CREMATORY WIEKU XX
#1
Początki tego niemieckiego zespołu z Mannheim to rok 1992 i demo, po czym w roku 1993 zaprezentowali pierwszy album "Transmigration".
Ciężkie klimatyczne granie z growlem stawało się wtedy coraz bardziej popularne i zespół przedstawił podobna muzykę. Dosyć szybkie tempa bardzo głośne klawisze dozowane jednak oszczędnie i surowe brzmienie zakorzenione w thrashu i death metalu to wizytówka grupy w tym czasie. Wiele kompozycji z tego albumu, jak np. "Never Forgotten Place" wprost wywodzi się death metalu w progresywnej odmianie i łagodniejsze zagrywki to tylko skromne fragmenty kilku utworów. Czasem można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z szybszą wersją znakomitego niemieckiego TORCHURE.
Album jest poprawnie zagrany, zupełnie jednak pozbawiony klimatu, jakim czarowały wiodące zespoły brytyjskie (ANATHEMA czy MDB).
Płyta godna raczej polecenia fanom lekko klimatycznego death metalu niż grania gothic.
Nawet jeśli rozpatrywać ten LP w kategoriach death metalowych to specjalnego wrażenia nie robi. Niemiecka dokładność i solidność na poprawnym poziomie.
6.5/10, a najlepszy IMO numer to „Deformity” z bardzo zgrabnie użytymi klawiszami.

[Obrazek: 1710.jpg]

Pierwszy skład:
Felix Stass - śpiew
Lothar Först - gitara
Heinz Steinhauger - bas
Markus Jüllich - perkusja
Katrin Goger - instrumenty klawiszowe

W roku następnym - 1994 zespół przedstawił drugi album „...Just Dreaming”.

[Obrazek: 1711.jpg]

Ponownie mamy tu surowe brzmienie i dużo zapożyczeń z doom death, a klawisze są mniej wyeksponowane. Pojawiają się żeńskie wokalizy i klimatyczne zwolnienia jak w „Only Once In A Lifetime”. Ciężki grobowy wokal Stassa góruje nad wszystkim, a klimatu więcej zdecydowanie niż poprzednio. Są też lepsze melodie i tu bym wyróżnił „Shadows Of Mine” co ciekawe z niemieckim tekstem.
Takich kompozycji jest jednak nie za wiele i gdy są pewne próby grania pod SATURNUS to już słychać, że to nie ten poziom. „I Saw The Angels Fly” obnaża braki zespołu w umiejętności stopniowania napięcia i nastroju, a „The Instruction” pokazuje, że gdy CREMATORY skręca na ścieżki wczesnego TIAMAT, to także nie ma nic specjalnego do zaoferowania. W drugiej części albumu jest dosyć dużo nowocześnie zaaranżowanych partii klawiszowych, nawet niezłych, ale jakoś niewspółtworzących harmonijnej całości z surowością reszty instrumentów.
Na tym albumie zagrał nowy basista Harald Heine.
Ocena 6/10

Kolejny album zespołu , nagrany w tym samym składzie co poprzednio to "Illusions" z 1995.

[Obrazek: 1713.jpg]

Tym razem pojawiły się dłuższe czyste partie wokalne („Faces” czy „The Beginning of the End”) oraz znacznie więcej melodii, kosztem ciężaru. Gitara nie brzmi już tak surowo, a klawisze, tym razem mocno wysunięte dodatkowo łagodzą całość. Kompozycje w rodzaju „Tears of Time” czy „My Way” - proste, melodyjne, oparte na powtarzanych wciąż tych samych motywach to esencja tego albumu.
Jest tu teraz coś ze skandynawskiej szkoły takiego grania, słychać pewne wpływy CEMETARY czy klasycznie pojmowanego gothic metalu fińskiego. Pewne mechaniczne generowanie poszczególnych fraz stwarza wrażenie industrialnego, choć tak naprawdę z industrialnym graniem to wiele wspólnego nie ma. Znaczna część tego LP jest jednak mało atrakcyjna i znów brakuje wciągającego klimatu, nawet tam gdzie jest on najważniejszy w założeniu - jak w „An Other... ?”, czy też w przeładowanym klawiszami i ciężkim „Dreams of Dancing”. Nieźle wypada na tym tle dosyć wolny i bardzo miarowy... „Just Dreaming”. Do tego nieco instrumentalnego niemetalowego grania na koniec i mamy płytę niby sprawnie odegraną, ale zlewającą się w jedno i niemającą zdecydowanie poruszających melodii ani fragmentów instrumentalnych.
To bardzo przeciętny LP - 5/10

Po tym chłodno przyjętym albumie zespół postanowił nieco zmienić swój styl i już pewne symptomy tego pokazały się na EP "Ist Es Wahr" (1996).
Poprzedzała ona pełny album zatytułowany po prostu "Crematory" z 1996.

[Obrazek: 1756.jpg]

Tym razem zespół zaprezentował muzykę inną i do tego z tekstami tylko w języku niemieckim.
Można określić to co zagrali jako gothic rock/metal podany w nowoczesny sposób.
Nastawienie na melodie wciąż podawane w tym charakterystycznym dla nich jednostajnym średnim tempie i odejście w wielu miejscach od growli na rzecz czystego wokalu ukierunkowuje ten LP na inne grono słuchaczy, niekoniecznie wielbicieli metalu. Zniknęła ciężka gitara i surowość, pojawiło się sporo elektroniki i bardzo łagodnego grania instrumentalnego („Trugbilder” oraz „Sehnsucht”).
”Flammen” jako jedyny bardziej nawiązuje do poprzedniego stylu grupy, a takie utwory jak „Die Suche” czy „Illusionen” stanowią z kolei fundament tego co grał DARKSEED dekadę później.
Trochę bezduszne granie, szczególnie w drugiej części LP, ale kilka fajnych momentów jest o ile ktoś trawi język niemiecki w muzyce.
Ocena 7/10

W 1997 kolejna płyta „Awake” to znów powrót do grania z albumów wcześniejszych.

[Obrazek: 1758.jpg]

Tym razem mamy duży wokalny udział gitarzysty Lothara Forsta, a kompozycje są dosyć żywe i szybkie. Ogólnie coś pośredniego pomiędzy gothic metalem, a dark metalem. Growle, żeńskie wokalizy w tle, czyste refreny i wtórujące gitarze klawisze. Klawisze użyte tym razem w różny sposób, czasem monumentalne, a czasem skoczne jak w przebojowym i bardzo udanym coverze SISTER OF MERCY „Temple Of Love”. Niestety własne kompozycje są ponownie mało wyraziste, co bardzo słychać tam gdzie grupa przechodzi na terytoria dark metalu. Forst też mógłby w zasadzie skupić się na gitarze, bo jego występy w refrenach i czysty wokal trudno uznać za interesujący. Crematory to w zasadzie kalka nagrań z pierwszych albumów i s/t nie dziwi. „The Loss” przyjemny, ale wtórność w stosunku do podobnych gothic/dath/death metalowych utworów innych zespołów przeogromna.
Najbardziej interesują kompozycją wydaje się „Yourself” gdzie połączono kilka stylów w tym nieco klasycznych death metalowych zagrań.
Na koniec bardzo mdła niby ballada „Mirror”.
Znów poprawność wykonania i brak swojej tożsamości... a może raczej autopowielanie na potęgę.
Ocena 6.5/10

W roku 1999 CREMATORY wydał kolejny LP "Awake".

[Obrazek: 1761.jpg]

Ta płyta za bardzo nie różniła się od poprzedniej, ponownie dużo i nawet więcej niż poprzednio czystych wokali. Te wykonane były przez gości tym razem w tym wokalistkę. Część kompozycji jak np. „I Never Die” czy „Moonlight” opierała się na kontrastach surowych, ponurych zwrotek i melodyjnych czysto śpiewanych refrenów. Refreny jednak bardzo proste, w stylu radiowego gothic rocka, a sam Forst niczego tu wielkiego nie pokazał.
Na ogół dosyć szybkie tempa i klasyczna krematoryjna rytmika często z pretensjami na przebojowość niemal popową. O dziwo zaśpiewany po niemiecku w takiej manierze „Fly” doprawdy udany. Ta płyta w dużej mierze zbliżyła CREMATORY do DARKSEED, co słychać w sposobach aranżacji utworów. Bardzo dobry przykład to „Memory”. Wciąż jednak CREMATORY nie potrafił znaleźć recepty na granie klimatyczne i budzące emocje.
Numery z tego LP przesuwają się płynnie i słucha się tego dobrze, ale wylatują z głowy natychmiast gdy się kończą. Czasem jest mocny dół, szczególnie mam na myśli „The Holy One” niekiedy mocno nudzą w beznamiętny sposób („The Game”).
Na koniec znów bardzo blady balladowy numer „Tale” zrobiony w nieco symfoniczno - teatralnym stylu.
Po raz kolejny grupa nie wyszła poza ciasny krąg swojej mocno konserwatywnej stylistyki.
Ponadto same instrumentarium brzmi ubogo. Pierwszy album z nowym gitarzystą Matthiasem Hechlerem, który się tu niczym nie wyróżnił.
Ocena 6.5/10

Zespół w wieku XX zaprezentował się przeciętnie, zawsze pozostając w cieniu innych zawsze pozostając krok z tyłu. Nie był inspiracją dla innych, okazał się też zespołem hermetycznym w obranej stylistyce, raz tylko zaskakując ukłonem w stronę rodaków.
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości