Anthem
#1
Anthem - Tightrope (1986)
[Obrazek: 102542.jpg]

Tracklista:

1. Victim in Your Eyes 03:43
2. Night After Night 05:23
3. Death to Death 04:14
4. Tightrope Dancer 04:22
5. Driving Wire 04:22
6. Finger's on the Trigger 04:32
7. Light It Up 05:53
8. Back Street Groove 03:19
9. Black Eyed Tough 04:23

Rok wydania: 1986
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Eizo Sakamoto - śpiew
Hiroya Fukuda - gitara
Naoto Shibata - bas
Takamasa Ohuchi - perkusja

Jest to drugi album tego, jakże ważnego dla sceny heavy metalowej, zespołu z Tokio.
Tym razem zespół zagrał śmielej, a centralną postacią był gitarzysta Hiroya Fukuda.
Przedstawiony został ponownie melodyjny materiał hard rockowy i heavy metalowy z mieszanymi tekstami japońskimi i angielskimi. Album otwiera dynamiczny i szybki "Victim in Your Eyes" z popisowymi zagrywkami Fukuda, a po nim podobny w budowie i równie melodyjny "Night After Night". Słychać, że zespół nabrał pewności siebie. Są to bardzo dobre kompoozycje, niczym nie ustępujące brytyjskim czy amerykańskim, chwytliwe i zgrabnie skonstruowane.
Wolniejszy "Death to Death" to już typowo heavy metalowy numer dla ANTHEM i klasyczny przykład metalu lat 80-tych. Kolejna bardzo dobra rzecz i jedynie może refren średniacki. Nieco amerykańskiego rock/metalu stadionowego, lekko przypominającego AEROSMITH, to "Tightrope Dancer" i "Finger's on the Trigger", a w "Driving Wire" mamy speed metal, także melodyjny, tu jednak moim zdaniem bardzo słabo wypada niestety Sakamoto, fatalne są też chórki. Za to po raz kolejny, jak na całej płycie, wymiata Fukuda. Można powiedzieć, że mamy zapożyczenia z NWOBHM - bo riffy z hard rockowego "Light It Up" to klasyczny przykład grania brytyjskiego z wczesnych lat 80-tych z tym specyficznym, japońskim zacięciem. Ciekawy utwór, również jeden z lepszych na płycie.
Wybornie pojawili sobie w opartym na ciętych riffach rokendrolowym niemal, a do tego bardzo agresywnym i szybkim "Back Street Groove". Buja i to bardzo!
Na płycie mamy jeszcze heavy killer "Black Eyed Tough" na koniec i trzeba przyznać, że ten LP jest nieporównywalnie lepszy od debiutu.
Luz i doskonałe połączenie atrakcyjności melodii, dynamiki, metalowej werwy i wykonania. Nawet dla samego występu pana Fukuda warto posłuchać.
Brzmienie albumu jest dobre, ale może zanadto spłaszczone i ustępuje jednak temu, jakie uzyskano na płytach późniejszych.
Uważam, że tym LP zespół zawstydził większość zespołów, grających szybki melodyjny heavy metal w tym czasie i tylko egzotyka pochodzenia ograniczyła popularność tej płyty.

Delikatna okładka nie oddaje agresywnej zawartości.

Ocena: 8/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Anthem - Bound To Break (1987)
[Obrazek: 4484.jpg?0738]

Tracklista:

1. Bound to Break 04:22
2. Empty Eyes 04:04
3. Show Must Go On 03:42
4. Rock'n'Roll Survivor 04:05
5. Soldiers 04:24
6. Limited Lights 01:22
7. Machine Made Dog 04:53
8. No More Night 04:36
9. Headstrong 05:12
10. Fire 'n' the Sword 05:16

Rok wydania: 1987
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Eizo Sakamoto - śpiew
Hiroya Fukuda - gitara
Naoto Shibata - bas
Takamasa Ohuchi - perkusja

Trzeci LP zespół wydał już dzięki innej wytwórni - Medusa, dysponował też znacznie większym budżetem. Postawiono na większą staranność produkcji.
Był to krok w dobrym kierunku, brzmienie na tym albumie było lepsze - ostrzejsze i bardziej klarowne.
Płytę rozpoczyna dynamiczny, bardzo agresywny i melodyjny "Bound to Break". Rycząca gitara, szybkie tempo i mamy doskonały początek. "Empty Eyes zrobiony podobnie i już w tym momencie słychać, że ANTHEM zasmakował w graniu z zębem, bez słodzenia i jęczenia. Fukuda niszczy tu długim solem, jednym z najbardziej udanych do tej pory. Wolniejszy rytmiczny "Show Must Go On", oparty na dudniącym basie, kroczy zdecydowanie od pierwszej do ostatniej sekundy zgodnie z tytułem. "Rock 'n' Roll Survivor" też, zgodnie z tytułem, zbudowany na osnowie rokendrolowej i stanowi specyficzny mix grania amerykańskiego i SAXON, słyszalnego w ciętych riffach i dłuższych wybrzmiewaniach. Także i tu nie można się nadziwić inwencji i swobodzie Fukudy.
Niestety czasem się o tym gitarzyście w kontekście sceny japońskiej lat 80-tych zapomina, absolutnie niesłusznie. Na tym LP znajduje się również jeden z najpiękniejszych, bojowych, pełnych dramatyzmu numerów zespołu "Soldiers". Tu fantastycznie zaśpiewał tą żołnierską pieśń Sakamoto. Wspaniała kompozycja o niezwykłej melodii i ogromnym ładunku emocji. Typowo amerykański rock/metal stadionowy "Machine Made Dog" brzmi nawet bardziej amerykańsko niż oryginały i to nabijanie rytmu w średnim tempie jest kapitalne. "No More Night" to kolejny killer zagrany ostro i Sakamoto tu także wkłada wszystkie siły i umiejętności, które zresztą bardzo poprawił. Potem znów wolniej i krocząco w "Headstrong", ale ten utwór, mimo niezłej melodii, raczej należy tu do mniej udanych. Za to wspaniały i mocno japoński "Fire'n'the Sword" ma i epicką siłę, i moc heavy metalowego killera.
Album znakomity i przez wielu uważany za najlepszy, jaki powstał w Japonii w klasycznym heavy metalu w latach 80-tych.
Teraz już ANTHEM twardo zajął miejsce w czołówce.

Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Anthem - Gypsy Ways (1988)
[Obrazek: 4485.jpg?1725]

Tracklista:

1. Gypsy Ways (Win, Lose or Draw) 05:18
2. Love in Vein 04:22
3. Bad Habits Die Hard 04:33
4. Legal Killing 04:38
5. Cryin' Heart 05:01
6. Silent Child 04:21
7. Midnight Sun 04:41
8. Shout It Out! 04:20
9. Final Risk 04:08
10. Night Stalker 05:02

Rok wydania: 1988
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Yukio Morikawa - śpiew
Hiroya Fukuda - gitara
Naoto Shibata - bas
Takamasa Ohuchi - perkusja

Jest to pierwszy album, na którym zabrakło wokalisty Sakamoto. Zastąpił go wokalista Yukio Morikawa, wówczas jeszcze młody i nieznany, przed którym stanęło trudne zadanie - wypełnienie luki po charyzmatycznym frontmanie ANTHEM.
Można powiedzieć, że rozpoczął się nowy rozdział w muzyce zespołu.
Album "Gypsy Ways" zawiera metal już nieco inny, cięższy, wolniejszy, w znacznej mierze pozbawiony hard rockowych akcentów i jakby dostosowany do mocnego, ale nieco statycznego sposobu śpiewania Morikawy. Trzy pierwsze kompozycje, "Gypsy Ways" , "Love in Vein" i "Bad Habits Die Hard" to udane, ale nie porywające numery heavy power ze znacznymi odniesieniami do podobnej muzyki nagrywanej w USA przede wszystkim.
Słychać wielkie zgranie zespołu, ale i jednocześnie jakieś wyciszenie. Podobnie rzecz się ma z kolejnym utworem "Legal Killing", ten jednak bije poprzednie znakomitą melodią i świetnie pomyślanym refrenem. Poprzedni ANTHEM słychać za to w ostro zagranym "Cryin' Heart", przy czym wokalnie i tu rozegrane jest to bardzo spokojnie. "Silent Child" odpowiada na zapotrzebowanie na przebój w stylu japońskim i stanowi cięższą wersję takich nagrań, jakich się zaczęło pojawiać w tym czasie już więcej. Gitara zmiękczona przez coś na kształt symfonicznych zagrywek w tle. "Midnight Sun" ma z kolei dużo wspólnego z brytyjskimi nagraniami heavy metalowymi w refrenie, ale zwrotki opierają się na manierze japońskiej. Tak przy okazji tego utworu już nasuwa się spostrzeżenie, że Fukuda gra na tym LP nieco zachowawczo i nie ma tej ekwilibrystyki gitarowej, jaką proponował wcześniej. "Shout It Out!" to standardowy numer heavy metalowy, raczej średni i blado wypada na tle następnego "Final Risk".
Tu i wokal, i gitara są drapieżne i byłby to killer, gdyby melodia w refrenie była bardziej dopracowana. Prowadzony w średnim tempie "Night Stalker" można zaliczyć do jednych z pierwszych typowych utworów heavy power made in Japan. Szkoda tylko, że brzmi dosyć trywialnie, poza środkową częścią instrumentalną.
Album o bardzo dobrym brzmieniu i średnich w sumie kompozycjach. Płyta jest dojrzała i zrobiona z głową, ale zabrakło odrobiny tego luzu i żywiołowości, cechującej poprzednie nagrania.

Ocena: 7.5/10

Autor recenzji: Memorius
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Anthem - Hunting Time (1989)
[Obrazek: 4486.jpg?3508]

Tracklista:

1. The Juggler 03:50
2. Hunting Time 05:58
3. Evil Touch 04:35
4. Tears for the Lovers 05:06
5. Sleepless Night 03:56
6. Jailbreak (Goin' for Broke) 04:20
7. Let Your Heart Beat 05:47
8. Bottle Bottom 04:03

Rok wydania: 1989
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Yukio Morikawa - śpiew
Hiroya Fukuda - gitara
Naoto Shibata - bas
Takamasa Ohuchi - perkusja

Jest to drugi album z nowym wokalistą oraz pierwszy, na którym w szerszym zakresie wykorzystano instrumenty klawiszowe. Przy tej okazji zazwyczaj się często powtarza błąd, jakoby zespół rozrósł się do kwintetu, pozyskując klawiszowca, Yoshitaka Mikuni. Ten muzyk miał na nowym albumie status gościa.
Coś chyba musiało nie pasować ludziom z ANTHEM na poprzedniej płycie, bo ten LP to ponownie nawrót do szybszego grania o większym ładunku ekspresji, bardziej zadziornego i agresywnego. Tak witają pierwszym utworem "The Juggler". Niestety, mimo starań, nie jest to poziom nagrań z lat wcześniejszych i ten luz i agresywność brzmią nieco sztucznie.
Za to następny, "Hunting Time", bardzo melodyjny, zdecydowanie japoński, w charakterze znakomity. Tu Morikawa pokazuje klasę jako wokalista i myślę, że jego poprzednik w tym czasie tak dobrze by tego nie zaśpiewał. Takiego utworu zabrakło na albumie poprzednim.
Mocno zagrany "Evil Touch" także bardzo dobry. Już w tym momencie słychać, że i Fukuda pewne rzeczy przemyślał. Tak starannych, dopracowanych solówek próżno szukać na albumach z podobna muzyką w owym czasie.
Słychać też, że stawiają na przemyślane melodie. Tu świetnie wypada spokojniejszy i nieco refleksyjny "Tears for the Lovers". Stary, dobry, szybki ANTHEM mamy w killerskim "Sleepless Night" z zaskakująco rozegranymi partiami wokalnymi Morikawa - poczynając od grzecznych zaśpiewów do krzyku no i do tego jeszcze eksplodujące w mózgu solo gitarowe.
W tym utworze słychać również, jak znakomicie ustawiona jest perkusja . "Jailbreak" to słabsze ogniwo tego albumu, poprawnie zagrany heavy metalowy numer, niestety ciągnie całość nieco w dół.
"Let Your Heart Beat" to, jak byśmy dziś powiedzieli, taki klasyczny hard'n'heavy z prostym rytmem, melodią i może nieco zbyt piosenkowym refrenem, jednak ładnie wpasowuje się w całość płyty jako lżejszy akcent. Na koniec znów szybko i ostro w "Bottle Bottom" z fajnymi szarżami basu i chórkami. Mocny, udany utwór na koniec.
Mix tego LP jest wyborny. Nad tym czuwał od dłuższego już czasu Chris Tsangarides, znany ze współpracy z THIN LIZZY i z płyty na płytę osiągał coraz lepszy efekt. Album ma wzorcową produkcję, eksponującą, grzmiącą sekcja rytmiczną i nowocześnie brzmiącą gitarą. Klawisze dyskretne, schowane, tworzące miłe tło w spokojniejszych fragmentach.
Wyciągnęli wnioski z pewnych niedomagań albumu poprzedniego i zniszczyli po raz kolejny.

Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#5
Anthem - No Smoke Without Fire (1990)
[Obrazek: 4487.jpg?5026]

Tracklista:

1. Shadow Walk 05:00
2. Hungry Soul 05:03
3. Blinded Pain 06:51
4. Do You Understand 04:52
5. Love on the Edge 05:30
6. Voice of Thunderstorm 03:30
7. Power & Blood 04:32
8. Fever Eyes 03:44
9. The Night We Stand 05:12

Rok wydania: 1990
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Yukio Morikawa - śpiew
Hiroya Fukuda - gitara
Naoto Shibata - bas
Takamasa Ohuchi - perkusja

Regularność w wydawaniu płyt ANTHEM w tym czasie godna podziwu i rok 1990 przyniósł kolejny album.
Po co coś zmieniać, skoro maszyna funkcjonuje bezbłędnie... Zmian nie ma i znów mamy dynamiczny, agresywny i melodyjny heavy metal. Brzmienie nieco ostrzejsze niż na LP poprzednim, za to jakby więcej melodyjności, w przebojowym znaczeniu, w refrenach.
"Shadow Walk" na dobry początek, przy czym nie jest to jakiś wielki killer, podobnie jak rytmiczny i wolniejszy "Hungry Soul" w klasycznym stylu hard'n'heavy.
Znacznie bardziej interesujący jest "Blinded Pain", gdzie riffy są cięte i ostre, a wokal Morikawy bardzo łagodny. Efekt, przy znakomitej melodii wyborny. Żeby słuchacze nie zapomnieli, że ANTHEM to mistrz szybkich kompozycji, mamy wycinający w pień niewiernych "Do You Understand", gdzie w riffach jest coś z lokomotywy ACCEPT, i mamy rzadko spotykane sola basowe Shibaty. Oczywiście i Fukuda tu wtrąca swoje trzy grosze, a na całej płycie punktuje w solówkach na maxa. Punktuje cały zespół, no bo jak nie docenić wspaniały i mocno japoński "Love on the Edge". No perełka i tyle. Trudno uwierzyć, że można utrzymać taka formę przez cały album, ale znów szybki wymiatacz "Voice of Thunderstorm" utwierdza w przekonaniu, że ANTHEM w tym czasie to był japoński HM dominator. Nieco inaczej pomyślany jest "Power & Blood", gdzie dominuje perkusja i sporo klawiszowych wstawek. Ta kompozycja nie zła, jednak trochę ta nadmierną popowością i "łołooo" w refrenie razi. Ogólnie jakby trochę z innej bajki to jest.
"Fever Eyes" to powrót do melodyjnego agresywnego heavy metalu i może nie od razu się ten numer docenia, ale splecenie refrenu z główną melodią wyśmienite. Na koniec mocarny pełen smaczków gitarowych pełen ekspresji i wycyzelowany "The Night We Stand".
Wykonanie fantastyczne, poczynając od wokalisty, a na perkusiście kończąc, a wszystko podkreślone znakomitą produkcją .

Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#6
Anthem - Domestic Booty (1992)
[Obrazek: 18916.jpg?2809]

Tracklista:

1. Venom Strike 04:49
2. Renegade 04:41
3. Gold & Diamonds 05:05
4. Mr. Genius 04:42
5. Heavy Duty 05:30
6. Blood Sky Crying 00:45
7. Cry in the Night 04:18
8. The Dice of No Mercy 06:12
9. Devil Inside 05:25
10. Willesden High-Road 02:02
11. Silent Cross 06:22

Rok wydania: 1992
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Yukio Morikawa - śpiew
Akio Shimizu - gitara
Naoto Shibata - bas
Takamasa Ohuchi - perkusja

Sława ANTHEM rosła, także poza Japonią.
W składzie jednak zaszła poważna zmiana. Nowym gitarzystą został Akio Shimizu, a Fukuda niestety opuścił kolegów.
Na kolejnym LP pojawił się gościnie jako klawiszowiec sam słynny Don Airey.
Płyta wyszła w marcu 1992, czyli w okresie wielkiej zapaści klasycznego heavy metalu.

Założenie - szybko, melodyjnie i agresywnie. Cały ANTHEM.
Tak się też ten album zaczyna. "Venom Strike" to dewastujący otwieracz na miarę poprzednich płyt. Także nieco wolniejszy "Renegade" z mocnym rytmem, nabijanym przez perkusję trzyma poziom. Jest jednak mały problem. Coś się stało z Morikawa.
Jakby wyeksploatowany, jakby nieco zmęczony i ta jego jadowita agresja wymęczona i na siłę. Głos nagle się postarzał, stał się matowy i nie wyrabiał się w wielu miejscach. Tam, gdzie poprzednio by dewastował głosem, to teraz zastępuje krzykiem.
Trzeba przyznać, że "Gold & Diamonds" brzmi nowocześnie jak na owe czasy w głównym riffie, ale z drugiej strony, czy nie kłania się DEEP PURPLE z wiadomego utworu po reaktywacji?
"Mr. Genius" to kawał dobrego riffowania i inaczej zaśpiewany przez Morikawa stanowi mocny punkt tej płyty.
Zawsze jakoś boję się tych utworów z tytułem "Heavy Duty". Na ogół to średnio wolno zagrany łupankowy hejwi metal i tym razem jest tak samo. Fajne solo, ale reszta taka bardzo przeciętna.
"Blood Sky Crying" to miniaturka klawiszowa Aireya, będąca wstępem do "Cry in the Night". Lżejszy, przebojowy, klawisze coś z RAINBOW, ale też tak jakoś przyciężka gitara do tych frywolnych klawiszy, a wokal nieco zbyt zdarty.
"The Dice of No Mercy" z jakimś dyskotekowym motywem zupełnie nieudany, fatalnie także śpiewa Morikawa. Jeden z najgorszych numerów ANTHEM, jaki słyszałem.
"Devil Inside" ma za to fajny motyw główny, ale brak tu mocy mimo wszystko. Instrumentalny wypełniacz bez myśli przewodniej "Willesden High-Road" słucha się bez emocji i ostatnia nadzieja to "Silent Cross". Znów sporo Aireya w tle, spokojna melodia, nie wymęczony, delikatny wokal i dużo przestrzeni, częściowo zajętej przez głośną sekcję rytmiczną. Refren pod RAINBOW znów, ale tu Morikawa taki sobie.
Jeśli popatrzeć surowo, to i Akio Shimizu za wiele tu nie pokazuje. Pod względem technicznym bardzo dobry, ale jakby bojaźliwy, podgrywa w tle, a solówki niczym się nie wyróżniają. To nie finezyjny, agresywny i nieobliczalny Fukuda...
Na początku napisałem -"Założenie - szybko , melodyjnie i agresywnie."
Niestety, to tylko założenie. Wyszło nudnawo, sztampowo , wykonanie średnie, a brzmienie nieszczególne tym razem, poza basem i klawiszami . Tsantaragis nie bardzo się postarał. Album wydał Nexus, a do tej wytwórni ANTHEM jakoś szczęścia nie miał.
Myślę, że sami zdawali sobie sprawę, że to nie jest to.
We wrześniu 1992 pożegnali się z fanami koncertowym albumem o znaczącym tytule "Last Anthem" i zeszli z metalowej sceny japońskiej na wiele lat, wciąż jednak uwielbiani, otaczani kultem i w glorii sławy.

Ocena: 6/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#7
Anthem - Heraldic Device (2011)
[Obrazek: 308812.jpg?2247]

Tracklista:
1. The Sign 04:00
2. Contagious 05:01
3. Go! 03:40
4. Blind Alley 03:55
5. Rockbound 04:21
6. Wayfaring Man 05:46
7. Code Of The Silence 03:45
8. In The Dead Of Night 05:18
9. Remains 04:38
10. Living Proof 04:36

Rok wydania: 2011
Gatunek: Melodic Heavy/Power Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Eizo Sakamoto - śpiew
Akio Shimizu - gitara
Naoto Shibata - bas
Hirotsugu Homma - perkusja

Fenomen ANTHEM jest zjawiskiem zdumiewającym. Ikona japońskiego heavy metalu od 30lat istnieje i nagrywa i cieszy się ogromnym powodzeniem nie tylko w swoim ojczystym kraju.
"Black Empire" z 2008 nie był albumem należącym do najlepszych osiągnięć zespołu ,jednak w przypadku tej ekipy nigdy nie wiadomo co zaprezentują następnym razem w obrębie melodyjnego heavy i power metalu.

"Heraldic Device" nagrany po trzech latach rewolucji nie czyni. To muzyka jaką ANTHEM gra już od początku bieżącego stulecia ,melodyjny heavy/power metal o uniwersalnym charakterze, uniwersalnym bo ukierunkowanym na znacznie szerszego niż tylko japońskiego słuchacza. Grupa dużo korzysta ze stylistyki europejskiej, to bezwględnie atakując jak PARAGON w morderczym riffowo "Contagious" to znów wykonując ciężkiego rokendrola w "Go!". Czasem zespół łączy style SCORPIONS , RAINBOW i romantycznego japońskiego metalu i taka mieszanka w postaci "Blind Alley" jest o dziwo udana.
Część kompozycji w prosty sposób nawiązuje do "Black Empire" i o ile "The Sign " niczym się nie wyróżnia to już twardy nieustępliwy "Rockbound" jest znacznym postępem w stosunku do podobnych numerów z poprzedniego LP.
Słychać ,ze ANTHEM chciał zaprezentować album bardziej zróżnicowany niż dwa ostatnie i wzbogacony orientalnym motywem i klawiszami oraz niespodziewanym Jrockowym refrenem "Wayfaring Man" zaskakuje.Zaskakuje także bezpośrednim nawiązaniem w solo gitarowym do stylu Ritchie Blackmore'a z czasów RAINBOW. Również "Remains" zawiera kilka różnych wątków i wydaje się ,że nie są one do końca dobrze ze sobą powiązane.Lekki chaos tu panuje co w przypadku zazwyczaj zwartych iw pozytywnym sensie schematycznych numerów zespołu jest niemiłą niespodzianką.
Potwierdza się jednak to ,ze ANTHEM w kompozycjach lżejszych ,bardziej rockowych wypada od jakiegoś czasu słabiej i tego przykładem jest "In The Dead Of Night". Za to w granym w średnio szybkim tempie melodyjnym heavy/power nadal są ekstraklasą i zakończenie płyty w postaci "Living Proof" jest bardzo udane a Shimizu rządzi tu niepodzielnie.
Shimizu jak zwykle wykazuje się wielką elastycznością ,z ogromną swobodą przeskakuje od stylu do stylu a przy tym gra znacznie lepsze solówki niż na albumie poprzednim. Popis swojego kunsztu daje w instrumentalnym "Code Of The Silence", który jest zagrany z werwą, a przy tym bez zbędnego komplikowania.Typowa japońska instrumentalna petarda z wyraźnie zaznaczoną główną linią melodyczną. Duże wyrazy uznania należą się również basiście Shibata za jego nieustępliwe wspieranie gitarzysty i solowe wycieczki.
Sakamoto wypadł na tym albumie dobrze, niemniej nie jest to jego najwyższa forma.Chwilami jakby ginie gąszczu ostrej i ryczącej gitary i potężnego gęstego basu. Siła głosu już nie taka jak kiedyś...

Solidny melodyjny heavy i power metal zagrał ANTHEM na swojej nowej płycie.Takiej muzyki gra się obecnie coraz mniej tym bardziej w powiązaniu z brytyjską tradycją lat 80tych, jaką grupa kultywuje od samego początku swej działalności.
Solidnie owszem, ale bez rewelacji. Album nieco nierówny i pod tym względem ustępuje zarówno "Eternal Warrior" jaki "Immortal", brak też niestety killera na miarę "Unknown World".
Tak czy inaczej ANTHEM nadal utrzymuje się w krajowej czołówce i fani metalu Made In Japan a zwłaszcza miłośnicy talentu Akio Shimizu nie powinni przejść koło tego LP zupełnie obojętnie.


Ocena :7,7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#8
Anthem - Burning Oath (2012)

[Obrazek: 354208.jpg?5429]

tracklista:
1.Evil One 04:14
2.Unbroken Sign 04:13
3.Overture 00:58
4.On and On 03:57
5.Get Away 05:02
6.Struggle Action 03:46
7.Ghost in the Flame 07:55
8.Double Helix 03:50
9.Face the Core 03:34
10.Life and Crime 04:43
11.Dance Alone 04:46

Rok wydania: 2012
Gatunek: Melodic Heavy/Power Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Eizo Sakamoto - śpiew
Akio Shimizu - gitara
Naoto Shibata - bas
Hirotsugu Homma - perkusja ("Ghost in the Flame")
oraz
Isamu Tamaru - perkusja
Yusuke Takahama - instrumenty klawiszowe

Kolejny rok i kolejny album ANTHEM, Fani oczekują, fani liczą na kolejną dobra płytę.
Tym razem rysa w granitowym składzie zespołu. Homma uczestniczy w nagraniu tylko jednego utworu Ghost In The Flame i ostatecznie opuszcza kolegów w roku następnym. Zastąpił go sesyjny perkusista Isamu Tamaru, który zresztą  w roku 2013 zostaje przyjęty do grupy na stałe. Oficjalnym powodem odejścia Homma było odnowienie się kontuzji jakiej doznał w wypadku motocyklowym w 2008...

"Burning Oath" to bezpośrednia kontynuacja muzyki z płyty poprzedniej, choć momentami więcej tu twardego heavy/power w amerykańskim stylu i takim jest otwieracz Evil One. Bardzo dobre i mocne to jest otwarcie i jeśli się doliczy tu doskonałe solo Akio Shimizu to jest doprawdy bardzo dobrze. Unbroken Sign, dostojnie galopujący jest znakomity w kategorii melodyjny heavy/power. Wszystko tu jest, od solidnej podstawy riffowej, poprzez potoczystą melodię, aż do wybornego sola Shimizu.
Shimizu nie jest może efekciarzem czy gitarowym pirotechnikiem, ale jego wyczucie konwencji muzycznej jest godne szacunku. Te sola, które gra zawsze są realnym i cennym dopełnieniem każdej kompozycji.
Rytmiczny On and On jest rewelacyjny. Jest prostym zapożyczeniem od DREAM EVIL, zrobionym najprostszymi środkami i dlatego jest aż tak atrakcyjny. Po prostu heavy metal, melodyjny, chwytliwy i wirtuozersko wykonany.
W Get Away symfoniczny wstęp autorstwa zaproszonego tu znanego klawiszowca Yusuke Takahama, ciekawy mroczny riff i kolejny killer w średnim tempie. To solo w tradycji Ritche Blackmore'a jest wyborne. No i absolutną klasę pokazał w naprawdę ekscytującym instrumentalnym Double Helix, gdzie gra w stylu Watersa z ANNIHILATOR. Zniszczenie w modern stylu!
Uwielbiam, gdy ANTHEM tak się rozpędza i tak gna w jasnych i mocnych melodiach jak w Struggle Action. Co za moc i atomowa energia! Tamaru gra tu mordercze partie perkusyjne i jest to perkusista godny ANTHEM, w niczym nie ustępujący Homma.
Raz rozegrali dłuższy, wolniejszy numer Ghost in the Flame. Rozegrali w mistrzowskim stylu. To niesamowity mix japońskiej metalowej delikatności i brytyjskich patentów z najwyższej półki. Jest i romantycznie i epicko i niezwykle melodyjnie. I tu Shimizu dopowiada wszystko gitarą w solach. Tu słowo o Sakamoto. To głos stworzony do śpiewania heavy metalu. To jest najwłaściwszy wokalista dla ANTHEM. Żeby stanąć ponad potężną gitarą Shimizu trzeba mieć głos. I on go ma tym razem. Forma zdecydowanie wyższa niż w roku poprzednim.
Zamaszyście, bujająco i porywająco grają takie melodic heavy/power killery jak Face the Core czy Dance Alone i jest coś w tym z luzu HIBRIA. W Life and Crime znów US Power w twardym rozgrywaniu zwrotek i kolejny nośny refren tym razem daleki od Japonii.

Produkcja jest doskonała, tak samo jak na albumie poprzednim. Nieco zdjęto może ryku z gitary Shimizu i to spowodowało większą czytelność całości.  Kapitalnie ustawione blachy. Ogólnie sekcja rytmiczna zrobiona niezwykle starannie.
Jest to album wyłącznie killerów, zróżnicowanych stylowo, perfekcyjnie dopracowanych w szczegółach, bez mielzn, bez dłużyzn, bez wypełniaczy.Genialny album ANTHEM po tylu latach najwyżej wybitnych płyt. Tak się powinno grać melodyjny heavy power!

Może to niezbyt fortunne odniesienie, gdyby się temu przyglądać drobiazgowo, ale wynik kilku ostatnich lat w rywalizacji LOUDNESS/ANTHEM o serca fanów metalu to moim zdaniem 5:0 dla ANTHEM.

ocena 9,9/10

new 27.07.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#9
Anthem - Seven Hills (2001)
[Obrazek: 18688.jpg?4631]

Tracklista:
1. Grieve of Heart 04:13
2. Raging Twister 04:17
3. XTC 04:35
4. The Man with No Name 04:46
5. March to the Madness 05:08
6. D.I.M. 422 03:21
7. Running Blood 05:39
8. Freedom 04:38
9. Silently and Perfectly 05:58
10. The Innocent Man 04:44

Rok wydania: 2001
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Japonia

Skład zespołu:
Eizo Sakamoto - śpiew
Akio Shimizu - gitara
Naoto Shibata - gitara basowa
Hirotsugu Homma - perkusja

W roku 1992 ANTHEM został rozwiązany i był nieobecny na japońskiej scenie metalowej przez osiem lat. Z inicjatywy Naoto Shibaty został reaktywowany w roku 2000 nagrał album z nowymi wersjami swoich słynnych kompozycji, które zaśpiewał niemniej słynny Graham Bonnet. Płyta wzbudziła duże zainteresowanie w Japonii, przybliżyła także zespół fanom tradycyjnego heavy poza rodzinnym krajem, jednak Bonnet, zajęty w licznych projektach, nie mógł zostać stałym członkiem grupy.

W 2001 Shibata i Shimizu zreformowali skład i w ANTHEM pojawił się były perkusista LOUDNESS Hirotsugu Homma oraz... ponownie Eizo Sakamoto jako wokalista. Szybko przygotowany został nowy LP "Seven Hills" wydany przez Victor, jednak stworzenie nowego, atrakcyjnego repertuaru okazało się trudne.
Solidna forma wokalna Sakamoto, kilka zadziwiających solówek Shimizu (w tym w instrumentalnym D.I.M. 422) oraz inteligentna i dynamiczna gra Homma nie mogła przesłonić faktu, ze przeważają tu tuzinkowe kompozycje balansujące na granicy klasycznego heavy metalu i hard rocka, typowe dla Japonii, ale mało wyraziste jak Grieve of Heart, The Man with No Name czy Running Blood. Kilka utworów jest nieco mocniejszych, rytmicznych i mocno akcentowanych (Raging Twister, March to the Madness) ale refreny są toporne i wszystko wydaje się bez polotu. Wśród takich Silently and Perfectly jest nieco bardziej ponury, ma to pewien klimat mroczniejszy, ale zostaje on popsuty w nijakim hard'n'heavy refrenie.
Znacznie lepiej wypadają grając szybciej, na granicy speedu, w ostrym zadziornym XTC, choć ten numer nie ma takiej siły rażenia jak numer ACCEPT pod tym samym tytułem. Solo Shimizu jest tu jednak mordercze. O czasach dawnej świetności przypomina także bardzo dobry Freedom z najlepszym refrenem na płycie, poniekąd inspirowany europejskim heavy metalem lat 80 tych. Ogólnie można zauważyć pewne wzorowanie się na kompozycjach śpiewanych przez Bonneta w ALCATRAZZ i RAINBOW, wychwycić też można wykorzystanie przez Sakamoto niektórych chwytów stosowanych przez Grahama Bonneta. Najbardziej to chyba słychać w The Innocent Man, mocnym numerze w wolniejszym tempie o wyraźnych rockowych europejskich korzeniach.

Niezła, typowo japońska produkcja i typowy japoński sound, ale parę płyt ANTHEM miał już wyprodukowanych lepiej.
Kilka przebłysków w ogólnej nieco nijakiej poprawności i wyborne wykonanie sprawia, że ten album nie może być uznany za nieudany, choć poza Japonią został zignorowany i do dziś należy do najmniej znanych LP grupy.

ocena 7/10

new 2.01.2019
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości