Angel Sword
#1
Angel Sword - Rebels Beyon The Pale (2016)

[Obrazek: R-8438267-1461606988-2570.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Devastator 03:45
2.Lords of Thunder 03:28
3.Midnight Survivor 03:34
4.Lightning Runners 03:31
5.Break the Chains 04:27
6.Lawmaker 02:53
7.Heavy Metal Night 04:03
8.Sign of the Raven 03:27
9.Witches Never Die 04:23

rok wydania: 2016
gatunek: heavy metal
kraj: Finlandia

skład zespołu:
Sylvester Shredder - śpiew, gitara
Jerry Razors - gitara, śpiew
Eviltaker - gitara basowa
St. Peter - perkusja

W roku 2016 ten zespół z Helsinek narobił swoim debiutanckim albumem sporo szumu, a niektórzy nawet mówili o nowym czołowym graczu na scenie fińskiej w gatunku traditional heavy metal.

Po pierwsze nie jest to trudne, bo ta scena jest w tym kraju bardzo uboga, a po drugie, trzeba być bardzo zblazowanym lub udawać obytego, by uznać tę muzykę za dobrą. ANGEL SWORD ruszył ścieżką nowocześniej podanego NWOBHM i dotarł donikąd. Współczesna technika nagraniowa pozwoliła na nadanie temu graniu mocniejszej oprawy gitarowej, bardziej wyrazistego brzmienia sekcji rytmicznej i lepszego uwypuklenia wokalisty. Wszystko to razem jeszcze bardziej obnaża miałkość i amatorszczyznę tych kawałków, eksploatujących najprostsze i najbardziej rozpoznawalne riffy NWOBHM, odarte z autentyczności. W jakimś stopniu jest to po łebkach potraktowana muzyka najstarszego TAROT (jeśli nie wychodzić poza granice Finlandii), a riffy ultra klasyki brytyjskiej, jak te z Lords of Thunder czy  Lawmaker są zagrane z gracją słonia.
Do tego Sylvester Shredder nie tylko jest miernym gitarzystą, ale i sztucznym naśladowcą Kimistera (R.I.P).
Gdy się słucha takich kawałków jak Midnight Survivor, Lightning Runners, Break the Chains, to można odnieść wrażenie przebywania w przydrożnym barze, gdzie wszyscy piją piwo, a zespołu w kącie nikt nie słucha, albo też klubu studenckiego, gdzie koledzy grają dla koleżanek, a wszyscy udają, że się przy tym świetnie bawią. Jeśli poziom techniczny, jaki tu pokazuje ANGEL SWORD, jest poziomem prawdziwych ich możliwości i nic nie ukrywają, to oznacza, że metal może grać każdy, kto zna kilka podstawowych zasad obchodzenia się z instrumentami. Jeśli "Heavy Metal Night" ma być właśnie taka, to chyba lepiej już się na jakąś techniawkę z bum boksami przerzucić. Dramat! Jeśli epicki heavy metal rycerski ma wyglądać tak jak Sign of the Raven, to chyba w ogóle lepiej być zupełnie głuchym. Raczej na pewno lepiej, żeby nigdy nie usłyszeć dzieła epic doom heavy Witches Never Die...

Być może niektórzy mają już za dużo w tyłkach, już im się dobra muzyka przejadła, skoro zwracają uwagę na równie bezwartościowe zespoły. Dno.
Kto wytrzymał, a podziela moją opinię, niech przepłucze umysł dobrym piwkiem.

ocena: 1,5/10

new 5.04.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Angel Sword - World Fighter (2024)

[Obrazek: 1230771.jpg?4737]

tracklista:
1.Vigilantes 03:20
2.Weekend Warrior 04:39
3.Dangerous Games 03:38
4.Church of Rock 03:56
5.Powerglove 02:43
6.Against All Odds 04:10
7.Afterburn 04:13
8.World Fighter 05:43

rok wydania: 2024
gatunek: heavy metal
kraj: Finlandia

skład zespołu:
Jerry Razors - śpiew, gitara
Lightning Mike - gitara
Eviltaker - gitara basowa
Alexander Depraved - perkusja

Jest to trzecia płyta ANGEL SWORD. Tym razem zostanie ona wydana przez niemiecką wytwórnię Dying Victims Productions 14 czerwca 2024.

Ten zespół musiał coś zmienić w swojej muzyce, w kategorii heavy metal zupełnie bezbarwnej i tu faktycznie zmienił. To jest dużo lepszy NWOTHM z wpływami NWOBHM niż na dwóch poprzednich albumach. Bardziej zdecydowany, lepszy technicznie śpiew pokazuje Jerry Razors, mocniejsze, bardziej soczyste riffy tu gra i on i Lightning Mike. Lepsze są te melodie, zdecydowanie lepsze i solidnie się prezentują w szybkich metalowo nasyconych Vigilantes i sympatycznie celowo i lekko prześmiewczo przesłodzonym i ugładzonym w refrenie Weekend Warrior. Są jakieś odniesienia do sceny kanadyjskiej w melodic heavy metalowym Dangerous Games w manierze STRIKER, do niemieckiego stadionowego heavy/rock metalu w wolniejszym i nawet true w klimacie Church of Rock. Najkrótszy Powerglove to może nie jest najlepsza melodia, ale przynajmniej jest jakaś konkretna energia, jaką emanują gitarzyści. Ogólnie także lepsze są te sola i miałkość przekazu została tu zastąpiona wyrazistością prostych zagrywek, wpadających w ucho i technicznie bardzo dobrych. To słychać także w potoczystym, szybkim Against All Odds i Afterburn, gdzie może niepotrzebnie sięgają do tych niespecjalnie ciekawych swoich wzorców na refreny z przeszłości. Tu zawadiackie zwrotki robią zdecydowanie lepsze wrażenie, a solo gitarowe jest znakomite. I zgrabnie zrobiony został miarowy, rytmiczny, classic metalowy World Fighter. Taki lekki, ale nasycony przyjemną tradycyjną true heavy metalową atmosferą utwór, z niespodziewanym mistrzowskim zakończeniem w apokaliptycznym stylu. No, to jest wielka pozytywna niespodzianka.

Jest to brzmieniowo album nieco cięższy niż poprzednie, mniej więcej na poziomie chociażby debiutu niemieckiego FORENSICK i tak naprawdę to ten LP można odnieść do kategorii tego, co grały dawniej takie ekipy jak FORENSICK czy BLACKSLASH. Jak się dobrze gra NWOGermanHM sprzed piętnastu lat, to się i dobrze tego słucha.


ocena: 7,8/10

new 3.05.2024

Przedpremierowa recenzja dzięki uprzejmości wytwórni Dying Victims Productions
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości