<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0" xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/" xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/">
	<channel>
		<title><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - U]]></title>
		<link>https://druzynaspolszczenia.pl/</link>
		<description><![CDATA[Drużyna Spolszczenia - https://druzynaspolszczenia.pl]]></description>
		<pubDate>Sat, 25 Apr 2026 15:49:43 +0000</pubDate>
		<generator>MyBB</generator>
		<item>
			<title><![CDATA[Unrest]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4368</link>
			<pubDate>Sat, 20 Apr 2024 14:11:41 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=4368</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unrest - Taste It (1992)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/5/1/6/0/5160.jpg?2453" border="0" alt="[Obrazek: 5160.jpg?2453]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Keeper of the Law 04:48</div>
<div style="text-align: justify;">2.Hunter 06:29</div>
<div style="text-align: justify;">3.Fight till We Fall 02:52</div>
<div style="text-align: justify;">4.Ship of the Lost 04:23</div>
<div style="text-align: justify;">5.Stand Up 03:10</div>
<div style="text-align: justify;">6.Unrest Rock 03:38</div>
<div style="text-align: justify;">7.Hell on Wheels 04:22</div>
<div style="text-align: justify;">8.War on TV 04:15</div>
<div style="text-align: justify;">9.No Way Out 04:45</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 1992</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Niemcy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Sönke Lau - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Michael Kühn - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Claus Wiechert - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Gerd Nawrocki - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Guido Hettwer - perkusja</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Na początek trochę z historii heavy metalu niemieckiego i to wprowadzenie wcale nie jest przypadkowe.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 1991 Udo Dirkschneider rozwiązuje U.D.O. po wydaniu bardzo dobrej płyty "Timebomb" i wraca do ACCEPT, z którym nagrywa słynny "Objection Overruled" wydany w lutym 1993.Ten twardy, ale melodyjny germański heavy metal, czy raczej heavy/power, święci w Niemczech i nie tylko w Niemczech ogromne sukcesy i ma za nic modę na grunge i podobne niby metalowe rzeczy. </div>
<div style="text-align: justify;">W maju 1988 w Bremie powstaje UNREST i rozpoczyna się historia zespołu, który w pewnych momentach zrobił dla podtrzymania tej acceptowej tradycji więcej niż sam ACCEPT, czy VANIZE brata Udo, Petera. W roku 1992 UNREST podpisuje kontrakt z niemiecką wytwórnią Battery, będącą częścią Inline Music i przedstawia swój pierwszy album pod znaczącym tytułem "Taste It".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Wielu spróbowało i jak się okazuje było warto. Wokalista Sönke Lau w typie Udo miejscami nawet go przewyższał, gitarzyści okazali się nad wyraz biegli w swoim fachu zdradzając ogromny talent do riffowania w manierze heavy/thrashowej do tradycyjnych acceptowych melodii i ogólnie ta płyta okazała się naprawdę sporym, pozytywnym zaskoczeniem.</div>
<div style="text-align: justify;">Trudno oprzeć się energii i nośności bodaj najbardziej sztandarowego utworu UNREST Keeper of the Law, zresztą jak głosi miejska legenda w ogóle pierwszej kompozycji, jaką stworzyli. Moc gitar, moc ataku, świetna melodia i jeszcze coś, czego nawet w ACCEPT i U.D.O. nie było tak dobrego. To gang chórki - fantastyczne, beznamiętne niby, a tak chuligańskie. Tak, Keeper of the Law to absolutna klasyka tradycyjnego heavy z Niemiec. Fajnie krzyczy Sönke Lau w wolnym i mrocznym Hunter i co z tego, że w stosunku do muzyki z Dirkschneidera nie ma tu niczego nowego w aranżacji czy melodii... Znakomicie sobie radzą w tych rytmicznych, podszytych hard'n'heavy numerach jak Fight till We Fall, a  bujający i żywiołowy Unrest Rock to jest petarda i tu także słychać, jak dobrego tu mają basistę Gerda Nawrockiego... W twardszym surowszym Stand Up  główne riffy rozdzierają na strzępy, a i w solach kunszt gitarzystów jest godny szacunku. Hell on Wheels to ciekawy przykład wykorzystania pomysłów gitarowych JUDAS PRIEST z "Painkiller" ale i słychać tu, co niebawem zacznie grać PRIMAL FEAR. Kolejny bardzo dobry utwór z tej płyty. Dokładają równie energiczny i wybornie zagrany War on TV w klasycznej manierze ACCEPT z lat 80tych. Oczywiście, gdy to jest wolniejsze, to czasem trąci tą monotonią jak u Mistrzów, szczególnie w przypadku Ship of the Lost i także mniej udanego, umieszczonego na końcu No Way Out. Ten zespół jednak lepiej się prezentował w szybkich tempach.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmienie albumu jest dobre, pracowali nad nim znani na scenie niemieckiej producenci Thomas Schrum i Ekkehard Strauss, nie dorównuje ono jednak  z powodu niezbyt dużego budżetu tym wymuskanym produkcjom ACCEPT czy U.D.O. UNREST błyskawicznie zyskał bardzo dużą popularność w Niemczech i ten album doczekał się szybko kilku reedycji po wyczerpaniu nakładu. Wielu uznało ten zespół za najbardziej obiecujący niemiecki debiut heavy metalowy z roku 1992. </div>
<div style="text-align: justify;">Słusznie.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8,3/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 20.04.2024</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unrest - Taste It (1992)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/5/1/6/0/5160.jpg?2453" border="0" alt="[Obrazek: 5160.jpg?2453]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Keeper of the Law 04:48</div>
<div style="text-align: justify;">2.Hunter 06:29</div>
<div style="text-align: justify;">3.Fight till We Fall 02:52</div>
<div style="text-align: justify;">4.Ship of the Lost 04:23</div>
<div style="text-align: justify;">5.Stand Up 03:10</div>
<div style="text-align: justify;">6.Unrest Rock 03:38</div>
<div style="text-align: justify;">7.Hell on Wheels 04:22</div>
<div style="text-align: justify;">8.War on TV 04:15</div>
<div style="text-align: justify;">9.No Way Out 04:45</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 1992</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy/power metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Niemcy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Sönke Lau - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Michael Kühn - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Claus Wiechert - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Gerd Nawrocki - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Guido Hettwer - perkusja</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Na początek trochę z historii heavy metalu niemieckiego i to wprowadzenie wcale nie jest przypadkowe.</div>
<div style="text-align: justify;">W roku 1991 Udo Dirkschneider rozwiązuje U.D.O. po wydaniu bardzo dobrej płyty "Timebomb" i wraca do ACCEPT, z którym nagrywa słynny "Objection Overruled" wydany w lutym 1993.Ten twardy, ale melodyjny germański heavy metal, czy raczej heavy/power, święci w Niemczech i nie tylko w Niemczech ogromne sukcesy i ma za nic modę na grunge i podobne niby metalowe rzeczy. </div>
<div style="text-align: justify;">W maju 1988 w Bremie powstaje UNREST i rozpoczyna się historia zespołu, który w pewnych momentach zrobił dla podtrzymania tej acceptowej tradycji więcej niż sam ACCEPT, czy VANIZE brata Udo, Petera. W roku 1992 UNREST podpisuje kontrakt z niemiecką wytwórnią Battery, będącą częścią Inline Music i przedstawia swój pierwszy album pod znaczącym tytułem "Taste It".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Wielu spróbowało i jak się okazuje było warto. Wokalista Sönke Lau w typie Udo miejscami nawet go przewyższał, gitarzyści okazali się nad wyraz biegli w swoim fachu zdradzając ogromny talent do riffowania w manierze heavy/thrashowej do tradycyjnych acceptowych melodii i ogólnie ta płyta okazała się naprawdę sporym, pozytywnym zaskoczeniem.</div>
<div style="text-align: justify;">Trudno oprzeć się energii i nośności bodaj najbardziej sztandarowego utworu UNREST Keeper of the Law, zresztą jak głosi miejska legenda w ogóle pierwszej kompozycji, jaką stworzyli. Moc gitar, moc ataku, świetna melodia i jeszcze coś, czego nawet w ACCEPT i U.D.O. nie było tak dobrego. To gang chórki - fantastyczne, beznamiętne niby, a tak chuligańskie. Tak, Keeper of the Law to absolutna klasyka tradycyjnego heavy z Niemiec. Fajnie krzyczy Sönke Lau w wolnym i mrocznym Hunter i co z tego, że w stosunku do muzyki z Dirkschneidera nie ma tu niczego nowego w aranżacji czy melodii... Znakomicie sobie radzą w tych rytmicznych, podszytych hard'n'heavy numerach jak Fight till We Fall, a  bujający i żywiołowy Unrest Rock to jest petarda i tu także słychać, jak dobrego tu mają basistę Gerda Nawrockiego... W twardszym surowszym Stand Up  główne riffy rozdzierają na strzępy, a i w solach kunszt gitarzystów jest godny szacunku. Hell on Wheels to ciekawy przykład wykorzystania pomysłów gitarowych JUDAS PRIEST z "Painkiller" ale i słychać tu, co niebawem zacznie grać PRIMAL FEAR. Kolejny bardzo dobry utwór z tej płyty. Dokładają równie energiczny i wybornie zagrany War on TV w klasycznej manierze ACCEPT z lat 80tych. Oczywiście, gdy to jest wolniejsze, to czasem trąci tą monotonią jak u Mistrzów, szczególnie w przypadku Ship of the Lost i także mniej udanego, umieszczonego na końcu No Way Out. Ten zespół jednak lepiej się prezentował w szybkich tempach.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmienie albumu jest dobre, pracowali nad nim znani na scenie niemieckiej producenci Thomas Schrum i Ekkehard Strauss, nie dorównuje ono jednak  z powodu niezbyt dużego budżetu tym wymuskanym produkcjom ACCEPT czy U.D.O. UNREST błyskawicznie zyskał bardzo dużą popularność w Niemczech i ten album doczekał się szybko kilku reedycji po wyczerpaniu nakładu. Wielu uznało ten zespół za najbardziej obiecujący niemiecki debiut heavy metalowy z roku 1992. </div>
<div style="text-align: justify;">Słusznie.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8,3/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 20.04.2024</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Under Attack]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3984</link>
			<pubDate>Sat, 15 Apr 2023 20:13:49 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3984</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Under Attack - Fury of the Thunder God (2023)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/1/3/0/1130543.jpg?2829" border="0" alt="[Obrazek: 1130543.jpg?2829]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Torture's too Kind 03:57</div>
<div style="text-align: justify;">2.Where the Axeman Laughs 04:16</div>
<div style="text-align: justify;">3.Burning Metal 03:15<br />
4.Dawn of Fire 04:20</div>
<div style="text-align: justify;">5.The Night of the Sniper 03:56</div>
<div style="text-align: justify;">6.Fury of the Thunder God 05:01</div>
<div style="text-align: justify;">7.Meatgrinder 03:45</div>
<div style="text-align: justify;">8.Stabbed with a Knife 03:29<br />
9.The Beast Shall Rise 03:59</div>
<div style="text-align: justify;">10.As Abaddon Strike 03:03</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2023</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal/speed metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Lars Hietala - śpiew<br />
Björn Thorup – gitara, gitara basowa<br />
Niklas Mattisson – gitara, gitara basowa<br />
oraz<br />
Martin Karlsson – perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest to jeden z tych zespołów, który stanowi projekt poboczny muzyków stylów ekstremalnych (tu black metal). Powstał w Falkenberg z inicjatywy Björna Thorupa (STYGGELSE, NIDHOGGR) w roku 2010 i nagrywał od czasu do czasu dema w zmiennych składach. Ostatecznie grupa w 2023 zdecydowała się zebrać swoje utwory na pierwszym albumie, wydanym przez należącą do lidera wytwórnię Lake of Fire Productions. Premiera tej płyty odbędzie się 22 maja.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest to album zawierający dwa gatunki klasycznego metalu - speed metal i heavy metal, który można zaliczyć do nurtu heroicznego. Speedowe utwory w dużej mierze emanują surowością przekazu i pewnego rodzaju gitarowym ascetyzmem, typowym dla black metalu, z drugiej strony jest jednak także odniesienie do amerykańskiego (przede wszystkim) speed i heavy/speed grania lat 80tych. Trochę tu brakuje klasycznie dewastującej w takich przypadkach black metalowej perkusji, bo sesyjny perkusista, który tu zagrał po odejściu na początku tego roku Kristiana Wallmana z ekstremalnym graniem na perkusji nie miał do tej pory do czynienia. Nie za długie i nie za krótkie speed metalowe natarcia Torture's too Kind, Stabbed with a Knife i As Abaddon Strike przywodzą obok ekip z USA także skojarzenia z EXCITER, i ciekawostką jest fakt, że grupa przyjęła nazwę od tytułu jednej z kompozycji słynnych Kanadyjczyków. As Abaddon Strike jest naprawdę bardzo dobrym speed metalowym numerem w tradycyjnym stylu. Dominuje klasyczny heavy metal i poza najdłuższym, powolnym i wlekącym się jak pewne utwory THOR Fury of the Thunder God jest dobrze i okazuje się, że Lasse Hietala w mniej agresywnym repertuarze śpiewa nawet interesująco. Tak jest w lekko romantycznym i heroicznym Where the Axeman Laughs ze świetnym solo. Dużo dobrych solówek zagrał na tym LP Niklas Mattisson i to dobry gitarzysta, na pewno lepszy niż to wynika z tych prostych riffów zasadniczych, które tu rozgrywa w poszczególnych utworach. Może tak mniej udane pod względem melodii są The Night of the Sniper, Burning Metal i Dawn of Fire, niemniej w tej kompozycji jest kilka wybornie zagranych posępnych i mrocznych riffów i to warto odnotować. Poza klasycznym metalem odrobina USPM słyszalna jest w dynamicznym i nawet nieco painkillerowym gitarowo Meatgrinder, a zagrany nie za szybko, miarowo i bujająco The Beast Shall Rise prezentuje się sympatycznie i okazale w tych bardziej melodyjnych fragmentach.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmieniowo to jest trochę już przestarzałe wzorowanie się na classic vintage lat 80tych z biedniejszych  studio, autentyzm epoki jest stworzony, ale można było na tym wszystkim jeszcze w opcji brzmienia instrumentów i mixu bardziej popracować. Taki zamierzony jak mniemam kompletny oldschool. </div>
<div style="text-align: justify;">Obecnie zespół poszukuje nowej sekcji rytmicznej i przygotowuje się do nagrania drugiej płyty. Wypada życzyć sukcesów w takim razie.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7,2/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 15.04.2023</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni L</span></span></span><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">ake of Fire Records.</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Under Attack - Fury of the Thunder God (2023)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/1/3/0/1130543.jpg?2829" border="0" alt="[Obrazek: 1130543.jpg?2829]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Torture's too Kind 03:57</div>
<div style="text-align: justify;">2.Where the Axeman Laughs 04:16</div>
<div style="text-align: justify;">3.Burning Metal 03:15<br />
4.Dawn of Fire 04:20</div>
<div style="text-align: justify;">5.The Night of the Sniper 03:56</div>
<div style="text-align: justify;">6.Fury of the Thunder God 05:01</div>
<div style="text-align: justify;">7.Meatgrinder 03:45</div>
<div style="text-align: justify;">8.Stabbed with a Knife 03:29<br />
9.The Beast Shall Rise 03:59</div>
<div style="text-align: justify;">10.As Abaddon Strike 03:03</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2023</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal/speed metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Lars Hietala - śpiew<br />
Björn Thorup – gitara, gitara basowa<br />
Niklas Mattisson – gitara, gitara basowa<br />
oraz<br />
Martin Karlsson – perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest to jeden z tych zespołów, który stanowi projekt poboczny muzyków stylów ekstremalnych (tu black metal). Powstał w Falkenberg z inicjatywy Björna Thorupa (STYGGELSE, NIDHOGGR) w roku 2010 i nagrywał od czasu do czasu dema w zmiennych składach. Ostatecznie grupa w 2023 zdecydowała się zebrać swoje utwory na pierwszym albumie, wydanym przez należącą do lidera wytwórnię Lake of Fire Productions. Premiera tej płyty odbędzie się 22 maja.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jest to album zawierający dwa gatunki klasycznego metalu - speed metal i heavy metal, który można zaliczyć do nurtu heroicznego. Speedowe utwory w dużej mierze emanują surowością przekazu i pewnego rodzaju gitarowym ascetyzmem, typowym dla black metalu, z drugiej strony jest jednak także odniesienie do amerykańskiego (przede wszystkim) speed i heavy/speed grania lat 80tych. Trochę tu brakuje klasycznie dewastującej w takich przypadkach black metalowej perkusji, bo sesyjny perkusista, który tu zagrał po odejściu na początku tego roku Kristiana Wallmana z ekstremalnym graniem na perkusji nie miał do tej pory do czynienia. Nie za długie i nie za krótkie speed metalowe natarcia Torture's too Kind, Stabbed with a Knife i As Abaddon Strike przywodzą obok ekip z USA także skojarzenia z EXCITER, i ciekawostką jest fakt, że grupa przyjęła nazwę od tytułu jednej z kompozycji słynnych Kanadyjczyków. As Abaddon Strike jest naprawdę bardzo dobrym speed metalowym numerem w tradycyjnym stylu. Dominuje klasyczny heavy metal i poza najdłuższym, powolnym i wlekącym się jak pewne utwory THOR Fury of the Thunder God jest dobrze i okazuje się, że Lasse Hietala w mniej agresywnym repertuarze śpiewa nawet interesująco. Tak jest w lekko romantycznym i heroicznym Where the Axeman Laughs ze świetnym solo. Dużo dobrych solówek zagrał na tym LP Niklas Mattisson i to dobry gitarzysta, na pewno lepszy niż to wynika z tych prostych riffów zasadniczych, które tu rozgrywa w poszczególnych utworach. Może tak mniej udane pod względem melodii są The Night of the Sniper, Burning Metal i Dawn of Fire, niemniej w tej kompozycji jest kilka wybornie zagranych posępnych i mrocznych riffów i to warto odnotować. Poza klasycznym metalem odrobina USPM słyszalna jest w dynamicznym i nawet nieco painkillerowym gitarowo Meatgrinder, a zagrany nie za szybko, miarowo i bujająco The Beast Shall Rise prezentuje się sympatycznie i okazale w tych bardziej melodyjnych fragmentach.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Brzmieniowo to jest trochę już przestarzałe wzorowanie się na classic vintage lat 80tych z biedniejszych  studio, autentyzm epoki jest stworzony, ale można było na tym wszystkim jeszcze w opcji brzmienia instrumentów i mixu bardziej popracować. Taki zamierzony jak mniemam kompletny oldschool. </div>
<div style="text-align: justify;">Obecnie zespół poszukuje nowej sekcji rytmicznej i przygotowuje się do nagrania drugiej płyty. Wypada życzyć sukcesów w takim razie.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7,2/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;"><span style="font-style: italic;"><span style="color: #ffcc33;">new 15.04.2023</span></span></span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni L</span></span></span><span style="color: #3399ff;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">ake of Fire Records.</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Unchained Horizon]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3896</link>
			<pubDate>Sun, 02 Oct 2022 15:36:57 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3896</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unchained Horizon - Fallen Kingdom (2022)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><a class='oembed' href="https://jimdo-storage.freetls.fastly.net/image/322306260/d24a2ad4-38b1-4d56-9d3e-13c94952237f.jpg?format=pjpg&amp;quality=80,90&amp;auto=webp&amp;disable=upscale&amp;width=320&amp;height=320&amp;trim=0,0,0,0" target="_blank" rel="nofollow"><img src="https://jimdo-storage.freetls.fastly.net/image/322306260/d24a2ad4-38b1-4d56-9d3e-13c94952237f.jpg?format=pjpg&amp;quality=80,90&amp;auto=webp&amp;disable=upscale&amp;width=320&amp;height=320&amp;trim=0,0,0,0" border="0" alt="[Obrazek: d24a2ad4-38b1-4d56-9d3e-13c94952237f.jpg...im=0,0,0,0]" /></a></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1. Warriors Speech 00:59</div>
<div style="text-align: justify;">2. Stranger 03:58</div>
<div style="text-align: justify;">3. Beneath the Ice 06:14</div>
<div style="text-align: justify;">4. Lost Words 02:57</div>
<div style="text-align: justify;">5. The Marksman 04:35</div>
<div style="text-align: justify;">6. Through the Storm 06:01</div>
<div style="text-align: justify;">7. Fallen Kingdom 05:17</div>
<div style="text-align: justify;">8. Beast Within 05:28</div>
<div style="text-align: justify;">9. Bridge to Nowhere 03:52</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2022</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Niemcy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Sascha Heese – śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">André Hanzen - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Christian Kriesch – gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Andreas Bauer – gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Arne Meinerts – perkusja</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Grający do tej pory nieco agresywniejszy metal UNCHAINED HORIZON z Wilhelmshaven powraca po kilku latach z nową sekcją rytmiczną i nowym drugim albumem, wydanym w końcu września przez wytwórnię Pure Steel Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem nazwa wytwórni dokładnie odpowiada stylowi muzyki zespołu i grupa proponuje bardzo tradycyjny heavy metal poważnie inspirowany sceną brytyjską, ściśle odnoszący się do nurtu NWOTHM. Tak, jest tu wiele z tych miękkich riffów w specyficznej rytmice Albionu w Stranger, odnoszących się głównie do tych post NWOBHM bandów, które reaktywowały się na fali odrodzenia gatunku, jest jednak także duch IRON MAIDEN w bardzo ciekawym Beneath the Ice, gdzie pojawia się na dosyć długo także iberyjska gitara akustyczna. Coś nowego...</div>
<div style="text-align: justify;">Nieźle radzi sobie z tym wszystkim Sascha Heese i jak słychać można się obejść bez metalcore'owych zaśpiewów. Jest klimatycznie bez niego w instrumentalnym Lost Words i jest świetnie także w epickim klimacie w zdecydowanie maidenowskim The Marksman. Tak, jest to hit w stylu lat 80tych słynnych Brytyjczyków, ale jest tu i dużo od samego UNCHAINED HORIZON. Generalnie, nie jest to jednak album tak rycerski, jak wskazywałoby intro Warriors Speech. Through the Storm to wstęp w morskich klimatach i bezkres oceanu tu jest w męskim stylu przedstawiony interesująco, choć może zabrakło nieco rozmachu. Tytułowy Fallen Kingdom to melancholijna semi ballada stopniowo nabierająca umiarkowanej mocy i jeszcze raz zespół pokazuje, że budowanie nastroju jest dla niego bardzo ważne, gdy poetycko wyciszają się w środkowej fazie tej kompozycji. Gustowne gitary akustyczne i realnie pieśń barda w arturiańskim, bardzo angielskim Beast Within to ponownie wstęp do drugiego killera z tego albumu. Moc i potęga w rozwinięciu! Tak, w brytyjskim stylu, zdecydowanie brytyjskim i to takim w najlepszym stylu. A na koniec szybki, melodyjny, nieubłagany atak w dewastującym Bridge to Nowhere. Ależ energia! No fakt, energetycznie to oni potrafią grać od zawsze, ale tak bojowo, to jak dotąd nie grali. A echa IRON MAIDEN? Są oczywiście, że są pod koniec i po raz drugi po Beast Within monumentalne przygniatające zwieńczenie na sam koniec.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Trzy wyborne killery Bridge to Nowhere, The Marksman i Beast Within i ogólnie wyrównany wysoki poziom wszystkich kompozycji. Dobrze jest posłuchać zespołu z Niemiec, który gra brytyjski, klasyczny metal lepiej od samych Brytyjczyków. Nowe muzyczne oblicze UNCHAINED HORIZON. Bardzo dobry kierunek obrali.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 2.10.2022</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unchained Horizon - Fallen Kingdom (2022)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><a class='oembed' href="https://jimdo-storage.freetls.fastly.net/image/322306260/d24a2ad4-38b1-4d56-9d3e-13c94952237f.jpg?format=pjpg&amp;quality=80,90&amp;auto=webp&amp;disable=upscale&amp;width=320&amp;height=320&amp;trim=0,0,0,0" target="_blank" rel="nofollow"><img src="https://jimdo-storage.freetls.fastly.net/image/322306260/d24a2ad4-38b1-4d56-9d3e-13c94952237f.jpg?format=pjpg&amp;quality=80,90&amp;auto=webp&amp;disable=upscale&amp;width=320&amp;height=320&amp;trim=0,0,0,0" border="0" alt="[Obrazek: d24a2ad4-38b1-4d56-9d3e-13c94952237f.jpg...im=0,0,0,0]" /></a></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1. Warriors Speech 00:59</div>
<div style="text-align: justify;">2. Stranger 03:58</div>
<div style="text-align: justify;">3. Beneath the Ice 06:14</div>
<div style="text-align: justify;">4. Lost Words 02:57</div>
<div style="text-align: justify;">5. The Marksman 04:35</div>
<div style="text-align: justify;">6. Through the Storm 06:01</div>
<div style="text-align: justify;">7. Fallen Kingdom 05:17</div>
<div style="text-align: justify;">8. Beast Within 05:28</div>
<div style="text-align: justify;">9. Bridge to Nowhere 03:52</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2022</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Niemcy</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Sascha Heese – śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">André Hanzen - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Christian Kriesch – gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Andreas Bauer – gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Arne Meinerts – perkusja</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Grający do tej pory nieco agresywniejszy metal UNCHAINED HORIZON z Wilhelmshaven powraca po kilku latach z nową sekcją rytmiczną i nowym drugim albumem, wydanym w końcu września przez wytwórnię Pure Steel Records.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Tym razem nazwa wytwórni dokładnie odpowiada stylowi muzyki zespołu i grupa proponuje bardzo tradycyjny heavy metal poważnie inspirowany sceną brytyjską, ściśle odnoszący się do nurtu NWOTHM. Tak, jest tu wiele z tych miękkich riffów w specyficznej rytmice Albionu w Stranger, odnoszących się głównie do tych post NWOBHM bandów, które reaktywowały się na fali odrodzenia gatunku, jest jednak także duch IRON MAIDEN w bardzo ciekawym Beneath the Ice, gdzie pojawia się na dosyć długo także iberyjska gitara akustyczna. Coś nowego...</div>
<div style="text-align: justify;">Nieźle radzi sobie z tym wszystkim Sascha Heese i jak słychać można się obejść bez metalcore'owych zaśpiewów. Jest klimatycznie bez niego w instrumentalnym Lost Words i jest świetnie także w epickim klimacie w zdecydowanie maidenowskim The Marksman. Tak, jest to hit w stylu lat 80tych słynnych Brytyjczyków, ale jest tu i dużo od samego UNCHAINED HORIZON. Generalnie, nie jest to jednak album tak rycerski, jak wskazywałoby intro Warriors Speech. Through the Storm to wstęp w morskich klimatach i bezkres oceanu tu jest w męskim stylu przedstawiony interesująco, choć może zabrakło nieco rozmachu. Tytułowy Fallen Kingdom to melancholijna semi ballada stopniowo nabierająca umiarkowanej mocy i jeszcze raz zespół pokazuje, że budowanie nastroju jest dla niego bardzo ważne, gdy poetycko wyciszają się w środkowej fazie tej kompozycji. Gustowne gitary akustyczne i realnie pieśń barda w arturiańskim, bardzo angielskim Beast Within to ponownie wstęp do drugiego killera z tego albumu. Moc i potęga w rozwinięciu! Tak, w brytyjskim stylu, zdecydowanie brytyjskim i to takim w najlepszym stylu. A na koniec szybki, melodyjny, nieubłagany atak w dewastującym Bridge to Nowhere. Ależ energia! No fakt, energetycznie to oni potrafią grać od zawsze, ale tak bojowo, to jak dotąd nie grali. A echa IRON MAIDEN? Są oczywiście, że są pod koniec i po raz drugi po Beast Within monumentalne przygniatające zwieńczenie na sam koniec.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Trzy wyborne killery Bridge to Nowhere, The Marksman i Beast Within i ogólnie wyrównany wysoki poziom wszystkich kompozycji. Dobrze jest posłuchać zespołu z Niemiec, który gra brytyjski, klasyczny metal lepiej od samych Brytyjczyków. Nowe muzyczne oblicze UNCHAINED HORIZON. Bardzo dobry kierunek obrali.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 8,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 2.10.2022</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Usurper]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3718</link>
			<pubDate>Tue, 15 Mar 2022 22:06:52 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3718</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Usurper - Master of the Realm (2022)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/0/0/0/1000625.jpg?1915" border="0" alt="[Obrazek: 1000625.jpg?1915]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.War of the Machines 05:20</div>
<div style="text-align: justify;">2.Freerunner 03:20</div>
<div style="text-align: justify;">3.Master of the Realm 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">4.The Devil and the Traveller 03:59</div>
<div style="text-align: justify;">5.Sailing at Full Mast 04:46</div>
<div style="text-align: justify;">6.Witchfinder 04:04<br />
7.For All Eternity 05:03</div>
<div style="text-align: justify;">8.Tears of a Hero 07:41</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2022</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Wielka Brytania</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Paul Atkinson - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Ian Fisher - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Liam Kennedy - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Joe Summerfield - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Den Taylor - perkusja<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">USURPER z Newcastle to jeden z zespołów, który debiutując na Bandcamp swoim pierwszym albumem w wersji digital z grudnia ubiegłego roku zwrócił uwagę wytwórni płytowej i w marcu grecka Alone Records 2022 wydała wersję CD "Master of the Realm".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół ten złożony jest z debiutantów, którzy wcześniej nie udzielali się w profesjonalnych grupach heavy metalowych, nie są także skażeni rutyną tego, co się nazywa "nudnym rutynowym brytyjskim heavy metalem". Jest to raczej zespół czerpiący z wzorów amerykańskich, z obszarów chociażby wczesnego OMEN i jeśli traktować ich muzykę jako element NWOTHM, to bez muzycznych koneksji z klasycznym NWOBHM. Styl wokalny Paula Atkinsona opiera się też o estetykę heavy metalu z USA z lat 80tych, choć ograniczone możliwości techniczne skutkują wykorzystaniem wysokich zaśpiewów i ekstatycznych okrzyków tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Szybkie, pełne heroizmu utwory rozpoczynające ten album czyli War of the Machines i Freerunner maja bardzo dobre, bojowe melodie i pokazują sporą biegłość gitarzystów w swoim fachu. Chórki natomiast już raczej tylko poprawne. Znakomite wejście perkusji w Freerunner godne jest oddzielnego odnotowania. Nieco więcej surowości i mniej wyrazista melodia cechuje The Devil and the Traveller, bardzo, bardzo zbliżony do stylu USPM. Z kolei Sailing at Full Mas jest zapewne najbardziej rozkrzyczanym utworem na tej płycie i jedyny raz słychać tu echa, powiedzmy IRON MAIDEN. No, dużo więcej jest amerykańskiego pojmowania epickiego heavy metalu w toczącym się w umiarkowanym tempie Witchfinder. W sentymentalny sposób nawiązują w znacznym stopniu o WARLORD w For All Eternity, zaś na koniec prezentują utwór najdłuższy, Tears of a Hero i tu w ciągu prawie ośmiu minut są i heroiczni, i romantyczni, i twardzi. Refren nie jest tu jednak specjalnie udany. Nadrabiają w części instrumentalnej ze zgrabnymi, epickimi solówkami. Zespół próbuje sił także w spokojniejszym heavy metalu epickim i w tej kategorii Master of the Realm jest dobry, ale niczym specjalnym się nie wyróżnia. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie wyróżnia się także ten album specjalnie wymuskaną produkcją. Bardzo głośna perkusja, surowe gitary, niezbyt czytelny bas, jednoplanowość w ustawieniu wokalu względem gitar. Klasyczny, prosty sound heavy metalowy z lat 80tych, można powiedzieć. Dobra płyta, po prostu dobra płyta, jednak interesująca poprzez fakt, że konserwatywni zazwyczaj heavy metalowi muzycy z UK, trzymający się wzorów Albionu, tym razem w osobie USURPER zagrali heavy metal rozpoznawalny jako amerykański.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ffcc33;">new 15.03.2022</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Usurper - Master of the Realm (2022)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/1/0/0/0/1000625.jpg?1915" border="0" alt="[Obrazek: 1000625.jpg?1915]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.War of the Machines 05:20</div>
<div style="text-align: justify;">2.Freerunner 03:20</div>
<div style="text-align: justify;">3.Master of the Realm 04:13</div>
<div style="text-align: justify;">4.The Devil and the Traveller 03:59</div>
<div style="text-align: justify;">5.Sailing at Full Mast 04:46</div>
<div style="text-align: justify;">6.Witchfinder 04:04<br />
7.For All Eternity 05:03</div>
<div style="text-align: justify;">8.Tears of a Hero 07:41</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2022</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Wielka Brytania</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Paul Atkinson - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Ian Fisher - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Liam Kennedy - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Joe Summerfield - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Den Taylor - perkusja<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">USURPER z Newcastle to jeden z zespołów, który debiutując na Bandcamp swoim pierwszym albumem w wersji digital z grudnia ubiegłego roku zwrócił uwagę wytwórni płytowej i w marcu grecka Alone Records 2022 wydała wersję CD "Master of the Realm".</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Zespół ten złożony jest z debiutantów, którzy wcześniej nie udzielali się w profesjonalnych grupach heavy metalowych, nie są także skażeni rutyną tego, co się nazywa "nudnym rutynowym brytyjskim heavy metalem". Jest to raczej zespół czerpiący z wzorów amerykańskich, z obszarów chociażby wczesnego OMEN i jeśli traktować ich muzykę jako element NWOTHM, to bez muzycznych koneksji z klasycznym NWOBHM. Styl wokalny Paula Atkinsona opiera się też o estetykę heavy metalu z USA z lat 80tych, choć ograniczone możliwości techniczne skutkują wykorzystaniem wysokich zaśpiewów i ekstatycznych okrzyków tylko w bardzo ograniczonym zakresie. Szybkie, pełne heroizmu utwory rozpoczynające ten album czyli War of the Machines i Freerunner maja bardzo dobre, bojowe melodie i pokazują sporą biegłość gitarzystów w swoim fachu. Chórki natomiast już raczej tylko poprawne. Znakomite wejście perkusji w Freerunner godne jest oddzielnego odnotowania. Nieco więcej surowości i mniej wyrazista melodia cechuje The Devil and the Traveller, bardzo, bardzo zbliżony do stylu USPM. Z kolei Sailing at Full Mas jest zapewne najbardziej rozkrzyczanym utworem na tej płycie i jedyny raz słychać tu echa, powiedzmy IRON MAIDEN. No, dużo więcej jest amerykańskiego pojmowania epickiego heavy metalu w toczącym się w umiarkowanym tempie Witchfinder. W sentymentalny sposób nawiązują w znacznym stopniu o WARLORD w For All Eternity, zaś na koniec prezentują utwór najdłuższy, Tears of a Hero i tu w ciągu prawie ośmiu minut są i heroiczni, i romantyczni, i twardzi. Refren nie jest tu jednak specjalnie udany. Nadrabiają w części instrumentalnej ze zgrabnymi, epickimi solówkami. Zespół próbuje sił także w spokojniejszym heavy metalu epickim i w tej kategorii Master of the Realm jest dobry, ale niczym specjalnym się nie wyróżnia. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie wyróżnia się także ten album specjalnie wymuskaną produkcją. Bardzo głośna perkusja, surowe gitary, niezbyt czytelny bas, jednoplanowość w ustawieniu wokalu względem gitar. Klasyczny, prosty sound heavy metalowy z lat 80tych, można powiedzieć. Dobra płyta, po prostu dobra płyta, jednak interesująca poprzez fakt, że konserwatywni zazwyczaj heavy metalowi muzycy z UK, trzymający się wzorów Albionu, tym razem w osobie USURPER zagrali heavy metal rozpoznawalny jako amerykański.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ffcc33;">new 15.03.2022</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Unto Others]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3626</link>
			<pubDate>Wed, 29 Sep 2021 19:10:33 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3626</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unto Others - Strength (2021)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/9/6/9/1/969143.jpg?0200" border="0" alt="[Obrazek: 969143.jpg?0200]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Heroin 03:41</div>
<div style="text-align: justify;">2.Downtown 03:14</div>
<div style="text-align: justify;">3.When Will Gods Work Be Done 04:06</div>
<div style="text-align: justify;">4.No Children Laughing Now 03:43</div>
<div style="text-align: justify;">5.Destiny 03:41</div>
<div style="text-align: justify;">6.Little Bird 03:52</div>
<div style="text-align: justify;">7.Why 02:45</div>
<div style="text-align: justify;">8.Just a Matter of Time 03:55</div>
<div style="text-align: justify;">9.Hell Is for Children (Pat Benatar cover) 04:53</div>
<div style="text-align: justify;">10.Summer Lightning 04:44</div>
<div style="text-align: justify;">11.Instinct 03:43</div>
<div style="text-align: justify;">12.Strength 03:59</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2021</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal/gothic rock</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Gabriel Franco - śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Sebastian Silva - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Brandon Hill - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Colin Vranizan - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie będę się tu wdawał w proceduralne zawiłości powodów zmiany nazwy IDLE HANDS na UNTO OTHERS w roku 2020 i związanej z tym reedycją wszystkich wydawnictw IDLE HANDS pod nowym szyldem. Tak, ukazał się także "Mana", ale faktycznie to "Strength" wydany w rozszerzonym już o drugiego gitarzystę we wrześniu 2021 otwiera nowy rozdział w historii zespołu, którego członkowie grali przez lata w SPELLCASTER, a potem także w SILVER TALON.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Mana" IDLE HANDS to pomimo wciskania w ramy heavy/gothic metalu raczej alternative metal zbudowany na goth rockowym fundamencie i z metalem ma wspólnego mniej niż się czasem o tym pisze. "Strength" to zupełnie coś innego. To album trudny do sklasyfikowania, pełen różnych inspiracji, tak modern jak i gothic/heavy w bardziej tradycyjnych melodiach. Po prostu jest oryginalnie.. Album promowany jest przez kapitalny, nieprawdopodobnie nośny heavy/gothic metalowy When Will Gods Work Be Done i ta kompozycja jest zarówno w jakimś stopniu inspirowana twórczością TYPE'O'NEGATIVE, jak Iggy Popa i tego, co wniosły do gothic metalu zespoły fińskie. Fantastyczne zbrutalizowane wokale mieszają się z encyklopedycznie goth rockowymi, melodia taka przyjazna, taka elegancka i nowocześnie zaaranżowana. Po prostu ultra killer. Tych killerów tu nie brakuje. Dynamit eksploduje tak często, tak drapieżnie, tak swobodnie ukierunkowany siłą wybuchu w melodyjne, bardzo atrakcyjne obszary i niszczą w szybkim Heroin i krótkim, ale jakże treściwym Why, gdzie gładkość i ciepło zastępują bezproblemowo agresywność. Porusza. Zachwyca prostotą. Tak jak Instinct. Jeśli nawiązują do "Mana", to nawiązują do tego, co najlepsze tam było kompozycją Downtown i w udany, choć nie tak udany w No Children Laughing Now. Nie, no zaraz, ten refren wyciągnięty z arsenału alternative rocka jest przecież wyborny w młodzieńczej świeżości! Piękne sola takie zwiewne, takie wysmakowane w swojej prostocie i gdy wkrada się smutny gotycki romantyzm, to rozkwita nie tylko w gitarowych ornamentacjach w Destiny. Gdzieś tu pomocy udzielają Siostry Miłosierdzia... I jeszcze więcej romantyzmu takiego ciemnego, malowanego czernią gothic, szarością i jasnymi barwami pastelowymi w zwiewnym, także w gitarowych aranżacjach Little Bird. Och, jaki mocarny w ramach zmetalizowanego goth rocka jest Just a Matter of Time, wszystko, co uczyniło ten gatunek wielkim i tu jest jeszcze raz wyśmienity popis wokalny Gabriela Franco. Tak się właśnie śpiewa takie rzeczy. Część instrumentalna piorunująca, porywająca i tak dalej. Moc! Basy Brandona Hilla są na tej płycie nie tylko doskonale zrealizowane, ale po prostu hipnotyczne, jak w Summer Lightning i tu punktuje w potoczystych zwrotkach i refrenie nośnym i przebojowych jak cholera.  Ina koniec Strength. Tak po prostu strength w łagodnym stylu. Tak się kończy wybitne albumy.</div>
<div style="text-align: justify;">Sound. Niesamowite połączenie tradycji z nowoczesnością. Efekt jest niezwykły, naprawdę niezwykły.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mało wychodzi metalu z tagiem gothic, a takiego jak debiut UNTO OTHERS pod nową nazwą po prostu praktycznie ma. </div>
<div style="text-align: justify;">Kapitalne, pełen świeżości i pietyzmu wykonania granie ze smutnym uśmiechem w tle.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 9,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 29.09.2021</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unto Others - Strength (2021)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://www.metal-archives.com/images/9/6/9/1/969143.jpg?0200" border="0" alt="[Obrazek: 969143.jpg?0200]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.Heroin 03:41</div>
<div style="text-align: justify;">2.Downtown 03:14</div>
<div style="text-align: justify;">3.When Will Gods Work Be Done 04:06</div>
<div style="text-align: justify;">4.No Children Laughing Now 03:43</div>
<div style="text-align: justify;">5.Destiny 03:41</div>
<div style="text-align: justify;">6.Little Bird 03:52</div>
<div style="text-align: justify;">7.Why 02:45</div>
<div style="text-align: justify;">8.Just a Matter of Time 03:55</div>
<div style="text-align: justify;">9.Hell Is for Children (Pat Benatar cover) 04:53</div>
<div style="text-align: justify;">10.Summer Lightning 04:44</div>
<div style="text-align: justify;">11.Instinct 03:43</div>
<div style="text-align: justify;">12.Strength 03:59</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2021</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal/gothic rock</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: USA</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Gabriel Franco - śpiew, gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Sebastian Silva - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Brandon Hill - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Colin Vranizan - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Nie będę się tu wdawał w proceduralne zawiłości powodów zmiany nazwy IDLE HANDS na UNTO OTHERS w roku 2020 i związanej z tym reedycją wszystkich wydawnictw IDLE HANDS pod nowym szyldem. Tak, ukazał się także "Mana", ale faktycznie to "Strength" wydany w rozszerzonym już o drugiego gitarzystę we wrześniu 2021 otwiera nowy rozdział w historii zespołu, którego członkowie grali przez lata w SPELLCASTER, a potem także w SILVER TALON.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Mana" IDLE HANDS to pomimo wciskania w ramy heavy/gothic metalu raczej alternative metal zbudowany na goth rockowym fundamencie i z metalem ma wspólnego mniej niż się czasem o tym pisze. "Strength" to zupełnie coś innego. To album trudny do sklasyfikowania, pełen różnych inspiracji, tak modern jak i gothic/heavy w bardziej tradycyjnych melodiach. Po prostu jest oryginalnie.. Album promowany jest przez kapitalny, nieprawdopodobnie nośny heavy/gothic metalowy When Will Gods Work Be Done i ta kompozycja jest zarówno w jakimś stopniu inspirowana twórczością TYPE'O'NEGATIVE, jak Iggy Popa i tego, co wniosły do gothic metalu zespoły fińskie. Fantastyczne zbrutalizowane wokale mieszają się z encyklopedycznie goth rockowymi, melodia taka przyjazna, taka elegancka i nowocześnie zaaranżowana. Po prostu ultra killer. Tych killerów tu nie brakuje. Dynamit eksploduje tak często, tak drapieżnie, tak swobodnie ukierunkowany siłą wybuchu w melodyjne, bardzo atrakcyjne obszary i niszczą w szybkim Heroin i krótkim, ale jakże treściwym Why, gdzie gładkość i ciepło zastępują bezproblemowo agresywność. Porusza. Zachwyca prostotą. Tak jak Instinct. Jeśli nawiązują do "Mana", to nawiązują do tego, co najlepsze tam było kompozycją Downtown i w udany, choć nie tak udany w No Children Laughing Now. Nie, no zaraz, ten refren wyciągnięty z arsenału alternative rocka jest przecież wyborny w młodzieńczej świeżości! Piękne sola takie zwiewne, takie wysmakowane w swojej prostocie i gdy wkrada się smutny gotycki romantyzm, to rozkwita nie tylko w gitarowych ornamentacjach w Destiny. Gdzieś tu pomocy udzielają Siostry Miłosierdzia... I jeszcze więcej romantyzmu takiego ciemnego, malowanego czernią gothic, szarością i jasnymi barwami pastelowymi w zwiewnym, także w gitarowych aranżacjach Little Bird. Och, jaki mocarny w ramach zmetalizowanego goth rocka jest Just a Matter of Time, wszystko, co uczyniło ten gatunek wielkim i tu jest jeszcze raz wyśmienity popis wokalny Gabriela Franco. Tak się właśnie śpiewa takie rzeczy. Część instrumentalna piorunująca, porywająca i tak dalej. Moc! Basy Brandona Hilla są na tej płycie nie tylko doskonale zrealizowane, ale po prostu hipnotyczne, jak w Summer Lightning i tu punktuje w potoczystych zwrotkach i refrenie nośnym i przebojowych jak cholera.  Ina koniec Strength. Tak po prostu strength w łagodnym stylu. Tak się kończy wybitne albumy.</div>
<div style="text-align: justify;">Sound. Niesamowite połączenie tradycji z nowoczesnością. Efekt jest niezwykły, naprawdę niezwykły.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Mało wychodzi metalu z tagiem gothic, a takiego jak debiut UNTO OTHERS pod nową nazwą po prostu praktycznie ma. </div>
<div style="text-align: justify;">Kapitalne, pełen świeżości i pietyzmu wykonania granie ze smutnym uśmiechem w tle.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 9,5/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 29.09.2021</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Unknown Refuge]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3465</link>
			<pubDate>Mon, 29 Mar 2021 14:18:13 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3465</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unknown Refuge - From the Darkness (2021)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://f4.bcbits.com/img/a2632076319_16.jpg" border="0" alt="[Obrazek: a2632076319_16.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.From the Darkness 01:08</div>
<div style="text-align: justify;">2.To the Light 05:08</div>
<div style="text-align: justify;">3.Kicked to the Floor 04:56</div>
<div style="text-align: justify;">4.Battle Hymn 05:01</div>
<div style="text-align: justify;">5.Shadows 03:32</div>
<div style="text-align: justify;">6.Palace Walls 04:45<br />
7.Wall of Lies 03:20</div>
<div style="text-align: justify;">8.If the Gods Be Good 03:13</div>
<div style="text-align: justify;">9.I'm Not a Bad Guy 03:09</div>
<div style="text-align: justify;">10.Journey 05:16</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2021</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Wielka Brytania</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Alex Mancini - śpiew, gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Jack Tracey - gitara </div>
<div style="text-align: justify;">Harry Skinner - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Morgan Deveney - perkusja<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">Młodzi gniewni z Bolton...</div>
<div style="text-align: justify;">Trzeba mieć dużo wiary w siebie i dużo samozaparcia, by nagrać płytę z heavy metalem w Wielkiej Brytanii, nie będąc sławnym i bogatym. UNKNOWN REFUGEE zaczynał w roku 2015 i udało się w roku 2021. Wydany nakładem własnym album "From the Darkness" ukazał się w końcu marca.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W jakiś sposób muzyka tego zespołu przypomina nagrania EXPLODER z Birmingham, choć muzyczne inspiracje są szersze niż ekipy Dirty Von Donovana. Jedno jest pewne. Panowie z angielskiego hrabstwa ceremonialnego Great Manchester grają angielski heavy metal. Kapitanie rozpoczynają ultra melodyjnym i osadzonym częściowo w realiach riffowych NWOBHM.  To the Light i to jest killer od razu na wstępie. I co już w tym momencie wiadomo - wyborny wokalista w klasycznej manierze brytyjskiej o młodzieńczym głosie i co ciekawe, wnosząc z nazwiska, o włoskich korzeniach. Absolutnie brytyjski w stylu frazowania i intonacji i do tego gracy na basie. Ten bas słychać doskonale, bo produkcja jest nad wyraz klarowna, na swój sposób surowa, ale nie prymitywna i to jest z kolei ten sound niegdyś, choć  gorszy technicznie, prezentowały wiodące zespoły classic metalowe z UK. No i co jeszcze zachwyca, praktycznie cały czas... Wyborna, stonowana i pełna technicznej biegłości gra gitarzystów, szczególnie Jacka Tracey'a. Tu niby nie ma erupcji wulkanu shredu, ale jakie piękne są te solówki i jakie wyrafinowane. Wyborne są ozdobniki gitarowe w zagranym w wolniejszym tempie Kicked to the Floor, pełnym lekko skrywanego smutku i dramatyzmu. Ujmująca kompozycja heavy metalowe klimatu, wyrażone prostymi środkami. <br />
Z wielką  swobodą sieją zniszczenie w Battle Hymn i tu tak bardzo przypominają mi sposobem wyrazu właśnie EXPLODER, zresztą to słychać także w Wall of Lies z wybornym refrenem mocno zapadającym w pamięć. Taki młody gniewny angielski heavy metal! Trochę gorzej to wygląda gdy wchodzą na obszary dusznego rock/alternative metalu w Shadows, ale gdy grają podobne klimaty bardziej melodyjnie w Palace Walls  są ponownie bardzo atrakcyjni, zwłaszcza w refrenie.<br />
Tak, nastrój umieją budować jasno wyrażonymi środkami, nawet w takim lekko radiowym przeboju If the Gods Be Good. Wpada w ucho, wpada i zostaje! A w I'm Not a Bad Guy są rewelacyjni i przekonująco metalowo niegrzeczni, jak EXPLODER i robią to, co w takiej stylistyce nie udało się tak dobrze zrobić ekipie FURY UK. Przy okazji - porywająca potężna partia power/thrashowa i szkoda tylko, że taka krótka.</div>
<div style="text-align: justify;">Tak, a na koniec trochę nostalgicznych akordów w stylu IRON MAIDEN w Journey, ale tu Chłopcy z Bolton generalnie pozostają sobą, grając w umiarkowanym tempie genialny, dumny i zarazem poetycki heavy classic metal. Wspaniałe zakończenie tego albumu! Hit i killer bez epatowania mocą i tu przypominają  doskonały ELIMINATOR z Lancaster.<br />
<br />
Znakomity album. UNKNOWN REFUGE to bez wątpienia odkrycie 2021 na klasycznej metalowej scenie brytyjskiej. Pozostaje po prostu życzyć powodzenia w przyszłości.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 9,2/10<br />
<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ffcc33;">new 29.03.2021</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unknown Refuge - From the Darkness (2021)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://f4.bcbits.com/img/a2632076319_16.jpg" border="0" alt="[Obrazek: a2632076319_16.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.From the Darkness 01:08</div>
<div style="text-align: justify;">2.To the Light 05:08</div>
<div style="text-align: justify;">3.Kicked to the Floor 04:56</div>
<div style="text-align: justify;">4.Battle Hymn 05:01</div>
<div style="text-align: justify;">5.Shadows 03:32</div>
<div style="text-align: justify;">6.Palace Walls 04:45<br />
7.Wall of Lies 03:20</div>
<div style="text-align: justify;">8.If the Gods Be Good 03:13</div>
<div style="text-align: justify;">9.I'm Not a Bad Guy 03:09</div>
<div style="text-align: justify;">10.Journey 05:16</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2021</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Wielka Brytania</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Alex Mancini - śpiew, gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Jack Tracey - gitara </div>
<div style="text-align: justify;">Harry Skinner - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Morgan Deveney - perkusja<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">Młodzi gniewni z Bolton...</div>
<div style="text-align: justify;">Trzeba mieć dużo wiary w siebie i dużo samozaparcia, by nagrać płytę z heavy metalem w Wielkiej Brytanii, nie będąc sławnym i bogatym. UNKNOWN REFUGEE zaczynał w roku 2015 i udało się w roku 2021. Wydany nakładem własnym album "From the Darkness" ukazał się w końcu marca.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">W jakiś sposób muzyka tego zespołu przypomina nagrania EXPLODER z Birmingham, choć muzyczne inspiracje są szersze niż ekipy Dirty Von Donovana. Jedno jest pewne. Panowie z angielskiego hrabstwa ceremonialnego Great Manchester grają angielski heavy metal. Kapitanie rozpoczynają ultra melodyjnym i osadzonym częściowo w realiach riffowych NWOBHM.  To the Light i to jest killer od razu na wstępie. I co już w tym momencie wiadomo - wyborny wokalista w klasycznej manierze brytyjskiej o młodzieńczym głosie i co ciekawe, wnosząc z nazwiska, o włoskich korzeniach. Absolutnie brytyjski w stylu frazowania i intonacji i do tego gracy na basie. Ten bas słychać doskonale, bo produkcja jest nad wyraz klarowna, na swój sposób surowa, ale nie prymitywna i to jest z kolei ten sound niegdyś, choć  gorszy technicznie, prezentowały wiodące zespoły classic metalowe z UK. No i co jeszcze zachwyca, praktycznie cały czas... Wyborna, stonowana i pełna technicznej biegłości gra gitarzystów, szczególnie Jacka Tracey'a. Tu niby nie ma erupcji wulkanu shredu, ale jakie piękne są te solówki i jakie wyrafinowane. Wyborne są ozdobniki gitarowe w zagranym w wolniejszym tempie Kicked to the Floor, pełnym lekko skrywanego smutku i dramatyzmu. Ujmująca kompozycja heavy metalowe klimatu, wyrażone prostymi środkami. <br />
Z wielką  swobodą sieją zniszczenie w Battle Hymn i tu tak bardzo przypominają mi sposobem wyrazu właśnie EXPLODER, zresztą to słychać także w Wall of Lies z wybornym refrenem mocno zapadającym w pamięć. Taki młody gniewny angielski heavy metal! Trochę gorzej to wygląda gdy wchodzą na obszary dusznego rock/alternative metalu w Shadows, ale gdy grają podobne klimaty bardziej melodyjnie w Palace Walls  są ponownie bardzo atrakcyjni, zwłaszcza w refrenie.<br />
Tak, nastrój umieją budować jasno wyrażonymi środkami, nawet w takim lekko radiowym przeboju If the Gods Be Good. Wpada w ucho, wpada i zostaje! A w I'm Not a Bad Guy są rewelacyjni i przekonująco metalowo niegrzeczni, jak EXPLODER i robią to, co w takiej stylistyce nie udało się tak dobrze zrobić ekipie FURY UK. Przy okazji - porywająca potężna partia power/thrashowa i szkoda tylko, że taka krótka.</div>
<div style="text-align: justify;">Tak, a na koniec trochę nostalgicznych akordów w stylu IRON MAIDEN w Journey, ale tu Chłopcy z Bolton generalnie pozostają sobą, grając w umiarkowanym tempie genialny, dumny i zarazem poetycki heavy classic metal. Wspaniałe zakończenie tego albumu! Hit i killer bez epatowania mocą i tu przypominają  doskonały ELIMINATOR z Lancaster.<br />
<br />
Znakomity album. UNKNOWN REFUGE to bez wątpienia odkrycie 2021 na klasycznej metalowej scenie brytyjskiej. Pozostaje po prostu życzyć powodzenia w przyszłości.</div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 9,2/10<br />
<br />
<span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #ffcc33;">new 29.03.2021</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Ulthima]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3462</link>
			<pubDate>Fri, 19 Mar 2021 19:24:18 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3462</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Ulthima - Symphony of the Night (2021)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/9/3/1/5/931541.jpg?3618" border="0" alt="[Obrazek: 931541.jpg?3618]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:<br />
1.Black Swan 04:55<br />
2.Tears of Fire 04:16<br />
3.Belegar 04:08<br />
4.Daughter of Twilight 04:55<br />
5.Beyond the Veil 04:15<br />
6.Eternity 04:12<br />
7.Dancing with Shadows 03:32<br />
8.Ulthima 04:06<br />
9.Symphony of the Night 05:42<br />
<br />
rok wydania: 2021<br />
gatunek: extreme melodic metal<br />
kraj: Finlandia<br />
<br />
skład zespołu:<br />
Tuomas Antila - śpiew<br />
Ricardo Escobar - gitara<br />
Jon Welti - gitara<br />
Antonio Valdés - gitara basowa<br />
Ville Nummisalo - perkusja<br />
Niko Sutinen - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
ULTHIMA to zespół w składzie międzynarodowym, którego historia sięga dziesięć lat wstecz, gdy dwaj muzycy z Meksyku postanowili grać muzykę w stylu KALMAH i CHILDREN OF BODOM. Chęć realizacji tego pomysłu sprowadziła ich w końcu do Helsinek, gdzie ostatecznie ukształtował się skład uzupełniony przez Finów w 2018. W marcu 2021 zespół w ramach współpracy z wytwórnią Inverse Records wydał swój pierwszy album "Symphony of the Night".<br />
<br />
Muzyczne nawiązania do KALMAH i CHILDREN OF BODOM są tu jasne, oczywiste i nieskrywane. W sumie mało zespołów jest na tyle odważnych, by mierzyć się z tymi gigantami ekstremalnego melodyjnego grania, ale ULTHIMA to wyzwanie podjęła. Wpływów obydwu wymienionych zespołów jest mniej więcej tyle samo, z interesującym i ważnym wpływem własnym, wynikającym ze specyficznego, pełnego elegancji podejścia latynoskiego do melodyjnego metalu. Partie klawiszowe są masywne i w planie niemal równoległym z gitarami, które współpracują ze sobą wzorowo, tworząc pełną energii ścianę typową dla gatunku. Bardzo mocnym punktem zespołu jest wokalista Tuomas Antila, i jego harsh jest jednym z najlepszych, jaki się wśród nowych przedstawicieli tego sposobu śpiewania pojawił w ostatnich latach. Do tego dochodzi solidna, klasyczna dla Finlandii w brzmieniu i sposobie gry sekcja rytmiczna.<br />
Kompozycje są przemyślane, choć niezbyt skomplikowane, a melodie udane, tyle że trudno uznać je za szczególnie oryginalne. Nie są to może bezpośrednie cytaty z KALMAH i CHILDREN OF BODOM, ale podobieństwa są znaczne. Generalnie jest tu specyficzna rytmika KALMAH, bez tej potężnej mocy zwłaszcza z ostatnich płyt, jest też dużo z temp z COB, ale bez tej iskry szaleństwa i nieprzewidywalności z najlepszego okresu zespołu. W sumie bardziej gładko, mniej drapieżnie niż klasycy gra ta grupa i gra dużo wysokiej klasy muzyki. To, co bliżej KALMAH jest najbardziej udane i tu należy wymienić Black Swan, Daughter of Twilight (wyborny refren!), Beyond the Veil (wczesny KALMAH odegrany wyśmienicie!), a z tych utworów z obszaru Jeziora Bodom na pewno potoczysty i swobodnie oraz lekko odegrany Belegar oraz taki hybrydowy z KALMAH, melodyjny i klimatyczny Eternity. Bardzo dobrze poradzili sobie w miejscami ostrzejszym Dancing with Shadows, ale największy killer zostawili na koniec Symphony of the Night i ten numer bardzo podnosi ocenę całości, stanowiąc kwintesencję wszystkiego co najlepsze w fińskim melodic death/power z harshem. Melodia, tempa, zagrywki indywidualne, rytmika i dynamika. Wyborny utwór w lekko heroicznym i mroźnym klimacie.<br />
Klasyczna produkcja i dopracowane brzmienie, które tworzy się przez Mistrzów z Helsinek i lepsze niż prezentowane na ostatniej płycie COB. Idealny balans pomiędzy instrumentami uzyskano tu w procesie mixu.<br />
<br />
Podsumowując - dopracowany album bez słabych punktów utrzymany w sztywnych ramach gatunku i bardzo dobrze, że pozbawiony jakichś tak chętnie teraz stosowanych domieszek innych metalowych stylów. Oryginalne to nie jest, ale słucha się tego bardzo dobrze.<br />
Płyta godna polecenia fanom gatunku, w którym dzieje się niestety coraz mniej.<br />
<br />
<br />
ocena: 8,5/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 19.03.2021</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Ulthima - Symphony of the Night (2021)</span><br />
<br />
<img src="https://www.metal-archives.com/images/9/3/1/5/931541.jpg?3618" border="0" alt="[Obrazek: 931541.jpg?3618]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:<br />
1.Black Swan 04:55<br />
2.Tears of Fire 04:16<br />
3.Belegar 04:08<br />
4.Daughter of Twilight 04:55<br />
5.Beyond the Veil 04:15<br />
6.Eternity 04:12<br />
7.Dancing with Shadows 03:32<br />
8.Ulthima 04:06<br />
9.Symphony of the Night 05:42<br />
<br />
rok wydania: 2021<br />
gatunek: extreme melodic metal<br />
kraj: Finlandia<br />
<br />
skład zespołu:<br />
Tuomas Antila - śpiew<br />
Ricardo Escobar - gitara<br />
Jon Welti - gitara<br />
Antonio Valdés - gitara basowa<br />
Ville Nummisalo - perkusja<br />
Niko Sutinen - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
ULTHIMA to zespół w składzie międzynarodowym, którego historia sięga dziesięć lat wstecz, gdy dwaj muzycy z Meksyku postanowili grać muzykę w stylu KALMAH i CHILDREN OF BODOM. Chęć realizacji tego pomysłu sprowadziła ich w końcu do Helsinek, gdzie ostatecznie ukształtował się skład uzupełniony przez Finów w 2018. W marcu 2021 zespół w ramach współpracy z wytwórnią Inverse Records wydał swój pierwszy album "Symphony of the Night".<br />
<br />
Muzyczne nawiązania do KALMAH i CHILDREN OF BODOM są tu jasne, oczywiste i nieskrywane. W sumie mało zespołów jest na tyle odważnych, by mierzyć się z tymi gigantami ekstremalnego melodyjnego grania, ale ULTHIMA to wyzwanie podjęła. Wpływów obydwu wymienionych zespołów jest mniej więcej tyle samo, z interesującym i ważnym wpływem własnym, wynikającym ze specyficznego, pełnego elegancji podejścia latynoskiego do melodyjnego metalu. Partie klawiszowe są masywne i w planie niemal równoległym z gitarami, które współpracują ze sobą wzorowo, tworząc pełną energii ścianę typową dla gatunku. Bardzo mocnym punktem zespołu jest wokalista Tuomas Antila, i jego harsh jest jednym z najlepszych, jaki się wśród nowych przedstawicieli tego sposobu śpiewania pojawił w ostatnich latach. Do tego dochodzi solidna, klasyczna dla Finlandii w brzmieniu i sposobie gry sekcja rytmiczna.<br />
Kompozycje są przemyślane, choć niezbyt skomplikowane, a melodie udane, tyle że trudno uznać je za szczególnie oryginalne. Nie są to może bezpośrednie cytaty z KALMAH i CHILDREN OF BODOM, ale podobieństwa są znaczne. Generalnie jest tu specyficzna rytmika KALMAH, bez tej potężnej mocy zwłaszcza z ostatnich płyt, jest też dużo z temp z COB, ale bez tej iskry szaleństwa i nieprzewidywalności z najlepszego okresu zespołu. W sumie bardziej gładko, mniej drapieżnie niż klasycy gra ta grupa i gra dużo wysokiej klasy muzyki. To, co bliżej KALMAH jest najbardziej udane i tu należy wymienić Black Swan, Daughter of Twilight (wyborny refren!), Beyond the Veil (wczesny KALMAH odegrany wyśmienicie!), a z tych utworów z obszaru Jeziora Bodom na pewno potoczysty i swobodnie oraz lekko odegrany Belegar oraz taki hybrydowy z KALMAH, melodyjny i klimatyczny Eternity. Bardzo dobrze poradzili sobie w miejscami ostrzejszym Dancing with Shadows, ale największy killer zostawili na koniec Symphony of the Night i ten numer bardzo podnosi ocenę całości, stanowiąc kwintesencję wszystkiego co najlepsze w fińskim melodic death/power z harshem. Melodia, tempa, zagrywki indywidualne, rytmika i dynamika. Wyborny utwór w lekko heroicznym i mroźnym klimacie.<br />
Klasyczna produkcja i dopracowane brzmienie, które tworzy się przez Mistrzów z Helsinek i lepsze niż prezentowane na ostatniej płycie COB. Idealny balans pomiędzy instrumentami uzyskano tu w procesie mixu.<br />
<br />
Podsumowując - dopracowany album bez słabych punktów utrzymany w sztywnych ramach gatunku i bardzo dobrze, że pozbawiony jakichś tak chętnie teraz stosowanych domieszek innych metalowych stylów. Oryginalne to nie jest, ale słucha się tego bardzo dobrze.<br />
Płyta godna polecenia fanom gatunku, w którym dzieje się niestety coraz mniej.<br />
<br />
<br />
ocena: 8,5/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 19.03.2021</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Unchained]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3414</link>
			<pubDate>Wed, 13 Jan 2021 16:44:04 +0100</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3414</guid>
			<description><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unchained - Unchained (2005)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/TrcCFQCPSevkt5kwGlFfu_p8gZ0=/fit-in/270x270/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4984686-1381354423-6688.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-4984686-1381354423-6688.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.My Guide 03:53<br />
2.The Analyst 05:42</div>
<div style="text-align: justify;">3.Ghost of an Alchemic Hall 05:39</div>
<div style="text-align: justify;">4.Theater of Fear 07:01</div>
<div style="text-align: justify;">5.I Dream 05:02</div>
<div style="text-align: justify;">6.Ordinary Sinner 04:16</div>
<div style="text-align: justify;">7.Like the Candle 05:55</div>
<div style="text-align: justify;">8.The Great Witch Hunt 04:09</div>
<div style="text-align: justify;">9.Seventh Sin 06:11</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2005</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: power metal/heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Per Lengstedt - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Peter Ericsson - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">David Blome - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Mattias Osbäck - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Martin Michaelsson - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Początkowo pod nazwą PSYCHE FORCE, a od 1999 UNCHAINED z Karlskrona dosyć długo i mozolnie dążył do realnego zaistnienia na szwedzkiej, metalowej scenie i w końcu udało się to w roku 2005, gdy zespół wydał swój pierwszy album nakładem Avalon, w styczniu 2005 dla Japonii i reszty świata kilka dni później, dzięki portugalskiej wytwórni Sound Riot Records.<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">Album ten zawiera muzykę z pogranicza power metalu i melodic heavy metalu i te style się nieraz przeplatają. Gdy melodia jest chwytliwa i zagrane to zostało w power metalowej manierze, to jest i umiarkowany hit w postaci My Guide i dobry numer w średnim tempie Theater of Fear. Potrafią tu także w dyskretny sposób przemycić akcenty rock/metalowego grania szwedzkiego z lat 80tych w ostrzejszych barwach STEEL ATTACK z dobrymi, zadziornymi pojedynkami gitarowymi w Ghost of an Alchemic Hall, czy też The Great Witch Hunt o cechach heroicznych i solidnej melodii refrenu. Bardzo mocno wybrzmiewa na tej płycie także chłodny i surowy Seventh Sin w podobnej, rycerskiej, ale zadumanej manierze.</div>
<div style="text-align: justify;">Czasem próbują sił w power metalu o cechach progresywnych, nieco mrocznym i nieco pokręconym w stylu HOLLOW (The Analyst, Ordinary Sinner) i jest dobre, lecz lepsze, gdy słychać także emocje i dramatyzm, jak w Like the Candle.<br />
Gra instrumentalistów stoi na dobrym poziomie, choć na tle ogólnej klasy sceny szwedzkiej niczym się oni specjalnym nie wyróżniają. Z całą pewnością kolorytu dodaje doskonały wokal jednego z najbardziej utalentowanych frontmanów heavy/power z tego kraju Per Lengstedta (Per Karlsson). Mocny, wyrazisty śpiew, duży zasięg, rock/metalowy feeling, ciekawa męska barwa. Klasowy wokalista, który tu na siebie zdecydowanie zwrócił uwagę. Bardzo ładnie się zaprezentował w ciepłym, nastrojowym songu I Dream odległym od radiowo nastawionych ballad metalowych tego okresu.<br />
<br />
Brzmienie jest klasycznie szwedzkie, z wyeksponowanymi stalowymi gitarami i mocnym basem oraz dosyć głośną perkusją, całość bardzo klarowna i to jedna z lepiej wyprodukowanych płyt wydanych w roku 2005.<br />
Ogólnie jednak czegoś w tym wszystkim zabrakło, by uznać ten LP za bardzo dobry. Kilka gatunków i jednak w żadnym nie zaprezentowali się błyskotliwie i nie stworzyli zdecydowanego własnego stylu.<br />
<br />
W roku 2006 zespół się rozwiązał i muzycy poszli swoimi własnymi drogami. Talent "Perilo" Lengstedta nie został na szczęście zmarnowany i występuje on od 2008 w znanym PORTRAIT oraz w reaktywowanym kultowym OVERDRIVE. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7,3/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 13.01.2021</span></span></span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">Unchained - Unchained (2005)</span></div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><img src="https://img.discogs.com/TrcCFQCPSevkt5kwGlFfu_p8gZ0=/fit-in/270x270/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-4984686-1381354423-6688.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-4984686-1381354423-6688.jpeg.jpg]" /></div>
<br />
<div style="text-align: justify;">tracklista:</div>
<div style="text-align: justify;">1.My Guide 03:53<br />
2.The Analyst 05:42</div>
<div style="text-align: justify;">3.Ghost of an Alchemic Hall 05:39</div>
<div style="text-align: justify;">4.Theater of Fear 07:01</div>
<div style="text-align: justify;">5.I Dream 05:02</div>
<div style="text-align: justify;">6.Ordinary Sinner 04:16</div>
<div style="text-align: justify;">7.Like the Candle 05:55</div>
<div style="text-align: justify;">8.The Great Witch Hunt 04:09</div>
<div style="text-align: justify;">9.Seventh Sin 06:11</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">rok wydania: 2005</div>
<div style="text-align: justify;">gatunek: power metal/heavy metal</div>
<div style="text-align: justify;">kraj: Szwecja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">skład zespołu:</div>
<div style="text-align: justify;">Per Lengstedt - śpiew</div>
<div style="text-align: justify;">Peter Ericsson - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">David Blome - gitara</div>
<div style="text-align: justify;">Mattias Osbäck - gitara basowa</div>
<div style="text-align: justify;">Martin Michaelsson - perkusja</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Początkowo pod nazwą PSYCHE FORCE, a od 1999 UNCHAINED z Karlskrona dosyć długo i mozolnie dążył do realnego zaistnienia na szwedzkiej, metalowej scenie i w końcu udało się to w roku 2005, gdy zespół wydał swój pierwszy album nakładem Avalon, w styczniu 2005 dla Japonii i reszty świata kilka dni później, dzięki portugalskiej wytwórni Sound Riot Records.<br />
<br />
</div>
<div style="text-align: justify;">Album ten zawiera muzykę z pogranicza power metalu i melodic heavy metalu i te style się nieraz przeplatają. Gdy melodia jest chwytliwa i zagrane to zostało w power metalowej manierze, to jest i umiarkowany hit w postaci My Guide i dobry numer w średnim tempie Theater of Fear. Potrafią tu także w dyskretny sposób przemycić akcenty rock/metalowego grania szwedzkiego z lat 80tych w ostrzejszych barwach STEEL ATTACK z dobrymi, zadziornymi pojedynkami gitarowymi w Ghost of an Alchemic Hall, czy też The Great Witch Hunt o cechach heroicznych i solidnej melodii refrenu. Bardzo mocno wybrzmiewa na tej płycie także chłodny i surowy Seventh Sin w podobnej, rycerskiej, ale zadumanej manierze.</div>
<div style="text-align: justify;">Czasem próbują sił w power metalu o cechach progresywnych, nieco mrocznym i nieco pokręconym w stylu HOLLOW (The Analyst, Ordinary Sinner) i jest dobre, lecz lepsze, gdy słychać także emocje i dramatyzm, jak w Like the Candle.<br />
Gra instrumentalistów stoi na dobrym poziomie, choć na tle ogólnej klasy sceny szwedzkiej niczym się oni specjalnym nie wyróżniają. Z całą pewnością kolorytu dodaje doskonały wokal jednego z najbardziej utalentowanych frontmanów heavy/power z tego kraju Per Lengstedta (Per Karlsson). Mocny, wyrazisty śpiew, duży zasięg, rock/metalowy feeling, ciekawa męska barwa. Klasowy wokalista, który tu na siebie zdecydowanie zwrócił uwagę. Bardzo ładnie się zaprezentował w ciepłym, nastrojowym songu I Dream odległym od radiowo nastawionych ballad metalowych tego okresu.<br />
<br />
Brzmienie jest klasycznie szwedzkie, z wyeksponowanymi stalowymi gitarami i mocnym basem oraz dosyć głośną perkusją, całość bardzo klarowna i to jedna z lepiej wyprodukowanych płyt wydanych w roku 2005.<br />
Ogólnie jednak czegoś w tym wszystkim zabrakło, by uznać ten LP za bardzo dobry. Kilka gatunków i jednak w żadnym nie zaprezentowali się błyskotliwie i nie stworzyli zdecydowanego własnego stylu.<br />
<br />
W roku 2006 zespół się rozwiązał i muzycy poszli swoimi własnymi drogami. Talent "Perilo" Lengstedta nie został na szczęście zmarnowany i występuje on od 2008 w znanym PORTRAIT oraz w reaktywowanym kultowym OVERDRIVE. </div>
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">ocena: 7,3/10<br />
<br />
<span style="color: #ffcc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">new 13.01.2021</span></span></span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Undhifeat]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3218</link>
			<pubDate>Sun, 16 Aug 2020 17:48:13 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=3218</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Undhifeat - Reason for Existence (2016)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/O7gBkwdSpng0pRMJCAp7ff0vgNw=/fit-in/450x450/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-10307662-1495049255-5393.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-10307662-1495049255-5393.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. This Is only the Beginning 01:30 <br />
2. Still Alive 05:20      <br />
3. Just a Piece of Rebellion 05:56      <br />
4. Under the Twilight Sky 05:18      <br />
5. Avenge for Insult 05:00      <br />
6. Arturia 04:57      <br />
7. Midnight Prowler 04:35      <br />
8. Mind of Darkness 04:52      <br />
9. 永き夢の果てに 06:39      <br />
10. Awakening New Days 04:36      <br />
11. Way to the Glory 04:50      <br />
12. Ring 05:59      <br />
13. Undhifeat 05:24      <br />
<br />
Rok wydania: 2016<br />
Gatunek: Power Metal<br />
Kraj: Japonia<br />
<br />
Skład:<br />
Dai - śpiew<br />
Seiji - gitara<br />
Hiroshi - bas<br />
Ikka - perkusja<br />
Yui - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">UNDHIFEAT to kolejny zespół, który tak naprawdę nie wiadomo, od kiedy istnieje i próbował wzbić się na podium power metalu, które bezwzględnie okupuje od lat GALNERYUS.</div>
<div style="text-align: justify;">Z początku niezależni, po EP udało im się podpisać kontrakt z wytwórnią Eastern Glory Records, ostatecznie nic z tego nie wyszło. Wtedy do gry wszedł poważny japoński gracz Black-listed Productions i w 2016 roku wydał ich debiutancki album.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">GALNERYUS spotyka AZRAEL i KNIGHTS OF ROUND. Bezwzględnie słychać przepych GALNERYUS w Still Alive, a naiwność i lekkość AZRAEL w refrenach Just a Piece of Rebellion. Bez wątpienia muzycy są utalentowani, bo sola gitarowe i klawiszowe są solidne, a perkusja zagrana dość bogato i trudno to nazwać standardowym stukaniem w bębny z nadzieją, że będzie dobrze. Momentami można nawet odnieść wrażenie, że perkusja ma więcej do zagrania niż gitarzysta.</div>
<div style="text-align: justify;">Świetny bas jest w Under the Twilight Sky, ale to nie jest słodka zabawa AZRAEL, a niestety infantylne granie KNIGHTS OF ROUND. Avenge for Insult zapowiada się dobrze, jednak refren jest fatalny i irytujący. Fatalne chórki, beznadziejny śpiew i szkoda sola gitarowego, mimo że przecież nie jest to sensacja.</div>
<div style="text-align: justify;">Arturia to znów próba zmierzenia się z lekkimi hitami GALNERYUS. Udane tło klawiszowe, refren to raczej naiwne AZRAEL i jest to znośne japońskie przesłodzenie szkoły STRATOVARIUS. Midnight Prowler wstępem stwarza mylne wrażenie, że będzie to amerykański GALNERYUS i zamiast tego jest bardzo przeciętny metal podlany j-rockiem z zaskakująco dobrym solem. Czy jest tutaj coś ponad przeciętność? Mind of Darkness na pewno nie jest niczym więcej jak powolnym numerem, próbującym być podniosłym i poruszającym jak SONATA ARCTICA i to jest co najwyżej poprawne, z kolei takie numery jak 永き夢の果てに ciekawiej grała CYNTIA.</div>
<div style="text-align: justify;">Awakening New Days zapowiada się na sensowne kopiowanie AZRAEL i jest to znośne, szczególnie jeśli chodzi o sola gitarowe i klawiszowe. Way to the Glory to już jest ten poziom japońskiego słodzenia, którego nigdy ekipy włoskie flower power nie osiągnęły i nawet nie próbowały. Chórki, które mają sprawić, że to niby ma być mocne granie do podniesienia pięści wskazują raczej, że to zostało to zagrane bez śniadania. Refren jakoś ratuje sytuację, ale AZRAEL ma sporo takich refrenów. Nawet się nie spodziewa tak dobrej i mocnej partii środkowej, chyba najlepszej na całej płycie.</div>
<div style="text-align: justify;">Ring to próba zbliżenia się do GALNERYUS i osłabiające chórki powracają, z kolei refren został położony kompletnie i został zaśpiewany kompletnie bez przekonania. Tutaj nawet popisy solowe są wyjątkowo słabe.</div>
<div style="text-align: justify;">Zagubiona energia odnajduje się w Undhifeat i poza kopiowaniem AZRAEL i KNIGHTS OF ROUND nie ma tu nic. Po prostu poprawne zakończenie poprawnej płyty z solidnymi solami w części środkowej.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak przeciętne jednak te kompozycje by nie były, brzmienie jest zaskakująco dobre jak na Black-listed Productions. Mocna perkusja, mocno wyeksponowany, zawsze słyszalny bas, perfekcja jeśli chodzi o sekcję. Gitara może mogła być lepsza, bardziej sterylna, ale nie można mieć wszystkiego i aż tak to nie zakłóca odsłuchu.</div>
<div style="text-align: justify;">O ile sekcja i gitarzysta dają radę, a Yui stara się jak może, aby te kompozycje były ciekawe, bo klawisze na tym albumie są udane, tak wszystkie starania są na marne, bo Dai to bardzo średni, japoński wokalista jakich wielu. Głównie trzyma się wysokich rejestrów i męczy i więcej potencjału w nim jest, kiedy śpiewa niżej, co zdarza się niestety rzadko.</div>
<div style="text-align: justify;">Szkoda, bo warsztat jest, tylko pomysłu na kompozycje zabrakło.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół istnieje do dziś i ma się dobrze, były nawet plany nagrania kolejnego albumu w tym roku, jednak to musiało zaczekać i prawdopodobnie powrócą w 2021.</div>
<div style="text-align: justify;">Oby nie tak średnio, jak tutaj.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 6/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Undhifeat - Reason for Existence (2016)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/O7gBkwdSpng0pRMJCAp7ff0vgNw=/fit-in/450x450/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-10307662-1495049255-5393.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-10307662-1495049255-5393.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. This Is only the Beginning 01:30 <br />
2. Still Alive 05:20      <br />
3. Just a Piece of Rebellion 05:56      <br />
4. Under the Twilight Sky 05:18      <br />
5. Avenge for Insult 05:00      <br />
6. Arturia 04:57      <br />
7. Midnight Prowler 04:35      <br />
8. Mind of Darkness 04:52      <br />
9. 永き夢の果てに 06:39      <br />
10. Awakening New Days 04:36      <br />
11. Way to the Glory 04:50      <br />
12. Ring 05:59      <br />
13. Undhifeat 05:24      <br />
<br />
Rok wydania: 2016<br />
Gatunek: Power Metal<br />
Kraj: Japonia<br />
<br />
Skład:<br />
Dai - śpiew<br />
Seiji - gitara<br />
Hiroshi - bas<br />
Ikka - perkusja<br />
Yui - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">UNDHIFEAT to kolejny zespół, który tak naprawdę nie wiadomo, od kiedy istnieje i próbował wzbić się na podium power metalu, które bezwzględnie okupuje od lat GALNERYUS.</div>
<div style="text-align: justify;">Z początku niezależni, po EP udało im się podpisać kontrakt z wytwórnią Eastern Glory Records, ostatecznie nic z tego nie wyszło. Wtedy do gry wszedł poważny japoński gracz Black-listed Productions i w 2016 roku wydał ich debiutancki album.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">GALNERYUS spotyka AZRAEL i KNIGHTS OF ROUND. Bezwzględnie słychać przepych GALNERYUS w Still Alive, a naiwność i lekkość AZRAEL w refrenach Just a Piece of Rebellion. Bez wątpienia muzycy są utalentowani, bo sola gitarowe i klawiszowe są solidne, a perkusja zagrana dość bogato i trudno to nazwać standardowym stukaniem w bębny z nadzieją, że będzie dobrze. Momentami można nawet odnieść wrażenie, że perkusja ma więcej do zagrania niż gitarzysta.</div>
<div style="text-align: justify;">Świetny bas jest w Under the Twilight Sky, ale to nie jest słodka zabawa AZRAEL, a niestety infantylne granie KNIGHTS OF ROUND. Avenge for Insult zapowiada się dobrze, jednak refren jest fatalny i irytujący. Fatalne chórki, beznadziejny śpiew i szkoda sola gitarowego, mimo że przecież nie jest to sensacja.</div>
<div style="text-align: justify;">Arturia to znów próba zmierzenia się z lekkimi hitami GALNERYUS. Udane tło klawiszowe, refren to raczej naiwne AZRAEL i jest to znośne japońskie przesłodzenie szkoły STRATOVARIUS. Midnight Prowler wstępem stwarza mylne wrażenie, że będzie to amerykański GALNERYUS i zamiast tego jest bardzo przeciętny metal podlany j-rockiem z zaskakująco dobrym solem. Czy jest tutaj coś ponad przeciętność? Mind of Darkness na pewno nie jest niczym więcej jak powolnym numerem, próbującym być podniosłym i poruszającym jak SONATA ARCTICA i to jest co najwyżej poprawne, z kolei takie numery jak 永き夢の果てに ciekawiej grała CYNTIA.</div>
<div style="text-align: justify;">Awakening New Days zapowiada się na sensowne kopiowanie AZRAEL i jest to znośne, szczególnie jeśli chodzi o sola gitarowe i klawiszowe. Way to the Glory to już jest ten poziom japońskiego słodzenia, którego nigdy ekipy włoskie flower power nie osiągnęły i nawet nie próbowały. Chórki, które mają sprawić, że to niby ma być mocne granie do podniesienia pięści wskazują raczej, że to zostało to zagrane bez śniadania. Refren jakoś ratuje sytuację, ale AZRAEL ma sporo takich refrenów. Nawet się nie spodziewa tak dobrej i mocnej partii środkowej, chyba najlepszej na całej płycie.</div>
<div style="text-align: justify;">Ring to próba zbliżenia się do GALNERYUS i osłabiające chórki powracają, z kolei refren został położony kompletnie i został zaśpiewany kompletnie bez przekonania. Tutaj nawet popisy solowe są wyjątkowo słabe.</div>
<div style="text-align: justify;">Zagubiona energia odnajduje się w Undhifeat i poza kopiowaniem AZRAEL i KNIGHTS OF ROUND nie ma tu nic. Po prostu poprawne zakończenie poprawnej płyty z solidnymi solami w części środkowej.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak przeciętne jednak te kompozycje by nie były, brzmienie jest zaskakująco dobre jak na Black-listed Productions. Mocna perkusja, mocno wyeksponowany, zawsze słyszalny bas, perfekcja jeśli chodzi o sekcję. Gitara może mogła być lepsza, bardziej sterylna, ale nie można mieć wszystkiego i aż tak to nie zakłóca odsłuchu.</div>
<div style="text-align: justify;">O ile sekcja i gitarzysta dają radę, a Yui stara się jak może, aby te kompozycje były ciekawe, bo klawisze na tym albumie są udane, tak wszystkie starania są na marne, bo Dai to bardzo średni, japoński wokalista jakich wielu. Głównie trzyma się wysokich rejestrów i męczy i więcej potencjału w nim jest, kiedy śpiewa niżej, co zdarza się niestety rzadko.</div>
<div style="text-align: justify;">Szkoda, bo warsztat jest, tylko pomysłu na kompozycje zabrakło.</div>
<div style="text-align: justify;">Zespół istnieje do dziś i ma się dobrze, były nawet plany nagrania kolejnego albumu w tym roku, jednak to musiało zaczekać i prawdopodobnie powrócą w 2021.</div>
<div style="text-align: justify;">Oby nie tak średnio, jak tutaj.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Ocena: 6/10</div>
<br />
<div style="text-align: justify;"><span style="font-weight: bold;">SteelHammer</span></div>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Urban Tales]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2154</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:45:27 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2154</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Urban Tales - Diary Of A No (2007)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/3mT9qLL-M_PNy8iAQyfUttdmexg=/fit-in/420x375/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3780141-1344122795-8583.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3780141-1344122795-8583.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Prison Inside 04:00 <br />
2. In Purity 03:54 <br />
3. The Rise 05:09 <br />
4. Youll Never Know 05:12 <br />
5. Fade Away 04:25 <br />
6. Stronger 05:16 <br />
7. Fall 03:54 <br />
8. Crawl 04:16 <br />
9. Until I Died 04:11 <br />
10. Farewell 03:45<br />
11. Urban Tale...The End (bonus track) 03:54<br />
<br />
Rok wydania: 2007<br />
Gatunek: Gothic Metal<br />
Kraj: Portugalia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Marcos César - śpiew<br />
Sérgio Osório - gitara<br />
João Matias - bas<br />
Tiago Alpendre - perkusja<br />
Nuno Alex - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Portugalski URBAN TALES ze swoim debiutem wydanym przez grecką Burning Star Records we wrześniu 2007 pojawił się nagle i znikąd. Gothic metal z męskim wokalem wydawał się gatunkiem do cna wyeksploatowanym zarówno w schematyzmie kompozycji, jak i możliwościach zaskoczenia atrakcyjnymi melodiami, które stopniowo stawały się już tylko kalką z kalki. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Portugalia to jednak kraj, gdzie granie klimatyczne stale ujawnia jakieś nowe talenty i URBAN TALES potwierdził to zdecydowanie.<br />
 Ta płyta jest tym bardziej wartościowa, że trzyma się ram gatunku, wąskich ram i nie jest naznaczona wpływami innych gatunków metalu ani innych form elektrycznego czy elektronicznego, dokładniej mówiąc, grania. Jest to płyta z muzyką prostą, pozbawioną udziwnień i zagraną szczerze przy równoczesnym braku nacisku na komercyjną przebojowość radiową. Nie oznacza to wcale, że ta muzyka do radia się nie nadaje. Nadaje się, jest miła, ciepła i odprężająca i w pewnym stopniu stanowi odpowiedź na to, jak zagrać w stylu HEAVENWOOD sprzed 10 lat, ale w znacznie bardziej przyjemny dla spragnionego melodii ucha sposób. "Diary Of A No" to pewnego rodzaju zwarta opowieść, wzbogacona o efekty słuchowiskowe. Jest i telefon, i odgłos zamykanych drzwi, i kłótnia kochanków... jest jednak przede wszystkim ogromna porcja romantycznego gothic metalu, wyładowanego po brzegi emocjami zawartymi w melodiach granych w wolnych i średnich tempach. Wszystko bardzo proste, gitarowe, podbarwiane klawiszami w pewnych miejscach i wyrazistym basem. Gdy wydaje się, że już nic lepszego niż otwierające ten LP "Prison Inside" i "Tales In Purity" zdarzyć się tu nie może, nagle pojawia się "The Rise" ze wspaniałym, powtarzającym się motywem w tle i żeńskim dodatkowym wokalem, przechodzącym w duet i Portugalczycy już nie odpuszczają do samego końca tego albumu. Niesamowity spokój i łagodnie podana paleta emocji emanuje z tej płyty, nawet gdy wokal staje się ostrzejszy, przechodzący chwilami w coś na kształt screamo, gaszonego jednak niemal natychmiast przez śpiew typowy dla albumów gothic rockowych. Kłótnia w "You'll Never Know" rozmywa się w delikatnych klawiszach i znów nastaje jedność w przepięknym, mieszanym duecie. Wspaniały romantic gothic metal, jakiego jeszcze chyba wcześniej nie było. W "Fade Away" nawiązują trochę do fińskiego stylu, głównie do ENTWINE czy też H.I.M., jest tu jednak to południowe ciepło i kolejny bardzo romantyczny refren. Wspaniale wypada song "Stronger" z piękny tłem i pełnym emocji wokalem Cesara. Jest tu nawet delikatna partia rapowa, przypominająca, że to są Miejskie Opowieści, ale przede wszystkim są pastelowe barwy, tak jak i w "Fall" z echami PARADISE LOST z albumu " One Second" i utkanym ze słonecznej melancholii refrenem. Ten pogodny smutek dominuje też w "Crawl" z przebojowym gothic rockowym refrenem i tym razem pięknie przeplatają się dwa głosy męskie z niemal symfonicznym drugim planem, który tu wszędzie ma ogromne znaczenie. Jakże ładne jest też to proste solo gitarowe, które opowiada część historii. W "Until I Died" pojawia się odrobina mroku i niepokoju i bardzo dużo smutku jest tym razem. Bardzo dużo. Tak jak i w "Farewell", łagodnym, ale na swój sposób i patetycznym. "Urban Tale... The End" żegna i czas spędzony z tą muzyką to chwile zadumy i wzruszeń i może nawet przemyśleń nad własnymi przeżyciami...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Piękny, łagodny album z portugalskim, romantycznym gothic rock/metalem. Piękna opowieść o miłości, samotności, duchowych rozterkach i o tym, że nadzieja nigdy nie ginie i nie przemija...</div>
<br />
<br />
Ocena: 9.8/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">29.09.2007</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Urban Tales - Diary Of A No (2007)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/3mT9qLL-M_PNy8iAQyfUttdmexg=/fit-in/420x375/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3780141-1344122795-8583.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3780141-1344122795-8583.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Prison Inside 04:00 <br />
2. In Purity 03:54 <br />
3. The Rise 05:09 <br />
4. Youll Never Know 05:12 <br />
5. Fade Away 04:25 <br />
6. Stronger 05:16 <br />
7. Fall 03:54 <br />
8. Crawl 04:16 <br />
9. Until I Died 04:11 <br />
10. Farewell 03:45<br />
11. Urban Tale...The End (bonus track) 03:54<br />
<br />
Rok wydania: 2007<br />
Gatunek: Gothic Metal<br />
Kraj: Portugalia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Marcos César - śpiew<br />
Sérgio Osório - gitara<br />
João Matias - bas<br />
Tiago Alpendre - perkusja<br />
Nuno Alex - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Portugalski URBAN TALES ze swoim debiutem wydanym przez grecką Burning Star Records we wrześniu 2007 pojawił się nagle i znikąd. Gothic metal z męskim wokalem wydawał się gatunkiem do cna wyeksploatowanym zarówno w schematyzmie kompozycji, jak i możliwościach zaskoczenia atrakcyjnymi melodiami, które stopniowo stawały się już tylko kalką z kalki. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Portugalia to jednak kraj, gdzie granie klimatyczne stale ujawnia jakieś nowe talenty i URBAN TALES potwierdził to zdecydowanie.<br />
 Ta płyta jest tym bardziej wartościowa, że trzyma się ram gatunku, wąskich ram i nie jest naznaczona wpływami innych gatunków metalu ani innych form elektrycznego czy elektronicznego, dokładniej mówiąc, grania. Jest to płyta z muzyką prostą, pozbawioną udziwnień i zagraną szczerze przy równoczesnym braku nacisku na komercyjną przebojowość radiową. Nie oznacza to wcale, że ta muzyka do radia się nie nadaje. Nadaje się, jest miła, ciepła i odprężająca i w pewnym stopniu stanowi odpowiedź na to, jak zagrać w stylu HEAVENWOOD sprzed 10 lat, ale w znacznie bardziej przyjemny dla spragnionego melodii ucha sposób. "Diary Of A No" to pewnego rodzaju zwarta opowieść, wzbogacona o efekty słuchowiskowe. Jest i telefon, i odgłos zamykanych drzwi, i kłótnia kochanków... jest jednak przede wszystkim ogromna porcja romantycznego gothic metalu, wyładowanego po brzegi emocjami zawartymi w melodiach granych w wolnych i średnich tempach. Wszystko bardzo proste, gitarowe, podbarwiane klawiszami w pewnych miejscach i wyrazistym basem. Gdy wydaje się, że już nic lepszego niż otwierające ten LP "Prison Inside" i "Tales In Purity" zdarzyć się tu nie może, nagle pojawia się "The Rise" ze wspaniałym, powtarzającym się motywem w tle i żeńskim dodatkowym wokalem, przechodzącym w duet i Portugalczycy już nie odpuszczają do samego końca tego albumu. Niesamowity spokój i łagodnie podana paleta emocji emanuje z tej płyty, nawet gdy wokal staje się ostrzejszy, przechodzący chwilami w coś na kształt screamo, gaszonego jednak niemal natychmiast przez śpiew typowy dla albumów gothic rockowych. Kłótnia w "You'll Never Know" rozmywa się w delikatnych klawiszach i znów nastaje jedność w przepięknym, mieszanym duecie. Wspaniały romantic gothic metal, jakiego jeszcze chyba wcześniej nie było. W "Fade Away" nawiązują trochę do fińskiego stylu, głównie do ENTWINE czy też H.I.M., jest tu jednak to południowe ciepło i kolejny bardzo romantyczny refren. Wspaniale wypada song "Stronger" z piękny tłem i pełnym emocji wokalem Cesara. Jest tu nawet delikatna partia rapowa, przypominająca, że to są Miejskie Opowieści, ale przede wszystkim są pastelowe barwy, tak jak i w "Fall" z echami PARADISE LOST z albumu " One Second" i utkanym ze słonecznej melancholii refrenem. Ten pogodny smutek dominuje też w "Crawl" z przebojowym gothic rockowym refrenem i tym razem pięknie przeplatają się dwa głosy męskie z niemal symfonicznym drugim planem, który tu wszędzie ma ogromne znaczenie. Jakże ładne jest też to proste solo gitarowe, które opowiada część historii. W "Until I Died" pojawia się odrobina mroku i niepokoju i bardzo dużo smutku jest tym razem. Bardzo dużo. Tak jak i w "Farewell", łagodnym, ale na swój sposób i patetycznym. "Urban Tale... The End" żegna i czas spędzony z tą muzyką to chwile zadumy i wzruszeń i może nawet przemyśleń nad własnymi przeżyciami...</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Piękny, łagodny album z portugalskim, romantycznym gothic rock/metalem. Piękna opowieść o miłości, samotności, duchowych rozterkach i o tym, że nadzieja nigdy nie ginie i nie przemija...</div>
<br />
<br />
Ocena: 9.8/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">29.09.2007</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Universe]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2153</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:44:10 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2153</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Universe - Universe (1985)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/Na-8UP0XobX0HHng5wzSthzhzS8=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3545191-1395854545-2697.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3545191-1395854545-2697.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Rollin' On 04:08 <br />
2. Stories from the Old Days 04:01 <br />
3. Weekend Warrior 04:15 <br />
4. Lonely Child 04:41 <br />
5. Looking for an Answer 03:22 <br />
6. Angel 03:55 <br />
7. Woman 02:57 <br />
8. Strong Vibration 02:51 <br />
9. Burning Machine 03:23 <br />
10. Question of Time 04:07<br />
<br />
Rok wydania: 1985<br />
Gatunek: Melodic Heavy Metal/Power Metal<br />
Kraj: Szwecja<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Kjelle Wallén - śpiew<br />
Per Nilsson - gitara<br />
Michael Kling - gitara, śpiew<br />
Hasse Hagman - bas<br />
Anders Wetterström - perkusja<br />
gościnnie: Mic Michaeli - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">UNIVERSE był zespołem powstałym w 1982 na fali popularności melodyjnego rock/metalowego grania EUROPE i na tym jedynym albumie grupy zagrał nawet gościnnie partie klawiszowe Mic Michaeli z EUROPE właśnie. UNIVERSE grał muzykę podobną, jedynie bardziej zmetalizowaną i z wokalem tradycyjnym dla stylu anglosaskiego Kjelle Walléna. Ich muzyka zainteresowała duńską wytwórnię Sonet, która wydała ich album w wersji winylowej w 1985 i co ciekawe ponownie w 1995 tym razem jako CD.<br />
 <br />
 Kompozycje są chwytliwe i noszą zarówno cechy tradycyjnego melodic heavy metalu jak i tworzącego się europwer metalu w "Stories from the Old Days" gdzie słychać też wcale nie takie odległe echa RAINBOW epoki Turnera. Ogólnie to w pewnych rozwiązaniach słychać tu i stylizacje w obszarach DEEP PURPLE, także gitarzysta Kling czasem wykorzystuje pewne patenty stylu Blackmore'a w solach, także i w tej kompozycji.Otwarcie w postaci "Rollin' On" bardzo dobre i to efektowny dynamiczny numer z doskonałym refrenem, czystymi chórkami i klawiszowym podkładem oraz lekko brytyjskimi gitarami ale też raczej spoza kręgu NWOBHM.Udany jest także hard rockowy niezbyt szybki lekko romantyczny "Woman".<br />
 Zadbano o wyraziste melodyjne refreny także w "Weekend Warrior" trochę w stylu ugładzonego grania JUDAS PRIEST oraz w stanowiącym prototyp melodic power metalowych numerów skandynawskich "Looking for an Answer". Spośród rytmicznych melodyjnych heavy metalowych utworów zdecydowanie wyróżnia się znakomity "Angel" żarliwy w rockowej melodii i niesamowicie chwytliwym refrenem zaśpiewanym chóralnie oraz umiejętnym wpleceniem w tle motywów klawiszowych i zastosowaniem dynamicznego kąśliwego sola gitarowego oraz "Strong Vibration" o cechach kompozycji Malmsteena ale z niemal niezauważalnym śladem neoklasyki i solem bardziej w tradycji angielskiej. Ballada "Lonely Child" starannie zaaranżowana i emocjonalnie zaśpiewana przez Walléna dobra, ale jednak brak jej pewnej rockowej siły przebicia i w końcowej części instrumentalnej wydaje się nieco przyciężka."Burning Machine" to melodic epic heavy metal gdzieś nieco przypominający również wczesne kompozycje brytyjskiego DEMON w tej łagodnej eleganckiej formie, zresztą podobnie jak zamykający ten album wolniejszy w lekko tajemniczej atmosferze "Question of Time", gdzie można się również doszukać elementów melodyjnego metalu progresywnego późniejszych lat... w Wielkiej Brytanii.<br />
 <br />
 Różne rzeczy tu gra UNIVERSE i wszystko im wychodzi. To zasługa zarówno elastycznego wokalisty jak i wszystkich instrumentalistów i grupa jest bardzo zgrana i kompetentna w tym co robi.Dobrym rozwiązaniem jest także umiejscowienie brzmienia pomiędzy radiowym hard rockowym a heavy metalowym bez epatowania ciężarem i nadmiernym wygładzeniem zarazem.<br />
 Karierę zespołu przerwało odejście Kjelle Walléna. z nowym wokalistą Janne Åströmem grupa nic nie zdziałała i niebawem zniknęła ze sceny oficjalnie rozwiązana w 1988 roku.</div>
<br />
<br />
Ocena: 8,6/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">17.12.2008</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Universe - Universe (1985)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/Na-8UP0XobX0HHng5wzSthzhzS8=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3545191-1395854545-2697.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3545191-1395854545-2697.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Rollin' On 04:08 <br />
2. Stories from the Old Days 04:01 <br />
3. Weekend Warrior 04:15 <br />
4. Lonely Child 04:41 <br />
5. Looking for an Answer 03:22 <br />
6. Angel 03:55 <br />
7. Woman 02:57 <br />
8. Strong Vibration 02:51 <br />
9. Burning Machine 03:23 <br />
10. Question of Time 04:07<br />
<br />
Rok wydania: 1985<br />
Gatunek: Melodic Heavy Metal/Power Metal<br />
Kraj: Szwecja<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Kjelle Wallén - śpiew<br />
Per Nilsson - gitara<br />
Michael Kling - gitara, śpiew<br />
Hasse Hagman - bas<br />
Anders Wetterström - perkusja<br />
gościnnie: Mic Michaeli - instrumenty klawiszowe<br />
<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">UNIVERSE był zespołem powstałym w 1982 na fali popularności melodyjnego rock/metalowego grania EUROPE i na tym jedynym albumie grupy zagrał nawet gościnnie partie klawiszowe Mic Michaeli z EUROPE właśnie. UNIVERSE grał muzykę podobną, jedynie bardziej zmetalizowaną i z wokalem tradycyjnym dla stylu anglosaskiego Kjelle Walléna. Ich muzyka zainteresowała duńską wytwórnię Sonet, która wydała ich album w wersji winylowej w 1985 i co ciekawe ponownie w 1995 tym razem jako CD.<br />
 <br />
 Kompozycje są chwytliwe i noszą zarówno cechy tradycyjnego melodic heavy metalu jak i tworzącego się europwer metalu w "Stories from the Old Days" gdzie słychać też wcale nie takie odległe echa RAINBOW epoki Turnera. Ogólnie to w pewnych rozwiązaniach słychać tu i stylizacje w obszarach DEEP PURPLE, także gitarzysta Kling czasem wykorzystuje pewne patenty stylu Blackmore'a w solach, także i w tej kompozycji.Otwarcie w postaci "Rollin' On" bardzo dobre i to efektowny dynamiczny numer z doskonałym refrenem, czystymi chórkami i klawiszowym podkładem oraz lekko brytyjskimi gitarami ale też raczej spoza kręgu NWOBHM.Udany jest także hard rockowy niezbyt szybki lekko romantyczny "Woman".<br />
 Zadbano o wyraziste melodyjne refreny także w "Weekend Warrior" trochę w stylu ugładzonego grania JUDAS PRIEST oraz w stanowiącym prototyp melodic power metalowych numerów skandynawskich "Looking for an Answer". Spośród rytmicznych melodyjnych heavy metalowych utworów zdecydowanie wyróżnia się znakomity "Angel" żarliwy w rockowej melodii i niesamowicie chwytliwym refrenem zaśpiewanym chóralnie oraz umiejętnym wpleceniem w tle motywów klawiszowych i zastosowaniem dynamicznego kąśliwego sola gitarowego oraz "Strong Vibration" o cechach kompozycji Malmsteena ale z niemal niezauważalnym śladem neoklasyki i solem bardziej w tradycji angielskiej. Ballada "Lonely Child" starannie zaaranżowana i emocjonalnie zaśpiewana przez Walléna dobra, ale jednak brak jej pewnej rockowej siły przebicia i w końcowej części instrumentalnej wydaje się nieco przyciężka."Burning Machine" to melodic epic heavy metal gdzieś nieco przypominający również wczesne kompozycje brytyjskiego DEMON w tej łagodnej eleganckiej formie, zresztą podobnie jak zamykający ten album wolniejszy w lekko tajemniczej atmosferze "Question of Time", gdzie można się również doszukać elementów melodyjnego metalu progresywnego późniejszych lat... w Wielkiej Brytanii.<br />
 <br />
 Różne rzeczy tu gra UNIVERSE i wszystko im wychodzi. To zasługa zarówno elastycznego wokalisty jak i wszystkich instrumentalistów i grupa jest bardzo zgrana i kompetentna w tym co robi.Dobrym rozwiązaniem jest także umiejscowienie brzmienia pomiędzy radiowym hard rockowym a heavy metalowym bez epatowania ciężarem i nadmiernym wygładzeniem zarazem.<br />
 Karierę zespołu przerwało odejście Kjelle Walléna. z nowym wokalistą Janne Åströmem grupa nic nie zdziałała i niebawem zniknęła ze sceny oficjalnie rozwiązana w 1988 roku.</div>
<br />
<br />
Ocena: 8,6/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">17.12.2008</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Unisonic]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2152</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:43:04 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2152</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Unisonic - Unisonic (2012)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/14IHLKfyy0c9kOOJLOMzJvFfSWo=/fit-in/479x500/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-7873296-1450636294-8203.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-7873296-1450636294-8203.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Unisonic 03:27 <br />
2. Souls Alive 05:15 <br />
3. Never Too Late 04:29 <br />
4. I've Tried 04:55 <br />
5. Star Rider 04:19 <br />
6. Never Change Me 03:44 <br />
7. Renegade 04:38 <br />
8. My Sanctuary 04:17 <br />
9. King For A Day 04:10 <br />
10. We Rise 04:40 <br />
11. No One Ever Sees Me 06:16 <br />
<br />
Rok wydania: 2012<br />
Gatunek: melodic power metal/ melodic heavy metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Michael Kiske - śpiew<br />
Kai Hansen - gitara<br />
Mandy Meyer - gitara<br />
Dennis Ward -bas<br />
Kosta Zafiriou - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kiedyś dosyć już dawno temu Michael Kiske ogłosił,że metalową muzykę porzuca. Na szczęście już dosyć dawno słowa nie dotrzymał, a założony wspólnie z basistą Dennisem Wardem w 2009 UNISONIC grupujący znane nazwiska dawał spore nadzieje na pojawienie się istotnego wzmocnienia niemieckiej sceny melodic metal. Nadzieje te wzrosły jeszcze bardziej gdy w roku 2011 dołączył sam Kai Hansen i pełną parą ruszyły prace nad pierwszą płytą, w którą wkład kompozycyjny Hansena jest bardzo istotny. Płyta została wydana w końcu marca 2012 przez earMUSIC oraz pojawiły się liczne specjalne wydania dla Ameryki Południowej i oczywiście Japonii, gdzie ten LP miał faktyczną światową premierę dzięki Avalon.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
 Po cichu mówiło się o "starym" HELLOWEEN Mark II, tym bardziej, że zaprezentowane przed premierą "Unisonic" kompozycje jasno wskazywały obrany przez zespół kierunek muzyczny.<br />
 Gdyby "No One Ever Sees Me" autorstwa Kiske umieszczony został na początku, a nie końcu płyty ci najbardziej niecierpliwi słuchacze mogli by poczuć się oszukani niemetalowym charakterem tego bladego songu rockowego. Album otwiera jednak tytułowy "Unisonic", dynamiczny i keeperowski okraszony doskonałymi solami gitarowymi , pogodny i przebojowy.<br />
 Jest dużo HELLOWEEN, jest tam gdzie kompozycje są autorstwa Hansena i w jakimś stopniu to odniesienia nie tylko do Keeperów ale i do "Pink Bubbles Go Ape" jak w "Never Too Late", przyjemnym wpadającym w ucho numerze "Never Change Me" czy też łagodnym spokojnym "King For A Day" o nieco festiwalowym charakterze. Z tego typu utworów najlepsze wrażenie sprawia jednak "My Sanctuary" prowadzony w umiarkowanym tempie iz doskonałym rozległym wokalem Kiske.<br />
 Ogólnie to gdy Kiske śpiewa melodic power metalowe refreny, to zawsze skojarzenia się pojawiają, także w mało w sumie hellowenowskim poza refrenem "We Rise'". Tu na uwagę zasługuje gitarowy dialog przypominający najlepsze lata UFO i stylizowany na schenkerowską manierę. UNISONIC to jednak nie tylko Kiske i Hansen, to również Ward i kilka kompozycji jest przede wszystkim albo wyłącznie jego autorstwa. Coś z PINK CREAM 69 musiało tu zostać przemycone i melodic rock metal radiowego mainstreamu niemieckiego na przeciętnym poziomie słychać w "Renegade" i "I've Tried" gdzie jednak wokal Kiske jest fantastyczny. "Souls Alive" to przykład dosyć dobrej aczkolwiek zupełnie niczym się nie wyróżniającej kompozycji melodic power w łagodniejszej formie z nieuzasadnioną dawką melancholijnego rocka zaś "Star Rider" to ugładzony space melodic metal, który może kiedyś dawno temu pasował by do chwilowego ostudzenia nastrojów przy okazji śledzenia przygód Żelaznego Zbawcy. Rzecz jasna nie chodzi o to, że nie zaprezentowano Keepera numer 4 i że nie jest to płyta z muzyką jednoznacznie ukierunkowaną na odbudowanie chwały "dawnego" HELLOWEEN. Chodzi raczej o to, że prawdziwie ekscytującego melodic power i melodic heavy jest tu niewiele i to w większości schematyczna rutyna i suma doświadczeń muzyków grających podobne rzeczy na co dzień w innych zespołach teraz i wcześniej.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Najwięcej tu zapewne z "Pinki Bubbles Go Ape", niestety bez zdecydowanie wyróżniających się hitów.<br />
 Ogromną zaletą jest robota gitarzystów i zarówno sola jak i dialogi Mandy Meyera i Kai Hansena są rewelacyjne i znacznie przewyższające poziom kompozycyjny utworów, w których się znalazły. Kiske bez wątpienia nadal należy do czołówki wokalistów melodyjnego metalu, przy czym jednak we wspólnym projekcie z Amandą Somerville zaprezentował się barwniej. Za udane należy uznać towarzyszące mu chórki i backing wokale, jednak do poziomu porywających sporo tu brakuje. Sekcja rytmiczna specjalnie się tu niczym nie wyróżnia, a gra Zafiriou zdradza objawy braku zaangażowania. Produkcyjnie album dopracowany w szczegółach, nawet w dosyć sprytny sposób, bo zarazem power metalowy i rockowy, co pod tym względem rozszerza krąg odbiorców o konsumentów mocniejszego radiowego rocka.<br />
 <br />
 Jako wydarzenie medialne projekt UNISONIC jest na pewno w roku 2012 istotnym punktem rock/metalowego programu. Muzycznie wnosi jednak mało ciekawego. Sławne nazwiska gwarantują wysoki poziom wykonania muzyki jakiej wiele i jaka coraz częściej zbywana jest milczeniem.</div>
<br />
<br />
Ocena: 7/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">30.03.2012</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Unisonic - Unisonic (2012)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/14IHLKfyy0c9kOOJLOMzJvFfSWo=/fit-in/479x500/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-7873296-1450636294-8203.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-7873296-1450636294-8203.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Unisonic 03:27 <br />
2. Souls Alive 05:15 <br />
3. Never Too Late 04:29 <br />
4. I've Tried 04:55 <br />
5. Star Rider 04:19 <br />
6. Never Change Me 03:44 <br />
7. Renegade 04:38 <br />
8. My Sanctuary 04:17 <br />
9. King For A Day 04:10 <br />
10. We Rise 04:40 <br />
11. No One Ever Sees Me 06:16 <br />
<br />
Rok wydania: 2012<br />
Gatunek: melodic power metal/ melodic heavy metal<br />
Kraj: Niemcy<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Michael Kiske - śpiew<br />
Kai Hansen - gitara<br />
Mandy Meyer - gitara<br />
Dennis Ward -bas<br />
Kosta Zafiriou - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Kiedyś dosyć już dawno temu Michael Kiske ogłosił,że metalową muzykę porzuca. Na szczęście już dosyć dawno słowa nie dotrzymał, a założony wspólnie z basistą Dennisem Wardem w 2009 UNISONIC grupujący znane nazwiska dawał spore nadzieje na pojawienie się istotnego wzmocnienia niemieckiej sceny melodic metal. Nadzieje te wzrosły jeszcze bardziej gdy w roku 2011 dołączył sam Kai Hansen i pełną parą ruszyły prace nad pierwszą płytą, w którą wkład kompozycyjny Hansena jest bardzo istotny. Płyta została wydana w końcu marca 2012 przez earMUSIC oraz pojawiły się liczne specjalne wydania dla Ameryki Południowej i oczywiście Japonii, gdzie ten LP miał faktyczną światową premierę dzięki Avalon.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
 Po cichu mówiło się o "starym" HELLOWEEN Mark II, tym bardziej, że zaprezentowane przed premierą "Unisonic" kompozycje jasno wskazywały obrany przez zespół kierunek muzyczny.<br />
 Gdyby "No One Ever Sees Me" autorstwa Kiske umieszczony został na początku, a nie końcu płyty ci najbardziej niecierpliwi słuchacze mogli by poczuć się oszukani niemetalowym charakterem tego bladego songu rockowego. Album otwiera jednak tytułowy "Unisonic", dynamiczny i keeperowski okraszony doskonałymi solami gitarowymi , pogodny i przebojowy.<br />
 Jest dużo HELLOWEEN, jest tam gdzie kompozycje są autorstwa Hansena i w jakimś stopniu to odniesienia nie tylko do Keeperów ale i do "Pink Bubbles Go Ape" jak w "Never Too Late", przyjemnym wpadającym w ucho numerze "Never Change Me" czy też łagodnym spokojnym "King For A Day" o nieco festiwalowym charakterze. Z tego typu utworów najlepsze wrażenie sprawia jednak "My Sanctuary" prowadzony w umiarkowanym tempie iz doskonałym rozległym wokalem Kiske.<br />
 Ogólnie to gdy Kiske śpiewa melodic power metalowe refreny, to zawsze skojarzenia się pojawiają, także w mało w sumie hellowenowskim poza refrenem "We Rise'". Tu na uwagę zasługuje gitarowy dialog przypominający najlepsze lata UFO i stylizowany na schenkerowską manierę. UNISONIC to jednak nie tylko Kiske i Hansen, to również Ward i kilka kompozycji jest przede wszystkim albo wyłącznie jego autorstwa. Coś z PINK CREAM 69 musiało tu zostać przemycone i melodic rock metal radiowego mainstreamu niemieckiego na przeciętnym poziomie słychać w "Renegade" i "I've Tried" gdzie jednak wokal Kiske jest fantastyczny. "Souls Alive" to przykład dosyć dobrej aczkolwiek zupełnie niczym się nie wyróżniającej kompozycji melodic power w łagodniejszej formie z nieuzasadnioną dawką melancholijnego rocka zaś "Star Rider" to ugładzony space melodic metal, który może kiedyś dawno temu pasował by do chwilowego ostudzenia nastrojów przy okazji śledzenia przygód Żelaznego Zbawcy. Rzecz jasna nie chodzi o to, że nie zaprezentowano Keepera numer 4 i że nie jest to płyta z muzyką jednoznacznie ukierunkowaną na odbudowanie chwały "dawnego" HELLOWEEN. Chodzi raczej o to, że prawdziwie ekscytującego melodic power i melodic heavy jest tu niewiele i to w większości schematyczna rutyna i suma doświadczeń muzyków grających podobne rzeczy na co dzień w innych zespołach teraz i wcześniej.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Najwięcej tu zapewne z "Pinki Bubbles Go Ape", niestety bez zdecydowanie wyróżniających się hitów.<br />
 Ogromną zaletą jest robota gitarzystów i zarówno sola jak i dialogi Mandy Meyera i Kai Hansena są rewelacyjne i znacznie przewyższające poziom kompozycyjny utworów, w których się znalazły. Kiske bez wątpienia nadal należy do czołówki wokalistów melodyjnego metalu, przy czym jednak we wspólnym projekcie z Amandą Somerville zaprezentował się barwniej. Za udane należy uznać towarzyszące mu chórki i backing wokale, jednak do poziomu porywających sporo tu brakuje. Sekcja rytmiczna specjalnie się tu niczym nie wyróżnia, a gra Zafiriou zdradza objawy braku zaangażowania. Produkcyjnie album dopracowany w szczegółach, nawet w dosyć sprytny sposób, bo zarazem power metalowy i rockowy, co pod tym względem rozszerza krąg odbiorców o konsumentów mocniejszego radiowego rocka.<br />
 <br />
 Jako wydarzenie medialne projekt UNISONIC jest na pewno w roku 2012 istotnym punktem rock/metalowego programu. Muzycznie wnosi jednak mało ciekawego. Sławne nazwiska gwarantują wysoki poziom wykonania muzyki jakiej wiele i jaka coraz częściej zbywana jest milczeniem.</div>
<br />
<br />
Ocena: 7/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">30.03.2012</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Unicorn]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2151</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:42:13 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2151</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Unicorn - The 13th Sign (2005)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/GQC67eEeMBdJ5_ESkNGfUFO_2Mc=/fit-in/300x287/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-6813997-1427176403-5672.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-6813997-1427176403-5672.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Breath Of Life 01:03 <br />
2. Avylonia (That's How The Story Began) 04:36 <br />
3. One In A Million 05:12 <br />
4. Fight For The Wings 05:20 <br />
5. Waiting For... 04:26 <br />
6. The Book Of Drake 03:59 <br />
7. Dance Of Passion 03:56 <br />
8. Elysian Fields 08:12 <br />
9. Vampyrial 06:40 <br />
10. Eagle Fly Free (Helloween Cover) (Bonus Track) 03:23 <br />
<br />
Rok wydania: 2005 <br />
Gatunek: Melodic Power Metal/ Modern Rock <br />
Kraj: Włochy <br />
<br />
Skład:<br />
Alex "Axa" Chiodini- śpiew<br />
Ste Rossi - gitara<br />
Giò Chiodini - gitara basowa<br />
Maxx Zaccheroni - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak w przypadku wielu innych zespołów grających power metal, także i UNCORN braci Chodini z Mediolanu debiutował w maju 2005 roku  w Japonii (Soundholic) i dopiero kilka dni później w Europie (Steelheart Records). Okładka może przywodzić na myśl typowe włoskie flower power metalowe zespoły w stylu HIGLORD czy DRAKKAR oraz baśniowo - rycerskie symfoniczne klimaty. Tymczasem mamy do czynienia z muzyką zupełnie inną, bardzo zróżnicowanym melodyjnym metalem, który we Włoszech raczej swojego odpowiednika nie ma. <br />
<br />
 Samo brzmienie jest dosyć nietypowe, bardzo czyste, selektywne, z gęstym wysuniętym basem, lekko cofniętą miękką gitarą i dobrym wokalem bez pisków. Mamy tu brzmienie ciepłe, słoneczne i jasne, czasem nowoczesne poprzez użycie elektroniki, jednak dawkowanej z wielkim umiarem, którego nieraz brakuje w produkcjach określanych jako modern hard rock/metal. Ta pozycja jednak do takich nie należy, bo muzycznie jest to płyta bardzo zróżnicowana. <br />
 Po intro mamy utwór 'Avylonia' - pogodny melodic power metal z elementami hansenowskimi w refrenie - bardzo zgrabnym i przyjemnym i ten styl kontynuuje 'One In A Million' ze znakomitą, trochę keeperowską melodią i umieszczonymi raczej z przymrużeniem oka, lekko plastikowymi klawiszami. Słucha się tego z dużą przyjemnością. 'Fight For The Wings' robi spore wrażenie. Mamy tu połączenie nietypowe - modern rocka w zwrotkach z walcowatymi riffami przy przejściu do wybitnie udanego, pompatycznego refrenu, jakiego nie powstydziłby się MAGNUM. Trochę akustycznej gitary, udane wysmakowane solo - utwór perełka. 'Waiting For...' z kolei pokazuje jak powinien wyglądać chwytliwy numer modern rock metalowy bez nadmiernych radiowych przegięć i przesadnej elektroniki. Średnie tempa i ciekawy rozwój wypadków. Także bardzo dobra rzecz. <br />
 Płyta nieco siada w środku, bo 'The Book Of Drake' to bardzo sztampowy melodyjny power z przesadnymi klawiszami, a instrumentalny 'Dance Of Passion' pełni raczej funkcję wypełniacza. Najdłuższy, ponad 8-minutowy 'Elysian Fields' rozpoczyna się jako akustyczna ballada, aby potem przejść w nastrojowy, hymnowo-elegijny utwór, jaki można spotkać raczej na albumach hard rockowych i AOR z USA. Bardzo dobry numer, wciągający klimatem i zakończony pięknym długim solem gitarowym. 'Vampyrial' jak na opowieść o wampirach przystało zaczyna się gotyckim wstępem, aby szybko przekształcić w speed power metalowy killer z zabójczym motywem gitarowym i... łagodnym refrenem znów nieco w pompatycznym stylu. <br />
 Jedynie cover jest tu lekkim zgrzytem. Wykonanie przeciętne i w tym przypadku niepotrzebnie porwali się na tak znany utwór, tym bardziej, że jest on raczej niezbyt zgrabnie odwzorowany niż przekształcony na potrzeby własnego stylu. <br />
 <br />
Album zawiera więc melodyjne, metalowe granie niepoddające się jednoznacznym klasyfikacjom, w żadnym wypadku nie agresywne i nie progresywne, ani co w przypadku zespołów włoskich częste - nieprzesłodzone. Produkcja na wysokim poziomie, klarowna i staranna. Grupa muzycznie odrębna i nietypowa, która proponowała muzykę niby znajomą, ale podaną inaczej. </div>
Grupa jednej płyty. Z przyczyn technicznych i osobistych panowie razem już raczej nie wystąpią, choć oficjalnie wciąż istnieje szansa reaktywacji.<br />
<br />
<br />
Ocena: 7,9/10<br />
<br />
<span style="color: #339966;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33cc33;">7.06.2008</span></span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Unicorn - The 13th Sign (2005)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/GQC67eEeMBdJ5_ESkNGfUFO_2Mc=/fit-in/300x287/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-6813997-1427176403-5672.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-6813997-1427176403-5672.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Breath Of Life 01:03 <br />
2. Avylonia (That's How The Story Began) 04:36 <br />
3. One In A Million 05:12 <br />
4. Fight For The Wings 05:20 <br />
5. Waiting For... 04:26 <br />
6. The Book Of Drake 03:59 <br />
7. Dance Of Passion 03:56 <br />
8. Elysian Fields 08:12 <br />
9. Vampyrial 06:40 <br />
10. Eagle Fly Free (Helloween Cover) (Bonus Track) 03:23 <br />
<br />
Rok wydania: 2005 <br />
Gatunek: Melodic Power Metal/ Modern Rock <br />
Kraj: Włochy <br />
<br />
Skład:<br />
Alex "Axa" Chiodini- śpiew<br />
Ste Rossi - gitara<br />
Giò Chiodini - gitara basowa<br />
Maxx Zaccheroni - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Jak w przypadku wielu innych zespołów grających power metal, także i UNCORN braci Chodini z Mediolanu debiutował w maju 2005 roku  w Japonii (Soundholic) i dopiero kilka dni później w Europie (Steelheart Records). Okładka może przywodzić na myśl typowe włoskie flower power metalowe zespoły w stylu HIGLORD czy DRAKKAR oraz baśniowo - rycerskie symfoniczne klimaty. Tymczasem mamy do czynienia z muzyką zupełnie inną, bardzo zróżnicowanym melodyjnym metalem, który we Włoszech raczej swojego odpowiednika nie ma. <br />
<br />
 Samo brzmienie jest dosyć nietypowe, bardzo czyste, selektywne, z gęstym wysuniętym basem, lekko cofniętą miękką gitarą i dobrym wokalem bez pisków. Mamy tu brzmienie ciepłe, słoneczne i jasne, czasem nowoczesne poprzez użycie elektroniki, jednak dawkowanej z wielkim umiarem, którego nieraz brakuje w produkcjach określanych jako modern hard rock/metal. Ta pozycja jednak do takich nie należy, bo muzycznie jest to płyta bardzo zróżnicowana. <br />
 Po intro mamy utwór 'Avylonia' - pogodny melodic power metal z elementami hansenowskimi w refrenie - bardzo zgrabnym i przyjemnym i ten styl kontynuuje 'One In A Million' ze znakomitą, trochę keeperowską melodią i umieszczonymi raczej z przymrużeniem oka, lekko plastikowymi klawiszami. Słucha się tego z dużą przyjemnością. 'Fight For The Wings' robi spore wrażenie. Mamy tu połączenie nietypowe - modern rocka w zwrotkach z walcowatymi riffami przy przejściu do wybitnie udanego, pompatycznego refrenu, jakiego nie powstydziłby się MAGNUM. Trochę akustycznej gitary, udane wysmakowane solo - utwór perełka. 'Waiting For...' z kolei pokazuje jak powinien wyglądać chwytliwy numer modern rock metalowy bez nadmiernych radiowych przegięć i przesadnej elektroniki. Średnie tempa i ciekawy rozwój wypadków. Także bardzo dobra rzecz. <br />
 Płyta nieco siada w środku, bo 'The Book Of Drake' to bardzo sztampowy melodyjny power z przesadnymi klawiszami, a instrumentalny 'Dance Of Passion' pełni raczej funkcję wypełniacza. Najdłuższy, ponad 8-minutowy 'Elysian Fields' rozpoczyna się jako akustyczna ballada, aby potem przejść w nastrojowy, hymnowo-elegijny utwór, jaki można spotkać raczej na albumach hard rockowych i AOR z USA. Bardzo dobry numer, wciągający klimatem i zakończony pięknym długim solem gitarowym. 'Vampyrial' jak na opowieść o wampirach przystało zaczyna się gotyckim wstępem, aby szybko przekształcić w speed power metalowy killer z zabójczym motywem gitarowym i... łagodnym refrenem znów nieco w pompatycznym stylu. <br />
 Jedynie cover jest tu lekkim zgrzytem. Wykonanie przeciętne i w tym przypadku niepotrzebnie porwali się na tak znany utwór, tym bardziej, że jest on raczej niezbyt zgrabnie odwzorowany niż przekształcony na potrzeby własnego stylu. <br />
 <br />
Album zawiera więc melodyjne, metalowe granie niepoddające się jednoznacznym klasyfikacjom, w żadnym wypadku nie agresywne i nie progresywne, ani co w przypadku zespołów włoskich częste - nieprzesłodzone. Produkcja na wysokim poziomie, klarowna i staranna. Grupa muzycznie odrębna i nietypowa, która proponowała muzykę niby znajomą, ale podaną inaczej. </div>
Grupa jednej płyty. Z przyczyn technicznych i osobistych panowie razem już raczej nie wystąpią, choć oficjalnie wciąż istnieje szansa reaktywacji.<br />
<br />
<br />
Ocena: 7,9/10<br />
<br />
<span style="color: #339966;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;"><span style="color: #33cc33;">7.06.2008</span></span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[Under Silence]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2150</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:38:40 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2150</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Under Silence - Memories Lost in Time (2010)</span><br />
<br />
<img src="https://www.spirit-of-metal.com/les%20goupes/U/Under%20Silence/Memories%20Lost%20in%20Time/Memories%20Lost%20in%20Time.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Memories%20Lost%20in%20Time.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Memories Lost In Time 02:50 <br />
2. Wartunes From Afar 06:43 <br />
3. Around The Blaze 05:01 <br />
4. The Only Truth 04:53 <br />
5. A Cycle Ends 04:45 <br />
6. New Winds 04:19 <br />
7. Wrath And Sorrow 04:38 <br />
8. Under The Serpent Spell 07:10<br />
<br />
Rok wydania: 2010<br />
Gatunek: heavy metal/power metal<br />
Kraj: Hiszpania<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Robert Bruna - śpiew<br />
Ibon San Vicente - gitara<br />
Aitor López - gitara<br />
Ricardo Rovira - bas<br />
Gonzalo Libano - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">To nowy zespół z Bilbao założony w roku 2009 na bazie rozwiązanego SUGAAR, o którym bliżej niewiele wiadomo. Hiszpański zespół, śpiewający po angielsku i opierający się na niemieckim stylu grania heavy i power metalu.Tak można by określić na wstępie debiut tej grupy wydany nakładem własnym w końcu listopada 2010 roku. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Od razu trzeba też dodać, że to metal rycersko epicki w łagodnej raczej formie nastawionej na melodie. Łagodnej, ale nie w wokalu. Tu śpiewa twardy facet i chyba za twardy do tej muzyki w wielu momentach, ale nie w tych, gdy wchodzi wokal znacznie lżejszy i wyższy. Oba są takie średnie raczej i tu wzmacnianie tego rycerskimi bojowymi chórkami wiele nie zmienia. Bardzo to wszystko jest przewidywalne i brzmi jak skrzyżowanie pozbawionego siły GRAVE DIGGER, BLIND GUARDIAN bez szybkości z dawnych czasów i masy innych zespołów z Niemiec. Trochę folkowo ogniskowych elementów w tym wszystkim, jak w "Around The Blaze", ale bardzo prostych i mało interesujących. Wloką się te numery bardzo, zagrane w ramach jednego schematu -wzorca powielanego cały czas z godnym podziwu uporem, ale bez rezultatu w postaci zaciekawienia słuchacza. Niewiele mają tu do powiedzenia gitarzyści i te sola są ubogie, a numery zbudowane z kilku zaledwie riffów. Doprawdy trudno jest odróżnić od siebie te utrzymane w średnich marszowych tempach utwory i gdzieś dopiero przy "A Cycle Ends" zapala się dla UNDER SILENCE zielone światełko. Może dlatego, że to numer instrumentalny i ten nieciekawy wokalista milczy, a gitarzyści zmuszeni są do większego zaangażowania w budowanie jakiejś melodii. Bardzo nudna akustyczna ballada ogniskowa "New Winds" zaśpiewana tym razem głosem czystym, nie najgorszym, ale tu rzępolenie gitar psuje wszystko totalnie. Zdecydowanie brak na tej płycie punktu zaczepienia, a schematyzm jest nie do zniesienia, co już osiąga szczyt we "Wrath And Sorrow". Niby to tym razem nieskomplikowany przyjazny melodic power, ale i tu musieli na siłę dodać te przyciężkie męskie chórki, identyczne jak we wszystkich pozostałych numerach. No nie ma na czym ucha zawiesić, a już na pewno nie na tradycyjnie na końcu umieszczonym najdłuższym melodic epickim "Under The Serpent Spell". Przykład bezproduktywnego naśladowania metalu niemieckiego w tym obszarze i raczej wzory nie były czerpane od najlepszych. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"> Wykonanie rzemieślnicze i wyróżnić nikogo nie można, podobnie jak w kwestii brzmienia nie można powiedzieć niczego poza tym, że to nie wywołująca frustracji produkcja o niskim budżecie. <br />
 Zespół nie wykorzystał żadnych atutów, jakie zazwyczaj wspomagają muzykę power metalową z Hiszpanii. Ani lekkości wykonania, ani pasji i temperamentu południowców, ani doładowania akumulatorów słońcem świecącym nad Półwyspem Iberyjskim. To metal niemiecki, nudny i z dalekiego zaplecza.<br />
Grupa wkrótce potem, 25 września 2011 roku, została rozwiązana.</div>
<br />
<br />
Ocena: 5,5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">18.01.2012</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">Under Silence - Memories Lost in Time (2010)</span><br />
<br />
<img src="https://www.spirit-of-metal.com/les%20goupes/U/Under%20Silence/Memories%20Lost%20in%20Time/Memories%20Lost%20in%20Time.jpg" border="0" alt="[Obrazek: Memories%20Lost%20in%20Time.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Memories Lost In Time 02:50 <br />
2. Wartunes From Afar 06:43 <br />
3. Around The Blaze 05:01 <br />
4. The Only Truth 04:53 <br />
5. A Cycle Ends 04:45 <br />
6. New Winds 04:19 <br />
7. Wrath And Sorrow 04:38 <br />
8. Under The Serpent Spell 07:10<br />
<br />
Rok wydania: 2010<br />
Gatunek: heavy metal/power metal<br />
Kraj: Hiszpania<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Robert Bruna - śpiew<br />
Ibon San Vicente - gitara<br />
Aitor López - gitara<br />
Ricardo Rovira - bas<br />
Gonzalo Libano - perkusja<br />
<br />
<div style="text-align: justify;">To nowy zespół z Bilbao założony w roku 2009 na bazie rozwiązanego SUGAAR, o którym bliżej niewiele wiadomo. Hiszpański zespół, śpiewający po angielsku i opierający się na niemieckim stylu grania heavy i power metalu.Tak można by określić na wstępie debiut tej grupy wydany nakładem własnym w końcu listopada 2010 roku. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Od razu trzeba też dodać, że to metal rycersko epicki w łagodnej raczej formie nastawionej na melodie. Łagodnej, ale nie w wokalu. Tu śpiewa twardy facet i chyba za twardy do tej muzyki w wielu momentach, ale nie w tych, gdy wchodzi wokal znacznie lżejszy i wyższy. Oba są takie średnie raczej i tu wzmacnianie tego rycerskimi bojowymi chórkami wiele nie zmienia. Bardzo to wszystko jest przewidywalne i brzmi jak skrzyżowanie pozbawionego siły GRAVE DIGGER, BLIND GUARDIAN bez szybkości z dawnych czasów i masy innych zespołów z Niemiec. Trochę folkowo ogniskowych elementów w tym wszystkim, jak w "Around The Blaze", ale bardzo prostych i mało interesujących. Wloką się te numery bardzo, zagrane w ramach jednego schematu -wzorca powielanego cały czas z godnym podziwu uporem, ale bez rezultatu w postaci zaciekawienia słuchacza. Niewiele mają tu do powiedzenia gitarzyści i te sola są ubogie, a numery zbudowane z kilku zaledwie riffów. Doprawdy trudno jest odróżnić od siebie te utrzymane w średnich marszowych tempach utwory i gdzieś dopiero przy "A Cycle Ends" zapala się dla UNDER SILENCE zielone światełko. Może dlatego, że to numer instrumentalny i ten nieciekawy wokalista milczy, a gitarzyści zmuszeni są do większego zaangażowania w budowanie jakiejś melodii. Bardzo nudna akustyczna ballada ogniskowa "New Winds" zaśpiewana tym razem głosem czystym, nie najgorszym, ale tu rzępolenie gitar psuje wszystko totalnie. Zdecydowanie brak na tej płycie punktu zaczepienia, a schematyzm jest nie do zniesienia, co już osiąga szczyt we "Wrath And Sorrow". Niby to tym razem nieskomplikowany przyjazny melodic power, ale i tu musieli na siłę dodać te przyciężkie męskie chórki, identyczne jak we wszystkich pozostałych numerach. No nie ma na czym ucha zawiesić, a już na pewno nie na tradycyjnie na końcu umieszczonym najdłuższym melodic epickim "Under The Serpent Spell". Przykład bezproduktywnego naśladowania metalu niemieckiego w tym obszarze i raczej wzory nie były czerpane od najlepszych. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"> Wykonanie rzemieślnicze i wyróżnić nikogo nie można, podobnie jak w kwestii brzmienia nie można powiedzieć niczego poza tym, że to nie wywołująca frustracji produkcja o niskim budżecie. <br />
 Zespół nie wykorzystał żadnych atutów, jakie zazwyczaj wspomagają muzykę power metalową z Hiszpanii. Ani lekkości wykonania, ani pasji i temperamentu południowców, ani doładowania akumulatorów słońcem świecącym nad Półwyspem Iberyjskim. To metal niemiecki, nudny i z dalekiego zaplecza.<br />
Grupa wkrótce potem, 25 września 2011 roku, została rozwiązana.</div>
<br />
<br />
Ocena: 5,5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">18.01.2012</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[UltiMatium]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2149</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:37:03 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2149</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">UltiMatium - New Dawn (2004)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/WHfSfeppFT0TByXEUu7xiVv_t38=/fit-in/600x578/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1491244-1539868033-7582.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1491244-1539868033-7582.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Time Requiem 09:19<br />
2. Watching the Tower of Skies 08:09<br />
3. Milagros Charm 05:55<br />
4. The Aphorism 06:33<br />
5. Brutal Mentor 05:52<br />
6. Visions of New Dawn 06:51<br />
7. Grand Opus 07:39<br />
8. Interplay of Matters 02:01<br />
9. Above and Beyond 07:09<br />
<br />
Rok wydania: 2004<br />
Gatunek: Melodic Power Metal<br />
Kraj: Finlandia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
JT Partanen - śpiew<br />
Harri Niskanen - gitara, perkusja (w utworze 6.- Tero Maijala)<br />
Tuomo Juntunen - bas<br />
Matti Pulkkinen - instrumenty klawiszowe <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten zespół należy do mniej znanych z fińskiej sceny melodic power metalowej i nigdy nawet nie próbował być konkurencją dla STRATOVARIUS, SONATA ARCTICA. Ten album powstał w pierwszym składzie i w okresie, gdy ten gatunek święcił czas największego triumfu. Powstał też na bazie doświadczeń z muzycznego rozwoju "wielkiej" sceny fińskiego melodic power i jest jednoznacznie płytą wtórną i pozbawioną własnej tożsamości. Wydany został przez Mastervox Records we wrześniu 2004 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
 Początek w postaci "Follow Me" daje nadzieję na wesoły, ale zagrany z gracją melodyjny LP odnoszący się wprost to tradycyjnego skandynawskiego pojmowania takiej muzyki. Udany prosty refren, niezłe solo i w miarę słuchalny wokalista, choć tu już pojawiają się pierwsze nieśmiałe jeszcze wątpliwości i pytania.<br />
 Narastają one znacznie gdy rozbrzmiewa "New Dawn". Czemu w tekście główną rolę pełni fraza "Take My Hand"? Czemu wokalista tak beczy? Dlaczego to pianino tak plumka bez sensu w tle? No plumka i zawodnika, który obsługuje ten instrument trudno uznać za wirtuoza. Podobne rzeczy wygrywają dzieci na domowym Casio. "Cut Deep Eternally" jest w zamyśle spokojnym melodic metalowym kawałkiem, ale ten wokal jest nie do przebrnięcia w drewnianym z gruntu fałszywym stylu. "Dysfunctional" jest próbą grania bardziej ambitnego, coś jak progressive neoclassical, przy czym nie ma tu ani jednego, ani drugiego elementu w czystej postaci. "In Winter Nights" zaczyna się tradycyjnym "oooooooo", a potem następuje bardzo ugrzeczniony galopujący powerek, w stylu nagrań Tolkki we wszystkich możliwych konfiguracjach. Miła, nikomu nie wadząca pół ballada "In My Dreams" w warstwie muzycznej poprawna, ale wokalnie jest to po prostu niemożliwe do słuchania. Wychodzi tu też pewien błąd w mixie tego LP, bo ekspozycja wokalisty i tu w pozostałych utworach przesadna. No chyba, że zespół uważał go za wartego takiego wysunięcia na pierwszy plan. Ta i następna kompozycja "Rain &amp; Storm", to sporo punktów stycznych z ALTARIA i AXENSTAR i w zasadzie ULTIMATIUM stoi pod tym względem gdzieś na granicy Szwecji i Finlandii. Dobra, bardzo dobra melodia, rytmiczne gitary i tym razem dobrze dobrane klawisze. Aż się prosi tu ktoś inny za mikrofonem. Może trochę za bardzo młóci też sekcja rytmiczna momentami, ale to taki mały, malutki killerek. "Through Winterland" to już znów irytujący speed melodic power, produkowany na tony w Skandynawii i Niemczech po dziś dzień. "Fly High, Rise To The Sky" to te obowiązkowe prawie 10 minut helloweenowego pojękiwania i galopad jakie muszą się znaleźć na niemal każdym albumie debiutanta ze Skandynawii. Jaśniejszym punktem jest lekko epicki refren i dobre solo, ale czemu takie krótkie i ciche. Krótsze od tego "oooooooo" jakie potem następuje. Ogólnie część instrumentalna, oparta na kilku powtarzanych w kółkach riffach nic nie wnosi. Gdy utwór się kończy cisza przynosi pewną ulgę. Wokalista już nie beczy, a perkusja, zagrana na tym albumie przez gitarzystę z powodu braków kadrowych nie puka półautomatycznie. Nie słychać też lekko topornej i przesterowanej gitary, pasującej bardziej do zespołu grającego typowy power metal, niż do takiego, który tylko udaje że to gra.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Podsumowując ULTIMATIUM miał tu kilka doskonałych pomysłów, zaprzepaszczonych jednak przeciętnym wykonaniem instrumentalnym i fatalnym doborem wokalisty.<br />
 Zespół dalekiego zaplecza, który ostatecznie pogrążył się drugim kompromitującym albumem "Hwainoo" w 2008. Tu kompromitacji nie ma, ale do nawet dobrego poziomu sporo brak.<br />
 Album dla fanów STRATOVARIUS, SONATA ARCTICA czy DREAMTALE, ale jakościowo pod żadnym względem nie jest w stanie konkurować z muzyką wyżej wymienionych. </div>
<br />
<br />
Ocena: 6,3/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">20.04.2008</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">UltiMatium - New Dawn (2004)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/WHfSfeppFT0TByXEUu7xiVv_t38=/fit-in/600x578/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1491244-1539868033-7582.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1491244-1539868033-7582.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Time Requiem 09:19<br />
2. Watching the Tower of Skies 08:09<br />
3. Milagros Charm 05:55<br />
4. The Aphorism 06:33<br />
5. Brutal Mentor 05:52<br />
6. Visions of New Dawn 06:51<br />
7. Grand Opus 07:39<br />
8. Interplay of Matters 02:01<br />
9. Above and Beyond 07:09<br />
<br />
Rok wydania: 2004<br />
Gatunek: Melodic Power Metal<br />
Kraj: Finlandia<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
JT Partanen - śpiew<br />
Harri Niskanen - gitara, perkusja (w utworze 6.- Tero Maijala)<br />
Tuomo Juntunen - bas<br />
Matti Pulkkinen - instrumenty klawiszowe <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Ten zespół należy do mniej znanych z fińskiej sceny melodic power metalowej i nigdy nawet nie próbował być konkurencją dla STRATOVARIUS, SONATA ARCTICA. Ten album powstał w pierwszym składzie i w okresie, gdy ten gatunek święcił czas największego triumfu. Powstał też na bazie doświadczeń z muzycznego rozwoju "wielkiej" sceny fińskiego melodic power i jest jednoznacznie płytą wtórną i pozbawioną własnej tożsamości. Wydany został przez Mastervox Records we wrześniu 2004 roku.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">
 Początek w postaci "Follow Me" daje nadzieję na wesoły, ale zagrany z gracją melodyjny LP odnoszący się wprost to tradycyjnego skandynawskiego pojmowania takiej muzyki. Udany prosty refren, niezłe solo i w miarę słuchalny wokalista, choć tu już pojawiają się pierwsze nieśmiałe jeszcze wątpliwości i pytania.<br />
 Narastają one znacznie gdy rozbrzmiewa "New Dawn". Czemu w tekście główną rolę pełni fraza "Take My Hand"? Czemu wokalista tak beczy? Dlaczego to pianino tak plumka bez sensu w tle? No plumka i zawodnika, który obsługuje ten instrument trudno uznać za wirtuoza. Podobne rzeczy wygrywają dzieci na domowym Casio. "Cut Deep Eternally" jest w zamyśle spokojnym melodic metalowym kawałkiem, ale ten wokal jest nie do przebrnięcia w drewnianym z gruntu fałszywym stylu. "Dysfunctional" jest próbą grania bardziej ambitnego, coś jak progressive neoclassical, przy czym nie ma tu ani jednego, ani drugiego elementu w czystej postaci. "In Winter Nights" zaczyna się tradycyjnym "oooooooo", a potem następuje bardzo ugrzeczniony galopujący powerek, w stylu nagrań Tolkki we wszystkich możliwych konfiguracjach. Miła, nikomu nie wadząca pół ballada "In My Dreams" w warstwie muzycznej poprawna, ale wokalnie jest to po prostu niemożliwe do słuchania. Wychodzi tu też pewien błąd w mixie tego LP, bo ekspozycja wokalisty i tu w pozostałych utworach przesadna. No chyba, że zespół uważał go za wartego takiego wysunięcia na pierwszy plan. Ta i następna kompozycja "Rain &amp; Storm", to sporo punktów stycznych z ALTARIA i AXENSTAR i w zasadzie ULTIMATIUM stoi pod tym względem gdzieś na granicy Szwecji i Finlandii. Dobra, bardzo dobra melodia, rytmiczne gitary i tym razem dobrze dobrane klawisze. Aż się prosi tu ktoś inny za mikrofonem. Może trochę za bardzo młóci też sekcja rytmiczna momentami, ale to taki mały, malutki killerek. "Through Winterland" to już znów irytujący speed melodic power, produkowany na tony w Skandynawii i Niemczech po dziś dzień. "Fly High, Rise To The Sky" to te obowiązkowe prawie 10 minut helloweenowego pojękiwania i galopad jakie muszą się znaleźć na niemal każdym albumie debiutanta ze Skandynawii. Jaśniejszym punktem jest lekko epicki refren i dobre solo, ale czemu takie krótkie i ciche. Krótsze od tego "oooooooo" jakie potem następuje. Ogólnie część instrumentalna, oparta na kilku powtarzanych w kółkach riffach nic nie wnosi. Gdy utwór się kończy cisza przynosi pewną ulgę. Wokalista już nie beczy, a perkusja, zagrana na tym albumie przez gitarzystę z powodu braków kadrowych nie puka półautomatycznie. Nie słychać też lekko topornej i przesterowanej gitary, pasującej bardziej do zespołu grającego typowy power metal, niż do takiego, który tylko udaje że to gra.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Podsumowując ULTIMATIUM miał tu kilka doskonałych pomysłów, zaprzepaszczonych jednak przeciętnym wykonaniem instrumentalnym i fatalnym doborem wokalisty.<br />
 Zespół dalekiego zaplecza, który ostatecznie pogrążył się drugim kompromitującym albumem "Hwainoo" w 2008. Tu kompromitacji nie ma, ale do nawet dobrego poziomu sporo brak.<br />
 Album dla fanów STRATOVARIUS, SONATA ARCTICA czy DREAMTALE, ale jakościowo pod żadnym względem nie jest w stanie konkurować z muzyką wyżej wymienionych. </div>
<br />
<br />
Ocena: 6,3/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">20.04.2008</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[UFO]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2148</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:22:05 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2148</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">UFO - Phenomenon (1974)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/e3vI5r17f8GPR0LCPhuqa96Gxxk=/fit-in/450x460/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1784648-1243145120.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1784648-1243145120.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. "Oh My" 2:26<br />
2. "Crystal Light" 3:47<br />
3. "Doctor Doctor" 4:10<br />
4. "Space Child" 4:01<br />
5. "Rock Bottom" 6:32<br />
6. "Too Young to Know" 3:10<br />
7. "Time on My Hands" - 4:10<br />
8. "Built for Comfort" 3:01<br />
9. "Lipstick Traces" 2:20<br />
10. "Queen of the Deep" 5:49<br />
<br />
Rok wydania: 1974<br />
Gatunek: Heavy metal/hard rock<br />
Kraj: Wielka Brytania<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Phil Mogg – śpiew<br />
Michael Schenker – gitara<br />
Pete Way – bas<br />
Andy Parker – perkusja <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">UFO powstał w roku 1969 z inicjatywy Mogga, Way'a i gitarzysty Boltona, do których dołączył perkusista Parker. Grupa początkowo grała space rocka z elementami innych stylów muzycznych, ale jej płyty w rodzinnej Anglii nie zdobyły większego powodzenia. Zespół był jednak popularny w Europie Zachodniej i Japonii, a także iw Polsce, gdzie radiowe prezentacje ich nagrań firmowanych czasem jako NOL (Niezidentyfikowany Obiekt Latający) cieszyły się sporym zainteresowaniem. Po roku 1970 o UFO ucichło, pojawiły się nowe gwiazdy ciężkiego rocka, a i w zespole następowały kolejne zmiany gitarzystów. Punktem zwrotnym w historii grupy było pojawienie się w składzie młodego, niezwykle uzdolnionego gitarzysty Michaela Schenkera z Niemiec, który początkowo występował wraz z bratem Rudolfem w SCORPIONS. W 1973 roku UFO rozpoczął prace nad nowym materiałem zaprezentowanym na albumie "Phenomenon" w roku następnym i płyta ta przyniosła zupełnie inną muzykę niż poprzednio.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">UFO "pojawił się" jako zespół osadzony całkowicie w estetyce hard rocka i rodzącego się heavy metalu, mając przy tym dwa wielkie atuty - wokalistę Mogga z głosem stworzonym do śpiewania takiej muzyki - mocnym, o momentami dramatycznym i niezwykle emocjonalnym brzmieniu i Schenkera - który szybko wyrósł na jednego z najbardziej uznanych i cenionych gitarzystów europejskiego rocka i metalu lat 70tych. Schenker okazał się niezwykle wszechstronnym muzykiem, współdecydującym, a nawet dominującym muzycznie w grupie. Zresztą na tym tle doszło potem do otwartego konfliktu z Moogiem, który spowodował odejście Schenkera, jednak do tego czasu UFO nagrał pięć studyjnych albumów z Michaelem i okrył się sławą jako jeden z najważniejszych i najlepszych heavy metalowych zespołów lat 70tych XX wieku.<br />
 Słowo heavy metal pada tu nieprzypadkowo, bo już ten pierwszy album w nowym składzie w znacznej mierze opiera się na fundamencie określanym później jako tradycyjny heavy metal. UFO gra go tutaj w różny sposób i korzysta z heavy metalowej stylistyki w stopniu różnym. Niektóre z kompozycji noszą spore piętno typowego rockowego grania lat 70tych, prostego, ale nie uproszczonego, melodyjnego, ale nie nastawionego na radiową przebojowość. Tak można określić i Oh My i Crystal Light i Time On My Hands, które noszą zresztą pewne ulotne cechy lżejszych nagrań, czy też fragmentów nagrań z początku artystycznej drogi zespołu. Z tej grupy najlepsze wrażenie robi delikatny Too Young To Know z łagodnym wokalem i gitarowymi ozdobnikami Schenkera. Fascynację grupy klasycznym czarnym bluesem wyraża kapitalnie, w metalowy sposób odegrany utwór Dixona Built For Comfort, a inklinacje Schenkera do łagodnych form instrumentalnych krótki Lipstic Traces. To co jednak jest istotą tego albumu i co zwróciło uwagę słuchaczy na ten LP i zespół jako taki to heavy metal. W otoczonych tajemnicza aurą, wysmakowanych kompozycjach Queen Of The Deep i Space Child (choć w mniejszym stopniu) łączy się coś co Schenker przyniósł ze sobą z progresywnego rocka pierwotnego składu SCORPIONS z tą space atmosferą, jaką UFO tworzył na swojej pierwszej i drugiej płycie. W utworach tych grupa pokazała, że nie jest jej obce tworzenie melodii nietuzinkowych i głęboko zapadających w pamięć, delikatnych, ale odpowiednio mocno aranżacyjnie oprawionych.<br />
 Dwie kompozycje z tego albumu przeszły do kanonu metalowej muzyki i w nim na zawsze już pozostaną. Pierwsza to Doctor Doctor, wspaniały, dosyć szybki i opatrzony niezapomnianym refrenem utwór, bez którego niemożliwy jest żaden koncert zespołu, a drugi to najcięższa kompozycja na płycie - Rock Bottom, ponad sześć minut nieustannego natarcia Mogga i przede wszystkim Schenkera, który tu w rozbudowanym solo dał niesamowity popis stricte heavy metalowego grania. Także i ta kompozycja stanowiła nieodłączny element set listy koncertowej i nagrań na płytach live. Inni gitarzyści potem w UFO, w tym Archer, próbowali się mierzyć z tym pełnym treści solem jakie tu zagrał młody Niemiec, ale efekt nigdy nie był równie piorunujący.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Phenomenon" to płyta jeszcze do końca stylistycznie nie wyklarowana, jednak wyznacza swymi głównymi kompozycjami kierunek w jakim zespół poszedł w następnych latach. Album został znakomicie wyprodukowany przez basistę TEN YEARS AFTER Leo Lyonsa, z dużą dbałością o uwypuklenie wokalu i gitarowych smaczków jakie serwuje Schenker.<br />
 Na podkreślenie zasługuje też doskonała współpraca z sekcją rytmiczną Way-Parker, która bez problemu odnalazła się w nowej stylistyce zespołu.<br />
 Przez wielu uważany za pierwszy "prawdziwy" LP UFO zdobył od razu duże uznanie i stał się przepustką do dalszej muzycznej kariery grupy. </div>
<br />
<br />
Ocena: 8/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">28.07.2007</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">UFO - Phenomenon (1974)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/e3vI5r17f8GPR0LCPhuqa96Gxxk=/fit-in/450x460/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-1784648-1243145120.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-1784648-1243145120.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. "Oh My" 2:26<br />
2. "Crystal Light" 3:47<br />
3. "Doctor Doctor" 4:10<br />
4. "Space Child" 4:01<br />
5. "Rock Bottom" 6:32<br />
6. "Too Young to Know" 3:10<br />
7. "Time on My Hands" - 4:10<br />
8. "Built for Comfort" 3:01<br />
9. "Lipstick Traces" 2:20<br />
10. "Queen of the Deep" 5:49<br />
<br />
Rok wydania: 1974<br />
Gatunek: Heavy metal/hard rock<br />
Kraj: Wielka Brytania<br />
<br />
Skład zespołu:<br />
Phil Mogg – śpiew<br />
Michael Schenker – gitara<br />
Pete Way – bas<br />
Andy Parker – perkusja <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">UFO powstał w roku 1969 z inicjatywy Mogga, Way'a i gitarzysty Boltona, do których dołączył perkusista Parker. Grupa początkowo grała space rocka z elementami innych stylów muzycznych, ale jej płyty w rodzinnej Anglii nie zdobyły większego powodzenia. Zespół był jednak popularny w Europie Zachodniej i Japonii, a także iw Polsce, gdzie radiowe prezentacje ich nagrań firmowanych czasem jako NOL (Niezidentyfikowany Obiekt Latający) cieszyły się sporym zainteresowaniem. Po roku 1970 o UFO ucichło, pojawiły się nowe gwiazdy ciężkiego rocka, a i w zespole następowały kolejne zmiany gitarzystów. Punktem zwrotnym w historii grupy było pojawienie się w składzie młodego, niezwykle uzdolnionego gitarzysty Michaela Schenkera z Niemiec, który początkowo występował wraz z bratem Rudolfem w SCORPIONS. W 1973 roku UFO rozpoczął prace nad nowym materiałem zaprezentowanym na albumie "Phenomenon" w roku następnym i płyta ta przyniosła zupełnie inną muzykę niż poprzednio.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">UFO "pojawił się" jako zespół osadzony całkowicie w estetyce hard rocka i rodzącego się heavy metalu, mając przy tym dwa wielkie atuty - wokalistę Mogga z głosem stworzonym do śpiewania takiej muzyki - mocnym, o momentami dramatycznym i niezwykle emocjonalnym brzmieniu i Schenkera - który szybko wyrósł na jednego z najbardziej uznanych i cenionych gitarzystów europejskiego rocka i metalu lat 70tych. Schenker okazał się niezwykle wszechstronnym muzykiem, współdecydującym, a nawet dominującym muzycznie w grupie. Zresztą na tym tle doszło potem do otwartego konfliktu z Moogiem, który spowodował odejście Schenkera, jednak do tego czasu UFO nagrał pięć studyjnych albumów z Michaelem i okrył się sławą jako jeden z najważniejszych i najlepszych heavy metalowych zespołów lat 70tych XX wieku.<br />
 Słowo heavy metal pada tu nieprzypadkowo, bo już ten pierwszy album w nowym składzie w znacznej mierze opiera się na fundamencie określanym później jako tradycyjny heavy metal. UFO gra go tutaj w różny sposób i korzysta z heavy metalowej stylistyki w stopniu różnym. Niektóre z kompozycji noszą spore piętno typowego rockowego grania lat 70tych, prostego, ale nie uproszczonego, melodyjnego, ale nie nastawionego na radiową przebojowość. Tak można określić i Oh My i Crystal Light i Time On My Hands, które noszą zresztą pewne ulotne cechy lżejszych nagrań, czy też fragmentów nagrań z początku artystycznej drogi zespołu. Z tej grupy najlepsze wrażenie robi delikatny Too Young To Know z łagodnym wokalem i gitarowymi ozdobnikami Schenkera. Fascynację grupy klasycznym czarnym bluesem wyraża kapitalnie, w metalowy sposób odegrany utwór Dixona Built For Comfort, a inklinacje Schenkera do łagodnych form instrumentalnych krótki Lipstic Traces. To co jednak jest istotą tego albumu i co zwróciło uwagę słuchaczy na ten LP i zespół jako taki to heavy metal. W otoczonych tajemnicza aurą, wysmakowanych kompozycjach Queen Of The Deep i Space Child (choć w mniejszym stopniu) łączy się coś co Schenker przyniósł ze sobą z progresywnego rocka pierwotnego składu SCORPIONS z tą space atmosferą, jaką UFO tworzył na swojej pierwszej i drugiej płycie. W utworach tych grupa pokazała, że nie jest jej obce tworzenie melodii nietuzinkowych i głęboko zapadających w pamięć, delikatnych, ale odpowiednio mocno aranżacyjnie oprawionych.<br />
 Dwie kompozycje z tego albumu przeszły do kanonu metalowej muzyki i w nim na zawsze już pozostaną. Pierwsza to Doctor Doctor, wspaniały, dosyć szybki i opatrzony niezapomnianym refrenem utwór, bez którego niemożliwy jest żaden koncert zespołu, a drugi to najcięższa kompozycja na płycie - Rock Bottom, ponad sześć minut nieustannego natarcia Mogga i przede wszystkim Schenkera, który tu w rozbudowanym solo dał niesamowity popis stricte heavy metalowego grania. Także i ta kompozycja stanowiła nieodłączny element set listy koncertowej i nagrań na płytach live. Inni gitarzyści potem w UFO, w tym Archer, próbowali się mierzyć z tym pełnym treści solem jakie tu zagrał młody Niemiec, ale efekt nigdy nie był równie piorunujący.</div>
<br />
<div style="text-align: justify;">"Phenomenon" to płyta jeszcze do końca stylistycznie nie wyklarowana, jednak wyznacza swymi głównymi kompozycjami kierunek w jakim zespół poszedł w następnych latach. Album został znakomicie wyprodukowany przez basistę TEN YEARS AFTER Leo Lyonsa, z dużą dbałością o uwypuklenie wokalu i gitarowych smaczków jakie serwuje Schenker.<br />
 Na podkreślenie zasługuje też doskonała współpraca z sekcją rytmiczną Way-Parker, która bez problemu odnalazła się w nowej stylistyce zespołu.<br />
 Przez wielu uważany za pierwszy "prawdziwy" LP UFO zdobył od razu duże uznanie i stał się przepustką do dalszej muzycznej kariery grupy. </div>
<br />
<br />
Ocena: 8/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">28.07.2007</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
		<item>
			<title><![CDATA[U.D.O.]]></title>
			<link>https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2147</link>
			<pubDate>Wed, 27 Jun 2018 23:18:24 +0200</pubDate>
			<guid isPermaLink="false">https://druzynaspolszczenia.pl/showthread.php?tid=2147</guid>
			<description><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">U.D.O. - Mastercutor (2007)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/mEfIwHBk-B62BaWrThl2vtEMjEo=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3041325-1565166842-9568.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3041325-1565166842-9568.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Mastercutor 05:17 <br />
2. The Wrong Side of Midnight 04:54 <br />
3. The Instigator 03:47 <br />
4. One Lone Voice 04:20 <br />
5. We Do - For You 04:03 <br />
6. Walker of the Dark 05:00 <br />
7. Master of Disaster 04:14 <br />
8. Tears of a Clown 03:53 <br />
9. Vendetta 04:11 <br />
10. The Devil Walks Alone 03:21 <br />
11. Dead Man's Eyes 04:26 <br />
12. Crash Bang Crash 03:06 <br />
<br />
Rok wydania: 2007 <br />
Gatunek: Heavy Metal <br />
Kraj: Niemcy <br />
<br />
Skład: <br />
Udo Dirkschneider - śpiew <br />
Igor Gianola - gitara <br />
Stefan Kaufmann - gitara <br />
Fitty Wienhold - bas <br />
Francesco Jovino - perkusja <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Każdy następny album Małego Kaprala jest przewidywalny jak trzęsienie ziemi na Jawie. Dlatego też, gdy w maju nakładem AFM Records pojawił się ten krążek ekipy U.D.O. raczej z góry wiedziałem czego się należy spodziewać. Skład ekipy pozostał niezmieniony od czasu nagrań poprzedniego albumu, a wieloletnia współpraca Dirkschneidera z gitarzystą Stefanem Kaufmannem dawała podstawy przypuszczać, że usłyszymy kolejny LP niewydany pod szyldem ACCEPT. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Wita nas tytułowy "Mastercutor" z intro równie zabawnym, jak spojrzenie samego Udo, ale już po kilkudziesięciu sekundach włącza się tradycyjnie metalowa nawalanka gitar panów Kaufmanna i Gianoli. Zarówno w tym utworze jak i w pozostałych prym wiedzie oczywiście pierwszy z tej dwójki. Perkusja przycina równo i metodycznie bez zbędnych wykrętasów, i co ważne jest dobrze wmontowana brzmieniowo w całość. Dalej mamy klasyczne dla stylu wczesnego ACCEPT kompozycje. „One Lone Voice” zachwyca wpadającym w ucho refrenem, by po nim zaskoczyć całkowicie nieudanym "We Do For You", który za grosz nie potrafi wzbudzić odrobiny zainteresowania. "Walker In The Dark" w zamyśle ma straszyć, ale mnie raczej rozbawił naiwną nieporadnością. Dosyć dziwaczny jest także "‘Master Of Disaster", oscylujący pomiędzy industrialnie przerobionym PRIMAL FEAR i chórkami z rodem przedstawień szkolnych. Całkowita zmiana nastroju następuje w "Tears Of a Clown". Numer to delikatny i smutny, wywołujący chwilę zadumy z wokalem Dirkschneidera, jaki chciałoby się słyszeć częściej. Sympatyczny utwór, ale cóż z tego, kiedy Axel Rudi Pell zrobił podobny już wcześniej ze znacznie lepszym rezultatem. Dalej U.D.O. powraca do stylu wypracowanego przez lata i zarówno "Vendetta"jak "The Devil Walks Alone" oraz "Dead Man's Eyes" to szybkie, agresywne, melodyjne kompozycje w typowej "acceptowej" formule bez ambicji na stwarzanie pozorów oryginalności. Wszystko zagrane sprawnie i zacięciem, a dodatkowo należy przyznać, że Udo jest w bardzo dobrej formie. Zwieńczenie dzieła jest niestety słabiutkie. Zamykający numer "Crash Bang Crash" brzmi jak skrzyżowanie trzeciorzędnych zespołów niemieckich z amerykańskim glamem i chwały kapeli na pewno nie przynosi. Należy jeszcze dodać, że istnieją ponadto rozszerzone wydania limitowane tego albumu w tym europejskie z dwoma dodatkowymi utworami "Screaming Eagles"i "Borderline". </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"> Podsumowując wszystko powyższe uważam, że rewelacji nie ma. Zresztą nawet jej nie oczekiwałem. Jest to solidny album z tradycyjnym metalem w stylu ACCEPT i U.D.O. Mocny o przyjemnym brzmieniu, lecz mało odkrywczych kompozycjach. Wszystko to już przecież było. Czasem trochę gorzej, a czasem trochę lepiej. Kto lubi takie granie raczej nie powinien być zawiedziony, ale jeśli ktoś szuka nieco więcej finezji i urozmaicenia to tu tego niestety nie znajdzie.</div>
<br />
<br />
<br />
Ocena: 6.5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">27.05.2007</span></span></span>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<span style="font-weight: bold;">U.D.O. - Mastercutor (2007)</span><br />
<br />
<img src="https://img.discogs.com/mEfIwHBk-B62BaWrThl2vtEMjEo=/fit-in/600x600/filters:strip_icc():format(jpeg):mode_rgb():quality(90)/discogs-images/R-3041325-1565166842-9568.jpeg.jpg" border="0" alt="[Obrazek: R-3041325-1565166842-9568.jpeg.jpg]" /><br />
<br />
Tracklista:<br />
1. Mastercutor 05:17 <br />
2. The Wrong Side of Midnight 04:54 <br />
3. The Instigator 03:47 <br />
4. One Lone Voice 04:20 <br />
5. We Do - For You 04:03 <br />
6. Walker of the Dark 05:00 <br />
7. Master of Disaster 04:14 <br />
8. Tears of a Clown 03:53 <br />
9. Vendetta 04:11 <br />
10. The Devil Walks Alone 03:21 <br />
11. Dead Man's Eyes 04:26 <br />
12. Crash Bang Crash 03:06 <br />
<br />
Rok wydania: 2007 <br />
Gatunek: Heavy Metal <br />
Kraj: Niemcy <br />
<br />
Skład: <br />
Udo Dirkschneider - śpiew <br />
Igor Gianola - gitara <br />
Stefan Kaufmann - gitara <br />
Fitty Wienhold - bas <br />
Francesco Jovino - perkusja <br />
<br />
<div style="text-align: justify;">Każdy następny album Małego Kaprala jest przewidywalny jak trzęsienie ziemi na Jawie. Dlatego też, gdy w maju nakładem AFM Records pojawił się ten krążek ekipy U.D.O. raczej z góry wiedziałem czego się należy spodziewać. Skład ekipy pozostał niezmieniony od czasu nagrań poprzedniego albumu, a wieloletnia współpraca Dirkschneidera z gitarzystą Stefanem Kaufmannem dawała podstawy przypuszczać, że usłyszymy kolejny LP niewydany pod szyldem ACCEPT. </div>
<br />
<div style="text-align: justify;">Wita nas tytułowy "Mastercutor" z intro równie zabawnym, jak spojrzenie samego Udo, ale już po kilkudziesięciu sekundach włącza się tradycyjnie metalowa nawalanka gitar panów Kaufmanna i Gianoli. Zarówno w tym utworze jak i w pozostałych prym wiedzie oczywiście pierwszy z tej dwójki. Perkusja przycina równo i metodycznie bez zbędnych wykrętasów, i co ważne jest dobrze wmontowana brzmieniowo w całość. Dalej mamy klasyczne dla stylu wczesnego ACCEPT kompozycje. „One Lone Voice” zachwyca wpadającym w ucho refrenem, by po nim zaskoczyć całkowicie nieudanym "We Do For You", który za grosz nie potrafi wzbudzić odrobiny zainteresowania. "Walker In The Dark" w zamyśle ma straszyć, ale mnie raczej rozbawił naiwną nieporadnością. Dosyć dziwaczny jest także "‘Master Of Disaster", oscylujący pomiędzy industrialnie przerobionym PRIMAL FEAR i chórkami z rodem przedstawień szkolnych. Całkowita zmiana nastroju następuje w "Tears Of a Clown". Numer to delikatny i smutny, wywołujący chwilę zadumy z wokalem Dirkschneidera, jaki chciałoby się słyszeć częściej. Sympatyczny utwór, ale cóż z tego, kiedy Axel Rudi Pell zrobił podobny już wcześniej ze znacznie lepszym rezultatem. Dalej U.D.O. powraca do stylu wypracowanego przez lata i zarówno "Vendetta"jak "The Devil Walks Alone" oraz "Dead Man's Eyes" to szybkie, agresywne, melodyjne kompozycje w typowej "acceptowej" formule bez ambicji na stwarzanie pozorów oryginalności. Wszystko zagrane sprawnie i zacięciem, a dodatkowo należy przyznać, że Udo jest w bardzo dobrej formie. Zwieńczenie dzieła jest niestety słabiutkie. Zamykający numer "Crash Bang Crash" brzmi jak skrzyżowanie trzeciorzędnych zespołów niemieckich z amerykańskim glamem i chwały kapeli na pewno nie przynosi. Należy jeszcze dodać, że istnieją ponadto rozszerzone wydania limitowane tego albumu w tym europejskie z dwoma dodatkowymi utworami "Screaming Eagles"i "Borderline". </div>
<br />
<div style="text-align: justify;"> Podsumowując wszystko powyższe uważam, że rewelacji nie ma. Zresztą nawet jej nie oczekiwałem. Jest to solidny album z tradycyjnym metalem w stylu ACCEPT i U.D.O. Mocny o przyjemnym brzmieniu, lecz mało odkrywczych kompozycjach. Wszystko to już przecież było. Czasem trochę gorzej, a czasem trochę lepiej. Kto lubi takie granie raczej nie powinien być zawiedziony, ale jeśli ktoś szuka nieco więcej finezji i urozmaicenia to tu tego niestety nie znajdzie.</div>
<br />
<br />
<br />
Ocena: 6.5/10<br />
<br />
<span style="color: #33cc33;"><span style="font-style: italic;"><span style="font-weight: bold;">27.05.2007</span></span></span>]]></content:encoded>
		</item>
	</channel>
</rss>