej nieznanej sfery nie należy JACOBS DREAM z Columbus w Ohio. Założony w roku 1994 i noszący do 1996 nazwę IRON ANGEL w roku 1999 przygotował swój pierwszy album, który zwrócił uwagę znanej wytwórni Metal Blade i został przez nią wydany w styczniu 2000.<br />
<br />
Bez wątpienia była to decyzja słuszna. JACOBS DREAM pokazał nowe, power metalowe spojrzenie na amerykański christian metal i zadziwił tak wybornym wokalistą Davidem Taylorem, jak i ogólnym kunsztem wykonania i samymi kompozycjami.<br />
Rozpoczynający ten album Kinescope to fenomenalny przykład tego, co grupa może zrobić w średnich tempach w mega melodyjnej oprawie, wzniośle, zarazem dostojnie i bez przerysowań tak typowych dla muzyki christian metalowej z USA. No i Taylor, fantastycznie śpiewający w wysokich rejestrach ze swobodą Geoffa Tate. JACOBS DREAM nie gra muzyki uproszczonej do typowej dla nurtu ekspozycji czasem zbyt nachalnych refrenów. Może nie jest to podejście progresywne w czystej formie, ale budowanie nastroju czasem dosyć chłodnego jest uzyskiwane przez pewne zmiany rytmu, wchodzenie w transowe powtarzanie niektórych motywów gitarowych i dosyć złożone fragmenty instrumentalne i to wraz z subtelnie potraktowanymi melodiami stanowi siłę Funambulism, Scape Goat i The Gathering, przy czym cały czas trzymają się w tych kompozycjach zasadniczych pryncypiów power metalu w odmianie amerykańskiej, którego najwięcej w czystej postaci jest w Love &amp; Sorrow, galopującym Violent Truth i także w Never Surrender, nawiązującym do tradycji spokojnego rozgrywania wątków o charakterze epickim w amerykańskim classic metalu lat 80tych. <br />
W bardziej niepokojącej, niemal teatralnej kompozycji Mad House of Cain wykorzystują nieco z repertuaru muzycznych chwytów QUEENSRYCHE, choć może także coś z MERCYFUL FATE i KING DIAMOND... Romantycznie i delikatnie snują opowieść w Tale of Fears komasując najbardziej poetyckie momenty poza chwytliwym, bardzo spokojnym refrenem. Gdy grają bardziej epicko i ciężej, to prezentują wspaniały, heroiczny Crusader i zachwyca lekkość, z jaką osiągają tu cel, by zdecydowanie uderzyć w słuchacza klasycznym USPM w rycerskiej odmianie. Wyborny refren, a sama kompozycja w tych obszarach stylistycznych najlepsza ogólnie w historii zespołu. W nieco łagodniejszej, nostalgicznej formie wybrzmiewa bardzo udany, dostojny The Bleeding Tree.<br />
<br />
Gra gitarzystów jest na bardzo wysokim poziomie i słychać to, gdy sami biorą na siebie ciężar budowania utworu w instrumentalnym Black Watch, co ciekawe z pewnymi riffami łatwo rozpoznawalnymi, jako stworzonymi przez IRON MAIDEN. W tym numerze zgrał gościnnie zaprzyjaźniony z zespołem doskonały amerykański metalowy gitarzysta Rob Johnson. Samo brzmienie nie jest zbyt ciężkie, gitary są raczej chłodne i stalowe, sekcja rytmiczna głośna z nastawieniem na ekspozycję perkusji i znakomicie centralnie wysunięty jest wokalista. Bardzo zgrabnie wpleciono także partie interesujących klawiszy na planie drugim w kilku kompozycjach.<br />
Album został przyjęty z zainteresowaniem także w Europie i Metal Blade zakontraktowało kolejną płytę, jednak w tym samym czasie odeszli Rick May i Gary L. Holtzman i album ten został nagrany w nowym zestawieniu. Dalsza historia działalności JACOB DREAM to spektakularne odejścia i powroty, okresy uśpienia oraz seria płyt z ostatnią "Sea Of Destiny" z roku 2017. No i krok po kroku zbliżanie się do progresywnego power metalu w czystej postaci.<br />
<br />
ocena: 8/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 3.04.2021</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jaded Heart]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3378</link>
			<pubDate>Tue, 01 Dec 2020 16:02:30 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3378</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jaded Heart - Stand Your Ground (2020)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/HbMBKgA8v5J-0fnOfvI6nvhVY8Q=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-16293840-1606730137-8570.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-16293840-1606730137-8570.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Inception 0:35 </div>
<div style="text-align: justify;">2.Stand Your Ground 4:38 </div>
<div style="text-align: justify;">3.One Last Time 4:30 </div>
<div style="text-align: justify;">4.Reap What You Sow 3:05 </div>
<div style="text-align: justify;">5.Break Free 4:26 </div>
<div style="text-align: justify;">6.Hero To Zero 3:33 </div>
<div style="text-align: justify;">7.Kill Your Masters 4:50 </div>
<div style="text-align: justify;">8.Embrace A Demon 4:23 </div>
<div style="text-align: justify;">9.Hopelessly Addicted 3:49 </div>
<div style="text-align: justify;">10.Self Destruction 3:26 </div>
<div style="text-align: justify;">11.Stay 5:00 </div>
<div style="text-align: justify;">12.Lost In Confusion 4:16 </div>
<div style="text-align: justify;">13.Inside A Hurricane 4:37</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2020<br />
gatunek: heavy metal/melodic groove/power metal<br />
kraj: Niemcy<br />
<br />
skład zespołu:<br />
Johan Fahlberg - śpiew<br />
 Peter Östros - gitara<br />
Masa Eto - gitara<br />
Michael Müller - gitara basowa<br />
Bodo Stricker - perkusja</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Legendarny JADED HEART coś tam zapowiadał, że tym razem będzie inaczej, ale kto by tam brał na serio wszystkie deklaracje składane przez zespoły przed premierą nowej płyty. A nowa płyta JADED HEART ukazała się w listopadzie nakładem Massacre Records...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">I faktycznie jest inaczej. JADED HEART z melodyjnego hard rocka z elementami AOR i łatwej radiowej przebojowości na granicy melodic metalu przeszedł na pozycje heavy i power metalu, co więcej z mocnymi elementami groove w pracy gitar i dodatkowym elementem dark, oraz pierwiastkiem heroicznym w pewnej liczbie kompozycji. Jest mocniejszy, bardziej mroczny wokal Johana Fahlberga, który we fragmentach epicko-rycerskich wypada bardzo okazale, jest mocniejsza, miejscami power metalowa robota sekcji rytmicznej. </div>
<div style="text-align: justify;">Potężnie, power metalowo rozpoczynają w znakomitym tytułowym Stand Your Ground i trudno sobie wymarzyć do tego lepszy refren niż tu zagrali. Moc!  Co może się bardzo podobać to wykorzystanie w ogólnie classic heavy metalowych, klimatycznych i heroicznych kompozycjach ornamentacji gitarowych groove i tu znakomicie się prezentuje One Last Time. Jest w tym świetnie oddany posępny i mroczny klimat, jest umiejętnie wbudowany styl groove w nowocześnie brzmiącym Reap What You Sow z nośnym refrenem. Nowocześniejszy melodyjny heavy metal usłyszeć w atrakcyjnych Break Free i Kill Your Masters, oddalonych od standardów hard rocka, a raczej bliższych melodic alternative rock/metalowi. Doskonały jest zdecydowany początkowy motyw przewodni Hero to Zero, szkoda jednak, że tak słabo został ostateczny. Groove najwyższej próby! I jeszcze raz to samo w chłodnym i niepokojącym Embrace a Demon. Tak, te gitarowe wypady w obszary groove są na tej płycie co najmniej bardzo dobre. Ostros i Eto grają ponadto tym razem inne sola niż te ułożone pod hard rockowe standardy. Coś zupełnie nowego w historii zespołu. A wypady w alternatywne rejony w dynamicznym Hopelessly Addicted skutkują killerskim, przebojowym utworem, a także Self Destruction jest bardzo dobry w przebojowej i być może najbardziej tu "radiowej" melodii. Oczywiście nie mogło zabraknąć i utworu o charakterze balladowym i jest to Stay, tym razem jest to jednak odległe od prostych rockowych numerów z list przebojów o przesłodzonym brzmieniu i dużo tu mocno podanej, nostalgicznej poetyki ze wspaniałym, pełnym rozmachu refrenem. Pod koniec Lost in Confusion, który ma sporo wspólnego ze skandynawskim stylem progressive metal i tu także się czują swobodnie by wreszcie zakończyć wszystko melodyjnym zgrabnym, melodic heavy/power metalowym Inside, a Hurricane ze sporym ładunkiem heroizmu i rozpoznawalnym, potoczystym refrenem.<br />
<br />
Interesujące jest brzmienie tej płyty. Lekko modern w szwedzkim stylu ze stalowymi gitarami o lekko rozmytym soundzie. Pozostawiony został na pierwszym planie wokalista i dobrze, bo Johan Fahlberg w otoczeniu nowej muzyki prezentuje się dumnie, pewnie i okazale.</div>
<div style="text-align: justify;">Być może dla fanów dotychczasowej ułożonej rockowo twórczości JADED HEART ten album okaże się zbyt metalowy, ale na pewno grupa zyska nowych zwolenników. Bardzo dobry kierunek obrali. Udana transformacja. Godny polecenia album słynnej ekipy Michaela Müllera w międzynarodowym składzie z Duisburga.<br />
<br />
<br />
ocena: 8,5/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 1.12.2020</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jaded Heart - Stand Your Ground (2020)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/HbMBKgA8v5J-0fnOfvI6nvhVY8Q=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-16293840-1606730137-8570.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-16293840-1606730137-8570.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Inception 0:35 </div>
<div style="text-align: justify;">2.Stand Your Ground 4:38 </div>
<div style="text-align: justify;">3.One Last Time 4:30 </div>
<div style="text-align: justify;">4.Reap What You Sow 3:05 </div>
<div style="text-align: justify;">5.Break Free 4:26 </div>
<div style="text-align: justify;">6.Hero To Zero 3:33 </div>
<div style="text-align: justify;">7.Kill Your Masters 4:50 </div>
<div style="text-align: justify;">8.Embrace A Demon 4:23 </div>
<div style="text-align: justify;">9.Hopelessly Addicted 3:49 </div>
<div style="text-align: justify;">10.Self Destruction 3:26 </div>
<div style="text-align: justify;">11.Stay 5:00 </div>
<div style="text-align: justify;">12.Lost In Confusion 4:16 </div>
<div style="text-align: justify;">13.Inside A Hurricane 4:37</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2020<br />
gatunek: heavy metal/melodic groove/power metal<br />
kraj: Niemcy<br />
<br />
skład zespołu:<br />
Johan Fahlberg - śpiew<br />
 Peter Östros - gitara<br />
Masa Eto - gitara<br />
Michael Müller - gitara basowa<br />
Bodo Stricker - perkusja</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Legendarny JADED HEART coś tam zapowiadał, że tym razem będzie inaczej, ale kto by tam brał na serio wszystkie deklaracje składane przez zespoły przed premierą nowej płyty. A nowa płyta JADED HEART ukazała się w listopadzie nakładem Massacre Records...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">I faktycznie jest inaczej. JADED HEART z melodyjnego hard rocka z elementami AOR i łatwej radiowej przebojowości na granicy melodic metalu przeszedł na pozycje heavy i power metalu, co więcej z mocnymi elementami groove w pracy gitar i dodatkowym elementem dark, oraz pierwiastkiem heroicznym w pewnej liczbie kompozycji. Jest mocniejszy, bardziej mroczny wokal Johana Fahlberga, który we fragmentach epicko-rycerskich wypada bardzo okazale, jest mocniejsza, miejscami power metalowa robota sekcji rytmicznej. </div>
<div style="text-align: justify;">Potężnie, power metalowo rozpoczynają w znakomitym tytułowym Stand Your Ground i trudno sobie wymarzyć do tego lepszy refren niż tu zagrali. Moc!  Co może się bardzo podobać to wykorzystanie w ogólnie classic heavy metalowych, klimatycznych i heroicznych kompozycjach ornamentacji gitarowych groove i tu znakomicie się prezentuje One Last Time. Jest w tym świetnie oddany posępny i mroczny klimat, jest umiejętnie wbudowany styl groove w nowocześnie brzmiącym Reap What You Sow z nośnym refrenem. Nowocześniejszy melodyjny heavy metal usłyszeć w atrakcyjnych Break Free i Kill Your Masters, oddalonych od standardów hard rocka, a raczej bliższych melodic alternative rock/metalowi. Doskonały jest zdecydowany początkowy motyw przewodni Hero to Zero, szkoda jednak, że tak słabo został ostateczny. Groove najwyższej próby! I jeszcze raz to samo w chłodnym i niepokojącym Embrace a Demon. Tak, te gitarowe wypady w obszary groove są na tej płycie co najmniej bardzo dobre. Ostros i Eto grają ponadto tym razem inne sola niż te ułożone pod hard rockowe standardy. Coś zupełnie nowego w historii zespołu. A wypady w alternatywne rejony w dynamicznym Hopelessly Addicted skutkują killerskim, przebojowym utworem, a także Self Destruction jest bardzo dobry w przebojowej i być może najbardziej tu "radiowej" melodii. Oczywiście nie mogło zabraknąć i utworu o charakterze balladowym i jest to Stay, tym razem jest to jednak odległe od prostych rockowych numerów z list przebojów o przesłodzonym brzmieniu i dużo tu mocno podanej, nostalgicznej poetyki ze wspaniałym, pełnym rozmachu refrenem. Pod koniec Lost in Confusion, który ma sporo wspólnego ze skandynawskim stylem progressive metal i tu także się czują swobodnie by wreszcie zakończyć wszystko melodyjnym zgrabnym, melodic heavy/power metalowym Inside, a Hurricane ze sporym ładunkiem heroizmu i rozpoznawalnym, potoczystym refrenem.<br />
<br />
Interesujące jest brzmienie tej płyty. Lekko modern w szwedzkim stylu ze stalowymi gitarami o lekko rozmytym soundzie. Pozostawiony został na pierwszym planie wokalista i dobrze, bo Johan Fahlberg w otoczeniu nowej muzyki prezentuje się dumnie, pewnie i okazale.</div>
<div style="text-align: justify;">Być może dla fanów dotychczasowej ułożonej rockowo twórczości JADED HEART ten album okaże się zbyt metalowy, ale na pewno grupa zyska nowych zwolenników. Bardzo dobry kierunek obrali. Udana transformacja. Godny polecenia album słynnej ekipy Michaela Müllera w międzynarodowym składzie z Duisburga.<br />
<br />
<br />
ocena: 8,5/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 1.12.2020</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Juvaliant]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3353</link>
			<pubDate>Sat, 14 Nov 2020 18:08:37 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3353</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Juvaliant - Inhuman (2010)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/_Hx0gEiWyi6XjdGBm5_PtMnx6fU=/fit-in/600x605/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3403090-1584289647-9482.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3403090-1584289647-9482.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Into the Abyss 01:46      <br />
2. Heroes (We Will Be) 05:50      <br />
3. Doomsday Machine 04:41       <br />
4. Live to Die 05:46       <br />
5. Hell's Roundabout 07:01       <br />
6. Killing Child 08:19      <br />
7. On Wings of Steel 05:11       <br />
8. Silent Agony 05:32     <br />
9. Cold Distance of the Universe 11:32<br />
<br />
Rok wydania: 2010<br />
Gatunek: Progressive Symphonic Power Metal<br />
Kraj: Austria<br />
<br />
Skład:<br />
Thomas Strübler - śpiew<br />
Robert Schönleitner - gitara<br />
Aleksandar Vesic - bas <br />
Sebastian Lanser - perkusja<br />
Saso Gacnik - instrumenty klawiszwe<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">JUVALIANT z Salzburga założone zostało przez gitarzystę Roberta Schönleitnera i perkusistę Sebastiana Lansera w 2003 roku, którzy to mieli wizję grania muzyki progressive metalowej. Z początku na założeniu się skończyło i dopiero w 2006 roku udało im się zebrać na tyle stabilny skład, aby zacząć myśleć o prawdziwej działalności.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut został nagrany już w 2008 roku, jednak chwilę zajęło, aby poza prasą ktoś się zainteresował ich muzyką. W końcu, po jakimś czasie udało się podpisać kontrakt z Limb Music, które wydało album 4 czerwca 2010 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jaki jest Strübler każdy usłyszał już w CRYSTALLION, ale tutaj  jest może nieznacznie lepszy w JUVALIANT, chociaż to nie zmienia faktu, że to raczej typowy i niezbyt wyróżniający się wokalista. Na tym albumie jest wszystko, od MYRATH w Hell's Roundabout w połączeniu z CRYSTALLION i niemieckim power ze wskazaniem na HELLOWEEN i GAMMA RAY, chociaż równie dobrze to może być power rock z elementami symfonicznymi DOMAIN, SERENITY w Heroes (We Will Be) no i oczywiście EDENBRIDGE w Live to Die, tak jak w partiach delikatnie neoklasycznych i zbyt krótkich, aby zrobić jakąś znaczącą różnicę.</div>
<div style="text-align: justify;">Dziwne to połączenia, nie do końca jasne, ale jest to bardzo prosto zagrane i nawiązaniom EDENBRIDGE nie ma co się tutaj dziwić, biorąc pod uwagę, że gitarzysta i perkusista to byli członkowie grupy, a SERENITY... podobnie. W końcu to Austria i na tych dwóch zespołach scena symfoniczna stoi. W słodszych i lżejszych partiach słychać też pewne zalążki i początki DRAGONY.</div>
<div style="text-align: justify;">W Killing Child wychodzi, że Strübler nie do końca nadaje się do takiej muzyki. Słychać, że próbuje śpiewać podniośle, próbuje prowadzić kompozycję, jednak ma problem z przebiciem się przez dość delikatną sekcję rytmiczną i mocną gitarę. Nie ma wątpliwości, że chciał zabrzmieć jak Georg Neuhauser i z zamkniętymi przez zatyczki uszami można uznać, że jest podobny. Najbardziej niepotrzebne w tej kompozycji są jednak partie progresywne, bo i melodia nie jest porywająca, jest do tego dość krótka i próbują miażdżyć ciężarem, co kompletnie nie wychodzi. Środkowa partia z orkiestracjami obiecuje wiele, jest budowanie napięcia, ostatecznie jednak to tylko niestety pokaz orkiestracji, a kontrast pomiędzy zwrotką a refrenem nie jest do końca jasny i brakuje płynności. Refren może i dobry, ale to sprawdzony przez SERENITY motyw, więc jak mógł być zły?</div>
<div style="text-align: justify;">Pojawia się i nuta szwedzkiego DRAGONLAND w On Wings of Steel i kiedy nie bawią się w niepotrzebne łamanie to brzmi to bardzo dobrze, kiedy jednak próbują się trzymać łatki progressive, brzmi to kompletnie bezsensownie i słychać brak zrozumienia SYMPHONY X i innych zespołów amerykańskich.</div>
<div style="text-align: justify;">RHAPSODY? O dziwo rozkręcali się długo, ale są echa w Silent Agony, sporo tym dramaturgii charakterystycznej dla grupy z Włoch. Może solo to nie poziom muzyków z malowniczych Triest, ale są całkiem niezłe i chyba nawet najciekawsze na tym albumie. Remizowe klawisze to absolutny mus i oczywiste nawiązanie do sceny flower power. Na koniec, klasycznie, jak to bywa w klonach RHAPSODY i zespołach progresywnych, jest 11 minut pokazu orkiestracji i epiki w Cold Distance of the Universe. Słychać rockowe zacięcie DOMAIN, dopieszczenie i wieloplanowość SERENITY, ale niestety brakuje poziomu wykonania. To jest poprawne kopiowanie pomysłu na długą kompozycję, z pauzą na pianino włącznie. Tylko perkusja czasami tutaj potrafi coś ciekawego zagrać, bo gitarowo nie bardzo jest czym się zachwycić.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmienie? Od początku do konca Jan Vacik, a jakże. Stąd też tyle podobieństw i nawiązań do SERENITY i jest ono dość podobne do tego, co można na Death and Legacy, chociaż tutaj mam wrażenie, że jest ono chłodniejsze od tego, co Vacik oferuje w grupie Neuhauser, przez co wydaje się być bardziej tłoczno.</div>
<div style="text-align: justify;">Dobra płyta, ale problemem są zupełnie niepotrzebne partie progresywne, które są wprowadzone i zrealizowane kompletnie bez pomysłu. Bez nich to by był solidny klon SERENITY, a tak to jest metalowy pastisz bez błysku.</div>
<div style="text-align: justify;">Kontrakt miał być kilku płytowy, ostatecznie jednak po trasie koncertowej zespół zniknął, a w 2013 roku zaprzestał jakiejkolwiek działalności, a muzycy rozeszli się do innych grup, jak Lanser do death metalowego OBSCURA, w którym zagrzał miejsce dość długo. Może to i lepiej, bo tutaj nikt poza Vacikiem nie błyszczy, ale to profesjonalista wysokiej klasy.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół raczej już nie powróci, a patrząc na to, jak obecnie bogata jest scena symfoniczna i na jak wysokim poziomie, to raczej nie mają szans osiągnąć sukcesu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Juvaliant - Inhuman (2010)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/_Hx0gEiWyi6XjdGBm5_PtMnx6fU=/fit-in/600x605/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3403090-1584289647-9482.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3403090-1584289647-9482.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Into the Abyss 01:46      <br />
2. Heroes (We Will Be) 05:50      <br />
3. Doomsday Machine 04:41       <br />
4. Live to Die 05:46       <br />
5. Hell's Roundabout 07:01       <br />
6. Killing Child 08:19      <br />
7. On Wings of Steel 05:11       <br />
8. Silent Agony 05:32     <br />
9. Cold Distance of the Universe 11:32<br />
<br />
Rok wydania: 2010<br />
Gatunek: Progressive Symphonic Power Metal<br />
Kraj: Austria<br />
<br />
Skład:<br />
Thomas Strübler - śpiew<br />
Robert Schönleitner - gitara<br />
Aleksandar Vesic - bas <br />
Sebastian Lanser - perkusja<br />
Saso Gacnik - instrumenty klawiszwe<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">JUVALIANT z Salzburga założone zostało przez gitarzystę Roberta Schönleitnera i perkusistę Sebastiana Lansera w 2003 roku, którzy to mieli wizję grania muzyki progressive metalowej. Z początku na założeniu się skończyło i dopiero w 2006 roku udało im się zebrać na tyle stabilny skład, aby zacząć myśleć o prawdziwej działalności.</div>
<div style="text-align: justify;">Debiut został nagrany już w 2008 roku, jednak chwilę zajęło, aby poza prasą ktoś się zainteresował ich muzyką. W końcu, po jakimś czasie udało się podpisać kontrakt z Limb Music, które wydało album 4 czerwca 2010 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jaki jest Strübler każdy usłyszał już w CRYSTALLION, ale tutaj  jest może nieznacznie lepszy w JUVALIANT, chociaż to nie zmienia faktu, że to raczej typowy i niezbyt wyróżniający się wokalista. Na tym albumie jest wszystko, od MYRATH w Hell's Roundabout w połączeniu z CRYSTALLION i niemieckim power ze wskazaniem na HELLOWEEN i GAMMA RAY, chociaż równie dobrze to może być power rock z elementami symfonicznymi DOMAIN, SERENITY w Heroes (We Will Be) no i oczywiście EDENBRIDGE w Live to Die, tak jak w partiach delikatnie neoklasycznych i zbyt krótkich, aby zrobić jakąś znaczącą różnicę.</div>
<div style="text-align: justify;">Dziwne to połączenia, nie do końca jasne, ale jest to bardzo prosto zagrane i nawiązaniom EDENBRIDGE nie ma co się tutaj dziwić, biorąc pod uwagę, że gitarzysta i perkusista to byli członkowie grupy, a SERENITY... podobnie. W końcu to Austria i na tych dwóch zespołach scena symfoniczna stoi. W słodszych i lżejszych partiach słychać też pewne zalążki i początki DRAGONY.</div>
<div style="text-align: justify;">W Killing Child wychodzi, że Strübler nie do końca nadaje się do takiej muzyki. Słychać, że próbuje śpiewać podniośle, próbuje prowadzić kompozycję, jednak ma problem z przebiciem się przez dość delikatną sekcję rytmiczną i mocną gitarę. Nie ma wątpliwości, że chciał zabrzmieć jak Georg Neuhauser i z zamkniętymi przez zatyczki uszami można uznać, że jest podobny. Najbardziej niepotrzebne w tej kompozycji są jednak partie progresywne, bo i melodia nie jest porywająca, jest do tego dość krótka i próbują miażdżyć ciężarem, co kompletnie nie wychodzi. Środkowa partia z orkiestracjami obiecuje wiele, jest budowanie napięcia, ostatecznie jednak to tylko niestety pokaz orkiestracji, a kontrast pomiędzy zwrotką a refrenem nie jest do końca jasny i brakuje płynności. Refren może i dobry, ale to sprawdzony przez SERENITY motyw, więc jak mógł być zły?</div>
<div style="text-align: justify;">Pojawia się i nuta szwedzkiego DRAGONLAND w On Wings of Steel i kiedy nie bawią się w niepotrzebne łamanie to brzmi to bardzo dobrze, kiedy jednak próbują się trzymać łatki progressive, brzmi to kompletnie bezsensownie i słychać brak zrozumienia SYMPHONY X i innych zespołów amerykańskich.</div>
<div style="text-align: justify;">RHAPSODY? O dziwo rozkręcali się długo, ale są echa w Silent Agony, sporo tym dramaturgii charakterystycznej dla grupy z Włoch. Może solo to nie poziom muzyków z malowniczych Triest, ale są całkiem niezłe i chyba nawet najciekawsze na tym albumie. Remizowe klawisze to absolutny mus i oczywiste nawiązanie do sceny flower power. Na koniec, klasycznie, jak to bywa w klonach RHAPSODY i zespołach progresywnych, jest 11 minut pokazu orkiestracji i epiki w Cold Distance of the Universe. Słychać rockowe zacięcie DOMAIN, dopieszczenie i wieloplanowość SERENITY, ale niestety brakuje poziomu wykonania. To jest poprawne kopiowanie pomysłu na długą kompozycję, z pauzą na pianino włącznie. Tylko perkusja czasami tutaj potrafi coś ciekawego zagrać, bo gitarowo nie bardzo jest czym się zachwycić.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmienie? Od początku do konca Jan Vacik, a jakże. Stąd też tyle podobieństw i nawiązań do SERENITY i jest ono dość podobne do tego, co można na Death and Legacy, chociaż tutaj mam wrażenie, że jest ono chłodniejsze od tego, co Vacik oferuje w grupie Neuhauser, przez co wydaje się być bardziej tłoczno.</div>
<div style="text-align: justify;">Dobra płyta, ale problemem są zupełnie niepotrzebne partie progresywne, które są wprowadzone i zrealizowane kompletnie bez pomysłu. Bez nich to by był solidny klon SERENITY, a tak to jest metalowy pastisz bez błysku.</div>
<div style="text-align: justify;">Kontrakt miał być kilku płytowy, ostatecznie jednak po trasie koncertowej zespół zniknął, a w 2013 roku zaprzestał jakiejkolwiek działalności, a muzycy rozeszli się do innych grup, jak Lanser do death metalowego OBSCURA, w którym zagrzał miejsce dość długo. Może to i lepiej, bo tutaj nikt poza Vacikiem nie błyszczy, ale to profesjonalista wysokiej klasy.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół raczej już nie powróci, a patrząc na to, jak obecnie bogata jest scena symfoniczna i na jak wysokim poziomie, to raczej nie mają szans osiągnąć sukcesu.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Johansson]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2857</link>
			<pubDate>Sat, 21 Sep 2019 14:33:17 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2857</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Johansson - The Last Viking (1999)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/Iy0Lraczy_HRVbJ9j5TI0b_mZVw=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3850008-1346826655-9600.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3850008-1346826655-9600.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">wersja NEMS:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/gbKoQO46d-en_TCBawLPBWTfqqY=/fit-in/599x601/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-6964174-1430541534-1534.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-6964174-1430541534-1534.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista: (wersja japońska Pony Canyon)</div>
<div style="text-align: justify;">1.The Last Viking 05:05</div>
<div style="text-align: justify;">2.Burning Eyes 04:45</div>
<div style="text-align: justify;">3.Valhall Scuffle 05:27</div>
<div style="text-align: justify;">4.Fading Away 04:45</div>
<div style="text-align: justify;">5.Forest Song 04:50</div>
<div style="text-align: justify;">6.In the Mirror 04:37</div>
<div style="text-align: justify;">7. Samurai 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">8.Close to You 03:41</div>
<div style="text-align: justify;">9.Carry Me 04:23</div>
<div style="text-align: justify;">10.Winter Battle 05:35</div>
<div style="text-align: justify;">11.Alone 05:08</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal/progressive neoclassical/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 1999</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Göran Edman - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Michael Romeo - gitara, gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Anders Johansson - instrumenty klawiszowe, klawesyn, organy, Hammondy, pianino, fortepian</div>
<div style="text-align: justify;">Anders Johansson - perkusja <br />
<br />
Słynni bracia Johansson z Goteborga znani są z licznych muzycznych projektów i ten nazwany po prostu JOHANSSON należy do mniej znanych. W latach 1994 - 1999 firmowali swoim nazwiskiem trzy albumy, eksperymentując początkowo w obszarze fusion, głównie bluesa, rocka i metalu, ale nie tylko. W roku 1999 postanowili zaprezentować pewne własne spojrzenie na heavy metal i powstał album bardzo swoisty, na którym dodatkowym atutem był występ Görana Edmana (ex YNGWIE MALMSTEEN) jako wokalisty. Heptagon Records (własna wytwórnia Johanssonów) wydała ten LP w Europie w czerwcu, ale premiera miała miejsce w Japonii w lutym 1999. Ciekawostką jest fakt, że niezbyt interesująca okładka tej płyty nie została zaakceptowana przez argentyńską wytwórnię NEMS i w Ameryce Południowej ten LP ukazał się z inną, znacznie bardziej "true" metalową okładką.<br />
<br />
Rzecz jednak nie w okładce... Powiedzmy wprost. Bracia Johansson zaproponowali coś zupełnie innego, niż się zwykle słyszy i już pierwszy utwór, fantastycznie napuszony, patetyczny The Last Viking zbudowany na neoklasycznym fundamencie i z prawdziwymi masywnymi organami, to coś zupełnie niespotykanego, zresztą później w europejskim metalu także nie. Doprawdy, jest czego posłuchać! Ogólnie, to ten akcent heroiczny jest na tym albumie zrobiony wybornie i to po prostu porywające kompozycje te Burning Eyes. Oczywiście, kunszt braci Johansson jest niezaprzeczalny i potężne partie wszelkiego rodzaju instrumentów klawiszowych, organów, Hammondów Jensa, budzą szacunek. Nie należy jednak zapominać jednak o ogromnej roli Michaela Romeo, gitarzysty amerykańskiego SYMPHONY X, który tu wszedł w zadziwiającą muzyczną symbiozę z tymi klawiszami i powstała chwilami zupełnie nowa, niespotykana jakość, bardzo dobrze słyszalna chociażby w brawurowych numerach instrumentalnych Valhall Scuffle i Winter Battle. Maestria po prostu! Ten chłodny, zdystansowany metal szwedzki o refleksyjnym posmaku zagrali w Fading Away oraz w pełnym smutku In the Mirror z pięknymi podziałami wokalnymi. Heroiczny fanfarowy i neoklasyczny melodic power metal w dostojnej formie to Forest Song. Bardzo to jest eleganckie, wysmakowane i niemal operowe... Klasa! Podobnie zresztą jak i druga kompozycja w tym stylu - Carry Me.<br />
Porywający jest szybki i zagrany z ogromną neoklasyczną wprawą Samurai, z zupełnie niezrozumiałych przyczyn będący tylko dostępny na wersji japońskiej. Niezbyt często Japończycy dostają naprawdę wartościowe bonusy, ale w tym przypadku jest inaczej. Moc! Za to na wszystkich wersjach jest uroczy melodic power metalowy Close to You w najlepszej tradycji rock/metalu szwedzkiego lat 80-tych. Swoboda, świetna melodia i może jakieś echa najlepszych kompozycji MIDNIGHT SUN. Podobnie, jak zamykający ten album znakomity song Alone, nacechowany szlachetną łagodną progresywnością.<br />
<br />
Edman bywa oceniany różnie, ale na tej płycie dał pokaz pięknego, bezbłędnego śpiewu, nieraz do bardzo wymagającej neoklasycznej muzyki z elementami progresywnymi. Postawione tu przed nim zadania wypełnił wyśmienicie i po prostu błyszczy.<br />
Bardzo interesujący jest sound tego albumu. Można tu mówić o pewnego rodzaju retro produkcji, eksponującej klawisze w stylu lat 70-tych i podobne brzmienie perkusji, oraz staranne oddzielenie instrumentów od siebie drogą wielokanałowego mixu. Ten specyficzny sound został stworzony przez mało znanego Kristera Olssona, który był etatowym specem od soundu na wszystkich płytach projektu JOHANSSON.<br />
Ta płyta pozostaje mało znana i na pewno pozostaje także w cieniu tego, co bracia Johansson robili później w innych zespołach. Jest także ostatnim wydawnictwem pod tym szyldem, bo potem bracia zajęci w licznych innych grupach, już tego projektu nie kontynuowali. Jest jednak zdecydowanie nieco zapomnianym brylantem muzycznym końca XX wieku ze Szwecji.<br />
<br />
ocena: 9,7/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 21.09.2019</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Johansson - The Last Viking (1999)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/Iy0Lraczy_HRVbJ9j5TI0b_mZVw=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3850008-1346826655-9600.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3850008-1346826655-9600.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">wersja NEMS:</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/gbKoQO46d-en_TCBawLPBWTfqqY=/fit-in/599x601/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-6964174-1430541534-1534.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-6964174-1430541534-1534.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista: (wersja japońska Pony Canyon)</div>
<div style="text-align: justify;">1.The Last Viking 05:05</div>
<div style="text-align: justify;">2.Burning Eyes 04:45</div>
<div style="text-align: justify;">3.Valhall Scuffle 05:27</div>
<div style="text-align: justify;">4.Fading Away 04:45</div>
<div style="text-align: justify;">5.Forest Song 04:50</div>
<div style="text-align: justify;">6.In the Mirror 04:37</div>
<div style="text-align: justify;">7. Samurai 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">8.Close to You 03:41</div>
<div style="text-align: justify;">9.Carry Me 04:23</div>
<div style="text-align: justify;">10.Winter Battle 05:35</div>
<div style="text-align: justify;">11.Alone 05:08</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal/progressive neoclassical/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 1999</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Göran Edman - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Michael Romeo - gitara, gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Anders Johansson - instrumenty klawiszowe, klawesyn, organy, Hammondy, pianino, fortepian</div>
<div style="text-align: justify;">Anders Johansson - perkusja <br />
<br />
Słynni bracia Johansson z Goteborga znani są z licznych muzycznych projektów i ten nazwany po prostu JOHANSSON należy do mniej znanych. W latach 1994 - 1999 firmowali swoim nazwiskiem trzy albumy, eksperymentując początkowo w obszarze fusion, głównie bluesa, rocka i metalu, ale nie tylko. W roku 1999 postanowili zaprezentować pewne własne spojrzenie na heavy metal i powstał album bardzo swoisty, na którym dodatkowym atutem był występ Görana Edmana (ex YNGWIE MALMSTEEN) jako wokalisty. Heptagon Records (własna wytwórnia Johanssonów) wydała ten LP w Europie w czerwcu, ale premiera miała miejsce w Japonii w lutym 1999. Ciekawostką jest fakt, że niezbyt interesująca okładka tej płyty nie została zaakceptowana przez argentyńską wytwórnię NEMS i w Ameryce Południowej ten LP ukazał się z inną, znacznie bardziej "true" metalową okładką.<br />
<br />
Rzecz jednak nie w okładce... Powiedzmy wprost. Bracia Johansson zaproponowali coś zupełnie innego, niż się zwykle słyszy i już pierwszy utwór, fantastycznie napuszony, patetyczny The Last Viking zbudowany na neoklasycznym fundamencie i z prawdziwymi masywnymi organami, to coś zupełnie niespotykanego, zresztą później w europejskim metalu także nie. Doprawdy, jest czego posłuchać! Ogólnie, to ten akcent heroiczny jest na tym albumie zrobiony wybornie i to po prostu porywające kompozycje te Burning Eyes. Oczywiście, kunszt braci Johansson jest niezaprzeczalny i potężne partie wszelkiego rodzaju instrumentów klawiszowych, organów, Hammondów Jensa, budzą szacunek. Nie należy jednak zapominać jednak o ogromnej roli Michaela Romeo, gitarzysty amerykańskiego SYMPHONY X, który tu wszedł w zadziwiającą muzyczną symbiozę z tymi klawiszami i powstała chwilami zupełnie nowa, niespotykana jakość, bardzo dobrze słyszalna chociażby w brawurowych numerach instrumentalnych Valhall Scuffle i Winter Battle. Maestria po prostu! Ten chłodny, zdystansowany metal szwedzki o refleksyjnym posmaku zagrali w Fading Away oraz w pełnym smutku In the Mirror z pięknymi podziałami wokalnymi. Heroiczny fanfarowy i neoklasyczny melodic power metal w dostojnej formie to Forest Song. Bardzo to jest eleganckie, wysmakowane i niemal operowe... Klasa! Podobnie zresztą jak i druga kompozycja w tym stylu - Carry Me.<br />
Porywający jest szybki i zagrany z ogromną neoklasyczną wprawą Samurai, z zupełnie niezrozumiałych przyczyn będący tylko dostępny na wersji japońskiej. Niezbyt często Japończycy dostają naprawdę wartościowe bonusy, ale w tym przypadku jest inaczej. Moc! Za to na wszystkich wersjach jest uroczy melodic power metalowy Close to You w najlepszej tradycji rock/metalu szwedzkiego lat 80-tych. Swoboda, świetna melodia i może jakieś echa najlepszych kompozycji MIDNIGHT SUN. Podobnie, jak zamykający ten album znakomity song Alone, nacechowany szlachetną łagodną progresywnością.<br />
<br />
Edman bywa oceniany różnie, ale na tej płycie dał pokaz pięknego, bezbłędnego śpiewu, nieraz do bardzo wymagającej neoklasycznej muzyki z elementami progresywnymi. Postawione tu przed nim zadania wypełnił wyśmienicie i po prostu błyszczy.<br />
Bardzo interesujący jest sound tego albumu. Można tu mówić o pewnego rodzaju retro produkcji, eksponującej klawisze w stylu lat 70-tych i podobne brzmienie perkusji, oraz staranne oddzielenie instrumentów od siebie drogą wielokanałowego mixu. Ten specyficzny sound został stworzony przez mało znanego Kristera Olssona, który był etatowym specem od soundu na wszystkich płytach projektu JOHANSSON.<br />
Ta płyta pozostaje mało znana i na pewno pozostaje także w cieniu tego, co bracia Johansson robili później w innych zespołach. Jest także ostatnim wydawnictwem pod tym szyldem, bo potem bracia zajęci w licznych innych grupach, już tego projektu nie kontynuowali. Jest jednak zdecydowanie nieco zapomnianym brylantem muzycznym końca XX wieku ze Szwecji.<br />
<br />
ocena: 9,7/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 21.09.2019</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jupiter]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2739</link>
			<pubDate>Tue, 16 Apr 2019 18:34:46 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2739</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jupiter - Ze</span><span style="font-weight: bold;">us ~</span><span style="font-weight: bold;">L</span><span style="font-weight: bold;">egend Never Die~ (2019)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/R3vaOWyTcM6s5XvLFD6upZ1SRNk=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-13452493-1554487152-5019.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-13452493-1554487152-5019.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.New World Order 01:07</div>
<div style="text-align: justify;">2.Theory of Evolution 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">3.Beyond the Horizon 04:56</div>
<div style="text-align: justify;">4.Drastic Night 04:08</div>
<div style="text-align: justify;">5.Show Must Go On 03:50</div>
<div style="text-align: justify;">6.Straight into the Fire 03:46</div>
<div style="text-align: justify;">7.Angel's Wings 05:10</div>
<div style="text-align: justify;">8.No Cry No More 04:43</div>
<div style="text-align: justify;">9.Tempest 04:01</div>
<div style="text-align: justify;">10.The Spirit Within Me 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">11.Tears of the Sun 04:31</div>
<div style="text-align: justify;">12.Memories of You 05:26</div>
<div style="text-align: justify;">13.Zeus：Ⅰ. Legend Never Die / Ⅱ. Conversations with God 11:51</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2019</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic power metal/ neoclassical symphonic/ extreme modern metal</div>
<div style="text-align: justify;">Kraj: Japonia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Atsushi Kuze - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Teru - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Kawamura Masaya (Hizaki) - gitara, gitara basowa, programowanie</div>
<div style="text-align: justify;">Daisuke - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Można dyskutować, czy przekształcenie VERSAILLES w JUPITER w roku 2013 było dobrym pomysłem. Wmawianie na siłę, ze pierwsze wcielenie JUPITER było krokiem naprzód w stosunku do muzyki VERSAILLES to trochę takie zaklinanie rzeczywistości, bo  z Zinem jako wokalistą ta grupa stała się w znacznej mierze klasycznym przykładem JRocka z turbodoładowaniem tu i ówdzie i bardziej trywialną formą sceniczną Visual Kei niż poprzednio.</div>
<div style="text-align: justify;">Tymczasem Zina już od od 2018 nie ma, jest także nowy perkusista i zespół prezentuje teraz nieco inny styl na nowej, trzeciej płycie wydanej 3 kwietnia 2019 . Przyjście jako wokalisty Atsushi Kuze z CONCERTO MOON wymusiło na Teru i Hizaki pewne dostosowanie wszystkiego do warunków wokalnych Kuze, ponadto prawa japońskiego rynku muzycznego są nieubłagane...</div>
<div style="text-align: justify;">Ogromna liczba płyt z gatunku power JRocka w tym kraju rozwadnia zainteresowanie tym, co naprawdę warte uwagi i JUPITER z Kuze kieruje się ku muzyce bardziej wysublimowanej, a mniej mainstreamowej, o ile można powiedzieć, że GALNERYUS nie jest obecnie reprezentantem mainstreamu. JUPITER nagrał album w stylu tego, co ikona japońskiego (i światowego) power metalu nagrywa z Masatoshi Ono od prawie dekady i przemieścił na płaszczyznę oceny ich muzyki właśnie z tej perspektywy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Przy całym szacunku dla Ono, Kuze jest wokalistą lepszym, co udowodnił w CONCERTO MOON, no ale jak wiadomo nie da się prześcignąć kosmicznych czarodziei - instrumentalistów z GALNERYUS. Dlatego, mimo niewątpliwego kunsztu Teru, JUPITER zawsze  w tej kategorii z GALNERYUS przegra.</div>
<div style="text-align: justify;">Wysokiej klasy melodyjnego power metalu z elementami neoklasycznymi i symfonicznymi jednak na tym albumie nie brakuje. Do najciekawszych kompozycji w tej grupie należą szybkie, płynne i bogato ozdobione Theory of Evolution, Straight into the Fire (wyborna rytmika!). W aspekcie symfonicznym można było może zrobić nieco więcej, ale potoczysty przebojowy No Cry No More z żeńskimi chórami prezentuje się bardzo okazale. No, i te fragmenty wskazujące na inspiracje ADAGIO! Znakomity jest dynamiczny, nowocześnie zagrany Drastic Night z amerykańskimi akcentami i sporymi nawiązaniami do późnego ANTHEM. Świetna melodia, świetny plan klawiszowy i świetny Teru! W jakiś sposób grupa nawiązuje do VERSAILLES w wybornym, nerwowym, modern melodic metalowym Show Must Go On i tak, z kapitalnymi samplerami i growlami dawno w Japonii nikt nie grał. Szkoda, że nie zdecydowali się przygotować całej płyty  w podobnym stylu, bo i Tempest jest wyśmienity. Jest tu także extreme melodic metalowy Angel's Wings w stylu CHIDREN OF BODOM, w takim starym stylu Finów, bo wstawek neoklasycznych (gitarowe sola) to nie brak.<br />
JRockowego słodkiego songu przy pianinie nie mogło zabraknąć i gdy się zaczyna The Spirit Within Me ciśnie się na usta - "znowu to samo", tymczasem to tylko wstęp,  a potem JUPITER gra tu porywający melodic power metal w najlepszej tradycji GALNERYUS. No, lekkie zaskoczenie... Co za modern moc gitar! No, a potem kolejny hit z tych obszarów  - Tears of the Sun rozkwitający w klasycznym uroczystym, japońskim słonecznym refrenie. Memories of You to dostojny song, poruszający i pełen patosu i tylko oceniając go bardzo powierzchownie można zaliczyć to do radiowego JRocka.</div>
<div style="text-align: justify;">Album wieńczy realna próba zmierzenia się z GALNERYUS w rozbudowanej formie w Zeus, złożonym z dwóch części. Trochę zbyt ograna ograna melodia, trochę jednak zbyt mało dali z siebie instrumentaliści w partiach solowych, klawisze raczej przewidywalne... Po prostu bardzo dobrze i nic ponad poziomy nie polatuje. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Kuze to Kuze. Dyskusji nie ma. Jest to czołowy japoński wokalista metalowy obecnie. Hizaki i Teru jak zwykle w wysokiej formie, czego by nie grali, natomiast trzeba przyznać, że w zasadzie początkujący perkusista Daisuke zagrał w tym doborowym towarzystwie bez kompleksów, zagrał energicznie, kreatywnie i bezbłędnie.</div>
<div style="text-align: justify;">Brzmieniowo mamy do czynienia z nieco gorszą wersją ostatnich płyt GALNERYUS, ale tylko nieco. Głębsza perkusja by nie zaszkodziła...<br />
Zeus dopomógł i JUPITER nagrał rasowy, zróżnicowany i bogaty formalnie album, twardo lokujący ten zespół w czołówce melodyjnego japońskiego metalu.<br />
<br />
ocena 8,9/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 16.04.2019</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Jupiter - Ze</span><span style="font-weight: bold;">us ~</span><span style="font-weight: bold;">L</span><span style="font-weight: bold;">egend Never Die~ (2019)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/R3vaOWyTcM6s5XvLFD6upZ1SRNk=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-13452493-1554487152-5019.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-13452493-1554487152-5019.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.New World Order 01:07</div>
<div style="text-align: justify;">2.Theory of Evolution 05:07</div>
<div style="text-align: justify;">3.Beyond the Horizon 04:56</div>
<div style="text-align: justify;">4.Drastic Night 04:08</div>
<div style="text-align: justify;">5.Show Must Go On 03:50</div>
<div style="text-align: justify;">6.Straight into the Fire 03:46</div>
<div style="text-align: justify;">7.Angel's Wings 05:10</div>
<div style="text-align: justify;">8.No Cry No More 04:43</div>
<div style="text-align: justify;">9.Tempest 04:01</div>
<div style="text-align: justify;">10.The Spirit Within Me 04:49</div>
<div style="text-align: justify;">11.Tears of the Sun 04:31</div>
<div style="text-align: justify;">12.Memories of You 05:26</div>
<div style="text-align: justify;">13.Zeus：Ⅰ. Legend Never Die / Ⅱ. Conversations with God 11:51</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2019</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: melodic power metal/ neoclassical symphonic/ extreme modern metal</div>
<div style="text-align: justify;">Kraj: Japonia</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Atsushi Kuze - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Teru - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Kawamura Masaya (Hizaki) - gitara, gitara basowa, programowanie</div>
<div style="text-align: justify;">Daisuke - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Można dyskutować, czy przekształcenie VERSAILLES w JUPITER w roku 2013 było dobrym pomysłem. Wmawianie na siłę, ze pierwsze wcielenie JUPITER było krokiem naprzód w stosunku do muzyki VERSAILLES to trochę takie zaklinanie rzeczywistości, bo  z Zinem jako wokalistą ta grupa stała się w znacznej mierze klasycznym przykładem JRocka z turbodoładowaniem tu i ówdzie i bardziej trywialną formą sceniczną Visual Kei niż poprzednio.</div>
<div style="text-align: justify;">Tymczasem Zina już od od 2018 nie ma, jest także nowy perkusista i zespół prezentuje teraz nieco inny styl na nowej, trzeciej płycie wydanej 3 kwietnia 2019 . Przyjście jako wokalisty Atsushi Kuze z CONCERTO MOON wymusiło na Teru i Hizaki pewne dostosowanie wszystkiego do warunków wokalnych Kuze, ponadto prawa japońskiego rynku muzycznego są nieubłagane...</div>
<div style="text-align: justify;">Ogromna liczba płyt z gatunku power JRocka w tym kraju rozwadnia zainteresowanie tym, co naprawdę warte uwagi i JUPITER z Kuze kieruje się ku muzyce bardziej wysublimowanej, a mniej mainstreamowej, o ile można powiedzieć, że GALNERYUS nie jest obecnie reprezentantem mainstreamu. JUPITER nagrał album w stylu tego, co ikona japońskiego (i światowego) power metalu nagrywa z Masatoshi Ono od prawie dekady i przemieścił na płaszczyznę oceny ich muzyki właśnie z tej perspektywy.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Przy całym szacunku dla Ono, Kuze jest wokalistą lepszym, co udowodnił w CONCERTO MOON, no ale jak wiadomo nie da się prześcignąć kosmicznych czarodziei - instrumentalistów z GALNERYUS. Dlatego, mimo niewątpliwego kunsztu Teru, JUPITER zawsze  w tej kategorii z GALNERYUS przegra.</div>
<div style="text-align: justify;">Wysokiej klasy melodyjnego power metalu z elementami neoklasycznymi i symfonicznymi jednak na tym albumie nie brakuje. Do najciekawszych kompozycji w tej grupie należą szybkie, płynne i bogato ozdobione Theory of Evolution, Straight into the Fire (wyborna rytmika!). W aspekcie symfonicznym można było może zrobić nieco więcej, ale potoczysty przebojowy No Cry No More z żeńskimi chórami prezentuje się bardzo okazale. No, i te fragmenty wskazujące na inspiracje ADAGIO! Znakomity jest dynamiczny, nowocześnie zagrany Drastic Night z amerykańskimi akcentami i sporymi nawiązaniami do późnego ANTHEM. Świetna melodia, świetny plan klawiszowy i świetny Teru! W jakiś sposób grupa nawiązuje do VERSAILLES w wybornym, nerwowym, modern melodic metalowym Show Must Go On i tak, z kapitalnymi samplerami i growlami dawno w Japonii nikt nie grał. Szkoda, że nie zdecydowali się przygotować całej płyty  w podobnym stylu, bo i Tempest jest wyśmienity. Jest tu także extreme melodic metalowy Angel's Wings w stylu CHIDREN OF BODOM, w takim starym stylu Finów, bo wstawek neoklasycznych (gitarowe sola) to nie brak.<br />
JRockowego słodkiego songu przy pianinie nie mogło zabraknąć i gdy się zaczyna The Spirit Within Me ciśnie się na usta - "znowu to samo", tymczasem to tylko wstęp,  a potem JUPITER gra tu porywający melodic power metal w najlepszej tradycji GALNERYUS. No, lekkie zaskoczenie... Co za modern moc gitar! No, a potem kolejny hit z tych obszarów  - Tears of the Sun rozkwitający w klasycznym uroczystym, japońskim słonecznym refrenie. Memories of You to dostojny song, poruszający i pełen patosu i tylko oceniając go bardzo powierzchownie można zaliczyć to do radiowego JRocka.</div>
<div style="text-align: justify;">Album wieńczy realna próba zmierzenia się z GALNERYUS w rozbudowanej formie w Zeus, złożonym z dwóch części. Trochę zbyt ograna ograna melodia, trochę jednak zbyt mało dali z siebie instrumentaliści w partiach solowych, klawisze raczej przewidywalne... Po prostu bardzo dobrze i nic ponad poziomy nie polatuje. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Kuze to Kuze. Dyskusji nie ma. Jest to czołowy japoński wokalista metalowy obecnie. Hizaki i Teru jak zwykle w wysokiej formie, czego by nie grali, natomiast trzeba przyznać, że w zasadzie początkujący perkusista Daisuke zagrał w tym doborowym towarzystwie bez kompleksów, zagrał energicznie, kreatywnie i bezbłędnie.</div>
<div style="text-align: justify;">Brzmieniowo mamy do czynienia z nieco gorszą wersją ostatnich płyt GALNERYUS, ale tylko nieco. Głębsza perkusja by nie zaszkodziła...<br />
Zeus dopomógł i JUPITER nagrał rasowy, zróżnicowany i bogaty formalnie album, twardo lokujący ten zespół w czołówce melodyjnego japońskiego metalu.<br />
<br />
ocena 8,9/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 16.04.2019</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[John Steel]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2567</link>
			<pubDate>Tue, 04 Dec 2018 15:59:40 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2567</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">John Steel - Everything Is Nothing (2017)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/PPpex4KlFz23brHX8kG_NT2xwpo=/fit-in/520x520/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-12921593-1544564109-1720.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-12921593-1544564109-1720.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Intro 01:38<br />
2.Creator 05:11</div>
<div style="text-align: justify;">3.From Dusk 'til Down 05:43</div>
<div style="text-align: justify;">4.Forever and Always 06:28</div>
<div style="text-align: justify;">5.Lost Messiah 05:09</div>
<div style="text-align: justify;">6.Behind Closed Doors 04:54</div>
<div style="text-align: justify;">7.One God 05:17</div>
<div style="text-align: justify;">8.Spirit Lies 04:35<br />
9.Behold the Night 05:00</div>
<div style="text-align: justify;">10.Wings of a Storm 04:28</div>
<div style="text-align: justify;">11.Emperor's New Clothes 07:17</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2017</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Bułgaria</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Doogie White - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Iwan Stalew - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Wiktor Georgiew - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Peter Petrow - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Żiwodar Dimitrow - perkusja </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie po raz pierwszy Doogie White (CORNERSTONE, RAINBOW, TANK, YNGWIEE MALMSTTEN itd.) zasila jako wokalista mało znany zespół. Wystarczy przypomnieć kapitalny występ w argentyńskim RATA BLANCA w roku 2009 ("The Forgotten Kingdom"). Tym razem wspiera swoim głosem bułgarski JOHN STEEL, który miał już koncie jedną płytę wydaną w 2014 ("Freedom").</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niestety, tym razem trudno mówić o sukcesie. Przede wszystkim sam White nie jest w dobrej formie wokalnej. Zatracił gdzieś ten czar rockowego głosu i śpiewa tu siłowo, głosem jakimś takim zdartym i zmęczonym. Jedynie w dwóch kompozycjach słychać White z dawnych czasów (prawie). To najbardziej udany tutaj numer Lost Messiah, pełen rockowego ciepła, w umiarkowanym tempie i mocno zbliżony do najlepszych nagrań CORNERSTONE oraz dobry, łagodny song o cechach semi ballady Spirit Lies. W pozostałych utworach w znacznej mierze siłuje się z dwiema heavy/power metalowymi gitarami i nie zawsze udaje mu się pozostać na powierzchni. Heavy/power tutaj jest w zdecydowanej przewadze, tyle, że te numery się nieraz świetnie zaczynają gitarowymi natarciami (Creator, Behind Closed Doors i kilka innych), potem jednak następuje "wzbogacanie" i "rozbudowywanie" i powstaje plątanina zmian temp, nietrafionych solówek gitarowych, różnicowania klimatu i w głównym efektem jest bałagan i chaos. Gdy grają bez takich zbędnych chwytów formalnych, to można usłyszeć bardzo dobry, potoczysty One God i jeszcze lepszy Behold the Night.</div>
<div style="text-align: justify;">Z kolei Emperor's New Clothes jest przykładem na to, że JOHN STEEL nie radzi sobie zupełnie w wolniejszych, kroczących heavy/power numerach i jest to numer ospały, za długi i zupełnie nieinteresujący.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Bułgarscy muzycy z JOHN STEEL prezentują przeciętny poziom i chyba się nieco przeceniają w tworzeniu niby skomplikowanych aranżacji, które jednak są tylko średnio atrakcyjnym rzemiosłem.</div>
<div style="text-align: justify;">Album został wydany jako produkcja własna i jest wyprodukowany słabo. Nie dlatego, że w Bułgarii, bo pewne albumy typu self-release są z tego kraju pod względem soundu wyborne, a dlatego, że chyba komuś się nie chciało doprowadzić masteringu do końca. Perkusja w niemal każdej kompozycji brzmi inaczej, czasem prawie jej nie słychać, gitary są często rozmyte i rzężące, bas plastikowy, a White zbyt często wepchnięty wgłąb pierwszego planu. Całościowo odbiór jest zły.</div>
<div style="text-align: justify;">Realnie jest to bardzo przeciętna płyta, z kilkoma przebłyskami i w dorobku White znajduje się na bardzo odległej pozycji.<br />
<br />
ocena: 6,4/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 4.12.2018</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">John Steel - Everything Is Nothing (2017)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/PPpex4KlFz23brHX8kG_NT2xwpo=/fit-in/520x520/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-12921593-1544564109-1720.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-12921593-1544564109-1720.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Intro 01:38<br />
2.Creator 05:11</div>
<div style="text-align: justify;">3.From Dusk 'til Down 05:43</div>
<div style="text-align: justify;">4.Forever and Always 06:28</div>
<div style="text-align: justify;">5.Lost Messiah 05:09</div>
<div style="text-align: justify;">6.Behind Closed Doors 04:54</div>
<div style="text-align: justify;">7.One God 05:17</div>
<div style="text-align: justify;">8.Spirit Lies 04:35<br />
9.Behold the Night 05:00</div>
<div style="text-align: justify;">10.Wings of a Storm 04:28</div>
<div style="text-align: justify;">11.Emperor's New Clothes 07:17</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2017</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Bułgaria</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Doogie White - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Iwan Stalew - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Wiktor Georgiew - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Peter Petrow - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Żiwodar Dimitrow - perkusja </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie po raz pierwszy Doogie White (CORNERSTONE, RAINBOW, TANK, YNGWIEE MALMSTTEN itd.) zasila jako wokalista mało znany zespół. Wystarczy przypomnieć kapitalny występ w argentyńskim RATA BLANCA w roku 2009 ("The Forgotten Kingdom"). Tym razem wspiera swoim głosem bułgarski JOHN STEEL, który miał już koncie jedną płytę wydaną w 2014 ("Freedom").</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Niestety, tym razem trudno mówić o sukcesie. Przede wszystkim sam White nie jest w dobrej formie wokalnej. Zatracił gdzieś ten czar rockowego głosu i śpiewa tu siłowo, głosem jakimś takim zdartym i zmęczonym. Jedynie w dwóch kompozycjach słychać White z dawnych czasów (prawie). To najbardziej udany tutaj numer Lost Messiah, pełen rockowego ciepła, w umiarkowanym tempie i mocno zbliżony do najlepszych nagrań CORNERSTONE oraz dobry, łagodny song o cechach semi ballady Spirit Lies. W pozostałych utworach w znacznej mierze siłuje się z dwiema heavy/power metalowymi gitarami i nie zawsze udaje mu się pozostać na powierzchni. Heavy/power tutaj jest w zdecydowanej przewadze, tyle, że te numery się nieraz świetnie zaczynają gitarowymi natarciami (Creator, Behind Closed Doors i kilka innych), potem jednak następuje "wzbogacanie" i "rozbudowywanie" i powstaje plątanina zmian temp, nietrafionych solówek gitarowych, różnicowania klimatu i w głównym efektem jest bałagan i chaos. Gdy grają bez takich zbędnych chwytów formalnych, to można usłyszeć bardzo dobry, potoczysty One God i jeszcze lepszy Behold the Night.</div>
<div style="text-align: justify;">Z kolei Emperor's New Clothes jest przykładem na to, że JOHN STEEL nie radzi sobie zupełnie w wolniejszych, kroczących heavy/power numerach i jest to numer ospały, za długi i zupełnie nieinteresujący.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Bułgarscy muzycy z JOHN STEEL prezentują przeciętny poziom i chyba się nieco przeceniają w tworzeniu niby skomplikowanych aranżacji, które jednak są tylko średnio atrakcyjnym rzemiosłem.</div>
<div style="text-align: justify;">Album został wydany jako produkcja własna i jest wyprodukowany słabo. Nie dlatego, że w Bułgarii, bo pewne albumy typu self-release są z tego kraju pod względem soundu wyborne, a dlatego, że chyba komuś się nie chciało doprowadzić masteringu do końca. Perkusja w niemal każdej kompozycji brzmi inaczej, czasem prawie jej nie słychać, gitary są często rozmyte i rzężące, bas plastikowy, a White zbyt często wepchnięty wgłąb pierwszego planu. Całościowo odbiór jest zły.</div>
<div style="text-align: justify;">Realnie jest to bardzo przeciętna płyta, z kilkoma przebłyskami i w dorobku White znajduje się na bardzo odległej pozycji.<br />
<br />
ocena: 6,4/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 4.12.2018</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Judicator]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2443</link>
			<pubDate>Mon, 20 Aug 2018 17:51:33 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2443</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Judicator - King Of Rome (2012)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/n5k-jQ7AIvexRBPKW43F7HID7zg=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-12159388-1529498796-6310.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-12159388-1529498796-6310.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Rising Again 06:36</div>
<div style="text-align: justify;">2.Into the Sea of Bayonets 06:10</div>
<div style="text-align: justify;">3.Backs Against the Wall 06:36</div>
<div style="text-align: justify;">4.King of Rome 06:53</div>
<div style="text-align: justify;">5.Huogoumont 06:30</div>
<div style="text-align: justify;">6.Tu n'es pas mort, coquin? 05:33</div>
<div style="text-align: justify;">7.The Iron Duke 05:16</div>
<div style="text-align: justify;">8.Elan 12:20</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2012</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: epic power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">John Yelland - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Anthony Cordisco (Tony C) - gitara, gitara basowa, programowanie perkusji</div>
<div style="text-align: justify;">oraz:</div>
<div style="text-align: justify;">Bryan Edwards - harsh vocal (2, 5) </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">JUDICATOR założył w Salt Lake City Anthony Cordisco w roku 2012, by móc zrealizować swój koncept album o ostatniej kampanii Napoleona Bonaparte. Skromny to był początek i ludzi zdolnych mu pomóc niewielu. Ostatecznie ten uzdolniony multiinstrumentalista nagrał wszystkie partie instrumentalne sam, a wokalne powierzył Johnowi Yellandowi. Wsparł go także gościnnie Bryan Edwards (melodic death/black metalowy VERMIFORM oraz ex SEVEN KINGDOMS).</div>
<div style="text-align: justify;">Tony C postanowił nie czekać, aż zainteresują się nim wielkie wytwórnie fonograficzne i założył własną, niewielką niezależną wytwórnię Masters of Metal Productions. Za jej pośrednictwem wydał ten album 30.10.2012.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Koncept rozpoczyna się od bardzo standardowego power metalu w amerykańskim wydaniu - Rising Again. Lekkie, ale dynamiczne granie z melodyjnym refrenem, odrobiną klimatu w części instrumentalnej i przeciętnymi dosyć piskliwymi solówkami. Takie to po prostu średnie i typowe.</div>
<div style="text-align: justify;">W szybkim Into the Sea of Bayonets, przypominającym nagrania BLIND GUARDIAN pewną atrakcją są harsh wokale Edwardsa, jednak ponadto to bardzo ograne riffy i przeciętna melodia, choć wysoki śpiew Yellanda próbuje mu nadać pozory dramatyczności. W Backs Against the Wall epiki jest więcej, jest nieco monumentalizmu i podniosłych riffów i wreszcie zaczyna się dziać coś więcej niż tylko typowy power metal interkontynentalny, kontynuowany jednak w speedowej, środkowej części tej kompozycji.</div>
<div style="text-align: justify;">O King Og Rome można powiedzieć tyle, że jest to lekko wygładzony Us Power w tradycji OMEN czy BROCAS HELM, na dobrym poziomie, gdzie przyjemnie słucha się także łagodnego instrumentalnego interludium.</div>
<div style="text-align: justify;">Huogoumont, dzięki epickiej melodii oraz znakomicie dobranemu harshowi jest atrakcyjny na początku, potem jednak zaczynają się pewne mielizny, zawinione głównie przez zbyt lekki i mało bojowy wokal główny i wnoszącą mało treści część z solami gitarowymi. Jak na dramatyczną opowieść Tu n'es pas mort, coquin? jest w melodii BLIND GUARDIAN w słabej formie po prostu nieudany. Nie najgorzej wygląda na tym tle The Iron Duke, choć do końca nie bardzo wiadomo, w jakim stylu jest ta kompozycja, bo rozrzut gatunkowy w tym songu jak na pięć minut jest spory. Fragmenty z gitarą akustyczną jako żywo przypominają niemieckie ballady ogniskowe z kręgu BLIND GUARDIAN.<br />
Całość zwieńczona jest kolosem Elan, gdzie można usłyszeć i power metal i extreme melodic, i power/doom i klasyczny epicki heavy, jednak nic specjalnie uwagi nie przykuwa. Taki trochę drugi gatunek greckiego epickiego power metalu, ale podkreślam, najwyżej drugi.<br />
<br />
Ewidentnie brak w tym wszystkim mocy, teatralności, dalszych planów, realnego dramatyzmu. Brak realnie zapadających w pamięć melodii. Brak spoiwa, które potrzebne jest gdy tworzy się koncept mający trzymać w napięciu od pierwszej do ostatniej sekundy. Płaskie to wszystko, nudnawe miejscami, nazbyt rozciągnięte. Ponadto niespecjalnie atrakcyjne wykonawczo, pomijając już nawet tę programowaną perkusję.<br />
Produkcja przeciętna i równie suche i płaskie gitary w roku 2012 miał chyba <br />
<br />
Można postawić pytanie - "Gdzie jest JUDICATOR?"<br />
Będzie, ale jeszcze nie teraz i nie tutaj.<br />
<br />
<br />
ocena: 6,8/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 20.08.2018</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Judicator - King Of Rome (2012)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/n5k-jQ7AIvexRBPKW43F7HID7zg=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-12159388-1529498796-6310.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-12159388-1529498796-6310.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Rising Again 06:36</div>
<div style="text-align: justify;">2.Into the Sea of Bayonets 06:10</div>
<div style="text-align: justify;">3.Backs Against the Wall 06:36</div>
<div style="text-align: justify;">4.King of Rome 06:53</div>
<div style="text-align: justify;">5.Huogoumont 06:30</div>
<div style="text-align: justify;">6.Tu n'es pas mort, coquin? 05:33</div>
<div style="text-align: justify;">7.The Iron Duke 05:16</div>
<div style="text-align: justify;">8.Elan 12:20</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2012</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: epic power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">John Yelland - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Anthony Cordisco (Tony C) - gitara, gitara basowa, programowanie perkusji</div>
<div style="text-align: justify;">oraz:</div>
<div style="text-align: justify;">Bryan Edwards - harsh vocal (2, 5) </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">JUDICATOR założył w Salt Lake City Anthony Cordisco w roku 2012, by móc zrealizować swój koncept album o ostatniej kampanii Napoleona Bonaparte. Skromny to był początek i ludzi zdolnych mu pomóc niewielu. Ostatecznie ten uzdolniony multiinstrumentalista nagrał wszystkie partie instrumentalne sam, a wokalne powierzył Johnowi Yellandowi. Wsparł go także gościnnie Bryan Edwards (melodic death/black metalowy VERMIFORM oraz ex SEVEN KINGDOMS).</div>
<div style="text-align: justify;">Tony C postanowił nie czekać, aż zainteresują się nim wielkie wytwórnie fonograficzne i założył własną, niewielką niezależną wytwórnię Masters of Metal Productions. Za jej pośrednictwem wydał ten album 30.10.2012.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Koncept rozpoczyna się od bardzo standardowego power metalu w amerykańskim wydaniu - Rising Again. Lekkie, ale dynamiczne granie z melodyjnym refrenem, odrobiną klimatu w części instrumentalnej i przeciętnymi dosyć piskliwymi solówkami. Takie to po prostu średnie i typowe.</div>
<div style="text-align: justify;">W szybkim Into the Sea of Bayonets, przypominającym nagrania BLIND GUARDIAN pewną atrakcją są harsh wokale Edwardsa, jednak ponadto to bardzo ograne riffy i przeciętna melodia, choć wysoki śpiew Yellanda próbuje mu nadać pozory dramatyczności. W Backs Against the Wall epiki jest więcej, jest nieco monumentalizmu i podniosłych riffów i wreszcie zaczyna się dziać coś więcej niż tylko typowy power metal interkontynentalny, kontynuowany jednak w speedowej, środkowej części tej kompozycji.</div>
<div style="text-align: justify;">O King Og Rome można powiedzieć tyle, że jest to lekko wygładzony Us Power w tradycji OMEN czy BROCAS HELM, na dobrym poziomie, gdzie przyjemnie słucha się także łagodnego instrumentalnego interludium.</div>
<div style="text-align: justify;">Huogoumont, dzięki epickiej melodii oraz znakomicie dobranemu harshowi jest atrakcyjny na początku, potem jednak zaczynają się pewne mielizny, zawinione głównie przez zbyt lekki i mało bojowy wokal główny i wnoszącą mało treści część z solami gitarowymi. Jak na dramatyczną opowieść Tu n'es pas mort, coquin? jest w melodii BLIND GUARDIAN w słabej formie po prostu nieudany. Nie najgorzej wygląda na tym tle The Iron Duke, choć do końca nie bardzo wiadomo, w jakim stylu jest ta kompozycja, bo rozrzut gatunkowy w tym songu jak na pięć minut jest spory. Fragmenty z gitarą akustyczną jako żywo przypominają niemieckie ballady ogniskowe z kręgu BLIND GUARDIAN.<br />
Całość zwieńczona jest kolosem Elan, gdzie można usłyszeć i power metal i extreme melodic, i power/doom i klasyczny epicki heavy, jednak nic specjalnie uwagi nie przykuwa. Taki trochę drugi gatunek greckiego epickiego power metalu, ale podkreślam, najwyżej drugi.<br />
<br />
Ewidentnie brak w tym wszystkim mocy, teatralności, dalszych planów, realnego dramatyzmu. Brak realnie zapadających w pamięć melodii. Brak spoiwa, które potrzebne jest gdy tworzy się koncept mający trzymać w napięciu od pierwszej do ostatniej sekundy. Płaskie to wszystko, nudnawe miejscami, nazbyt rozciągnięte. Ponadto niespecjalnie atrakcyjne wykonawczo, pomijając już nawet tę programowaną perkusję.<br />
Produkcja przeciętna i równie suche i płaskie gitary w roku 2012 miał chyba <br />
<br />
Można postawić pytanie - "Gdzie jest JUDICATOR?"<br />
Będzie, ale jeszcze nie teraz i nie tutaj.<br />
<br />
<br />
ocena: 6,8/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 20.08.2018</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Judas Priest]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1708</link>
			<pubDate>Thu, 21 Jun 2018 22:07:04 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1708</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Judas Priest - Rocka Rolla (1974)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/Ul1BPfAXv1lVTLIE3jMUJopMlDk=/fit-in/477x480/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-2971732-1309803161.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-2971732-1309803161.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. One For The Road 04:39 <br />
2. Rocka Rolla 03:02 <br />
3. Winter 01:46 <br />
4. Deep Freeze 01:20 <br />
5. Winter Retreat 03:27 <br />
6. Cheater 02:57 <br />
7. Never Satisfied 04:53 <br />
8. Run Of The Mill 08:34 <br />
9. Dying To Meet You 06:18 <br />
10. Caviar And Meths 02:05 <br />
<br />
Rok wydania: 1974 <br />
Gatunek: Heavy Metal <br />
Kraj: Wielka Brytania <br />
<br />
Skład: <br />
Rob Halford: śpiew, harminijka <br />
Glenn Tipton: gitara <br />
K.K. Downing: gitara <br />
Ian Hill: bas <br />
John Hinch: perkusja <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">W 1974 brytyjski zespół Judas Priest, który zdobył już pewne grono fanów w swoim kraju, wyruszył na trasę koncertową do Niemiec i Holandii. Po powrocie grupie udało się podpisać kontrakt płytowy z małą lokalną wytwórnia płytową Gull, która wnet wydała debiutancki album Anglików zatytułowany 'Rocka Rolla'. Złożyły się na niego przede wszystkim kompozycje, które powstały już czasie, gdy wokalistą kapeli był Rob Halford, chociaż kilka - w tym 'zimowa trylogia' czy instrumentalny 'Caviar And Meths' - stanowiły jeszcze plon współpracy Downinga i Hilla z poprzednim wokalistą Alanem Atkinsem. <br />
 <br />
 Spory wkład w ostateczny kształt umieszczonych na płycie utworów miał gitarzysta, Glenn Tipton - świeży nabytek grupy. Jego udział jako drugiego gitarzysty miał wzmocnić i wzbogacić brzmienie na tym albumie, ale czy to się udało? Patrząc z perspektywy czasu na te utwory grane na średnich tempach, o rwanych riffach i dużej ilości niezagospodarowanej przestrzeni w obrębie poszczególnych kompozycji, to nie do końca wytrzymały one próbę czasu. Dotyczy to zwłaszcza 'Rocka Rolla', 'Cheater' czy 'Never Satisfied', w którym co prawda zakończenie jest znakomite i mnie zapadło w pamięć najbardziej chyba ze wszystkiego, co Judas Priest przedstawił na tej płycie. 'One For The Road' wypada bardzo przyzwoicie zwiastując coś dobrego na przyszłość, wtedy jeszcze dla zespołu bardzo nieokreśloną. 'Dying To Meet You' składający się jakby z dwóch odrębnych części, nagradza cierpliwość słuchacza dopiero w tej drugiej, ale w sumie jest też tylko przeciętną, wczesno metalową kompozycją. 'Winter' z przyległościami to typowy produkt tamtej epoki - wyrastający nieco z doświadczeń wczesnego UFO. Kompozycja niby złożona, ale jednak nieuporządkowana. Momentami frapuje, a momentami odrzuca. Niefortunna to raczej próba wkroczenia na ścieżki art rocka. Inaczej sprawa wygląda z 'Run To The Mill'. Zazwyczaj się tego utworu nie docenia, a szkoda. Długa, łagodna, a przecież równocześnie pełna wewnętrznej siły kompozycja z klawiszowymi ozdobnikami Tiptona i doskonałym śpiewem Halforda podnosi wartość tego albumu. <br />
 <br />
 Cała płyta jest w zasadzie wewnętrznie niespójna. Podkreślam – niespójna, a nie zróżnicowana. Doskonałe i żenująco słabe fragmenty przeplatają się nieustannie nasuwając nieodparte wrażenie pośpiechu i niedopracowania zamieszczonego materiału. Wszystko niby poprawne, gitary, sekcja rytmiczna i wyeksponowany wokal Halforda, ale czy do końca przekonywujące? Ubogo ten album wygląda przy pochodzących z tego okresu płytach Wielkiej Trójki czy wysmakowanych kompozycyjnie dokonaniach art rockowych formacji. Heavy metal rodził się jednak dopiero i aby zostać dostrzeżonym musiał przejść jeszcze stosunkowo długą drogę. Debiut Judas Priest pozostał prawie niezauważony przez rockową publiczność. Na szczęście zespół nie poddał się i nie stał kolejną zapomnianą kapelą z zamierzchłej przeszłości. <br />
 <br />
 Do "Painkillera" droga była jednak jeszcze bardzo daleka...</div>
<br />
Ocena: 6/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">3.12.2007</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Judas Priest - Rocka Rolla (1974)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/Ul1BPfAXv1lVTLIE3jMUJopMlDk=/fit-in/477x480/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-2971732-1309803161.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-2971732-1309803161.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. One For The Road 04:39 <br />
2. Rocka Rolla 03:02 <br />
3. Winter 01:46 <br />
4. Deep Freeze 01:20 <br />
5. Winter Retreat 03:27 <br />
6. Cheater 02:57 <br />
7. Never Satisfied 04:53 <br />
8. Run Of The Mill 08:34 <br />
9. Dying To Meet You 06:18 <br />
10. Caviar And Meths 02:05 <br />
<br />
Rok wydania: 1974 <br />
Gatunek: Heavy Metal <br />
Kraj: Wielka Brytania <br />
<br />
Skład: <br />
Rob Halford: śpiew, harminijka <br />
Glenn Tipton: gitara <br />
K.K. Downing: gitara <br />
Ian Hill: bas <br />
John Hinch: perkusja <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">W 1974 brytyjski zespół Judas Priest, który zdobył już pewne grono fanów w swoim kraju, wyruszył na trasę koncertową do Niemiec i Holandii. Po powrocie grupie udało się podpisać kontrakt płytowy z małą lokalną wytwórnia płytową Gull, która wnet wydała debiutancki album Anglików zatytułowany 'Rocka Rolla'. Złożyły się na niego przede wszystkim kompozycje, które powstały już czasie, gdy wokalistą kapeli był Rob Halford, chociaż kilka - w tym 'zimowa trylogia' czy instrumentalny 'Caviar And Meths' - stanowiły jeszcze plon współpracy Downinga i Hilla z poprzednim wokalistą Alanem Atkinsem. <br />
 <br />
 Spory wkład w ostateczny kształt umieszczonych na płycie utworów miał gitarzysta, Glenn Tipton - świeży nabytek grupy. Jego udział jako drugiego gitarzysty miał wzmocnić i wzbogacić brzmienie na tym albumie, ale czy to się udało? Patrząc z perspektywy czasu na te utwory grane na średnich tempach, o rwanych riffach i dużej ilości niezagospodarowanej przestrzeni w obrębie poszczególnych kompozycji, to nie do końca wytrzymały one próbę czasu. Dotyczy to zwłaszcza 'Rocka Rolla', 'Cheater' czy 'Never Satisfied', w którym co prawda zakończenie jest znakomite i mnie zapadło w pamięć najbardziej chyba ze wszystkiego, co Judas Priest przedstawił na tej płycie. 'One For The Road' wypada bardzo przyzwoicie zwiastując coś dobrego na przyszłość, wtedy jeszcze dla zespołu bardzo nieokreśloną. 'Dying To Meet You' składający się jakby z dwóch odrębnych części, nagradza cierpliwość słuchacza dopiero w tej drugiej, ale w sumie jest też tylko przeciętną, wczesno metalową kompozycją. 'Winter' z przyległościami to typowy produkt tamtej epoki - wyrastający nieco z doświadczeń wczesnego UFO. Kompozycja niby złożona, ale jednak nieuporządkowana. Momentami frapuje, a momentami odrzuca. Niefortunna to raczej próba wkroczenia na ścieżki art rocka. Inaczej sprawa wygląda z 'Run To The Mill'. Zazwyczaj się tego utworu nie docenia, a szkoda. Długa, łagodna, a przecież równocześnie pełna wewnętrznej siły kompozycja z klawiszowymi ozdobnikami Tiptona i doskonałym śpiewem Halforda podnosi wartość tego albumu. <br />
 <br />
 Cała płyta jest w zasadzie wewnętrznie niespójna. Podkreślam – niespójna, a nie zróżnicowana. Doskonałe i żenująco słabe fragmenty przeplatają się nieustannie nasuwając nieodparte wrażenie pośpiechu i niedopracowania zamieszczonego materiału. Wszystko niby poprawne, gitary, sekcja rytmiczna i wyeksponowany wokal Halforda, ale czy do końca przekonywujące? Ubogo ten album wygląda przy pochodzących z tego okresu płytach Wielkiej Trójki czy wysmakowanych kompozycyjnie dokonaniach art rockowych formacji. Heavy metal rodził się jednak dopiero i aby zostać dostrzeżonym musiał przejść jeszcze stosunkowo długą drogę. Debiut Judas Priest pozostał prawie niezauważony przez rockową publiczność. Na szczęście zespół nie poddał się i nie stał kolejną zapomnianą kapelą z zamierzchłej przeszłości. <br />
 <br />
 Do "Painkillera" droga była jednak jeszcze bardzo daleka...</div>
<br />
Ocena: 6/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">3.12.2007</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jorn]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1707</link>
			<pubDate>Thu, 21 Jun 2018 22:05:39 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1707</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jorn - Bring Heavy Rock to the Land (2012)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/Tm8Da0CHzHWpsNEh10KhxkzJvf4=/fit-in/600x607/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4468505-1367058264-3394.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-4468505-1367058264-3394.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. My Road 02:49 <br />
2. Bring Heavy Rock to the Land 07:01 <br />
3. A Thousand Cuts 08:21 <br />
4. Ride Like the Wind (Christopher Cross cover) 04:59 <br />
5. Chains Around You 05:18 <br />
6. The World I See 06:23 <br />
7. Time to Be King (Masterplan cover) 04:26 <br />
8. Ride to the Guns 06:01 <br />
9. Black Morning 04:32 <br />
10. I Came to Rock 05:27 <br />
11. Live and Let Fly (bonus track) 04:15 <br />
<br />
Rok wydania: 2012<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Norwegia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Jørn Lande - śpiew<br />
Tore Moren - gitara<br />
Tor Erik Myhre - gitara<br />
Nic Angileri - bas<br />
Willy Bendiksen - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Lepiej jest dla rock/metalowej muzyki gdy fantastyczny Jørn Lande podąża śladami Davida Coverdale'a niż R.J. Dio. Lepiej jest posłuchać po raz kolejny "Worldchanger" niż "Spirit Black" na ten przykład, a jeszcze lepiej zaprzyjaźnić się z nowym albumem solowym Jørna "Bring Heavy Rock to the Land" wydanym przez Frontiers Records w czerwcu. Oczywiście najlepiej pozostać przy MASTERPLAN przy czym tym razem wokalista na swym nowym LP przypomina utwór "Time to Be King", który tu brzmi jakby nieco bardziej nowocześnie...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem wszystko zaczyna się łagodnie i nostalgicznie w opanowanym przez Lande i gitarę akustyczną "My Road" jednak powtórki ze malowanej smutkiem ostatniej płyty MASTERPLAN nie ma. Jest za to mix Davida i Ronnie w ciężkim ale i brytyjsko rockowym numerze tytułowym w średnim tempie. Pięknie w klimacie i pięknie w solo gitarowym i ogólnie mocno. Mocne sa te gitary , wręcz miażdżące momentami ale czy mogą być inne gdy Jørn Lande jest w takiej dyspozycji ,że głosem obala betonowe ściany? <br />
 Nie za szybko, rytmicznie i dynamicznie w "A Thousand Cuts" twardym i zdecydowanym również w tych coverdale'owskich wstawkach jednak jeśli ktoś szuka w czasie tych aż ośmiu minut ulubionej rockowej progresji Lande to tego tu nie znajdzie.Znajdzie natomiast przyciężki cover Christophera Crossa "Ride Like the Wind" spopularyzowany jeszcze roku 1988 przez SAXON i solidny potoczysty heavy metalowo rozegrany rock w "Chains Around You", straszliwie jednak podobny do setek innych. Poza fascynującym solo gitarowym Morena naturalnie. "Ride to the Guns" takiego sola nie ma w tej samej kategorii niczym się absolutnie wyróżnia. Dio ponownie wyłania się w łagodnym śpiewie Lande we wstępie do "The World I See" , który zapowiada się jako balladowy song i po części takim jest . Po części , bo posępne partie gitarowe i dramatyczne apokaliptyczne sola nadają tu całości monumentalizmu.<br />
 Luźna, rockowa kompozycja w łagodnym jasnym stylu to specjalność Lande i serwuje coś takiego w postaci "Black Morning". Ładne, miłe i bardzo sympatyczne choć raczej niemetalowe..i jednak także w melodii ograne bardzo. Na koniec niemal jakoś zatraca się konkretność melodii w "I Came to Rock" i te kilka różnych wątków muzycznych dopasowanych jest do siebie nieszczególnie. Rock i metal w jednym, z którego wynika niezbyt wiele. No bonusowy "Live and Let Fly" zupełnie bez historii heavy metal.<br />
 <br />
 Lande gra z towarzyszeniem bardzo dobrych muzyków doskonale rozumiejących jego intencje. Tak jest od lat i od lat to wszystko ma charakter odtwórczy. taki rzemieślniczo odtwórczy, poza chwilami przebudzenia Tore Morena. Lande jako producent ma dar kształtowania mocnego ultra przejrzystego soczystego soundu i ten album to także potwierdza. Lande jako kompozytor jednak od dłuższego czasu przestał fascynować i popadł w pewną rutynę i schematyzm. Ten schemat stał się przewidywalny na obszarach Coverdale - Dio (choć Dio tym razem mniej) a jego uzupełnienie takim standardowym melodyjnym heavy metalem jaki się tu pojawił niczego nie wniosło. Daleko do magii "Worldchanger"...<br />
 Sam wspaniały głos wokalisty to tym razem za mało aby rzucić słuchacza na kolana. Żadna z kompozycji tego uczynić nie jest w stanie. Miłości od pierwszego wejrzenia do płyty "Bring Heavy Rock to the Land" nie ma.<br />
 Zaprzyjaźnić się też będzie trudno. </div>
<br />
Ocena: 7/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">1.06.2012</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jorn - Bring Heavy Rock to the Land (2012)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/Tm8Da0CHzHWpsNEh10KhxkzJvf4=/fit-in/600x607/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4468505-1367058264-3394.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-4468505-1367058264-3394.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. My Road 02:49 <br />
2. Bring Heavy Rock to the Land 07:01 <br />
3. A Thousand Cuts 08:21 <br />
4. Ride Like the Wind (Christopher Cross cover) 04:59 <br />
5. Chains Around You 05:18 <br />
6. The World I See 06:23 <br />
7. Time to Be King (Masterplan cover) 04:26 <br />
8. Ride to the Guns 06:01 <br />
9. Black Morning 04:32 <br />
10. I Came to Rock 05:27 <br />
11. Live and Let Fly (bonus track) 04:15 <br />
<br />
Rok wydania: 2012<br />
Gatunek: Heavy Metal<br />
Kraj: Norwegia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Jørn Lande - śpiew<br />
Tore Moren - gitara<br />
Tor Erik Myhre - gitara<br />
Nic Angileri - bas<br />
Willy Bendiksen - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Lepiej jest dla rock/metalowej muzyki gdy fantastyczny Jørn Lande podąża śladami Davida Coverdale'a niż R.J. Dio. Lepiej jest posłuchać po raz kolejny "Worldchanger" niż "Spirit Black" na ten przykład, a jeszcze lepiej zaprzyjaźnić się z nowym albumem solowym Jørna "Bring Heavy Rock to the Land" wydanym przez Frontiers Records w czerwcu. Oczywiście najlepiej pozostać przy MASTERPLAN przy czym tym razem wokalista na swym nowym LP przypomina utwór "Time to Be King", który tu brzmi jakby nieco bardziej nowocześnie...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem wszystko zaczyna się łagodnie i nostalgicznie w opanowanym przez Lande i gitarę akustyczną "My Road" jednak powtórki ze malowanej smutkiem ostatniej płyty MASTERPLAN nie ma. Jest za to mix Davida i Ronnie w ciężkim ale i brytyjsko rockowym numerze tytułowym w średnim tempie. Pięknie w klimacie i pięknie w solo gitarowym i ogólnie mocno. Mocne sa te gitary , wręcz miażdżące momentami ale czy mogą być inne gdy Jørn Lande jest w takiej dyspozycji ,że głosem obala betonowe ściany? <br />
 Nie za szybko, rytmicznie i dynamicznie w "A Thousand Cuts" twardym i zdecydowanym również w tych coverdale'owskich wstawkach jednak jeśli ktoś szuka w czasie tych aż ośmiu minut ulubionej rockowej progresji Lande to tego tu nie znajdzie.Znajdzie natomiast przyciężki cover Christophera Crossa "Ride Like the Wind" spopularyzowany jeszcze roku 1988 przez SAXON i solidny potoczysty heavy metalowo rozegrany rock w "Chains Around You", straszliwie jednak podobny do setek innych. Poza fascynującym solo gitarowym Morena naturalnie. "Ride to the Guns" takiego sola nie ma w tej samej kategorii niczym się absolutnie wyróżnia. Dio ponownie wyłania się w łagodnym śpiewie Lande we wstępie do "The World I See" , który zapowiada się jako balladowy song i po części takim jest . Po części , bo posępne partie gitarowe i dramatyczne apokaliptyczne sola nadają tu całości monumentalizmu.<br />
 Luźna, rockowa kompozycja w łagodnym jasnym stylu to specjalność Lande i serwuje coś takiego w postaci "Black Morning". Ładne, miłe i bardzo sympatyczne choć raczej niemetalowe..i jednak także w melodii ograne bardzo. Na koniec niemal jakoś zatraca się konkretność melodii w "I Came to Rock" i te kilka różnych wątków muzycznych dopasowanych jest do siebie nieszczególnie. Rock i metal w jednym, z którego wynika niezbyt wiele. No bonusowy "Live and Let Fly" zupełnie bez historii heavy metal.<br />
 <br />
 Lande gra z towarzyszeniem bardzo dobrych muzyków doskonale rozumiejących jego intencje. Tak jest od lat i od lat to wszystko ma charakter odtwórczy. taki rzemieślniczo odtwórczy, poza chwilami przebudzenia Tore Morena. Lande jako producent ma dar kształtowania mocnego ultra przejrzystego soczystego soundu i ten album to także potwierdza. Lande jako kompozytor jednak od dłuższego czasu przestał fascynować i popadł w pewną rutynę i schematyzm. Ten schemat stał się przewidywalny na obszarach Coverdale - Dio (choć Dio tym razem mniej) a jego uzupełnienie takim standardowym melodyjnym heavy metalem jaki się tu pojawił niczego nie wniosło. Daleko do magii "Worldchanger"...<br />
 Sam wspaniały głos wokalisty to tym razem za mało aby rzucić słuchacza na kolana. Żadna z kompozycji tego uczynić nie jest w stanie. Miłości od pierwszego wejrzenia do płyty "Bring Heavy Rock to the Land" nie ma.<br />
 Zaprzyjaźnić się też będzie trudno. </div>
<br />
Ocena: 7/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">1.06.2012</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[John West]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1706</link>
			<pubDate>Thu, 21 Jun 2018 22:03:40 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1706</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">John West - Mind Journey (1997)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/u5tjDGo9koTZKM2Aiz-uHJLayaQ=/fit-in/600x596/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3316428-1516919080-6524.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3316428-1516919080-6524.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Eastern Horizon 07:29 <br />
2. Lady Ice 03:48 <br />
3. Fair Trade 06:13 <br />
4. One Way 06:26 <br />
5. Mind Journey 07:02 <br />
6. Castle Is Haunted 03:57 <br />
7. Veil Of The Blind 07:54 <br />
8. Dragon's Eye 04:49 <br />
9. Hands In The Fire 06:09 <br />
10. Lost In Time 06:40<br />
<br />
Rok wydania: 1997<br />
Gatunek: Progressive Melodic Heavy Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
John West - śpiew, gitara (9)<br />
George Bellas - gitara<br />
Barry Sparks - bas<br />
Mike Terrana - perkusja<br />
Matt Guillory - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">John West, jeden z najbardziej znanych wokalistów amerykańskiej sceny, głównie metalu progresywnego, ma także na koncie kilka albumów, firmowanych własnym nazwiskiem. Na tych płytach zagrali różni muzycy, same LP także się różnią między sobą stylem i charakterem, choć West nieprzerwanie pozostaje w strefie metalu wysublimowanego, przesyconego klasycznym rockiem i progresją. Pierwszą jest właśnie "Mind Journey" wydany przez Shrapnel Records i Roadrunner w maju 1997, gdzie towarzyszą mu takie sławy, jak Bellas i Terrana, a i pozostała część składu to cenieni, doświadczeni muzycy. West na albumach sygnowanych "John West" podchodzi do tego, co chce zaprezentować w bardzo osobisty sposób. To jest jego muzyka, jego emocje, tu wszystko kształtuje on. Wybitni instrumentaliści stanowią tu ze swoim kunsztem osnowę i fundament dla przekazania emocji i muzycznych przemyśleń Westa. <br />
 Wokalista jako kompozytor niekiedy nieco eksperymentuje i jego niektóre późniejsze płyty są z lekka hermetyczne. <br />
 Ta jest jakby prostsza, co nie znaczy jednak prosta. <br />
 <br />
 Jest to podróż umysłu, w utworach rozbudowanych, nacechowanych melancholijnym klimatem i klawiszami w planie drugim, współgrającymi z gitarą Bellasa. "Eastern Horizon"ma coś z nagrań ARTENSION bez wirtuozerskiego zadęcia, melodia jest tu najważniejsza, jednak gdy pojawiają się partie instrumentalne są doprawdy na wysokim poziomie. Także klawisze, choć nie ma tu Kuprija.<br />
 "Lady Ice" ma neoklasyczny wstęp jest to jednak melodyjny heavy metal o progresywnym zacięciu i z pięknym solem zaproszonego Jamesa Murphy'ego.<br />
 Główną rolę odgrywa jednak Bellas. Ten gitarzysta niby tu jest w cieniu, ale to, co robi cały czas jest godne podziwu. To prawdziwy wirtuoz, a na tym albumie popisał się dodatkowo niezwykłym wyczuciem klimatu, jaki chciał stworzyć West. Ten chłodny klimat osobistych przemyśleń słychać w "Fair Trade", wzbogaconym o muzyczne elementy i DEEP PURPLE w klawiszach Guillory i czegoś spoza metalu również. Bardzo dużo do powiedzenia ma sekcja rytmiczna. Terrana jak zwykle idealnie wpasowany, ale wspaniale gra na sześciostrunowym basie Barry Sparks i to, co razem robią w tej kompozycji jest niezwykłe.<br />
 Pięknie się prezentuje się tu pół balladowy "One Way", toczący się niby leniwie, ale od czasu do czasu pobudzany gitarą w neoklasycznym stylu i klawiszami. Guillory gra na tym albumie najrozmaitsze rzeczy i wykazuje się wielka umiejętnością swobodnego przemieszczania się pomiędzy stylami, nawet w obrębie jednego pasażu czy sola. Sam tytułowy "Mind Journey" to kalejdoskop zmiennych nastrojów, od zadumy do pobudzenia, zarówno w śpiewie, jak i w warstwie instrumentalnej, gdzie Bellas sporo korzysta z gitary akustycznej. W "The Castle Is Haunted" znacznie przyspieszają i tym razem to neoklasyczny progresywny power metal, przypominający nagrania ARTENSION równie wysokiej próby. Solo klawiszowe także przypomina te, jakie gra Vitalij. "Veil Of the Blind " mocno połamany, częściowo niemetalowy, złożony z najróżniejszych stylów i rozwija się w refrenach w melodic metalową, smutną balladę. Trudna kompozycja, niejednoznaczna i niejednorodna. Cała płyta złożona z takich utworów mogła by być raczej trudna w odbiorze. Dla równowagi jest power metalowy "Dragon's Eye", również nieco połamany w rytmie, ale mieszczący się w głównym nurcie gatunku, z melodyjnym refrenem z chórkami. Tym razem jednak po raz pierwszy wykonanie wokalne tego nie jest tak interesujące, jak innych kompozycji. W "Hands In the Fire" dominuje mrok w oprawie niemal heavy powerowej, gitary tym razem samego Westa. Ta kompozycja jest zagrana wolno i tu zdecydowanie dominuje West, śpiewa potężnie, posępnie i reszta w zasadzie tworzy tylko muzyczne tło, w tym zbudowane z hammondów drugiego gościa, Lonnie Parka. Całość podsumowuje melodic prog power w postaci "Lost In Time" i tu następuje rozładowanie tego napięcia, jakie dominowało w poprzednim utworze. Tu jest wysoki śpiew Westa i optymistyczna melodia, mimo zagubienia w czasie.<br />
 <br />
 Brzmieniowo ten album wyprodukowany przez Westa i Varney, a przypomina do złudzenia płyty ARTENSION i wiele pracy włożono zapewne w to, aby te wszystkie instrumenty słychać było aż tak wyraźnie, a jednocześnie, aby były tak dobrze ze sobą powiązane.<br />
 Twórczość solowa Westa czasami bywa niesłusznie spychana w jego dorobku na dalszy plan. "Mind Journey" tymczasem jest jedna z najlepszych płyt, gdzie West wystąpił, nie tylko jako wokalista, ale i jako kompozytor i pomysłodawca.<br />
<br />
 Bogaty w pomysły album, wykonany na mistrzowskim poziomie.</div>
<br />
<br />
Ocena: 9/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">23.08.2009</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">John West - Mind Journey (1997)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/u5tjDGo9koTZKM2Aiz-uHJLayaQ=/fit-in/600x596/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3316428-1516919080-6524.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3316428-1516919080-6524.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Eastern Horizon 07:29 <br />
2. Lady Ice 03:48 <br />
3. Fair Trade 06:13 <br />
4. One Way 06:26 <br />
5. Mind Journey 07:02 <br />
6. Castle Is Haunted 03:57 <br />
7. Veil Of The Blind 07:54 <br />
8. Dragon's Eye 04:49 <br />
9. Hands In The Fire 06:09 <br />
10. Lost In Time 06:40<br />
<br />
Rok wydania: 1997<br />
Gatunek: Progressive Melodic Heavy Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
John West - śpiew, gitara (9)<br />
George Bellas - gitara<br />
Barry Sparks - bas<br />
Mike Terrana - perkusja<br />
Matt Guillory - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">John West, jeden z najbardziej znanych wokalistów amerykańskiej sceny, głównie metalu progresywnego, ma także na koncie kilka albumów, firmowanych własnym nazwiskiem. Na tych płytach zagrali różni muzycy, same LP także się różnią między sobą stylem i charakterem, choć West nieprzerwanie pozostaje w strefie metalu wysublimowanego, przesyconego klasycznym rockiem i progresją. Pierwszą jest właśnie "Mind Journey" wydany przez Shrapnel Records i Roadrunner w maju 1997, gdzie towarzyszą mu takie sławy, jak Bellas i Terrana, a i pozostała część składu to cenieni, doświadczeni muzycy. West na albumach sygnowanych "John West" podchodzi do tego, co chce zaprezentować w bardzo osobisty sposób. To jest jego muzyka, jego emocje, tu wszystko kształtuje on. Wybitni instrumentaliści stanowią tu ze swoim kunsztem osnowę i fundament dla przekazania emocji i muzycznych przemyśleń Westa. <br />
 Wokalista jako kompozytor niekiedy nieco eksperymentuje i jego niektóre późniejsze płyty są z lekka hermetyczne. <br />
 Ta jest jakby prostsza, co nie znaczy jednak prosta. <br />
 <br />
 Jest to podróż umysłu, w utworach rozbudowanych, nacechowanych melancholijnym klimatem i klawiszami w planie drugim, współgrającymi z gitarą Bellasa. "Eastern Horizon"ma coś z nagrań ARTENSION bez wirtuozerskiego zadęcia, melodia jest tu najważniejsza, jednak gdy pojawiają się partie instrumentalne są doprawdy na wysokim poziomie. Także klawisze, choć nie ma tu Kuprija.<br />
 "Lady Ice" ma neoklasyczny wstęp jest to jednak melodyjny heavy metal o progresywnym zacięciu i z pięknym solem zaproszonego Jamesa Murphy'ego.<br />
 Główną rolę odgrywa jednak Bellas. Ten gitarzysta niby tu jest w cieniu, ale to, co robi cały czas jest godne podziwu. To prawdziwy wirtuoz, a na tym albumie popisał się dodatkowo niezwykłym wyczuciem klimatu, jaki chciał stworzyć West. Ten chłodny klimat osobistych przemyśleń słychać w "Fair Trade", wzbogaconym o muzyczne elementy i DEEP PURPLE w klawiszach Guillory i czegoś spoza metalu również. Bardzo dużo do powiedzenia ma sekcja rytmiczna. Terrana jak zwykle idealnie wpasowany, ale wspaniale gra na sześciostrunowym basie Barry Sparks i to, co razem robią w tej kompozycji jest niezwykłe.<br />
 Pięknie się prezentuje się tu pół balladowy "One Way", toczący się niby leniwie, ale od czasu do czasu pobudzany gitarą w neoklasycznym stylu i klawiszami. Guillory gra na tym albumie najrozmaitsze rzeczy i wykazuje się wielka umiejętnością swobodnego przemieszczania się pomiędzy stylami, nawet w obrębie jednego pasażu czy sola. Sam tytułowy "Mind Journey" to kalejdoskop zmiennych nastrojów, od zadumy do pobudzenia, zarówno w śpiewie, jak i w warstwie instrumentalnej, gdzie Bellas sporo korzysta z gitary akustycznej. W "The Castle Is Haunted" znacznie przyspieszają i tym razem to neoklasyczny progresywny power metal, przypominający nagrania ARTENSION równie wysokiej próby. Solo klawiszowe także przypomina te, jakie gra Vitalij. "Veil Of the Blind " mocno połamany, częściowo niemetalowy, złożony z najróżniejszych stylów i rozwija się w refrenach w melodic metalową, smutną balladę. Trudna kompozycja, niejednoznaczna i niejednorodna. Cała płyta złożona z takich utworów mogła by być raczej trudna w odbiorze. Dla równowagi jest power metalowy "Dragon's Eye", również nieco połamany w rytmie, ale mieszczący się w głównym nurcie gatunku, z melodyjnym refrenem z chórkami. Tym razem jednak po raz pierwszy wykonanie wokalne tego nie jest tak interesujące, jak innych kompozycji. W "Hands In the Fire" dominuje mrok w oprawie niemal heavy powerowej, gitary tym razem samego Westa. Ta kompozycja jest zagrana wolno i tu zdecydowanie dominuje West, śpiewa potężnie, posępnie i reszta w zasadzie tworzy tylko muzyczne tło, w tym zbudowane z hammondów drugiego gościa, Lonnie Parka. Całość podsumowuje melodic prog power w postaci "Lost In Time" i tu następuje rozładowanie tego napięcia, jakie dominowało w poprzednim utworze. Tu jest wysoki śpiew Westa i optymistyczna melodia, mimo zagubienia w czasie.<br />
 <br />
 Brzmieniowo ten album wyprodukowany przez Westa i Varney, a przypomina do złudzenia płyty ARTENSION i wiele pracy włożono zapewne w to, aby te wszystkie instrumenty słychać było aż tak wyraźnie, a jednocześnie, aby były tak dobrze ze sobą powiązane.<br />
 Twórczość solowa Westa czasami bywa niesłusznie spychana w jego dorobku na dalszy plan. "Mind Journey" tymczasem jest jedna z najlepszych płyt, gdzie West wystąpił, nie tylko jako wokalista, ale i jako kompozytor i pomysłodawca.<br />
<br />
 Bogaty w pomysły album, wykonany na mistrzowskim poziomie.</div>
<br />
<br />
Ocena: 9/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">23.08.2009</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jester's Funeral]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1705</link>
			<pubDate>Thu, 21 Jun 2018 22:01:31 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1705</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jester's Funeral - Quick Silver Light (2000)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/rj_iaUM0m3oA20n3dMaJgwA976U=/fit-in/600x598/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-2630114-1401832378-4883.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-2630114-1401832378-4883.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Jester's Empire 04:42 <br />
2. Traveller 04:27 <br />
3. Time Bomb 04:39 <br />
4. Brontosaurus 666 06:14 <br />
5. Quick Silver Light 04:22 <br />
6. Eternal Is the End 04:03 <br />
7. To Fall Asleep 04:51 <br />
8. Private Demon 04:06 <br />
9. Hieronymus 04:00 <br />
10. Where Dark Deep Waters Flow 04:39 <br />
11. Astrocry 04:56 <br />
12. Dorian 05:34<br />
<br />
Rok wydania: 2000<br />
Gatunek: Power Metal/Post Thrash<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Stefan Schmidt - śpiew, gitara<br />
Nic Kobold - gitara, instrumenty klawiszowe<br />
Heiko Hohn - gitara<br />
Holger Wies - bas<br />
Bastian Emig - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten zespół z okolic Mainz zawsze chadzał własnymi drogami. Każdy jego album był nieco inny, poszukiwali cały czas, przy czym zawsze poza obrębem mainstreamowego niemieckiego metalu, czy to power czy speed/thrash czy heavy.<br />
 Wcale nie jest wykluczone że granie JESTER'S FUNERAL przypadło by do gustu osobom lubiącym surowszy power metal z elementami thrashu nawet niekiedy, czy raczej post thrashu, który wyewoluował z klasycznego amerykańskiego thrashu w początkach lat 90-tych. Jest to granie melodyjne melodiami niezbyt słodkimi, wzmocnione zagrywkami thrashowymi i z pewnością nie ma nic wspólnego z melodic power i heavy głównego nurtu.<br />
 <br />
 "Quick Silver Light" z sierpnia 2000 wydana przez niemiecką wytwórnię Black Arrow to taka płyta, którą trudno jest wyłączyć w połowie, bo niby nic takiego niezwykłego się nie dzieje, a jednak w każdym numerze są ciekawe pomysły i zagrywki przemycone jakby obok głównego wątku np. znakomity riff w "Traveller". Trochę to jest zbyt przeintelektualizowane i zespół próbuje być nietypowy bez uciekania się do progresji, choć rozwiązania refrenów w wielu utworach jakoś ku temu dążą. Ciekawe jest wykorzystanie instrumentów klawiszowych w dalekich tłach tłumionych przez mocne gitary oraz basu wysuwanego zazwyczaj na pierwszy plan w momentach, gdy cofają się gitary i pojawiają łagodne fragmenty instrumentalne. Metal to nie nazbyt szybki i powerowy sound równoważy bardzo często thrashowa rytmika z zagraniem pod METALLICA (są odniesienia wokalne np w "Quick Silver Light"), ale zaskakujące momentami. Wokal łagodny to najsłabszy element tego wszystkiego - głos dobry, ale chyba za delikatny, za to Stefan Schmidt dobrze brzmi w ostrzejszym śpiewie. W balladowym "To Fall Asleep" też jakoś blado wypada, ale może to wina samej wyjątkowo pastelowej kompozycji. Dobry perkusista Bastian Emig i chyba to sami wiedzieli, bo jego instrument jest wyeksponowany i słychać, że gra on z wielkim wyczuciem. Od połowy album już trochę nuży i tylko ciekawość pojedynczych zagrywek utrzymuje zainteresowanie. To głównie szybkie, niezbyt głośne galopady i kilka solówek wysokiej klasy ("Astrocry"), przy czym ogólnie są one średniej klasy. <br />
 <br />
 Jeśli jakoś odnieść ich granie do post thrashowego stylu METALLICA, to zdecydowanie brakuje tu melodii czyniących te chłodne kompozycje atrakcyjnymi. Za to brzmienie ciekawe, specyficznie wyostrzone, sterylne i zimne w gitarach i doskonale zrealizowanej perkusji, takiej ustawionej na jednym poziomie z gitarami, mocnej ale nie sprawiającej wrażenia natłoku bębnów i blach.<br />
 Mimo wszystko, płyta trafia jakoś w próżnię. Power metal zabarwiony post thrashem w ich wykonaniu nie jest po prostu atrakcyjny na tle innych albumów bardziej znanych zespołów.</div>
<br />
<br />
Ocena: 6,5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">17.05.2009</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jester's Funeral - Quick Silver Light (2000)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/rj_iaUM0m3oA20n3dMaJgwA976U=/fit-in/600x598/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-2630114-1401832378-4883.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-2630114-1401832378-4883.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Jester's Empire 04:42 <br />
2. Traveller 04:27 <br />
3. Time Bomb 04:39 <br />
4. Brontosaurus 666 06:14 <br />
5. Quick Silver Light 04:22 <br />
6. Eternal Is the End 04:03 <br />
7. To Fall Asleep 04:51 <br />
8. Private Demon 04:06 <br />
9. Hieronymus 04:00 <br />
10. Where Dark Deep Waters Flow 04:39 <br />
11. Astrocry 04:56 <br />
12. Dorian 05:34<br />
<br />
Rok wydania: 2000<br />
Gatunek: Power Metal/Post Thrash<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Stefan Schmidt - śpiew, gitara<br />
Nic Kobold - gitara, instrumenty klawiszowe<br />
Heiko Hohn - gitara<br />
Holger Wies - bas<br />
Bastian Emig - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten zespół z okolic Mainz zawsze chadzał własnymi drogami. Każdy jego album był nieco inny, poszukiwali cały czas, przy czym zawsze poza obrębem mainstreamowego niemieckiego metalu, czy to power czy speed/thrash czy heavy.<br />
 Wcale nie jest wykluczone że granie JESTER'S FUNERAL przypadło by do gustu osobom lubiącym surowszy power metal z elementami thrashu nawet niekiedy, czy raczej post thrashu, który wyewoluował z klasycznego amerykańskiego thrashu w początkach lat 90-tych. Jest to granie melodyjne melodiami niezbyt słodkimi, wzmocnione zagrywkami thrashowymi i z pewnością nie ma nic wspólnego z melodic power i heavy głównego nurtu.<br />
 <br />
 "Quick Silver Light" z sierpnia 2000 wydana przez niemiecką wytwórnię Black Arrow to taka płyta, którą trudno jest wyłączyć w połowie, bo niby nic takiego niezwykłego się nie dzieje, a jednak w każdym numerze są ciekawe pomysły i zagrywki przemycone jakby obok głównego wątku np. znakomity riff w "Traveller". Trochę to jest zbyt przeintelektualizowane i zespół próbuje być nietypowy bez uciekania się do progresji, choć rozwiązania refrenów w wielu utworach jakoś ku temu dążą. Ciekawe jest wykorzystanie instrumentów klawiszowych w dalekich tłach tłumionych przez mocne gitary oraz basu wysuwanego zazwyczaj na pierwszy plan w momentach, gdy cofają się gitary i pojawiają łagodne fragmenty instrumentalne. Metal to nie nazbyt szybki i powerowy sound równoważy bardzo często thrashowa rytmika z zagraniem pod METALLICA (są odniesienia wokalne np w "Quick Silver Light"), ale zaskakujące momentami. Wokal łagodny to najsłabszy element tego wszystkiego - głos dobry, ale chyba za delikatny, za to Stefan Schmidt dobrze brzmi w ostrzejszym śpiewie. W balladowym "To Fall Asleep" też jakoś blado wypada, ale może to wina samej wyjątkowo pastelowej kompozycji. Dobry perkusista Bastian Emig i chyba to sami wiedzieli, bo jego instrument jest wyeksponowany i słychać, że gra on z wielkim wyczuciem. Od połowy album już trochę nuży i tylko ciekawość pojedynczych zagrywek utrzymuje zainteresowanie. To głównie szybkie, niezbyt głośne galopady i kilka solówek wysokiej klasy ("Astrocry"), przy czym ogólnie są one średniej klasy. <br />
 <br />
 Jeśli jakoś odnieść ich granie do post thrashowego stylu METALLICA, to zdecydowanie brakuje tu melodii czyniących te chłodne kompozycje atrakcyjnymi. Za to brzmienie ciekawe, specyficznie wyostrzone, sterylne i zimne w gitarach i doskonale zrealizowanej perkusji, takiej ustawionej na jednym poziomie z gitarami, mocnej ale nie sprawiającej wrażenia natłoku bębnów i blach.<br />
 Mimo wszystko, płyta trafia jakoś w próżnię. Power metal zabarwiony post thrashem w ich wykonaniu nie jest po prostu atrakcyjny na tle innych albumów bardziej znanych zespołów.</div>
<br />
<br />
Ocena: 6,5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">17.05.2009</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jaguar]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1704</link>
			<pubDate>Thu, 21 Jun 2018 22:00:24 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1704</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jaguar - Power Games (1983)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/SlIh-7VObDaCWtimc4y5nDDJ3P4=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1677798-1472831782-8796.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1677798-1472831782-8796.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Dutch Connection 03:05<br />
2. Out of Luck 02:56<br />
3. The Fox 02:40<br />
4. Master Game 04:20<br />
5. No Lies 03:17<br />
6. Run for Your Life 04:06<br />
7. Prisoner 04:03<br />
8. Ain't No Fantasy 03:48<br />
9. Rawdeal 06:26<br />
10. Coldheart 05:15<br />
<br />
Rok wydania: 1983<br />
Gatunek: Heavy Metal/Power Metal (NWOBHM)<br />
Kraj: Wielka Brytania<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Paul Merrell - śpiew<br />
Garry Pepperd - gitara<br />
Jeff Cox - bas<br />
Chris Lovell - perkusja <br />
<br />
<br />
Grupa powstała w 1979 roku w Bristolu i po kilku demach i singlach zdołała wydać ten LP, który wzbudził wówczas niemałą sensację. <br />
<div style="text-align: justify;">Bezwzględnie jest to zespół NWOBHM, ale równocześnie chyba pierwszy, konkretny, brytyjski zespół power metalowy w rozumieniu power metalu, jaki grało się w latach 80-tych. Ich pierwszy album to "Power Games" z marca 1983 wydany równocześnie przez kilka wytwórni, w tym Neat i Roadracer. Taki tytuł miał chyba nieprzypadkowo. Bardzo mocne to granie, odległe od często ugrzecznionych riffów, jakie serwowała większość zespołów NWOBHM. <br />
 <br />
 Nieczyste brzmienie, szybkie i bardzo szybkie tempa, dudniąca sekcja rytmiczna i bardzo chwytliwe melodie zdominowały ten LP. Wokalnie Paul Merrell może nie powala, technicznie gitarzysta Garry Pepperd to nie wirtuoz, ale energia, pasja i siła wykonania, jak na owe czasy, zdumiewająca. Jednocześnie zachowana została ta brytyjskość riffów i zespół nie brzmi jak kalka podobnych grup z USA. Znakomite są partie mocnego, wędrującego basu Jeffa Coxa, zapewne najbardziej technicznie zaawansowanego członka zespołu.<br />
 Obok dynamicznych numerów, grupa przedstawiła także nieco łagodniejsze, bliższe balladowo heavy metalowej stylistyce angielskiej początku lat 80-tych, jak "Master Game". Jednak solą albumu są krótkie kompozycje w rodzaju "The Fox", naładowane energią. Trochę czerpią i z IRON MAIDEN (Run for Your Life), nieco z grania lat 70-tych (Ain't No Fantasy), a nawet wczesnego bardzo MANOWAR (Rawdeal). Wszystko jednak przetworzone po swojemu i brzmi świeżo.<br />
 <br />
 Pierwotny skład rozleciał się w 1985 roku, po wydaniu drugiej, chłodno przyjętej płyty "This Time".<br />
 Gdy jednak w 1998 wydana została reedycja ich debiutu, zdobyła tak dużą popularność, że zespół został w 1998 reaktywowany i nagrywał dalej w innym składzie, ale też już niestety bez powodzenia.<br />
 Wersja z 1998 zawierała też trzy utwory z wczesnego okresu twórczości grupy, w tym słynny, singlowy "Axe Crazy", którego niestety zabrakło na pierwotnej wersji debiutanckiego krążka.<br />
<br />
 Jedna z największych nadziei brytyjskiego metalu, która tych nadziei nie spełniła. </div>
<br />
<br />
Ocena: 8.5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">18.08.2008</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jaguar - Power Games (1983)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/SlIh-7VObDaCWtimc4y5nDDJ3P4=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1677798-1472831782-8796.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1677798-1472831782-8796.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Dutch Connection 03:05<br />
2. Out of Luck 02:56<br />
3. The Fox 02:40<br />
4. Master Game 04:20<br />
5. No Lies 03:17<br />
6. Run for Your Life 04:06<br />
7. Prisoner 04:03<br />
8. Ain't No Fantasy 03:48<br />
9. Rawdeal 06:26<br />
10. Coldheart 05:15<br />
<br />
Rok wydania: 1983<br />
Gatunek: Heavy Metal/Power Metal (NWOBHM)<br />
Kraj: Wielka Brytania<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Paul Merrell - śpiew<br />
Garry Pepperd - gitara<br />
Jeff Cox - bas<br />
Chris Lovell - perkusja <br />
<br />
<br />
Grupa powstała w 1979 roku w Bristolu i po kilku demach i singlach zdołała wydać ten LP, który wzbudził wówczas niemałą sensację. <br />
<div style="text-align: justify;">Bezwzględnie jest to zespół NWOBHM, ale równocześnie chyba pierwszy, konkretny, brytyjski zespół power metalowy w rozumieniu power metalu, jaki grało się w latach 80-tych. Ich pierwszy album to "Power Games" z marca 1983 wydany równocześnie przez kilka wytwórni, w tym Neat i Roadracer. Taki tytuł miał chyba nieprzypadkowo. Bardzo mocne to granie, odległe od często ugrzecznionych riffów, jakie serwowała większość zespołów NWOBHM. <br />
 <br />
 Nieczyste brzmienie, szybkie i bardzo szybkie tempa, dudniąca sekcja rytmiczna i bardzo chwytliwe melodie zdominowały ten LP. Wokalnie Paul Merrell może nie powala, technicznie gitarzysta Garry Pepperd to nie wirtuoz, ale energia, pasja i siła wykonania, jak na owe czasy, zdumiewająca. Jednocześnie zachowana została ta brytyjskość riffów i zespół nie brzmi jak kalka podobnych grup z USA. Znakomite są partie mocnego, wędrującego basu Jeffa Coxa, zapewne najbardziej technicznie zaawansowanego członka zespołu.<br />
 Obok dynamicznych numerów, grupa przedstawiła także nieco łagodniejsze, bliższe balladowo heavy metalowej stylistyce angielskiej początku lat 80-tych, jak "Master Game". Jednak solą albumu są krótkie kompozycje w rodzaju "The Fox", naładowane energią. Trochę czerpią i z IRON MAIDEN (Run for Your Life), nieco z grania lat 70-tych (Ain't No Fantasy), a nawet wczesnego bardzo MANOWAR (Rawdeal). Wszystko jednak przetworzone po swojemu i brzmi świeżo.<br />
 <br />
 Pierwotny skład rozleciał się w 1985 roku, po wydaniu drugiej, chłodno przyjętej płyty "This Time".<br />
 Gdy jednak w 1998 wydana została reedycja ich debiutu, zdobyła tak dużą popularność, że zespół został w 1998 reaktywowany i nagrywał dalej w innym składzie, ale też już niestety bez powodzenia.<br />
 Wersja z 1998 zawierała też trzy utwory z wczesnego okresu twórczości grupy, w tym słynny, singlowy "Axe Crazy", którego niestety zabrakło na pierwotnej wersji debiutanckiego krążka.<br />
<br />
 Jedna z największych nadziei brytyjskiego metalu, która tych nadziei nie spełniła. </div>
<br />
<br />
Ocena: 8.5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">18.08.2008</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Jag Panzer]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1703</link>
			<pubDate>Thu, 21 Jun 2018 21:58:31 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=1703</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jag Panzer - Ample Destruction (1984)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/y8N-OfJKrOJKi74OTl_HRCs8L6Y=/fit-in/500x500/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1274033-1308609828.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1274033-1308609828.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Licensed to Kill 03:02 <br />
2. Warfare 05:11<br />
3. Symphony of Terror 04:24 <br />
4. Harder Than Steel 04:54 <br />
5. Generally Hostile 03:20 <br />
6. The Watching 04:10 <br />
7. Reign of the Tyrants 03:33 <br />
8. Cardiac Arrest 03:12 <br />
9. The Crucifix 07:19<br />
<br />
Rok wydania: 1984<br />
Gatunek: Heavy/Power Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Harry Conklin - śpiew<br />
Mark Briody - gitara<br />
Joey Tafolla - gitara<br />
John Tetley - bas<br />
Rick Hilyard - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ta płyta powstała w roku 1984. To jest fakt niezwykle istotny. Powstała przed "Metal Church" METAL CHURCH, powstała przed wieloma innymi monumentami amerykańskiego heavy power metalu. A mimo to JAG PANZER w tym czasie nie odniósł sukcesu i pozostał jednym z wielu zespołów z Colorado, który młody, uzdolniony gitarzysta Joey Taffola, pozyskany w drodze niezliczonych przesłuchań, opuścił, nie widząc w nim dla siebie perspektyw na przyszłość. Opuścił go także i The Tyrant Conklin, który mimo to pozostał gdzieś w cenionym, ale jednak tylko undergroundowym graniu metalu. Tak naprawdę ta płyta została odkryta znacznie później, gdy nieoczekiwanie doczekała się licznych wydań, w większości o charakterze bootlegów i na przełomie lat 80-tych i 90-tych okazało się, że nie HELSTAR i nie METAL CHURCH i nie LIEGE LORD tylko JAG PANZER jako pierwszy w pełnym i dojrzałym graniu położył trwały fundament pod US Heavy Power.<br />
 <br />
 Co można powiedzieć o tej muzyce? To, co zostało zbyte milczeniem w momencie, gdy się pojawiło stało się wzorcem i kultem. Ta płyta to huragan metalowego, melodyjnego, mocnego grania, niemal idealny przykład, jak taka muzyka musi brzmieć i jak być skonstruowana. Zostały zgrane na najwyższym poziomie trzy czynniki. Wokal Conklina, gitarowa maestria Tafolli i jakość samych kompozycji. <br />
 The Tyrant tyranizuje głosem stworzonym do heavy power. W każdym miejscu i każdym momencie tyranizuje, bez fałszów, bez pozowania i bez brutalności. A przecież tyle w tym siły i dumnej true agresji. Tafolla jest gitarzystą wyśmienitym, jest wirtuozem, mimo że tu jest jeszcze człowiekiem młodym, u progu kariery. Sola z tego albumu to esencja i klasyka heavy metalu. Każde. Wszystkie. Kompozycje są wspaniałe pod względem melodii, co więcej, melodie główne niczym nie ustępują tym z refrenów, tu nie ma czekania na refren wśród powodzi wstępnych gitarowych zagrywek w zwrotkach. Pęd, moc, energia i finezja przy zachowaniu pozornej prostoty i przejrzystości. Z całą pewnością muzykę z tego albumu można odnieść do stylistyki JUDAS PRIEST z lat 1982-1984, jest to jednak granie i mocniejsze i surowsze i bardziej rycerskie. Killer za killerem od "Licensed to Kill" po "Cardiac Arrest" z małym uspokojeniem w "The Watching". Może tylko "The Crucifix", złożony kilku części, może budzić pewne wątpliwości jako próba grania epickiego i tworzenia klimatu, który nie do końca przystaje do obrazu całej płyty. Warto jednak przypomnieć, że ta kompozycja pierwotnie miała się znaleźć na mini LP "Jag Panzer" (znanej też pod tytułem "Tyrant"), ale wówczas Briody zapomniał gitary akustycznej, której też nie miał skąd pożyczyć i ostatecznie tej kompozycji nie zarejestrowano.<br />
 <br />
 Przedstawiona powyżej tracklista to ta pierwsza, oryginalna, bez dodatków i bonusów, jakie pojawiły się na wydaniach późniejszych. To wersja winylowa Iron Works z sierpnia 1984 z klasyczną okładką.<br />
 Pierwsza, oryginalna tracklista pierwszej, w pełni dojrzałej i oryginalnej płyty z US heavy power metalem, znajomość której jest po prostu niezbędna dla zrozumienia idei tego rodzaju muzyki.</div>
<br />
<br />
Ocena: 9.9/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">20.11.2007</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Jag Panzer - Ample Destruction (1984)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/y8N-OfJKrOJKi74OTl_HRCs8L6Y=/fit-in/500x500/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1274033-1308609828.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1274033-1308609828.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Licensed to Kill 03:02 <br />
2. Warfare 05:11<br />
3. Symphony of Terror 04:24 <br />
4. Harder Than Steel 04:54 <br />
5. Generally Hostile 03:20 <br />
6. The Watching 04:10 <br />
7. Reign of the Tyrants 03:33 <br />
8. Cardiac Arrest 03:12 <br />
9. The Crucifix 07:19<br />
<br />
Rok wydania: 1984<br />
Gatunek: Heavy/Power Metal<br />
Kraj: USA<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Harry Conklin - śpiew<br />
Mark Briody - gitara<br />
Joey Tafolla - gitara<br />
John Tetley - bas<br />
Rick Hilyard - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ta płyta powstała w roku 1984. To jest fakt niezwykle istotny. Powstała przed "Metal Church" METAL CHURCH, powstała przed wieloma innymi monumentami amerykańskiego heavy power metalu. A mimo to JAG PANZER w tym czasie nie odniósł sukcesu i pozostał jednym z wielu zespołów z Colorado, który młody, uzdolniony gitarzysta Joey Taffola, pozyskany w drodze niezliczonych przesłuchań, opuścił, nie widząc w nim dla siebie perspektyw na przyszłość. Opuścił go także i The Tyrant Conklin, który mimo to pozostał gdzieś w cenionym, ale jednak tylko undergroundowym graniu metalu. Tak naprawdę ta płyta została odkryta znacznie później, gdy nieoczekiwanie doczekała się licznych wydań, w większości o charakterze bootlegów i na przełomie lat 80-tych i 90-tych okazało się, że nie HELSTAR i nie METAL CHURCH i nie LIEGE LORD tylko JAG PANZER jako pierwszy w pełnym i dojrzałym graniu położył trwały fundament pod US Heavy Power.<br />
 <br />
 Co można powiedzieć o tej muzyce? To, co zostało zbyte milczeniem w momencie, gdy się pojawiło stało się wzorcem i kultem. Ta płyta to huragan metalowego, melodyjnego, mocnego grania, niemal idealny przykład, jak taka muzyka musi brzmieć i jak być skonstruowana. Zostały zgrane na najwyższym poziomie trzy czynniki. Wokal Conklina, gitarowa maestria Tafolli i jakość samych kompozycji. <br />
 The Tyrant tyranizuje głosem stworzonym do heavy power. W każdym miejscu i każdym momencie tyranizuje, bez fałszów, bez pozowania i bez brutalności. A przecież tyle w tym siły i dumnej true agresji. Tafolla jest gitarzystą wyśmienitym, jest wirtuozem, mimo że tu jest jeszcze człowiekiem młodym, u progu kariery. Sola z tego albumu to esencja i klasyka heavy metalu. Każde. Wszystkie. Kompozycje są wspaniałe pod względem melodii, co więcej, melodie główne niczym nie ustępują tym z refrenów, tu nie ma czekania na refren wśród powodzi wstępnych gitarowych zagrywek w zwrotkach. Pęd, moc, energia i finezja przy zachowaniu pozornej prostoty i przejrzystości. Z całą pewnością muzykę z tego albumu można odnieść do stylistyki JUDAS PRIEST z lat 1982-1984, jest to jednak granie i mocniejsze i surowsze i bardziej rycerskie. Killer za killerem od "Licensed to Kill" po "Cardiac Arrest" z małym uspokojeniem w "The Watching". Może tylko "The Crucifix", złożony kilku części, może budzić pewne wątpliwości jako próba grania epickiego i tworzenia klimatu, który nie do końca przystaje do obrazu całej płyty. Warto jednak przypomnieć, że ta kompozycja pierwotnie miała się znaleźć na mini LP "Jag Panzer" (znanej też pod tytułem "Tyrant"), ale wówczas Briody zapomniał gitary akustycznej, której też nie miał skąd pożyczyć i ostatecznie tej kompozycji nie zarejestrowano.<br />
 <br />
 Przedstawiona powyżej tracklista to ta pierwsza, oryginalna, bez dodatków i bonusów, jakie pojawiły się na wydaniach późniejszych. To wersja winylowa Iron Works z sierpnia 1984 z klasyczną okładką.<br />
 Pierwsza, oryginalna tracklista pierwszej, w pełni dojrzałej i oryginalnej płyty z US heavy power metalem, znajomość której jest po prostu niezbędna dla zrozumienia idei tego rodzaju muzyki.</div>
<br />
<br />
Ocena: 9.9/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">20.11.2007</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>