Attica Rage
#1
Attica Rage - Road Dog (2011)
[Obrazek: 301939.jpg]

Tracklista:

1. 36 Insane 03:22
2. Hacked For Vanity 04:06
3. Road Dog Forever 04:14
4. Through The Inner Eye 05:01
5. Contradictions 03:55
6. Ashamed 03:36
7. High 04:43
8. Lost 06:00
9. Altea 02:28
10. Altered Reality 04:05
11. One Minute Silence 04:41
12. Change In The Iris 04:41
13. Swimming With Sharks 06:31
14. Back To The Old School 04:52

Rok wydania: 2011
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Jonny Parr - śpiew, gitara
Stephen Bell - gitara
Colin Walls - bas
Richie Parr - perkusja

Ta grupa z Glasgow nie jest może zbyt szeroko znana, ma jednak bogatą historię, której początek datuje się na rok 1989. Zespół działał bez większych sukcesów do 1994, po czym został reaktywowany w nowym składzie w 2003 i z oryginalnego zestawienia pozostał tylko perkusista Parr. W XXI wieku wiodło się grupie różnie i przechodząc kolejne istotne zmiany osobowe nagrał kilka EP i LP "Ruin Nation" w 2008 roku.
Z nowym basistą powstał drugi ich album, "Road Dog", zawierający kompozycje zarówno premierowe, jak i przedstawiane już wcześniej, między innymi na EP "In Concert with The Mirror" (2005).

Ten zespół zawsze prezentował pewien swoisty styl heavy/power metalu, jednak na płycie z 2011 posunął się w tworzeniu tego swojego stylu chyba nieco za daleko. Przedstawione utwory trudno bowiem jednoznacznie sklasyfikować gatunkowo, co więcej nasuwa się wyraźnie pojęcie "bezstylowość". Zespół łączy, i to w obrębie poszczególnych kompozycji, niemal wszystko co wymyślono w tradycyjnych odmianach metalu, dokładając do tego pewne elementy modern - nowoczesne elektroniczne programowane wstępy i interludia. Słychać tu i najbardziej tradycyjne echa brytyjskiego heavy metalu spod znaku JUDAS PRIEST zmieszane z zagrywkami a'la IRON MAIDEN, dołożone są elementy groove metalu i power/thrashu, a także melodic heavy metalu i hard rocka podanego w ciężkiej gitarowej oprawie.
Tu pojawiają się skojarzenia z zespołami pokroju VIKING SKULL czy AREA 54, a także grających bardziej nowocześnie EXPLODER czy FURY.
Zdecydowanie ATTICA RAGE chce być postrzegany jako zespół oderwany od skostniałej tradycji głównego nurtu brytyjskiego, lecz wykorzystując sporo z tego, co ten styl określa nie jest jednak w stanie od niego uciec. Ta muzyka jest niekonkretna w złym tego słowa znaczeniu, bo to, co ma być czynnikiem urozmaicającym i elementem nieoczekiwanym faktycznie staje się przyczyną bałaganu, a nawet i chaosu w niektórych utworach. Coś się ciekawie zaczyna, pojawia się dobra melodia i nagle zespół zaczyna grać coś zupełnie innego, co zazwyczaj nie pasuje do tego, co było kilka sekund wcześniej.
Ciężko się tego słucha i te niezdecydowane kompozycje, grane z dużą siła i energią po prostu męczą. Płyta jest długa, to ponad godzina muzyki i przez ta godzinę cały czas się czeka na jakiś killer, na jakiś numer wystrzałowy, bo brytyjskie zespoły, nawet gdy prezentują płyty słabe, to przynajmniej jeden taki utwór są w stanie zagrać.
Tu niestety czeka się na taki moment na próżno. Owszem, są dobre momenty, fragmenty i chwile, jest także dobre wykonanie i zarówno wokal, jak i gitarowa robota Jonny Parr zasługują na wyróżnienie, jednak ogólnie niewiele tu jest rzeczy wartych uwagi.

Najjaśniejszą stroną płyty jest brzmienie. Niezwykle soczyste i selektywne, krystaliczne, bez odrobiny brudku i to niektórym też może się z kolei nie bardzo spodobać. Kto jednak lubi taką wycyzelowaną "sharp" produkcję na pewno ten element doceni.
Czy doceni coś więcej? Trudno powiedzieć. Nagromadzenie wszystkiego w jednym miejscu i czasie doprowadziło do bezstylowego metalu, utrzymanego w konwencji heavy/power, gdzie próba stworzenia własnego wizerunku po prostu się rozmywa w nadmiarze pomysłów, do tego zazwyczaj zapożyczonych u innych.


Ocena: 5.6/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Attica Rage - 88MPH (2012)
[Obrazek: 359586.jpg?2258]

Tracklista:

1. From Dusk til Dawn 02:11
2. Beyond Forever 04:33
3. Flight 180 04:45
4. Close Shave 03:27
5. Long Ride Home 05:26
6. Killer Carousel 05:47
7. 88MPH 04:06
8. Aftershow 03:22
9. In Concert with the Mirror 04:45
10. End of an Era 03:40


Rok wydania: 2012
Gatunek: Heavy Metal
Kraj: Wielka Brytania

Skład zespołu:
Jonny Parr - śpiew, gitara
Stephen Bell - gitara
Colin Walls - bas
Richie Parr - perkusja

Rok czasu potrzebowała ATTICA RAGE, by nagrać kolejny, trzeci album. Tyle też czasu potrzebowali, by przemyśleć eklektyzm swojego przekazu i zaprezentować LP nieco bardziej zwarty stylistycznie.
Nie oznacza to wcale, że nastąpił znaczący skok jakościowy. Nie nastąpił, bo trudno o taki skok, skoro muzycznie ATTICA RAGE wchodzi na obszary poniekąd zbliżone do VIKING SKULL. Nawet ta okładka w jakiś sposób to sugeruje.
Koszulka promocyjna z ta okładką na pewno prezentuje się fajnie dzieciakach i nie tylko na nich, ale przekaz muzyczny jest miałki.

To co na poprzedniej płycie było ostrzejszym heavy/power tutaj zostało złagodzone, weszło sporo prymitywnych okołometalowych refrenów, nastąpił też nawrót do hołubienia tradycji brytyjskiego ciężkiego rock/metalu, choć bardziej z pod znaku PERSIAN RISK, niż IRON MAIDEN.
Trochę to takie granie dla farbowanych harlejowców w Beyond Forever czy 88MPH, nieco podlane groove w marnym Close Shave. Fatalny niby balladowy song Long Ride Home ma tylko zalążki dobrej muzyki w części refrenu...
Partie perkusji w nudnym Killer Carousel zastanawiające z powodu tego jak można było coś takiego ostatecznie zamieścić na płycie. Jakieś wycieczki w kierunku muzycznego horroru MERCYFUL FATE/BLACK SABBATH w oprawie groove w In Concert with the Mirror to kompletne nieporozumienie.
Co ma wyrażać song End of an Era wiedzą chyba tylko sami autorzy. Jeśli to ma celować na jakieś listy przebojów to nastąpiła pomyłka, podobnie jeśli ma to pokazywać, że ATTICA RAGE potrafi grać progresywny rock.

Doprawdy wskazać na tym LP jakiś przyzwoity chociażby utwór.Nie jest ni ma pewno Aftershow, który ma kilkanaście sekund dobrego początku i fajne brzmienie basu w pewnym momencie. Zresztą chyba tylko gra Colina Wallsa wzbudza tu jakiekolwiek emocje, bo na pewno nie amatorski wokal Parra czy pozbawiona inwencji gra gitarzysty Bella.
Do produkcji trudno mieć jakieś zastrzeżenia. mocny bas, dobrze ustawiona perkusja, odpowiedni ciężar i barwa gitar.
Kiepsko śpiewający Jonny Parr aż nadmiernie wyeksponowany.
Słabe to wszystko. Do tego niemal jednowymiarowe w obranej sztampowej stylistyce tradycyjnego heavy metalu z ukłonem w stronę małolatów.
ocena 4,1/10

new 7.08.2018
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości