Darkest Era
#1
Darkest Era - The Last Caress Of Light (2011)
[Obrazek: 292025.jpg]

Tracklista:

1. The Morrigan 05:57
2. An Ancient Fire Burns 06:04
3. Beneath The Frozen Sky 07:50
4. Heathen Burial 07:02
5. Visions of the Dawn 07:44
6. To Face The Black Tide 08:29
7. Poem To The Gael 04:16
8. The Last Caress Of Light Before The Dark 11:00

Rok wydania: 2011
Gatunek: Epic Heavy/Folk Metal
Kraj: Wielka Brytania

skład zespołu:
Dwayne "Krum" Maguire - śpiew
Ade Mulgrew - gitara
Sarah Weighell - gitara
David Lindsay - bas
Lisa Howe - perkusja

Niby w Wielkiej Brytanii wychodzi sporo płyt z tradycyjnym metalem, jednak już od kilku dobrych lat autentycznych debiutów brakuje. A to któraś ze Sław coś zaprezentuje, a to odezwie się zapomniany zespół z czasów NWOBHM, a to znów pod nowym szyldem pojawia się grupa znanych już z innych grup muzyków.
DARKEST ERA to debiut autentyczny, choć grupa już od kilku lat istnieje, początkowo pod nazwą NEMESIS. Wydać coś trudno, przebić się przez mur konserwatywnej obojętności na Wyspach też. Temu zespołowi się udało, zresztą poczynania DARKEST ERA były obserwowane i ta płyta niespodzianką znikąd nie jest.

Zespół sięgnął tu do odświeżenia koncepcji tradycyjnego brytyjskiego heavy metalu poprzez włączenie większej dawki elementów epickich, których w graniu z UK zbyt wiele od dłuższego czasu nie ma. Pojawiają się też pewne odniesienia do folkowej muzyki, podane dyskretnie, ale również i chyba niepotrzebnie coś z IRON MAIDEN w solo w "The Morrigan". To zwarta i udana kompozycja, gdzie ten rycerski metal jest jakby smutny i to pieśń wojownika, zmęczonego bojem. Płynnie utwór ten łączy się z "An Ancient Fire Burns", też w średnim tempie, z ładną melodią i miękkimi gitarami o wydłużonych wybrzmiewaniach.
Jest to muzyka przesiąknięta duchem dawnych wieków w sposób dyskretny, to co rycerskie jest proste, nie jest krużgankowe i to granie anglosaskie zdecydowanie.
Utwory są długie, w znacznej części ponad 7 minut, i takie mamy kolejno od "Beneath The Frozen Sky". Tu rozpoczynają gitary akustyczne, wokalizy, tęsknota, zaduma i ta dominuje także dalej. Bardzo to spokojnie się toczy, niemal w stylu wieczornej pieśni ogniskowej, ale to pieśń przyjemna i uspokajająca.
"Heathen's Burial" jest mroczniejszy, także niezbyt szybki, z prostym, powtarzającym się, ale interesującym motywem gitarowym i bardzo łagodnym refrenem.
W przypadku dosyć długich utworów zawsze jest problem - co zrobić, aby ten czas zapełnić jak najlepiej. DARKEST ERA ma z tym jednak pewien problem...
Tu za dużo rzeczy się przedłuża, powtarza... W zamyśle transowe, w rzeczywistości nużące. "Visions Of The Dawn" podobny jest w tempie i melodii do wcześniejszych utworów i w tym momencie to granie zaczyna być już męczące.
Fajne bębny rozpoczynają "To face The Black Tide". W tej kompozycji, o cechach zadumanego songu o bardzo osobistym charakterze, zespół wypada bardzo dobrze, pozostawiając nieco wolnej przestrzeni w obrębie utworu i umiejętnie manewrując nastrojem smutku i nostalgii.
Czy średniowiecznej pieśni, śpiewanej w komnatach nie ma? Jest. To bardzo ładnie wyszło, częściowo a capella, z głosem żeńskim w tle, i tylko akustyczną gitarą w "Poem To The Gael".
Ta gitara akustyczna rozpoczyna także najdłuższy, kończący ten LP "The Last Caress Of Light Before The Dark". Ten utwór jest klimatyczny, ciekawy, kojący, zmuszający do przemyśleń, ale znów jakoś tylko do połowy. Tam się oczywiście coś dzieje cały czas, ale to umyka, rozmywa się i rozpływa.

w tym zespole występują dwie panie. Lisa Howe gra na perkusji i nie wiem, czy to wina złego miksu, czy tez brak jej po prostu siły do grania heavy metalu na tym instrumencie. Perkusja to słaby punkt tego albumu, choć starania, żeby to brzmiało w sposób urozmaicony są. Same gitary w sposobie gry nieco przypominają te z WAYLANDER z lżejszych utworów, zresztą w roku 2008 Ade Mulgrew miał krótkotrwałą przygodę w tym tym zespole. Gitara akustyczna w tych partiach, gdzie gra druga pani, Sarah Weighell, subtelna, ale technicznie mało zaawansowana.
Wokalnie Dwayne "Krum" Maguire nie zachwyca. Nie śpiewa źle, ale też jak na piewcę i narratora celtyckich mitów jest za mało wyrazisty, także i tam, gdzie trzeba być bardziej bojowym. Ogólnie nasuwa się porównanie w klimacie, zwłaszcza do irlandzkiego OLD SEASON, tamten zespół jest jednak zdecydowanie lepszy w kreowaniu tradycyjnego heavy metalu na celtyckim fundamencie.
Tu również samo brzmienie jest niedopracowane. Czy to miało być takie lekko rozmyte po brzegach, może tak, ale efektem jest sound niewyraźny i zbyt pastelowy.
Trudno powiedzieć, dla kogo ta płyta jest przeznaczona. Dla fanów epickiego i rycerskiego heavy jest zbyt mało bojowa, dla tych, co lubią celtycki folk za mało folkowa, a dla fanów klimatu ten klimat jest tu za bardzo prostodusznie i jednostronnie przedstawiony.
W sumie to płyta dobra, ale tylko dobra. Zwarty, spójny i jednostronny materiał aż do przesady.


Ocena: 7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości