Defender
#1
Defender - They Came Over the High Pass (1999)
[Obrazek: 139.jpg]

Tracklista:

1. They Came Over the High Pass (Intro) 02:22
2. The Siege of Armengar 04:01
3. High Himalayan Valley 08:53
4. Summit Day (Instrumental) 05:08
5. Dragon 06:53
6. City In The Clouds 05:42
7. Maze of the Minotaur (Instrumental) 03:10
8. Nomads of the Stars 06:40

Rok wydania: 1999
Gatunek: heavy/power metal
Kraj: Szwecja

Skład zespołu:
Michael van der Graaf - śpiew
Philip Von Segebaden - gitara , bas
Peter Nagy - perkusja

Mało znanym zespołem był DEFENDER istniejący formalnie w roku 1999 jako jednoosobowy projekt Philipa von Segebadena, byłego lidera AFFLICTED. Wokalistą był także członek AFFLICTED, Michael van der Graaf. Potem lider już tego przedsięwzięcia nie kontynuował i album ten pozostał jedynym i szerzej nieznanym. "They Came Over the High Pass" to płyta absolutnie niesłusznie zapomniana. Z powodu zróżnicowania jej zawartości trudno jest jednoznacznie zaklasyfikować tę muzykę. Po klimatycznym intro następuje potężny heavy metalowy "The Siege of Armengar" o epickim charakterze, nawiązujący do szwedzkiego klasycznego metalu lat 80tych, zagrany z wielką energią i miażdżący galopującymi riffami i gęstą perkusją. Gdy oczekujemy na kolejny true metalowy killer, niespodziewanie następny "High Himalayan Valley" to piękna, delikatna muzycznie a jednocześnie opowiedziana surowo, rozbudowana do ponad 8 minut opowieść o wyprawach w Himalaje. Wspaniały refren, męski wokal i chwytliwe przyspieszenie. Piękna rzecz okraszona dynamicznym solem.
Ciekawy instrumental o łagodnej odprężającej melodii, "Summit Day", to chwila wytchnienia przed epic metalowym "Dragon", jakiego nie powstydziłby się żaden z najbardziej znanych zespołów. Świetny refren i lekko folkowe riffy przemieszane z tradycyjnymi, dostojnie prowadzonymi motywami na średnich tempach. "City In The Clouds" - bardziej tradycyjna heavy metalowa kompozycja - również udana, pozbawiona jednak klimatu poprzednich nagrań i refren mógłby być lepszy."Maze of the Minotaur" to również utwór instrumentalny, totalnie niszczący zagrywkami gitarowymi. Tej epickiej kompozycji słucha się z największą uwagą do ostatniej sekundy. Ostatni kawałek to na początku pełen zadumy i smutku "Nomads of the Stars", przekształcający się potem w powerową wersję utworów typowych dla skandynawskiego doom death.
Płyta ma świetne, mocne i soczyste brzmienie, mocarnie ustawioną sekcję rytmiczną i znakomite partie wokalne - od tych delikatnych do drapieżnych.
Heavy metal pełną gębą i z pomysłem. Absolutnie niesłusznie zapomniana płyta.


Ocena: 9/10
NIE JESTEM ATEISTĄ - WIERZĘ W HEAVY METAL

"Only The Strong Survive!"

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości