Warchylde
#2
Warchylde - Warchylde (1995)

[Obrazek: NC04MDQyLmpwZWc.jpeg]

Tracklista:
1. Straight Ahead (Dont Look back) 05:36
2. Money Maker 04:24
3. Wherever You Are 03:58
4. Hey You! 03:56
5. White House Of Lies 04:30
6. Rise To Live Again 05:01
7. Drifting Thru Time 05:12

Rok wydania: 1995
Gatunek: Melodic Heavy Metal/Power Metal
Kraj: USA

Skład zespołu:
Cal Moore - śpiew, gitara basowa
Casey Moore - gitary, śpiew, instrumenty klawiszowe
Butch Whitney - gitara
Mike Whitney - perkusja

Choć druga połowa lat 80tych była jeszcze okresem bardzo dobrym dla bardziej melodyjnych form heavy metalu w USA, to WARCHYLDE zniknął ze sceny, by pojawić się ponownie dopiero w roku 1992 już bez Irby, wydanym na kasecie nakładem własnym (Cirron) zestawem kompozycji "We Came To Rock You" licząc, że zainteresuje się tym jakaś poważniejsza wytwórnia. Było już jednak za późno, zdecydowanie za późno. Królowała już inna muzyka. Grupa mimo to nie zrezygnowała i w 1995 zaprezentowała, tym razem już w wersji CD album zatytułowany po prostu "Warchylde", a w tematyce miejsce beztroskiej rokendrolowej zabawy zajęły sprawy polityczne i społeczne.

Jako główny wokalista pokazał się tym razem Cal Moore i ten jego styl klasycznego czystego śpiewu inspirowany w nieznacznym stopniu solowym panem O.O. (podkreślam nieznacznym) może się tu podobać. W zalewie bezmelodyjnego grania, udającego heavy i power, grupa pozostała sobą, grając taką hybrydę gatunkową w umiarkowanych, miarowych tempach. Ten album się znakomicie zaczyna. Takie chwytliwe i elegancko bujające numery jak Straight Ahead i Money Maker z fenomenalnymi solami gitarowymi, które dziś można by uznać za typowe dla stoner metalu. No, no kto by pomyślał... I taki rys może nawet MEGADETH (słychać ten riff) w Money Maker, ale przecież i atmosfera SAVATAGE. Świetny numer. Potem jednak te ciągoty do brytyjskiego rocka z Lennonem w tle powodują, że dla fana metalu nic nie ma w Wherever You Are, ani w Drifting Thru Time. Trochę melodyjnie kontrolowanego gniewu metalowego lat 90tych w Hey You! to niezłe jak na te 90te lata granie, gdy jednak zaczynają ciężej operować gitarami, to już White House Of Lies wypada bardzo słabo, podobnie jak zupełnie pozbawiony jasno wyrażonej melodii Rise To Live Again. Czy wszyscy naprawdę muszą grać jak PANTERA? W That's Me Inside najwięcej jest nawiązań do solowego Ozzy Osbourne'a zwłaszcza w refrenie, ale jedyne co tu przykuwa uwagę, to zagrane przez Casey'a Moore'a partie hammondów. Im dalej, tym bardziej wydziwiają i budując klimat niepokojący jak z horror rocka w My Creation stanowią tylko bladą kalkę z Alice Coopera... I może jak się bardziej wsłuchać w Land of The Free, to w pewnych miejscach znajdzie się trochę dobrego gitarowo heavy metalu.

Świetnie zaczęli, kiepsko skończyli. Album, pomimo dobrej produkcji jak na self z połowy lat 90tych, rozczarowuje po zadziwiającym początku. Wystarczyło inwencji na dwa świetne utwory.
To był ostatni taniec WARCHYLDE. Obojętne przyjęcie płyty i co za tym idzie upadek przedsięwzięcia fonograficznego pod nazwą Cirron przypieczętowało ostatecznie upadek zespołu, który został oficjalnie rozwiązany w roku 1996.


ocena: 5,5/10

new 3.12.2023
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Wiadomości w tym wątku
Warchylde - przez Memorius - 28.06.2018, 14:05:40
RE: Warchylde - przez Memorius - 03.12.2023, 18:51:37

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości