Darkseed
#1
Darkseed - Give Me Light (1999)
[Obrazek: 6049.jpg]

Tracklista:

1. Dancing with the Lion 03:12
2. Cold 03:58
3. Echoes of Tomorrow 03:06
4. Cosmic Shining 04:49
5. Journey to the Spirit World 03:07
6. Give Me Light 05:40
7. Fusion 02:42
8. Flying Together 03:24
9. Echoes of Tomorrow (Acoustic Version) 03:04
10. Spiral of Mystery 04:00
11. Desire 01:39
12. Hidden track 4:45

Rok wydania: 1999
Gatunek: Gothic/Heavy Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Stefan Hertrich - śpiew, instrumenty klawiszowe
Thomas Herrmann - gitara
Tom Gilcher - gitara
Rico Galvagno - bas
Willi Wurm - perkusja

Ten zespół z z Monachium, kierowany przez Stefana Hertricha, przez wiele lat i na kilku pierwszych albumach i EP z lat 90-tych poruszała się po obrzeżach gotyckiego i alternatywnego rocka i metalu, nie przykuwając większej uwagi. Mieszali gatunki, próbując stworzyć pewną hybrydę klimatycznego grania, jednak dopiero ten album można uznać za kompromis w pełni udany.
Dostajemy tu muzykę z jednej strony wciąż opierająca się o stylistykę wypracowaną wcześniej, ale już znacznie bardziej masywną i zagęszczoną - może nawet lekko bojaźliwie o efekt końcowy poprzecinaną fragmentami akustycznymi, progresywnymi, klimatycznymi i alternatywnymi...
Płyta urzeka melodiami i jakimś ciepłym nastrojem zniechęcenia, ale z tym pogodnym nastawieniem, że i tak wszystko się ułoży pomyślnie...

DARKSEED unika nadmiaru melancholii typowej dla grup fińskich z kręgu SENTENCED, ta muzyka jest bardziej roztańczona, nastawiona na większą przebojowość i większe wykorzystanie tradycji klasycznego gothic rocka. To słychać w "Dancing with the Lion", w pewnym stopniu także w spokojnie rozegranym "Echoes of Tomorrow" z dodatkowym wokalem żeńskim Doris Zweimüller.
Ten utwór pojawia się na płycie jeszcze raz, tym razem w bardzo przyjemnej wersji akustycznej.
Wykorzystywane są też pewne cechy stylu CREMATORY, z dodatkiem elektroniki i łagodnie podanego rocka. To się znakomicie udaje w "Cold" z fascynującym solem i efektami, wykonanymi na różnych instrumentach perkusyjnych.
W "Cosmic Shining" jest z kolei dużo grania z obrzeży rocka i ten nastrojowy kawałek jest z pewnością na tym albumie najmniej metalowy. W "Journey to the Spirit World" jest ciekawe wykorzystanie dwóch wokali, z których jeden jest typowy dla gothic rocka, drugi, cięższy i ostrzejszy, dominuje również w pozostałych utworach.
Centralnym punktem płyty jest tytułowy "Give Me Light", znów z pewną dawką elektroniki, roztańczonym refrenem i tym razem jakby celowo stonowanym i neutralnym wokalem Hertricha.
Zespół tu zbliża się do łagodnie podanego stylu dark metal, który zacznie dominować w ich nagraniach na płycie następnej.
Kapitalnie wypada tu "Flying Together", rozmarzony, miejscami bardzo delikatny, a przy tym oparty o mocną linię basu i nietypowy riff gitarowy.
Trochę słabiej tu się prezentuje "Spiral of Mystery", mało wyrazisty, ale wynagradza to bardzo dobry bonus bez tytułu, oznaczony jako "Hidden Track" po "Desire". Spokojna, wyważona kompozycja w średnim tempie, w warstwie tekstowej stanowiąca bezpośrednie nawiązanie do miniatury "Desire".

Bardzo dobre ustawienie sekcji rytmicznej, ta brzmi nad wyraz mocno i warto zwrócić uwagę na świetną grę basisty. Elektroniczne wstawki występują w rozsądnej ilości, we właściwych miejscach. Jedna z miniatur - "Fusion" jest w zasadzie kompozycją opartą tylko na instrumentach klawiszowych, interesujące są również sola gitarowe.
Album nieco pastelowy, lekko rozmazany po brzegach, chwilami sprzeczny wewnętrznie, momentami irytujący mieszaniem różnych stylów, ale klimatyczny i wciągający.


Ocena: 8.5/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#2
Darkseed - Diving Into Darkness (2000)
[Obrazek: 6050.jpg]

Tracklista:

1. Forever Darkness 05:23
2. I Deny You 04:58
3. Counting Moments 04:37
4. Can't Find You 05:50
5. Autumn 04:59
6. Rain 04:19
7. Hopelessness 04:51
8. Left Alone 04:59
9. Downwards 05:39
10. Cold Under Water 05:06
11. Many Wills 05:17

Rok wydania: 2000
Gatunek: Heavy/Dark/Gothic Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Stefan Hertrich - śpiew, gitara, bas, instrumenty klawiszowe
Thomas Herrmann - gitara
Tom Gilcher - gitara
Willi Wurm - perkusja

Po nagraniu bardzo dobrej płyty "Give Me Light", niemiecki "poszukujący" zespół DARKSEED rozpoczął szybko prace nad kolejnym albumem, który, według koncepcji lidera, Hertricha, miał być mocniejszy, bardziej mroczny i oddalony od gothic rocka, którego na poprzednim LP nadal nie brakowało.
Grupa popadła jednak w problemy ze składem. Odszedł basista, którego zastąpił w nagraniach sam Hertrich, zaś perkusista Wurm zagrał już tylko na odchodne jako muzyk sesyjny.
Ten album był oczekiwany z dużym zainteresowaniem i DARKSEED pracował pod pewną presją, jakiej wcześniej nie mieli okazji doświadczyć.

To wszystko nie przeszkodziło im nagrać albumu, który można bez przesady nazwać arcydziełem.
To, że najsłabszy i odstający od pozostałych "Rain" i tak wypada zupełnie nieźle i da się słuchać z odrobiną satysfakcji świadczy o potędze pozostałych utworów.
Te pozostałe dziesięć to pełne depresji, melodii, mocy i mroku killery, wysuwające jednoznacznie DARKSEED na czoło niemieckiej stawki w graniu heavy/gothic i dark metalu w cięższej odmianie.
Cięższej nie oznacza wcale przyprawionej blackiem, death czy thrashem, choć wokal jest tym razem czasem znacznie bardziej brutalny niż poprzednio.
Początek albumu we wstępie do "Forever Darkness" delikatny, elektroniczny i ambientowy, potem jednak już dwa wokale - jeden typowy dla gothic, drugi dla heavy metalu, ciężkie, mroczne gitary i... Trzeci wokal, tym razem w stylu dark. No i znakomita melodia, fantastyczna rytmika w tempie średnim. Te średnie tempa to coś pięknego na tej płycie, podobnie jak symfoniczne zakończenie tej kompozycji. Mrok, depresja, łagodna rezygnacja. Tak jest w "I Deny You" i "Counting Moments".
Jeśli elementy elektroniczne czasem były na poprzednim podane zbyt dosłownie, to tutaj wbudowane są wręcz idealnie w ten sound gitar czy to na początku w niewinnych otwarciach, czy w zakończeniach, czy też w licznych interludiach z obrzeża rocka i innych muzycznych gatunków.
Czasem, jak w "Can't Find You" wysuwają się one na plan pierwszy, tworząc melodię na równi z gitarami, gdzie też pojawia się żeńska wokaliza.

Malują muzyczne pejzaże zadumy w "Autumn", zabijają znakomitym refrenem w "Hopelessness", gdzie nadziei rzeczywiście zupełnie brak i jest to zrobione na poziomie lepszym nawet niż na ostatniej płycie SENTENCED. Szarym mrokiem spowijają w "Left Alone" i tu bardzo ciekawie wykorzystane zostały melorecytacje. "Downwards' jest bardziej optymistyczny, ta mgła rozwiewa się nieco z powodu ciepłego melodyjnego refrenu. Chłód i niesamowita melodia powraca w moim faworycie z tego albumu, "Cold Under Water". Kwintesencja stylu, obranego przez DARKSEED i najcięższy utwór na tej płycie, może nie pod względem samego brzmienia, ale jest tu coś takiego, co przygniata, zimnego i bezdusznego, no i brutalny wokal. Jest też płacząca w tle gitara. Jest wszystko, czego potrzeba w takiej muzyce.
Paradę zamyka "Many Wills".
Will my happiness return?
Will the night lay to rest?

Te pytania pozostają tak naprawdę bez odpowiedzi.
Nie ma tym razem już instrumentalnych miniatur, nie ma akustycznego grania, nie ma mieszanych duetów wokalnych. Jest mrok, jest depresja, jest melodia. Zwarty album, wykonany z beznamiętną perfekcją.
Perfekcja mieszania stylów i gatunków, oszczędna i poruszająca.


Ocena: 9.7/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#3
Darkseed - Astral Adventures (2003)
[Obrazek: 23107.jpg]

Tracklista:

1. Dying Land 04:13
2. Fly Into the Night 03:59
3. Where Will I Go 04:10
4. Can't Explain 04:59
5. Life 05:06
6. Hear Me 04:59
7. Souls Unite 04:30
8. Rain of Revival 04:18
9. Forever Stay 04:40
10. Waiting 04:36
11. Every Day 04:38
12. It Shall End 04:47

Rok wydania: 2003
Gatunek: Heavy/Gothic/Dark metal
Kraj: Niemcy

skład zespołu:
Stefan Hertrich - śpiew, bas, instrumenty klawiszowe, programowanie, F/X
Thomas Herrmann - gitara
Tom Gilcher - gitara
Marcus B. - perkusja (muzyk sesyjny)

Mimo że album "Astral Adventure" ukazał się dopiero trzy lata po "Diving Into Darkness", Hertrich tym razem zbytnio nie eksperymentował i przygotował materiał podobny do tego, co było na płycie poprzedniej, jednak jeszcze bardziej zwarty stylistycznie. Mocne, lekko przybrudzone brzmienie, transowe kompozycje, zagrane z posępną chwilami uporczywością i bardziej jeszcze dopasowany do całości wokal to wizytówki tej płyty, która należy, podobnie jak poprzednia, do szczytowych osiągnięć zespołu. Można zarzucić całości pewną bezduszność, ale na pewno nie brak precyzji wykonania.
Trudności z pozyskaniem perkusisty do składu spowodowały konieczność zatrudnienia pałkera sesyjnego, Marcusa B. Urozmaicenie na płycie wprowadzają żeńskie wokale w wykonaniu Sasemy (HAGGARD) i jest to jedyna większa nowinka w stosunku do płyty poprzedniej.
Klimat na tym albumie nie jest tak mroczny, jak poprzednio, w pewnych kompozycjach nastąpił powrót do bardziej "tanecznych" motywów. Gitary są mocne, w przeciwieństwie do sekcji rytmicznej, która przy dużym znaczeniu elektroniki odgrywa tym razem rolę drugoplanową.
Sama elektronika jest istotna, nie dominuje jednak, i pod tym względem płyta różni się od następującej po niej "Ultimate Darkness".

Gotycką przebojowością cechują się "Dying Land" i "Fly Into the Night", zachowana jest jednak nadal mroczka otoczka. W tych i innych utworach DARKSEED obraca się w rejonach średnich temp, jakie dominowały na "Give Me Light", jednak gdy brakuje zdecydowanie przykuwających uwagę melodii, takie kompozycje jak "Where Will I Go", gdzie jest chyba najbardziej wyeksponowany bas na tym LP mogą lekko nużyć.
Gdy jednak jest mrok i dzwony, jak w "Can't Explain", wychodzi to znakomicie, szczególnie, jeśli się uwzględni oszczędność, a nawet minimalizm tego utworu, podanego w nowoczesnej formie.
Szybszy "Life" to znów smutek, podany jako monolit, bez jasnych promieni, przebijających jego strukturę, w "Hear Me" ten smutek jest jeszcze większy i ta płyta na pewno, mimo skocznych momentów, jest całościowo depresyjna. Ten utwór niby nie ma drugiego planu, ale wokal żeński i skromne, ale obecne klawisze, stwarzają takie wrażenie i zwartość jest tu w pewnych miejscach naruszona. Żeby nie było aż tak dołująco cały czas, znów w "Souls Unite" jest bardziej przebojowy refren, którego niestety nie ma w najsłabszym na płycie "Rain of Revival". Nie znaczy to, że to numer słaby, jest tu jednak trochę zamulania w tych wokalnych damsko-męskich duetach.
"Forever Stay" i "Waiting" to ładne współdziałanie Sasemy z wokalami męskimi, a ta melancholia jest tu podawana łagodnie, z wdziękiem melodyjnymi i nawet jakby zwiewnym. "Every Day" za to jest dosyć powolny i toczy się leniwie i często ta kompozycja za pierwszym razem wydaje się nieco monotonna, warto jednak zwrócić uwagę na kolejny ciekawy występ wokalny Sasemy. Ładnie komponuje się w sąsiedztwie ponurego "It Shall End", gdzie Sasema wykonała piękną wokalizę w utworze klimatem bardzo zbliżonym do nagrań z "Diving Into Darkness".

Ten album jest dojrzałym efektem muzycznych przemyśleń Hertricha jako głównego kompozytora. Połączył on pewną przebojowość z roku 1999 z mrokiem z 2000 i wyszła mieszanka bardzo interesująca, choć miejscami nieco minimalistyczna.
Ten album zamyka okres heavy/dark/gothic grania w historii grupy i płyta następna, przesycona elektroniką i nieco dyskotekowymi rytmami, skierowana jest już raczej do innego słuchacza.


Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz
#4
Darkseed - Poison Awaits (2010)
 [Obrazek: 276848.jpg]

Tracklista:

1. Roads 03:27
2. Incinerate 06:18
3. Poison Awaits 04:22
4. Seeds of Sorrow 04:40
5. All is Vanity 04:23
6. Black Throne 04:42
7. A Dual Pact 03:59
8. Torn to Shatters 06:00
9. No Promise in the Heavens 04:25
10. Striving for Fire 05:09
11. Timeless Skies 04:18
12. King in the Sun 04:29

Rok wydania: 2010
Gatunek: Gothic Metal
Kraj: Niemcy

Skład zespołu:
Harald Winkler -śpiew
Thomas Herrmann - gitara
Tom Gilcher - gitara
Michael Behnke - bas
Maurizio Guolo - perkusja
Armin Dörfler - instrumenty klawiszowe

DARKSEED to jedna z ikon niemieckiego gothic metalu, zespół stale poszukujący i rozwijający się, przez lata stanowił czołówkę w graniu gothic z silnymi wpływami innych, cięższych odmian metalu.
Duszą i motorem napędowym zespołu był zawsze Stefan Hertrich, a gdy w roku 2006 postanowił definitywnie opuścić ten zespół, grupa się rozwiązała. Tak chyba powinno pozostać i legenda DARKSEED nie została by skażona nową płytą, która ukazała się w roku 2010.
Muzycy DARKSEED bez Hertricha reaktywowali zespół w roku 2008, a nowym wokalistą został Harald Winkler, w najdawniejszych czasach perkusista w tym bandzie. Płyta przygotowywana była długo, prawie dwa lata i ostateczny efekt jest mizerny.
Naturalnie trudno było oczekiwać cudów czy jakiegoś zdecydowanego grania w jednym ze stylów DARKSEED z Hertrichem, skoro kompozycje tym razem zostały przygotowane bez niego, ale wypadało liczyć przynajmniej na próbę utrzymania się w ramach gatunku, z którym zespół był i nadal jest kojarzony. Tym razem Niemcy zaserwowali dawkę elektrogothic pop music czy jak to tam nazwać, gdzie tylko w niektórych kompozycjach przewijają się riffowe motywy z przeszłości.
Utwory są miałkie, nawet nie noszą cech przebojów, choć takimi zapewne w zamierzeniu miały być. Niepodzielnie króluje elektronika, co gorsza odległa od tej, jaką można było usłyszeć na płycie poprzedniej. Ograne refreny, chaos w obrębie kompozycji, co więcej, nie słychać tu nawet tego, że zespół ma dwóch gitarzystów. Oddzielne momenty w niektórych utworach są nawet niezłe, pokazują jednak, ile sensownych pomysłów zostało tu zmarnowanych. Album nie ma żadnego klimatu, ani melancholijnego, ani mrocznego, ani nawet klimatu wesołej gothic rockowej zabawy.
Winkler jako wokalista nie przekonuje, usiłuje być to bardzo tradycyjny w gothic metalowym śpiewaniu, to znów nowoczesny i schlebiający gustom nastolatek, rozpoczynających swoją przygodę z metalowym graniem. Zresztą, może to i już nie jest metalowa płyta, bo sterylność brzmienia jest zupełnym zaprzeczeniem tego, co metalowym soundem zwykło się nazywać.
Być może jest to produkcja nienaganna, ale na pewno nie metalowa. Mało metalowe są i sola gitarowe i mechaniczna gra sekcji rytmicznej, zdehumanizowanej działaniami na mikserskiej konsolecie. Ciężko tu jest napisać coś konkretnie o poszczególnych utworach, przelatują bowiem jeden za drugim, nie pozostawiając po sobie nic poza wrażeniem lekkiego chaosu.
DARKSEED grywał już różnie, zawsze jednak był to DARKSEED, w jakiś sposób rozpoznawalny, a albumy cechowała pewna ukryta, przewodnia myśl. Tym razem tego nie ma i ogólnie szkoda, że ta płyta ukazała się pod tym szyldem. Zapewne znajdzie ona swoich zwolenników wśród osób zainteresowanych nowocześnie podanym gothic rockowym graniem z elementami pop, ale fanów gothic metalu niemieckiego w klasycznym wydaniu z pewnością nie zadowoli. To, co mógł nagrać DARKSEED w roku 2010 nagrał DENIGHT i płytę tego zespołu mogę tu polecić na pocieszenie.


Ocena: 4/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości