Dark At Dawn
#1
Dark At Dawn - Baneful Skies (1999)
[Obrazek: 2194.jpg]

Tracklista:

1. Within the Light (03:42)
2. Baneful Skies (05:00)
3. Silva Mea (04:09)
4. The Voice of the Gods (03:21)
5. On the Darkest Day (04:05)
6. Thorn of a Rose (05:01)
7. Dragon Tears (04:48)
8. At the Night´s Plutonian Shore (03:40)
9. Don't Pay the Ferryman (Chris de Burgh cover) (03:18)
10. The Throne of Tenebra (03:55)
11. XI (00:25)
12. Empty (04:26)
13. Legends (02:31)

Rok wydania: 1999
Gatunek: Dark/Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład:
Buddy Kohlrausch - śpiew
Matthias Majkowski - gitara
Florian Schröder - giatara
Michael Lowin - bas
Torsten Sauerbrey - perkusja

Debiut zapewne najbardziej nietypowego i niepowtarzalnego zespołu z Osterode, który w niezwykły sposób łączył power i dark metal w melodyjnej odmianie. Niezwykły wokalista Kohlrausch i niezwykłe aranżacje ....
Album mimo że mamy tu dwóch gitarzystów nie jest gitarowo zmasowany, riffy niezbyt ciężkie, nie ma też zagęszczenia - sporo wolnej przestrzeni pozostaje dla kapitalnych partii basowych Lowina. Perkusja ma za to brzmienie potężne i Sauerbrey pokazuje spore umiejętności. Element symfoniczny z użyciem klawiszy, który w dark metalu ma znaczenie duże tu jest tylko pewnym dodatkiem i urozmaiceniem, lekko podkreśla klimat ale nic nie narzuca. Samo brzmienie całości jest surowe, czuć podniosłość i pewną tajemniczość.
Jest też dostojny chłód, mimo że utwory w zdecydowanej większości są bardzo melodyjne.
W dużej mierze w wielu kompozycjach, jak np. „Within the Light”, „Baneful Skies”, „Legends”, „The Throne of Tenebra” mamy do czynienia z tradycyjnym power metalem, który nabiera innego wymiaru dzięki wokalowi Kohlrauscha.
Śmielej w obszary dark metalowe wkraczają zaś w „Thorn of a Rose” i lekko niedoceniony przeze mnie wcześniej „At the Night´s Plutonian Shore”. Mamy tu wokale także żeńskie, na szczęście w żadnym wypadku nie dominują one mrocznego charakteru tych utworów.
Z całą pewnością również „Silva Mea” można tu dorzucić, zwracając uwagę na bardzo dużą melodyjność refrenu. „Empty” podobnie jak „Legends” pochodzi z nieco wcześniejszego okresu, był na EP "Oceans of Time" i jest to utwór powiedziałbym najbardziej fińsko gotycki z tą domieszką surowości, jaka cechowała też dwa pierwsze albumy HEAVENWOOD. Odejście od tego stylu na rzecz bardziej powerowego grania wyszło na plus, bo ten utwór prezentuje się bardzo dobrze ale jednak brak mu nieco do najlepszych.
„Dragon Tears” i „The Voice of the Gods” jak pisałem nie pasują mi. To bardzo wczesne kompozycje jeszcze z okresu gdy grupa swego stylu poszukiwała.
Debiut jest pozycją godną wysokiej oceny, ale gdyby pozostawiono w spokoju pierwsze kompozycje z dem byłoby lepiej. Krótszy ale bardziej zwarty stylowo album robił by większe wrażenie.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Dark At Dawn - Crimson Frost (2001)
[Obrazek: 2195.jpg]

Tracklista:

1. The Frozen Tear (03:16)
2. (A Sleep) In a Watery Red (03:25)
3. Blink of an Eye (04:45)
4. A Winter's Dream (03:21)
5. Across the Oceans of Time (03:30)
6. Out in the Fields (Gary Moore cover) (03:36)
7. Isle of Smile (04:05)
8. Bloody Shimmering Bloom (03:02)
9. The Oasis (04:48)
10. The Daybreak (04:20)
11. Second to Day (04:47)
12. At the Frozen Lake of Bliss (03:38)
13. Whispers of Forgotten Care (03:32)

Rok wydania: 2001
Gatunek: Dark/Power metal
Kraj: Niemcy

Skład:
Thorsten Kohlrausch - śpiew
Florian Schröder - gitara
Matthias Majkowski - gitara
Michael Lowin - bas
Torsten Sauerbrey - perkusja

Drugi LP tej niezwykłej grupy. Przede wszystkim na pewno kontynuacja muzyczna albumu poprzedniego, jest jednak nieco surowiej, chłodniej, bardziej szorstko i chwilami ascetycznie mimo ogólnej melodyjności.
Wskazałbym trzy kompozycje jakby słabsze, gdzie eksperyment poszedł za daleko – „Blink Of An Eye”, „Bloody Shimmering Bloom” oraz „Second To Day”. Może słowo eksperyment to za dużo powiedziane niemniej kompozycje te stanowią pewne odstępstwo od głównej linii kompozycyjnej DARK AT DAWN.
„Blink of an Eye” jest bardzo oszczędny w środkach wyrazu poza melodyjnymi akcentami w refrenie i tu nieco przedobrzyli z tym kontrastem. Świetny moment w refrenie zubaża pozostała część kompozycji. „Bloody Shimmering Bloom” zawiera z kolei za dużo folku, jest zbyt skoczny i za bardzo radosny jak na ogólny klimat tej płyty. „Second to Day” to także nadmierny ascetyzm, przejawiający się w skromnej aranżacji i mało wpadającej w ucho melodii.
Wydaje mi się że tylko w dwóch kompozycjach mamy jasne i proste nawiązanie do płyty poprzedniej. Są to ciepły i posępny „Whispers of Forgotten Care” i „Across the Oceans of Time” z mieszanym duetem wokalnym. Mamy tu bardzo ciekawy miarowy rytm i przetaczające się w tle gitary. Na tym LP takich rozwiązań więcej nie ma.
Niektóre kompozycje, chociaż bardzo dobre nie są do końca dopracowane. Takie odnoszę wrażenie przy „At the Frozen Lake of Bliss” z kapitalnym otwierającym riffem. Dalej jest bardzo dobrze, ale uczucie że można to było ładniej rozwinąć, pozostaje.
Naturalnie przeważają killery. „The Oasis” jest podniosły i niepokojący, z pełnym emocji wokalem, niemal epicki i z dobrze dobranym fragmentem akustycznym. „Isle of Smile” niezbyt szybki, nawet miękko zagrany jak na ten LP ma prosty ale bardzo chwytliwy riff główny i rozprasza trochę mroczną szarość tego albumu. Przeważają tempa średnie jak w „The Frozen Tear” ale trafił się i zwarty szybki „A Winter's Dream”.
W „(A Sleep) In a Watery Red” sięgnęli po motyw rycersko-folkowy przeplatany ostrymi ciętymi akordami i w tym wypadku osiągnęli znakomity efekt.
Znakomita jest oryginalna gra perkusisty Sauerbreya, natomiast tylko bardzo dobra gitarzystów. Chyba na pierwszym LP dali z siebie więcej.
Specyficzny wokal Kohlrauscha surowszy niż poprzednio, wciąż intrygujący i nietypowy.
Surowy mroczny power metal bez odpowiedników.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Dark At Dawn - Of Decay And Desire (2003)
[Obrazek: 32660.jpg]

Tracklista:

1. The Sleepwalker 03:42
2. End of Ice - Warriorqueen 03:53
3. Luna 03:40
4. Maid of Stone 02:59
5. Forever 04:03
6. The 5th Horseman 04:20
7. ...And the Sea Wept 03:26
8. Soulitude 03:11
9. Fair Well 04:16
10. Weltenbrand 04:42
11. One-Night Fall 03:15
12. The Rose of Tears 03:46

Rok wydania: 2003
Gatunek: Dark Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Thorsten Kohlrausch - śpiew
Michael Lowin - bas
Torsten Sauerbrey - gitara, perkusja, instrumenty klawiszowe

W roku 2001 dla tego zespołu nastały ciężkie chwile. Odeszli obaj gitarzyści i grupa stanęła w obliczu problemu - czy szukać następców (co zresztą uczyniono z miernym rezultatem ), czy też kontynuować działalność nagraniową w okrojonym składzie.
Wybrano wariant drugi, przede wszystkim dlatego, że Sauerbrey okazał się wszechstronnym multiinstrumentalistą i na nowy album zdecydował się nagrać partie gitar sam. Płyta muzycznie stanowiła kontynuację stylu z albumów poprzednich, przy czym trzeba przyznać ze Sauerbrey odcisnął tym razem swoje piętno na muzyce znacznie mocniej niż do tej pory.
Uzyskane zostało także nieco inne brzmienie, głębsze i nie tak surowe jak poprzednio.
Album jest cięższy pod każdym względem, także wokalnie, bo Buddy wysunięty został jeszcze bardziej naprzód. Tak to brzmi w rozpoczynającym ten LP "The Sleepwalker".
Typowa dla DARK AT DAWN melodia brzmi potężnie i niemal brutalnie. Ponury i chłodny "End of Ice" - Warriorqueen ma w sobie ponadto wielki ładunek emocji, i te emocje i nastroje w odcieniu "dark" towarzyszą już do końca. Jest to jednak jak i w latach wcześniejszych power metal i zagrane przecież nie za szybko utwory kipią energią.
Wszystko jest zwarte, bez przeciągania niczego bez potrzeby i zespół doskonale potrafi zmieścić wszystko co chce powiedzieć w obrębie nieco ponad trzech minut. Wolniejszy, łagodniejszy "Luna" z użyciem gitary akustycznej podniosły i smutny, ale i zarazem szorstki, za sprawą wokalu, który tu w tle jest wspierany przez głos żeński. W tym całym łańcuchu stalowoszarego grania "Maid of Stone" jest najsłabszym ogniwem jako utwór bez historii.
Pełen treści jest kolejny podniosły "Forever", z wysuniętymi klawiszami i bardzo zdecydowaną w twardych prostych riffach gitarą. Budowanie klimatu specyficznego, epickiego i zarazem niepokojącego i chłodnego to umiejętność jaką ten zespół opanował do perfekcji.
Tak jest w "The 5th Horseman", gdzie też zwraca uwaga gęsta urozmaicona perkusja, oczywiście w wykonaniu Sauerbreya. Tak też jest w "...And the Sea Wept", jednym z surowszych utworów na tym albumie, mimo bardzo melodyjnego niemal rozmarzonego refrenu. Surowa morska opowieść. Ta surowość aż bije z "Soulitude", tu jednak głos żeński i wokalizy dają świetny kontrast. W "Fair Well" jest coś z pieśni rycerskiej barda, ale takiej bezwzględnej, która napełnia krużganki i sale zamkowe mrocznym chłodem.
"Weltenbrand" to przecudownej urody epicki utwór z najbardziej rozpoznawalnym na tym albumie refrenem i gitarowym motywem jakiego się nie zapomina. Jest on też wpleciony w bardzo krótkie oszczędne solo gitarowe. Tych solówek na tym LP ogólnie nie ma wiele, ale tego braku się nie odczuwa bo i tak gitarowo ten album jest wielowymiarowy. Obok głównych ciężkich riffów w tle wciąż coś się dzieje, pojawiają się melodyjne ozdobniki i Sauerbrey bardzo często tka na tym drugim planie misterną pajęczynę splecioną z prostych zagrań.
"One-Night Fall" jest jednym z cięższych utworów, tu gitara jest z kolei sprowadzona do prostego towarzyszenia Buddy'emu, który to wszystko prowadzi głosem.
Za to rola gitary bardzo istotna w bardzo ładnie podsumowującym płytę nostalgicznym, ale także surowym "The Rose of Tears".
DARK AT DAWN na tym albumie nie tylko wyszedł obronną ręką w obliczu kłopotów kadrowych ale nagrał płytę najlepszą do tej pory, także pod względem produkcyjnym.
Porównywać ich nie ma z kim, bo tak jak oni nikt nie grał i nie gra.


Ocena: 9.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Dark At Dawn - Dark At Dawn (2006)
[Obrazek: 129236.jpg?0017] 

Tracklista:

1. The Alliance 02:55
2. Dark and Dawn 03:58
3. Avalon 04:40
4. Crossbreed 04:04
5. Roses of Light 04:22
6. Road to Eternity 04:19
7. Fearless 03:01
8. The Passage 04:16
9. The Ones with Fiery Eyes 04:20
10. Glorious Duty 03:38
11. Sons of the Sea 05:10

Rok: 2006
Gatunek: Dark/Power Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Thorsten Kohlrausch - śpiew
Michael Lowin - bas
Torsten Sauerbrey - perkusja, gitara, instrumenty klawiszowe

Wielka szkoda, że odeszli i raczej już nigdy o nich nie usłyszymy. Na szczęście pożegnali się w godny i wspaniały sposób, jakim bez wątpienia jest album Dark at Dawn z 2006 roku. Został nagrany w 3 osobowym składzie (podobnie jak poprzedni LP), czyli za mikrofonem oczywiście nieśmiertelny i niezniszczalny Thorsten Kohlrausch, który niszczy jak zwykle, Michael Lowin na basie i "trzech w cenie jednego" Torsten Sauerbrey, który to zajął się klawiszami, gitarą i perkusją.

Bardzo dynamiczny i pełen energii "The Alliance" z wymiatającą perkusją oraz bardzo dobrymi melodiami, podobnie jak zmianami tempa. "Dark at Dawn" to kolejny żywy utwór z bardzo fajnym, lekko emocjonalnym solem, wspieranym przez takie też tło. Oczywiście refren również kapitalny z ciekawą końcówką. "Avalon" zaczyna się trochę smutno i tęskno, gitara w oddali - gdy już wchodzi na pierwszy plan, jest bardzo podniośle, oficjalnie, niemalże hymnowo z nutką melancholii. Ten klimat bardzo mocno i solidnie podkreśla środkowa partia. "Crossbreed" to kawałek z pazurem, pędzący niczym szalony pociąg. Bardzo fajny, chwytliwy, lekko pozytywny klimatem i melodyjny refren to mocna strona tej kompozycji. "Roses of Light" to smutek i przygnębienie. Utwór zrealizowany kapitalnie, szczególnie refren. Bardzo duża tutaj zasługa wokalisty, którego głos jakby "unosi się" na melodii refrenu. "The Road to Eternity" zaczyna się spokojnie i taki jest też ten kawałek - spokojny i całkiem dobrze bujający, z malutkim pierwiastkiem niepokoju. "Fearless" to tęsknota i smutek w melodyjnych barwach z kapitalnym refrenem i całkiem bogatą perkusją. Te 3 minuty mijają jak burza i przychodzi "The Passage" i to jest utwór, z którym odrobinę przesadzili. Coś jakby SAVATAGE spróbował się z takim graniem, i do tego by dodać jeszcze może BLACK SABBATH. Jest to utwór ok, nie jest potworny, jednak po killerze za killerem spodziewało się więcej, tym bardziej, że po nim jest powrót do mordu w stylu DARK AT DAWN (więc w sumie można ten utwór traktować jako "przejście"), czyli "The Ones with Fiery Eyes", który kontynuuje niszczenie klimatem i lekkim zabarwieniem melancholią (może i trochę gotycko). "Glorious Duty" swoją rytmiką rozwala w drobny mak. Kapitalny refren, tempo i melodia i mamy kolejny dynamiczny killer, przy którym głowa sama lata i noga tupie. "Sons of the Sea" to ostatni utwór na albumie i jest to godne pożegnanie - trudno wyobrazić sobie lepsze zakończenie niż podniosły, epicki hymn z małym klimatem morza w refrenie. Bardzo przykre to zakończenie, ale jednak mówi "nie martw się - mimo że to nasze ostatnie dzieło, to pozostaniemy na zawsze z tym, z czym jesteśmy".

Pożegnanie najwyższej klasy, dla wielu nieosiągalne. Kapitalne brzmienie, w przeważającej części niszczące kompozycje. Zespół bez odpowiednika, jednak należałoby zastanowić się dlaczego, bo trudno powiedzieć, że ze względów kompozycyjnych, bo większość jest głównie na zasadzie "zwrotka-refren-zwrotka-refren-refren". Tak więc czym się wybili? Metodami i zastosowaniem środków, które mieli, a które pomogły wytworzyć taki klimat i nową jakość, z której tylko oni skorzystali i jak widać wykorzystali do cna, bo i tym albumem zeszli ze sceny. Godnie i z podniesionym czołem.


Ocena: 9.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości