Brainstorm
#1
Brainstorm - Unholy (1998)
[Obrazek: 1208.jpg]

Tracklista:

1. MCMXCVIII 02:28
2. Holy War 03:53
3. Here Comes the Pain 03:50
4. Voices 06:29
5. The Healer 04:13
6. Don't Stop Believing 06:50
7. Heart of Hate 05:30
8. Rebellion 05:46
9. For the Love of Money 05:29
10. Love is a Lie 06:44
11. Into the Fire 04:11
12. Dog Days Coming Down 05:22

Rok wydania: 1998
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Marcus Jürgens - śpiew
Torsten Ihlenfeld - gitara
Milan Loncaric - gitara
Andreas Mailänder - bas
Dieter Bernert - perkusja

To druga płyta BRAINSTORM, zespołu, który poniekąd odbudował zaufanie do niemieckiego heavy power po średnio udanych, wczesnych latach 90-tych, w większości zdominowanych przez przeciętne zespoły, łączące speed i heavy metal. Debiut "Hungry" rozbudził apetyty na więcej takiej pełnej energii muzyki i apetyty te zostały zaspokojone.
BRAINSTORM odszedł tym razem od thrashowej motoryki w kierunku grania szybszego, bardziej osadzonego w tradycji klasycznego heavy metalu i pokazał, że można w takim stylu dać znacznie więcej niż dawały inne niemieckie zespoły przez kilka poprzednich lat.

Już w "Holy War" to słychać. Słychać również znakomity refren, gdzie mamy melodię, jakiej się nie zapomina.
Słychać też, że wokalnie Jürgens rozgrywa to wszystko nieco inaczej, operując szerszym zakresem chwytów, więcej wyższych zaśpiewów, więcej epickiego podejścia.
"Here Comes the Pain" jest kontynuacją myśli muzycznej z płyty poprzedniej. "Voices" chyba też, ale nie uważam, żeby to był bardzo udany numer.
Tę speedową manierę wyraźnie słychać w "The Healer" i w "Heart of Hate". Tu jednak mamy też sporo z tradycyjnego heavy power na średnich tempach. Z kolei "Don't Stop Believing" jakby lekko wskazuje na przyszłość muzyki zespołu, a "Rebellion" trochę bezpłciowy i powtarzający zasadnicze zagrywki z całej płyty.
"For the Love of Money" słuchało by się dobrze na innej płycie, z mniej agresywną muzyką - ale refren to mój ulubiony z tego LP - melodia i wysokie zaśpiewy są tu najwyższej klasy. "Love is a Lie" ma w sobie coś z późnego TAD MOROSE... Chociaż chronologicznie patrząc, to jest oczywiście odwrotnie. "Into the Fire" jest surowy i zakręcony jak MORGANA LEFAY i ten numer należy do najbardziej tu udanych.
"Dog Days Coming Down" jest oczywiście najlepszy i także jeden z najlepszych numerów BRAINSTORM. Jak się okazuje, potrafią zagrać także galopujący melodic power metal, ani przez chwilę nie ocierając się o kicz, ani o kopiowanie innych zespołów. Jeden z najlepszych rycerskich numerów power metalowych z Niemiec z lat 90-tych, nic nie ujmując oczywiście GAMMA RAY.
Wspaniały refren i chórki i klimat bojowy oddany z wielką starannością.

Świetna gitarowa robota, a nasycenie pomysłami na tym albumie jest ogromne. Sola zróżnicowane i ani razu nie robią wrażenia przypadkowych. Bardzo dobrze też prezentuje się sekcja rytmiczna, brak jest jednak mocniejszych dołów, co częściowo zostało poprawione na zremasterowanej wersji tego albumu.
Ten LP kończy przygodę Marcusa Jürgensa z BRAINSTORM. Od tego momentu, ta grupa kojarzona będzie z Andy B. Franckiem. Marcusa można teraz usłyszeć w metalowo/hard rockowym PUMP, a BRAINSTORM nagrał jeszcze wiele płyt. Czy tak ekscytujących jak te dwie pierwsze?


Ocena: 8.4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Brainstorm - Soul Temptation (2003)
[Obrazek: 19959.jpg]

Tracklista:

1. Highs Without Lows 05:28
2. Doorway to Survive 03:22
3. The Leading 05:38
4. Nunca nos Rendimos 05:41
5. Fading 05:31
6. Shiva's Tears 05:32
7. Fornever 04:55
8. Soul Temptation 07:48
9. Dying Outside 04:08
10. To the Head 04:37
11. Rising 05:28

Rok wydania: 2003
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Andy B. Franck - śpiew
Torsten Ihlenfeld - gitara
Milan Loncaric - gitara
Andreas Mailänder - bas
Dieter Bernert - perkusja

Ambitnie i heavy powerowo?Nowocześnie, ale jednak przy zachowaniu poszanowania tradycji?
Melodyjnie, ale bez nadmiernego słodzenia?
Jak tu znaleźć Złoty Środek?
Franck i BRAINSTORM próbują dać odpowiedź na tej płycie. Trzeci album z Franckiem jako wokalistą. Echa progresywnego grania w "Highs Without Lows", oczywiście przy zachowaniu mocnych riffów BRAINSTORM i jakoś to brzmi jednak nieszczerze. Prawdziwsze granie to "Doorway to Survive" i tu gitarowa robota pełna mocy, świetne solo, a wszystko to wcale bez nadmiernej szybkości. Tylko wciąż ta chęć zaprezentowania metalu z wyższej półki jest słyszalna.
"The Leading". No kłaniają się skandynawskie zespoły, grające power metal progresywny, taki bez fujarek i kastanietów, ale jednak z półki wyższej, dla wybranych. Franck i chórki, wysokie i wręcz anielskie, trochę nie bardzo się komponują z przeszłością zespołu, ale tu chodzi o teraźniejszość. Metal, którego fajnie się słucha, ale który szybko ulatuje przy następnym utworze... Nie podobnym, ale jednak te średnio szybkie tempa się zlewają, nawet w "Nunca nos Rendimos", gdzie pewien moment wskazuje na coś gitarowo niezwykłego, znów dokładają klawisze i ugładzony refren.

Te klawisze to zmora tego LP. Owszem, lubię, ale nie takie w graniu, jakie się stara zachować pozory heavy power. Za to solo gitarowe tym razem rzeczywiście imponujące w tym wykorzystaniu prostego motywu.
No stale czegoś tu brak. Fajny jest "Fading", ale może tak raczej na rockowej płycie by pasował lepiej?
Bas za to godny podziwu, zresztą nie tylko w tej kompozycji, ale tu punktuje wyjątkowo.
W dwóch przypadkach się stosuje sitar lub coś, co go naśladuje oraz motywy orientalne w stylu "ancient". Gdy się chce być epickim lub progresywnym. BRAINSTORM to próbuje zrobić jednocześnie. No do mnie ten numer zupełnie nie przemawia. Można tu czekać na jakieś niezwykłe rozwinięcie instrumentalne, ale to jednak nie następuje. Drobienie, drobne wartości, potem takie granie niby monumentalne, gdzie najlepiej brzmi perkusja. I tak epickie zniszczenie nie nadchodzi.
"Fornever" zaczyna się obiecująco i chyba po raz pierwszy klawisze są interesujące, ale kolejny orientalny motyw już zdecydowanie mniej w otoczeniu typowych heavy powerowych riffów.
W "Soul Temptation" pozostajemy w krajach Orientu i w starożytnych klimatach, wzrasta apetyt na obejrzenie którejś z części Indiana Jones, ale pewna dawka epickiego rozmachu przykuwa, niemniej co najwyżej do połowy tej długiej kompozycji.
No w "Dying Outside" jakby wracają stare dobre czasy, tylko szkoda, że w zasadzie tylko do momentu, gdy Franck zaczyna śpiewać. No trzeba się zdecydować albo na mocne granie w zwrotkach, albo na lekko fałszywe wysokie śpiewanie w refrenie. Ponownie warto posłuchać solo gitarowego, granego unisono i można przejść do konstrukcyjnego brata bliźniaka "To the Head", gdzie tylko trochę całość wzmacniają chórki.
"Rising"... a może Falling? No nudnawe to jest w tej egzaltowanej formie.

Ciekawe brzmienie, tego odmówić nie można, instrumentalnie bez zarzutu i Franck w dobrej, ale tylko, formie... i chyba nie za wiele ponadto. Monotonia zabija ten album, zróżnicowany tylko pozornie i za pomocą kilku chwytów, które po pewnym czasie stają się zbyt przewidywalne i męczące.


Ocena: 7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Brainstorm - On the Spur of the Moment (2011)
[Obrazek: 312642.jpg?1726]

Tracklista:
1. Below the Line 06:40
2. In the Blink of an Eye 04:31
3. Temple of Stone 03:26
4. In These Walls 05:21
5. Still Insane 03:50
6. Dark Life 04:10
7. No Saint - No Sinner 05:29
8. Where Your Actions Lead You to Live 03:30
9. A Life on Hold 03:08
10. My Own Hell 05:28

Rok wydania: 2011
Gatunek: Heavy/Power Metal
Kraj : Niemcy

Skład zespołu:
Andy B. Franck -śpiew
Milan Loncaric - gitara
Torsten Ihlenfeld - gitara
Antonio Ieva - bas
Dieter Bernert - perkusja

Jaką muzykę gra obecnie BRAINSTORM? Jeśli kierować się poprzednim albumem to zapewne melancholijny heavy/power metal. Nowa płyta wydana we wrześniu 2011 zdaje się potwierdzać że teraz taka muzyka niegdyś bezkompromisowemu thrash/power bandowi w duszy gra.

Pierwszy utwór "Below the Line" natychmiast budzi wątpliwości. Melancholijny nie oznacza bezbarwny i pozbawiony życia ,a taki jest ten numer, dosyć wolno się toczący, z klawiszowym tłem, ogranym motywem głównym i nachalnymi chórkami w tle. Wszystko to bardziej upchane niż ułożone w całość. Podobne wrażenie sprawia również "In These Walls" gdzie jakoś udało wydobyć mimo słodyczy lepszy nieco klimat. Nieco energiczniej jest w "In the Blink of an Eye". Więcej melodyjnego autentycznego heavy power ale jakże fatalny ten refren pod względem melodii.
Ponadto czas nie działa na korzyść Francka. Po prostu nie śpiewa na tym albumie dobrze. Tu wokal na wysokim poziomie mógłby zdziałać dużo ale Franck wyraźnie nie wie co ze sobą począć i chwilami jakby cichnie, to znów pobrzmiewa rozpaczliwie i tak blado chyba jeszcze nigdy nie wypadł. W nowocześniejszym niż można by się było spodziewać "Temple of Stone"masywnym i zwartym BRAINSTORM wypada nieźle, dobre solo i kilka pomysłów na ozdobniki jednak to ten rodzaj heavy power w średnio szybkim tempie jaki męczy po kilku kawałkach na wielu płytach mniej znanych i szanowanych zespołów. To samo dotyczy "Still Insane" przy czym piosenkowy refren i silenie się na przebojowość razi, bardzo razi.
Nijaki ospały heavy/power w "Dark Life" dodatkowo pogrąża wyjątkowo słaby śpiew.
Te kompozycje są nieatrakcyjne. Są też nieatrakcyjnie wykonane, odegrane jedynie i to ma miejsce we wręcz prymitywnym "No Saint - No Sinner". Ogólnie BRAINSTORM tym razem albo przeładowuje te utwory albo nadmiernie upraszcza tak jak tu pozostawiając na placu boju gitary i nie radzącego sobie z tym wszystkim Francka.
Cały czas się tu czeka na jakiś przełom, na coś na miarę BRAINSTORM z dawnych lat i mógłby tym być dynamiczny szybki zadziorny "Where Your Actions Lead You to Live" gdyby nie...no wychodzą wszystkie minusy skumulowane w jednym miejscu. To niekonkretne granie. cała ta płyta jest niekonkretna. Nie można grać miękkiego heavy power napędzanego mocarną sekcją rytmiczną. To znaczy można, ale efekt jest taki jak na tej płycie i w "A Life on Hold" też.
W zamykającym "My Own Hell" BRAINSTORM niebezpiecznie zbliża się do mniej udanych eksperymentów SYMPHORCE i tylko klawisze (!) tu są w stanie przykuć uwagę orientalnym motywem.

Brzmienie tej płyty jest gorsze niż poprzedniej, bardziej spłaszczone i z rozmytymi gitarami, takimi jakie odstręczały od kliku albumów SYMPHORCE. Eksplozywnego melodyjnego heavy power metalu z "Downburst' tu nie ma, nie ma też tyle klimatu co na LP z 2009 "Memorial Roots".
Grupa straciła kły dawnych lat a równocześnie nie jest gotowa do grania muzyki łagodniejszej w wyrazie. Bardzo to przeciętna płyta i jeśli realnie popatrzeć to najsłabszy LP Niemców w długiej karierze. Bywało,ze nagrywali mniej udane płyty ale zawsze "coś" w nich lub na nich było.
Coś do czego można było potem choćby wyrywkowo wracać. Tu wracać nie ma do czego.


Ocena 5,2/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości