Metalucifer
#1
Metalucifer  - Heavy Metal Bulldozer (Teutonic Attack)  (2009)

[Obrazek: R-5992678-1408295474-2929.jpeg.jpg]

tracklista:
1.Heavy Metal Bulldozer 05:32
2.Heavy Metal Ironfists 05:48
3.Heavy Metal Ambition 05:15
4.Heavy Metal Highway Rider 05:48
5.Heavy Metal Wings of Steel 04:50
6.Forge the Axe 00:37
7.Heavy Metal Battleaxe 04:35
8.Heavy Metal Warriors 06:30
9.Heavy Metal Drill 05:20

rok wydania: 2009
gatunek: heavy metal
kraj: skład niemiecki ekipy japońskiej

skład zespołu:
Elizablumi (Blumi - Jochen Blumenthal) - śpiew gitara
Mamonohunter ( Martin Bastian) - gitara basowa
Tormentharou (Stefan Hüskens) - perkusja


METALUCIFER to jak wiadomo przede wszystkim znakomita koncertowa olschoolowa zabawa, ale grać coś na tych koncertach trzeba, bo rzecz jasna ile można grać Heavy Metal Is My Way?
W roku 2009 niemiecko-japońska ekipa podzieliła się na dwie i album "Heavy Metal Bulldozer" został nagrany równolegle w Japonii i w Niemczech, przy czym w Niemczech oczywiście pod wodzą Elizablumi. O ile Mamonohunter nie jest postacią zbyt znaną, to perkusista znany jest jako wieloletni członek nie tylko black/thrashowego DESASTER i innych grup w tym ASPHYX, ale i stary kumpel Blumiego z wczesnego składu METAL INQUISITOR.
Album wydany został w marcu 2009 roku przez Iron Pegasus Records, a zaśpiewał sam Elizablumi.

Jest to dokładne odzwierciedlenie płyty nagranej w Japonii przez skład Gezolucifera, choć aranżacje wszystkich kompozycji są nieco inne. Obok nowej wersji kultowego Heavy Metal Drill z 1996 znalazły się tu utwory nowe, bardzo przypominające stylem wcześniejsze nagrania METALUCIFER z albumu "Heavy Metal Chainsaw" z 2001, no bo w końcu co jak nie heavy metal Masaki Tachi miałaby grać ta ekipa? Sporo żartobliwej autoironii nie tylko w klasycznych tytułach kompozycji, żonglowanie słowne wśród mocnych oczywiście, przybrudzonych i prostych classic heavy metalowych riffów, no i dużo dobrej gitarowej roboty Blumiego, wspartej wyborną, choć nieco siłową grą sekcji rytmicznej. Melodie jak zwykle wpadające w ucho, niesamowicie klasyczne dla heavy metalu, dopasowane do potrzeb rozwijania ich na koncertach i zabawy z publicznością. Żadnych ballad, żadnej ekwilibrystyki aranżacyjnej. Prosto, jasno zdecydowanie i z fasonem w starym metalowym stylu.
Zestaw kompozycji jak zwykle wyrwany na bardzo dobrym poziomie i wyraziste refreny w zagranych w umiarkowanym tempie z Heavy Metal Bulldozer, Heavy Metal Ironfists bujają jak należy w najbardziej tradycyjnym stylu lat 80-tych, jaki jest tylko możliwy do wyobrażenia. Znakomicie się prezentuje Heavy Metal Wings of Steel o wyraźnie brytyjskich korzeniach, przy czym aranżacja jest naturalnie surowa i prosta. Trochę więcej można było oczekiwać po Heavy Metal Ambition, gdzie może element humorystyczny jest zbyt mocno zarysowany w interpretacji wokalnej, ale sola i cała część instrumentalna są tu wyborne. Do tego trochę black'n'rolla  w Heavy Metal Highway Rider. Najbardziej kruszący jest koncertowy wymiatacz Heavy Metal Battleaxe i to absolutna klasyka METALUCIFER, zresztą podobnie jak bardzo melodyjny, a równocześnie twardy Heavy Metal Warriors.
Oczywiście nie można uciec od porównań z wersją ekipy japońskiej. Instrumentalnie jest podobnie, choć Blumi gra nieco spokojniej i czytelniej niż Gezolucifer, ale jego zadanie jest trudniejsze, bo gra sam, a nie we dwóch jak u Japończyków i wsparcia brak. Wokalnie także to wyszło jak należy, ale tu rzecz jasna do stylu i wykonania Gezolucifera jednak trochę brak. No, bo w końcu METALUCIFER to jest Gezolucifer.
I tak METALUCIFER miał co grać przez kolejne dziesięć lat, w tym ostatnio w Taipei na Tajwanie, rzecz jasna ponownie w mieszanym składzie w roku 2019.
Niezwykły zespół !

ocena: 8,3/10

new 4.01.2020
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Metalucifer - Heavy Metal Bulldozer (2009)

[Obrazek: R-4122903-1356040384-8035.jpeg.jpg]

Tracklista:
1. Heavy Metal Ironfists / 鋼鉄の拳 06:27       
2. Heavy Metal Bulldozer / 戦慄のメタル・ブルドーザー 05:53     
3. Heavy Metal Battleaxe / 血染めのメタル・アクス 04:38     
4. Heavy Metal Warriors / 誓いのメタル・ウォーリアーズ 05:57       
5. Heavy Metal Highway Rider / ヘヴィ・メタル・ハイウエイ・ライダー 04:44       
6. Heavy Metal Mountain / 宿命のメタル・マウンテン 07:23     
7. Heavy Metal Wings of Steel / 降臨の翼 04:46     
8. Heavy Metal Ambition / 野心前進 04:44       
9. Heavy Metalucifer / 曙光のメタルシフアー 07:30     
10. Heavy Metal Demons / 魔力のメタル軍団 08:19

Rok: 2009
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Japonia

Skład:
Gezolucifer - śpiew, gitara, bas
Elizabigore - gitara
Elizaveat - gitara, perkusja

Heavy Metalowy super skład Metalucifer powraca z nowym, heavy metalowym materiałem, bo ile można mielić ten sam heavy metalowy repertuar?
Niby mówią, że do znudzenia, ale po co ryzykować, i po 8 latach Metalucifer zaatakowało podwójnie, w wersji japońskiej, i teutońskiej.

Kompozycje na obu płytach są mniej lub bardziej takie same, główne różnice to aranżacje, ale najbardziej widocznych, czy może raczej słyszalnych, jest sześć - trzy utowry, dwie dodatkowe gitary i jeden wokalista.
No, może to nie do końca tak, bo jest jeszcze coś, ale o tym potem.
Gezolucifer jest świetny - lekko ochrypły, ale typowo heavy metalowy, szorstki głos, bez problemu wchodzi w wyższe rejestry, w którym brzmi wybornie, i którego słucha się z nieukrywaną przyjemnością.
Sola są wyborne, szybkie, melodyjne i czytelne.
No niestety, Heavy Metal Ambition jest równie nieambitny jak w wersji niemieckiej, pozostałe kompozycje są równie udane jak w wersji niemieckiej, ale Japończycy mają tutaj coś, czego nie mieli Niemcy - Heavy Metal Mountain.
Fundamentem był bez wątpienia Manowar i ich kultowe Mountains i jest równie wybornie to zagrane. No, może wokalnie mogło to być lepsze i z mocniejszym głosem by niszczył jeszcze bardziej, ale i tak jest bardzo dobrze.
Dumny jak Manowar z dawnych lat.
Jest też instrumentalny Heavy Metalucifer, który niby nic ambitnego sobą nie reprezentuje, z wokalem by brzmiał lepiej, ale jest w tym coś, co sprawia, że słucha się tego bez znużenia i nawet się nie odczuwa, kiedy mija tych siedem minut z kawałkiem.
Heavy Metal Demons dumnie kroczy po swoim Iron Maidenowym fundamencie. Sola wyborne, chociaż wybija się wykonawczo i pod względem długości na tle pozostałych kompozycji - ale jak kończyć, to z mocnym akcentem i kropki nad i bez wątpienia nie zabrakło.

Brzmienie jest lekko przybrudzone, ale bas jest bardziej wysunięty niż w wersji teutońskiej i to jest na plus. Płyta brzmi potężniej i jest bardziej dopasowana do Gezolucifera i to już ewidentnie w kruszącym mury i ściany sąsiadów Battleaxe.
Tak jak wersja teutońska brzmiała raczej jak kolejny świetny dodatek do dyskografii Metal Inquisitor, tak tutaj jest kolejna świetna płyta Metalucifer z polewką Sabbat.
Przede wszystkim, co należy podkreślić i podkreślać za każdym razem, kiedy o tym zespole się mówi, to fakt, że technicznie i wykonawczo to absolutna czołówka. O ile teksty są ewidentnie dla jaj, to poza tym wszystko jest jak najbardziej na poważnie i pokazuje, jak taką muzykę się grać powinno, zamiast kompromitować scenę w stylu Nanowar.
Kolejny dowód na to, że metal z jajem można zagrać na poziomie i bez błaznowania.
11 lat minęło, a płyta niszczy tak samo.

Ocena: 8.7/10

SteelHammer
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości