Zandelle
#1
Zandelle - Twilight on Humanity (2002)

[Obrazek: R-5587204-1526847216-9350.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Warlords of Steel 05:47
2. The Champion 06:18
3. A Hero's Quest 07:22
4. Lord of Thunder 06:10
5. Immortal Realms 04:44
6. Delusions 06:02
7. Eternal Love 06:59
8. Sunrise 01:31
9. The Cycle 05:09
10. Twilight On Humanity 12:02

Rok wydania: 2002
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
George Tsalikis -śpiew
Anthony Maglio - gitara
Bob Delmini - gitara
Joe Hartoularos -bas
TW Durfy - perkusja


Gdy George Tsalikis opuścił GOTHIC KNIGHTS i nagrał ze swoim własnym zespołem pierwszy album "Shadows of Reality", można było sądzić, że pojawił się kolejny zespół jakich wiele, heavy metalowy, tworzący w ramach sztywnego schematu rycerskiego heavy z USA, dobry ale w gruncie rzeczy bez własnej osobowości, a do tego trapiony codziennymi problemami nękającymi niezależne bandy, pozbawione wsparcia wytwórni. Zespół miał również problemy z obsadzeniem pozycji basisty, ale sytuację uratował zaprzyjaźniony z Tsalikisem Hartouloros i jako muzyk współpracujący nagrał partie tego instrumentu. Do stworzenia "Twilight Of Humanity" Tsalikis podszedł inaczej niż poprzednio, wspierany radami i pomysłami przez pozostałych członków ZANDELLE i postanowił bardziej skorzystać z doświadczeń gwałtownie rozwijającej się sceny power metalowej, w tym także europejskiej.

Ten album , wydany w listopadzie 2002 przez niemiecką wytwórnię Limb Music to ponad godzina muzyki dumnej, formalnie rozbudowanej, gdzie słychać zarówno specyfikę mocy amerykańskiej sekcji rytmicznej, jak i dużo melodii rycerskich jakie w tym czasie stały się podstawą repertuaru zespołów power metalowych z Europy, szczególnie Szwecji.
Credo muzycznym albumu jest otwierający go "Warlord Of Steel" zbudowany z potężnych galopujących riffów, wysokich wokali i tego rycersko-epickiego klimatu, jaki w znacznej mierze jest typowy dla tradycyjnego metalu z obu stron Atlantyku. Jest tu i zaduma i nostalgia w wolniejszym "The Champion", gdzie słychać ponadto, że grupa przykłada dużą uwagę uwagę do refrenów, także chóralnych. Te kompozycje są bogate, pełne niuansów, umiarkowanie masywne, dzieje się tu dużo i bojowe opowieści o sławie i śmierci podane są w interesujący sposób.
Są długie, rozwijające się czasem powoli, jak "A Hero's Quest" z otwarciem w stylu rycerskiej ballady ogniskowej i dumnymi powtarzanymi motywami gitarowymi, czy rozpoczynający się odgłosami burzy szybkim i bardzo melodyjnym "Lord Of Thunder" o zdecydowanie power metalowym rozwinięciu.
Mniej melodii, a za to więcej posępnego nastroju słychać w klasycznie amerykańskim "Immortal Realm" nastawionym na rytm. Ciekawie rozwiązany został "Delusion", gdzie epicki wokal ma w tle niezwykle dynamiczne i szybkie a zarazem surowe riffy. "The Cycle" zrobiony bardzo zwiewnie i to zgrabna kompozycja wyróżnia się tu prostotą i wartymi odnotowania szarżami basu na drugim planie oraz płynnym przejściem do wolniejszej bardziej epickiej części drugiej. Pięknie wkomponowany jest w to wszystko, jakże nostalgiczny "Eternal Love", pełen akustyki, płaczącej gitary i emocjonalnego śpiewu Tsakilisa, który gdy się nie przesila, ma bardzo dobry, czysty głos. Wspaniały przykład tradycyjnego heavy metalowego songu w najlepszej tradycji lat 80tych. Przy okazji tej kompozycji można zauważyć, jak dobrze wyprodukowany został ten album. Klarowne, selektywne brzmienie z przestrzenną perkusją, głębokim czytelnym basem i wyważonym, nie za ciężkim brzmieniem gitar. To, co najlepsze, zebrali w heavy metalowym kolosie "Twilight Of Humanity" i ta pełna dramatyzmu opowieść, to esencja muzycznej filozofii ZANDELLE na tym albumie. Znów akustyczne tło, pełne rozpaczy ozdobniki gitarowe i narastające napięcie oraz ekspresja po części power metalowego przekazu.

Album jest przemyślany i dopracowany w szczegółach, jednolity pod względem stylu i tradycyjny w formie. Jest także popisem gry zespołowej, epicki bez nadmiaru surowizny i atrakcyjny pod względem melodii. Spośród płyt odświeżających formułę rycerskiego power i heavy lat 80tych z USA, jedna z najbardziej interesujących pozycji początku XXI wieku.


Ocena: 8,8/10

14.08.2009
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Zandelle - Vengeance Rising (2006)

[Obrazek: R-3370428-1519294385-2693.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Blood Red Shores 04:34
2. Dragon's Hoard 06:09
3. Invitation 01:24
4. Queen Anne's Revenge 05:11
5. The Final Hour 05:04
6. Beowulf Trilogy: I. Awakening 01:46
7. Beowulf Trilogy: II. Vengeance Rising 03:55
8. Beowulf Trilogy: III. Ancient Tale of Valor 06:55
9. Cry For Vengeance 06:12
10. Prophecy 04:59
11. Necromancer 09:21

Rok wydania: 2006
Gatunek: Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
George Tsalikis - śpiew
Anthony Maglio - gitara
Joe Hartoularos - bas
Joe Cardillo - perkusja
gościnnie:
Paul LaPlaca - gitara


Nagranie trzeciej płyty przez nowojorski ZANDELLE dosyć mocno przeciągnęło się w czasie.
Odeszli ze składu współtwórcy poprzedniej płyty, gitarzysta Durfy i perkusista Delmini, nie było też stałego basisty i ponownie Tsalikisa wsparł Hartoularos. ZANDELLE wspomógł również gitarzysta i klawiszowiec Paul LaPlaca, na co dzień współpracujący z Chrisem Caffery. Partie perkusji nagrał Joe Cardillo, który czuwał też nad stroną techniczną rejestracji materiału. Trudności techniczne i organizacyjne dawały się jednak poważnie we znaki i być może album by się wcale nie ukazał, gdyby nie pomoc R.D.Liapakisa, który wspomógł swojego rodaka z USA i w roku 2006 to co ZANDELLE nagrał na nowa płytę, poddał obróbce w swoim studio w Niemczech.
W końcu, wysiłkiem wielu ludzi, płyta się ukazała się w październiku 2006 nakładem Limb Music  i ten trud, jaki w to włożono, na marne nie poszedł.

Ci, którzy znali albumy poprzednie, szczególnie "Twilight Of Humanity", zawodu chyba nie doznali, bo i tym razem ZANDELLE zaproponował podobną muzykę, stanowiącą mix amerykańskiej i europejskiej filozofii grania rycerskiego heavy i power metalu, przy czym ten element amerykański lekko tym razem przeważa.
To co amerykańskie, wypadło na tym albumie lepiej. Tak jak płycie poprzedniej, Tsalikis prezentuje na koniec kolosa w postaci "Necromancer", ale ten utwór jest zdecydowanie ciekawszy niż tytułowy z roku 2002. To kwintesencja amerykańskiego epickiego power metalu z lat 80-tych ze znakomitym rozwinięciem w szybkim tempie i mnóstwem porywających solówek gitarowych. Rozgrywanie motywu gitarowego w drugiej części kompozycji jest jednym z najbardziej zapadającym w pamięć w ramach podobnej muzyki w ostatnich latach. ZANDELLE najlepiej wypada, gdy gra szybko jak w "Dragon's Hoard" i łączy ten niemiecki styl z amerykańskim. Podstawą jest tu energiczne riffowanie i zamaszyste refreny rycerskie, wsparte ognistymi solami gitarowymi. Większość z nich zagrał Maglio, kilka również LaPlaca i ten element jest na tym albumie fantastyczny. Wyraźnie słychać, że kompozycje są celowo wydłużane pod te sola i ten akurat numer jest pod względem chyba najlepszy. Szybko i bardzo melodyjnie w podniosłym klimacie - tak prezentuje się "The Final Hour" i to również czołówka tej płyty. Dużo w tej muzyce drobnych wartości, dużo urozmaiconej perkusji Cardillo i czystego dosyć wysokiego wokalu Tsalikisa.
W żadnej z kompozycji nie zeszli poniżej bardzo dobrego poziomu wykonania, tu słychać, że te utwory są bardzo dopracowane w szczegółach, a wszystko odegrane z ogromnym pietyzmem. Tu jednak w tym wszystkim istotnym czynnikiem są same melodie i gdy brak na nie pomysłów, pojawia się bezbarwny zupełnie utwór tytułowy. Niekiedy gubi się sam klimat, mimo interesującego wykonania, jak w przypadku dobrych tylko "Ancient Tale Of Valor" i "Prophecy" i ta kompozycja wydaje się pod tym względem najbardziej niedopracowana.
Potrafią bardzo płynnie się rozpędzać, świetnie to wyszło w "Queen Anne's Revenge", gdzie to tempo narasta nieubłaganie do samego końca. Proste motywy epickie w gitarach bardzo ciekawie eksponowane są w galopującym "Blood Red Shores" bardzo tradycyjnym i niemal speed metalowym w tych nieustannych natarciach gitarzystów. Zdecydowanie może się również podobać "Cry For Vengeance" z pewnymi elementami thrashowego riffowania.

Jeśli poczynić jakieś porównania w sferze amerykańskich odpowiedników, to ZANDELLE ma dużo punktów stycznych z takimi bardziej rycerskimi kompozycjami BROCAS HELM. Nie jest to zespół grający surowo i siłowo, tu wszystko opiera się na technice i lekkości, bo brzmienie nie jest surowe, a żadnym momencie nie odnosi się wrażenia grania siłowego. Pod tym względem znacznie bliżej ZANDELLE do zespołów europejskich.
Dobrze, że ta płyta dostała się w ręce Liapakisa i do dobrego studio, bo uzyskano znakomite, klarowne brzmienie z pięknym, przestrzennym rozplanowaniem perkusji, metalicznym basem i zwiewnymi gitarami. Zbyt ciężkie brzmienie zabiłoby ten wdzięk, jaki bije z tych kompozycji, stojących, podkreślam, na pograniczu grania z Europy i USA.
Trochę nierówny jest może zestaw kompozycji, ale to, co tu najlepsze jest rozegrane w mistrzowski sposób. ZANDELLE w tym składzie okazał się ekipą bardzo zaawansowaną technicznie i pod tym względem to czołówka amerykańska w takim graniu.
Na kolejnej płycie ZANDELLE zwrócił się ku bardziej tradycyjnemu heavy i power w wydaniu amerykańskim, "Vengeance Rising" można jednak z powodzeniem polecić także miłośnikom rycerskiego euro power metalu.


Ocena: 8/10

22.08.2009
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Zandelle - Shadows of Reality (1998)

[Obrazek: R-3190833-1454533724-7841.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Dusk 02:02
2. Darkness of the Night 04:31
3. Flight of the Dragon 06:15
4. The Warrior 05:37
5. Queen Witch 06:43
6. The Abyss 07:07
7. Bringer of Doom 03:50
8. Soul of Darkness 05:35
9. Crimson Rain 06:27
10. Megan's Song 03:28
11.Creature of the Dark 05:13
12.Ksud 00:55

Rok wydania: 1998
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
George Tsalikis - śpiew, gitara basowa
Anthony Maglio - gitara
Joe Hartoularos - gitara
John Lasanta - perkusja, instrumenty klawiszowe


Przedłużający się czas przygotowań do nagrania pierwszej płyty GOTHIC KNIHGTS spowodował, że wokalista George Tsalikis zdecydował się wystartować z własnym zespołem, który został założony w Nowym Jorku, w roku 1996. Paradoksalnie, w tym samym roku ukazał się debiut GOTHIC KNIGHTS, a ZANDELLE był jeszcze  w powijakach.
Pierwszy LP nowego zespołu pojawił się w listopadzie 1998 i został wydany nakładem własnym, nie bez rozlicznych problemów technicznych i personalnych.

W sumie uzbierało się tu sporo kompozycji i jest to album prawie godzinny, trochę tylko wydłużony instrumentalnymi wypełniaczami oraz oznaczonym jako bonus numerem Creature of the Dark, który pochodził jeszcze z czasów, gdy Tsalils był członkiem GOTHIC KNIGHTS. Generalnie ZANDELLE jest stylowo bardzo zbliżony do GOTHIC KNIGHTS i to ten sam styl mocnego, typowo amerykańskiego heavy/power z rycerskim zacięciem, osadzonego w tradycji lat 80tych, ale i korzystającego z doświadczeń tego podbarwionego thrashową stylistyką power metalu lat 90tych w USA. Przeważa jednak zdecydowanie tempo umiarkowane, heroiczne stylizacje w nieco mrocznym stylu i pewnego rodzaju surowość (Darkness of the Night, Crimson Rain) po części wynikająca ze skromności produkcji. Bardzo dobry jest tu w takim stylu Flight of the Dragon z pięknym solo gitarowym oraz solo perkusyjnym Lasanta, który na tej płycie zagrał także kilka partii klawiszowych, głównie o charakterze ambientowym.
Rycerskie, heroiczne i szybsze kompozycje w stylu USPM przypominają trochę BROCAS HELM i trochę EXXPLOLER (Soul of Darkness, The Warrior) brakuje im jednak tego klimatu, jaki emanował z podobnej muzyki lat 80tych. Do wyróżniających zalicza się wolniejszy i dostojny, epicki true kawałek Queen Witch. Tu rzeczywiście czuć moc epickiego grania bliskiego monumentalnym kompozycjom chociażby MANILLA ROAD. Potężna, instrumentalna partia z apokaliptycznymi solówkami gitarzystów i klimatyczne zwolnienia są wyrazem dużego talentu George Tsalikisa do tworzenia takich rzeczy, co znalazło wyraz na kolejnych albumach. Piękna jest także metalowa ballada z gitarami akustycznymi o wyraźnych cechach epickich i fenomenalnym rockowym solem The Abyss. Tak gustowne epickie ballady w latach 90tych pojawiały się w USA na płytach z heavy/power bardzo rzadko.

ZANDELLE, choć nie grupował muzyków z jakimś doświadczeniem, pokazał się na tej płycie jako zespół zgrany i dojrzały. Jednocześnie Tsalikis ujawnił wybitny talent jako wokalista, prezentując wyborne czyste wysokie zaśpiewy, a jednocześnie i głos metalowy pierwszej klasy w niższych rejestrach. Mimo to przez wiele kolejnych lat nie został należycie oceniony i doceniony i chyba zyskał większą sławę w Europie, niż w rodzinnym Nowym Jorku.
Sama produkcja jest niezła, ale tylko niezła, a wina leży po stronie zbyt płaskich gitar, bo na przykład perkusja jest ustawiona wybornie, co słychać w partiach solowych.


ocena: 8/10

new 12.09.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Zandelle - Flames of Rage (2009)

[Obrazek: R-3400173-1519301492-4355.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Killing Gaze 06:05
2. Broken Trust 05:27
3. Flames of Rage 04:58
4. Thermopylae 06:45
5. Dark Nemesis 05:44
6. Face of War 09:08
7. Inner Strength 05:36
8. Defiance 05:03
9. Eradicated Existence 21:29

Rok wydania: 2009
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
George Tsalikis - śpiew
Anthony Maglio - gitara
Paul Duthil - gitara
Rudy Albert  - gitara basowa, instrumenty klawiszowe
Joe Cardillo - perkusja


W 2009 ZANDELLE powraca jeszcze potężniejszy z drugim gitarzystą weteranem Paulem Duthilem i nowym basistą Rudy Albertem, który zastąpił wieloletniego członka zespołu i przyjaciela Tsalikisa - Joe Hartoularosa. Ten album, czwarty z kolei, wydała tym razem Pure Steel Records w czerwcu 2009 roku.

Od razu trzeba powiedzieć, ze tym razem ZANDELLE zadziwił długością zamykającej ten LP kompozycji Eradicated Existence, trwającej prawie 22 minuty. Być może porównując to z czasami w stylu sludge lub drone doom to niewiele, ale jak na reguły heavy/power jest to długość imponująca. Inna sprawa, że to po prostu dobra, masywna kompozycja i zwartej strukturze gitarowej i kilku tych bardziej refleksyjnych i łagodniejszych fragmentach, oparta o niezbyt skomplikowane riffowe struktury i nawet gdy by to było tylko 10 minut, to i tak nie nie jest kawałek na miarę Twilight On Humanity czy Necromancer z poprzednich płyt. Bez tej kompozycji album by się doskonale obszedł, a wrażenia znużenia pod koniec 70 minuty chyba by nie było.
Trochę powszednie są power metalowe rozpędzone Killing Gaze i Broken Trust na początku i to utwory mocne, ale z niższej kompozytorskiej półki Tsalikisa. Klasycznie amerykańskie, ale poza dobrym gitarowym wykonaniem nie ma tu niczego oryginalnego. Solidny ZANDELLE. Utwór tytułowy  też co na najwyżej dobry i mocno przypomina te najstarsze, nieco naiwne i nieco zbyt surowe kompozycje grupy. Co ciekawe refren jest nieco wzorowany na refrenach bardzo późnego IRON MAIDEN.
ZANDELLE jak zwykle najlepiej wypada w rycerskich epickich numerach  w tradycyjnym amerykańskim (i własnym) stylu  i niewątpliwie do takich należy dumny Inner Strength z wyborną olschoolową solówką gitarową i po części barbarzyńskim wokalami. Moc! Znakomity jest także bardziej heavy/power metalowy Thermopylae, tchnący amerykańskim style bojowej surowości i klasycznie dynamiczny, grany na drobnych wartościach Face of War. To też jest ponad 9 minut, ale tu rozplanowanie jest idealnie i bojowe fragmenty zgrabnie się mieszają z epickimi w stosownym czasie i proporcjach. Piękną melodię wzbogaconą rozległymi klawiszami ma dostojnie galopujący w partiach szybszych i gustownie gitarowo inkrustowany w wolniejszych Dark Nemesis i tu przypomina się wysmakowany styl muzycznej narracji chociażby Twilight On Humanity. Nowocześniej i nieco progresywnie w manierze USA prezentuje się interesujący Defiance z pulsującymi gitarami i złożonymi partiami perkusji oraz dramatycznym melodyjnym refrenem.

Trzeba przyznać, że ZANDELLE w dwu gitarowym ataku brzmi potężnie, a dodatkowe partie klawiszowe umieszczone lekko z tyłu jeszcze to wrażenie zwiększają. Wokalnie George Tsalikis spisał się dobrze, choć bywało już lepiej, a tu jakby chwilami nie daje razy wybić się ponad pełen mocy sound gitar. Sekcja rytmiczna odpowiednio wgniata w ziemię, a perkusja choć nieco cichsza niż można by oczekiwać ma doskonałe blachy.
Gdy nie lekko chybiony pomysł z Eradicated Existence byłby to album bardzo dobry, a tak, no cóż... trochę brakuje.
W następnych latach o ZANDELLE nieco ucichło, a ten czas Tsalikis poświęcił na głębszą przebudowę składu i przygotowanie materiału na następną płytę.


ocena: 7,9/10

new 4.10.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Zandelle - Perseverance (2015)

[Obrazek: R-8484373-1462526452-8716.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Resurgence 02:20
2. Unending Fortitude 04:42
3. Lycanthrope 05:10
4. Shadow Slaves 06:31
5. End Game 05:44
6. Beyond the Point 04:54
7. Innocence Lost 05:28
8. Midnight Reign 05:28
9. Perseverance 05:56
10.Avenger of the Fallen 05:27
11.Revengeance (From the Ashes) 07:18

Rok wydania: 2015
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
George Tsalikis - śpiew
T.W. Durfy - gitara
James Corallo- gitara basowa
Josh Tuckman  - instrumenty klawiszowe
Joe Cardillo - perkusja


Po roku 2009 nastąpiła pewna przerwa w działalności nagraniowej ZANDELLE. Grupa została mocno zreorganizowana i w miejsce poprzednich gitarzystów pojawił się ponownie T.W. Durfy, ponadto także nowy basista i klawiszowiec, przy czym Josh Tuckman był pierwszym etatowym muzykiem grającym na instrumentach klawiszowych w tym zespole.
Plonem pracy nowej ekipy był album "Perseverance", wydany przez Pure Steel Records w lipcu 2015 roku.

Często w przypadku ZANDELLE stosuje się mylne określenie europejski heavy czy heavy power metal. To, że nie ma tu wycia wokalnego, pisków w ekstatycznych zaśpiewach i surowizny gitarowej nie oznacza jeszcze, że to zespół w stylu europejskim. Dopiero ten album pozwala na takie umiejscowienie ZANDELLE, i to umiejscowienie w basenie Morza Śródziemnego, i zapewne najbardziej we Włoszech. Tym razem bowiem grupa przedstawiła heavy metal dosyć patetyczny, dosyć lekki, z pewnym łagodniejszym heroicznym klimatem i stanowiący swojego rodzaju wariację na temat ADRAMELCH, bo do tej włoskiej ekipy jest tu całkiem niedaleko. Daleko jest jednak do klimatu "Lights Of Oblivion" ADRAMELCH z 2012, dosyć daleko także w poziomie wykonania, który przecież w przypadku ZANDELLE był zawsze co najmniej bardzo dobry.
Te kompozycje są tu niezbyt interesujące w napakowanym klawiszowym tłem heavy metalu i to wszystko jest zagrane lekko, z jakąś nieokreśloną dawką progresji, która w przypadku ADRAMELCH była czymś naturalnym, a tu zaskakuje negatywnie, jak w tytułowym Perseverance czy najdłuższym Revengeance (From the Ashes) i tu zapewne najbardziej.
Jest spora grupa zespołów włoskich grających podobny metal, określany nieco przesadnie jako epic power metal, grup trzeciego rzutu i dalszego zaplecza i niestety ZANDELLE się w ten obszar wpisuje. Nawet łagodny song Avenger of the Fallen  jest mało interesujący i mieści się dokładnie w tych obszarach.

Bezbarwne są takie kompozycje jak Beyond the Point, Midnight Reign, czy wolniejszy Shadow Slaves teoretycznie posępnie epicki, a realnie po prostu włoski jak KALEDON. Mało ciekawych motywów ZANDELLE wymyślił tym razem, a jeśli sądzili, że coś wymyślili w stylu europejskim, to niestety się pomylili, bo te melodie są ograne w Europie od co najmniej 15 lat albo i dłużej.
To co prostsze, bardziej melodyjne w zdecydowanie miękkich refrenach i heroiczne (we włoskim stylu) jest niezłe, jak Unending Fortitude, End Game czy Lycanthrope, ale z pewnością w bardziej amerykańskiej aranżacji zabrzmiałoby to znacznie bardziej interesująco. To też po części wina samego brzmienia, dziwnego, bo zrobionego w stylu późnych lat 80 tych w Europie, z bardzo złagodzonym soundem gitar, wysuniętymi umiarkowanie vintage klawiszami i niezbyt głośną sekcją rytmiczną. Bas mało słyszalny i punktowania w amerykańskim stylu tu nie ma. To, na co mógł sobie pozwolić ADRAMELCH tu nie wypaliło. Jest to sound nieciekawy i zupełnie sztuczny dla ZANDELLE.
Taki sobie śpiew lidera, mało przekonujące klawisze i mało kreatywna gra T.W. Durfy. Niby coś się tam klei czasem w tym lepszego, ale ogólnie to jest wrażenie, że tu w  pewnych kompozycjach każdy gra sobie, nie słuchając innych.

Jeśli w 2015 ZANDELLE chciał coś zagrać dla Europy po europejsku, to chyba słabo się orientował jak się taki epicki heavy i power metal w Europie gra dobrze. Bardzo, bardzo rozczarowująca płyta zasłużonego zespołu...
A jak wiele brakuje do wskazanego ADRAMELCH, to pokazuje balladowy song Innocence Lost.


ocena: 6,4/10

new 9.11.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości